Wyszukaj

Wyświetlanie wyników dla tagów 'streamer' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj za pomocą nazwy autora

Typ zawartości


Forum

  • MP3store
    • MP3Store | sklepy
    • Co kupić?
  • Ogólnie
    • Forum ogólne
    • HydePark
    • Muzyka
    • Gaming
    • Komercyjni
    • Konstruktorzy DIY
    • Wydarzenia i eventy AUDIO
  • Modyfikacje i naprawy sprzętu
    • DIY
    • Hardware
    • Naprawy
  • DAC / AMP
    • Wzmacniacze słuchawkowe
    • ADL by Furutech
    • FiiO
    • Chord Electronics
    • SMSL
    • Questyle
    • Woo Audio
  • Słuchawki
    • Słuchawki - co kupić?
    • Słuchawki ogólnie
    • Cresyn
    • Phiaton
    • SoundMAGIC
    • Takstar
    • ADL by Furutech
    • Fostex
    • VSONIC
    • MrSpeakers
    • Campfire Audio
  • Odtwarzacze przenośne audio-video
    • Odtwarzacze przenośne - co kupić?
    • iriver
    • Apple iPod
    • SanDisk
    • Cowon iAUDIO
    • iBasso
    • Fiio
    • Inne marki
  • Sprzęt stacjonarny
    • Sprzęt stacjonarny - co kupić?
    • Ogólne
    • Odtwarzacze stacjonarne (CD-Audio, CD-MP3 etc.)
    • Audio z komputera
    • Kable audio
    • Wzmacniacze
    • Głośniki
    • Wieże i "gotowe" systemy
    • Streamery
  • Głośniki bezprzewodowe (bluetooth)
    • Divoom
    • Denon
    • Edifier
    • Fresh N Rebel
    • Harman Kardon
    • JBL
    • Marshall
    • Monster
    • RIVA
    • iriver
  • Testy i recenzje
    • Testy Odtwarzaczy
    • Testy Słuchawek
    • Testy sprzętu stacjonarnego
    • Wylęgarnia testów
    • Sprzęt do testów
  • Czytniki e-booków
    • Czytniki ebooków | Ogólne
    • Czytniki ebooków | Produkty

Kalendarze

Brak wyników

Blogi

  • oKSYgen.pl/blog
  • mario's Blog
  • Szycha's Blog
  • Qoolqee X2's Blog
  • M@ro's Blog
  • raf_kichu's Blog
  • matej7's Blog
  • Rudy's Blog
  • Radzique's Blog
  • sjf's Blog
  • JackJacky's Blog
  • lip?@'s Blog
  • ostry1976's Blog
  • dawidek1025's Blog
  • sansa e260
  • Amcia's Blog
  • KlOcEk BlOg
  • Maniak666's Blog
  • arek01's Blog
  • barbolcia's Blog
  • Perypetie z samsungami
  • pytanko666's Blog
  • Domin0's Blog
  • Kuba19's Blog
  • piotrekskc's Blog
  • herbee's Blog
  • Dziku87's Blog
  • -Thug Blog-
  • Seba_JKJ's Blog
  • gollombus' Blog
  • Hal Breg's Trivia
  • lordskoli's Blog
  • Dominik 007's Blog
  • wladca69's Blog
  • WooFer's Blog
  • siloe z życiem boje
  • selphy's Blog
  • ametyn life on real
  • VEDIA S.A.
  • CafeIT.pl
  • Zbiór radosnej twórczości.
  • Blog o początkach inwestowania
  • Daryush CD Players
  • fotomini Blog
  • Admin
  • the fuller Blog
  • the fullerBlog
  • the fullerBlog
  • D@rkSid3 Tech News
  • test
  • MUZYCZNE PRANIE
  • ble ble
  • dadi11Blog
  • Po prostu musiek
  • wielkadziuraBlog
  • Testy, teściki i ich wyniki
  • retter - liczy sie tylko muzyka
  • astellBlog
  • Blog Lorda Raydena
  • ArthassBlog
  • znienawidzonyBlog
  • znienawidzonyBlog
  • Podejrzana sprawa
  • Muzyczne sanktuarium
  • MuzoStajnia
  • Pomoc dla ofiary wypadku w Gdańsku
  • Martinez01Blog
  • Lucky1209Blog

Znaleziono 5 wyników

  1. Recenzja Auralic Aries Mini Producent: Auralic Dystrybtor: Mp3Store Cena: 2249 PLN brutto Kilka słow tytułem wstępu. Auralic to stosunkowo nowa firma na rynku audio, bo założona w 2009 roku. Interesujące jest jednocześnie to, że zdążyła w dość krótkim czasie zrobić całkiem sporo zamieszania i wyrobić sobie niewątpliwie niezłą markę, co - szczerze powiedziawszy - nie zdarza się zbyt często. Co więcej, producent ten szczyci się wprowadzeniem w 2014 roku platformy Lightning, która – jeśli wierzyć producentowi - jako pierwsza w branży oferuje streaming przez WiFi wspierający zarówno podwójny tryb DSD („dual-DSD”, określany czasami, jako HDSD lub DSD128), jak i DXD (format PCM o wysokiej, „studyjnej” gęstości – 32 bity i 352,9 KHz częstotliwości próbkowania). Jednocześnie Auralic ma w ofercie (między innymi) dwa urządzenia, które zostały bardzo dobrze przyjęte na rynku: streamer Aries, oraz przetwornik (DAC) Vega. Oba urządzenia mają niewątpliwie dobrą prasę na zachodzie i można by się nawet pokusić o stwierdzenie, iż da się je uznać za pewien wyznacznik określonego poziomu jakościowego w swojej bądź, co bądź wyższej (cenowo na pewno), klasie. Testowany tutaj streamer jest jednocześnie urządzeniem o tyle ciekawym, iż wywodzi się właśnie z dużo droższego urządzenia, czyli streamera Aries. Chodzi tutaj zarówno o pewne rozwiązania sprzętowe, jak i o zastosowanie wspomianej powyżej platformy Lightning. Oczywiście mamy w tym przypadku do czynienia z wersją dużo tańszą, lecz przez to, moim zdaniem, nawet bardziej interesującą, gdyż ma ona być przecież wstępem do streamingu o wyższej jakości. Przy czym chodzi tutaj nie tylko o brzmienie samo w sobie, ale także o wygodę obsługi, a także całościowe zgranie wszystkich cech produktu w jedną, spójną całość. Jest to o tyle istotne, że w zasadzie nie da się opisywać tego urządzania, jako samego sprzętu, cały trick polega tutaj na tym, że w tym konkretnym przypadku mamy do czynienia z dedykowaną platformą sprzętową oraz również dedykowanym do niej oprogramowaniem. Mam tu na myśli właśnie platformę Lightning wraz z całym jej „zapleczem”, czyli ogólnie pojętym sterowaniem, które może odbywać się za pomocą telefonu, tabletu, czy też komputera. Co więcej, oba streamery, to znaczy zarówno „duży” Aries (kosztujący, w zależności od wersji 5 lub ponad 7 tyś PLN), jak i recenzowany tutaj Aries Mini, to nie tylko streamery, które umożliwiają odtwarzanie muzyki z sieci lokalnej, pamięci masowej, czy też serwisów streamingowych poprzez wyjścia analogowe (w zasadzie posiada je tylko Aries Mini, o czym już za chwilę), czy też cyfrowe. Oba przetworniki posiadają wyjścia USB wspierające USB Audio Class 2, czyli współpracujące z praktycznie każdym przetwornikiem cyfrowo-analogowym wspierającym ten standard. Należy tutaj jeszcze nadmienić, że duży Aries nie ma żadnych wyjść analogowych, to w zasadzie specjalizowany streamer operujący tylko i wyłącznie w domenie cyfrowej. Dlatego też właśnie wersja Mini jest o tyle ciekawa, że oprócz bycia swoistym pomostem pomiędzy siecią a dedykowanym DACiem, może być traktowana, jako pierwszy zakup dla tych, którzy – mówiąć kolokwialnie - chcą rozpocząć swoją przygodę z wyższej jakośći streamingiem, a potem w logiczny sposób rozbudować system. Przykładowo dalej korzystając z Ariesa Mini, jako streamera, ale już z zewnętrznym przetwornikiem, właśnie podłączonym za pomocą USB. Można by tutaj rzec, że przecież są na rynku inne rozwiązania w podobnej cenie. Ależ oczywiście, że są. Tutaj pojawia się z kolei ważne pytanie, a w zasadzie dwa – na ile platforma tak chwalona przez producenta Lightning tutaj się sprawdza? To po pierwsze. Po drugie zaś: czy dodając sprzęt do oprogramowania efekt końcowy będzie wart więcej, aniżeli suma elementów? Praktyczny minimalizm, czyli co znajdziemy w pudełku. Auralica Mini dostajemy w bardzo eleganckim, lecz jednocześnie minimalistycznym pudełku. Wychodzi na to, że producent musi być dość pewny swoich dokonań, bo przy otwieraniu tegoż pudełka z całą pewnością natkniemy się na bardzo wyrażny napis: „Hi-End Streaming Starts Here”. Szczerzę, to jakoś nie widzę tego napisu w przypadku wielu tańszych urządzeń, bo wywołałby on - co najwyżej - szczery uśmiech. Natomiast tutaj