Skocz do zawartości
Astell&Kern Billie Jean - PREORDER Więcej informacji... ×
FiiO FH5 - przedsprzedaż Więcej informacji... ×
Arthass

Suplementować czy nie suplementować? ...oraz inne pytania dotyczące diety.

Rekomendowane odpowiedzi

Erytrytol to moim zdaniem najlepsza opcja jeśli chodzi o zamienniki cukru o znikomej zawartości kcal. Jak dużo pocisz to nie bój się normalnej soli. Sól o obniżonej zawartości sodu to już proces przetworzenia. Tak jak chudy twaróg, czy mleko 0 %.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Erytrytol to moim zdaniem najlepsza opcja jeśli chodzi o zamienniki cukru o znikomej zawartości kcal. Jak dużo pocisz to nie bój się normalnej soli. Sól o obniżonej zawartości sodu to już proces przetworzenia. Tak jak chudy twaróg, czy mleko 0 %.

Spokojnie, nie boję się normalnej soli i używam jej dość dużo. Na keto jest bardzo ważne zachowanie równowagi elektrolitycznej, jeśli tylko odpuścisz sól to momentalnie pozbywasz się wody z organizmu i zaczyna Cię boleć głowa etc. Sól o obniżonej wartości sodu to nie proces przetworzenia (bo chyba nie da się "odsolić" soli?) tylko mieszanka - na 100g soli masz 70g soli sodowej, 15g postasowej i 15g magnezowej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Fajne, może kiedyś spróbuje. Nie wyobrażam sobie jednak włączenia tego do stałej diety z prostej przyczyny - nie jest to produkt powszechnie dostępny (a przynajmniej u mnie w okolicy), i nie można go za pewne zbyt długo przechowywać, żeby zrobić sobie zapas. Ja się raczej wolę skupiać na rzeczach, które ludzie mogą dostać teoretycznie w każdym miejscu.

 

Tego właśnie chciałbym uniknąć w poradnikach - proponowania produktów egzotycznych, które nie wystarczają na długi czas i ciężko je przechowywać w formie zapasów.

 

kaki calkiem spoko w smaku - w lidlu chyba zawsze jest z tego co widziałem, ja je czasem biore do poleżenia w lodowce (mam wrażenie że niedojrzałe sprzedaja)

kurde niezly temat - ile to sie ciekawych rzyczy można dowiedzieć. powiem szczerze że temat żywienia zawsze wydawał mi sie tak złożony że nie do pojęcia na moją głowke;) i dlatego korzystając z okazji chciałbym się zapytać o jedną rzecz.

ja praktycznie wogóle nie jadam owoców: ze 2 moze 3 razy w miesiącu (no max 5) zjadam jakiegos cytrusa - czy to bardzo szkodliwe i powinienem sie zmusic do jedzenia czy mozna to jakos kompensować? dodam że uwielbiam warzywa (bardziej po obrobce ale i surowe tez).

i mam jeszcze jedno pytanko - nawiązując do tematów produktów egzotycznych - gdzieś zasłyszałem że nie są ok. tzn że owoc z np afryki bedzie mniej zdrowy (chocby mial wiecej skladnikow odzywczych) niz taki z naszej szerokosci geograficznej bo ponoć powinno sie zjadać pokarmy z regionu w ktorym sie z dziada pradziada żyło;) ktos to potwierdza?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Z tego co widze, ile ludzi tyle opinii. Ja w madrych ksiazkach o dietach wyczytalem np. ze owocow w ogole nie oplaca sie jesc, bo po pierwsze np. zeby zapewnic dzienna wymagana przez organizm ilosc danej witaminy, musielibysmy zjesc kilka kilo roznych owocow dziennie. A po drugie owoce z marketow sa tak nadziane pestycydami, ze przynosza wiecej szkody niz pozytku (polecam dokument "Zanim przeklna nas dzieci").

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

Erytrytol to moim zdaniem najlepsza opcja jeśli chodzi o zamienniki cukru o znikomej zawartości kcal. Jak dużo pocisz to nie bój się normalnej soli. Sól o obniżonej zawartości sodu to już proces przetworzenia. Tak jak chudy twaróg, czy mleko 0 %.

Spokojnie, nie boję się normalnej soli i używam jej dość dużo. Na keto jest bardzo ważne zachowanie równowagi elektrolitycznej, jeśli tylko odpuścisz sól to momentalnie pozbywasz się wody z organizmu i zaczyna Cię boleć głowa etc. Sól o obniżonej wartości sodu to nie proces przetworzenia (bo chyba nie da się "odsolić" soli?) tylko mieszanka - na 100g soli masz 70g soli sodowej, 15g postasowej i 15g magnezowej.

 

 

Wiesz z tą solą jest różnie. Dla mnie tylko dobrej jakości morska i himalajska. Reszta to już może być problem. Pisząc keto jesteś w ketozie ? Czy na diecie ketogenicznej ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

micbud, nie możesz mieć pewności, że wszystko co jesz nie jest czymś "nafaszerowane", chyba że sam to wyprodukujesz.

