Jump to content

Arthass

Zasłużony
  • Content Count

    3,692
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    22

Arthass last won the day on June 3 2018

Arthass had the most liked content!

Community Reputation

1,741 Excellent

About Arthass

  • Rank
    Why do we fall, Bruce?
  • Birthday 02/06/1989

Dodatkowe

  • odtwarzacz
    ◄( Clip+ )►
  • słuchawki
    ◄( ATH-M50 )►
  • testuję
    ◄( Muzyka )►
  • chcę
    ◄( Avant-Garde )►

Contact Methods

  • MSN
    https://groups.google.com/forum/#!forum/healtharths
  • Website URL
    https://www.blogger.com/profile/08219649522564028497

Ogólne

  • Gender
    Male
  • Interests
    〔Anime〕〔Kino〕〔Gry〕〔Książki〕〔Muzyka〕〔Zdrowie〕〔Odżywianie〕

Recent Profile Visitors

35,626 profile views
  1. Preorder, w takiej formie jak organizowany na tym forum nie przypomina regularnej sprzedaży. W regularnej sprzedaży nie robi się listy ściśle związanej z konkretnymi osobami. Sam preorder to jest zamówienie zbiorowe, a nie indywidualne. Koszty u zleceniobiorców zależą od ilości zamówionych przedmiotów i przekroczonych progów cenowych. Jak ma przebiegać taki zwrot? Zwracać wszystkie przedmioty z zamówienia, żądać dopłaty od reszty kupujących czy może dopłacać z własnej kieszeni? Odstąpienie od zawartej umowy podczas preorderu jest możliwe przez większość procesu realizacji. Nie znam szczegółów prawnych takiej sytuacji. To są tylko moje prywatne wątpliwości w tych kwestiach. Nie mieszam prawa z prywatnymi odczuciami. Oddzielam jedynie prawo od moralnego zachowania (w mojej ocenie). Prawo jest zmienne, uznaniowe i niedoskonałe, dlatego ciągle ulega zmianom. Nie zamierzam tutaj prowadzić szczegółowej debaty na temat tego czy powyższe roszczenia rzeczywiście prawnie przysługują tej osobie, bo nie studiowałem prawa. Widzę jednak w takim prawie wiele luk, które można eksploatować w niemoralny sposób. Osobiste odczucia wobec preorderów posiadam od momentu, kiedy razem z Selphy zaczęliśmy jako pierwsi na forum organizować zbiorowe zamówienia z Thomanna. Na szczęście, mieliśmy do czynienia z dorosłymi, odpowiedzialnymi ludźmi. Zwrot jednego przedmiotu z zamówienia oznaczałby albo anulowanie całego zamówienia (ciekawe w jaki sposób zmusić 20 innych osób, żeby ograniczyły się tylko do użytku koniecznego przez 2 tygodnie?), albo dopłatę różnicy wynikającej ze zwrotu przez resztę uczestników, lub po prostu pokrycie tych kosztów z własnej kieszeni. Jaki sens w takich sytuacjach ma organizacja preorderów? Organizujesz coś praktycznie za darmo (jak ktoś ma gest to dorzuci Ci 5zł "na piwo") i jeszcze masz ponosić dodatkowe koszty? Jakoś dziwnym sposobem, nigdy nie trafił się nikt mający roszczenia zwrotu przedmiotów po realizacji preorderu. Napiszę nawet więcej - nikt o tym nawet prawdopodobnie na poważnie nie pomyślał (dlatego trąci mi to intencjonalnym "prefabrykowaniem" problemu jako pretekst brudniejszych motywów). Jak ktoś się rozmyślił po czasie to wystawiał przedmioty na sprzedaż. Strata zwykle niezbyt wielka, bo same preordery dawały znaczny upust na cenie, a sumienie czyste. Oczywiście, prawnie to jest inna sytuacja, bo Thomann realizowany był przez osoby prywatne, ale technicznie proces realizacji będzie pewnie wyglądał podobnie - chyba że jesteś producentem. Tak czy inaczej, jeśli dana osoba chce wejść na drogę prawną, to niech załatwia swoje problemy poza forum. Spamowanie od kilu miesięcy tymi samymi prowokacjami (co znów trąci dla mnie ukrytymi motywami) nie ma niczego wspólnego z rozwiązywaniem jej "rzekomego" problemu.
  2. Zachowanie jest rzeczą nabytą, wyborem, a nie predeterminowaną, wrodzoną kwestią. Sam właśnie oceniasz moje zachowanie, i jeśli miałbym podążać Twoim tokiem rozumowania rozciągając sytuację na swoją osobę to również przypisałeś mi w ten sposób kilka cech na podstawie Twoich osądów. Istnieje zasadnicza różnica między oceną zachowania lub osoby. Utożsamianie ich jako te same procesy to jak mylenie implikacji z równoważnością. PS. Po przemyśleniu, możesz mieć rację w kwestii zbyt ofensywnego słownictwa. Edytowałem komentarz. Na przyszłość postaram się bardziej uważać z doborem słów.
