Jump to content

westberg

Bywalec
  • Content Count

    1,009
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

westberg last won the day on October 29 2013

westberg had the most liked content!

Community Reputation

505 Excellent

1 Follower

About westberg

  • Rank
    nawet bardziej zaawansowany

Dodatkowe

  • odtwarzacz
    AK300/AK380AMP
  • słuchawki
    Andromeda
  • chcę
    urlopu

Recent Profile Visitors

1,079 profile views
  1. Czy to się zmieści w kieszeni dzimsów?
  2. U mnie te gumy totalnie się nie sprawdzały. Chudo, wrzaskliwie, beznadziejnie.
  3. Szanowna Zgromadzona Ludzkości. Otóż ostatnio zakupiłem w allegrowym sklepie Kolegi Bigmarasa douszne korki Hybrydowe Symbio W. https://allegro.pl/oferta/nakladki-hybrydowe-symbio-w-r-m-pianka-silicon-7542728857 I uważam, że jest to jedynie słuszna opcja jeżeli chodzi o koabitację ze słuchawkami Andromeda. Tipsy imho dewastują dźwięk, pianki - grają lepiej, ale jak widać można jeszcze lepiej, a nawet bardzo lepiej. Z pianek używałem Comply i chińskie jakieś, sprowadzone z aliexpressu. Comply bardzo szybko się wyrabiały, przez co traciłem izolację. Chińskie z kolei izolowały dobrze, ale powodowały dyskomfort przy dłuższych odsłuchach. Jak się potem okazało, mimo dobrej izolacji chińskie pianki jednak nie oddają w pełni sygnatury brzmienia Andromed, tak jak to robią hybrydy. Hybrydy są twarde, ale po zaaplikowaniu nie czuję jednak dyskomfortu. Są łatwo aplikowalne - nie trzeba szukać izolacji jak w tipsach, i nie trzeba gnieść jak w piankach. Po prostu wciska się je w ucho i tyle....i gra gitara. Izolacja jest totalna (na granicy zassania, ale bez zassania). Myślę, że izolacja jest na poziomie słuchawek personalizowanych. Nie wydaje mi się, żeby była w tym stwierdzeniu przesada. W konsekwencji wreszcie słuchawki oddają nam wszystko to, co mają najlepszego. Góra błyszczy, nie ma ostrości, krzykliwości, bas schodzi nisko. Pojawiają się jakieś plany tu i ówdzie, których wcześniej nie było, dźwięki wybrzmiewają dłużej i pełniej. Myślę, że ta opinia o technicznym brzmieniu Andromed mogłaby być zweryfikowana. Także ten... Poleca się.
  4. No, ale umówmy się, że samym aparatem byś takiego zdjęcia nie zrobił z "natury", nieprawdaż? Nawet cyfrowym. Żebyś nie wiem jakich myków używał. Fotografia, zgodnie z klasyczną definicją, to "rysowanie światłem" - co się nie zmieniło nawet dziś. Wprawdzie zdjęcia się dziś woła w programach komputerowych, ale jest to nadal rysowanie światłem, co do zasady. A więc to, co się dzieje w aparacie, a nie w wołarce. W mojej opinii jest zdecydowana różnica między korektą tego, co się uzyskało dzięki umiejętnościom fotograficznym w terenie, a tym, co się uzyskało w dzięki umiejętnościom obsługi programu komputerowego do obróbki zdjęć. Fotograf głównie używa aparatu, grafik programu do obróbki. Nie twierdzę, że to pierwsze jest lepsze od tego drugiego. Tylko stwierdzam fakt.
  5. Nie, ale widzę różnicę między efektem fotograficznym, a efektem graficznym. Tutaj nie mamy do czynienia z obróbką zdjęcia, tylko z epicką ingerencją graficzną. Nie wiem o co tu się oburzać.
  6. Trochę? Pszeeeesz to grafika, a nie zdjęcie.
  7. westberg