jest to dość ciekawe zagranie. To oczywiście w jakimś stopniu czysty marketing, jednakże świadczy też o dbałości o szczegóły. Sam streamer jest także utrzymany w stylistyce dość minimalistycznej, można by rzec, że to w zasadzie przeciwieństwo wizualnej rozpusty, jaką serwują nam droższe urządzenia spod znaku przykładowo japońskiego Luxmana, czy też chociażby firmy Accuphase. Jest to o tyle ciekawe, że droższy, „pełny” Aries wygląda już zupełnie inaczej. Fakt faktem, że firma jednak trzyma się pewnej spójnej stylistyki. Kto zobaczy na żywo ich urządzenia takie, jak chociażby wspomniany przetwornik Vega, czy też właśnie Aries, będzie wiedział, o co chodzi. Inną natomiast kwestią jest to, że pewne dyskretne nawiazania do firmowej można by w sumie rzec estetyki są, jak chociażby nietypowe umieszczenie diody informującej o pracy urządzenia. Oprócz samego streamera w zestawie otrzymujemy zasilacz, kable stereo RCA-RCA, oraz dwie instrukcje. Pierwsza traktuje o uruchamianiu urządzenia. Druga ładnie wyjaśnia, jak zamontować dysk twardy. Do tego dochodzi jeszcze zasilacz i to w zasadzie by było na tyle. Byłoby, bo należy wspomnieć o tym, że producent dołącza kluczyk, który będzie potrzebny do odkręcenia śrubek mocujących klapkę, pod którą można zamontować właśnie wspomniany przeze mnie dysk. Co więcej, obok kluczyka znajdziemy cztery srubki, które chociaż nie są niezbędne, to pozwolą pewniej zamontować dysk w urządzeniu. Piszę o tym, dlatego, że już na tym etapie producent daje do myślenia – zestaw jest, a i owszem, minimalistyczny, ale jednocześnie jest dokładnie wszystko to, czego możemy potrzebować. Nic mniej, i nic więcej. Parę detali sprzętowych. Od strony sprzętowej mamy tutaj autorskie rozwiązanie bazujące na czterordzeniowym procesorze Arm Cortex A9 pracującym z częstotliwością 1 GHz. Urządzenie posiada 512 MB pamięci RAM oraz 4 GB pamięci na dane urządzenia. Jeżeli chodzi o złącza, jakie znajdziemy na tyle urządzenia, to są one następujące: · LINE-OUT L · LINE-OUT R · COAX · TOSLINK · USB DAC · ETHERNET · DC POWER O ile większość z nich nie wymaga specjalnego komentarza, to przy dwóch pozwolę sobie zatrzymać się na chwilę. Chodzi oczywiście o wejście oraz, przede wszystkim, wyjście USB. Wejście USB – to raczej wiadomo, że chodzi o podłączenie pamięci masowej, takiej, jak dysk twardy albo pendrive. Natomiast właśnie wyjście USB jest tutaj, moim zdaniem, jednym z kluczowych elementów tego streamera. Dlatego, że można przez to wyjście podłączyć dowolny DAC wspierający USB Audio Class 2, zachowując przy tym kluczową funkcjonalność platformy Lightning i umożliwiając logiczną rozbudowę systemu. Warto tutaj nadmienić, iż w Auralicu Mini można zamontować dysk twardy formatu 2.5 cala. Tutaj pewna uwaga praktyczna: proponowałbym tutaj wziąć pod uwagę to, że dysk będzie znajdował się pod płytą głowną urządzenia, warto wybrać taki model dysku, który nie grzeje się za bardzo. Platforma Lightning w praktyce, czyli o specjalizacji słów kilka. Nawiązując do oprogramowania, w przypadku urządzeń firmy Auralic, celowo i z pełną premedytacją użyłem słowa „platforma”. Sam producent określa swoje streamery określeniem Auralic Streaming Bridge. I myślę, że właśnie słowo Bridge jest tutaj słowem kluczowym. Do czego zmierzam? Otóż do tego, że na rynku jest całkiem sporo urządzeń, które można - z mniejszą, lub większą - trafnością określić właśnie, jako streamer. Przy czym, większość z nich to bardziej sprzęt, czyli hardware z dodanym, lepszym lub gorszym (a zazwyczaj nie oszukujmy się – gorszym) oprogramowaniem, aniżeli kompletny, mówiać ogólnie, zestaw. W przypadku Auralica oprogramowanie jest - po pierwsze - nierozłaczną częścią całości. Po drugie, z założenia, poziom integracji ze sprzętem powinien wyznaczać tutaj dość solidny poziom jakościowy. Producent deklaruje, że od wersjii 5.0 (teraz jest już 5.1) oprogramowania – Aries Mini będzie wspierał platformę Roon. Oraz częsciowe dekodowanie MQA, czyli tak zwany first unfold. Co prawda w najtańszym streamerze firmy Auralic zabrakło funkcji upsamplingu do DSD, aczkolwiek można to zrozumieć patrząc przez pryzmat ceny urządzenia. Inną kwestią jest to, że należy tutaj wyrażnie zaznaczyć jedną rzecz – w przypadku Auralica mamy do czynienia z producentem, który faktycznie aktualizuje i ulepsza oprogramowanie w swoich urządzeniach. Niby droby szczegół, lecz z perspektywy praktyki i dość dynamicznie zmieniającego się rynku cyfrowych urządzeń audio – bardzo istotny. Nie bez znaczenia jest też fakt, że z poziomu oprogramowania mamy możliwość zmiany filtrów cyfrowych we wbudowanym przetworniku, do czego jeszcze pozwolę sobie szczerzej w tej recenzji powrócić. W przypadku zainstalowania dysku twardego w urządzeniu, oprogramowanie umożliwia dostęp do tego dysku poprzez sieć, który będzie widoczny po prostu, jako folder sieciowy. Uruchomienie Aries Mini zaraz po włączeniu go w nowej sieci WiFi (albo w przypadku, kiedy nie wykryje poprzedniej) uruchomi się w trybie WiFi hotspot. Możemy wtedy połączyć się do niego z telefonu, bądź tabletu z systemem iOS, na którym uprzednio zainstalowaliśmy oprogramowanie sterujące DS Lightning. Następnie należy przeprowadzić proces konfiguracji, który został szczegółowo opisany na stronach producenta a także zwięźle w samym oprogramowaniu. Z praktycznych kwestii - na pewno dobrze pamiętać o tym, żeby mieć włączoną w routerze obsługę UPnP Multicast. Producent zaleca także korzystanie z Ariesa Mini w sieciach bezprewodowych pracujących na częstotliwości 5GHz, co też wziałbym mimo wszystko pod uwagę. Bo o ile urządzenie bezproblemowo współpracuje ze starszymi routerami, to przy jego cenie i specjalizacji warto zadbać o odpowiednie warunki pracy całej sieci WiFi. Brzmienie Pozwolę sobie zaczać opis brzmienia Ariesa Mini od wbudowanego przetwornika cyfrowo-analogowego, gdyż właśnie ten element produkowanego przez firmę Auralic urządzenia był dla mnie poniekąd największym zaskoczeniem. Przy czym wcale nie jest też tak, że zakładałem, iż będzie on w jakiś sposób niedopracowany, czy też, że będzie grał po prostu źle. Tym bardziej nie spodziewałem się osiągnięcia pułapu brzmieniowej stratosfery. Tutaj chodzi o coś innego, czego się nie bierze pod uwagę dopóki, mówiąc kolokwialnie, nie wejdzie się w bezpośredni kontakt z tego typu urządzeniami bliżej i dopóki nie spojrzy się na kwestię przesyłania i obróbki cyfrowego sygnału audio w nich bardziej całościowo. Często umyka tutaj jeden szczegół – otóż w tym konkretnym przypadku wbudowany DAC dostaje sygnał cyfrowy właśnie ze stramera, którego jest integralną częścią. Po zakończeniu odsłuchów wbudowanego przetwornika miałem nieodparte wrażenie, że jednak coś jest na rzeczy, w sensie takim, że jakość samego streamera miała bardzo duży wpływ na to, co brzmieniowo prezentował sobą przetwornik. Zapewne wbije kij w mrowisko, natomiast uważam, że są takie przypadki, kiedy tak zwane firmowe brzmienie danego układu można włożyć między bajki. Wiadomo, zależy ono w znacznej mierze od aplikacji, lecz jednocześnie trudno się też dziwić, że ludzie słyszą wiele cech wspólnych danego układu na przestrzenii wielu urządzeń. Często bywa przecież tak, że ich aplikacja jest podobna. A konkretniej: powielane są pewne schematy, żeby nie powiedzieć: błędy. Oczywiście jest też efekt