  3. Nie oceniam osoby tylko zachowanie. Nie udaję, że post ma charakter prawny. Zresztą, ten pseudo prawny bełkot to cytat i niczego konkretnego na tej podstawie nie stwierdzam - wskazuję jedynie na potencjalne wątpliwości co do wysuwanych roszczeń. Moja osobista opinia nie ma niczego wspólnego z sytuacją prawną, ani nie wymaga walidacji ze strony prawa. Nie wiem czy przesadziłem, ale święte oburzenie wobec naruszenia godności osoby, która regularnie trolluje forum tymi samymi prowokacjami od kilku miesięcy pod różnymi multi-kontami również wydaje się wyolbrzymione. Ten pan doskonale wie co robi, a jego cel nie ma niczego wspólnego z rozwiązaniem jakiegokolwiek problemu. Powiem nawet więcej - obserwując przebieg wspomnianych prowokacji na przełomie tych miesięcy, nasuwają się wnioski że sytuacja mogła zostać intencjonalnie wygenerowana jako potencjalny pretekst do realizacji brudniejszych motywów. Jeśli uważasz, że powinienem dostać bana za napiętnowanie osoby, która już w trakcie rejestracji kieruje się zamiarem sabotowania forum to użyj sobie opcji raportowania. Ja mam swoje zdanie na ten temat. Choćby w kwestii regulaminu, którego prawa w mojej ocenie nie przysługują użytkownikowi otwarcie przyznającemu się do tego, że korzysta z multi-konta, a więc w pierwszej kolejności nie powinno go w ogóle być na forum.
  4. Zapytaj dokładnie swojego prawnika o szczegóły na temat sytuacji związanej z preorderami, bo sprawa nie jest taka oczywista. Preorder to szczególny typ zawarcia umowy i ze względu na jego charakter mogą go obowiązywać odmienne zasady. Twoje roszczenia można prawdopodobnie zakwestionować na kilku płaszczyznach prawnych. A tak nawiasem pisząc, poza dywagacjami prawnymi, zachowanie które opisujesz jest po prostu objawem niedojrzałości i braku poczucia odpowiedzialności wobec zawierania umów. Nie chciałbym mieć nigdy do czynienia z taką osobą jak Ty, która zawiera ze mną umowę na realizację jakiejś zindywidualizowanej usługi wymagającej długoterminowego procesu realizacji, poświęcenia dodatkowego czasu i wysiłku, po czym kiedy wywiązałem się z umowy, nie dość że klient nie szanuje mnie i mojej pracy, to jeszcze robi publiczne sceny jak... Tak nie zachowuje się poważny, dorosły człowiek. Jeszcze rozumiem chęć rezygnacji w trakcie realizacji umowy, kiedy zleceniobiorca może w miarę bezproblemowo zmodyfikować szczegóły zleceń w obrębie własnych umów, ale też pasuje w takich wypadku przeprosić za zerwanie zobowiązania. Najlepiej dopytać o szczegóły w kwestii daty, do której jest możliwość wycofania się bez zbytniego problemu dla zleceniobiorcy. Zleceniobiorca nie jest Twoim pachołkiem, tylko partnerem, z którym zawierasz dobrowolną, obustronną umowę. Nie oddajesz nikomu pieniędzy za darmo - to prosta wymiana dóbr, w której każda ze stron otrzymuje pożądany przedmiot umowy.
  5. @Rafacio Mam dla Ciebie ważną misję w kwestii szerzenia czystości językowej na terenie naszego kraju. Ci hipsterzy w czarnych sutannach ze zgromadzenia rzymsko-katolickiego posługują się językiem łacińskim na swoich zgromadzeniach. Jak już zaprowadzisz z nimi porządek to zabierz się też za środowisko medyczne. Nie wiem czy zauważyłeś, ale te wszystkie nazwy substancji czynnych w preparatach medycznych są po łacińsku. A MY JESTEŚMY W POLSCE! To nie do przyjęcia. Powiem więcej - byłem niedawno w sklepie z kosmetykami, a tam na każdym opakowaniu skład po łacińsku! Nie wydaje Ci się to podejrzane? Tak jakby... jakiś żydowski spisek przeciwko narodowi polskiemu? Nie wspomnę już o tym co robią dzieciom w szkołach... Zmuszają ich do mówienia po angielsku, niemiecku, a czasem nawet rosyjsku! Ja np. byłem ofiarą rozszerzonego angielskiego, który stanowił proceder 6-cio godzinnej depolonizacji tygodniowo, skutkiem czego teraz mam traumę i w co trzecim poście muszę pisać po angielsku. Ale powiem Ci, że spisek może sięgać głębiej, to musi być coś grubszego, bo nawet nie przetłumaczyli mi nazwy przeglądarek na ognistego lista i chrom. I jesteśmy w HydePark! Czy to polskie słowo!? A ludzie robią forumowe meety. Na polskim forum... Nie wspomnę już o czatboxie. Sam się nawet zapomniałeś i użyłeś tego niepolskiego słowa w komentarzu do mojego niepolskiego statusu. To już nie można napisać "pogawędkowe pudło"? Tyle rzeczy do naprawienia w tym kraju na Twoich barkach.
  6. "Don't fear failure. Fear You have not failed fast enough."