W owocach nie tyle chodzi o witaminy, co również o fruktozę, błonnik, pierwiastki i antyoksydanty.

Myślę, że podstawą diety powinno być nade wszystko unikanie słodyczy - batoników, ciast, cukierków itd., stosowanie regularnie do picia popularnych ziół (melisa, rumianek...), zielonej i czerwonej herbaty, a nade wszystko zasada nie jem "syfu", zapychaczy (np chipsy) i nie jem więcej niż jest mi to potrzebne, a poza tym bilans - wszystkiego co zgodnie z aktualną wiedzą uważane jest za korzystne/zdrowe należy jeść po trochu, bez przeginania w żadną stronę. Myślę, że Arthass jak go czytam to przegina. :P

 

Dla mnie teoria o jedzeniu tego samego co jedli pradziadowie jest absurdalna, bo ich dieta była fatalna - kogo było wtedy stać na warzywa i owoce? Tylko arystokratów, szlachtę ii bogatych mieszczan. Zwykli ludzie pili brudną wodę jedli niezdrowe rzeczy oparte głównie na mące i tłuszczach zwierzęcych, mieli mało zróżnicowaną dietę i nie dożywali najczęściej 40 lat bo umierali na choroby, nowotwory itp. - chcesz iść w ich ślady? Nie radzę...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Ja się wtrącę trochę bo byłem na głębokiej ketozie około 2 miesięcy. U mnie to wyglądało tak 150b, 30w, 300t+. Co do spadków wydajności organizmu. Nie zauważyłem, żeby oddziaływała negatywnie na wydolność organizmu. Wprost przeciwnie, czułem się zawsze wyspany i pełny energii. Trening wysokiej intensywności, niskiej, tlenowy, beztlenowy - wszystko po staremu. Jechałem na erytrolu, słodziku, gumie ksantowej (mega), żeby zaspokoić chęć na słodkości, która pojawiała się bardzo rzadko. Ogólnie jeść się nie chce. A najlepsze mi się podobało w tej diecie, że bardzo łatwo ją utrzymać. Niestety jest dość droga...

Zdecydowanie powiem, że diety keto nie należy traktować jako sposób na życie, tylko jako narzędzie. Mimo, że dostarczałem całej gamy witamin, których brakowało w diecie to jednak czułem się lekko wyniszczony. Polecam fajną stronkę o tej tematyce www.ruled.me

Edytowane przez miszko77
  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

micbud, nie możesz mieć pewności, że wszystko co jesz nie jest czymś "nafaszerowane", chyba że sam to wyprodukujesz.

W owocach nie tyle chodzi o witaminy, co również o fruktozę, błonnik, pierwiastki i antyoksydanty.

Myślę, że podstawą diety powinno być nade wszystko unikanie słodyczy - batoników, ciast, cukierków itd., stosowanie regularnie do picia popularnych ziół (melisa, rumianek...), zielonej i czerwonej herbaty, a nade wszystko zasada nie jem "syfu", zapychaczy (np chipsy) i nie jem więcej niż jest mi to potrzebne, a poza tym bilans - wszystkiego co zgodnie z aktualną wiedzą uważane jest za korzystne/zdrowe należy jeść po trochu, bez przeginania w żadną stronę. Myślę, że Arthass jak go czytam to przegina. :P

 

Dla mnie teoria o jedzeniu tego samego co jedli pradziadowie jest absurdalna, bo ich dieta była fatalna - kogo było wtedy stać na warzywa i owoce? Tylko arystokratów, szlachtę ii bogatych mieszczan. Zwykli ludzie pili brudną wodę jedli niezdrowe rzeczy oparte głównie na mące i tłuszczach zwierzęcych, mieli mało zróżnicowaną dietę i nie dożywali najczęściej 40 lat bo umierali na choroby, nowotwory itp. - chcesz iść w ich ślady? Nie radzę...

 

Kolego bez urazy ale chodzi o diety nie naszych pradziadków tylko naszych przodków. Okres paleolitu - dieta Paleo, która teraz jest uznawana jako jeden ze sposobów dobrego odżywiania.

 

 

Ja się wtrącę trochę bo byłem na głębokiej ketozie około 2 miesięcy. U mnie to wyglądało tak 150b, 30w, 300t+. Co do spadków wydajności organizmu. Nie zauważyłem, żeby oddziaływała negatywnie na wydolność organizmu. Wprost przeciwnie, czułem się zawsze wyspany i pełny energii. Trening wysokiej intensywności, niskiej, tlenowy, beztlenowy - wszystko po staremu. Jechałem na erytrolu, słodziku, gumie ksantowej (mega), żeby zaspokoić chęć na słodkości, która pojawiała się bardzo rzadko. Ogólnie jeść się nie chce. A najlepsze mi się podobało w tej diecie, że bardzo łatwo ją utrzymać. Niestety jest dość droga...