sugestii, lecz to może odłóżmy na chwilę na bok. Tak się akurat ciekawie składa, ze kość ESS Sabre do rzadkich nie należy i korzysta z niej cała masa firm - od Myteka do McIntosha. Są one popularne także w tańszych urządzeniach, jak chociażby testowany wcześniej streamer firmy iEAST. I paradoksalnie, właśnie tam można się spodziewać większego wpływu sygnatury brzmieniowej układu na efekt końcowy. Paradoksalnie i szczęśliwie, ponieważ - moim zdaniem - w droższych urządzeniach im mniej słychać specyfikę brzmieniową danego układu przetwornika, tym lepiej. Wracając zaś do meritum – jest jedna cecha szczególna tego brzmienia, która jednocześnie ujawnia się także w brzmieniu, a raczej we wpływie na prezentację soniczną innych urządzeń, jakie wnosi ten streamer. Bo nie zapominajmy, że Aries Mini to przede wszystkim streamer. Jest to bardzo specyficzna poprawność brzmienia. Posłużę się tutaj pewną analogią: u zarania dziejów, kiedy odtwarzacz CD był rzadkością i luksusem, a rynek audiofilski nie tyle, że się dopiero rozwijał, co po prostu nie był tak rozpowszechniony była pewna firma, która zasłynęła z dość ciekawego rozwiązania. Tą firmą była firma dpa, załozona przez tego samego człowieka, P. Roberta Wattsa, który teraz stoi za wszystkimi cyfrowymi urządzeniami firmy Chord. dpa miała rozwiązanie, które nazywało się deltran, stosowane w ich dzielonych (na transport i przetwornik) odtwarzaczach CD. Jego zadaniem była synchronizacja zegara pomiędzy transportem i przetwornikiem. Oczywiście urządzenia grały także, jeżeli deltran był wyłączony. Natomiast po włączeniu – brzmienie znacznie się zmieniały. I to nie były zmiany z gatunku „lepszy bas”, „szersza scena” i tak dalej. Tutaj bardziej chodziło o to, że w jedenj opcji sprzęt grał dźwiękiem, a w drugiej – muzyką. Oczywiście, pewne aspekty samego brzmienia zmieniały się o więcej, niż klasę, jednakże tutaj chodziło o całościowe poczucie tego, że „to w końcu gra”. Pozwoliłem sobie tutaj na tak długi wywód, dlatego, że własnie refleksją przewodnią związaną z brzmieniem Ariesa Mini była własnie ta konkretna refleksja na temat dawnego rozwiązania firmy dpa oraz tego, jak się to ma do czasów dzisiejszych. Bo własnie, pomimo obiektywnych wad, jakich można się doszukać w brzmieniu, Aries Mini gra zdecydowanie bardziej muzyką, niż dźwiękiem. Żeby nie było: w porównaniu do droższych przetworników, takich, jak chociażby te od Myteka: Stereo 192 i Brooklyn, bo akurat oba grają inaczej od siebie, Aries Mini, jako DAC gra obiektywnie o klasę niżej. Brzmienie jest ciemniejsze, nieco przydymione a bas jest bardziej rozlazły, miększy, jest go też nieco więcej. Scena jest przesunięta do przodu a plany zbliżone do siebie. Urządzenie tutaj nie sili się na generowanie jakiejś niesamowitej głębi, czy też detaliczności i separacji. Inną kwestią jest to, że brzmienie ma własnie tą (nie lubię tego słowa) muzykalność, jest płynne i po prostu przyjazne dla słuchacza. Przyjazne nie w sensie jakiegoś kombinowania równowagą tonalną, bardziej chodzi właśnie o to, że dość łatwo jest zapomnieć o jego niedostatkach. Bo dopiero porównania z droższymi urządzeniami pokazują tutaj, że jednak nie jest to ostatnie, ani nawet przedostatnie zdanie, w zakresie ogólnie pojętej transparentności, budowania planów, czy chociażby dynamiki. Trzeba jeszcze wziąć poprawkę na to, że mamy do dyspozycji cztery filtry cyfrowe i każdy z nich gra inaczej, a na ile te różnice będzie słychać – to będzie zależeć od kilku czynników, takich jak: tor towarzyszący, dobór muzyki oraz indywidualne preferencje. Od siebie dodam tylko, że filtr „Smooth” gra tak, jak powinien grać filtr cyfrowy typu minimum-phase i dla mnie był najlepszym wyborem, zaraz po „Balance”. Co więcej, filtry te nie są tutaj dodatkiem, a przemyślanym elementem oprogramowania, które w przypadku Auralica jest z kolei przemyslane samo w sobie jakby z definicji. Dlatego też, wcale bym nie pomijał tutaj ich roli – bo wpływ na brzmienie wyjść analogowych te ustawienia mają dość znaczny. Jeżeli zaś chodzi o brzmienie na wyjściach cyfrowych – to tutaj kwestia jest, że tak powiem, nieco bardziej skomplikowana. Przede wszystkim ze względu na jedno: kontekst, w jakim się to brzmienie rozpatruje. Urządzenie ma przecież zastąpić komputer, jako źródło. I faktycznie – zastępuje z go powodzeniem. Zarówno pod względem funkcjonalnym, jak i dźwiękowym. Biorąc na celownik wyjście USB Auralica Mini i to, jak się ma brzmienie przetwornika podłączonego do tego wyjścia do brzmienia tego samego przetwornika podłączonego do wyjścia USBw różnych komputerach, można dojść do dość zaskakujących wniosków. Jednocześnie, ważnym jest, aby w tym wnioskach nie pójść za daleko, bo można wejść w obszar, gdzie różni ludzie gotują różnorakie zupy z różnych skór węża, że tak to zawile sobie pozwolę ujać. Konkretnie zaś – różnica „po cyfrze i USB” między Auraliciem Mini a komputerem, jako źródłem: jest zauważalna. Najczęściej będzie to różnica na korzyść Mini. Myślę, że tutaj można mówić o większości przypadków. Dźwięk jest przede wszystkim dużo bardziej gładki, jest bardziej pozbawiony cech natarczywości i szklistości. Co więcej – jego zarówno detaliczność, jak i dynamika są bardziej naturalne, mniej wymuszone. Jednocześnie – nie jest to różnica marginalna. Do tego obecność tego dźwięku także ulega poprawnie, lokalizacja źródeł pozornych. Jest to różnica na tyle duża, że człowiek zaczyna dochodzić do wniosku, co jest „nie tak” z komputerem, z którym się Ariesa Mini akurat porównuje. W zasadzie znaczną część cech brzmieniowych, jakie wymieniłem opisując brzmienie wbudowanego przetwonika można by przełożyć do opisu brzmienia na wyjściu USB, czy też bardziej konktetnie – do wpływu na brzmienie przetwornika, jaki do tego wyjścia podłączymy. Z jedną uwagą – tutaj granica transparentności jest przesunięta o klasę wyżej. Ergo: granica transparentności Auralica Mini w domenie cyfrowej, czyli w przypadku używania go, jako streamera, to poziom przetworników za kilka tysięcy złotych. I to tych lepszych. Podsumowanie Jedną z pierwszych myśli, jakie przyszły mi do głowy zbierając wszystkie notatki odnośnie Ariesa Mini było to, że streamer ten dedykowałbym przede wszystkim tym, którzy z jakichś powodów, wstrzymywali się z przesiadką na nowe źródła i do tej pory zostawali przy starym, sprawdzonym formacie CD. Ludzie Ci zazwyczaj kojarzyli odtwarzanie muzyki „z Internetu” z niską jakością samego brzmienia z jednej strony, z drugiej zaś katalog z plikami nie był w stanie zastąpić im płyty w ręce. Odnośnie pierwszej kwestii, można śmiało powiedzieć, że tutaj nie ma żadnych problemów – brzmienie, jako takie jest po prostu kompetentne. Jeżeli zaś chodzi o to, co tak ładnie określa się w obcym języku, jako user experience to mamy tutaj do czynienia z produktem, który wyznacza standardy. Naprawdę – zarówno sama platforma Lightning od strony jej implementacji, jak i także oprogramowanie sterujące pod iOS nie dają powodów do narzekań. Należy tutaj jeszcze zaznaczyć coś, wbrew pozorom, bardzo istotnego – otóż zintegrowany w Mini przetwornik cyfrowo-analogowy nie jest dziełem przypadku. I o ile nie może się równać na przykład z dedykowanymi przetwornikami, które kosztują powiedzmy dwa razy więcej, to jednak trzeba przyznać, że także tutaj urządzenie trzyma fason.