    ~ Cytat angielskiego autora, więc po angielsku. Pozdrawiam. ~

    1. Show previous comments  14 more
    2. Arthass

      Arthass

      Zdaje sobie sprawę, ale nie zawsze jestem na tyle elokwentny by zawrzeć esencję moich myśli w najkrótszym tekście. A przede wszystkim, nie zawsze mam chęć dokładnego obmyślania jak to zrobić, szczególnie jeśli jest to komentarz, który jutro może być usunięty :)
      Nie piszę recenzji audio z kilku powodów. Jeden, to brakuje mi w mojej ocenie odpowiednich kompetencji. Kolejny to brak pasji motywującej do poświęcenia na to czasu. Kiedyś byłem wystarczająco podjarany tematem, teraz już traktuję audio bardziej użytkowo - funkcjonalność, praktyczność, opłacalność ponad jakość dźwięku
      . Brak czasu - nie mogę pisać recenzji (a przynajmniej recenzji na jakimś akceptowalnym poziomie) zajmując się jednocześnie bromatologią, farmakologią, tematami dietetycznymi, zdrowiem (też, a może przede wszystkim w prywatnym wymiarze), remontem, gruntownym sprzątaniem domu i planowaniem praktycznego, wygodnego zagospodarowania przestrzeni, a dodatkowo długoterminowymi planami być może obejmującymi działalność w internecie. To jest zawsze kwestia tego co trzeba poświęcić sprowadzająca się do ustalenia hierarchii priorytetów.
      No i ostatnia kwestia to brak środków, żeby nie napisać - jestem za biedny, żeby być audiofilem :D Nie zamierzam brać kredytów, ani iść na kompromis w innych aspektach życia. Dysponowanie finansami to też przecież element hierarchii priorytetów, przynajmniej dla większości ludzi. Zresztą, to Ci najbiedniejsi najczęściej bezrefleksyjnie trwonią pieniądze. Audio to artykuły należące do grupy dóbr luksusowych, szczególnie jeśli mówimy o poziomie już w obecnych czasach zaczynającym się od średniej półki cenowej.
      PS. Jeśli chodzi o recenzje audio, gdybym miał czas i chęci to interesowałaby mnie przede wszystkim budżetówka :) Wiem, mało audiofilskie, ale kiedyś był taki fajny odłam społeczności na forum zajmujący się wyszukiwaniem "perełek" w budżetówce audio i bardzo mi się to podobało. Przede wszystkim, zero spinek pod względem jakiejś "elitystycznej bufonady", brak efektu cenowego nie zaślepiał oceny użytkowników na płaszczyźnie racjonalizacji wydanych środków, każdy mógł swobodnie krytykować i nikt się o to nie napinał. No i odkrycie perełki za grosze wydaje mi się bardziej ciekawym zajęciem niż debaty na temat tego który sprzęt za tysiące złotych jest bardziej audiofilski.
      Umiarkowanie interesują mnie też słuchawki z kategorii nauszników ultra-portable i dousznych "pchełek", można też pod to podciągnąć pół-otwarte dokanałówki (w stylu niektórych produktów Sony). Generalnie, sprzęt portable audio, bo od tego zaczęło się to forum - przynajmniej dla mnie :)
      Głośniki typu PC też są ciekawym zagadnieniem, ale również głównie budżetówki i/lub portable. Przede wszystkim opłacalność, prostota użytkowania i minimalizm.

