Jump to content

Tanie "hi-fi" - moje spostrzeżenia


Recommended Posts

Kilka ogólnych skrobnięć klawiaturą na temat dżwięku...

 

 Lubię recenzować sprzęty, bo audio to jedna z moich główniejszych pasji. Dlatego tym bardziej chce mi się testować rzeczy, które mogę sam nabyć. Dobrze jeśli nie są za drogie i nie trzeba operować setkami złotych do ich zakupu ;) Chciałbym w tym tekście przelać trochę swoich przemyśleń na temat taniego audio. Na potrzeby tekstu nazwijmy to „tanim Hi-Fi”. Przez takie pojęcie rozumiem przystępny cenowo sprzęt (najczęściej pochodzenia chińskiego), głównie od młodych firm, które dopiero powstają lub istnieją kilka lat (jak np. Venture Electronics)

 

Jakie jest więc moje ogólne stanowisko w kwestii taniego sprzętu audio? To zależy. Nie chodzi o sam sprzęt, który kosztuje grosze, bo można kupić byle jakie słuchawki za 3zł i cieszyć się, że niewiele ubyło z portfela. Chyba nie muszę mówić, że dźwięk będzie w tym wypadku kwestią dyskusyjną. Nie o to chodzi. Bardziej mam na myśli sprzęty, które mają świetny stosunek ceny do jakości, a przy tym nie rażą w oczy trzy lub cztero-cyfrowymi kwotami. Skoro już wyjaśniliśmy sobie kilka spraw, przejdę do meritum wypowiedzi

Tani i dobry sprzęt audio jest w mojej opinii świetną sprawą. To tak mówiąc najkrócej. Ale dlaczego? Jest kilka ważnych powodów. Po pierwsze, osoba, która nigdy wcześniej nie miała do czynienia z lepszym dźwiękiem, a w uszach całe życie miała jedynie EarPodsy i inne dziwne wynalazki, może niedużym kosztem spróbować czegoś ciekawszego. Jeśli weźmiemy za przykład słuchawki VE Monk Plus, które niedawno zrecenzowałem, to za śmiesznie niską kwotę mamy coś co już nam wskazuje kierunek myślenia:

 

„ Oho… gdzieś tam musi być lepsze audio…”

 

Nie każdy ma aż takie docenianie dla dźwięku, jak również warunki słuchowe, przez co tani (ale dobrze grający) produkt może być dobrym początkiem lub nawet końcem poszukiwań sprzętu. Dla nie-audiofila coś co będzie grało lepiej niż słuchawki, które dostaje z telefonem będzie zapewne wystarczające. Co jeśli jednak to zacznie nie wystarczać?

 

Hedfonus magikus

W tym momencie chciałbym nadmienić również drugi wariant całej sytuacji. Początkującej osobie zafascynowanej dźwiękiem (takiej jak ja), ale mającej ograniczone możliwości finansowe, tani sprzęt może być dopiero początkiem wyboistej, audiofilskiej ścieżki. Taki ktoś testując tańsze rzeczy wyrobi sobie „smak audio” (wymyślona nazwa robocza na potrzeby tekstu). Chodzi mi o to, że nawet mając 18 lat i świetne uszy, audiofilem nie zostaje się raczej z dnia na dzień. Trzeba się trochę „rozsmakować” i nabrać doświadczenia. Zilustruję to przykładem degustatora win, który też nie zostaje mistrzem w porównywaniu do siebie trunków w ciągu jednego popołudnia. To cały bagaż doświadczeń… Zapewne taka osoba zaczynała od tego co miała w domu – wyciągnęła wino „A” oraz wino „B” i zaczęła porównywać. Z czasem samemu dochodzi się do niuansów. To samo jest moim skromnym zdaniem z audio. Docenianie dobrego dźwięku i umiejętności porównywania wykształcają się z biegiem miesięcy i lat. Potrzeba tylko cierpliwości. Tak mam właśnie ja. W domu posiadam trzy komplety słuchawek, głośniki to nie końca mój klimat. Testując różne modele, mogę wyrobić sobie skalę porównawczą i punkty odniesienia. Moją referencją w słuchawkach nausznych są Sony MDR-7506, w IEMach królują póki co KZ ZST, a całości dopełniły przegadane w Internecie, rewelacyjne VE Monk Plus. I chyba właśnie to jest istotne. Żeby mieć jakieś porównanie, dobrze na początek zacząć od czegoś niedrogiego. Sprzęt za grosze sprawi, że łatwiej będzie ocenić (i docenić) ten za niemałe kwoty :) Pasja spowoduje, że drogi sprzęt z czasem jakoś do nas przyjdzie. Ja idę słuchać dalej, a wszystkim użytkownikom forum życzę żeby odnaleźli swój słuchawkowy ideał (o ile już tak się nie stało).

 

* dziękuję wszystkim za sporo like’ów pod recenzją VE Monków Plus. Ten sprzęt naprawdę fascynuje :) 

  • Like 7
  • Haha 1
Link to post
Share on other sites

Rzecz z Chi-fi jest taka, że prędzej czy później wydasz na te wszystkie tanie słuchawki i odtwarzacze tyle samo, co na jeden prawdziwy zestaw hi-fi*. Działanie for i recenzji czasem jest już zwykłym fetyszyzmem. Recenzje budżetowego sprzętu są jak Dragon Z. "Mały gigant", "budget slayer", "bang for buck". Nowe niby zawsze lepsze od starego. Po doświadczeniu z KZ uważam, że jednak tego postępu za bardzo nie widać. W perspektywie 10 lat owszem, ale nie w tym tempie, w którym kolekcjonowałem to dziadostwo. Głównie widać różnice typu: inny rodzaj "całkiem-całkiem".
Dlatego może lepiej oddać dom pod hipotekę i od razu rzucić się na głęboką wodę. Inna sprawa, że pewnie nie docenisz jak Twoje gra bez tego stopniowego przesuwania granicy.

Tutaj przypomina mi się, że jakieś kilka lat temu byłem częścią "maszyny" i prowadziłem swojego bloga, gdzie jako biedny student usilnie próbowałem przekonać ludzi, że tanie też jest ok. Zabawne jak ludziom się przewrotnie zmienia opinia wraz z sytuacją życiową ;)
Ale tutaj mi się przypomina kolejna rzecz. Chyba nie ma większego faszyzmu, niż powiedzieć komuś, kto chce rzecz do 100zł powiedzieć, że nic ciekawego nie dostanie i musi wydać 1000!

*Wiem, na szczęście nie wszyscy są tak głupi jak ja, żeby tyle słuchawek kupować :D

  • Like 2
Link to post
Share on other sites
25 minut temu, rhalf napisał:

Dlatego może lepiej oddać dom pod hipotekę i od razu rzucić się na głęboką wodę. Inna sprawa, że pewnie nie docenisz jak Twoje gra bez tego stopniowego przesuwania granicy.

