Wyszukaj

Wyświetlanie wyników dla tagów 'dac' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj za pomocą nazwy autora

Typ zawartości


Forum

  • MP3store
    • MP3Store | sklepy
    • Co kupić?
  • Ogólnie
    • Forum ogólne
    • HydePark
    • Muzyka
    • Gaming
    • Komercyjni
    • Konstruktorzy DIY
    • Wydarzenia i eventy AUDIO
  • Modyfikacje i naprawy sprzętu
    • DIY
    • Hardware
    • Naprawy
  • DAC / AMP
    • Wzmacniacze słuchawkowe
    • ADL by Furutech
    • FiiO
    • Chord Electronics
    • SMSL
    • Questyle
    • Woo Audio
  • Słuchawki
    • Słuchawki - co kupić?
    • Słuchawki ogólnie
    • Cresyn
    • Phiaton
    • SoundMAGIC
    • Takstar
    • ADL by Furutech
    • Fostex
    • VSONIC
    • MrSpeakers
    • Campfire Audio
  • Odtwarzacze przenośne audio-video
    • Odtwarzacze przenośne - co kupić?
    • iriver
    • Apple iPod
    • SanDisk
    • Cowon iAUDIO
    • iBasso
    • Fiio
    • Inne marki
  • Sprzęt stacjonarny
    • Sprzęt stacjonarny - co kupić?
    • Ogólne
    • Odtwarzacze stacjonarne (CD-Audio, CD-MP3 etc.)
    • Audio z komputera
    • Kable audio
    • Wzmacniacze
    • Głośniki
    • Wieże i "gotowe" systemy
    • Streamery
  • Głośniki bezprzewodowe (bluetooth)
    • Divoom
    • Denon
    • Edifier
    • Fresh N Rebel
    • Harman Kardon
    • JBL
    • Marshall
    • Monster
    • RIVA
    • iriver
  • Testy i recenzje
    • Testy Odtwarzaczy
    • Testy Słuchawek
    • Testy sprzętu stacjonarnego
    • Wylęgarnia testów
    • Sprzęt do testów
  • Czytniki e-booków
    • Czytniki ebooków | Ogólne
    • Czytniki ebooków | Produkty

Kalendarze

Brak wyników

Blogi

  • oKSYgen.pl/blog
  • mario's Blog
  • Szycha's Blog
  • Qoolqee X2's Blog
  • M@ro's Blog
  • raf_kichu's Blog
  • matej7's Blog
  • Rudy's Blog
  • Radzique's Blog
  • sjf's Blog
  • JackJacky's Blog
  • lip?@'s Blog
  • ostry1976's Blog
  • dawidek1025's Blog
  • sansa e260
  • Amcia's Blog
  • KlOcEk BlOg
  • Maniak666's Blog
  • arek01's Blog
  • barbolcia's Blog
  • Perypetie z samsungami
  • pytanko666's Blog
  • Domin0's Blog
  • Kuba19's Blog
  • piotrekskc's Blog
  • herbee's Blog
  • Dziku87's Blog
  • -Thug Blog-
  • Seba_JKJ's Blog
  • gollombus' Blog
  • Hal Breg's Trivia
  • lordskoli's Blog
  • Dominik 007's Blog
  • wladca69's Blog
  • WooFer's Blog
  • siloe z życiem boje
  • selphy's Blog
  • ametyn life on real
  • VEDIA S.A.
  • CafeIT.pl
  • Zbiór radosnej twórczości.
  • Blog o początkach inwestowania
  • Daryush CD Players
  • fotomini Blog
  • Admin
  • the fuller Blog
  • the fullerBlog
  • the fullerBlog
  • D@rkSid3 Tech News
  • test
  • MUZYCZNE PRANIE
  • ble ble
  • dadi11Blog
  • Po prostu musiek
  • wielkadziuraBlog
  • Testy, teściki i ich wyniki
  • retter - liczy sie tylko muzyka
  • astellBlog
  • Blog Lorda Raydena
  • ArthassBlog
  • znienawidzonyBlog
  • znienawidzonyBlog
  • Podejrzana sprawa
  • Muzyczne sanktuarium
  • MuzoStajnia
  • Pomoc dla ofiary wypadku w Gdańsku
  • Martinez01Blog
  • Lucky1209Blog

Znaleziono 153 wyników

  1. Cześć. Szukałem odpowiedzi na forum, nie znalazłem. Mam DAC (Aune X1S) podłączany do PC przez USB. Mój problem polega na tym, że lubię porządek w kablach i bardzo wygodnie byłoby mi podłączyć DAC nie bezpośrednio do portu USB na płycie głównej, tylko przez USB monitora. Czyli ścieżka wyglądałaby tak: głośniki / słuchawki <- DAC <- kabel USB <- monitor <- kabel DVI <- płyta główna Czy to w jakikolwiek sposób wpłynie na dźwięk? Wydaje mi się że jako że konwersja D->A zachodzi dopiero w DAC, nic się nie powinno dziać. Ale jestem totalnym amatorem w tym temacie, dlatego pytam.
  2. Chord Mojo

    Chord Electronics zapowiedział mały, przenośny dac/amp - Mojo (Mobile Joy). Jak to u Chorda, brzydki jest jak nie wiem co, ale za to tani - tylko 599$ Mam pewne podejrzenia co do osoby odpowiedzialnej za dizajn. http://www.hifiinsider.com/news/2015/10/13/chord-electronics-mojo-dacamp Technical Details: Output power @ 1KHz 600 Ohms 35mW 8 Ohms 720mW Output impedance 0,075 Ohms Dynamic range 125dB THD @3V 0.00017% Weight 0.4 lbs Dimensions 82L x 60W x 22H (mm) Specifications: Inputs 1 x Micro USB 768KHz/32-bit capable 1 x 3.5mm jack coaxial 768KHz/32-bit capable 1 X Optical Toslink 192KHz/24-bit capable 1 X Micro USB charging port Outputs 2. x 3.5mm headphone jacks
  3. Kolejna ciekawa nowość od COZOY.
  4. Recenzja Auralic Aries Mini Producent: Auralic Dystrybtor: Mp3Store Cena: 2249 PLN brutto Kilka słow tytułem wstępu. Auralic to stosunkowo nowa firma na rynku audio, bo założona w 2009 roku. Interesujące jest jednocześnie to, że zdążyła w dość krótkim czasie zrobić całkiem sporo zamieszania i wyrobić sobie niewątpliwie niezłą markę, co - szczerze powiedziawszy - nie zdarza się zbyt często. Co więcej, producent ten szczyci się wprowadzeniem w 2014 roku platformy Lightning, która – jeśli wierzyć producentowi - jako pierwsza w branży oferuje streaming przez WiFi wspierający zarówno podwójny tryb DSD („dual-DSD”, określany czasami, jako HDSD lub DSD128), jak i DXD (format PCM o wysokiej, „studyjnej” gęstości – 32 bity i 352,9 KHz częstotliwości próbkowania). Jednocześnie Auralic ma w ofercie (między innymi) dwa urządzenia, które zostały bardzo dobrze przyjęte na rynku: streamer Aries, oraz przetwornik (DAC) Vega. Oba urządzenia mają niewątpliwie dobrą prasę na zachodzie i można by się nawet pokusić o stwierdzenie, iż da się je uznać za pewien wyznacznik określonego poziomu jakościowego w swojej bądź, co bądź wyższej (cenowo na pewno), klasie. Testowany tutaj streamer jest jednocześnie urządzeniem o tyle ciekawym, iż wywodzi się właśnie z dużo droższego urządzenia, czyli streamera Aries. Chodzi tutaj zarówno o pewne rozwiązania sprzętowe, jak i o zastosowanie wspomianej powyżej platformy Lightning. Oczywiście mamy w tym przypadku do czynienia z wersją dużo tańszą, lecz przez to, moim zdaniem, nawet bardziej interesującą, gdyż ma ona być przecież wstępem do streamingu o wyższej jakości. Przy czym chodzi tutaj nie tylko o brzmienie samo w sobie, ale także o wygodę obsługi, a także całościowe zgranie wszystkich cech produktu w jedną, spójną całość. Jest to o tyle istotne, że w zasadzie nie da się opisywać tego urządzania, jako samego sprzętu, cały trick polega tutaj na tym, że w tym konkretnym przypadku mamy do czynienia z dedykowaną platformą sprzętową oraz również dedykowanym do niej oprogramowaniem. Mam tu na myśli właśnie platformę Lightning wraz z całym jej „zapleczem”, czyli ogólnie pojętym sterowaniem, które może odbywać się za pomocą telefonu, tabletu, czy też komputera. Co więcej, oba streamery, to znaczy zarówno „duży” Aries (kosztujący, w zależności od wersji 5 lub ponad 7 tyś PLN), jak i recenzowany tutaj Aries Mini, to nie tylko streamery, które umożliwiają odtwarzanie muzyki z sieci lokalnej, pamięci masowej, czy też serwisów streamingowych poprzez wyjścia analogowe (w zasadzie posiada je tylko Aries Mini, o czym już za chwilę), czy też cyfrowe. Oba przetworniki posiadają wyjścia USB wspierające USB Audio Class 2, czyli współpracujące z praktycznie każdym przetwornikiem cyfrowo-analogowym wspierającym ten standard. Należy tutaj jeszcze nadmienić, że duży Aries nie ma żadnych wyjść analogowych, to w zasadzie specjalizowany streamer operujący tylko i wyłącznie w domenie cyfrowej. Dlatego też właśnie wersja Mini jest o tyle ciekawa, że oprócz bycia swoistym pomostem pomiędzy siecią a dedykowanym DACiem, może być traktowana, jako pierwszy zakup dla tych, którzy – mówiąć kolokwialnie - chcą rozpocząć swoją przygodę z wyższej jakośći streamingiem, a potem w logiczny sposób rozbudować system. Przykładowo dalej korzystając z Ariesa Mini, jako streamera, ale już z zewnętrznym przetwornikiem, właśnie podłączonym za pomocą USB. Można by tutaj rzec, że przecież są na rynku inne rozwiązania w podobnej cenie. Ależ oczywiście, że są. Tutaj pojawia się z kolei ważne pytanie, a w zasadzie dwa – na ile platforma tak chwalona przez producenta Lightning tutaj się sprawdza? To po pierwsze. Po drugie zaś: czy dodając sprzęt do oprogramowania efekt końcowy będzie wart więcej, aniżeli suma elementów? Praktyczny minimalizm, czyli co znajdziemy w pudełku. Auralica Mini dostajemy w bardzo eleganckim, lecz jednocześnie minimalistycznym pudełku. Wychodzi na to, że producent musi być dość pewny swoich dokonań, bo przy otwieraniu tegoż pudełka z całą pewnością natkniemy się na bardzo wyrażny napis: „Hi-End Streaming Starts Here”. Szczerzę, to jakoś nie widzę tego napisu w przypadku wielu tańszych urządzeń, bo wywołałby on - co najwyżej - szczery uśmiech. Natomiast tutaj jest to dość ciekawe zagranie. To oczywiście w jakimś stopniu czysty marketing, jednakże świadczy też o dbałości o szczegóły. Sam streamer jest także utrzymany w stylistyce dość minimalistycznej, można by rzec, że to w zasadzie przeciwieństwo wizualnej rozpusty, jaką serwują nam droższe urządzenia spod znaku przykładowo japońskiego Luxmana, czy też chociażby firmy Accuphase. Jest to o tyle ciekawe, że droższy, „pełny” Aries wygląda już zupełnie inaczej. Fakt faktem, że firma jednak trzyma się pewnej spójnej stylistyki. Kto zobaczy na żywo ich urządzenia takie, jak chociażby wspomniany przetwornik Vega, czy też właśnie Aries, będzie wiedział, o co chodzi. Inną natomiast kwestią jest to, że pewne dyskretne nawiazania do firmowej można by w sumie rzec estetyki są, jak chociażby nietypowe umieszczenie diody informującej o pracy urządzenia. Oprócz samego streamera w zestawie otrzymujemy zasilacz, kable stereo RCA-RCA, oraz dwie instrukcje. Pierwsza traktuje o uruchamianiu urządzenia. Druga ładnie wyjaśnia, jak zamontować dysk twardy. Do tego dochodzi jeszcze zasilacz i to w zasadzie by było na tyle. Byłoby, bo należy wspomnieć o tym, że producent dołącza kluczyk, który będzie potrzebny do odkręcenia śrubek mocujących klapkę, pod którą można zamontować właśnie wspomniany przeze mnie dysk. Co więcej, obok kluczyka znajdziemy cztery srubki, które chociaż nie są niezbędne, to pozwolą pewniej zamontować dysk w urządzeniu. Piszę o tym, dlatego, że już na tym etapie producent daje do myślenia – zestaw jest, a i owszem, minimalistyczny, ale jednocześnie jest dokładnie wszystko to, czego możemy potrzebować. Nic mniej, i nic więcej. Parę detali sprzętowych. Od strony sprzętowej mamy tutaj autorskie rozwiązanie bazujące na czterordzeniowym procesorze Arm Cortex A9 pracującym z częstotliwością 1 GHz. Urządzenie posiada 512 MB pamięci RAM oraz 4 GB pamięci na dane urządzenia. Jeżeli chodzi o złącza, jakie znajdziemy na tyle urządzenia, to są one następujące: · LINE-OUT L · LINE-OUT R · COAX · TOSLINK · USB DAC · ETHERNET · DC POWER O ile większość z nich nie wymaga specjalnego komentarza, to przy dwóch pozwolę sobie zatrzymać się na chwilę. Chodzi oczywiście o wejście oraz, przede wszystkim, wyjście USB. Wejście USB – to raczej wiadomo, że chodzi o podłączenie pamięci masowej, takiej, jak dysk twardy albo pendrive. Natomiast właśnie wyjście USB jest tutaj, moim zdaniem, jednym z kluczowych elementów tego streamera. Dlatego, że można przez to wyjście podłączyć dowolny DAC wspierający USB Audio Class 2, zachowując przy tym kluczową funkcjonalność platformy Lightning i umożliwiając logiczną rozbudowę systemu. Warto tutaj nadmienić, iż w Auralicu Mini można zamontować dysk twardy formatu 2.5 cala. Tutaj pewna uwaga praktyczna: proponowałbym tutaj wziąć pod uwagę to, że dysk będzie znajdował się pod płytą głowną urządzenia, warto wybrać taki model dysku, który nie grzeje się za bardzo. Platforma Lightning w praktyce, czyli o specjalizacji słów