  2. Recenzja SoundStream Pro M30. Producent: iEAST Dysrybutor: Mp3Store Cena: 599 PLN brutto SoundStream Pro M30 to kolejny, po testowanym wcześniej Audiostream M5, streamer firmy iEAST. Przy swojej cenie, wynoszącej 599 PLN jest on jednocześnie ponad dwa razy droższy od recenzowanego wcześniej streamera tej samej firmy, co w zasadzie plasuje go już w zupełnie innym zakresie. Nie tylko cenowym. Można by tutaj zadać pytanie: jak wypada on w stosunku do mniejszego (i tańszego) brata? Z drugiej zaś strony – pomimo pozornie podobnej funkcjonalności, jest to jednak produkt zgoła inny od recenzowanego przeze mnie wcześniej Audiostream M5. Nie tylko ze względu na brzmienie. Chociaż nie ukrywam, że właśnie brzmienie powinno tutaj być głównym powodem do zakupu tego akurat urządzenia, bo wydając te kilkaset złotych powinno wymagać się nie tylko funkcjonalności, ale także pewnego rodzaju kompetencji, jeżeli chodzi o walory soniczne. Inną natomiast kwestią jest to, że nasuwa się tutaj też inne pytanie. Otóż - co zyskujemy wydając więcej, i jak się to będzie miało do urządzeń jeszcze droższych? Jak się okazuje, odpowiedź na to pytanie wcale nie jest aż tak oczywista, jakby się mogło wydawać. Co więcej, w przypadku tego typu urządzeń pozornie niewielkie zmiany w funkcjonalności mogą pociągać za sobą dość duże zmiany potencjalnych możliwości zastosowania. Przyjrzyjmy się tej akurat propozycji firmy iEAST bardziej wnikliwie. Opakowanie. W przypadku SoundStream Pro mamy do czynienia ze zdecydowanie większym pudełkiem, aniżeli to od M5. Znajduje się w nim też więcej akcesoriów. Oprócz instrukcji obsługi, która wyjaśnia najważniejsze kwestie, producent dołączył praktycznie wszystko, co może być nam potrzebne. W pudełku znajdziemy: · Streamer. · Kabel mini-jack – mini-jack. · Kabel mini-jack – 2xRCA. · Kabel USB-Micro USB. · Pilot na podczerwień. Tutaj pewna uwaga – instrukcja w zasadzie zawiera wszystkie niezbędne informacje, natomiast należy tutaj zaznaczyć, że przy tego typu urządzeniach pewne zastosowania, czy też detale będą wymagały zasięgnięcia dodatkowej wiedzy, czy też przetestowania samemu różnych wariantów konfiguracji. Ogólnie rzecz ujmując, jeżeli chodzi o kwestie tego, jak dostarczone jest urządzenie, to nie można mieć żadnych uwag. Budowa, złącza i kwestie techniczne. Już po zobaczeniu pudełka rzuca się oczy napis sugerujący wykorzystanie znanego układu, czyli ESS Sabre - tym razem w budżetowej, skromniejszej wersji ESS2032. Według specyfikacji, układ ten posiada możliwość dekodowania sygnału aż do gęstości 24 bitów i częstotliwości próbkowania 192 KHz. Co prawda jest to okrojona wersja znanych już dość dobrze i swoją drogą popularnych układów ESS9016/18, lecz wciąż posiada on dwa firmowe rozwiązania: technologię Time Domain Jitter Eliminator oraz Hyperstream, które – przynajmniej w teorii – powinny zapewnić „firmowe” brzmienie. Słowo „firmowe” napisałem w cudzysłowie specjalnie, z dwóch powodów. Po pierwsze – o ile można zauważyć pewne wspólne cechy brzmienia różnych przetworników bazujących na układzie firmy ESS, to jednak rozrzut brzmieniowych rezultatów w kontekście różnych implementacji jest, bądźmy szczerzy, ogromny. To raz. Dwa – mamy tutaj do czynienia z taką a nie inną, czyli dość skromną, implementacją zasilania. A właśnie zasilanie w mojej skromnej opinii jest jedną z najbardziej newralgicznych kwestii w przypadku projektowania przetworników, zarówno ADC, jak i DAC. Żeby to zobrazować, użyję pewnej analogii: rozmawiałem ostatnio ze znajomym konstruktorem, który ma na swoim koncie kilka „lepszych” przetworników i doszliśmy do wniosku, że gdyby matematycznie zobrazować, jaki ma tak naprawdę procentowo wpływ sam układ przetwornika, sam chip, to może by to było w porywach 30%. Dlatego też, o ile ucieszył mnie napis „ESS Sabre” na pudełku to przyznam, iż podszedłem do tematu nieco sceptycznie. Zwłaszcza, że nie raz było tak, że opisy marketingowe i deklaracje kompletnie nie pokrywały się z tym, co można było wywnioskować z rezultatów brzmieniowych. Jeżeli chodzi o funkcjonalność, to mamy tutaj pełen komplet złącz, czyli na tylnej ściance znajdziemy: · LAN, czyli złącze Ethernet (RJ45) · Stereo, czyli wyjście stereo, zrealizowane na gnieździe Mini-Jack · Wyjście optyczne S/PDIF · Wejście zasilające DC5V · Odkręcaną antenę Wi-Fi. Na przedniej natomiast znajdziemy: · Line in, czyli wejście stereo Mini-Jack · Wejście USB dla pamięci masowej · Przycisk WPS do konfiguracji sieci. · Przycisk Power, którego funkcja raczej nie wymaga dalszego komentarza. Z przodu znajduje się okienko czujnika podczerwieni oraz niebieska dioda informująca o pracy urządzenia. Plus za to, że dioda ta jest dyskretna i nie razi w nocy, co często się zdarza w przypadku wielu innych urządzeń (przypominają mi się tutaj chociażby wzmacniacze Krella z serii FPB, niektóre z nich mające więcej niż jedną niebieską diodę, które w nocy potrafią dać całkiem mocną poświatę). Jeżeli zaś chodzi o funkcjonalność samego urządzenia w zakresie wejść i wyjść, to wymaga ona szerszego komentarza. Po pierwsze, w urządzeniu kosztującym jednak te kilkaset złotych chętnie widziałbym normalne wyjścia stereo RCA, a nie Mini-Jack. Nawet nie z powodów stricte brzmieniowych. Bardziej chodzi tutaj o to, że po prostu dużo prościej jest, mówiąc kolokwialnie, dostać gdzieś tani i jednocześnie sensowny kabel stereo RCA-RCA. Oczywiście można się z tym nie zgodzić i zaryzykować taki stwierdzenie, że da się taki kabel RCA-MiniJack kupić, chociażby Audioquesta, czy innej podobnej marki, bądź też zrobić samemu, czy komuś zlecić, ale zawsze jest to jednak pewna komplikacja. Co prawda, tym razem kabel Mini-Jack – RCA mamy w zestawie, ale bardzo często jest tak, że ktoś jednak ma w domu jakiś „wolny” kabel RCA i zastosowanie takich wyjść mocno uprościłoby sprawę. Pozwolę sobie wrócić do