Zdecydowanie powiem, że diety keto nie należy traktować jako sposób na życie, tylko jako narzędzie. Mimo, że dostarczałem całej gamy witamin, których brakowało w diecie to jednak czułem się lekko wyniszczony. Polecam fajną stronkę o tej tematyce www.ruled.me

 

 

Sprawdzałeś ciała ketonowe we krwi, że jesteś pewien tej głębokiej ketozy ? Erytrytol może powodować bardzo duże wyrzuty insuliny jak już rozmawialiśmy o tym wyżej, a wtedy nie ma szans na ketozę

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Blueme: jasne, ze w innych produktach tez jest chemia, ale to celem jedzenia owocow jest aby chemii nie bylo, a wrecz samo zdrowie, dlatego do owocow sie odnioslem, a nie do schabowego, w ktorym tez moze byc chemia, ale dla mnie jego celem jest, zeby byl smaczny, dobrze przyprawiony i zapewnil mi spora dawke energii do roboty. Natomiast piszac o witaminach, mialem na mysli tez pozostale mikroelementy, konkluzja jest wiec taka, ze musialbym jesc kilka kilo owocow dziennie, zeby zapewnic organizmowi ich odpowiednia dawke.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kolego bez urazy, ale przeczytaj najpierw ze zrozumieniem co napisła Brombo Turtle, do którego to wypowiedzi się od niosłem a nie bynajmniej do Twojej. Wcale nie chodzi o dietę paleo, tylko o modne ostatnio w Polsce przekonanie, że należy jeść to, co jadano od pokoleń w swoim regionie zamieszkania. I jest to dla mnie niedorzeczne. Tak jak zresztą przekonanie, że ludzie z paleolitu byli zdrowsi od nas. Tylko bogaci mogą sobie pozwolić na prawdziwą dietę paleo, a praktycznie to i nawet za mega pieniądze jest to trudne, z prostej przyczyny - dziś już roślinność od tamtych czasów uległa przemianom na poziomie genetycznym, bo podlega, jak i ludzie zresztą ewolucji, środowisko ma swoje zanieczyszczenia inne od tamtych, rośliny się uprawia, zwierzęta hoduje, ryby też - karmi paszą, dorzuca nawozy itd. itp.

Kolego bez urazy ale chodzi o diety nie naszych pradziadków tylko naszych przodków. Okres paleolitu - dieta Paleo, która teraz jest uznawana jako jeden ze sposobów dobrego odżywiania.

  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Sprawdzałeś ciała ketonowe we krwi, że jesteś pewien tej głębokiej ketozy ? Erytrytol może powodować bardzo duże wyrzuty insuliny jak już rozmawialiśmy o tym wyżej, a wtedy nie ma szans na ketozę

Niestety już nie inwestowałem w sprzęt do pomiaru, ale miałem paski, pokazywały często największe stężenie - tak wiem, że to nie odzwierciedla stanu. W sumie to częściej używałem słodzika, bo erytrol zostawiał mi jakiś dziwny posmak.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja praktycznie wogóle nie jadam owoców: ze 2 moze 3 razy w miesiącu (no max 5) zjadam jakiegos cytrusa - czy to bardzo szkodliwe i powinienem sie zmusic do jedzenia czy mozna to jakos kompensować? dodam że uwielbiam warzywa (bardziej po obrobce ale i surowe tez).

 

Nie musisz jeść owoców. Ja np. ograniczam się do borówek, malin, jagód, jeżyn (tylko latem) bo praktycznie wszystko inne ma za dużo węgli. Natomiast Awokado jem prawie codziennie. Jedz ważywa i będzie ok. Na upartego ludzie robią zero carb i też dają radę, ale wtedy musisz suplować witaminy.

Wiesz z tą solą jest różnie. Dla mnie tylko dobrej jakości morska i himalajska. Reszta to już może być problem. Pisząc keto jesteś w ketozie ? Czy na diecie ketogenicznej ?

Jestem na diecie ketogenicznej będąc w ketozie. Generalnie jestem na keto od Marca i przypadkowo wybiłem się z ketozy chyba 3 razy. Jedząc <30g węgli/dzień będziesz zawsze w ketozie.

 

Ja się wtrącę trochę bo byłem na głębokiej ketozie około 2 miesięcy. U mnie to wyglądało tak 150b, 30w, 300t+. Co do spadków wydajności organizmu. Nie zauważyłem, żeby oddziaływała negatywnie na wydolność organizmu. Wprost przeciwnie, czułem się zawsze wyspany i pełny energii. Trening wysokiej intensywności, niskiej, tlenowy, beztlenowy - wszystko po staremu. Jechałem na erytrolu, słodziku, gumie ksantowej (mega), żeby zaspokoić chęć na słodkości, która pojawiała się bardzo rzadko. Ogólnie jeść się nie chce. A najlepsze mi się podobało w tej diecie, że bardzo łatwo ją utrzymać. Niestety jest dość droga...