kilka. Nawiązując do oprogramowania, w przypadku urządzeń firmy Auralic, celowo i z pełną premedytacją użyłem słowa „platforma”. Sam producent określa swoje streamery określeniem Auralic Streaming Bridge. I myślę, że właśnie słowo Bridge jest tutaj słowem kluczowym. Do czego zmierzam? Otóż do tego, że na rynku jest całkiem sporo urządzeń, które można - z mniejszą, lub większą - trafnością określić właśnie, jako streamer. Przy czym, większość z nich to bardziej sprzęt, czyli hardware z dodanym, lepszym lub gorszym (a zazwyczaj nie oszukujmy się – gorszym) oprogramowaniem, aniżeli kompletny, mówiać ogólnie, zestaw. W przypadku Auralica oprogramowanie jest - po pierwsze - nierozłaczną częścią całości. Po drugie, z założenia, poziom integracji ze sprzętem powinien wyznaczać tutaj dość solidny poziom jakościowy. Producent deklaruje, że od wersjii 5.0 (teraz jest już 5.1) oprogramowania – Aries Mini będzie wspierał platformę Roon. Oraz częsciowe dekodowanie MQA, czyli tak zwany first unfold. Co prawda w najtańszym streamerze firmy Auralic zabrakło funkcji upsamplingu do DSD, aczkolwiek można to zrozumieć patrząc przez pryzmat ceny urządzenia. Inną kwestią jest to, że należy tutaj wyrażnie zaznaczyć jedną rzecz – w przypadku Auralica mamy do czynienia z producentem, który faktycznie aktualizuje i ulepsza oprogramowanie w swoich urządzeniach. Niby droby szczegół, lecz z perspektywy praktyki i dość dynamicznie zmieniającego się rynku cyfrowych urządzeń audio – bardzo istotny. Nie bez znaczenia jest też fakt, że z poziomu oprogramowania mamy możliwość zmiany filtrów cyfrowych we wbudowanym przetworniku, do czego jeszcze pozwolę sobie szczerzej w tej recenzji powrócić. W przypadku zainstalowania dysku twardego w urządzeniu, oprogramowanie umożliwia dostęp do tego dysku poprzez sieć, który będzie widoczny po prostu, jako folder sieciowy. Uruchomienie Aries Mini zaraz po włączeniu go w nowej sieci WiFi (albo w przypadku, kiedy nie wykryje poprzedniej) uruchomi się w trybie WiFi hotspot. Możemy wtedy połączyć się do niego z telefonu, bądź tabletu z systemem iOS, na którym uprzednio zainstalowaliśmy oprogramowanie sterujące DS Lightning. Następnie należy przeprowadzić proces konfiguracji, który został szczegółowo opisany na stronach producenta a także zwięźle w samym oprogramowaniu. Z praktycznych kwestii - na pewno dobrze pamiętać o tym, żeby mieć włączoną w routerze obsługę UPnP Multicast. Producent zaleca także korzystanie z Ariesa Mini w sieciach bezprewodowych pracujących na częstotliwości 5GHz, co też wziałbym mimo wszystko pod uwagę. Bo o ile urządzenie bezproblemowo współpracuje ze starszymi routerami, to przy jego cenie i specjalizacji warto zadbać o odpowiednie warunki pracy całej sieci WiFi. Brzmienie Pozwolę sobie zaczać opis brzmienia Ariesa Mini od wbudowanego przetwornika cyfrowo-analogowego, gdyż właśnie ten element produkowanego przez firmę Auralic urządzenia był dla mnie poniekąd największym zaskoczeniem. Przy czym wcale nie jest też tak, że zakładałem, iż będzie on w jakiś sposób niedopracowany, czy też, że będzie grał po prostu źle. Tym bardziej nie spodziewałem się osiągnięcia pułapu brzmieniowej stratosfery. Tutaj chodzi o coś innego, czego się nie bierze pod uwagę dopóki, mówiąc kolokwialnie, nie wejdzie się w bezpośredni kontakt z tego typu urządzeniami bliżej i dopóki nie spojrzy się na kwestię przesyłania i obróbki cyfrowego sygnału audio w nich bardziej całościowo. Często umyka tutaj jeden szczegół – otóż w tym konkretnym przypadku wbudowany DAC dostaje sygnał cyfrowy właśnie ze stramera, którego jest integralną częścią. Po zakończeniu odsłuchów wbudowanego przetwornika miałem nieodparte wrażenie, że jednak coś jest na rzeczy, w sensie takim, że jakość samego streamera miała bardzo duży wpływ na to, co brzmieniowo prezentował sobą przetwornik. Zapewne wbije kij w mrowisko, natomiast uważam, że są takie przypadki, kiedy tak zwane firmowe brzmienie danego układu można włożyć między bajki. Wiadomo, zależy ono w znacznej mierze od aplikacji, lecz jednocześnie trudno się też dziwić, że ludzie słyszą wiele cech wspólnych danego układu na przestrzenii wielu urządzeń. Często bywa przecież tak, że ich aplikacja jest podobna. A konkretniej: powielane są pewne schematy, żeby nie powiedzieć: błędy. Oczywiście jest też efekt sugestii, lecz to może odłóżmy na chwilę na bok. Tak się akurat ciekawie składa, ze kość ESS Sabre do rzadkich nie należy i korzysta z niej cała masa firm - od Myteka do McIntosha. Są one popularne także w tańszych urządzeniach, jak chociażby testowany wcześniej streamer firmy iEAST. I paradoksalnie, właśnie tam można się spodziewać większego wpływu sygnatury brzmieniowej układu na efekt końcowy. Paradoksalnie i szczęśliwie, ponieważ - moim zdaniem - w droższych urządzeniach im mniej słychać specyfikę brzmieniową danego układu przetwornika, tym lepiej. Wracając zaś do meritum – jest jedna cecha szczególna tego brzmienia, która jednocześnie ujawnia się także w brzmieniu, a raczej we wpływie na prezentację soniczną innych urządzeń, jakie wnosi ten streamer. Bo nie zapominajmy, że Aries Mini to przede wszystkim streamer. Jest to bardzo specyficzna poprawność brzmienia. Posłużę się tutaj pewną analogią: u zarania dziejów, kiedy odtwarzacz CD był rzadkością i luksusem, a rynek audiofilski nie tyle, że się dopiero rozwijał, co po prostu nie był tak rozpowszechniony była pewna firma, która zasłynęła z dość ciekawego rozwiązania. Tą firmą była firma dpa, załozona przez tego samego człowieka, P. Roberta Wattsa, który teraz stoi za wszystkimi cyfrowymi urządzeniami firmy Chord. dpa miała rozwiązanie, które nazywało się deltran, stosowane w ich dzielonych (na transport i przetwornik) odtwarzaczach CD. Jego zadaniem była synchronizacja zegara pomiędzy transportem i przetwornikiem. Oczywiście urządzenia grały także, jeżeli deltran był wyłączony. Natomiast po włączeniu – brzmienie znacznie się zmieniały. I to nie były zmiany z gatunku „lepszy bas”, „szersza scena” i tak dalej. Tutaj bardziej chodziło o to, że w jedenj opcji sprzęt grał dźwiękiem, a w drugiej – muzyką. Oczywiście, pewne aspekty samego brzmienia zmieniały się o więcej, niż klasę, jednakże tutaj chodziło o całościowe poczucie tego, że „to w końcu gra”. Pozwoliłem sobie tutaj na tak długi wywód, dlatego, że własnie refleksją przewodnią związaną z brzmieniem Ariesa Mini była własnie ta konkretna refleksja na temat dawnego rozwiązania firmy dpa oraz tego, jak się to ma do czasów dzisiejszych. Bo własnie, pomimo obiektywnych wad, jakich można się doszukać w brzmieniu, Aries Mini gra zdecydowanie bardziej muzyką, niż dźwiękiem. Żeby nie było: w porównaniu do droższych przetworników, takich, jak chociażby te od Myteka: Stereo 192 i Brooklyn, bo akurat oba grają inaczej od siebie, Aries Mini, jako DAC gra obiektywnie o klasę niżej. Brzmienie jest ciemniejsze, nieco przydymione a bas jest bardziej rozlazły, miększy, jest go też nieco więcej. Scena jest przesunięta do przodu a plany zbliżone do siebie. Urządzenie tutaj nie sili się na generowanie jakiejś niesamowitej głębi, czy też detaliczności i separacji. Inną kwestią jest to, że brzmienie ma własnie tą (nie lubię tego słowa) muzykalność, jest płynne i po prostu przyjazne dla słuchacza. Przyjazne nie w sensie jakiegoś kombinowania równowagą tonalną, bardziej chodzi właśnie o to, że dość łatwo jest zapomnieć o jego niedostatkach. Bo dopiero porównania z droższymi urządzeniami pokazują tutaj, że jednak nie jest to ostatnie, ani nawet przedostatnie zdanie, w zakresie ogólnie pojętej transparentności, budowania planów, czy chociażby dynamiki. Trzeba jeszcze wziąć poprawkę na to, że mamy do dyspozycji cztery filtry cyfrowe i każdy z nich gra inaczej, a na ile te różnice będzie słychać – to będzie zależeć od kilku czynników, takich jak: tor towarzyszący, dobór muzyki oraz indywidualne preferencje. Od siebie dodam tylko, że filtr „Smooth” gra tak, jak powinien grać filtr cyfrowy typu minimum-phase i dla mnie był najlepszym wyborem, zaraz po „Balance”. Co więcej, filtry te nie są tutaj dodatkiem, a przemyślanym elementem oprogramowania, które w przypadku Auralica jest z kolei przemyslane samo w sobie jakby z definicji. Dlatego też, wcale bym nie pomijał tutaj ich roli – bo wpływ na brzmienie wyjść analogowych te ustawienia mają dość znaczny. Jeżeli zaś chodzi o brzmienie na wyjściach cyfrowych – to tutaj kwestia jest, że tak powiem, nieco bardziej skomplikowana. Przede wszystkim ze względu na jedno: kontekst, w jakim się to brzmienie rozpatruje. Urządzenie ma przecież zastąpić komputer, jako źródło. I faktycznie – zastępuje z go powodzeniem. Zarówno pod względem funkcjonalnym, jak i dźwiękowym. Biorąc na celownik wyjście USB Auralica Mini i to, jak się ma brzmienie przetwornika podłączonego do tego wyjścia do brzmienia tego samego przetwornika podłączonego do wyjścia USBw różnych komputerach, można dojść do dość zaskakujących wniosków. Jednocześnie, ważnym jest, aby w tym wnioskach nie pójść za daleko, bo można wejść w obszar, gdzie różni ludzie gotują różnorakie zupy z różnych skór węża, że tak to zawile sobie pozwolę ujać. Konkretnie zaś – różnica „po cyfrze i USB” między Auraliciem Mini a komputerem, jako źródłem: jest zauważalna. Najczęściej będzie to różnica na korzyść Mini. Myślę, że tutaj można mówić o większości przypadków. Dźwięk jest przede wszystkim dużo bardziej gładki, jest bardziej pozbawiony cech natarczywości i szklistości. Co więcej – jego zarówno detaliczność, jak i dynamika są bardziej naturalne, mniej wymuszone. Jednocześnie – nie jest to różnica marginalna. Do tego obecność tego dźwięku także ulega poprawnie, lokalizacja źródeł pozornych. Jest to różnica na tyle duża, że człowiek zaczyna dochodzić do wniosku, co jest „nie tak” z komputerem, z którym się Ariesa Mini akurat porównuje. W zasadzie znaczną część cech brzmieniowych, jakie wymieniłem opisując brzmienie wbudowanego przetwonika można by przełożyć do opisu brzmienia na wyjściu USB, czy też bardziej konktetnie – do wpływu na brzmienie przetwornika, jaki do tego wyjścia podłączymy. Z jedną uwagą – tutaj granica transparentności jest przesunięta o klasę wyżej. Ergo: granica transparentności Auralica Mini w domenie cyfrowej, czyli w przypadku używania go, jako streamera, to poziom przetworników za kilka tysięcy złotych. I to tych lepszych. Podsumowanie Jedną z pierwszych myśli, jakie przyszły mi do głowy zbierając wszystkie notatki odnośnie Ariesa Mini było to, że streamer ten dedykowałbym przede wszystkim tym, którzy z jakichś powodów, wstrzymywali się z przesiadką na nowe źródła i do tej pory zostawali przy starym, sprawdzonym formacie CD. Ludzie Ci zazwyczaj kojarzyli odtwarzanie muzyki „z Internetu” z niską jakością samego brzmienia z jednej strony, z drugiej zaś katalog z plikami nie był w stanie zastąpić im płyty w ręce. Odnośnie pierwszej kwestii, można śmiało powiedzieć, że tutaj nie ma żadnych problemów – brzmienie, jako takie jest po prostu kompetentne. Jeżeli zaś chodzi o to, co tak ładnie określa się w obcym języku, jako user experience to mamy tutaj do czynienia z produktem, który wyznacza standardy. Naprawdę – zarówno sama platforma Lightning od strony jej implementacji, jak i także oprogramowanie sterujące pod iOS nie dają powodów do narzekań. Należy tutaj jeszcze zaznaczyć coś, wbrew pozorom, bardzo istotnego – otóż zintegrowany w Mini przetwornik cyfrowo-analogowy nie jest dziełem przypadku. I o ile nie może się równać na przykład z dedykowanymi przetwornikami, które kosztują powiedzmy dwa razy więcej, to jednak trzeba przyznać, że także tutaj urządzenie trzyma fason.