Tutaj przypomina mi się, że jakieś kilka lat temu byłem częścią "maszyny" i prowadziłem swojego bloga, gdzie jako biedny student usilnie próbowałem przekonać ludzi, że tanie też jest ok. Zabawne jak ludziom się przewrotnie zmienia opinia wraz z sytuacją życiową ;)


*Wiem, na szczęście nie wszyscy są tak głupi jak ja, żeby tyle słuchawek kupować :D

Zawsze można sprzedać się do niewoli czy coś ? Styknie na wzmacniacz McIntosha i jakieś hi-endowe Grado... Tanie też jest OK, to fakt. Po prostu jak komuś się zmieni sytuacja finansowa, to może sobie kupić coś lepszego, nie negowałem tego i chyba nigdy nie bedę. Sam jakbym miał troszkę lepiej z sianem to Etymotic ER4-PT byłyby u mnie od razu ?

  • Like 1
Link to post
Share on other sites

Ja mogę się wypowiedzieć z mojego doświadczenia.

Na samym początku miałem wieże zintegrowaną, wtedy nie jakość się dla mnie liczyła (a może nawet nie wiedziałem że może być lepiej), ale muzyka... słuchanie ulubionych płyt zespołów.. koncertów z vhs (to przecież nie mogło dobrze grać).

Jak to w życiu bywa, kumpel miał kumpla co miał techniksa i yamahe.. uff ale to grało.. sami postanowiliśmy kupić coś podobnego... potem mniejsze NADy... średnie CA i kolumny Monitor Audio... teraz mam najwyższy model CA i kolumny Studio 16Hz... jedno co po tym czasie wiem... że się uczymy słuchać, zaczynamy dostrzegać inne dźwięki w muzyce.. co innego zaczyna się nam podobać. Teraz pewnie będę przechodził na lampy. Generalnie nie ważne z czego słuchamy i ile to kosztuje, tylko czy sprawia nam to radość i frajdę. Już wiem ze słuch i umysł uczą się sycić coraz lepszą jakością dźwięku... tego nie ma odrazu.. doceniamy to po czasie. Polecam słuchać, słuchać.... słuchać..

  • Like 1
Link to post
Share on other sites

Prawda ostateczna: Kogo złapała choroba audiofilska ten ma przechlapane finansowo. :D

 

Czasem myślę, jak się wrzód na sumieniu odezwie, że najlepiej byłoby zostać przy jakimś ~Aim'ie i CAL'ach/Ultrasonach580, a potem blokada na internet. Niestety żeby nie było różowo wraz ze wzrostem "zamożności" ze smoczej jaskini wyłażą kondycjonery sieciowe, filtry IEC, kondensatory za 5000zł, złote kable i cmoye za 5000 zł (które na złość czasem okazuje się, że jednak grają, niestety zazwyczaj jak się takowe już sprzeda) . Etc, etc. :)Chyba, że się mylę?

A największy zysk ma przy tym zawsze Poczta Polska i kurierzy.

  • Like 2
Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, requal napisał:

Prawda ostateczna: Kogo złapała choroba audiofilska ten ma przechlapane finansowo. :D

 

Czasem myślę, jak się wrzód na sumieniu odezwie, że najlepiej byłoby zostać przy jakimś ~Aim'ie i CAL'ach/Ultrasonach580, a potem blokada na internet. Niestety żeby nie było różowo wraz ze wzrostem "zamożności" ze smoczej jaskini wyłażą kondycjonery sieciowe, filtry IEC, kondensatory za 5000zł, złote kable i cmoye za 5000 zł (które na złość czasem okazuje się, że jednak grają, niestety zazwyczaj jak się takowe już sprzeda) . Etc, etc. :)Chyba, że się mylę?

A największy zysk ma przy tym zawsze Poczta Polska i kurierzy.

 

Mylisz się tylko w jednym, największy zysk mają producenci tych wszystkich zabawek ...

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
37 minut temu, chico99 napisał:

 

Mylisz się tylko w jednym, największy zysk mają producenci tych wszystkich zabawek ...

Możliwe, ale łatwego życia z audiofilami pewnie też nie mają. Każdy ma takiego Misia na jakiego go stać.. :)

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
48 minut temu, chico99 napisał:

 

Mylisz się tylko w jednym, największy zysk mają producenci tych wszystkich zabawek ...

@chico99 niestety ne producenci mają największy zysk. Najwięcej zarabiają agencje reklamowe, rząd nasz polski i pośrednicy czyli sprzedawcy

  • Like 2
Link to post
Share on other sites
20 godzin temu, davenieadiofil napisał:

Taki ktoś testując tańsze rzeczy wyrobi sobie „smak audio” [...] Sprzęt za grosze sprawi, że łatwiej będzie ocenić (i docenić) ten za niemałe kwoty :)

Do tych dwóch rzeczy małe sprostowanie:

1) Wbrew pozorom takie wyrobienie sobie "smaku audio" może okazać się zwodnicze, bo to co nam przeszkadza w tanich słuchawkach, zostanie podniesione jakościowo na zdecydowanie wyższy poziom, może okazać się tym co nas kręci. Wystarczy przejrzeć forum by np. znaleźć ludzi, którzy nie trawią tanich basowych słuchawek, a uwielbiają basowe potwory na wypasie. Po prostu nagle nie przesłania on reszty dźwięku i jest dobrze poukładany.

2) Z docenieniem droższego sprzętu wcale nie jest tak łatwo ;) Z reguły pierwszy kontakt wygląda na zasadzie "gra trochę lepiej/inaczej". To raczej codzienne korzystanie ze sprzętu wyższej klasy pozwala łatwiej go docenić w starciu z budżetowcami, w których zaczynają nam przeszkadzać kompromisy. Choć na szczęście można znaleźć niedrogie brzmienie o takiej sygnaturze, że kompromisy robią się mało ważne ;)

  • Like 3
Link to post
Share on other sites
18 minut temu, Inszy napisał:

 

2) Z docenieniem droższego sprzętu wcale nie jest tak łatwo ;) Z reguły pierwszy kontakt wygląda na zasadzie "gra trochę lepiej/inaczej". To raczej codzienne korzystanie ze sprzętu wyższej klasy pozwala łatwiej go docenić w starciu z budżetowcami, w których zaczynają nam przeszkadzać kompromisy. Choć na szczęście można znaleźć niedrogie brzmienie o takiej sygnaturze, że kompromisy robią się mało ważne ;)

I tutaj pełna zgoda. Ja najbardziej słyszę różnicę jak wracam z kilku dniowego wyjazdu/delegacji/urlopu... słucha tam człowiek muzyki na słabszym sprzęcie, z radia samochodowego, czy w jakim barze... potem wraca, włącza sprzęt... i dzieje się magia. Uwielbiam te pierwsze dwie godziny gdy słyszę jak jakość płynącą z głośników... potem słuch/umysł się przyzwyczaja do dobrego? Polecam każdemu zrobić sobie czasem klika dni wolnego od naszego "wypasionego" sprzętu.