Zdecydowanie powiem, że diety keto nie należy traktować jako sposób na życie, tylko jako narzędzie. Mimo, że dostarczałem całej gamy witamin, których brakowało w diecie to jednak czułem się lekko wyniszczony. Polecam fajną stronkę o tej tematyce www.ruled.me

 

Keto jest bardzo łatwo utrzymać - prawda, ale dopiero po pewnym czasie kiedy nauszysz się gamy jedzenia które możesz jeść na luzie a których trzeba unikać jak ognia. Ja czuję się genialnie i daleko od bycia wyniszczonym, tak jak pisałem wcześniej w drodze testów doszedłem do tego że tylko na tej diecie mój organizm funkcjonuje dokładnie tak jak powinien.

Edytowane przez piotrus-g
  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wracając do snu (bo nie miałem dostępu do internetu przez 2 dni). To, że trzeba spać 8-9h jest trochę naciągane, i w ogóle nie wiem skąd wzięła się to powszechne zalecenie 8h. Pełen cykl snu zamyka się w 1,5h. Potem organizm powraca do tzw. snu płytkiego i cykl się znów powtarza. Co za tym idzie najkorzystniej jest spać wg wielokrotności tego cyklu, czyli 9h, 7,5h, 6h, 4,5h, 3h. Po pierwsze, wybudzenie się i wstanie tak nie "boli" :P Kiedy zmuszamy się do przebudzenia w trakcie głębokiej fazy będziemy się źle czuć, będzie to nieprzyjemne i takie uczucie może pozostać na cały dzień. Po drugie, nawiązując właśnie do pierwszego, po 6h lub 7,5h będziemy się paradoksalnie czuć bardziej wyspani niż po 8h, dlatego że nie zmuszamy organizm do gwałtownego przerwania procesów zachodzących podczas faz głębokiego snu (co powoduje, że czujemy się... fucked up). I teraz kwestia tego, że niektórym może się wydawać takie odliczanie czasu snu nienaturalne. Może na początku tak jest, ale po tygodniu-dwóch przyzwyczajamy się do tego w takim stopniu, że wybudzamy się sami idealnie po określonym czasie nawet bez budzika. W moim przypadku najlepiej spisywało się zasypianie o 23.00 (po pewnym czasie oczy już same się o tej godzinie zamykały), a wstawanie o 5.00 (i tutaj też po pewnym czasie budziłem się samoczynnie przed dźwiękiem budzika). Wychodziło 6h snu. Czułem się wtedy świetnie - wypoczęty, pełen energii, a do tego budzenie nie sprawiało mi trudności, ani "bólu".

Inna ciekawostka na temat snu - większość ludzi śpi w cyklu monofazowym. Czyli kładzie się o określonej godzinie i nieprzerwanie śpi przez ileś tam godzin. Podobno najzdrowszy jest cykl dwu-fazowy. Czyli kładziemy się na wielokrotność 1,5h: 3h-4,5h, wstajemy w środku nocy na pewien czas 1h-1,5-2h i znów kładziemy się na wielokrotność 1,5h, tak by w sumie wyszło przynajmniej 6h snu. Osobiście tego nie próbowałem jeszcze, bo w zasadzie mój sposób monofazowy spisywał się świetnie.

 

O ziołach > kurkumie, oregano itd, nie wspominałem bo w zasadzie uważam to za oczywistą oczywistość. Zioła wspomagają trawienie i pełnią same w sobie wiele korzystnych funkcji w organizmie. Np. dodanie do posiłku kminku zapobiega wzdęciom i gazom. Tzw. zioła prowansalskie (oregano, bazylia, majeranek itd) działają przeciwpasożytniczo i wspomagają trawienie. Kurkuma oczyszcza i wspomaga pracę wątroby, poza tym jest super killerem komórek nowotworowych (które każdy człowiek produkuje). Osobiście używam najczęściej: ziół prowansalskich, kurkumy, kminku, pieprzu cayenne, imbiru, czosnku, czasem curry.

 

Sól. Tak, jest niezbędna do regulacji gospodarki wodno-elektrolitowej, jest niezbędna do efektywnego przesyłania impulsów elektrycznych po naszym ciele, ale... przecież związki sodu występują naturalnie w większości zdrowej, nieprzetworzonej żywności, więc naprawdę sól imo nie jest tak konieczna do "suplementacji" jeśli odżywiamy się w miarę racjonalnie. Poza tym trzeba pamiętać o tym, że statystyczny konsument zjada tej soli kilogramy, bo niestety większość przetworzonych produktów spożywczych zawiera jej duże ilości. Dodajmy do tego jeszcze fakt, że taki konsument zwykle dostarcza małe ilości płynów, a w szczególności czystej wody, w ciągu dnia i mamy problem, bo jest ona zatrzymywana w organizmie.

 

Chcheckitout

Siemie Lniane. Substancje korzystne.

Wśród tych licznych zalet najbardziej doceniane jest za trzy występujące w nim składniki: kwasy omega 3, lignany, błonnik. Do tego kompleks witamin i minerałów.

 

Siemię lniane posiada najlepszy spośród dotychczas zbadanych produktów roślinnych profil nienasyconych kwasów tłuszczowych. W zależności od gatunku w siemieniu lnianym:

  • ok. 50 % stanowią kwasy omega-3 (ALA),
  • ok. 15% stanowią kwasy omega 6 (LA),
  • ok. 17% stanowi kwas oleinowy (omega-9),
  • ok. 10% to nasycone kwasy tłuszczowe.