tego jeszcze w podsumowaniu tej recenzji. Dwa – wyjście S/DIF jest zrealizowane na złączu Toslink, czyli optycznym. Należy tutaj jednak zaznaczyć, iż ma to pewien plus – uzyskujemy dzięki temu galwaniczną izolację pomiędzy streamerem a DACiem. Jeżeli zatem zdecydujemy się skorzystać z dodatkowego, domyślnie lepszego, przetwornika a sam M30 ma służyć tylko, jako streamer, to problem separacji galwanicznej mamy rozwiązany. Z drugiej strony wyjście to jest limitowane do rozdzielczości 16bit/44KHz, czyli możemy tutaj zapomnieć o przesyłaniu plików hi-res w ich natywnym formacie. Można by się spierać tutaj, czy taka decyzja producenta była zasadna, czy nie. Inną kwestią jest jednak to, że interfejsy typu Toslink działające w trybie S/PDIF zazwyczaj gorzej radzą sobie z formatami o większej częstotlowości próbkowania próbkowania, w szczególności 192 KHz – oczywiście to temat na zupełnie inną historię, już poza spektrum tematyki tej recenzji. Wracając jeszcze do samego urządzenia – niewątpliwie na plus zasługują z kolei dwie kwestie: zastosowanie standardowego złącza LAN oraz fakt, że tym razem antena zewnętrzna jest odkręcana. Daje to pewne możliwości manewru, jeżeli ktoś chce schować urządzenie i zamontować antenę wyżej, albo w innym miejscu, gdzie jest lepszy zasięg. No i oczywiście złącze LAN także należy zaliczyć na plus – poszerza to zdecydowanie możliwości podłączenia urządzenia pod sieć domową. Kolejną rzeczą, na jaką należy zwrócić uwagę, jest dołączenie pilota do zestawu. Możemy za jego pomocą sterować takimi funkcjami, jak głośność, play, pauza, następny/poprzedni utwór. Natomiast warto zaznaczyć, iż dysponuje on dodatkowo sześcioma przyciskami, pod które można asygnować poszczególne playlisty i w tym kontekście uważam, że akurat jest to bardzo dobry pomysł, bo nie trzeba sięgać po telefon, aby zmienić muzykę. Szczerze powiedziawszy, chętnie widziałbym takiego pilota dołączonego do wielu droższych streamerów. Podsumowując budowę tego streamera można powiedzieć, że pomimo braku standardowych gniazd RCA, konstrukcja urządzenia jest jak najbardziej przemyślana. Oczywiście, można by to wykonać lepiej, ale zwracam uwagę na pewne kwestie bardziej z rzetelności, niż dlatego, iż miałby one w jakikolwiek sposób dyskwalifikować to urządzenie. Uruchomienie. Tak, jak w przypadku (trudno tutaj się nie odnieść do wcześniejszej recenzji) recenzowanego wcześniej dużo tańszego streamera Audiostream M5, jest ono po prostu banalnie wręcz proste. W zestawie mamy kabel MiniJack – RCA oraz wszystkie potrzebne akcesoria, w tym pilota. Co więcej, chociaż to w sumie zrozumiałe przy tej cenie i fakcie, że to jednak dużo bardziej zaawansowane urządzenie od M5, otrzymujemy kompletny zasilacz sieciowy. Procedura uruchomienia SoundStreama Pro jest prosta: włączamy do sieci, naciskamy przycisk Power, czekamy chwilę i jest ono gotowe do pracy. Czyli w przypadku pierwszego urucomienia do parowania z aplikacją. Odbywa się ono analogicznie, jak mniejszym M5 poprzez uruchomienie aplikacji, wybranie w menu opcji parowania urządzenia oraz naciśnięcia przycisku WPS. Aplikacja. Jest ona bardzo podobna do tej z M5, różnice są marginalne i polegają m.in. na tym, że po pierwsze nie ma opcji wyboru, w jakiej jakości będzie się odbywał streaming, a po drugie funkcja „audio in” po prostu działa, bo samo urządzenie jest w takie wejście wyposażone. Analogicznie do M5 mamy obsługę streamingu z serwisów: DOUBAN FM, TTPOD, iHeartRadio, Pandora, vTuner, Spotify, QQ MUSIC, Tidal, XIMALAYA, TuneIn a także QUINGTING FM. Oczywiście, tak samo, jak wcześniej – skupiłem się na Tidalu oraz Spotify, vTuner także okazał się ciekawą propozycją. W zakresie samej funkcjonalności aplikacji, odsyłam do recenzji M5, która znajduje się tutaj. Jeżeli zaś chodzi o samo działanie aplikacji, jej stabilność – to jest ona tak samo dobra, jak w przypadku aplikacji dla M5, działa sterowanie głośnością z poziomu telefonu, czy tabletu oraz wszystkie inne funkcje. Jednocześnie wyeliminowane opcji wyboru jakości streamingu wydaje się być uzasadnione – ale o tym poniżej, bo jest to bezpośrednio związane z jakością dźwięku, jakie oferuje SoundStream Pro na wyjściu stereo. Brzmienie. Przyznam szczerze, że nie miałem zbyt wielkich oczekiwań względem tego streamera. Nie zakładałem ani, że zagra „dobrze”, ani też, że zagra „źle”. I powyższe przymiotniki specjalnie ująłem w cudzysłów, ponieważ ocenianie tego urządzenia w takim kontekście jest jednak moim zdaniem zbyt polaryzujące. Dlaczego? Bo zestawiając je w porównaniu chociażby z takim Audiostream M5 tego samego producenta zabrzmi ono właśnie „dobrze”, natomiast zestawiając je z jakimś bardziej pełnokrwistym DACiem, czy droższym streamerem – będziemy mieć poczucie niedosytu. Do czego zmierzam? Otóż do tego, że – zanim przystąpię do opisu brzmienia per se – chciałbym zaznaczyć, iż w przypadku każdego urządzenia audio należy jednak znaleźć odpowiedni kontekst. Tym kontekstem tutaj będzie na pewno cena i też w jakimś stopniu funkcjonalność. Urządzenie to kosztuje tyle, ile kosztuje i trudno, aby nie brać tego pod uwagę (w obie strony). Chciałbym jednocześnie nawiązać do mojej poprzedniej uwagi, odnośnie zastosowania układu ESS Sabre. Pierwsze wrażenie po podpięciu M30 pod mój system stacjonarny, i pierwsza myśl była dokładnie taka: „O, jest Sabre, brzmienie się rozkleiło”. Nie chcę jednocześnie wrzucać AudioStreama Pro pod wspólny mianownik wszystkich streamerów, czy też nawet DACów mających akurat chip tego producenta na pokładzie, bo implementacje bywają faktycznie różne. Natomiast trudno nie oprzeć się wrażeniu, że coś jest na rzeczy. Co więcej, pokuszę się o dość niebezpieczne stwierdzenie - otóż mam wrażenie, że w tym segmencie cenowym okrojona wersja układu ESS brzmi lepiej w kontekście ceny, aniżeli nierzadko „pełne” układy tej samej firmy w dużo