  • Like 1
Link to post
Share on other sites

Ja staram się kupić okazyjnie sprzęt, wtedy nie tracę dużo na odsprzedaży i mam nowe wrażenia dźwiękowe :D . 

Aktualnie z kolumn posiadam Jamo MFB90 i mógłby to być dla mnie koniec poszukiwań, ale z chęcią kupię wysoki model philipsa z tym systemem.  Gra to cudnie, jest małe jak na jakość basu i lata produkcji, do tego tanie. Szkoda, że to głównie modele z lat ~70 przez co nie wiadomo kiedy coś padnie.
W kwestii słuchawek doszedłem do wniosku, że wybiorę firmę którą lubię i jeśli brzmienie  będzie mi odpowiadać to nie zmienię.  Jak się okazało sony ex1000 były strzałem w 10, tym bardziej, że za pół ceny.  Teraz tylko odtwarzacz dokupić :P .

 

Link to post
Share on other sites
W dniu 18.07.2018 o 16:42, rhalf napisał:

Rzecz z Chi-fi jest taka, że prędzej czy później wydasz na te wszystkie tanie słuchawki i odtwarzacze tyle samo, co na jeden prawdziwy zestaw hi-fi*. Działanie for i recenzji czasem jest już zwykłym fetyszyzmem. Recenzje budżetowego sprzętu są jak Dragon Z. "Mały gigant", "budget slayer", "bang for buck". Nowe niby zawsze lepsze od starego. Po doświadczeniu z KZ uważam, że jednak tego postępu za bardzo nie widać. W perspektywie 10 lat owszem, ale nie w tym tempie, w którym kolekcjonowałem to dziadostwo. Głównie widać różnice typu: inny rodzaj "całkiem-całkiem".
Dlatego może lepiej oddać dom pod hipotekę i od razu rzucić się na głęboką wodę. Inna sprawa, że pewnie nie docenisz jak Twoje gra bez tego stopniowego przesuwania granicy.

 

To status quo w branży audio jest podtrzymywane przez takich narwańców, jak większość nas tu zebranych. Kupi się jedno, drugie, trzecie i zachwyca się pod niebiosa - o jezu, jaka detaliczność, jaka ogromna scena, ale to się fenomenalnie zgra z <wstaw kombo/amp>. Na koniec jeszcze ktoś naskrobie recenzję vintage, aby pozachwycać się "jak to kiedyś było" i wszyscy są szczęśliwi. A realnego progresu, przynajmniej my, jako konsumenci, nie do końca mamy okazję zauważyć. Rynek się jeszcze nie przesycił na tyle, aby ktoś wyszedł znacząco ponad szereg. Może to dlatego chi-fi staje się obecnie tak popularne: 4+ przetworniki/armatura za cenę pchełek z Mediamarkt to powiew świeżości, nie ważne, czy rzekomą klasę grania dopowiadamy sobie sami.

  • Like 3
Link to post
Share on other sites
W dniu 18.07.2018 o 18:45, Corvin74 napisał:

Generalnie nie ważne z czego słuchamy i ile to kosztuje, tylko czy sprawia nam to radość i frajdę.

(...)

Polecam słuchać, słuchać.... słuchać..

Dwa zdania, a wyrażają więcej niż ten mój cały tekst ???

W dniu 19.07.2018 o 10:42, Inszy napisał:

Do tych dwóch rzeczy małe sprostowanie:

1) Wbrew pozorom takie wyrobienie sobie "smaku audio" może okazać się zwodnicze, bo to co nam przeszkadza w tanich słuchawkach, zostanie podniesione jakościowo na zdecydowanie wyższy poziom, może okazać się tym co nas kręci. Wystarczy przejrzeć forum by np. znaleźć ludzi, którzy nie trawią tanich basowych słuchawek, a uwielbiają basowe potwory na wypasie. Po prostu nagle nie przesłania on reszty dźwięku i jest dobrze poukładany.

2) Z docenieniem droższego sprzętu wcale nie jest tak łatwo ;) Z reguły pierwszy kontakt wygląda na zasadzie "gra trochę lepiej/inaczej". To raczej codzienne korzystanie ze sprzętu wyższej klasy pozwala łatwiej go docenić w starciu z budżetowcami, w których zaczynają nam przeszkadzać kompromisy. Choć na szczęście można znaleźć niedrogie brzmienie o takiej sygnaturze, że kompromisy robią się mało ważne ;)

Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze psychoakustyka i mamy gotowy niezły problem... Każdy postrzega (albo raczej słyszy) dźwięk nieco inaczej, łatwo sobie wyobrazić taką sytuację: audiofil zaprasza do siebie drugiego kolegę audiofila, żeby pochwalić się właśnie skompletowanym zestawem audio. W oczach właściciela jest to komplet idealny. Włącza on płytę koledze, a ten zaczyna... wyrażać swoje zdanie ?

"Ty, wiesz co? Ja bym tutaj trochę wysokie podkorygował...

A czemu basu tak mało?

No fajnie, ale źródło mogłeś dać lepsze"

 

I tak dalej...

Po prostu dla jednego coś będzie ideałem, a ktoś inny znajdzie słabe punkty, choć to tylko jego opinia. Dlatego sprzęt zawsze najlepiej testować organoleptycznie ;) Także jeden będzie lubił "basowe potwory na wypasie" a inny powie, że to nie jego brzmienie. Sprzęt to sprzęt, a jeszcze te wszystkie gusta i guściki... jest o czym rozmawiać.

W dniu 19.07.2018 o 11:06, Corvin74 napisał:

Polecam każdemu zrobić sobie czasem klika dni wolnego od naszego "wypasionego" sprzętu.

Między innymi czasami myślę czy nie rzucić trochę wszystkiego i kupić jakieś Beatsy albo inny "odmóżdżający" sprzęt audiovodoostereło, który po prostu gra ?

  • Like 3
  • Haha 1
Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, davenieadiofil napisał:

Między innymi czasami myślę czy nie rzucić trochę wszystkiego i kupić jakieś Beatsy albo inny "odmóżdżający" sprzęt audiovodoostereło, który po prostu gra ?