Spożywanie kwasów omega-3 pochodzących z siemienia lnianego:

  • obniża poziom cholesterolu całkowitego oraz LDL – zmniejszając ryzyko wystąpienia chorób serca. Zmniejsza się również ryzyko wysokiego ciśnienia krwi dzięki hamowaniu czynników zapalnych powodujących degradację naczyń krwionośnych,
  • w przypadku m.in. dny moczanowej, tocznia, RZS, chorób zapalnych jelit olej lniany zmniejsza nie tylko zapalenie stawów, skóry, nerek, a także obniża poziom cholesterolu, który może być podwyższony w toku trwania choroby – siemię lniane hamuje procesy zapalne w chorobach autoimmunologicznych,
  • jest pomocne w leczeniu trądziku, egzemy, łuszczycy, oparzeń i trądziku różowatego,
  • wspomaga walkę z problemami z prostatą, niepłodnością męską i impotencją.

Siemię lniane jest najbogatszym roślinnym źródłem lignan. Są to specyficzne fitoestrogeny, jedne z najsilniej działających przeciwutleniaczy W ziarnach lnu chronią niestabilne kwasy tłuszczowe omega-3 przed szkodliwym działaniem powietrza, tlenu i światła. Ich niezwykła przeciwutleniająca siła jest z drugiej strony miarą nietrwałości kwasów omega-3, ALA.

Lignany z siemienia lnianego wykazują wiele korzystnych działań zdrowotnych. Badania nad ich leczniczymi właściwościami trwają. Z przeprowadzonych do tej pory wynika, że:

  • pomagają stabilizować stosunek estrogenu i progesteronu, łagodząc objawy menopauzalne u kobiet oraz wspomagając leczenie niepłodności,
  • prawdopodobnie odgrywają rolę w zapobieganiu rakowi piersi, jelita grubego i prostaty. Mimo że potrzebne są dalsze badania, te dotychczas przeprowadzone wskazują, że u kobiet z rakiem piersi, bez względu na stopień inwazyjności nowotworów, leczenie z użyciem siemienia lnianego daje dobre rezultaty,
  • mogą chronić również przed różnymi skutkami starzenia się,
  • badania na zwierzętach dowodzą, że dodatek lignanów do diety obniża szybkość narastania zmian miażdżycowych w aorcie o 73%.

Siemię lniane to bogate źródło błonnika rozpuszczalnego oraz nierozpuszczalnego. Jego prozdrowotne działanie odnosi się głównie do naszego przewodu pokarmowego. Jego powlekające działanie wykorzystywane jest w łagodzeniu objawów chorób przewodu pokarmowego, wykorzystywane jest również w łagodzeniu zaparć. Jako ciekawostkę dodam, że kwasy omega w siemieniu (dzięki dużej zawartości lignan) nie ulegają zniszczeniu nawet po obróbce cieplnej (np. w owsiance), a jak wiadomo są one bardzo wrażliwe na czynniki zewnętrzne i zwykle nawet jeśli znajdują się w jakichś pokarmach to bardzo łatwo je np. utlenić czy zniszczyć przez obróbkę cieplną lub ekspozycję na promienie słoneczne (stąd np. oleje na półkach sklepowych w przezroczystych butelkach są pod tym względem bezużyteczne mimo że na etykietach można znaleźć informacje ile to omega w nich jest)

 

Orzechy to przede wszystkim źródło zdrowych, nieprzetworzonych tłuszczy. Do tego każdy rodzaj orzechów posiada swoje własne cechy prozdrowotne. Takie włoskie bardzo korzystnie wpływają na pracę mózgu, migdały jako jedyne mają zasadowe ph, a więc odkwaszają.

 

I ja się pytam: nie lepsze to na śniadanie niż statystyczna kanapka z jakimś podłym smarowidłem tłuszczopodobnym? Nie cierpię czepiania się właśnie takich drobnostek w tego typu rozmowach. Bo fityny, bo proporcje nieidealne i w ogóle nie tykać patykiem. I taki Kowalski to przeczyta, pomyśli "To lepiej zostanę przy kanapce, bo gdzie nie popatrzę to i tak coś jest w tym szkodliwe dla zdrowia". Kwasów omega-6 i tak jest w statystycznej diecie nadmiar, więc o co się bać? Ja Ci gwarantuję, że 95% osób które wymienią poranną kanapkę na siemię z płatkami owsianymi i orzechami poczuje ogromną różnicę. Sorry, ale ten poradnik nie jest dla wyczynowych sportowców, gdzie może i trzeba zastosować bardziej "wyliczone" profile żywieniowe. Ja nigdy nie liczyłem ile tego czy tamtego zjadłem. Jem zwykle po prostu to co widzę, że działa korzystnie i nie przejmuję się wyliczeniami. I to też pewnie sprawdzi się wśród tych 95% "Kowalskich".

