Skocz do zawartości
Questyle preorder Czytaj więcej.. ×
Astell & Kern Diana by Jerry Harvey Audio - preorder Czytaj więcej.. ×
nfsu

JLab Audio: JBuds i JBuds J2

Rekomendowane odpowiedzi

Long time, no see

 

Jakiś czas już nie pisałem recenzji, ale jakiś czas temu napisał do mnie dystrybutor z prośbą napisania testu dwóch modeli słuchawek - Jbuds i Jbuds J2. Słuchawki tego typu są kierowane do osób, które zniechęcone dźwiękiem lub awaryjnością stockowych słuchawek postanowiły przesiąść się o oczko wyżej. Ja sam tak zaczynałem, kupując moje pierwsze dokanałówki. Dodatkowo zachęcony paroma komentarzami oraz wynikami sprzedaży na Amazonie postanowiłem tą recenzję popełnić.

 

Kontekst historyczny

 

Wspomagając się notatkami mogę napisać, iż firma jest w miarę świeża - jej powstanie datuje sie na 2005 rok. Jest to zatem kolejna firma, która szturmem stara się wejść na rynek, podobnie jak MEElectronics czy SoundMAGIC. Nisza cenowa, do której należą 2 prezentowane dziś modele, również jest takiemu szturmu sprzyjająca - w kategorii cenowej do 100 zł wiele konsumentów jest skłonnych zrezygnować (i słusznie) ze znanych marek i poszukiwać modeli jak najbliższych oczekiwaniom.

Nie tylko innym firmom ten ruch popłacił: także produkty marki JLab Audio odniosły już sukces na rynkach zagranicznych. Zobaczmy, czy zasłużenie.

 

Pierwsze starcie

 

Jeśli chodzi o pierwsze odczucia, to obydwie pary słuchawek zdają się pochodzić wręcz z innych światów: o ile opakowanie i jego zawartość były w przypadku Jbudsów projektowane tylko i wyłącznie przez księgowego, o tyle przy J2 głos mógł zabrać ktoś z marketingu.

Najtańszy przedstawiciel linii Jbuds przypomina trochę "OEMowe wersje" (czytać: podróbki drogich słuchawek sprzedawane bez akcesorii), jakich na znajomym serwisie aukcyjnym pełno. Foliowy woreczek, 3 pary końcówek jako akcesoria oraz uczucie, jakbym gdzieś te słuchawki już widział, tylko z innym logiem...

 

J2 prezentują się już zgoła inaczej: pomimo tego samego zestawu akcesoriów (czytaj: ich braku), papierowy box oraz unikalny design wywiera dużo lepsze wrażenie.

 

Starcie kolejne

 

Po przyjrzeniu się Jbudsy już nie zdają sie tak biedne: powiedziałbym, że są nawet całkiem solidnie zrobione. Plastiki na słuchawce pozwalają być spokojnym, kiedy wrzucamy je do plecaka, a grubość kabla daje im szansę na przetrwanie bycie zwiniętymi w kieszeni. Kwadratowa "iPhone friendly" wtyczka zdaje się zdawać egzamin, ale z racji krótkiego czasu użytkowania potwierdzić tego z całą pewnością nie mogę. Jedynym cięciem budżetowym, który zawraca wspomnienia z rozpakowywania jest sklejony kabel za splitterem, który sami musimy rozdzielić przed pierwszym użyciem.

 

J2 także trzymają poziom, i to odczuwalnie wyższy niż Jbudsy. Sama słuchawka jest całkiem solidnie wykonana, postęp widać począwszy od spasowania materiałów po filtr akustyczny, którego w Jbudsach wydaje się brakować.

Ich kabel jest podobnej grubości, lecz izolacja w J2 wydaje się być lepszej jakości (z drugiej strony być może to przez inne kolory testowanych egzamplarzy). Wtyczka jest wspólna dla obu modeli. Co na pewno jest krokiem do przodu to splitter, który wydaje się być niemalże pancerny.

 

Dla osób martwiących się awaryjnością sprzętu ważnym atutem może być 24-miesięczna gwarancja, którą pokryte są słuchawki tej marki.