Nie... raczej poszukaj innej muzyki... czegoś nowego... posłuchaj playlisty kumpla, możesz się czasem nieźle zaskoczyć lub odkryć nowe źródło inspiracji. Choć to zawsze ryzyko, że nasze słuchawki okażą się niezdatne do tej muzyki... hi..hi...?

Link to post
Share on other sites
4 godziny temu, requal napisał:

Nic gorszego niż taki dryf w subiektywizm

Jak może być inaczej skoro obiektywizm tak naprawdę nie istnieje. Zdanie każdego człowieka chćby nie wiem jak się zapierał, że jest inaczej jest subiektywne.

Link to post
Share on other sites

No.. przemyślałem sobie to jeszcze..  to wszystko jest bardziej skomplikowane niż się wydaje i nie narasta wykładniczo / liniowo (to budzi słuszny sprzeciw). Są te różne sygnatury dźwięku (*chciaż neutralność jest dla dźwięków najlepsza - nic nie ginie), są różni ludzie z różnymi preferencjami oraz z różnym stopniem rozwoju muzycznego odbioru (rozumienia muzyki i sprzętu też). W jakimś sensie to, że coś się komuś podoba jest niezaprzeczalnie dobre dla niego, ale też nie stanowi jednak absolutnej miary wykładniczej, czy "punktu podparcia ziemi". Gdyby to tak zamknąć, to przypominałoby to jakąś formę muzycznego autyzmu. Taka zasadna krytyka jest narzędziem, które rozwija i musi się odnosić do czegoś lepszego obiektywnie, a nie tylko innego (chociaż czasami forsowane jest w sporach tylko to "inne").

Edited by requal
Link to post
Share on other sites
22 godziny temu, davenieadiofil napisał:

Także jeden będzie lubił "basowe potwory na wypasie" a inny powie, że to nie jego brzmienie. Sprzęt to sprzęt, a jeszcze te wszystkie gusta i guściki... jest o czym rozmawiać.

Chyba do końca nie zrozumiałeś o czym pisałem ;)

Link to post
Share on other sites
W dniu 19.07.2018 o 05:45, requal napisał:

Prawda ostateczna: Kogo złapała choroba audiofilska ten ma przechlapane finansowo. :D

 

Czasem myślę, jak się wrzód na sumieniu odezwie, że najlepiej byłoby zostać przy jakimś ~Aim'ie i CAL'ach/Ultrasonach580, a potem blokada na internet. Niestety żeby nie było różowo wraz ze wzrostem "zamożności" ze smoczej jaskini wyłażą kondycjonery sieciowe, filtry IEC, kondensatory za 5000zł, złote kable i cmoye za 5000 zł (które na złość czasem okazuje się, że jednak grają, niestety zazwyczaj jak się takowe już sprzeda) . Etc, etc. :)Chyba, że się mylę?

A największy zysk ma przy tym zawsze Poczta Polska i kurierzy.

http://www.highfidelity.pl/@main-3307&amp;lang=

Poczytaj ren wywiad... Zobacz co ten facet mówi o tym co chce wyleżć z jaskini.

Edited by Lord Rayden
Link to post
Share on other sites
54 minuty temu, Lord Rayden napisał:

http://www.highfidelity.pl/@main-3307&amp;lang=

Poczytaj ren wywiad... Zobacz co ten facet mówi o tym co chce wyleżć z jaskini.

Ciekawy artykuł. Ja od początku w swojej przygody z audio idę ścieżką półśrodków niestety i bardziej zszedłem na stronę audiovoodoo (IC, kondy, opampy), albo może i faktycznie jakby się zastanowić stronę "jaśniejszego strojenia" (z dobrego jasnego systemu (z czystymi wysokimi) można equalizerem zrobić też i dobry ciemniejszy, w drugą stronę nie zawsze).

Edited by requal
  • Like 1
Link to post
Share on other sites
  • 3 months later...
  • 4 weeks later...
  • 5 months later...
W dniu 20.07.2018 o 15:25, davenieadiofil napisał:

Dwa zdania, a wyrażają więcej niż ten mój cały tekst ???

Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze psychoakustyka i mamy gotowy niezły problem... Każdy postrzega (albo raczej słyszy) dźwięk nieco inaczej, łatwo sobie wyobrazić taką sytuację: audiofil zaprasza do siebie drugiego kolegę audiofila, żeby pochwalić się właśnie skompletowanym zestawem audio. W oczach właściciela jest to komplet idealny. Włącza on płytę koledze, a ten zaczyna... wyrażać swoje zdanie ?

"Ty, wiesz co? Ja bym tutaj trochę wysokie podkorygował...

A czemu basu tak mało?

No fajnie, ale źródło mogłeś dać lepsze"

 

I tak dalej...

Po prostu dla jednego coś będzie ideałem, a ktoś inny znajdzie słabe punkty, choć to tylko jego opinia. Dlatego sprzęt zawsze najlepiej testować organoleptycznie ;) Także jeden będzie lubił "basowe potwory na wypasie" a inny powie, że to nie jego brzmienie. Sprzęt to sprzęt, a jeszcze te wszystkie gusta i guściki... jest o czym rozmawiać.

Między innymi czasami myślę czy nie rzucić trochę wszystkiego i kupić jakieś Beatsy albo inny "odmóżdżający" sprzęt audiovodoostereło, który po prostu gra ?


Dobry wątek. 

Dodam tak na szybko jedną uwagę: w przypadku np. odsłuchu na kolumnach dochodzi jeszcze do psychoakustyki akustyka pomieszczenia, która zazwyczaj ma dużo większy wpływ, aniżeli ludziom się wydaje. Ergo: dwie takie same kolumny mogą zagrać zupełnie inaczej w dwóch zupełnie innych pomieszczeniach. Na dodatek oczywiście mogą zagrać inaczej (w zasadzie nawet powinny) z inaczej brzmiącą elektroniką. 

 

  • Like 2
Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

  • Similar Content

    • By Nesper
      Kupię lekko używane w rozsądnej cenie słuchawki IEM Tin HiFi Plus. Jeśli komuś się znudziły, to zapraszam Priv.
    • By davenieadiofil
      Muszę sam sobie przyznać, że dawno mnie tu nie było... W międzyczasie z Kraju Ryżu i dobrej elektroniki przyleciały do mnie TRN V80 - absolutny hit wśród słuchawek z nieco wyższego pułapu cenowego niż wszystkie cuda świata za $5 pokroju VE Monk+ (nadal je mam i lubię). V80 kosztują zwykle w okolicach 50 dolarów, a swoją sztukę nabyłem z AK Audio Store na Aliexpress w zbawiennej kwocie 81zł, czyli +/- 20 dolarów przy obecnym kursie. Gdyby ktoś chciał je sobie zamówić, podaję link (wciąż są taniej). 
       