droższych przetwornikach. Pierwszą kwestią, jaka wymaga omówienia jest to, że w przypadku M30 możemy mówić o budowaniu sceny. Oczywiście nie ma tutaj pełnej holografii, znanej z droższych urządzeń, natomiast nie ma też „ściany dźwięku”, na bardziej przejrzystym torze można z powodzeniem wyróżnić poszczególne plany i rozlokować poszczególnych wykonawców. Przy tym brzmienie jest właśnie dość liniowe, w sensie takim, że – biorąc oczywiście pod uwagę cenę – nie ma tutaj mowy o jakichś oczywistych odstępstwach od neutralności. Jednak w tym miejscu trzeba zaznaczyć jedno: równowaga brzmienia jest przesunięta minimalnie ku wyższym rejestrom, i na to brałbym poprawkę. Jeżeli już mówimy o tym, na co należy zwrócić uwagę przy dobieraniu innych elementów toru, w jakim będzie grać M30, to osobny komentarz należy się niskim tonom. Tutaj plus za to, że nie ma żadnych kombinacji na basie, jest on – podobnie jak reszta pasma – dość czytelny i zrównoważony. Natomiast w notatkach z odsłuchów bardzo wyraźnie zaznaczyłem, że w porównaniu chociażby do (ależ oczywiście) dużo droższego Myteka – brakowało mi energii i nasycenia barwy na basie. Inną kwestia jest to, że właśnie na ten brak energii cierpi bardzo wiele urządzeń z ogólnie pojętego pułapu budżetowego. Piszę o tym, żeby ktoś, kto zdecyduje się na M30 wiedział, czego się może w tym zakresie spodziewać. Z drugiej zaś strony ten bas jest o całą klasę lepszy, niż w M5, jest przede wszystkim bardziej czytelny, nie jest to na pewno brzmienie na jedną nutę, ilość informacji jest całkiem duża. Jednocześnie nie mam większych uwag do oddania dynamiki, brzmienie jest ogólnie dość szybkie i też dość zwiewne. Ergo: zdecydowanie nie idzie ono w stronę substancji, gęstości, lecz właśnie bardziej w przeciwnym kierunku. W kierunku zwiewności i separacji. I w ten obraz wpisują się dobrze wysokie tony. Przede wszystkim – są rozciągnięte do końca pasma i gdybym miał gdzieś wskazać, gdzie najbardziej słyszę akurat sygnaturę układu ESS Sabre, to byłyby to właśnie ten zakres pasma. Z tym, że piszę to akurat w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu tego słowa. Kilka słów na koniec. Podsumowując, nie napiszę tutaj, że brzmieniowo M30 mnie zaskoczył w skali absolutnej. Co to, to nie. Inaczej: streamer ten potwierdził, że urządzenie znajdujące się pomiędzy pułapem całkowicie budżetowym (Audiostream M5) oraz urządzeniami droższymi (Auralic Aries Mini) ma jak najbardziej rację bytu. Bardzo nie lubię odnosić całokształtu brzmienia do regułek matematycznych, natomiast mam nieodparte wrażenie, że tutaj ten stosunek jakości do ceny wypada nawet lepiej, niż w przypadku urządzeń, dajmy na to, o połowę tańszych. Bo przykładowo, biorąc pod uwagę cenę chociażby M5 i M30, to jednak M30 oferuje dużo, dużo więcej, aniżeli przeszło dwukrotna rónica w cenie mogłaby sugerować. Przy czym - i myslę, że własnie to powinno być tutaj brane pod uwagę - największa różnica jest właśnie na płaszczyźnie brzmieniowej. W tej cenie urządzenie gra dobrze, natomiast trzeba wziąć pod uwage, że za 599 PLN dostajemy nie sam DAC, a streamer posiadający z definicji szerszą funkcjonalność. Ale, bo zawsze jest jakieś „ale”, należy tutaj wziąć poprawkę na to, ile M30 kosztuje i że nie jest żadnym asem, jeżeli chodzi o barwę, nasycenie dźwięku, czy też generowanie holografii (chociaż scena wcale nie jest zła). To oferują urządzenia mimo wszystko droższe, i akurat nie ma to nic wspólnego z takim a nie innym charakterem brzmienia tego produktu firmy iEAST. Trzeba też brać pod uwagę, iż wyjście cyfrowe w M30 jest po pierwsze optyczne, po drugie jest ono ograniczone do rozdzielczości 16/44. Niemniej jednak mamy tu szeroką funkcjonalność, możliwość integracji w systemie złożonym z większej ilości urządzeń oraz szerszą paletę złącz. Nie zaobserwowałem żadnych problemów, jeżeli chodzi o obsługę UPnP/DLNA. Co też brałbym pod uwagę. Bo patrząc na brzmienie w kontekście ceny, to broni się ono bez problemu. Jest jeszcze kwesta pytania, jakie zadałem na początku, we wstępie do tej recenzji: czy warto dopłacić do urządzenia droższego? I tutaj tak naprawdę zaczynają się schody, bo odpowiedź na to pytanie jest następująca: to zależy. Zależy przede wszystkim od tego, czego oczekujemy i czy mamy plany odnośnie rozbudowy systemu. W przypadku audio jest coś takiego, co zagraniczni recenzenci bardzo ładnie określają, jako „diminishing returns”. Chodzi o to, że im droższy sprzęt, tym oczywiście i lepsze brzmienie, jednakże polepszanie się jakości brzmienia wcale niekoniecznie odzwierciedla kwoty, jakie trzeba za te urządzenia zapłacić. Sytuacja się komplikuje o tyle, że także w przypadku urządzeń droższych, mamy do czynienia z produktami, które są wybitne i niejako przeczą tej zasadzie. Co więcej, gdyby ktoś chciał wydać więcej – to tutaj pojawiają się jeszcze inne dylematy, dużo bardziej złożone. Chociażby to, czy decydujemy się na streamer, a jeżeli tak, to, jaki? Możemy też zdecydować się na dedykowany komputer do audio, działający, dajmy na to, na bazie zarówno specjalizowanego sprzętu, jak i też specjalizowanego oprogramowania (Jak chociażby SignalystHQ, PureMusic, Amarra czy Audirvana). I rzekłbym też, że to jest dylemat jeszcze nie tak złożony, jak to, czy decydujemy się na przesyłanie sygnału w jego natywnej postaci (mam tutaj na myśli pliki PCM 16/44), czy też będziemy korzystać nie tylko z upsamlingu do DSD, ale też np. z filtracji cyfrowej po stronie oprogramowania. Ogólnie temat rzeka i to, czy ktoś chce się z tym zmierzyć pozostawiłbym już indywidualnej ocenie. Piszę o tym nie dlatego, że takie dylematy pojawiają się przy zakupie urządzeń klasy Soundstream Pro, lecz dlatego, że mogą pojawić się przy zakupie urządzeń droższych. I to miałbym na uwadze. Dlatego też, w tej cenie i biorąc pod uwagę powyższe, mogę z czystym sumieniem polecić M30.