  5. Czołem! Jak wiadomo apetyt rośnie w miarę jedzenia. Po 3 latach chciałbym zmienić Fiio e07k na coś lepszego. Ma to być przede wszystkim DAC stacjonarny do PC, wpinany przez USB. W większości Spotify, czyli mp3 320 kbps, choć i flac z foobara czasem wpadnie. Mobilność mile widziana (DAC/AMP do telefonu) ale nie jest to warunek konieczny. Fajnie żeby miał 2 wyjścia jak e07k (słuchawki i głośniki), ale znów nie jest to warunek konieczny. Słucham muzyki na Superlux HD681 EVO, a wkróte głównie na Takstar Pro 82. Charakter e07k podoba mi się, chciałbym coś grającego podobnie ("funowo"?, ciepło), ale z większą szczegółowością i szerszą sceną. Chciałbym, żeby to była wyraźna zmiana na "lepsze" granie, a nie taka nad którą będę się zastanawić, czy rzeczywiście gra lepiej Słucham głównie dnb, rocka, metalu i... muzyki klasycznej (skrzypce, wiolonczela itd.) Budżet około 700 PLN. Wstępnie spoglądam na: Fiio E17k alpen2 Fiio E18 Cambridge Audio Dacmagic 100 AudioQuest DragonFly Black ale jestem otwarty na propozycje. Podpowiecie?
  6. Heya! Mam pewien problem ponieważ, musiałem wyjąć swoją kartę dźwiękową Xonar DX po zakupie dużej karty graficznej (prawie 3 sloty) i nie mam miejsca gdzie ją wpiąć - brak wolnych slotów pcie. Z tego powodu poszukuję jakiejś fajnej karty na USB, ponieważ na obecnej Realtek ALC892 (dzwiękówka w ASRock P67 Pro3) słucha się bardzo średnio, szczególnie muzyki Moje słuchawki obecne to głównie Takstar HI2050 (mam także mniej używane Brainwavz M1, nie używane Creative Aurvana Live!, w dalszej przyszłości może będą inne jakieś lepsze) Dobrze by było, gdyby była sporo lepsza niż poprzednia, szczególnie w muzyce i grach (dźwięk 3D), a także gdyby miała wejście na mikrofon (ale to już nie jest b. konieczne, dźwięk w słuchawkach najważniejszy:) Cena max ok. 350. Lepiej mniej, ale jeśli warto i będzie różnica w słyszalności to dołożę, może być i trochę więcej. Słyszałem o takich (podaję w losowej kolejnosci): 1. Audiotrak Prodigy Cube Black Edition 360PLN (+ ew. jakie OPAMPy polecacie do tych słuchawek(?), np czytałem o MUSES8820 który jest popularny na forach, nie mam pojecia który mógłby 'pasować' lepiej, żeby potem nie okażało się ze coś tam z 'górą' czy 'dołem' jest nie tak i bedzie lipa, a ja kupuję wszystko w ciemno ;D) 2. FX Audio DAC-X6 HiFi - 65 Euro 3. CREATIVE SOUND BLASTERX G1 130PLN 4. FiiO E10K Olympus 2 - 330PLN 5. DragonFly Black - 350 PLN 6. S.M.S.L M2 - 270PLN 7. S.M.S.L M3 - 400PLN Dzięki za wszelką pomoc Pozdrawiam Bartek
  7. Tutaj test najnowszego DACa od Chorda HUGO 2. Ciekawa lektura Tylko cena Chordowa, sorry horrendalna
  8. Marka Cozoy nie jest w Polsce zbyt dobrze znana i pod względemem rozpoznawalności ustępuje siostrzanej firmie Shozy. Czy małe combo USB o nazwie Rei godne jest uwagi? Rei to niewielkie urządzenie, przeznaczone głównie do zadań mobilnych (zarówno w kwestii mobilności użytkownika, jak i słuchawek) i obsługuje wszystkie popularne systemy: iOS, Android, nowsze wersje Windows, linuksy, macOS. Czy taki mały polepszacz dźwięku jest jednak wart 550 dolarów, jakich żąda za niego Cozoy? Odpowiedź przybliżam pod poniższym linkiem: http://zakupek.pl/test/wzmacniacze/recenzja-cozoy-rei/
  9. Witam Was, mam mętlik w głowie, ale zacznijmy po kolei. Posiadam SB x fi Extreme Music - jestem z niej zadowolony jednak mam czasami problemy ze sterownikami. Po zmianie platformy na AM4 mam z nią problemy iż w grach zaczyna jak by to nazwać .... jak by się cięła/spowalniała i głosy są jak z mrocznego syntezatora mowy. Póki co naprawiłem zobaczymy jak to podziała. Chciałem coś polepszyć w dźwięku, ogólnie 95% siedzę na słuchawkach AKG K240 Studio które są podpięte pod wejście jack w Logitech Z3. W 80% używam ich do montażu filmów wraz ze słuchaniem muzyki a pozostałe 20% to gry Sam się zastanawiam co poczynić. Opcja 1 (przy założeniu że SB będzie już działał) dokupienie jakiegoś DAC do słuchawek typu Cube ? ... Opcja 2 kupno innej karty najlepiej używki (wcześniej myślałem o maya u5 ) jakiegoś xonara i tutaj też zastanawiałem się nad DX albo D2/PM (minusem przy D2 jest nierozwojowe już pci) nie jestem w tej opcji przekonany tylko czy aby zauważę wielką różnicę na korzyść xonarów (poza lepszym wsparciem) ? W grach powinna być różnica chyba przez te wszystkie bajery ? Opcja 3 Kupić za tą kasę żonie kwiaty Budżet jaki bym chciał przeznaczyć na modyfikację całości to około 250zł jeśli będzie coś naprawdę warte dołożenia to mogę dołożyć powiedzmy do 400zł i ten budżet już niechętnie bym przekraczał :). Pomożecie ?
  10. Cześć, Kupiłem ostatnio SMSL T1 i wszystko było by pięknie gdyby nie temperatury jakie osiąga w trakcie prac, nie mam termometru laserowego żeby to dokładnie zmierzyć, ale temperatura jest na granic poparzenia ciała (60-70 stopni). Pytanie (może są posiadacze tego sprzętu na forum) czy to normalne zjawisko ? (wzmacniacz w klasie A)
  11. Cześć, Jadą do mnie HD650. Póki co będą lecieć z Shozy Alien+ podpiętego pod Cayina C5 - na takim zestawie ich posłuchałem i bardzo mi się te słuchawki spodobały. Objawów niewysterowania (C5 to na serio mała elektrownia) nie zauważyłem. Zamówiłem też kabel 1,25m FAW Color Series (niebieski, a co!) z wtykiem 3,5, żeby wygodniej się z nimi chodziło po mieszkaniu. To jednak słuchawki stacjonarne i powoli przymierzam się do czegoś "biurkowego". Co możecie polecić w przedziale 2000 - 3000zł? Myślałem o DAC/AMP w stylu S16, ale być może warto wykorzystać potencjał DAC Aliena+ i po prostu kupić wzmacniacz. Sam nie wiem, więc liczę na pomoc, bo w torach stacjonarnych kompletnie nie mam doświadczenia. Z góry dzięki, howgh!
  12. Parafrazując kiedyś przeczytane stwierdzenie, obecną technologię bluetooth powinno się kompletnie usunąć z historii i stworzyć ją na nowo. Nie zmienia to jednak faktu, że nawet pomimo swych wszelkich niedoskonałości potrafi ona być przydatna dzięki perełkom takim jakim jest podmiot dzisiejszej recenzji.Od pojawienia się pierwszych adapterów bluetooth do przesyłania dźwięku, co jakiś czas kupuję/testuję jeden aby sprawdzić czy nastał już ten dzień, że dźwięk przesyłany przez bluetooth nie brzmi już tak parszywie jak zwykle.Powiecie aptX? Też do niedawna myślałem, że to jedyne słuszne rozwiązanie. Pomimo przyzwoitej jakości dźwięku nie zostałem fanem tej technologii. Choć brzmienie pliku MP3 320kbps jest zbliżone jakościowo do tego uzyskiwanego za pomocą kabla, zapotrzebowanie na energię jest na tyle wysokie, że używanie takich adapterów opłaca się jedynie podczas treningów czy sytuacji, w których kabel nam wyjątkowo przeszkadza.Jednak ostatnio za sprawą Mi Bluetooth Audio Receiver zmieniłem swoje podejście do tego tematu. Jest to nowa zabawka od Xiaomi, która w swoim przedziale cenowym (100-200zł) kompletnie deklasuje konkurencję.Opakowanie: Mi Bluetooth Audio Receiver - Recenzja Ciekawego Adaptera Audio Adapter przyjechał do mnie w opakowaniu znanym już z innych słuchawek od Xiaomi. Niestety poza samym adapterem nie znajdziemy w opakowaniu nawet kabelka micro USB jak to jest w przypadku zestawów mono. Adapter wyposażony jest w port micro USB więc nie jest to wielki minus.Budowa: Mi Bluetooth Audio Receiver - Recenzja Ciekawego Adaptera Audio Adapter jest niewielkich rozmiarów 59 x 13,5 x 13 mm. Jest niewiele większy od standardowej słuchawki bluetooth. Mi Bluetooth Audio Receiver - Recenzja Ciekawego Adaptera Audio Na dole znajduje się klasyczny port zasilania micro USB. Mi Bluetooth Audio Receiver - Recenzja Ciekawego Adaptera Audio Analogicznie od góry widzimy również klasyczny port audio 3.5mm. Mi Bluetooth Audio Receiver - Recenzja Ciekawego Adaptera Audio Z tyłu znajdziemy klips mocujący np. do paska, kieszeni spodni, bluzki czy np. opaski na rękę. Według specyfikacji producenta klips jest metalowy i tak wygląda, ale nie jest to klasyczna stal, dzięki czemu nie ciąży jak odważnik kiedy przyczepimy go do podkoszulki.Klips pomimo dobrego wykonania nie jest bardzo mocy i przypinając adapter do cieńszej części garderoby łatwo się odpina. Mi Bluetooth Audio Receiver - Recenzja Ciekawego Adaptera Audio Z przodu też bez udziwnień. Pojedynczy przycisk za pomocą którego możemy włączyć/wyłączyć oraz sparować urządzenie, odebrać/odrzucić połączenie, sterować odtwarzaczem (jedno, dwa oraz trzy kliknięcia). Mi Bluetooth Audio Receiver - Recenzja Ciekawego Adaptera Audio Z przodów również znajduje się dioda powiadamiająca o włączeniu/wyłączeniu/parowaniu urządzenia, migająca podczas pracy urządzenia oraz informująca o rozładowaniu baterii. Dioda nie jest zbyt agresywna w swej jasności więc nie przeszkadza nawet w całkowitym mroku.Specyfikacja Techniczna: Bluetooth 4.2 Wbudowany "profesjonalny DAC" (o tym poniżej) Wbudowana bateria 97mAh (4-5 godzin pracy) Waga 10g Możliwość sparowania z dwoma urządzeniami na raz Obsługa głosowa niestety jedynie w języku chińskim Jakość Dźwięku: Tu zaczyna robić się ciekawie. Według różnych opisów w sieci (co opis to inna nazwa) urządzenie posiada wbudowany profesjonalny wzmacniacz/kodek/DAC. Najprawdopodobniej chodzi o to, że urządzenie posiada przetwornik cyfrowo-analogowy, któremu bliżej do DAC'ów OTG niż do trasmiterów bluetooth. Jak to wypada w praktyce? Bardzo fajnie. Pierwsze co "rzuca się w uszy" to wiele większa głośność niż na wyjściu słuchawkowym w smartfonie. Głośność adaptera jest przynajmniej 2 razy wyższa niż na wyjściu słuchawkowym w mojej już wysłużonej