      Moje wrażenia po tygodniu intensywnego użytkowania są następujące
       
      Jakość wykonania - wszystko super, całe obudowy są wykonane z jakiegoś bardzo przyjemnego w dotyku metalu. Raczej będzie można je użytkować dzięki temu nieco dłużej. Przewód oczywiście wymienny na wtyki 2-pinowe 0.78mm. Niebieski wariant kolorystyczny prezentuje się wyśmienicie na żywo - żaden render tego nie odda Dysza na której trzymają się eartipy chyba też jest metalowa, ale mogę się mylić. W dotyku jest OK, średnica 5mm także trzeba sobie dobrać odpowiednie końcówki. Te z mniejszym wejściem o małej rozciągliwości raczej będą zeskakiwać. Tipsy dodane w zestawie są akceptowalne, ale raczej zalecam upgrade do czegoś innego zaraz po zakupie. 
       
      Kabel - bardzo fajny, czarny, błyszczący i pleciony. Optymalna miękkość, ale trochę za bardzo się plącze, mogłoby być nieco lepiej w tej cenie. Na ogromny plus to, że wtyk jack, splitter i obudowa pilota z mikrofonem (ta wersja za małą dopłatą) jest z metalu. Zawsze fajnie wpłynie na wytrzymałość w dłuższym dystansie. Brak efektu mikrofonowego na stockowym przewodzie bardzo mnie cieszy Pomimo wszystko rozważam zakup Yinyoo 8 core z miedzi posrebrzanej.
       
      Komfort - może być wygodnie pod warunkiem odpowiednio dobranych końcówek. Same słuchawki natomiast powinny pasować do różnych uszu, obudowy są zaokrąglone wszędzie i właściwie brak tu ostrych krawędzi. Dość długa dysza sprzyja dobrej izolacji, jeśli chodzi i jej poziom to ze standardowym silikonem jest zupełnie OK. Ulica w godzinach szczytu będzie całkiem porządnie wygłuszona, ale nie tak, żeby nie słyszeć nadciągającego samochodu (zalecam ostrożność na zebrze pomimo wszystko 😊)
       
      Dźwięk - no i najważniejsze... ach to brzmienie! Wykresy powiadają, że niby V-ka. Owszem tak jest, po uruchomieniu jakiejś dobrej elektroniki/house'u czy co tam jeszcze (Kygo, Skrillex, Aleksi Perala, Jean-Michel Jarre) słychać jak wciągające jest to brzmienie, ale w klasyce również daje radę 9/10. Góra jest raczej bez sybilantów, te usłyszałem do tej pory tylko na płycie If The Moon Turns Green Diany Panton. Może bardziej kwestia nagrań niż słuchawek, nie mnie oceniać. Średnica jak dla mnie ani trochę nie wycofana, klarowna jak nie wiem co, dużo szczegółów. Rzeczywiście słychać to podbicie w górnym środku zaraz przed wysokimi, ale przez większość czasu jest tam płynnie z jednoczesną rozdziałką jakiej oczekiwałbym od niektórych droższych konstrukcji (np. moje wokółuszne Sony MDR-7506). Środek naprawdę nieprzeciętny. Scena i obrazowanie zrobiły na mnie wrażenie, ale chyba przede wszystkim ta przestrzenność. Pozycjonowanie instrumentów na scenie jest naprawdę dobre jak na sprzęt w tej cenie, ale oddech między tonami wygrywa. Naprawdę przy niektórych nagraniach, które jeszcze wszystko potęgują mam wrażenie, że słuchawki oddychają (i to bardzo głęboko). Jeśli macie TRN V80 włączcie sobie Agnes Obel - Familar, albo Do Rycerzy, Do Szlachty, Do Mieszczan od Marcin Wasilewski Trio. Jest naprawdę genialnie! Na deser mamy basisko, albo basiątko... No nie wiem, to zależy czego słuchamy Naprawdę mnie zadziwił ten bas. Potrafi być tak głęboki, że czapki z głów. Nawet przy najbardziej ciężkich partiach elektroniki wciąż jest bardzo czysty i schodzi tak nisko, że gdybym miał piwnicę to i tak jest jeszcze niżej Natomiast niskie tony nie zostały zrobione na siłę, jak się słucha spokojnego jazzu czy klasyki to nic nie daje o sobie znać. Fantastyczna sprawa, dzięki temu słuchawki mnie nie męczą jak chcę dłużej posłuchać (np. godzinę bez większych przerw na niskiej głośności). Czystość dołu jakiej do tej pory nie spotkałem w żadnej słuchawce dokanałowej. Jestem pewien w 100% i naprawdę bym chciał, żeby FIBAE 4 potrafiły czasami aż tak słodko ryknąć. Charakterystyka basu najbardziej kojarzy mi się z Ferrari, albo jakimkolwiek innym supersamochodem. Jak chcę jechać normalnie to nawet się da bez palenia opon i wystrzału w kosmos po nawierzchni. Ale jedno mocniejsze depnięcie (czyli w tym przypadku włączenie dowolnej muzyki elektronicznej) i mamy pobudzenie bestii. Fantastyczna sprawa jak dla mnie
       
      Dobór żródła
      V80 świetnie się dogadują z moim DragonFly Black 1.5 w sensie równowagi tonalnej, tylko słyszę te parszywe szumy. Czarna ważka do najcichszych nie należy i raczej odradzam używania jej z dokanałówkami o wysokiej skuteczności. Czułość na poziomie 108dB i 24ohm impedancji jednak robią swoje. Z Galaxy Note 4 (wersja SM-N910C) trochę szumi, ale da się znieść. Ogólnie trochę gorsza dynamika, niż po podpięciu w Galaxy S4 (i9505), którego używam teraz jako DAPa i budzika Podsumowując - trzeba je trochę nakarmić możliwie czystym sygnałem (najlepiej jak najmniej szumu) z przyzwoitego DACa i będzie bardzo dobrze. Barwowo raczej fajnie będą się dogadywać ciepłe lub lekko rozjaśnione odtwarzacze/przetworniki z dobrym środkiem pasma. 
       
      Wstępna ocena ogólna 8/10. Fantastyczne słuchawki z dobrą ergonomią użytkowania, tylko ten kabel i tipsy są do wymiany. Bardzo dobre wykonanie w tych pieniądzach i brzmienie, które wciąga. Najbardziej widzę je dla fanów techno, minimalu i innej elektroniki, ale zaskakująco dobrze radzą sobie z jazzem, akustyką i ogólnie naturalnymi instrumentami. Nie dajcie się zwieść V-ce Na moje ucho, to V80 grają z wokalem, który na pewno nie ginie w miksie i nie jest czarną owcą leniwie podążającą za basem. Dźwięk jest ekscytujący i przestrzenny. Za pełną cenę mogę polecić, za kwotę 80zł gorąco rekomenduję!
       