  3. Recenzja iEAST Audiostream M5. Producent: iEAST Dystrybutor: Mp3Store Cena: 249 PLN brutto Audiostream M5 to odtwarzacz sieciowy klasy budżetowej, który można śmiało uznać za przedstawiciela nowej generacji urządzeń. Urządzeń, które są jednocześnie ciekawą oznaką zmian na rynku sprzętu audio. Doczekaliśmy się czasów, kiedy z całą pewnością można powiedzieć, że płyta winylowa przeżyła kompaktową – ku zaskoczeniu niektórych. Myślę też, że można tutaj postawić tezę, iż pojawienie się tego typu (i droższych) urządzeń wymiernie przyczyniło i w zasadzie dalej przyczynia się do tego faktu. Dlatego postaram się przedstawić urządzenie firmy iEAST w nieco szerszym kontekście. Chciałbym także nadmienić, że recenzja ta jest w zasadzie wstępem do recenzji dwóch innych odwtarzaczy strumieniowych (iEAST Audiostream Pro, Auralic Aries Mini). Sądzę również, że szczególnie interesującym będzie, aby każdemu z tych urządzeń przyjrzeć się indywidualnie z bliska, jak i także wskazać ich miejsce w nieco szerszej perspektywie dynamicznie zmieniającego się rynku tych elementów toru audio, które można ogólnie scharakteryzować, jako „źródło”. Jest to o tyle ciekawe, że nie chodzi tylko o sam sprzęt sensu stricte, co o bardziej całościową zmianę pewnego segmentu rynku, prowadzącą w rezultacie do zmiany nawyków związanych ze słuchaniem muzyki – i chodzi też oczywiście o korzystanie z coraz szerszego spektrum formatów źródłowych. Opakowanie. Streamer dostarczony jest w małym, estetycznym kartoniku. Instrukcja obsługi jest co prawda szczątkowa, jednakże w przypadku tak tanich i tak pozycjonowanych na rynku urządzeń jest to standard. Co jest w pudełku? · Sam streamer · Kabel obustronnie zakończony wtykiem Mini-Jack (3.5 mm) · Kabel USB-Micro USB · Skrócona instrukcja po angielsku. Budowa i specyfikacja techniczna. Jak widać na zdjęciach – urządzenie jest małe i dla tych, którzy widzieli na oczy chociażby Chromecasta jego design nie będzie żadną nowością. W okrągłej obudowie o średnicy 55mm znajdują się dwa zgniazda – Micro USB oraz wyjście audio, przycisk do konfiguracji sieci bezprzewodowej oznaczony, jako „WPS”, oraz mała dziurka, w której ukryta jest niebieska dioda, informująca o jego pracy. Urządzenie oparte jest o układ zintegrowany firmy Ralink (RT5350F), obsługujący połączenie WiFi i będący sercem systemu, oraz kość DAC – według danych producenta – firmy Wolfson. Uruchomienie. Samo uruchomienie jest proste. Urządzenie potrzebuje zasilanie z portu USB, odpowiedni kabel jest w zestawie. Tutaj dwie uwagi: niestety w zestawie jest tylko sam kabel USB, bez zasilacza USB i to należy wziąć pod uwagę. Jeżeli ktoś będzie chciał podłączyć M5 do np. głośników aktywnych w innym pomieszczeniu – wtedy trzeba będzie zorganizować zasilanie USB dla samego Audiocasta. Nie jest to wielka rzecz, jednak należy o tym wspomnieć, żeby nie było niedomówień. To raz. Dwa - w zestawe jest także kabel mini-jack – mini-jack, i jeżeli ktoś będzie chciał M5 podłączyć do głośników, czy np. wzmacniacza posiadającego wejścia RCA, to trzeba będzie zorganizować kabel mini-jack – RCA, jest on dostarczany np. z iEAST Audiostream Pro, natomiast nie ma go w zestawie z M5. Zapewne producent założył, że najmniejszy proponowany przez niego streamer będzie używany tylko z mniejszymi głośnikami wyposażonymi w wejście mini-jack, albo też po prostu ze względu na wielkość opakowania zrezygnowano z załączenia takiego kabla. Jest to bardziej szczegół, ale warto o tym wiedzieć. Po podłączeniu zasilania i podłączenia wyjścia audio wystarczy zaczekać chwilę i urządzenie poinformuje nas o tym, że zakończyło proces uruchamiania krótkim sygnałem dźwiękowym na wyjściu audio. Proces parowania urządzenia z aplikacją oraz rejestracji w sieci polega w zasadzie na dwóch krokach: wpisaniu hasła do sieci WiFi w aplikacji i następnie wciśnięciu przycisku „WPS” w samym streamerze. Aplikacja. Pierwszą kwestią, jaką chciałbym tutaj poruszyć jest to, że aplikacja przede wszystkim działa bez większych błędów. I o ile można się do kilku kwestii doczepić, czy również zwrócić na parę szczegółów, to ogóle wrażenie jest takie, że działa ona, jak powinna. Producent deklaruje obsługę głównych serwisów streamingowych takich, jak: DOUBAN FM, TTPOD, iHeartRadio, Pandora, vTuner, Spotify, QQ MUSIC, Tidal, XIMALAYA, TuneIn oraz QUINGTING FM. I o ile część z nich w naszych realiach to bardziej taka ciekawostka, to istotne są tutaj dwa na liście: Spotify i Tidal. Tutaj należy także zaznaczyć, że Audiocast wspiera również streaming z Vtunera, który staje się coraz bardziej popularny, gdyż ludzie często przez tą akurat platformę słuchają stacji radiowych oraz radii internetowych z zagranicy. Aplikację Audiocasta można w zasadzie podzielić na dwa ekrany: główny oraz ekran odtwarzania. Jeżeli chodzi o funkcjonalność oraz wygodę użytkowania, to nie mam w zasadzie większych uwag, najważniejsze jest w sumie to, że aplikacja, jako taka po prostu nie przeszkadza w samej obsłudze urządzenia. Na pierwszym ekranie – mamy do wyboru, skąd będziemy odtwarzać muzykę, czy jest to serwis streamingowy, czy chociażby np. serwer DLNA. Jest także nie do końca zrozumiałe dla mnie „Line-in”, które sugeruje, jakoby sam M5 był przetwornikiem ADC, a tak przecież nie jest. Ponadto z tego samego ekranu możemy wejść w ustawienia, gdzie możemy wybrać, które z serwisów streamingowych będą wyświetlane na wspomnianym, pierwszym ekranie. Z ekranu ustawień możemy przejść do opcji „Audio Quality” – tam można wybrać jedną z trzech wariantów jakości przesyłanego dźwięku. Tutaj myślę, że nie ma sensu nawet roważać innych opcji, aniżeli 320 kbps, dobrze by jednak było, gdyby było to w samej aplikacji bardziej opisane, zwłaszcza, że ten akurat ekran, pomijajac trzy opcje wyboru jest niemalże pusty. Zwłaszcza, że wytłumaczenie, dlaczego taka opcja się znalazła w ustawieniach jest naprawdę bardzo proste – producent przewidział sytuację, kiedy M5 będzie wykorzystywany sieciach o dużym ruchu i wtedy ustawienie niższej jakości (bitrate) zapewni w dalszym ciągu płynne odtwarzanie. Mam pewną, ogólną uwagę, odnośnie samej aplikacji do M5 – najlepiej jej używać tylko i wyłącznie do odtwarzania już wykonanych playlist np. w Spotify i Tidalu, wtedy drobne błędy w oprogramowaniu, a tych znalazłem kilka, nie będą się aż tak rzucać w oczy. Inną kwestią jest to, że o ile mam pewne uwagi do samego oprogramowania, to szczerze powiedziawszy i tak przyznam, że jestem nim pozytywnie zaskoczony. Naprawdę, czasami zdarzają się urządzenia, gdzie oprogramowanie po prostu nie nadaje się do codziennego użytkowania. Możliwe warianty zastosowania. Producent deklaruje, że urządzenie wspiera funkcję „multiroom” a zatem możliwe jest przesyłanie tej samej piosenki do wszystkich urządzeń (maksymalnie ośmiu), różnych piosenek do różnych urządzeń, oraz możliwe jest grupowanie urządzeń używając pojedyńczego smartfona. Interesującą funkcją jest także parowanie stereo – w sensie takim, że mając dwa Audocasty każdy z nich może obsugiwać tylko jeden kanał stereo. O ile jest to może bardziej taka ciekawostka, to jestem w stanie sobie wyobrazić taką sytuację, gdzie będzie to przydatne, np. w przypadku zamontowania głośników daleko od siebie i w trudno dostępnych miejscach. Przyznam jednak szczerze, iż najbardziej mnie zainteresowała opcja użycia M5 jako tak zwanego network-renderera, czyli końcówki