    Zegarki

    Długo nie poprezentują, bo im się zaraz rozkraczą. Tak jak mi się rozkraczył. I tak się człowiek uczy stylu i szyku. Kiedyś kupowałem, dziś odradzam - ale z powodów czysto utylitarnych.
  8. westberg

    Zegarki

    To oczywiste, że byłem u zegarmistrzów, bo u bateryjkarzy nie miałem z zasady czego szukać. Jeden z Nowogrodzkiej, to mnie wręcz pogonił z tym chińcem. Damasko bardzo fajne - zwłaszcza ten DC56, brat bliźniak Steinharta Nav-B-Uhr Chrono.
  9. westberg

    Zegarki

    Pisałem wyraźnie o swoim doświadczeniu, a nie o globalnym badaniu rynku wszystkich zegarków na świecie. Pisałem na dodatek z dobrą intencją uchronienia ludzi przed wyrzucaniem pieniędzy w błoto, co miało miejsce w moim przypadku. Jeżeli zegarek nie ma serwisu - nie kupuj. Jeżeli zegarek nie jest serwisowany przez zegarmistrzów - nie kupuj. Przed zakupem zalecam peregrynację po okolicznych zakładach zegarmistrzowskich z pytaniem np. "czy serwisuje pan chińskiego unitasa?" W Warszawie na czterech zapytanych, jeden zgodził się przyjąć do naprawy. Po trzech miesiącach powiedział, że nie jest w stanie znaleźć części na żadnej giełdzie. Być może sprawę olał i nie chciało mu się szukać, ale to też świadczy o "uniwersalności" chińskich werków. Niby dokładna kopia, ale jakaś wykrzaczona.
  10. westberg

    Zegarki

    No więc skoro faktycznie standaryzacja szwajcarska to pic na wodę, to może warto "kupywać" zegarek chiński, bo tańszy, a przecież posiadający "wierną" kopię szwajcarskiego kalibru, tudzież cyferblatu. To, że po miesiącu odpadnie okienko datownika, odkręcą się śrubki w środku, lub złamie się wałek naciągu etc., to nieistotne. Mam wrażenie, że jednak generalizacja w tej dyskusji prowadzi nas na manowce. Rozumiem, że można mieć pretensje mniej czy bardziej słuszne odnośnie tzw. kreatywności firm zegarkowych, ale abstrahując od tej kwestii - sprawa mechaniki jest dość klarowna i obiektywna. Albo stosujemy w dyskusji jakieś dystynkcje obiektywizujące pojęcia, albo kwestionujemy wszystko i uważamy, co chcemy. Kryteria możliwości zakwalifikowania zegarka jako "swiss made" są zobiektywizowane, choć rzeczywiście nie uwzględniają prestiżu związanego z historycznym wkładem danej marki w rozwój branży. Tu rzeczywiście występuje duża, niekwestionowana, segregacja między arystokracją a nuworyszami. Tylko, że nie o tym jest mowa. Powtórzę się: dyskusja rozpoczęła się od mojej reakcji na chwalbę jednego z kolegów, odnośnie chińskich zegarków. Kierując się własnym doświadczeniem chciałem przestrzec przed takimi zakupami, bo w konsekwencji traci się spore pieniądze wydając je na jednorazowe produkty. Jako alternatywę dla chińczyków podałem Glycine i Steinhart, które można kupić za budżetowe pieniądze, ale które to zegarki utrzymują dobrą jakość wykonania. No to się zrobiła dyskusja jakie to niedobre są dziś Glycine, bo zmieniły właściciela (ja akurat mam dość stary model), a Steinharta należy omijać szerokim łukiem. Nosz witki odpadają. Vulgo: Glycine i Steinharta mam już kilka ładnych lat - zero problemów, a trzy egzemplarze chińców zmarły mi w przedziale 6 miesięcy - 1 rok. Jakieś 900 zł poszło psu w pupę.
  11. westberg

