Skocz do zawartości
Uwaga konkurs! Wejściówki na AVS 2018 Czytaj więcej.. ×
all999

Sony Walkman NW-ZX300

Rekomendowane odpowiedzi

9 minut temu, Suszec napisał:

Swoją drogą czy z ZX300 działają kabelki typu line-out?

 

Nie bo zx300 (w wm1x też) nie ma wyjścia analogowego przez WMport jedynie jest tam wyjście cyfrowe. Oficjalne stanowisko sony jest takie że line out jest przez wyjścia słuchawkowe a ponieważ wzmacniacz w ich odtwarzaczach jest cyfrowy (S master to wzmacniacz w klasie D) a nie analogowy to nie ma problemów z bi ampingiem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czaję :) W takim razie rozumiem, że sygnał cyfrowy do stacjonarnego DAC-a bez problemów mogę wyprowadzić po WMporcie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
25 minut temu, Suszec napisał:

Czaję :) W takim razie rozumiem, że sygnał cyfrowy do stacjonarnego DAC-a bez problemów mogę wyprowadzić po WMporcie?

 

Na pewno działa to z innymi urządzeniami sony, a co do innych producentów i ich daców to może być różnie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Podobna zawartość

    • Przez Seler666
      Raz, raz, raz, próba mikrofonu...
       
      Moja przygoda z (nieco) lepszym audio zaczęła się mniej więcej 1,5 roku temu między innymi za sprawą tego właśnie forum. Słuchawek przez moje ręce (względnie uszy) przetoczyło się sporo. DAPów było mniej, ale jednak wystraczająco dużo, by móc bardzo nieśmiało zacząć  wyrabiać sobie własne zdanie, definiować preferencje i przymierzać się do dzielenia się swoimi spostrzeżeniami z resztą użytkowników forum bez ryzyka jakiegoś znacznego upokorzenia. Myślę, że Sony Walkman NW-ZX300A to dobry moment, by pokusić się o swoją pierwszą mini recenzję sprzętu audio. Dlaczego? Ano dlatego, że to sprzęt u nas niedostępny, mało popularny, a wzbudzający jednak trochę ciekawości, bo sam otrzymałem kilka wiadomości z pytaniami, jak się sprawy mają.
       

       
      Słowem wstępu: mój egzemplarz to model ZX300A, a więc dystrybucja chińska. Różni się on od modeli dostępnych w Europie czy Stanach mniejszą pojemnością wbudowanej pamięci (16GB zamiast 64) i dodaną literą A do nazwy urządzenia. Niewiele. Różnica w cenie jest natomiast astronomiczna, bo zamiast blisko 700 dolarów, płacimy ok. 380.
       
      Obudowa i jakość wykonania
       
      NW-ZX300 to najnowszy z przedstawicieli znanej i cenionej serii Walkman firmy Sony. Zdaje się, że jest bezpośrednią kontynuacją modeli ZX1 i ZX100 i czymś, co ma stanowić swoisty przedsionek high endu, którym bez wątpienia są modele WM1A i WM1Z. Bardzo żałuję, że nie miałem okazji przesłuchać tej najwyżej półki Sony, ale ptaszki ćwierkają, że pod względem SQ (zwłaszcza po balansie) ZX300 zbliża się do nich idiotycznie wręcz blisko (biorąc pod uwagę różnicę w cenie).
       
      I jestem skłonny w to uwierzyć, ale o tym zaraz. Zacznijmy od jakości wykonania, a ta stoi na absolutnie najwyższym poziomie - nigdy nie miałem DAPa, który byłby wykonany tak precyzyjnie, z taką dbałością o szczegóły i z zastosowaniem takich, a nie innych materiałów.
       

       
      Obudowa to w dużym skrócie: plecki z niezłego jakościowo plastiku (po zdjęciach wnoszę, że podobnego do zastosowanego w ZX100), matowy (dla mnie duża zaleta) ekran TFT, zajmujący mniej więcej 60% przedniego panelu, a cała reszta to srebrne (lub czarne - w zależności, jaką wersję wybierzemy) zaokrąglone aluminium, dające poczucie solidności i obcowania z produktem z wyższej półki. Całość jest bardzo kompaktowych rozmiarów, idealnie mieszcząca się w dłoni. Waga urządzenia też nie wyróżnia się jakoś specjalnie ani w jedną, ani w drugą stronę.
       

       

       
      Na górnej części obudowy mamy dostęp do dwóch wyjść słuchawkowych – 3,5mm SE oraz 4,4mm wyjścia zbalansowanego. Lewy bok to slot na kartę SD, ukryty pod klapką (nie ma żadnych problemów z wkładaniem i wyciąganiem karty, a obsługiwane są chyba wszystkie wielkości - mi czyta 256GB bez zająknięcia); bok prawy to szereg przycisków: Power, Volume Up, Volume Down, Play/Pause , dwa przyciski „przód/tył” oraz przycisk Hold. Dół urządzenia to WM-Port służący do ładowania i komunikacji urządzenia z komputerem oraz miejsce na przypięcie smyczy.
       

       

       

       
       
      Interfejs i takie tam
       
      Użytkowo jest bardzo dobrze, acz nie idealnie. Spora część przedniego panelu pozostaje niewykorzystana, a obsługa bocznych przycisków „na ślepo” nie zawsze okazuje się efektywna mimo dodatkowych „wybrzuszeń” na przycisku Volume Up i Play/Pause. To jednak szczegóły.
       