w sieci, która będzie odtwarzać strumień danych, niekoniecznie z telefonu, czy z serwisów typu Tidal, czy Spotify. To przetestowałem i ta funkcja – w przypadku tych serwisów – działa w dużej mierze bez większych problemów. Warto jednocześnie przyjrzeć się tutaj możliwości wykorzystania Audiocasta własnie, jako takiej „końcówki renderującej” strumień audio z serwera UPNP/DLNA: Bo przy tej cenie jest to dość ważna wartość dodana do urządzenia. Odważę się nawet powiedzieć, że dla niektórych może być decydującą o zakupie funkcjonalnością. Ujmując rzecz inaczej – stwarza to możliwość zbudowania podstawowego systemu w topologii: serwer UPNP -> network renderer -> system audio. I w takiej funkcji M5 sprawdził się, co ciekawe równie dobrze, jak przy odtwarzaniu muzyki z bardziej typowych serwisów streamingowych. O ile nie lepiej, bo używając Audiocasta właśnie w ten sposób np. wraz z Foobarem2000 z dodanym komponentem wyjścia UPnP, pomijamy wszystkie mniej, lub bardziej radosne przygody oraz błędy aplikacji dostarczonej przez producenta. Chcę na to zwrócić uwagę również w kontekście innej rzeczy – serwisy streamingowe to jedno, natomiast od razu, na co zwróciłem uwagę już opisując techniczne możliwości M5 powyżej, pojawia się pytanie: jak Audiocast poradzi sobie z odtwarzaniem strumieni nieskompresowanych oraz strumieni audio w wyższej, aniżeli 16/44 rozdzielczości? Oczywiście – sobie radzi. Przetestowałem wszystkie formaty, począwszy od MP3, poprzez FLAC aż do formatów „gęstszych”. I o ile nie ma w przypadku tego akurat urządzenia większego sensu, aby przesyłać do niego format o wyższej rozdzielczości, aniżeli 16/44KHz (chociażby dlatego, że i tak każdy format zostanie przekonwertowany właśnie do 16/44KHz w urządzeniu – producent zdecydował się na takie akurat rozwiązanie). Pozwolę sobie tutaj na uwagę, której nie będę (jeszcze – to zrobię w ostatniej recenzji z cyklu) na tą chwilę rozwijał: warto zrobić, mówiąc kolokwialnie, porządek ze wszystkimi ustawieniami sieci Wi-Fi oraz jej odpowiednią konfiguracją, także w kontekście samych ustawień na warstwie połączenia radiowego. Mówią to zwłaszcza w kontekście tego, że będzie ono zapewne nieraz używane tam, gdzie mamy do czynienia z dużym zagęszczeniem sieci. Jakość dźwięku. Na początek taka mała anegdota: czasami lubię połączyć ze sobą dwa urządzenia z całkowicie różnych pułapów cenowych żeby zobaczyć, mówiąc kolokwialnie: „co się stanie”. No i podłączyłem Audiocasta do dopiero, co włączonego zestawu Stax’a, składającego się z tranzystorowego SRM-1 oraz najwyższych swego czasu w linii Lambda SR-507. Słuchawki te grają bardzo monitorowo, SRM-1 akurat całkiem ładnie je napędza, ale pod jednym warunkiem - że zdąży się nagrzać. Jest to w końcu wzmacniacz pracujący w klasie A. Jak grają te wzmacniacze zaraz po włączeniu niektórzy zapewne wiedzą – jest to brzmienie rachityczne, ostre, bez wypełnienia i do tego bardzo mechaniczne. Zmienia się ono oczywiście o 180 stopni po pewnym czasie, natomiast trzeba na okres nagrzewania urządzenia wziąć poprawkę. Powyższy eksperyment się oczywiście nie udał, w zasadzie nie miał prawa, lecz jednocześnie był bardzo pouczający, bo była to kolejna sytuacja, kiedy cyfrowa sygnatura taniego bądź, co bądź przetwornika (w zasadzie streamera, ale przyjmijmy tutaj na chwilę, że to przetwornik cyfrowo-analogowy, tylko działający po Wi-Fi), nałożyła się na sygnaturę reszty toru. Stax pokazał, co wychodzi z Audiocasta, jednocześnie to modyfikując poprzez pryzmat nie pracującego jeszcze w optymalnych warunkach wzmacniacza słuchawkowego. Na początek dobra wiadomość: brzmienie (jak na ten pułap cenowy) nie jest jakoś przesadnie odchudzone, miałem pewne wątpliwości odnośnie równowagi tonalnej po przeczytaniu kilku opinii w Internecie – na szczęście ich nie potwierdzam. Wręcz przeciwnie – na torze stacjonarnym, z Yamahami NS1000, które mają nawet ten bas lekko wycofany, było go nawet nieco więcej, niż „w sam raz”. Należy tutaj postawić pytanie – z jakim sprzętem będzie wykorzystywany najmniejszy streamer firmy iEAST? Śmiem podejrzewać, że mogą to być często mniejsze głośniki aktywne oraz różnego rodzaju systemy stereo składane z różnych, czasami dość przypadkowych, elementów. W tym kontekście ukształtowanie charakterystyki Audiocasta uznałbym jako bezpieczne. Z większością tańszych, aktywnych monitorów podstawkowych uzyskamy charakterystykę nastawioną na brzmienie zdecydowanie bardziej ukształtowane w stronę „fun”, aniżeli w stronę bardziej monitorowego brzmienia. Prawdę mówiąc, na tym poziomie to drugie i tak by się nie sprawdziło. Jeżeli miałbym wskazać jedną cechę, która zdradza, że M5 należy do takiego, a nie innego pułapu cenowego, to jest to przestrzeń, stereofonia i ogólne oddanie sceny dźwiękowej. Tutaj nie ma cudów – jest to brzmienie bardziej podane, jako jedna całość, bez budowania szerokiej i głębokiej sceny. Bez rozdzielania planów. Chciałbym tutaj jednocześnie podkreślić, że zwracam na to uwagę bardziej po to, żeby pokazać, jakich cech dźwięku można się spodziewać w tak tanim urządzeniu, aniżeli, żeby się tego czepiać. Bo ogólnie – jest to całkiem dobre brzmienie, zwłaszcza wziąwszy pod uwagę cenę samego urządzenia. Spodziewałem się gorszej barwy i gorszego basu. Swoją drogą, producent podaje, że w M5 użyto DACa firmy Wolfson, i faktycznie, miałem cały czas wrażenie, że ta akurat sygnatura brzmienia jest mi skądś znana (informację tą dostałem już po zakończeniu odsłuchów). Audiocast M5 – kilka wniosków na koniec. Dla kogo jest to urządzenie? Ja widzę przede wszystkim dwie grupy docelowe: pierwsza to ludzie, którzy chcą zacząć swoją przygodę ze streamingiem i kupić na początek jakieś urządzenie, które obsłuży zarówno UPnP/DLNA/AirPlay, jak i także serwisy streamingowe. A potem rozbudowywać ten system, (czyli m.in.: zakupić droższy streamer) a to urządzenie zostawić sobie do drugiego systemu. Druga grupa to wszyscy ci, którzy nie chcą się zbytnio wdawać w zawiłości natury technicznej, a chcą mieć funkcjonalny i do tego tani system, oparty o streamer, który poradzi sobie zarówno, jeżeli chodzi o funkcjonalność, jak i brzmienie. Do tej grupy można także zaliczyć ludzi, którzy po prostu nie chcą na przykład wieczorem włączać komputera tylko po to, żeby posłuchać muzyki a mają już smartfona albo tablet i tutaj trafnym będzie kupienie takiego urządzenia, jak streamer. A korzystny cenowo M5 może być tutaj pierwszym sensownym rozwiązaniem.
  4. Nowe modele u nas to świetny wzmacniacz zintegrowany AMP AM160 z funkcją streamingu. Jest kozacki. Niby klasa D, niby w środku to co chińczyk miał pod ręką, ale gra i to jak. U mnie na sklepie stał się głównym źródłem z Kef Reference One.Two Serio. Dwa kolejne modele to wersje AM160 tylko z możliwością montażu na ścianie lub też dyskretnego montażu. Nowe modele to AMP - i50A oraz i50B AM160 PL.pdf AMP-i50A PL.pdf AMP-i50B PL.pdf Kolejna ciekawostka od iEASTa - streamery video Mnie to ciekawi gdyż od jakiegoś czasu korzystam z Netflixa. Zresztą popatrzcie sami.
  5. iEast nowe ciekawe produkty

    Witam wszystkich serdecznie. Stalem sie szczesliwym nabywca IFP-390T. Polecam goraco wszystkim. Ale do rzeczy. W czasie zabawy niezwykle rozbudowanym menu tego urzadzenia, natknalem sie na wybor jezyka, jednak zmiana tego niec nie daje. Czy moze wiecie do czego to jest? Czego jezyk sie tam wybiera? Pozdrawiam Bober