    3. audionanik

      audionanik

      Cytat

      Nie piszę recenzji audio z kilku powodów. Jeden, to brakuje mi w mojej ocenie odpowiednich kompetencji.

      Nooo, akurat w tym względzie nie odstawałbyś jakoś od reszty recenzentów. Poza tym ucho można ćwiczyć, a gust rozwijać - obie rzeczy do późnego wieku.

      Cytat

       Kolejny to brak pasji motywującej do poświęcenia na to czasu.

      To już rokuje gorzej.

      Cytat

      No i ostatnia kwestia to brak środków, żeby nie napisać - jestem za biedny, żeby być audiofilem

      To zawsze może się zmienić. Ponadto uważam, że dobry, rzetelny (tak, to nie pomyłka) recenzent powinien żądać zapłaty za swoją pracę - oficjalnie i na przejrzystych warunkach.

      Cytat

       Zresztą, to Ci najbiedniejsi najczęściej bezrefleksyjnie trwonią pieniądze.

      Zgadzam się z tą obserwacją, również na swoim przykładzie.

       

      Podsumowując: nigdy nie mów nigdy. Piszę to w związku z Twoimi

      Cytat

      długoterminowymi planami być może obejmującymi działalność w internecie.

       

    4. Arthass

      Arthass

      Cytat

      Nooo, akurat w tym względzie nie odstawałbyś jakoś od reszty recenzentów. Poza tym ucho można ćwiczyć, a gust rozwijać - obie rzeczy do późnego wieku.