      System operacyjny to autorski Sony OS znany również z modeli WM1A i WM1Z, który został napisany w jednym celu – odtwarzaniu muzyki. Nie znajdziemy tu żadnych dodatkowych funkcji, jak dostęp do serwisów streamingowych, przeglądania internetu czy innych niż muzyka multimediów. Jest też obsługa BT (w tym LDAC) oraz NFC. Całość działa płynnie i jest łatwa w obsłudze. Dostępne jest wyszukiwanie po utworach, artystach, albumach, kompozytorach czy gatunkach. Możemy też nawigować po zwykłych folderach. Ciekawymi opcjami jest filtrowanie ostatnio dodanych utworów/albumów (Recent Transfers) oraz wyfiltrowanie plików Hi-Res. Jedna rzecz, której jeszcze nie rozgryzłem to obsługa okładek – część się wyświetla, część nie (prawie wszystkie zapisane w wielkości 500x500 z nazwą „cover”) – Opus #1 czytał wszystkie bez zająknięcia, tu bywa różnie.
       

       
      Jest też kilka dodatkowych opcji związanych z odtwarzaniem muzyki - jest equalizer, DSEE HX, DC Phase Linearizer (niskie tony bardziej odpowiadające klasycznemu analogowemu wzmacniaczowi) i Dynamic Normalizer.
       

       
      Na tle WM1A/Z na pewno wyróżnia się opcja USB-DAC (jest też obsługa MQA, więc dodatkowy plusik dla użytkowników Tidala). Ta działa bardzo dobrze pod Win10. Ze swoim Macbookiem Air nie mogłem jej uruchomić, ale nie wiem, na ile to wina mojego komputera, a na ile odtwarzacza.
       

       
      Obsługiwanych formatów wymieniać nie będę, ale czyta wszystko, co tylko znalazłem w swojej bibliotece, łącznie z plikami typu DSD, etc. Na tle Aliena jest duża ulga - żadna nazwa pliku nie jest dla ZX300 za długa.
       

       
      Baterii nie sprawdzałem bardzo rygorystycznie, ale deklarowane przez producenta 30 godzin wydaje się wartością prawdziwą.
       
      Jaka to melodia?
       
      Teraz pora na część, której boję się najbardziej – opis brzmienia. Nie mam wybitnego ucha i za małe doświadczenie, by z przekonaniem o tym pisać – nie chcę skrzywdzić ani recenzowanego urządzenia, ani potencjalnych jego nabywców.
       
      Odtwarzacz testowałem ze słuchawkami Fostex TH610 oraz Sony MDR-EX800ST. Jako punkt odniesienia służył znany i lubiany Shozy Alien+ oraz (z pamięci) Opus #1.
       

       
      Sygnaturą ZX300 bliżej chyba do Obcego niż Opusa. To brzmienie neutralne i precyzyjne, ale na tle Obcego delikatnie ocieplone przez co nie tak techniczne i bezpośrednie. Jest zdecydowanie bardziej przystępne i w mniejszym stopniu atakujące słuchacza. Shozy walił muzyką prosto w twarz jak bokser, tutaj mamy zdecydowanie więcej relaksu, ale bez poświęcania detali czy faktury nagrania. Tony wysokie zdają się delikatnie nie tyle wycofane co zaokrąglone przez co brzmią bardzo przyjemnie dla ucha (tutaj chiński odtwarzacz potrafił czasami robić się męczący). Na tle Aliena+ średnica jest nieco bardziej z tyłu, natomiast jest słyszalnie więcej basu, zwłaszcza w regionie sub bassu. Jest go więcej, ale znajduje się  całkowicie pod kontrolą i jest pięknie zróżnicowany.
       

       
      To gdzie Sony zdecydowanie jest górą to scena i holografia. Jest szerzej (porównywalnie z Opusem), głębiej i ogólnie rzecz ujmując – przestrzenniej. Fragmenty utworów/instrumenty, które na Alienie mi się zaczynały delikatnie sklejać lub grać za blisko środka głowy, tu są dokładnie tam gdzie być powinny – idealnie rozmieszczone na muzycznej mapie.
       
      Z mocą też nie jest źle, jak to czasami w odtwarzaczach Sony bywa. To wersja chińska, więc zapewne bez ograniczeń głośności. Na wyjściu 3,5mm mamy całkiem sensowne 50mW na kanał przy 16 ohmach, a po balansie już 200mW. Niestety, nie miałem możliwości dokładnego porównania obu wyjść, w dodatku oba nie są jeszcze do końca wygrzane (producent zaleca 200 godzin na wyjście). Luźne spostrzeżenia – jest przestrzenniej, dynamiczniej i cieplej.
       

       
      This is the end...
       
      Koniec końców to bardzo udany odtwarzacz – niezwykle przyjemny w obsłudze, względnie lekki, poręczny, a grający na poziomie absolutnego rynkowego topu. Na pewno nie sprawdzi się u tych, którzy szukają multimedialnego kombajnu, ale jeśli tylko zależy nam na MUZYCE w możliwie najbardziej kompaktowej formie – to zdecydowanie sprzęt, który musimy wziąć pod uwagę. Ze swojej strony – gorąco polecam.
       

       
       
       
       
       
       
       
       
       
×

Powiadomienie o plikach cookie

Zarejestruj się aby mieć większy dostęp do zasobów forum. Przeczytaj regulamin Warunki użytkowania i warunki prywatności związane z plikami cookie Polityka prywatności