Xperii Z3 Compact. Skoro większa głośność to i moc musi być wyższa. Tak właśnie jest. Słuchawki, które wcześniej słabo wypadały w połączeniu ze smartfonem, który po prostu nie był w stanie ich napędzić, teraz są dociążone, dźwięk jest ciepły i "sprężysty" zamiast suchy i płaski jak wcześniej. Adapter delikatnie temperując soprany i wycofując wokal daje dużo ciepła, bardzo dużo ciepła. Może to wina moich VE Monków (bez +), które same w sobie są dosyć ciepłe, ale ciepła jest na prawdę dużo. Nie jest to jednak ciepło, w którym gubi się wszystko i słyszymy jedynie dudnienie. Dzięki niemu gitary elektrycznie i perkusją w końcu mają to pier*********, znaczy wykop. Do muzyki elektronicznej stanowczo bardziej polecam słuchawki neutralne, bo zostaną sporo ocieplone a ciepłe mogą okazać się za ciepłe w połączeniu z tym adapterem. Niestety przez ciepełko odrobinę cierpią wyższe tony, które wraz z wokalami są delikatnie przesunięte z pierwszego planu w tło ale nie jest to efekt bardzo drażniący. Dla cięższych brzmień efekt sprawdza się idealnie eksponując gitary i perkusję ale przy tym bardzo nie krzywdząc wokalu, smyczków czy innych piszczałek. Podsumowując adapter przez sporo większą moc niż na wyjściu smartfona, dociąża słuchawki, co ociepla brzmienie ale nie niszczy kompletnie ich sygnatury. Dźwięk jest czysty, wyraźny i zaryzykowałbym stwierdzenie, że lepszy niż na niejednym smartfonie. Oczywiście nawet średnio-półkowy DAC+AMP zjedzą na śniadanie owy adapter ale porównując go do kilkuletniego smartfona wypada lepiej. Nie jest to jednak poprawa samego dźwięku pod względem czystości brzmienia, a po prostu jego wzmocnienie. Zadacie pytanie gdzie w recenzji magiczne literki aptX? Ano ni ma. Adapter nie obsługuje kodeka aptX. Według mnie wyszło mu to stanowczo na dobre. Owy kodek został stworzony aby poradzić sobie z problemem kompresji audio w technologii bluetooth. Jednak ze względu na swoją specyfikację posiada spore ograniczenia, które nie są poprawiane wraz z nowymi odsłonami bluetooth. Dzisiaj kiedy czekamy na premierę Bluetooth 5.0 nie musimy się już tak bardzo martwić kompresją a aptX choć jest dobrym kodekiem nie pozwala na ciągłe podnoszenie poprzeczki i zmniejszanie różnicy pomiędzy połączeniem przewodowym a bezprzewodowym. Chyba do tego samego wniosku doszedł producent urządzenia nie aplikując do swojego adaptera technologii aptX. Może tak, a może po prostu chodziło o, to że urządzenie miało być z założenia tanie a wykorzystując aptX, Xiaomi musiałoby dogadać się z Qualcomm'em i podnieść cenę adaptera. Plusy/Minusy: Plusy: mały rozmiar i niewielka waga przyzwoita jakość dźwięku w tym przedziale cenowym możliwość współpracy z dowolnymi słuchawkami, z wtykiem 3.5mm obsługuje mikrofon i pilot wbudowany w zestaw słuchawkowy, więc możemy słuchawki jak i zestaw słuchawkowy przekształcić z przewodowego w bezprzewodowy przycisk sterowania multimediami około 4h pracy na jednym ładowaniu pracuje podczas ładowania Minusy: w połączeniu z ciepłymi słuchawkami, dźwięk wydaje się zbyt ciepły brak klawiszy głośności komunikaty głosowe w języku chińskim jak dla mnie kolor biały, ale to kwestia gustu słaby klips brak wskaźnika naładowania baterii (aplikacja BatON czasem wskazuje poziom, czasem nie) Podsumowanie: Nie jest to może urządzenie, dla którego zdecyduję się na stałe porzucić złącze 3.5mm i następny smartfon kupię bez niego na pokładzie. Jest to jednak przyzwoity adapter w bardzo dobrej cenie jak na swoje możliwości. Nie przetestowałem każdego z tego typu urządzeń na rynku, ale ten od Xiaomi jest bezapelacyjnie najlepszych z tych, które znam. Na pewno jest to wygodne rozwiązanie podczas uprawiania aktywności fizycznych, dla smartfonów nie posiadających wejścia 3.5mm czy osób takim jak ja, które nie znalazły jeszcze lepszych słuchawek niż przewodowe a czasem potrzebują większej mobilności niż 120 cm pomiędzy głową a smartfonem. Adapter polecam tym, którzy ćwicząc na siłowni przekonali się już jak kable słuchawkowe są delikatne w kontakcie z drążkami i wszystkim innym o co mogą się zaczepić jak i tym, którzy chcieliby wydobyć ze smartfona odrobinę lepsze brzmienie niż to oferowane przez producenta. Tak samo jak w przypadku innych moich recenzji ta jest kopią prawie 1:1 wpisu z mojego bloga firmowego ale z pominięciem oferty handlowej.
  13. Witam Dzięki pomocy niektórym użykownikom tego forum udało mi się kupić wspaniałe słuchawki z których jak narazie jestem zadowolony - Reference On Ear Headphones. Zastanawiam się, czy przenośny DAC (który działałby i z telefonem i z komputerem) bardzo usprawniłby wydobywający się z nich dźwięk? Jak narazie słucham ne telefonie Asus Zenfone 5 Spotify premium i podoba mi się to co słyszę. Wielu z was piszę, że warto dokupić albo odtwarzacz albo DAC - chciałbym się w tym temacie upewnić. Budżet: do 300zł Zastanawiałem się między FiiO A3 a SMSL M2 Z tego co widzę, jeden z użytkowników na forum wypowiada się, że do tych słuchawek NIE nadaje się "ciemne źródło". Z góry dziękuje za każdą radę.
  14. Witam, Korzystał już ktoś z was z tego wynalazku? http://www.daphile.com/ Jeżeli nie, to mocno polecam. Konfiguracja i instalacja banalna. Sterowanie przez www lub smartfona. Wymagania sprzętowe dla tego systemu są w zasadzie żadne. Jakikolwiek PC z procesorem przynajmniej 400 Mhz, pamięć to zakładam że 128 MB wystarczy z powodzeniem. Ja na potrzeby Dalphile kupiłem na allegro terminal Fujitsu S550-2 (koszt 200 pln + wysyłka) http://allegro.pl/thinclient-s550-2-amd-200u-2gb-4gb-j-hp-t5730-i4156581018.html Zainstalowałem na tym tytułowy system i mam teraz za trochę ponad 200 zeta transport/odtwarzacz - czytający każdy format plików, obsługujący serwisy streamingowe typy Spotify, współpracujący bez zająknięcia z większością konwerterów USB-SPDIF jak również combo USB-DAC Do konfiguracji konwertera USB-SPDIF (bądź USB-DAC) nie są wymagane żadne sterowniki, system rozpoznaje konwerter USB od razu i do obsługi korzysta z natywnych sterowników - więc mamy pewność mega stabilności. Całość jest sterowana przez przeglądarkę www lub dedykowaną aplikację, np: https://play.google.com/store/apps/details?id=com.logitech.squeezeboxremote Jak dla mnie rewelka Jeżeli chodzi o transport plików audio, obsługujący wszystko co jest w sieci, to taniej się chyba nie da. Podłączając terminal z Daphile do własnego USB-DAC, mamy b. wysokiej klasy odtwarzacz strumieniowy, o jakości dźwięku zdeterminowanej wyłącznie jakością przetwornika DAC, z jakiego korzystamy. Można oczywiście pójść w nieco bardziej zaawansowane rozwiązanie, czyli zainstalować Daphile na jakimkolwiek cichym laptopie, bądź komputerku opartym na APU najnowszej generacji. Możliwości jest mnóstwo, zysk w postaci funkcjonalności ogromny, a koszty systemu żadne.
  15. Hej wszystkim. Niedawno przyjechały do mnie słuchawki Fidelio X2, teraz zastanawiam sie nad jakimś DACiem lub ew. plyerem do nich. Pytanie w ogóle czy te słuchawki potrzebują czegoś wiecej niż smartphona z plikami w dobrej jakości i czasem dziurki integry blaszaka? Jeśli tak, to czym powinienem sie zainteresować? Budżet - 1000zł. Oczekiwałbym czegoś co pozytywnie wpłynęłby na rozmiar sceny i oczywiście detaicznosć/rozdzielczość słuchawek. Ogarnięcie góry również byłby mile widziane. Z góry dziękuje za wszelakie propozycje i porady. EDIT: na chwilę obecną ma wytypowane 3 urządzenia: Pionieer 100R, GeekOut 450 i Audioquest Dragonfly Red. Prosiłbym o wskazanie, który lepszy i z jakiego powodu. Dodam, że jestem otwarty też na inne propozycje. .
  16. Hej, Z racji, że mam znikomą wiedzę na ten sprzętu stojącego piszę z prośbą o pomoc w znalezieniu DAC'a, do którego następnie podłączę SMSL SAP 8. Preferuję ciepłe granie, albo neutralne ze skłonnością do podkreślenia linii bassowej. Proponowano mi fx-audio fx-01 lecz jest on tylko we Francji i koszt przesyłki kosztuje praktycznie tyle ile sam DAC, bo aż 21 euro gdzie dac 30. SMSL Magic mnie interesuje, koszt 80 euro ale lekko wykracza poza mój budżet. Jesteście w stanie coś doradzić do 250 zł? Sprzęt jaki podpinam to harman&kardon pm650 vxi z kolumnami dynaudio contour 1.3 no i SMSL SAP 8. Co do słuchawek to są to rebrandy takstarów pro 80v2 i zamierzam kupić ATH m40x. Z góry bardzo dziękuję za pomoc. Pozdrawiam. @PS przed napisaniem tematu spędziłem cały dzień na poszukiwaniach, ale średnio mi to wyszło, jedynie dostałem powyższe propozycje (fx i magic) od innego forumowicza.
  17. Hej. Od jakiegoś czasu rozmyślam nad zmianą lubianych przeze mnie AKG K550 (Mk1). Słuchawki te obecenie współgrają z Aune X1S, którego również gotów jestem zmienić. Za całość nie chciałbym wydać więcej niż 2000zł, lub ewentualnie 1000zł na same słuchawki. Chyba, że znajdzie się model, który nie będzie miał większych wymagań co do źródła :). Początkowo myślałem nad zmianą samych słuchawek na coś z seri Q/Kxx tego producenta, ale użytkownik Lemonsky twierdzi, że nie tędy droga ;). Czego oczekuję? -Większej sceny i więcej detalu względem K550. Jeśli chodzi o charakterystykę brzmieniową granie K550 mi odpowiada. Pod tym względem nie mam jakiś bardziej rozbudowanych preferencji. Myślę, że coś lekko ciepłego, lub tez grajacego na planie delikatnego V będzie odpowiednie. Takie cudeńka jak DT1990 ze smartphona pewnie nie ujadą co? Może używane T90 z jakimś Dragonfly będa współgrać? A może za bardzo kombinuję i powinienem zmienić tylko K550 na Fidelio X2?