      Jeśli nie odstawałbym od reszty, to niezbyt dobrze o nich świadczy :P W mojej ocenie, jeśli miałbym się za to zabrać, to potrzebowałbym kompleksowego usystematyzowania wiedzy technicznej z zakresu fizyki dźwięku oraz wypracowania jakiegoś systemu porównawczego opartego najlepiej na matematycznych algorytmach - tak, mam takie zboczenie, że lubię wszystko porównywać "w cyferkach", więc tworzę sobie współczynniki, dzięki którym mogę w łatwy porównywać wybrane, zbiorcze cechy produktów. Nie widzi mi się obecnie taki stopień zaangażowania w audio, szczególnie że robię właśnie coś identycznego w kwestii parametrów żywności (plus suplementów, ale to na razie odłożone na drugim miejscu) i wiem ile wymaga to pracy. Aby oceny miały jakąś miarodajną wartość, trzeba najpierw wyodrębnić parametry mające fizjologiczne znaczenie, potem stworzyć algorytmy współczynników dające sensowne wyniki, z których da się stworzyć miarodajną sieć korelacji i dopiero wtedy można tworzyć zbliżone do obiektywności systemy porównawcze. Chodzi przede wszystkim, aby możliwie w jak najszerszym zakresie wyeliminować czynnik ludzki, a przynajmniej ja wyznaję taką filozofię :)
      Staram się po prostu napisać w tym niezbyt elokwentnym wywodzie, że tworzenie takich miarodajnych, ustandaryzowanych systemów wymaga zaawansowanego rozumienia zaplecza technicznego omawianego zagadnienia - wszelkich zależności, sposobu oddziaływania na siebie, a przede wszystkim rozumienia korelacji między zmianami tych parametrów w odniesieniu do fizjologii organizmu, co wymaga też wiedzy z określonego zakresu funkcjonowania słuchu na poziomie mechanicznym aparatu słuchowego, jak również przetwarzania tych informacji w mózgu. Moja wiedza na ten temat jest zbyt powierzchowna, a nie chcę angażować się w tworzenie "sztuki dla sztuki". Oczywiście, nie twierdzę że trzeba od razu posiadać takie kompetencje, bo każdy specjalista w danej dziedzinie zawsze musiał zacząć od poziomu ignoranta. W moim przypadku poświęcenie miesięcy i lat zgłębiania tych tematów nie wchodzi w grę, jeśli naprawdę miałbym robić to na poważnie.

      Może kiedyś, bardziej w formie niezobowiązujących opinii, zainteresuję się na luzie tematem wspomnianego budżetowego portable-audio
      .
      Na ten moment - dopóki dzień ma 24h, a minimalna ilość snu dla prawidłowego funkcjonowania na dłuższą metę to średnio 6h - nie przewiduję takiej opcji jeśli mam zachować w miarę zdrowe zmysły.
       

      Cytat

      Podsumowując: nigdy nie mów nigdy. Piszę to w związku z Twoimi


      Tylko wiesz, mam obecnie dość solidne zaplecze w innych tematach - wymagające doszlifowania, choć tak naprawdę każdą dziedzinę można doszlifowywać w nieskończoność. Jeśli miałbym zaczynać coś od podstaw - no może nie podstaw, ale przeciętnego poziomu wiedzy - to też jednak znalazłbym na liście kilka ciekawszych dla mnie tematyk.

      PS. No i może w końcu uda mi się też skończyć tą listę music milestones ze wszystkich gatunków >.< Utknąłem na avant-garde, bo jednak strasznie mi te albumy jak dotąd przeorały bruzdy mózgowe i nie da się tego słuchać cięgiem przez kilkanaście godzin jak innych gatunków.