    • By davenieadiofil
      "Eufonia (stgr. εὐφωνία euphonia – "piękne brzmienie") – to przyjemny brzmieniowo ton wypowiedzi, harmonijny dobór dźwięków."
      Wikipedia
       
       
      VE Monk to chińskie dzieło, które namieszało na rynku i zachwyciło nawet audiofilów z Chordami Hugo 2 i posiadającymi słuchawki wielokrotnie droższe (polecam poczytać Head-Fi o ile ktoś jeszcze tego nie zrobił). Postanowiłem, że muszę koniecznie sprawdzić co powoduje taki zachwyt nawet u ludzi, którzy na dźwięku zjedli zęby (i konto bankowe). Zwykle kiedy opisuje jakiś produkt, nie zaczynam bezpośrednio od jego ceny. Z VE Monk+ jest inaczej. Cena? 5 dolarów. Brzmienie? Możecie o nim przeczytać w recenzji, do której serdecznie zapraszam.
       
      Wygląd / wykonanie
      Słuchawki przychodzą do nas w plastikowym woreczku z zapięciem, w komplecie otrzymujemy same słuchawki oraz cztery pary gąbkowych "padów", które możemy założyć na obudowy dla większego komfortu. Same słuchawki są wykonane należycie, oczywiście z plastiku. Ten jest matowy, w mojej wersji półprzezroczysty i posiada ciemne zabarwienie (tzw. wersja "smoke"). Istnieje wiele odmian kolorystycznych Monków, z tego co się orientuje Venture Electronics co jakiś wypuszcza też limitowane edycje. Żadnej z nich nie miałem jeszcze okazji posiadać i testować, ale kto wie - może kiedyś coś się zamówi z Państwa Środka  
      Chwytając Monki w dłonie mamy wrażenie, że w obudowach nic nie ma - są bardzo lekkie, co sprzyja wygodzie użytkowania (o niej więcej za moment). Przewód posiada izolację, która nie mikrofonuje ani trochę, co w tej cenie uważam za ogromny plus. Zakończono go prostym wtykiem jack 3.5mm. Nie obraziłbym się za kątowo wykonane złącze, ale te które dała fabryka na szczęście wydaje się być  całkiem solidne i odporne na naprężenia. Moja wersja nie posiada pilota ani mikrofonu, ale takowy model Monków istnieje i kosztuje 11 dolarów. Całokształt wykonania oceniam na duży plus, nie ma się po prostu do czego przyczepić. 
       
      Komfort
      Jako, że są recenzowane słuchawki są tzw. pchełkami powinny być wygodne dla sporej ilości osób. W moim uchu, które jakieś ogromne nie jest, Monki leżą bardzo stabilnie i wygodnie. Zapewne wiele użytkowników ma podobne odczucia. Nie odczuwam dyskmofortu nawet po około dwóch godzinach słuchania. Jak już wcześniej wspomniałem, wraz ze słuchawkami otrzymujemy 4 pary małych gąbeczek, które możemy nałożyć na obudowy. Nie grzeszą one jakością, ale na szczęście to chińska taniocha. Venture Electronics ma w swojej ofercie coś co nazywa się Ex Pack. To zestaw, w którym otrzymujemy jeszcze więcej małych gąbek i dodatkowe nakładki, które mają pomóc w trzymaniu się słuchawek w naszym uchu.
       

       
      Brzmienie (Alleluja!!!)
      Na początek opisu dźwięku dodam tylko, że sprzęt testowałem wraz z Samsungiem Galaxy S4 oraz laptopem Toshiba C-660D. Do obu urządzeń Monki były podłączane bezpośrednio, tzn. bez dodatkowych wzmacniaczy i DAC’ów.
      Jak brzmi nieco legendarny chiński wytwór? Cóż najkrócej mówiąc - eufonia! Włączam piosenkę – jedna, druga, trzecia i  nie chce się ich wyjmować z uszu. Całokształt brzmienia Monków określiłbym jako dość ciepły, czysty,  z dobrym basem (jak na pchełki) i świetną rozdzielczością. Być może właśnie to przyciągnęło i nadal przyciąga nabywców tego sprzętu. Okej, czyli praktycznie za bezcen mamy produkt, który zapewnia "czyste brzmienie". Wiem, "czysty dźwięk" to najbardziej wyświechtane określenie w świecie audio. Przejdźmy więc do bardziej szczegółowego opisu.
       
      Basy - dość mocne jak na pchełki. Należy o tym cały czas pamiętać – jak na pchełki. Oczywiście niemal każde słuchawki dokanałowe zapewnią nam lepsze doznania w zakresie niskich tonów. Nie można mieć wszystkiego. Myślę, że basu jest prawie wystarczająco jeśli chodzi o ilość, a do samej jakości nie mam większych zastrzeżeń. Jest ciepły i  dość głęboki. Uwidacznia się bardziej gdy użyjemy  jednego z dołączonych kompletów gąbek. W porównaniu z innymi pchełkami, które miałem (Apple Earbuds, czyli poprzednik EarPodsów i Sony MDR-E805) słychać w Monkach poprawę jeśli chodzi o niskie pasma.
       
      Średnica  – Wyraźnie obecna, jak na moje ucho jest trochę podkreślona ponad resztę. To dobrze, ponieważ wszelka muzyka z wokalami brzmi świetnie. Maroon 5, Ania Dąbrowska, jazz – tego mogę na Monkach słuchać na okrągło ze względu na oferowane średnie tony. Jest czysto, z szeroką sceną i ogólnie dobrą wiernością przekazu. Jak na słuchawki w tej cenie można powiedzieć, że jest bezbłędnie.  Brawo!
       
      Tony wysokie  – Wow! Jak tu gładko! Tak właśnie sobie pomyślałem przy pierwszych utworach słuchanych na VE Monk. Swoją opinię podtrzymuję. Włączcie sobie jakąkolwiek elektronikę przez te chińskie cudo (polecam Flume), a przekonacie się. Góra nie kłuje mocno w uszy, jednocześnie ma świetną rozdzielczość jak na słuchawki w tak niskiej kwocie. Akustyczna muzyka z gitarami na pierwszym planie brzmi super (słuchałem duetu Iron & Wine). W bardzo wysokich częściach górnych rejestrów da się usłyszeć jakieś niewielkie zniekształcenia, ale to wybaczalne w produkcie budżetowym. Generalnie rzecz biorąc wysokie tony zostały zrobione porządnie, ponoć są też lepsze niż w oryginalnych VE Monkach (gdyby ktoś przysnął, to ja testuje model Monk+)
       