  18. @EvilKillaruna się nie chwali, więc uczynię to za niego. Recenzja najnowszego DACa Matrix-Audio opartego na kości Sabre ESS 9038-PRO. Sam posiadałem starszą wersję X-SABRE, która to zrobiła na mnie niemałe wrażenie, wypierając droższe konstrukcje jak np. iDAC-6 czy 2Qute. Liczę, że nowa odsłona będzie krokiem naprzód dla i tak świetnego przetwornika. http://www.audiofanatyk.pl/recenzja-daca-matrix-x-sabre-pro/
  19. Witam, Szukam sprzętu, który podaruje za niewielkie pieniądze słuchanej przeze mnie muzyce "drugi oddech". Słucham głównie na kompie i na telefonie. Jakość dźwięku w grach i filmach też się liczy, ale ma to mniejsze znaczenie w porównaniu do odsłuchu muzyki. Na starym kompie posiadałem Asusa Xonar DS. Na jakość dźwięku nie narzekałem, był zdecydowanie głębszy niż na integrze. Na nowym kompie starej karty użyć już nie mogłem ze względu na stary port PCI użyty w tej leciwej już karcie. Na nowej płycie głównej (MSI Z170-A PRO) mam chipset dźwiękowy Realtek ALC-892. Czyli dobrze nie jest, nie wiem czy to nie jest najsłabsza integra ze wszystkich dostępnych na współczesnych mobo. Staram się nie poddawać sugestiom i oceniać docierający do mnie dźwięk tak sprawiedliwie jak tylko taki przygłuchy amator jak ja jest w stanie to zrobić. Dlatego wydaje mi się... wróć, nie, jestem pewien, że w dużej części przypadków jestem w stanie rozróżnić 128 bitrate'ów od 320;-) No, chyba... ;-) Dlatego "wysiadka" z Xonara była bolesna. Słyszę ogólne pogorszenie dźwięku we wszystkich zakresach. O ile moje Microlaby FC 530 mają jak na takie maleństwa wystarczająco basu, o tyle "góra" brzmi z jednej strony mało detalicznie, z drugiej bardzo ostro i nieprzyjemnie. Microlaby częściowo maskują te niedogodności, ale płacę za to utratą sceny. Fizyki nie przeskoczę, rozmiar membran powoduje, że nie ma tu sceniczności, a o szczegółowości i selektywności mogę zapomnieć (szczególnie przy gatunkach muzyki jakich słucham). Nie na głośnikach chciałbym się skupić, one zasługują na oddzielny temat. Aktualnie chciałbym zająć się źródłem dźwięku (AMP/DAC/ karta dźwiękowa) i słuchawkami. Co biorę pod uwagę? Mam dość wewnętrznych kart dźwiękowych. Chodzi głównie o to, że w budzie nie mam zbyt wiele miejsca. Nowo zamontowana wewnętrzna karta dźwiękowa znajdowałaby się niebezpiecznie blisko karty graficznej. Martwi mnie też możliwa ponowna zmiana standardu portów i ewentualna konieczność ponownej przesiadki przy zmianie mobo. O problemach ze sterownikami wspominać już nie będę... Dlatego myślę o zewnętrznym dekoderze/wzmacniaczu dźwięku. Myślałem o Xonarze U5, ale w opiniach pojawiają się informacje o problemach w odsłuchu, szumach i oczywiście (?) problemach z driverami. Zresztą dotyczy to także Soundblasterów z podobnej półki cenowej, więc gamingowe mówią raczej "pa-pa". W końcu udało mi się opracować wstępną listę wyboru, która nie musi być zamknięta, ale wygląda mniej więcej tak: - AIM AS372n Ultimate USB Audio ~ 230 zł http://www.aimpro21.com/prod_as372n.asp - Audiotrak MAYA U5 ~ 220 zł https://www.ceneo.pl/15992986 - Audiotrak Prodigy Cube Black Edition USB ~ 360 zł https://www.youtube.com/watch?v=6B5bg-AzbIA - FiiO E10k Olympus 2 ~ 350 zł http://www.audiofanatyk.pl/recenzja-fiio-olympus-e10/ Na czym mi zależy? - Przede wszystkim chciałbym, żeby mimo swojej budżetowości DAC był w miarę uniwersalny. Nie mam najmniejszej ochoty dobierać słuchawek i głośników pod "humory" DACa. - Liczę po prostu na niezłą jakość dźwięku, ale w żadnym wypadku nie celuję (jak zresztą widać), w żaden high-end i audiofilskie wynalazki. - Preferują słuchawki ciemne, funowe. Z mocnym, wyraźnym basem, ale zaznaczoną średnicą i obecną, ale przede wszystkim nie męczącą górą. Temat z jakiegoś powodu dopiero co zacząłem zgłębiać, więc opis może być mało precyzyjny. Na pewno ktoś z Was kojarzy płytę Toola pt. "AEnima". To jest selektywna produkcja, bez problemu mogę tam rozróżnić werbel, stopę, bas, inne przeszkadzajki i wokal;-) Zależy mi na właśnie na takim dźwięku, selektywnym, ale mięsistym, nie pozbawionym basowego kopnięcia. - Chcę podłączyć DAC/AMPa do kompa i do aktywnych głośników i oczywiście słuchawek. Oczekuję, że sterowniki nie będą mulić i będą stabilnie współpracować z dość szerokim spektrum wykorzystania WIN 10 (filmy, muzyka, gry). Innymi słowy nie chciałbym aby raz taka zewnętrzna karta dźwiękowa działała bez zarzutu, a innym razem buntowała bez bardziej konkretnego powodu, bo programiści softu czegoś tam nie przewidzieli. Prócz dobrej jakości dźwięku ma być po prostu solidna, niezawodna i przede wszystkim ma... działać. - Nie oczekuję bogatego wyposażenia w coaxiale, optyki itp. Jak wspominałem - sprzęt zamierzam podłączyć w najprostszy możliwy sposób, we wzorze: komputer -> DAC/AMP <- głośniki aktywne/ słuchawki. Co posiadam/czego słucham: Słuchawki: Samsung Level-On i dwa niskie modele Phillipsa. Wymienione Samsungi mają potężnego basowego kopa i są bardzo porządnie wykonane jak na tę cenę. Ciemne, basowe brzmienie bardzo mi odpowiada, ale płacę za to uciętą średnicą, brakiem klarowności i pewną mulistością brzmienia. Słuchawki grają w sumie nieźle, ale być może zmienię je na Encore Rockmaster, choć jak wiadomo wiążę się to jak zawsze z ryzykiem... Głośniki: Microlab FC 530 2.1 (z własnym małym ampem). Do wymiany. Biorę pod uwagę Edifiery R2600, ale prawdopodobnie wybiorę Edifiery Studio R1600TIII ze względu na mniejsze rozmiary. No chyba, że polecicie coś, co będzie mniejsze od R2600, ale będzie oferowało więcej niskich rejestrów niż R1600 TIII. Gatunki muzyczne: rock, metal (gatunki "nieortodoksyjne"), stoner rock, sludge, hardcore, ambient/dark ambient, trip-hop, acid jazz, psychill itp. Czyli muzyka generalnie hałaśliwa, pełna dysonansów, ale też głębokich "zejść". Myślę, że dość wymagająca dla każdego sprzętu (no, może prócz hardcore'a z lat 80', albo płyt po prostu wyjątkowo źle nagranych). Dodatkowe, chyba dość ważne pytanie i parę sugestii na koniec: - Większość z recenzowanych DAC/AMPów są co zrozumiałe testowane pod słuchawki. To jest sprzęt właściwie dedykowany pod słuchawki. Jednak zdaje się wszystkie wymienione przeze mnie powyżej "uniwersalne" wzmako-dekodery na USB mają wyjście na głośniki aktywne. Jak to jest ze skuteczną takiego podłączenia? Czy jest ono tak samo skuteczne i działa podobnie jak w przypadku słuchawek? Wiem, że DAC/AMP da większego kopa słuchawkom (zależnie oczywiście od ohmowości) niż wewnętrzna karta dźwiękowa, ale jak "zasili" głośniki? Nie chciałbym żeby wyszła z tego kupa, bo słuchawek używam często, ale głośników także. Wszystkie merytoryczne sugestie i opinie są mile widziane. Z góry dziękuję za pomoc w wyborze. - Dopiero rozpoczynam przygodę z wcześniej wymienionymi "wynalazkami", więc proszę o wyrozumiałość. Jeżeli ktoś będzie coś polecał, to prócz linku proszę także o uzasadnienie dlaczego. To samo tyczy nieco bardziej skomplikowanej terminologii. - Tak, wiem, że jest milion podobnych tematów. Właśnie, podobnych, ale nie takich samych. Ilość możliwych kombinacji jest właściwie nieskończona, więc proszę o indywidualne podejście. - Przedział cenowy: Słuchawki - do 200 zł, DAC/AMP/Karta dźwiękowa: 300 - 350 zł. Dziękuję za przeczytanie ściany tekstu i wszystkie ewentualne sugestie:-)
  20. Witam(jako,że to mój 1 post ), mam od niedawna słuchawki AKG K240 mkII i zastanawiam się jaką kartę dźwiękową zewnętrzną w przystępnej cenie do nich dobrać.Myślę o Prodigy Cube bądź wyżej wspomnianym Focusrite Scarllet Solo.Co lepiej wybrać i dlaczego? Z góry dzięki za odpowiedź
  21. Recenzja SoundStream Pro M30. Producent: iEAST Dysrybutor: Mp3Store Cena: 599 PLN brutto SoundStream Pro M30 to kolejny, po testowanym wcześniej Audiostream M5, streamer firmy iEAST. Przy swojej cenie, wynoszącej 599 PLN jest on jednocześnie ponad dwa razy droższy od recenzowanego wcześniej streamera tej samej firmy, co w zasadzie plasuje go już w zupełnie innym zakresie. Nie tylko cenowym. Można by tutaj zadać pytanie: jak wypada on w stosunku do mniejszego (i tańszego) brata? Z drugiej zaś strony – pomimo pozornie podobnej funkcjonalności, jest to jednak produkt zgoła inny od recenzowanego przeze mnie wcześniej Audiostream M5. Nie tylko ze względu na brzmienie. Chociaż nie ukrywam, że właśnie brzmienie powinno tutaj być głównym powodem do zakupu tego akurat urządzenia, bo wydając te kilkaset złotych powinno wymagać się nie tylko funkcjonalności, ale także pewnego rodzaju kompetencji, jeżeli chodzi o walory soniczne. Inną natomiast kwestią jest to, że nasuwa się tutaj też inne pytanie. Otóż - co zyskujemy wydając więcej, i jak się to będzie miało do urządzeń jeszcze droższych? Jak się okazuje, odpowiedź na to pytanie wcale nie jest aż tak oczywista, jakby się mogło wydawać. Co więcej, w przypadku tego typu urządzeń pozornie niewielkie zmiany w funkcjonalności mogą pociągać za sobą dość duże zmiany potencjalnych możliwości zastosowania. Przyjrzyjmy się tej akurat propozycji firmy iEAST bardziej wnikliwie. Opakowanie. W przypadku SoundStream Pro mamy do czynienia ze zdecydowanie większym pudełkiem, aniżeli to od M5. Znajduje się w nim też więcej akcesoriów. Oprócz instrukcji obsługi, która wyjaśnia najważniejsze kwestie, producent dołączył praktycznie wszystko, co może być nam potrzebne. W pudełku znajdziemy: · Streamer. · Kabel mini-jack – mini-jack. · Kabel mini-jack – 2xRCA. · Kabel USB-Micro USB. · Pilot na podczerwień. Tutaj pewna uwaga – instrukcja w zasadzie zawiera wszystkie niezbędne informacje, natomiast należy tutaj zaznaczyć, że przy tego typu urządzeniach pewne zastosowania, czy też detale będą wymagały zasięgnięcia dodatkowej wiedzy, czy też przetestowania samemu różnych wariantów konfiguracji. Ogólnie rzecz ujmując, jeżeli chodzi o kwestie tego, jak dostarczone jest urządzenie, to nie można mieć żadnych uwag. Budowa, złącza i kwestie techniczne. Już po zobaczeniu pudełka rzuca się oczy napis sugerujący wykorzystanie znanego układu, czyli ESS Sabre - tym razem w budżetowej, skromniejszej wersji ESS2032. Według specyfikacji, układ ten posiada możliwość dekodowania sygnału aż do gęstości 24 bitów i częstotliwości próbkowania 192 KHz. Co prawda jest to okrojona wersja znanych już dość dobrze i swoją drogą popularnych układów ESS9016/18, lecz wciąż posiada on dwa firmowe rozwiązania: technologię Time Domain Jitter Eliminator oraz Hyperstream, które – przynajmniej w teorii – powinny zapewnić „firmowe” brzmienie. Słowo „firmowe” napisałem w cudzysłowie specjalnie, z dwóch powodów. Po pierwsze – o ile można zauważyć pewne wspólne cechy brzmienia różnych przetworników bazujących na układzie firmy ESS, to jednak rozrzut brzmieniowych rezultatów w kontekście różnych implementacji jest, bądźmy szczerzy, ogromny. To raz. Dwa – mamy tutaj do czynienia z taką a nie inną, czyli dość skromną, implementacją zasilania. A właśnie zasilanie w mojej skromnej opinii jest jedną z najbardziej newralgicznych kwestii w przypadku projektowania przetworników, zarówno ADC, jak i DAC. Żeby to zobrazować, użyję pewnej analogii: rozmawiałem ostatnio ze znajomym konstruktorem, który ma na swoim koncie kilka „lepszych” przetworników i doszliśmy do wniosku, że gdyby matematycznie zobrazować, jaki ma tak naprawdę procentowo wpływ sam układ przetwornika, sam chip, to może by to było w porywach 30%. Dlatego też, o ile ucieszył mnie napis „ESS Sabre” na pudełku to przyznam, iż podszedłem do tematu nieco sceptycznie. Zwłaszcza, że nie raz było tak, że opisy marketingowe i deklaracje kompletnie nie pokrywały się z tym, co można było wywnioskować z rezultatów brzmieniowych. Jeżeli chodzi o funkcjonalność, to mamy tutaj pełen komplet złącz, czyli na tylnej ściance znajdziemy: · LAN, czyli złącze Ethernet (RJ45) · Stereo, czyli wyjście stereo, zrealizowane na gnieździe Mini-Jack · Wyjście optyczne S/PDIF · Wejście zasilające DC5V · Odkręcaną antenę Wi-Fi. Na przedniej natomiast znajdziemy: · Line in, czyli wejście stereo Mini-Jack · Wejście USB dla pamięci masowej · Przycisk WPS do konfiguracji sieci. · Przycisk Power, którego funkcja raczej nie wymaga dalszego komentarza. Z przodu znajduje się okienko czujnika podczerwieni oraz niebieska dioda informująca o pracy urządzenia. Plus za to, że dioda ta jest dyskretna i nie razi w nocy, co często się zdarza w przypadku wielu innych urządzeń (przypominają mi się tutaj chociażby wzmacniacze Krella z serii FPB, niektóre z nich mające więcej niż jedną niebieską diodę, które w nocy potrafią dać całkiem mocną poświatę). Jeżeli zaś chodzi o funkcjonalność samego urządzenia w