  7. Reklamowałem w morele swego czasu klawiaturę i płytę główną. Oczekiwanie na zakończenie reklamacji trwało przynajmniej miesiąc. Co więcej, reklamacja była powtarzana 3-krotnie, towar był wadliwy fabrycznie, czyli nabyłem przedmioty, które musiałem odesłać zaraz po zakupie i cała procedura trwała ponad 3 miesiące. Za pierwszym razem napisali, że produkty zostały wymienione na nowe. "Nowa" klawiatura sprawiała dalej ten sam problem, a "nowa" płyta główna była porysowana w kilku miejscach i również restartowała system jak wcześniej. Przetrzymali produkty przez miesiąc i odesłali z powrotem, a dodatkowo zniszczyli opakowanie, akcesoria i dokumentację od płyty głównej (bez powiadomienia lub zgody z mojej strony), bo "takie są procedury reklamacji u producenta i nie powinienem odsyłać w zastępczym opakowaniu, o czym piszą w regulaminie". Pierwszy raz spotkałem się z procedurami reklamacji, gdzie niszczy się własność klienta. Odsyłanie produktów w oryginalnych opakowaniach jest domyślną zasadą reklamacji u każdego producenta z jakim miałem do czynienia. Poza tym, zgłaszałem reklamację na podstawie rękojmi, a nie gwarancji producenta, co wyjaśniłem w kontakcie ze sklepem, ale BOK po zapewnieniu, że zajmie się sprawą, olał mnie i przestał się odzywać. Obydwa przedmioty były jeszcze 2 razy reklamowane, przy czym w ciągu tych 3 miesięcy zakupiłem laptop i sprzedałem pozostałości ze stacjonarki. Klawiatura i płyta główna za 3 razem przyszły po pozbyciu się komputera stacjonarnego. Zostały wystawione na sprzedaż. Wróciły od kupujących z powodu identycznych wad. Proces reklamacyjny w morele trwał w sumie prawie pół roku i na końcu nadal nie otrzymałem sprawnych produktów. O stosunku sklepu morele do klienta można się było przekonać po tym jak przypadkowa osoba wykradła bazę danych osobowych zarejestrowanych kont kupujących, co spowodowane było olaniem przez nich wdrożenia odpowiednich zabezpieczeń szyfrowania danych na stronie. Haker wysłał im ponoć propozycję negocjacji i wskazania dziur w systemie zabezpieczeń, ale odmówili i pozwolili na wyciek listy do dark web. Najgorsze jest to, że nie poczuli się nawet do odpowiedzialności, by poinformować o tym swoich klientów, choćby po to by zmienili swoje hasła na skrzynkach email czy kontach sklepu. Sytuacja była ukrywana do momentu, w którym garstka ludzi zaczęła dostawać powiadomienia ze stron typu Have I Been Pwned o wycieku informacji na temat ich kont email zarejestrowanych w sklepie morele. Niby duża, ogólnopolska firma, a zachowują się jak przypadkowy Janusz Cebula z tablic ogłoszeniowych.
  8. Typowe w przypadku mięsożerców z niedoborami witaminy B12. Pewnie karmiłeś go chlebem i ziemniakami 😆
  9. Arthass

    Wegetarianizm

    Tak. Widziałem nawet w regularnych sklepach od Sante. Najlepiej szukać po sklepach "ze zdrową żywnością". Na internecie można dostać w okolicach 7zł/kg, ale trzeba doliczyć koszty dostawy. Sante wygląda mniej więcej tak: Wyglądają tak:
  10. Arthass

    Wegetarianizm

    Nie. Zarodek to wewnętrzna część zboża. Magazyn wartości odżywczych ziarna. Zarodek jest miejscem wyrastania kiełka. Zarodek to forma "embrionowa" rośliny. Zawiera wszystkie niezbędne substancje konieczne do powstania nowej rośliny. Bielmo jest magazynem łatwo dostępnego źródła energetycznego - skrobi, ale to głównie puste kalorie z naszego punktu widzenia.
  11. Arthass

    Wegetarianizm

    Weganie, kolejny pomysł na bogate, pełnowartościowe źródło białka - zarodki. Zarodek to "serce" zboża, najczęściej usuwane w procesie przetwarzania... szkoda, bo to najbardziej wartościowa część. Zarodki są tak bogate odżywczo jak ziarna oleiste. Przewyższają jajko, nabiał czy mięso, a nawet regularne kasze pod kątem gęstości odżywczej jakieś 5-10x - porównując ilości mikroelementów w tej samej masie. Zawierają też bardzo dużo białka, bo nawet ponad 20% w masie - z tego co widzę, profil też pełnowartościowy, lepszy lub na równi z większością źródeł zwierzęcych. Jeśli szukacie taniego i bogatego źródła białka - ale też mikroelementów - to warto zwrócić uwagę na zarodki pszenne. Do kupienia w cenie ~10-15zł/kg. Zawierają ~23% białka w masie o kompletności aminokwasowej ~123%. Profil odżywczy w 100g:
  12. Arthass

    Wegetarianizm

    Byłem dzisiaj w sklepie "ze zdrową żywnością". Kupiłem 1kg mąki nierafinowanej z amarantusa za 10,50zł. 13% pełnowartościowego białka w masie. Jedno z bogatszych źródeł wapnia roślinnego. Amarantus wolę w formie zmielonej, bo ziarna są bardzo małe i dziwnie się jest je jeść - ciężko pogryźć. Amarantus to prawdopodobnie najbogatsze odżywczo zboże jakie jest dostępne w sprzedaży.
  13. Arthass