 

Z mojej strony np. pytanie po co suplementować magnez skoro w ziarnach kakao czy kaszy gryczanej jest go tyle, że więcej nie potrzeba? Jeśli zdarzy nam się jeszcze zjeść jakieś warzywko, szczególnie zielone to już w ogóle magnezu mamy całe zapasy. Nie mówiąc o tych superfoods i suplach co wymieniłem. Witamina D2, K2... hmm, sprawa sporna. Czasem warto, czasem nie trzeba. W okresach zimowych może być sens. Ale jak stosujemy chlorellę to nie ma sensu - dostarcza w 5g aż 600% RDA naturalnej witaminy D. K2 występuje w produktach poddanych fermentacji jak kiszona kapusta czy ogórki. Poza tym witaminy te mogą być syntetyzowane przez organizm i florę bakteryjną, jeśli prawidłowo się odżywiamy (dajemy florze błonnik).

 

Brombo Turtle

Owoce to głównie woda, cukry, witaminy, minerały i odrobina błonnika. W zasadzie nie trzeba ich spożywać. Można je zastąpić innym pożywieniem. Warzywa mogą być świetnym zamiennikiem. Z owoców ja polecam przede wszystkim cytrusowe. Ich metabolity mają działanie alkalizujące, a więc odkwaszają organizm. Aha, no i tzw. owoce "tłuszczowe" jak kokos, awokado itp. Banana można też od czasu do czasu. Ananas i papaja są bardzo pożyteczne ze względu na enzymy trawiące białka w pokarmach.

 

i mam jeszcze jedno pytanko - nawiązując do tematów produktów egzotycznych - gdzieś zasłyszałem że nie są ok. tzn że owoc z np afryki bedzie mniej zdrowy (chocby mial wiecej skladnikow odzywczych) niz taki z naszej szerokosci geograficznej bo ponoć powinno sie zjadać pokarmy z regionu w ktorym sie z dziada pradziada żyło;) ktos to potwierdza?

 

W teorii zdrowy człowiek może znaleźć w lokalnie dostępnych pokarmach wszystkiego czego potrzebuje, jeśli oczywiście spożywa je w odpowiedniej ilości i w formie jak najmniej przetworzonej. Są jednak pewne produkty/suple, które w bardzo łatwy sposób, spożywane w niewielkich ilościach, uzupełnią większość braków i dlatego warto stosować takie "skróty", a w szczególności jeśli już coś nie działa tak jak należy w organizmie. Wtedy łatwiej powróci się do stanu równowagi.

 

Z tego co widze, ile ludzi tyle opinii. Ja w madrych ksiazkach o dietach wyczytalem np. ze owocow w ogole nie oplaca sie jesc, bo po pierwsze np. zeby zapewnic dzienna wymagana przez organizm ilosc danej witaminy, musielibysmy zjesc kilka kilo roznych owocow dziennie. A po drugie owoce z marketow sa tak nadziane pestycydami, ze przynosza wiecej szkody niz pozytku (polecam dokument "Zanim przeklna nas dzieci")

 

Okej, ale mówimy na to "mniejsze zło". Lepiej zjeść między posiłkiem jabłko z marketu czy batonika? Po za tym owoce to nie tylko woda, cukier i witaminy. To też np. enzymy wpływające korzystnie na pracę organizmu np. wspomagające trawienie (patrz choćby ananas czy papaja).

 

Myślę, że podstawą diety powinno być nade wszystko unikanie słodyczy - batoników, ciast, cukierków itd., stosowanie regularnie do picia popularnych ziół (melisa, rumianek...), zielonej i czerwonej herbaty, a nade wszystko zasada nie jem "syfu", zapychaczy (np chipsy) i nie jem więcej niż jest mi to potrzebne, a poza tym bilans - wszystkiego co zgodnie z aktualną wiedzą uważane jest za korzystne/zdrowe należy jeść po trochu, bez przeginania w żadną stronę.

 

100% się z tym zgadzam. ... jeśli człowiek nie ma już problemów zdrowotnych. A znajdź mi dzisiaj takiego. Zwykle jak ktoś zaczyna się interesować tym co zdrowe a co nie, ma już dość poważne problemy - bo jeśli ich nie ma to raczej się nie zastanawia co wpycha do ust. A patrząc na to jakie produkty nas otaczają, to bezrefleksyjne ładowanie w siebie tego co popadnie prędzej czy później skończy się tym, że trzeba będzie sięgnąć po coś więcej niż tylko unikanie syfu. Ja napisałem dlaczego "przesadzam". Latami cierpiałem z powodu tzw "IBS", bo lekarze nie potrafią zdiagnozować tego co nie mieści się w ich wyuczonych szablonach i zamiast leczyć system trawienny przepisują Ci antydepresanty... No to musisz się sam wziąć za poszukiwanie rozwiązań. Tak jak choćby wyregulowały mi trawienie algi to jeszcze żadna żywność tego nie zrobiła. I może ktoś o podobnych problemach jeszcze z tego skorzysta, a "zdrowemu" (jest jeszcze ktoś w dzisiejszych czasach naprawdę zdrowy?) na pewno nie zaszkodzi. Profilaktyka. Te suple i superfoody nie są konieczne do życia. Wystarczyłoby poprzestać na siemieniu lnianym, orzechach, pestkach, płatkach owsianych i wybieraniu produktów nieprzetworzonych oraz wykorzystywaniu odpowiedniego rodzaju obróbki termicznej (gotowanie, gotowanie na parze, wolnowar, pieczenie na powietrzu).