zakresie wejść i wyjść, to wymaga ona szerszego komentarza. Po pierwsze, w urządzeniu kosztującym jednak te kilkaset złotych chętnie widziałbym normalne wyjścia stereo RCA, a nie Mini-Jack. Nawet nie z powodów stricte brzmieniowych. Bardziej chodzi tutaj o to, że po prostu dużo prościej jest, mówiąc kolokwialnie, dostać gdzieś tani i jednocześnie sensowny kabel stereo RCA-RCA. Oczywiście można się z tym nie zgodzić i zaryzykować taki stwierdzenie, że da się taki kabel RCA-MiniJack kupić, chociażby Audioquesta, czy innej podobnej marki, bądź też zrobić samemu, czy komuś zlecić, ale zawsze jest to jednak pewna komplikacja. Co prawda, tym razem kabel Mini-Jack – RCA mamy w zestawie, ale bardzo często jest tak, że ktoś jednak ma w domu jakiś „wolny” kabel RCA i zastosowanie takich wyjść mocno uprościłoby sprawę. Pozwolę sobie wrócić do tego jeszcze w podsumowaniu tej recenzji. Dwa – wyjście S/DIF jest zrealizowane na złączu Toslink, czyli optycznym. Należy tutaj jednak zaznaczyć, iż ma to pewien plus – uzyskujemy dzięki temu galwaniczną izolację pomiędzy streamerem a DACiem. Jeżeli zatem zdecydujemy się skorzystać z dodatkowego, domyślnie lepszego, przetwornika a sam M30 ma służyć tylko, jako streamer, to problem separacji galwanicznej mamy rozwiązany. Z drugiej strony wyjście to jest limitowane do rozdzielczości 16bit/44KHz, czyli możemy tutaj zapomnieć o przesyłaniu plików hi-res w ich natywnym formacie. Można by się spierać tutaj, czy taka decyzja producenta była zasadna, czy nie. Inną kwestią jest jednak to, że interfejsy typu Toslink działające w trybie S/PDIF zazwyczaj gorzej radzą sobie z formatami o większej częstotlowości próbkowania próbkowania, w szczególności 192 KHz – oczywiście to temat na zupełnie inną historię, już poza spektrum tematyki tej recenzji. Wracając jeszcze do samego urządzenia – niewątpliwie na plus zasługują z kolei dwie kwestie: zastosowanie standardowego złącza LAN oraz fakt, że tym razem antena zewnętrzna jest odkręcana. Daje to pewne możliwości manewru, jeżeli ktoś chce schować urządzenie i zamontować antenę wyżej, albo w innym miejscu, gdzie jest lepszy zasięg. No i oczywiście złącze LAN także należy zaliczyć na plus – poszerza to zdecydowanie możliwości podłączenia urządzenia pod sieć domową. Kolejną rzeczą, na jaką należy zwrócić uwagę, jest dołączenie pilota do zestawu. Możemy za jego pomocą sterować takimi funkcjami, jak głośność, play, pauza, następny/poprzedni utwór. Natomiast warto zaznaczyć, iż dysponuje on dodatkowo sześcioma przyciskami, pod które można asygnować poszczególne playlisty i w tym kontekście uważam, że akurat jest to bardzo dobry pomysł, bo nie trzeba sięgać po telefon, aby zmienić muzykę. Szczerze powiedziawszy, chętnie widziałbym takiego pilota dołączonego do wielu droższych streamerów. Podsumowując budowę tego streamera można powiedzieć, że pomimo braku standardowych gniazd RCA, konstrukcja urządzenia jest jak najbardziej przemyślana. Oczywiście, można by to wykonać lepiej, ale zwracam uwagę na pewne kwestie bardziej z rzetelności, niż dlatego, iż miałby one w jakikolwiek sposób dyskwalifikować to urządzenie. Uruchomienie. Tak, jak w przypadku (trudno tutaj się nie odnieść do wcześniejszej recenzji) recenzowanego wcześniej dużo tańszego streamera Audiostream M5, jest ono po prostu banalnie wręcz proste. W zestawie mamy kabel MiniJack – RCA oraz wszystkie potrzebne akcesoria, w tym pilota. Co więcej, chociaż to w sumie zrozumiałe przy tej cenie i fakcie, że to jednak dużo bardziej zaawansowane urządzenie od M5, otrzymujemy kompletny zasilacz sieciowy. Procedura uruchomienia SoundStreama Pro jest prosta: włączamy do sieci, naciskamy przycisk Power, czekamy chwilę i jest ono gotowe do pracy. Czyli w przypadku pierwszego urucomienia do parowania z aplikacją. Odbywa się ono analogicznie, jak mniejszym M5 poprzez uruchomienie aplikacji, wybranie w menu opcji parowania urządzenia oraz naciśnięcia przycisku WPS. Aplikacja. Jest ona bardzo podobna do tej z M5, różnice są marginalne i polegają m.in. na tym, że po pierwsze nie ma opcji wyboru, w jakiej jakości będzie się odbywał streaming, a po drugie funkcja „audio in” po prostu działa, bo samo urządzenie jest w takie wejście wyposażone. Analogicznie do M5 mamy obsługę streamingu z serwisów: DOUBAN FM, TTPOD, iHeartRadio, Pandora, vTuner, Spotify, QQ MUSIC, Tidal, XIMALAYA, TuneIn a także QUINGTING FM. Oczywiście, tak samo, jak wcześniej – skupiłem się na Tidalu oraz Spotify, vTuner także okazał się ciekawą propozycją. W zakresie samej funkcjonalności aplikacji, odsyłam do recenzji M5, która znajduje się tutaj. Jeżeli zaś chodzi o samo działanie aplikacji, jej stabilność – to jest ona tak samo dobra, jak w przypadku aplikacji dla M5, działa sterowanie głośnością z poziomu telefonu, czy tabletu oraz wszystkie inne funkcje. Jednocześnie wyeliminowane opcji wyboru jakości streamingu wydaje się być uzasadnione – ale o tym poniżej, bo jest to bezpośrednio związane z jakością dźwięku, jakie oferuje SoundStream Pro na wyjściu stereo. Brzmienie. Przyznam szczerze, że nie miałem zbyt wielkich oczekiwań względem tego streamera. Nie zakładałem ani, że zagra „dobrze”, ani też, że zagra „źle”. I powyższe przymiotniki specjalnie ująłem w cudzysłów, ponieważ ocenianie tego urządzenia w takim kontekście jest jednak moim zdaniem zbyt polaryzujące. Dlaczego? Bo zestawiając je w porównaniu chociażby z takim Audiostream M5 tego samego producenta zabrzmi ono właśnie „dobrze”, natomiast zestawiając je z jakimś bardziej pełnokrwistym DACiem, czy droższym streamerem – będziemy mieć poczucie niedosytu. Do czego zmierzam? Otóż do tego, że – zanim przystąpię do opisu brzmienia per se – chciałbym zaznaczyć, iż w przypadku każdego urządzenia audio należy jednak znaleźć odpowiedni kontekst. Tym kontekstem tutaj będzie na pewno cena i też w jakimś stopniu funkcjonalność. Urządzenie to kosztuje tyle, ile kosztuje i trudno, aby nie brać tego pod uwagę (w obie strony). Chciałbym jednocześnie nawiązać do mojej poprzedniej uwagi, odnośnie zastosowania układu ESS Sabre. Pierwsze wrażenie po podpięciu M30 pod mój system stacjonarny, i pierwsza myśl była dokładnie taka: „O, jest Sabre, brzmienie się rozkleiło”. Nie chcę jednocześnie wrzucać AudioStreama Pro pod wspólny mianownik wszystkich streamerów, czy też nawet DACów mających akurat chip tego producenta na pokładzie, bo implementacje bywają faktycznie różne. Natomiast trudno nie oprzeć się wrażeniu, że coś jest na rzeczy. Co więcej, pokuszę się o dość niebezpieczne stwierdzenie - otóż mam wrażenie, że w tym segmencie cenowym okrojona wersja układu ESS brzmi lepiej w kontekście ceny, aniżeli nierzadko „pełne” układy tej samej firmy w dużo droższych przetwornikach. Pierwszą kwestią, jaka wymaga omówienia jest to, że w przypadku M30 możemy mówić o budowaniu sceny. Oczywiście nie ma tutaj pełnej holografii, znanej z droższych urządzeń, natomiast nie ma też „ściany dźwięku”, na bardziej przejrzystym torze można z powodzeniem wyróżnić poszczególne plany i rozlokować poszczególnych wykonawców. Przy tym brzmienie jest właśnie dość liniowe, w sensie takim, że – biorąc oczywiście pod uwagę cenę – nie ma tutaj mowy o jakichś oczywistych odstępstwach od neutralności. Jednak w tym miejscu trzeba zaznaczyć jedno: równowaga brzmienia jest przesunięta minimalnie ku wyższym rejestrom, i na to brałbym poprawkę. Jeżeli już mówimy o tym, na co należy zwrócić uwagę przy dobieraniu innych elementów toru, w jakim będzie grać M30, to osobny komentarz należy się niskim tonom. Tutaj plus za to, że nie ma żadnych kombinacji na basie, jest on – podobnie jak reszta pasma – dość czytelny i zrównoważony. Natomiast w notatkach z odsłuchów bardzo wyraźnie zaznaczyłem, że w porównaniu chociażby do (ależ oczywiście) dużo droższego Myteka – brakowało mi energii i nasycenia barwy na basie. Inną kwestia jest to, że właśnie na ten brak energii cierpi bardzo wiele urządzeń z ogólnie pojętego pułapu budżetowego. Piszę o tym, żeby ktoś, kto zdecyduje się na M30 wiedział, czego się może w tym zakresie spodziewać. Z drugiej zaś strony ten bas jest o całą klasę lepszy, niż w M5, jest przede wszystkim bardziej czytelny, nie jest to na pewno brzmienie na jedną nutę, ilość informacji jest całkiem duża. Jednocześnie nie mam większych uwag do oddania dynamiki, brzmienie jest ogólnie dość szybkie i też dość zwiewne. Ergo: zdecydowanie nie idzie ono w stronę substancji, gęstości, lecz właśnie bardziej w przeciwnym kierunku. W kierunku zwiewności i separacji. I w ten obraz wpisują się dobrze wysokie tony. Przede wszystkim – są rozciągnięte do końca pasma i gdybym miał gdzieś wskazać, gdzie najbardziej słyszę akurat sygnaturę układu ESS Sabre, to byłyby to właśnie ten zakres pasma. Z tym, że piszę to akurat w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu tego słowa. Kilka słów na koniec. Podsumowując, nie napiszę tutaj, że brzmieniowo M30 mnie zaskoczył w skali absolutnej. Co to, to nie. Inaczej: streamer ten potwierdził, że urządzenie znajdujące się pomiędzy pułapem całkowicie budżetowym (Audiostream M5) oraz urządzeniami droższymi (Auralic Aries Mini) ma jak najbardziej rację bytu. Bardzo nie lubię odnosić całokształtu brzmienia do regułek matematycznych, natomiast mam nieodparte wrażenie, że tutaj ten stosunek jakości do ceny wypada nawet lepiej, niż w przypadku urządzeń, dajmy na to, o połowę tańszych. Bo przykładowo, biorąc pod uwagę cenę chociażby M5 i M30, to jednak M30 oferuje dużo, dużo więcej, aniżeli przeszło dwukrotna rónica w cenie mogłaby sugerować. Przy czym - i myslę, że własnie to powinno być tutaj brane pod uwagę - największa różnica jest właśnie na płaszczyźnie brzmieniowej. W tej cenie urządzenie gra dobrze, natomiast trzeba wziąć pod uwage, że za 599 PLN dostajemy nie sam DAC, a streamer posiadający z definicji szerszą funkcjonalność. Ale, bo zawsze jest jakieś „ale”, należy tutaj wziąć poprawkę na to, ile M30 kosztuje i że nie jest żadnym asem, jeżeli chodzi o barwę, nasycenie dźwięku, czy też generowanie holografii (chociaż scena wcale nie jest zła). To oferują urządzenia mimo wszystko droższe, i akurat nie ma to nic wspólnego z takim a nie innym charakterem brzmienia tego produktu firmy iEAST. Trzeba też brać pod uwagę, iż wyjście cyfrowe w M30 jest po pierwsze optyczne, po drugie jest ono ograniczone do rozdzielczości 16/44. Niemniej jednak mamy tu szeroką funkcjonalność, możliwość integracji w systemie złożonym z większej ilości urządzeń oraz szerszą paletę złącz. Nie zaobserwowałem żadnych problemów, jeżeli chodzi o obsługę UPnP/DLNA. Co też brałbym pod uwagę. Bo patrząc na brzmienie w kontekście ceny, to broni się ono bez problemu. Jest jeszcze kwesta pytania, jakie zadałem na początku, we wstępie do tej recenzji: czy warto dopłacić do urządzenia droższego? I tutaj tak naprawdę zaczynają się schody, bo odpowiedź na to pytanie jest następująca: to zależy. Zależy przede wszystkim od tego, czego oczekujemy i czy mamy plany odnośnie rozbudowy systemu. W przypadku audio jest coś takiego, co zagraniczni recenzenci bardzo ładnie określają, jako „diminishing returns”. Chodzi o to, że im droższy sprzęt, tym oczywiście i lepsze brzmienie, jednakże polepszanie się jakości brzmienia wcale niekoniecznie odzwierciedla kwoty, jakie trzeba za te urządzenia zapłacić. Sytuacja się komplikuje o tyle, że także w przypadku urządzeń droższych, mamy do czynienia z produktami, które są wybitne i niejako przeczą tej zasadzie. Co więcej, gdyby ktoś chciał wydać więcej – to tutaj pojawiają się jeszcze inne dylematy, dużo bardziej złożone. Chociażby to, czy decydujemy się na streamer, a jeżeli tak, to, jaki? Możemy też zdecydować się na dedykowany komputer do audio, działający, dajmy na to, na bazie zarówno specjalizowanego sprzętu, jak i też specjalizowanego oprogramowania (Jak chociażby SignalystHQ, PureMusic, Amarra czy Audirvana). I rzekłbym też, że to jest dylemat jeszcze nie tak złożony, jak to, czy decydujemy się na przesyłanie sygnału w jego natywnej postaci (mam tutaj na myśli pliki PCM 16/44), czy też będziemy korzystać nie tylko z upsamlingu do DSD, ale też np. z filtracji cyfrowej po stronie oprogramowania. Ogólnie temat rzeka i to, czy ktoś chce się z tym zmierzyć pozostawiłbym już indywidualnej ocenie. Piszę o tym nie dlatego, że takie dylematy pojawiają się przy zakupie urządzeń klasy Soundstream Pro, lecz dlatego, że mogą pojawić się przy zakupie urządzeń droższych. I to miałbym na uwadze. Dlatego też, w tej cenie i biorąc pod uwagę powyższe, mogę z czystym sumieniem polecić M30.