      Scena
      Co tu się dzieje?! Co ja kupiłem? ? Jest szeroko jak nie wiem co!!! Jak na pchełki wręcz niewyobrażalnie dobrze. Wokale może mamy lekko w głowie, ale reszta jest rozmieszczona ewidentnie na zewnątrz. Myślałem, że KZ ZST wraz ze srebrnym kablem są całkiem niezłe w tym względzie. Myliłem się. Słuchając muzyki bardziej szczegółowej i ciekawie zrealizowanej jak np. Biosphere czy Venetian Snares czuć prawdziwy potencjał Monków. Nawet miałki pop to pokazuje. Naprawdę jestem mile zaskoczony sceną tych słuchawek. Pół internetu chwali Venture Electronics za zadbanie o tą kwestię, ja też nie będę szczędził pochwał. VE Monk za szerokość sceny otrzymują moje całkowite, audiofilskie błogosławieństwo  
       
      Gdyby ktoś dopiero kupił te słuchawki, albo już je ma od dłuższego czasu, polecam poniższe utwory na przetestowanie sceny:
      Venetian Snares – Everything About You Is Special, Iron & Wine – On Your Wings, Flume – TRUST, Jean-Michel Jarre – Equinoxe, Pt. 5
       
      Nacieszcie sobie uszy pięknymi dźwiękami. Na zdrowie.
       
      Dla kogo VE Monk i do jakiej muzyki?
      A kupujcie i słuchajcie sobie co chcecie! Chyba właśnie na tym polega fenomen tego sprzętu – wydajesz mało, każdy gatunek muzyki brzmi świetnie. O to chodzi! Uważam, że tak się powinno robić słuchawki w ogóle, a co dopiero takie, które są tanie. Jeśli się obawiasz o to, że mogą się szybko zniszczyć, to kup sobie 5 sztuk od razu i hakuna matata  Jak ktoś nadal ma opory czy warto to naprawdę nie wiem co napisać… Ja na pewno nadal będę się w ten sprzęt wsłuchiwał. Venture Electronics stworzyło solidny brzmieniowo produkt na każdą kieszeń. Teraz w pełni rozumiem zachwyt społeczności audiofilskiej na Head-Fi i innych forach. Totalna rekomendacja z mojej strony!
       
      Podsumowanie:
      Kupować!!!
       
      Zalety:
      - cena
      - jakość dźwięku i scena
      - dobra rozdzielczość
      - wygoda użytkowania
      - kabel, który nie mikrofonuje
      - rewelacyjne do każdego gatunku muzyki
      - dobrze zagrają praktycznie ze wszystkim (laptop, telefon, odtwarzacz mobilny)
       
      Wady:
      - wtyk mógłby być zagięty pod kątem 90 stopni
      - czy w ogóle można się do czegoś bardziej przyczepić w sprzęcie za 5 dolarów?
       
       
       
       
       
       
       
       
       
    • By davenieadiofil
      Kilka szczegółów na początek:
      Kabel kupiłem na Aliexpress w cenie około 8 dolarów. Przyleciał do mnie w ciągu trzech tygodni. Zdjęcia w recenzji są mojego autorstwa. Zezwalam na ich wykorzystanie, pod warunkiem nadmienienia mojego nicku  Bez zbędnego przedłużania zapraszam do zagłębienia się w tekst, bo jest o czym pisać... 
       

       
      Wykonanie
       
      Producent w speyfikacji kabla podaje, że jest on wykonany z miedzi, a żyły są powleczone srebrem jedynie z zewnątrz. To tak dla ścisłości, gdyby ktoś się zastanawiał czy przewód jest cały ze srebra, czy domieszkowany. Z resztą nie oczekujmy w takim przedziale cenowym cudów - srebro w końcu jest szlachetnym i drogi materiałem. Ale nie do końca to jest przedmiotem niniejszego tekstu. Należałoby coś wspomnieć o wykonaniu, a te jest, moim skromnym zdaniem, świetne. Przewód jest pleciony, ma przezroczystą izolację, która nie mikrofonuje (!). Jak za te 8 dolarów, nie spodziewałem się tej cechy. Mogę szorować kablem po koszulce, przypadkiem ocierać o inne przedmioty, a ten nie wydaje żadnego szumu, który potem przechodziłby w stronę słuchawek. Brawo! Nieco brakuje pilota, który jest obecny w zwykłym miedziaku, ale nie można mieć wszystkiego. Pozostaje za to świetny, dość trwały wtyk zagięty pod kątem prostym.
       
      Sama izolacja jest dość miękka, bardzo giętka i przyjemna w dotyku. Przewód zakończono po obu stronach odcinkami z pamięcią kształtu (mają około 5-6cm długości, praktycznie tak samo jak standardowy "miedziak" dodawany przez KZ do ich produktów) i dwupinowymi złączami, do których możemy podłączyć kopułki słuchawek. Ja testowałem kabel wraz z moimi ZST, których recenzję możecie przeczytać na moim profilu.
       
      Brzmienie
       
      Jak więc brzmią KZ ZST podpięte tym przewodem? Jedno słowo - rewelacja  Już tłumaczę, o co afera. Otóż porównując bezpośrednio ze standardowym miedzianym kablem, na pierwszy plan rzuca się scena. Jak na IEMy jest jakoś tak... szeroko. Nie zrozumcie mnie źle, trochę srebra nie powoduje, że z słuchawek dousznych robią nam się nauszniki typu open-back  Tak to nie działa, ale wyraźnie usłyszałem różnicę w scenie i ogólnym obrazowaniu dźwięku. Gdybym miał to opisać bardziej konkretnie, to na standardowym przewodzie scena była ewidentnie w głowie, a teraz jest słyszalnie na zewnątrz. Słuchając Adele i nowego albumu J. Cole "KOD"  byłem pod sporym wrażeniem. Skoro już wspomniałem o hip-hopie, to muszę też napisać, że bas zrobił się piękny, taki mój "dokanałowy ideał". Nie ma mowy o "walących" do nas drzwiami i oknami niskich częstotliwościach. Bas nadal jest, ale uspokojony do stopnia kiedy jego ilość jest wystarczająca. Jest bardziej punktowy, nie rozlewa się na resztę pasm, pozostała mu głębia. KZ zrobiło naprawdę dobry przewód, skoro potrafi on słyszalnie zmienić coś w słuchawkach, które już są postrzegane za dobre. Szacuneczek.
       