    Wegetarianizm

    Ciekawostka - ziarna oleiste (pestki dyni, mak, ziarna słonecznika, sezam, chia, siemię lniane, ziarna konopne) mają nawet 3x większą gęstość odżywczą niż orzechy, a kosztują 3x do nawet 7x mniej za kilogram niż orzechy. Orzechy są wygodniejsze (większe, łatwiej pogryźć, nie posiadają twardej łuski), ale jest to w zasadzie jedyny argument przemawiający na ich korzyść w tym porównaniu. Jeśli chodzi o tanie i bardzo bogate odżywczo źródła roślinnego, pełnowartościowego białka to można bez problemu znaleźć w sieci mąki odtłuszczone na bazie pestek dyni i maku, które zawierają ok. 50% pełnowartościowego białka w masie, a dodatkowo po usunięciu tłuszczu nie wnoszą nadmiaru omega 6 i są relatywnie niskokaloryczne. Mąka z pestek dyni to koszt 15-20zł za kilogram, a mąka z ziaren maku około 25-30zł za kilogram. Mak jest doskonałym źródłem wapnia na diecie wegańskiej (podobnie amarantus i liściaste warzywa). Można z powodzeniem używać takich mąk jako odżywek białkowych. Jeśli chodzi o ziarna konopne to mamy dostępne białko konopne w cenie ok. 80zł za kilogram lub mąkę konopną w cenie ok. 30zł za kilogram. Czym się różnią? Białko konopne ma trochę więcej białka w masie ze względu na oczyszczenie z błonnika. Mąka konopna to surowy produkt "uboczny" po wytłoczeniu oleju. Jest to substrat do produkcji białka konopnego - jedyna różnica to większa zawartość błonnika i trochę mniejsza białka w masie. Zdecydowanie bardziej opłaca się kupować mąkę konopną, chyba że zależy nam na maksymalizacji podaży białka ze względu na budowanie masy mięśniowej, ale nawet w przypadku zaawansowanego amatora mąka konopna powinna wystarczyć. Ziarna słonecznika polecam w formie nieprzetworzonej ze względu na zawartość witaminy E w tłuszczu. Poza tym, ziarna słonecznika (a raczej tłuszcz) są bogatym źródłem choliny i dość korzystnych fosfolipidów (czasem wykorzystywane w lekach OTC na wsparcie regeneracji wątroby typu Esseliv Forte - zwykle wykorzystuje się fosfolipidy sojowe lub słonecznikowe). Jako źródło cynku i witamin z grupy B polecam płatki drożdżowe nieaktywne, lub marmite czyli smarowidło na bazie drożdży. Marmite to podobno produkt z kategorii love/hate. Witamina D - niektóre źródła laboratoryjne pokazują wysoką zawartość witaminy D w Chlorelli. Prawie 2000IU w 3g proszku (chyba 48mcg AFAIR). W ogóle, Chlorella to bardzo dobry dodatek do każdej diety. Jak już odgrzebaliśmy temat to najlepszym wariantem/offshootem wegetarianizmu jest pescowegetarianizm - w zasadzie dieta bardzo zbliżona do śródziemnomorskiej (mediterranean diet), którą uważam za najlepszy domyślny wybór dla regularnego człowieka, który chce zdrowo, ale nie chce się bawić w liczenie makro i nadmierne restrykcje dietetyczne. Pesco- zwykle są jednocześnie owolakto- więc jedzą też nabiał i jaja. Śródziemnomorska dozwala raz na czas białe, chude mięso, ale poza drobnymi szczegółami są prawie identyczne. Nawet jeśli stosujemy pesco- bez nabiału i jaj, to dalej jest to w zupełności wystarczające. Szproty czy sardynki są bardzo dobrym źródłem wapnia, a reszta dochodzi ze strączkowych. No i ryby oraz owoce morza to jedno z najbogatszych źródeł witaminy B12, a dodatkowo witaminy D - rzadkiej w pokarmach. Nie można też zapomnieć o kwasach EPA/DHA. Jeśli chodzi o pozostałe warianty: Laktoowowegetarianizm - łatwiejsza od czystego weganizmu i jeśli odpowiednio zbilansowana może być zaklasyfikowana do