  22. Recenzja iEAST Audiostream M5. Producent: iEAST Dystrybutor: Mp3Store Cena: 249 PLN brutto Audiostream M5 to odtwarzacz sieciowy klasy budżetowej, który można śmiało uznać za przedstawiciela nowej generacji urządzeń. Urządzeń, które są jednocześnie ciekawą oznaką zmian na rynku sprzętu audio. Doczekaliśmy się czasów, kiedy z całą pewnością można powiedzieć, że płyta winylowa przeżyła kompaktową – ku zaskoczeniu niektórych. Myślę też, że można tutaj postawić tezę, iż pojawienie się tego typu (i droższych) urządzeń wymiernie przyczyniło i w zasadzie dalej przyczynia się do tego faktu. Dlatego postaram się przedstawić urządzenie firmy iEAST w nieco szerszym kontekście. Chciałbym także nadmienić, że recenzja ta jest w zasadzie wstępem do recenzji dwóch innych odwtarzaczy strumieniowych (iEAST Audiostream Pro, Auralic Aries Mini). Sądzę również, że szczególnie interesującym będzie, aby każdemu z tych urządzeń przyjrzeć się indywidualnie z bliska, jak i także wskazać ich miejsce w nieco szerszej perspektywie dynamicznie zmieniającego się rynku tych elementów toru audio, które można ogólnie scharakteryzować, jako „źródło”. Jest to o tyle ciekawe, że nie chodzi tylko o sam sprzęt sensu stricte, co o bardziej całościową zmianę pewnego segmentu rynku, prowadzącą w rezultacie do zmiany nawyków związanych ze słuchaniem muzyki – i chodzi też oczywiście o korzystanie z coraz szerszego spektrum formatów źródłowych. Opakowanie. Streamer dostarczony jest w małym, estetycznym kartoniku. Instrukcja obsługi jest co prawda szczątkowa, jednakże w przypadku tak tanich i tak pozycjonowanych na rynku urządzeń jest to standard. Co jest w pudełku? · Sam streamer · Kabel obustronnie zakończony wtykiem Mini-Jack (3.5 mm) · Kabel USB-Micro USB · Skrócona instrukcja po angielsku. Budowa i specyfikacja techniczna. Jak widać na zdjęciach – urządzenie jest małe i dla tych, którzy widzieli na oczy chociażby Chromecasta jego design nie będzie żadną nowością. W okrągłej obudowie o średnicy 55mm znajdują się dwa zgniazda – Micro USB oraz wyjście audio, przycisk do konfiguracji sieci bezprzewodowej oznaczony, jako „WPS”, oraz mała dziurka, w której ukryta jest niebieska dioda, informująca o jego pracy. Urządzenie oparte jest o układ zintegrowany firmy Ralink (RT5350F), obsługujący połączenie WiFi i będący sercem systemu, oraz kość DAC – według danych producenta – firmy Wolfson. Uruchomienie. Samo uruchomienie jest proste. Urządzenie potrzebuje zasilanie z portu USB, odpowiedni kabel jest w zestawie. Tutaj dwie uwagi: niestety w zestawie jest tylko sam kabel USB, bez zasilacza USB i to należy wziąć pod uwagę. Jeżeli ktoś będzie chciał podłączyć M5 do np. głośników aktywnych w innym pomieszczeniu – wtedy trzeba będzie zorganizować zasilanie USB dla samego Audiocasta. Nie jest to wielka rzecz, jednak należy o tym wspomnieć, żeby nie było niedomówień. To raz. Dwa - w zestawe jest także kabel mini-jack – mini-jack, i jeżeli ktoś będzie chciał M5 podłączyć do głośników, czy np. wzmacniacza posiadającego wejścia RCA, to trzeba będzie zorganizować kabel mini-jack – RCA, jest on dostarczany np. z iEAST Audiostream Pro, natomiast nie ma go w zestawie z M5. Zapewne producent założył, że najmniejszy proponowany przez niego streamer będzie używany tylko z mniejszymi głośnikami wyposażonymi w wejście mini-jack, albo też po prostu ze względu na wielkość opakowania zrezygnowano z załączenia takiego kabla. Jest to bardziej szczegół, ale warto o tym wiedzieć. Po podłączeniu zasilania i podłączenia wyjścia audio wystarczy zaczekać chwilę i urządzenie poinformuje nas o tym, że zakończyło proces uruchamiania krótkim sygnałem dźwiękowym na wyjściu audio. Proces parowania urządzenia z aplikacją oraz rejestracji w sieci polega w zasadzie na dwóch krokach: wpisaniu hasła do sieci WiFi w aplikacji i następnie wciśnięciu przycisku „WPS” w samym streamerze. Aplikacja. Pierwszą kwestią, jaką chciałbym tutaj poruszyć jest to, że aplikacja przede wszystkim działa bez większych błędów. I o ile można się do kilku kwestii doczepić, czy również zwrócić na parę szczegółów, to ogóle wrażenie jest takie, że działa ona, jak powinna. Producent deklaruje obsługę głównych serwisów streamingowych takich, jak: DOUBAN FM, TTPOD, iHeartRadio, Pandora, vTuner, Spotify, QQ MUSIC, Tidal, XIMALAYA, TuneIn oraz QUINGTING FM. I o ile część z nich w naszych realiach to bardziej taka ciekawostka, to istotne są tutaj dwa na liście: Spotify i Tidal. Tutaj należy także zaznaczyć, że Audiocast wspiera również streaming z Vtunera, który staje się coraz bardziej popularny, gdyż ludzie często przez tą akurat platformę słuchają stacji radiowych oraz radii internetowych z zagranicy. Aplikację Audiocasta można w zasadzie podzielić na dwa ekrany: główny oraz ekran odtwarzania. Jeżeli chodzi o funkcjonalność oraz wygodę użytkowania, to nie mam w zasadzie większych uwag, najważniejsze jest w sumie to, że aplikacja, jako taka po prostu nie przeszkadza w samej obsłudze urządzenia. Na pierwszym ekranie – mamy do wyboru, skąd będziemy odtwarzać muzykę, czy jest to serwis streamingowy, czy chociażby np. serwer DLNA. Jest także nie do końca zrozumiałe dla mnie „Line-in”, które sugeruje, jakoby sam M5 był przetwornikiem ADC, a tak przecież nie jest. Ponadto z tego samego ekranu możemy wejść w ustawienia, gdzie możemy wybrać, które z serwisów streamingowych będą wyświetlane na wspomnianym, pierwszym ekranie. Z ekranu ustawień możemy przejść do opcji „Audio Quality” – tam można wybrać jedną z trzech wariantów jakości przesyłanego dźwięku. Tutaj myślę, że nie ma sensu nawet roważać innych opcji, aniżeli 320 kbps, dobrze by jednak było, gdyby było to w samej aplikacji bardziej opisane, zwłaszcza, że ten akurat ekran, pomijajac trzy opcje wyboru jest niemalże pusty. Zwłaszcza, że wytłumaczenie, dlaczego taka opcja się znalazła w ustawieniach jest naprawdę bardzo proste – producent przewidział sytuację, kiedy M5 będzie wykorzystywany sieciach o dużym ruchu i wtedy ustawienie niższej jakości (bitrate) zapewni w dalszym ciągu płynne odtwarzanie. Mam pewną, ogólną uwagę, odnośnie samej aplikacji do M5 – najlepiej jej używać tylko i wyłącznie do odtwarzania już wykonanych playlist np. w Spotify i Tidalu, wtedy drobne błędy w oprogramowaniu, a tych znalazłem kilka, nie będą się aż tak rzucać w oczy. Inną kwestią jest to, że o ile mam pewne uwagi do samego oprogramowania, to szczerze powiedziawszy i tak przyznam, że jestem nim pozytywnie zaskoczony. Naprawdę, czasami zdarzają się urządzenia, gdzie oprogramowanie po prostu nie nadaje się do codziennego użytkowania. Możliwe warianty zastosowania. Producent deklaruje, że urządzenie wspiera funkcję „multiroom” a zatem możliwe jest przesyłanie tej samej piosenki do wszystkich urządzeń (maksymalnie ośmiu), różnych piosenek do różnych urządzeń, oraz możliwe jest grupowanie urządzeń używając pojedyńczego smartfona. Interesującą funkcją jest także parowanie stereo – w sensie takim, że mając dwa Audocasty każdy z nich może obsugiwać tylko jeden kanał stereo. O ile jest to może bardziej taka ciekawostka, to jestem w stanie sobie wyobrazić taką sytuację, gdzie będzie to przydatne, np. w przypadku zamontowania głośników daleko od siebie i w trudno dostępnych miejscach. Przyznam jednak szczerze, iż najbardziej mnie zainteresowała opcja użycia M5 jako tak zwanego network-renderera, czyli końcówki w sieci, która będzie odtwarzać strumień danych, niekoniecznie z telefonu, czy z serwisów typu Tidal, czy Spotify. To przetestowałem i ta funkcja – w przypadku tych serwisów – działa w dużej mierze bez większych problemów. Warto jednocześnie przyjrzeć się tutaj możliwości wykorzystania Audiocasta własnie, jako takiej „końcówki renderującej” strumień audio z serwera UPNP/DLNA: Bo przy tej cenie jest to dość ważna wartość dodana do urządzenia. Odważę się nawet powiedzieć, że dla niektórych może być decydującą o zakupie funkcjonalnością. Ujmując rzecz inaczej – stwarza to możliwość zbudowania podstawowego systemu w topologii: serwer UPNP -> network renderer -> system audio. I w takiej funkcji M5 sprawdził się, co ciekawe równie dobrze, jak przy odtwarzaniu muzyki z bardziej typowych serwisów streamingowych. O ile nie lepiej, bo używając Audiocasta właśnie w ten sposób np. wraz z Foobarem2000 z dodanym komponentem wyjścia UPnP, pomijamy wszystkie mniej, lub bardziej radosne przygody oraz błędy aplikacji dostarczonej przez producenta. Chcę na to zwrócić uwagę również w kontekście innej rzeczy – serwisy streamingowe to jedno, natomiast od razu, na co zwróciłem uwagę już opisując techniczne możliwości M5 powyżej, pojawia się pytanie: jak Audiocast poradzi sobie z odtwarzaniem strumieni nieskompresowanych oraz strumieni audio w wyższej, aniżeli 16/44 rozdzielczości? Oczywiście – sobie radzi. Przetestowałem wszystkie formaty, począwszy od MP3, poprzez FLAC aż do formatów „gęstszych”. I o ile nie ma w przypadku tego akurat urządzenia większego sensu, aby przesyłać do niego format o wyższej rozdzielczości, aniżeli 16/44KHz (chociażby dlatego, że i tak każdy format zostanie przekonwertowany właśnie do 16/44KHz w urządzeniu – producent zdecydował się na takie akurat rozwiązanie). Pozwolę sobie tutaj na uwagę, której nie będę (jeszcze – to zrobię w ostatniej recenzji z cyklu) na tą chwilę rozwijał: warto zrobić, mówiąc kolokwialnie, porządek ze wszystkimi ustawieniami sieci Wi-Fi oraz jej odpowiednią konfiguracją, także w kontekście samych ustawień na warstwie połączenia radiowego. Mówią to zwłaszcza w kontekście tego, że będzie ono zapewne nieraz używane tam, gdzie mamy do czynienia z dużym zagęszczeniem sieci. Jakość dźwięku. Na początek taka mała anegdota: czasami lubię połączyć ze sobą dwa urządzenia z całkowicie różnych pułapów cenowych żeby zobaczyć, mówiąc kolokwialnie: „co się stanie”. No i podłączyłem Audiocasta do dopiero, co włączonego zestawu Stax’a, składającego się z tranzystorowego SRM-1 oraz najwyższych swego czasu w linii Lambda SR-507. Słuchawki te grają bardzo monitorowo, SRM-1 akurat całkiem ładnie je