       
      Podsumowanie
       
      Co ja mogę powiedzieć... jeśli macie jakieś słuchawki od KZ - kupujcie  Polecam go sto razy bardziej niż ten nieszczęsny moduł Bluetooth... Oczywiście każdy sam podejmie ostateczną decyzję, ale za około 8 dolarów nie zwlekałbym za długo. Dźwięk robi się jaśniejszy, bardziej szczegółowy, a w dodatku z tą szerszą sceną, która mnie ostro zszokowała (pozytywnie). W ogóle uważam, że zestaw jaki widzicie na powyższym zdjęciu jest naprawdę świetny, a kosztował mnie jakieś 23 dolary (słuchawki + przewód). Za tak małe pieniądze naprawdę warto, wasze Chi-Fi pokaże na tym kabelku prawdziwy pazur
       
       
      OGŁOSZENIA DUSZPASTERSKIE:
       
      Bardzo się cieszę, że bardziej doświadczeni ode mnie bywalcy forum czytają moje wypociny. Postaram się ulepszać, jeśli chodzi o pisanie tekstów, bo widzę, że ma to jakiś sens. 
      Z Chin lecą do mnie VE Monk. Jak już sobie posłucham, to naskrobię kilka zdań, dajcie mi tylko nieco czasu. Nie chcę nic pisać w pośpiechu/pod wpływem emocji, tylko prosto z serducha i żeby było wiarogodnie. W sieci i tak jest za wiele materiałów sponsorowanych, pisanych po łebkach. Chcę zachować jakiś poziom kultury w internecie  
       
      Jeszcze raz dziękuję innym użytkownikom za wsparcie. Kolejne recenzje wkrótce!
    • By davenieadiofil
      Moduł Bluetooth do słuchawek KZ ZST – recenzja
       
      Disclaimer:
      Sprzęt zakupiłem na Aliexpress za około 7 dolarów wraz  z darmową wysyłką. Dotarł do mnie wraz ze słuchawkami, których recenzję możecie już przeczytać na moim profilu. Wstrzymałem się jednak z kilku powodów z jego opisywaniem w recenzji. Postanowiłem napisać o nim kilka osobnych słów. Zapraszam do materiału.
       
       
       
      Wykonanie
      Moduł to w zasadzie kabel, zakończony na obu końcach kabelkiem z pamięcią kształtu i dwupinowymi złączami, do których podłączamy słuchawki. Prawy kabel jest krótszy od lewego, pilot idzie do nas z prawej strony co jest logiczne i wygodne. Plastik użyty do jego budowy jest w porządku. Matowy, z przyjemną w dotyku teksturą. Myślę, że jest to optimum jakiego oczekiwać można przy tak niskiej kwocie sprzętu. Sama jednostka pilota kryje w sobie baterię (o jej wytrzymałości nieco później), diodę sygnalizującą działanie modułu oraz trzy przyciski: plus/minus do regulacji głośności oraz wielofunkcyjny klawisz play/pauza. Można nim przeskakiwać utwory, działa to jak na zwykłym kablu, o którym pisałem w recenzji samych słuchawek, więc tutaj może nie będę się powtarzał. Pilot działa standardowo, jak 95% słuchawek przewodowych i tych na Bluetooth.
       
      Dźwięk
      Najważniejsza sprawa. Jak w końcu grają KZ ZST podpięte do tego wynalazku? Odpowiedź brzmi: DOBRZE! Charakter słuchawek zdecydowanie pozostaje. Dźwięk nadal jest szczegółowy, mam wrażenie, że jest tu więcej basu niż po zwykłym kabelku. Reszta pozostaje ta sama – czysta, wyraźna góra i przyjemna średnica. Wokale Louisa Armstronga, Elli Fitzgerald czy Lady Gagi pozostają przyjemne w odbiorze. Moduł Bluetooth generuje nieco szumu co jest standardowe dla tego typu rozwiązania, ale nie ma dramatu. Słyszymy go w zasadzie tylko gdy kończy się jeden utwór i za chwilę ma się zacząć następny. Przez te dwie sekundy myślę, że można to wybaczyć
       
      Bateria
      Akumulator wbudowany w ten moduł przy moim użytkowaniu (głośność w telefonie na około 1/4, 1/3 wartości) wytrzymuje jakieś 3 godziny. Więcej raczej z niego nie wycisnę.  Na plus należy zaliczyć to, że moduł możemy szybko naładować. Bateria nie imponuje, ale mówiąc o czasie pracy na jednym ładowaniu muszę też wspomnieć o pewnej istotnej kwestii…
       
       
      Łyżka dziegciu w beczce miodu
      Możliwość bezprzewodowego łączenia się z telefonem to naprawdę świetna sprawa. Muszę przyznać, że choć to moje pierwsze słuchawki na Bluetooth, mam mieszane uczucia. Jestem całym serduchem za rozwojem tej technologii, ale na litość boską – słuchawki takie najlepiej zdają egzamin, gdy mają dobry zasięg i stabilność połączenia! W przypadku KZ nie ma mowy o jakiejś stabilności. Muzyka potrafi mi się urwać na 2-3 sekundy podczas odtwarzania kiedy akurat robię coś w domu, a telefon spoczywa w kieszeni. Przykro mi to stwierdzić, ale usterki nieco usprawiedliwia cena – 7 dolarów to 7 dolarów. Dzięki takiemu taniemu wynalazkowi zrozumiałem za co m.in. płacimy w markowych, bezprzewodowych słuchawkach dousznych – oczywiście oprócz marki, jakości brzmienia chodzi w dużej mierze o antenę i jakość połączenia. Dusza Janusza trochę się we mnie odezwała, zakupując ten moduł, ale muszę przyznać, że nie pluję sobie w brodę. W końcu cena była niska, zawsze mogę też użyć klasycznego kabelka zakończonego złączem 3.5mm.
       
       
      Podsumowanie:
       
      Jeśli chcecie wejść nieco w świat bezprzewodowego audio, to możecie tym tworem od KZ zaryzykować. Podkreślam – zaryzykować. Od razu mówię, że możecie być nie do końca zadowoleni. Być może trafiłem wadliwą sztukę, pojęcia nie mam. Jednak nie zmienia to faktu, że lepiej zwiększyć swój budżet i kupić coś w stylu Jaybird’ów X3 (cena oscyluje w granicach 350zł). Po prostu nie będziecie się gryźć z niestabilnym połączeniem z waszym telefonem. Ciężko mi jakoś posumować twór chińskiej marki, bo z samego dźwięku jestem naprawdę zadowolony. Wniosek jest taki, że zasięg w prężnie rozwijającym się bezprzewodowym świecie to jednak podstawa…
       
       
       
      Zalety:
      - ładny dźwięk
      - stosunkowo małe szumy
      - cena
        Wady:
      - zasięg / stabilność połączenia Bluetooth
      - po części bateria, choć w tej cenie i tak jest akceptowalnie
      - przeciętne wykonanie (jak na cenę)
×
×
  • Create New...

Important Information

Register to have access to community resources. Forum rules Terms of Use and privacy anc cookies policy Privacy Policy