    Zegarki

    W środku mojego Steinharta siedzi Valjoux 7750, podpisany jest "swiss made". Czyli co to oznacza według szwajcarskiej standardyzacji? Że mechanizm jest szwajcarski, zegarek został złożony i skontrolowany w Szwajcarii, a także przynajmniej 60% kosztów wygenerowano w Szwajcarii. Czyli chyba nie tylko faktury. Tak więc kwestia się rozbija o kwestię tzw. zrzynki designu. Tu nie wchodzę w dyskusję - dla mnie wszystkie rolexopodobne mają urodę ruska ze złotym zębem na przedzie. Cygański sznyt. Ale co kto lubi. PS. Aż z ciekawości zajrzałem na stronę tego Tisella. No i taki Tisell Automatic Diver jest zwykłą kopią Rolexa Sea Dweller lub GMT Mastera II (tylko bez GMT); żadnej wartości dodanej. Czyli tzw. "bezczelna zrzynka".
  12. westberg

    Zegarki

    Serio? Nie poleca Kolega, bo się Koledze cyferblat nie podoba? Steinhart pojawił się w tym wątku jako alternatywa dla kupowania coraz mniej tanich, a nadal mocno wadliwych i nieserwisowalnych chińczyków. Podrób, które w ogromnej części stanowią kopię szwajcarskiego oryginału w proporcji jeden do jednego, za wyjątkiem jakości. Umówmy się: Parnis i Marina Militare mają zerową wartość dodaną odnośnie designu. Mnie nie chodziło o reklamę Steinharta, tylko o wykazanie, że można kupić zegarek spełniający standardy "szwajcarskości", zegarek serwisowalny, za trochę więcej niż chińczyk, ale jeszcze nie za bajońskie kwoty. To czy się komuś Steinhart podoba czy nie, nie ma w tym zakresie znaczenia, bo chodziło tylko o wykazanie możliwości kupna zegarka szwajcarskiego za budżetową cenę. Można? Można. Tak więc nie bardzo rozumiem, że tak mocno boleje Kolega nad niskimi standardami Steinharta i radzi "omijać go łukiem", ale jakoś bezczelność chińskich podrób tak Kolegi nie boli. Czasami dziwnymi tropami kroczy ludzka logika.
  13. westberg

    Zegarki

    Oczywiście - szczególnie mechaniczne Seiko są mocno niedoceniane, a przecież jest to firma, która w ramach serii Grand - produkuje zegarki na najwyższym poziomie w niczym nie ustępujących najlepszym szwajcarom. Ale mają też propozycje budżetowe, ale bez straty na jakości. Serię 5 kupi się w cenie chińczyka, za to zegarek będzie w pełni użyteczny przez lata. To są naprawdę porządne zegarki za normalną cenę. Moja osoba ma czarnego, nakręcanego ręcznie mechanika z sekundnikiem na godzinie 9. Miałem wtedy fazę na estetykę panerajopodobną.
  14. westberg

    Zegarki

    Tak jak 80 czy 90% dajwerów na rynku. Odnośnie "oryginalności" chińskich wytworów się nie będę wypowiadał, bo każdy wie jak to wygląda. Enyłej.. Mnie chodzi o to, że można wydać trochę więcej niż na chińską podróbę, tak jak w przypadku Steinharta czy Glycine (czyli niekoniecznie dziesiątki tysięcy złotych jak na Paneraia czy IWC), a w zamian otrzymać wystandaryzowany zegarek szwajcarski z serwisowalnym mechanizmem. W przypadku chińczyków - nieserwisowalnym, albo bardzo trudno serwisowalnym. Dlatego radzę się zastanowić, czy warto ryzykować wyrzuceniem do kosza tych kilku stówek wydanych na chińczyka, czy kupić coś nieco drożej, ale razem z jakością. Piszę w oparciu o własne doświadczenie - też byłem kiedyś zwolennikiem chińskich panerai, które pszeeeesz tak samo wyglądają i mają też unitasa, co z tego, że chińskiego. Potem tzw. "jakość" się ujawnia i jakoś euforia ulata. Normalne to są nakręcane.
×
×
  • Create New...

Important Information

Register to have access to community resources. Forum rules Terms of Use and privacy anc cookies policy Privacy Policy