 

 

Dźwięk i wygoda

 

Na wstępie po 10 sekundach odsłuchu miałem ich dosyć. W segmencie tej klasy słuchawek toleruje się tylko jeden trend: dużo basu, a reszta jakoś przejdzie. Sam uważam to za niszczenie muzyki, pewnie nie tylko ja sam. Przypomniałem sobie jednak moje pierwsze Sony MDR-EX71 i to, jak wszystko co teraz widzę jako wady traktowałem jako niesamowite walory.

Dałem więc im trochę czasu na wygrzanie (o którym jest informacja w opakowaniu, co jest miłym gestem ze strony producenta) i podszedłem do odsłuchu ponownie, tym razem dając sobie parę dni na przyzwyczajenie do dźwięku.

 

Jako pierwsze poszły w ruch J2. Słuchawki wygodnie siedzą w uchu, a całkiem głębokie ułożenie w kanale słuchowym zapewnia przyzwoitą izolację.

Bezpośrednio po przesiadce z Etymoticów MC5 dźwięk J2 identycznie naśladował to, co możemy usłyszeć w Multikinie oglądając trailery. Po paru dniach weszło przyzwyczajenie i cały natłok basu przestał być aż tak męczący. Mimo to 'bas' jest słowem idealnie podkreślającym charakterystykę tych słuchawek. Nie schodzi on nisko, jednak jest na tyle powolny że tony średnie i wysokie są za jego zasłoną. Wokale z tego powodu są wycofane, a instrumenty zlewają się ze sobą. Jako grande finale, nawet po przyzwyczajeniu się na dłuższą metę dźwięk jest nadal męczący...

Sam bas jednak nie jest bardzo złej jakości - wydaje się mieć jakąś fakturę i nie jest dudniący. Do tego brak szczegółów w muzyce sprawia, że słuchawki wiele wybaczają: zarówno słabą jakość muzyki, jak i słabe źródło.

Werdykt: jeśli lubicie dźwięk z waszych Logitechów 2.1 z podkręconym na 3/4 basem to poczujecie się jak w domu.

 

 

Jbudsy grają podobnie do swoich starszych braci, jednak bas nie jest już taki "miękki" dla ucha. Brakuje mu faktury, natomiast jego uderzenie jest mocniejsze i szybsze, przez co wyższe częstotliwości są bardziej odsłonięte. Różnica jest subtelna; słuchawki nadal dobrze opisuje słowo 'bas'.

Sama wygoda noszenia jest na bardzo wysokim poziomie, jednak ich izolacja jest dość niska. Dodatkowo ciężko było mi na początku uzyskać dobre uszczelnienie.

Werdykt: jeśli twoje pchełki z zestawu MP3 cię wkurzają brakiem niskich tonów (i tylko i wyłącznie tym), to może być dobry pierwszy krok.

 

Porównania dokonywałem na karcie dźwiękowej M-Audio Audiophile USB. Z racji ich przenośnego zastosowania testu dokonałem także na iPhonie 4S, jednak te słuchawki grają zbyt basowo, żeby zmiana źródła sprawiła jakąś dużą różnicę. Mimo to z iPhonem zgrały się lepiej - troszkę mniej zlania dźwięku i troszke mniej męczące brzmienie.

 

Konkurencja i podsumowanie.

 

Jlab w Polsce zmierzy się z konkurencją ze strony firm takich, jak Jays czy MEElectronics. Zostały one zatem rzucone na głęboką wodę, jako że dla ich cen w USA (odpowiednio $9,99 oraz $14,99) o godnych konkurentów po prostu ciężko - stąd zapewne ich silna pozycja w sklepie Amazon.

 

Dla tańszego modelu i jego sugerowanej ceny 59 zł można znaleźć tony podrabianych Beatsów etc, jednak kupowanie ich mija się z celem. Z poważniejszych mamy leciwe już Creative EP-630 i MEElectronics M2: obydwa modele są tańsze od ocenianego egzemplarza. Jeśli chodzi o EP630, oferują dość słaby dźwięk, mają też problemy z awaryjnością. MEElectronics natomiast to już solidny konkurent, który zebrał niezłe oceny w recenzjach.