Edytowane przez Arthass

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

Kolego bez urazy, ale przeczytaj najpierw ze zrozumieniem co napisła Brombo Turtle, do którego to wypowiedzi się od niosłem a nie bynajmniej do Twojej. Wcale nie chodzi o dietę paleo, tylko o modne ostatnio w Polsce przekonanie, że należy jeść to, co jadano od pokoleń w swoim regionie zamieszkania. I jest to dla mnie niedorzeczne. Tak jak zresztą przekonanie, że ludzie z paleolitu byli zdrowsi od nas. Tylko bogaci mogą sobie pozwolić na prawdziwą dietę paleo, a praktycznie to i nawet za mega pieniądze jest to trudne, z prostej przyczyny - dziś już roślinność od tamtych czasów uległa przemianom na poziomie genetycznym, bo podlega, jak i ludzie zresztą ewolucji, środowisko ma swoje zanieczyszczenia inne od tamtych, rośliny się uprawia, zwierzęta hoduje, ryby też - karmi paszą, dorzuca nawozy itd. itp.

 

 

Kolego bez urazy ale chodzi o diety nie naszych pradziadków tylko naszych przodków. Okres paleolitu - dieta Paleo, która teraz jest uznawana jako jeden ze sposobów dobrego odżywiania.

 

 

Wybacz :) pierwsze słyszę o takim podejściu i mnie to bardzo zdziwiło :)

 

Chociaż moja babcia jedzie na keto całe życie :) nigdy nie lubiła chleba, makaronu, kluchów, a o ryżu już nie wspomnę więc może warto ją naśladować bo ma swoje lata i dobrze się trzyma :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiecie dlaczego ludzie z paleolitu byli zdrowsi? Bo się ruszali :P Nie mieli marketu przy jaskini. I to jest klucz do zdrowia, bo nawet osoby nie stosujące tych super paleo diet będą zdrowsze od "standardu" jeśli wprowadzą zdrową aktywność fizyczną. Co więcej, regularna aktywność fizyczna może zniwelować skutki złego odżywiania, bo dotlenienie to odkwaszanie organizmu, wtedy zwykle mamy też większe zapotrzebowanie na wodę/płyny, wydalamy z nią szybciej syf, co przyspiesza procesy samooczyszczania. Wiecie dlaczego ludzie starsi dożywają często tak podeszłego wieku? Bo prowadzili inny styl życia - najczęściej większość dnia na świeżym powietrzu, przy pracy fizycznej, dalej żywili się najczęściej naturalnym pokarmem, który sami wyhodowali (i w tym przypadku nawet takie mleko prosto od krowy będzie zdrowe, bo zawiera naturalnie występujące bakterie, enzymy itd, które są niszczone podczas pasteryzacji), bo środowisko w którym żyli nie było tak zanieczyszczone spalinami, metalami ciężkimi, nie łudźmy się cała ta technologia wokół nas emituje na pewno jakieś szkodliwe promieniowanie.

  • Like 3

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

święte słowa, siedzenie zabija. ja mam coś takiego, że jak za mało się ruszam to odczuwam dolegliwość w kolanie, trochę mnie to wkurza, ale chyba powinienem być za to wdzięczny losowi, bo to mnie aktywizuje do ruchu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Co więcej, regularna aktywność fizyczna może zniwelować skutki złego odżywiania, bo dotlenienie to odkwaszanie organizmu, wtedy zwykle mamy też większe zapotrzebowanie na wodę/płyny, wydalamy z nią szybciej syf, co przyspiesza procesy samooczyszczania.

 

Z całością się zgadzam jak najbardziej. Ale co do tego zdania to w wielu źródłach czytałem, że intensywny wysiłek zakwasza organizm. Dlatego dla sportowców istotne jest jedzenie pokarmów zasadowych.

 

Sam do tej pory jadłem wszystko na co miałem ochotę i dzięki treningom czuję się dobrze i mam np. bardzo niski poziom tkanki tłuszczowej. Napisałem "jadłem" bo ostatnio zainspirowany m.in. tym tematem zmieniłem dość mocno swoją dietę. Po prostu chcę zobaczyć jak to wpłynie na mój organizm, samopoczucie i osiągi na treningach :)

 

 

święte słowa, siedzenie zabija. ja mam coś takiego, że jak za mało się ruszam to odczuwam dolegliwość w kolanie, trochę mnie to wkurza, ale chyba powinienem być za to wdzięczny losowi, bo to mnie aktywizuje do ruchu.