tzw. diet racjonalnych (pokrywa wszystkie makro/mikroelementy) Laktowegetarianizm - łatwiejsza od owo- ponieważ wapń jest trudniejszy do pokrycia niż cokolwiek co oferują jajka (choć same w sobie są bardzo dobrze zbilansowanym pokarmem - wręcz bym stwierdził że rozkład mikro mają jeden z lepszych) Owowegetarianizm - problem wapnia w sumie można rozwiązać prostym, ale raczej mało znanym sposobem - zmielić skorupkę jajka, używać jako suplementu. Dalej jednak uważam, że lakto- jest łatwiejszy, ze względu na wyższą zawartość białka w produktach fermentowanych jak sery żółte - zawierają tyle białka co chude mięso na 100g (~25g), podczas gdy 100g jajka to "tylko" ok. 12-14g białka na 100g. Z pomocą zmielonej skorupki też może być dietą racjonalną. Weganizm - nie może być dietą racjonalną. Brak źródeł B12. Ciężko pokryć wapń bez produktów fortyfikowanych. Cynk i selen też często są problemem. Niacyna i ryboflawina oraz cholina bardzo rzadko występują w większych ilościach. No i żelazo, choć z pomocą ziaren i przypraw ziarnistych można sobie poradzić. Witarianizm - w większości przypadków dieta bardzo niezbilansowana. Brak obróbki termicznej wyklucza główne źródła pełnowartościowego białka i wielu mikroelementów. Według mnie diety oparte wyłącznie na roślinach nie istnieją bez strączków. Nie da się niczym innym w racjonalnych ilościach pokryć większości witamin i minerałów. Frutarianizm - dieta wyniszczająca. Owoce są bardzo ubogie w wartości odżywcze. To bogate źródło witaminy C. Czasem trafią się nieliczne przypadki z przyzwoitą zawartością witaminy A, a owoce leśne zawierają też mangan i witaminę K. Banan ratuje odrobinę sytuację dorzucając potasu, magnezu, witaminy B6. Podobnie awokado, które jest w zasadzie jedynym źródłem tłuszczów na tej diecie. Liquidarianizm - czyli jeszcze gorszy wariant frutarianizmu. "Stosujący tę dietę uważają, że nie obciąża organizmu, jednocześnie dostarczając wszystkich potrzebnych do funkcjonowania składników mineralnych i witamin." Niestety, dieta nie działa na zasadzie koncertu życzeń. Z soku nie można dostarczyć wszystkich niezbędnych mikroelementów. Po pierwsze, to w 95% woda. Trochę matematyki. Człowiek może wypić około 7L wody w ciągu kilku godzin przed obrzękiem mózgu na skutek przewodnienia. To jakieś 350g treści pokarmowej z czego większość to cukry. Na takiej diecie można liczyć co średnio na 1000kcal dziennie, a jeśli bazujemy na białku z owoców to jego kompletność aminokwasowa jest zwykle w granicach 30%. Oznacza to, że realnie taka dieta może dostarczyć 10g, maks 20g zapotrzebowania na białko. Zalecana minimalna dzienna podaż to 50g. Sprautarianizm - to może być ciekawe, ale wymaga zagospodarowania wolnego pokoju na półki ze słoikami do kiełkowania, jeśli chcemy codziennie dostarczać racjonalnych ilości pokarmu. Kiełki wymagają zwykle minimum 3 dni kiełkowania, a te na bazie strączkowych i ziaren bogatych w białko (czyli to na czym najbardziej powinno zależeć) od 5 dni to tygodnia. Kiepsko widzę taki rodzaj odżywiania na dłuższą metę. Jesteśmy dosłownie przywiązani do domu, musimy przynajmniej 2 razy dziennie przelewać wodą kiełki. Pokarm szybko się psuje, więc w razie wpadki brak pokarmu przez kilka dni - chyba, że opcja mrożenia zapasów wchodzi w grę.
×
×
  • Create New...

Important Information

Register to have access to community resources. Forum rules Terms of Use and privacy anc cookies policy Privacy Policy