 

W kategorii ok. 89 zł, które są ceną J2, konkurencja jest jeszcze ostrzejsza: przede wszystkim Jaysy One, które na masową skalę podbijają serca użytkowników, a także Soundmagic PL11, które także zdobywają uznanie w recenzjach.

 

Czy zatem Jlab audio będzie w stanie zdobyć znacząca pozycję na polskim rynku taniego sprzętu audio? Czas pokaże. Jak na razie z całą pewnością udowodnili, że potrafią stworzyć wygodne i solidnie zbudowane słuchawki, a to w tej kategorii cenowej już jakaś część sukcesu.

 

Dorzucam zdjęcia do recenzji.

 

 

 

Sprzęt do testów dostarczył dystrybutor JLab Audio - JBuds.pl

phpCpwT1lAM.jpg

phpKXCqngAM.jpg

phpohAPNCAM.jpg

phptT7TRSAM.jpg

phpkqmBO8AM.jpg

Edytowane przez wrq
  • Like 3

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gratuluje fajnej recenzji. Co do samych słuchawek - mam strasznie mieszane uczucia. Po pierwsze wyglądają strasznie tandetnie. W dobie, kiedy każdy producent stara się stworzyć produkt, który będzie wyróżniał się na tle konkurencji opisane tutaj słuchawki po prostu są skazane na pożarcie. Samo opakowanie wygląda jak typowa chińszczyzna. Potencjalna osoba, która będzie chciała kupić słuchawki do kwoty 100 zł mając przed sobą A-jays one i jbuds wybierze A-jays one. Bo są tanie, dobrze wykonane, mają fajny design i bajeranckie opakowanie. No właśnie. Tutaj jest problem, bo zamiast zatrudniać księgowych do wykonania projektów OBU opakowań jak i samych słuchawek powinni skorzystać z kogoś kto ma o tym jakieś pojęcie. Sami sobie wyrządzili krzywdę. Ale.... z racji tego, że opakowanie nie zakłada się na głowę (przynajmniej ja takich fetyszów nie lubuje) tylko same słuchawki powinniśmy dać im szansę. Jeśli to są słuchawki bassowe, a na to wygląda w tej recenzji to nie są one skierowane do każdego. Może to głupie ale czym więcej basu w słuchawkach tym bardziej mam wrażenie, że producent chce coś ukryć. Braki w paśmie oraz fakt, że one nie mają grać analitycznie tylko rozrywkowo - imprezowo. I właśnie takie osoby będą zadowolone.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mają polskiego dystrybutora i wśród takich konkurentów nie wypadają jakoś źle. A-jays i EP to fajne przykłady popularnych słuchawek, ale jest jeszcze trochę nieznanych modeli jak np. FA Omega, Mee RX i M oraz Brainwavzy, które są już konkretnymi zabawkami. A to tylko polski rynek, bo jakby sięgnąć do międzynarodowych sprzedawców, to się znajdzie po dziesięć alternatyw dla każdego modelu, z czego niektóre są pewnie wyprodukowane w tych samych fabrykach, z tych samych części co Jbuds. Takie słuchawki kosztują np 20zł z wysyłką zamiast 89 bez i są nieporównywalnie lepsze.

 

Nfsu, fajnie, znowu czytać coś od Ciebie. Trochę przyrdzewiałeś :)

Edytowane przez rhalf

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
się znajdzie po dziesięć alternatyw dla każdego modelu, z czego niektóre są pewnie wyprodukowane w tych samych fabrykach, z tych samych części co Jbuds.

Pewnie, kiedyś bodajże Getz napisał bardzo ciekawego posta o procesie powstawania niskobudżetowych produktów: wiele modeli współdzieli przetworniki, obudowy, w sumie wszystko...