 

Mam podobnie. Po prostu już tak przywykłem do ruchu, że jak z tydzień posiedzę na d... to zaraz czuję się źle i do tego odzywają się stare kontuzje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie jestem ekspertem, ale zawsze mi się wydawało, że dodatkowy ruch i dodatkowe dotlenienie odkwasza. Wskazywałby na to fakt, że organizm ludzi "zasadowicą" (tak, istnieje stan odwrotny do zakwaszenia, ale trzeba się bardzo namęczyć, żeby to osiągnąć) skraca oddech jako główny sposób obrony przed nadmiernym wzrostem ph

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiecie dlaczego ludzie z paleolitu byli zdrowsi? Bo się ruszali :P

A skąd wiesz, że ludzie z paleolitu byli zdrowsi? A jeżeli byli, to skąd wiesz że dlatego że się ruszali? I czy myślisz, że mogły być jeszcze inne tego przyczyny? Tj wykluczamy dietę i ruch- co jeszcze mogło wpłynąć na ich rzekomo lepszy stan zdrowia.

Edytowane przez Andrewek
  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

Wiecie dlaczego ludzie z paleolitu byli zdrowsi? Bo się ruszali :P

A skąd wiesz, że ludzie z paleolitu byli zdrowsi? A jeżeli byli, to skąd wiesz że dlatego że się ruszali? I czy myślisz, że mogły być jeszcze inne tego przyczyny? Tj wykluczamy dietę i ruch- co jeszcze mogło wpłynąć na ich rzekomo lepszy stan zdrowia.

 

 

Osobiście obstawiam czyste powietrze, mniej stresogenne społeczeństwo, brak szefa nad głową i kredytu hipotecznego na karku :D

  • Like 3

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

 

Wiecie dlaczego ludzie z paleolitu byli zdrowsi? Bo się ruszali :P

A skąd wiesz, że ludzie z paleolitu byli zdrowsi? A jeżeli byli, to skąd wiesz że dlatego że się ruszali? I czy myślisz, że mogły być jeszcze inne tego przyczyny? Tj wykluczamy dietę i ruch- co jeszcze mogło wpłynąć na ich rzekomo lepszy stan zdrowia.

 

 

Osobiście obstawiam czyste powietrze, mniej stresogenne społeczeństwo, brak szefa nad głową i kredytu hipotecznego na karku :D

 

Taaa, po to podobno stworzyliśmy cywilizację techniczną żeby ułatwić sobie życie :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

 

 

Wiecie dlaczego ludzie z paleolitu byli zdrowsi? Bo się ruszali :P

A skąd wiesz, że ludzie z paleolitu byli zdrowsi? A jeżeli byli, to skąd wiesz że dlatego że się ruszali? I czy myślisz, że mogły być jeszcze inne tego przyczyny? Tj wykluczamy dietę i ruch- co jeszcze mogło wpłynąć na ich rzekomo lepszy stan zdrowia.

 

 

Osobiście obstawiam czyste powietrze, mniej stresogenne społeczeństwo, brak szefa nad głową i kredytu hipotecznego na karku :D

 

Taaa, po to podobno stworzyliśmy cywilizację techniczną żeby ułatwić sobie życie :P

 

Za to mieli inne stresy nad głową - co zjeść i jak nie dać się zjeść ;) .

  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Podejrzewam, że byli zdrowsi z tego powodu, że dzisiaj raczej ciężko znaleźć człowieka, który wyposażony w siekierkę z zaostrzonego kamienia byłby w stanie upolować sobie zwierzaczka na obiad. To byli myśliwi. Od sprawności fizycznej zależało ich życie. Czy mogły być jeszcze inne przyczyny? Może. Dlatego sam na przekór propagatorom paleo zauważyłem, że być może sposób diety nie był głównym czynnikiem determinującym stan zdrowia (choć paleo jest całkiem fajną dietą, o ile stosuje się ją razem z odpowiednią dawką codziennego ruchu jak to robią i rekomendują jej wynalazcy).

  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Co do długości życia, to tu imo bardzo ciekawy filmik

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

 

Wiecie dlaczego ludzie z paleolitu byli zdrowsi? Bo się ruszali :P

A skąd wiesz, że ludzie z paleolitu byli zdrowsi? A jeżeli byli, to skąd wiesz że dlatego że się ruszali? I czy myślisz, że mogły być jeszcze inne tego przyczyny? Tj wykluczamy dietę i ruch- co jeszcze mogło wpłynąć na ich rzekomo lepszy stan zdrowia.

 

 

Osobiście obstawiam czyste powietrze, mniej stresogenne społeczeństwo, brak szefa nad głową i kredytu hipotecznego na karku :D

 

 

Dokładnie tak. Generalnie wszystko "czystsze" niż mamy dzisiaj. Stres krótkotrwały związany tylko z polowaniem (można było zginąć). Później chill w jaskini.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×

Powiadomienie o plikach cookie

Zarejestruj się aby mieć większy dostęp do zasobów forum. Przeczytaj regulamin Warunki użytkowania i warunki prywatności związane z plikami cookie Polityka prywatności