napędza, ale pod jednym warunkiem - że zdąży się nagrzać. Jest to w końcu wzmacniacz pracujący w klasie A. Jak grają te wzmacniacze zaraz po włączeniu niektórzy zapewne wiedzą – jest to brzmienie rachityczne, ostre, bez wypełnienia i do tego bardzo mechaniczne. Zmienia się ono oczywiście o 180 stopni po pewnym czasie, natomiast trzeba na okres nagrzewania urządzenia wziąć poprawkę. Powyższy eksperyment się oczywiście nie udał, w zasadzie nie miał prawa, lecz jednocześnie był bardzo pouczający, bo była to kolejna sytuacja, kiedy cyfrowa sygnatura taniego bądź, co bądź przetwornika (w zasadzie streamera, ale przyjmijmy tutaj na chwilę, że to przetwornik cyfrowo-analogowy, tylko działający po Wi-Fi), nałożyła się na sygnaturę reszty toru. Stax pokazał, co wychodzi z Audiocasta, jednocześnie to modyfikując poprzez pryzmat nie pracującego jeszcze w optymalnych warunkach wzmacniacza słuchawkowego. Na początek dobra wiadomość: brzmienie (jak na ten pułap cenowy) nie jest jakoś przesadnie odchudzone, miałem pewne wątpliwości odnośnie równowagi tonalnej po przeczytaniu kilku opinii w Internecie – na szczęście ich nie potwierdzam. Wręcz przeciwnie – na torze stacjonarnym, z Yamahami NS1000, które mają nawet ten bas lekko wycofany, było go nawet nieco więcej, niż „w sam raz”. Należy tutaj postawić pytanie – z jakim sprzętem będzie wykorzystywany najmniejszy streamer firmy iEAST? Śmiem podejrzewać, że mogą to być często mniejsze głośniki aktywne oraz różnego rodzaju systemy stereo składane z różnych, czasami dość przypadkowych, elementów. W tym kontekście ukształtowanie charakterystyki Audiocasta uznałbym jako bezpieczne. Z większością tańszych, aktywnych monitorów podstawkowych uzyskamy charakterystykę nastawioną na brzmienie zdecydowanie bardziej ukształtowane w stronę „fun”, aniżeli w stronę bardziej monitorowego brzmienia. Prawdę mówiąc, na tym poziomie to drugie i tak by się nie sprawdziło. Jeżeli miałbym wskazać jedną cechę, która zdradza, że M5 należy do takiego, a nie innego pułapu cenowego, to jest to przestrzeń, stereofonia i ogólne oddanie sceny dźwiękowej. Tutaj nie ma cudów – jest to brzmienie bardziej podane, jako jedna całość, bez budowania szerokiej i głębokiej sceny. Bez rozdzielania planów. Chciałbym tutaj jednocześnie podkreślić, że zwracam na to uwagę bardziej po to, żeby pokazać, jakich cech dźwięku można się spodziewać w tak tanim urządzeniu, aniżeli, żeby się tego czepiać. Bo ogólnie – jest to całkiem dobre brzmienie, zwłaszcza wziąwszy pod uwagę cenę samego urządzenia. Spodziewałem się gorszej barwy i gorszego basu. Swoją drogą, producent podaje, że w M5 użyto DACa firmy Wolfson, i faktycznie, miałem cały czas wrażenie, że ta akurat sygnatura brzmienia jest mi skądś znana (informację tą dostałem już po zakończeniu odsłuchów). Audiocast M5 – kilka wniosków na koniec. Dla kogo jest to urządzenie? Ja widzę przede wszystkim dwie grupy docelowe: pierwsza to ludzie, którzy chcą zacząć swoją przygodę ze streamingiem i kupić na początek jakieś urządzenie, które obsłuży zarówno UPnP/DLNA/AirPlay, jak i także serwisy streamingowe. A potem rozbudowywać ten system, (czyli m.in.: zakupić droższy streamer) a to urządzenie zostawić sobie do drugiego systemu. Druga grupa to wszyscy ci, którzy nie chcą się zbytnio wdawać w zawiłości natury technicznej, a chcą mieć funkcjonalny i do tego tani system, oparty o streamer, który poradzi sobie zarówno, jeżeli chodzi o funkcjonalność, jak i brzmienie. Do tej grupy można także zaliczyć ludzi, którzy po prostu nie chcą na przykład wieczorem włączać komputera tylko po to, żeby posłuchać muzyki a mają już smartfona albo tablet i tutaj trafnym będzie kupienie takiego urządzenia, jak streamer. A korzystny cenowo M5 może być tutaj pierwszym sensownym rozwiązaniem.
  23. Kompaktowa obudowa,lekkość oraz jakość dźwięku to wszystko w Cayin N3 Niewielki, stylowy, wytrzymały odtwarzacz plików pozwoli Ci poznać nowe brzmienie muzyki nie tylko słuchając muzyki z plików takich jak DSD czy Hi-resów , ale także muzyki przesłanej za pomocą Blueootha do Cayina N3. Bezkompromisowe komponenty jak na tą półkę cenową, takie jak ceniony przetwornik DAC AK4490EN, wzmacniacz słuchawkowy OPA1622, procesor audio SA2500 aby mieć przyjemność że słuchania muzyki, gdyż odtwarzacz brzmi detalicznie, dynamicznie, z dobrym wypełnieniem zarówno na plikach Flac 16/44.1, Flac 24/192 czy DSD. A 130 mW mocy wystarczy żeby wysterować prawie wszystkie słuchawki dokanałowe, jak i przenośne nauszne, czy nie wymagające stacjonarne wokółuszne słuchawki. Jeden slot na kartę pamięci, obsługujący kartę do 256 GB. Cayin N3 ma możliwość używania go jako USB DAC, czyli jako komputerowa karta muzyczna, przez wejście USB możemy odtwarzacz muzykę z zewnętrznej pamięci przenośnej. A także odtwarza muzykę wysłaną za pomocą Bluetootha w wersji 4.0 z AptX, czyli możemy wysłać muzykę ze smartphona, telewizora czy innego urządzenia i czerpać przyjemność ze słuchania muzyki przy jednoczesnej wygodzie przesyłania dźwięku bezprzewodowego. Cayin N3 ma intuicyjny wyświetlacz, a także dotykowe przyciski na ekranie, które wspomagają nawigowanie. A także dla osób, które nie lubią dotykowych przycisków ma fizyczne przyciski, więć będziemy mogli bezwzrokowo sterować odtwarzaczem. Parametry Techniczne: Obsługiwane formaty DSD: DSF, DFF, SACD-ISO (DSD64 do DSD256) Obsługiwane formaty PCM: Flac, Wave, Aiff, APE, ALAC (32/384), Mp3, AAC (16/48) Moc wyjściowa: 130mW + 130mW (@32Ohm) Pasmo przenoszenia: 20 Hz - 20 kHz Zniekształcenia: 0,03% Impedancja wyjścia: poniżej 1 Ohm Czas pracy: około 12h Czas ładowania: 2 h (przy ładowaniu 1,5-2 A) Wyjścia: słuchawkowe/liniowe, usb do spdif Waga: 100 gramy Wymiary: 100 x 54 x 13 mm Cena odtwarzacza to 699 zł, dostępny jest pod linkiem: http://audiomagic.pl/odtwarzacze-mp3/cayin-n3
  24. Cześć, Przymierzam się do zakupu któregoś spośród tych trzech DAPów: - Opus #1 - Pioneer 100R - Fiio X5 III Czy mógłbym prosić o podanie konkretnych różnić dotyczących samej jakości oraz charakteru brzmienia?
  25. Do wydania (przynajmniej wyjściowo, przed Waszymi poradami ): okolice 1100 PLN (tj. równowartość Aune T1 SE) Pacjent wymagający korekty brzmienia: ATH MSR7 Używany DAC/AMP: Fiio E10k Olympus 2 Cel: dociążenie dołu, złagodzenie sopranów i części średnicy (idziemy w kierunku ciepła i przygaszamy światło) Od jakiegoś czasu poluję na Aune T1 Mk2 ale podaż jest niska (a precyzyjniej: zerowa). Stanąłem przed alternatywą: OPCJA NR 1 - kupić nowe, spokojnie dostępne T1 SE, które być może da poznać smak lampy ale wg recenzji w dość niefortunnym przy moich MSR7 stylu (nie podkreśla niskich rejestrów ani nie łagodzi góry). Jedyne (albo może i aż) co zyskam to zapewne fajniejsza średnica. Mk2 ponoć w tym zakresie była bardziej wyraźna bo poza średnicą, wpływała w widoczny sposób na granie jak klasyczna, stereotypowa lampa - dociążała dół i łagodziła soprany. Chętnie poznam opinie posiadaczy (najchętniej zestawu MSR7 + jakakolwiek nawet lampa ale naturalnie najlepiej jak będzie to T1 w dowolnym wydaniu). Nurtuje mnie też pytanie, na ile w/w opinia o Mk3 (SE) związana jest nie tyle z samym urządzeniem jako kompletem co z użytą w nim lampą. W odwodzie posiadam zakupioną już i zachwalaną tu na forum radziecką lampkę (rakietowa 6N23P) - póki co leży bezpiecznie w szufladzie ale jeśli są szanse na osiągnięcie typowo lampowego efektu w Aune T1 SE - z chęcią wyciągnę ją a wcześniej zamówię tego DAC/AMPa Przy założeniu, że Mk3 jest w stanie na mojej lampce zagrać tak jak sobie życzę - jest to rozwiązanie idealne bo dostaję i DACa i mocny AMP, który pozwoli mi w przyszłości na sensowne wysterowanie planarów, na które powoli buduję sobie apetyt Nie ukrywam, że z uwagi na możliwość wachlowania lampami jest to też urządzenie, które dodaje extra zabawę do zabawy sosem muzycznym (szczególnie jeśli naprawdę różnica jest pomiędzy lampkami odczuwalna) - co jest dodatkową frajdą (a tą ciężko wyceniać ) OPCJA NR 2 - kupić mały (chociaż niekoniecznie) lampowy AMP słuchawkowy (bez DAC) i zbudować tor, w którym funkcję DAC pełnił by w dalszym ciągu obecnie używany Fiio E10k. Jako, że jestem tutaj zupełnie zielony - nie mam pojęcia jak to zrobić Generalnie, w jaki sposób połączyć Fiio z takim lampowym AMPem? Czy Fiio w ogóle jest w stanie przekazać sygnał po przetworzeniu do wzmacniacza? Jak się domyślam, tutaj dochodzimy do określeń, których do tej pory nie używałem tj. opcji typu interconnect Prośba o rozwinięcie jakie opcje połączeń wchodzą w grę. Fiio dysponuje tylko Coaxial out. To pierwsza część wyzwania a w zasadzie warunek konieczny by w ogóle rozważać takie podejście. Drugi temat to generalnie odpowiedź na pytanie czy w/w tor jest w stanie dać mi to czego potrzebuję, czy jest spełniający założenia AMP, czy może w ogóle takie podejście nie ma sensu? Szukam prawdziwie "lampowej lampy" do wykorzystania w w/w układzie. Pewną alternatywą może być wykorzystanie NuForce uDac3, który niby wystawiłem na sprzedaż ale może się jednak przyda (z tego co widzę ma nieco inne opcje wyjściowe niż Fiio - dodatkowe RCA lewy/prawy). Zakładam (być może błędnie), że przy odjęciu funkcji DAC oraz utrzymaniu budżetu można wyrwać coś równie dobrego i mocnego jak Aune T1. Gdzieś tam przewijają się Little Doty, Dark Voicy, Tagi, jakieś DIY (czy recenzowane ostatnio przez PR ifi iCan, co prawda nieco droższe ale może warte rozważenia) ale rozeznania nie mam kompletnie, szczególnie w zakresie barwy produkowanego dźwięku wobec moich potrzeb Dodam, że z ogólnego SQ Fiio jestem zadowolony i w/w wariant numer jeden nie jest podyktowany chęcią upgradu w zakresie samego DAC (zakładam, że jako przetwornik Aune T1 sprawuje się co najmniej tak samo dobrze jak E10k). Całościowo, chodzi o charakter brzmienia oraz zapewnienie sobie gotowości na bardziej kapryśne w wysterowaniu słuchawki (a i samo MSR7 ponoć nie gardzi dodatkowym prądem). Gdyby chodziło tylko o pierwszy aspekt, pewnie przyjrzałbym się bliżej nowym ATH SR9, które na papierze prezentują wobec MSR7 wręcz dokładnie to czego oczekuję.