 

Nfsu, fajnie, znowu czytać coś od Ciebie. Trochę przyrdzewiałeś

Hehe, dzięki :) Faktycznie przyrdzewiałem, czuje się na forum trochę jak emeryt, nie znam połowy marek i modeli :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W sumie wchodząc w ten temat sam nie wiedziałem czego się spodziewać. Generalnie takie doki mnie zupełnie nie interesują ale po pierwszych przeczytanych słowach recenzji nabrałem ochoty do dalszej lektury - stary dobry mp3store. Recenzja na najwyższym poziomie.

 

 

Po Mc5 wszystko będzie wydawało się zbyt basowe.

Wydaje mi się że najlepszym porównaniem było by z Panasonic HJE120 - ostatnio bardzo popularne a kosztują w okolicach 30zł - więc są bezpośrednią konkurencją. Poza tym dla Meelectronics Me2 naprawdę trudno znaleźć konkurencję...

  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Recenzja na najwyższym poziomie.

Dzięki :)

Po Mc5 wszystko będzie wydawało się zbyt basowe.

Wiem wiem, dlatego porównywałem też z Shure SE110, które (jak na przetwornik armaturowy) też mają rozlany bas - i tak Jbudsy były baaardzo przebasowione.

Potem porównywałem z Pionierami MJ21, ale to już inny rodzaj słuchawek - Jbudsy nie miały zupełnie szans.

Faktycznie te Panasonici mogłyby być dobrym konkurentem, z opinii wynika że mają ten sam typ dźwięku.

Edytowane przez nfsu

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Shure SE110, które (jak na przetwornik armaturowy) też mają rozlany bas - i tak Jbudsy były baaardzo przebasowione.

SE110 to dynamiki

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Se110 to armatury z przetwornikiem Knowlesa w kształcie walca - chyba, że rekablowałem fake'i ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Se110 to armatury z przetwornikiem Knowlesa w kształcie walca - chyba, że rekablowałem fake'i ;)

Hmmm poszukałem i faktycznie są to armatury. Czyli że przetwornik SR.

Zawsze myślałem że to dynamiki

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

... porównywałem też z Shure SE110, które (jak na przetwornik armaturowy) też mają rozlany bas - i tak Jbudsy były baaardzo przebasowione....

Też miałem kiedyś SE110 - na pewno nie mogę o nich powiedzieć, że były mocno basowe. Przy nich to nawet PL-30 są mocno basowe.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Se110 to armatury z przetwornikiem Knowlesa w kształcie walca - chyba, że rekablowałem fake'i ;)

Hmmm poszukałem i faktycznie są to armatury. Czyli że przetwornik SR.

Zawsze myślałem że to dynamiki

A zamysłem w tych driverach Siren nie było przypadkiem żeby "udawały" dynamiki? Bo takie PL50 są ciut cieplutkie i takie "niesterylne" IMHO... acz z drugiej strony VASM to zamrażarka.

Edytowane przez 4ndr3

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A zamysłem w tych driverach Siren nie było przypadkiem żeby "udawały" dynamiki? Bo takie PL50 są ciut cieplutkie i takie "niesterylne" IMHO... acz z drugiej strony VASM to zamrażarka.

Zamysłem Siren było raczej uzyskanie konkretnego psama przenoszenia. Generalnie większość przetworników nie powstaje tak "o zróbmy sobie nowy driver zobaczymy jak będzie grał" tylko raczej "potrzebujemy uzyskać taką i taką częstotliwość, taki a taki SPL - co można zrobić żeby to osiągnąć"

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

... porównywałem też z Shure SE110, które (jak na przetwornik armaturowy) też mają rozlany bas - i tak Jbudsy były baaardzo przebasowione....

Też miałem kiedyś SE110 - na pewno nie mogę o nich powiedzieć, że były mocno basowe. Przy nich to nawet PL-30 są mocno basowe.

W porównaniu do Etymoticów naprawdę są mocno basowe :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×

Powiadomienie o plikach cookie

Zarejestruj się aby mieć większy dostęp do zasobów forum. Przeczytaj regulamin Warunki użytkowania i warunki prywatności związane z plikami cookie Polityka prywatności