Skocz do zawartości
Uwaga konkurs! Wejściówki na AVS 2018 Czytaj więcej.. ×
davenieadiofil

Tanie "hi-fi" - moje spostrzeżenia

Rekomendowane odpowiedzi

Kilka ogólnych skrobnięć klawiaturą na temat dżwięku...

 

 Lubię recenzować sprzęty, bo audio to jedna z moich główniejszych pasji. Dlatego tym bardziej chce mi się testować rzeczy, które mogę sam nabyć. Dobrze jeśli nie są za drogie i nie trzeba operować setkami złotych do ich zakupu ;) Chciałbym w tym tekście przelać trochę swoich przemyśleń na temat taniego audio. Na potrzeby tekstu nazwijmy to „tanim Hi-Fi”. Przez takie pojęcie rozumiem przystępny cenowo sprzęt (najczęściej pochodzenia chińskiego), głównie od młodych firm, które dopiero powstają lub istnieją kilka lat (jak np. Venture Electronics)

 

Jakie jest więc moje ogólne stanowisko w kwestii taniego sprzętu audio? To zależy. Nie chodzi o sam sprzęt, który kosztuje grosze, bo można kupić byle jakie słuchawki za 3zł i cieszyć się, że niewiele ubyło z portfela. Chyba nie muszę mówić, że dźwięk będzie w tym wypadku kwestią dyskusyjną. Nie o to chodzi. Bardziej mam na myśli sprzęty, które mają świetny stosunek ceny do jakości, a przy tym nie rażą w oczy trzy lub cztero-cyfrowymi kwotami. Skoro już wyjaśniliśmy sobie kilka spraw, przejdę do meritum wypowiedzi

Tani i dobry sprzęt audio jest w mojej opinii świetną sprawą. To tak mówiąc najkrócej. Ale dlaczego? Jest kilka ważnych powodów. Po pierwsze, osoba, która nigdy wcześniej nie miała do czynienia z lepszym dźwiękiem, a w uszach całe życie miała jedynie EarPodsy i inne dziwne wynalazki, może niedużym kosztem spróbować czegoś ciekawszego. Jeśli weźmiemy za przykład słuchawki VE Monk Plus, które niedawno zrecenzowałem, to za śmiesznie niską kwotę mamy coś co już nam wskazuje kierunek myślenia:

 

„ Oho… gdzieś tam musi być lepsze audio…”

 

Nie każdy ma aż takie docenianie dla dźwięku, jak również warunki słuchowe, przez co tani (ale dobrze grający) produkt może być dobrym początkiem lub nawet końcem poszukiwań sprzętu. Dla nie-audiofila coś co będzie grało lepiej niż słuchawki, które dostaje z telefonem będzie zapewne wystarczające. Co jeśli jednak to zacznie nie wystarczać?

 

Hedfonus magikus

W tym momencie chciałbym nadmienić również drugi wariant całej sytuacji. Początkującej osobie zafascynowanej dźwiękiem (takiej jak ja), ale mającej ograniczone możliwości finansowe, tani sprzęt może być dopiero początkiem wyboistej, audiofilskiej ścieżki. Taki ktoś testując tańsze rzeczy wyrobi sobie „smak audio” (wymyślona nazwa robocza na potrzeby tekstu). Chodzi mi o to, że nawet mając 18 lat i świetne uszy, audiofilem nie zostaje się raczej z dnia na dzień. Trzeba się trochę „rozsmakować” i nabrać doświadczenia. Zilustruję to przykładem degustatora win, który też nie zostaje mistrzem w porównywaniu do siebie trunków w ciągu jednego popołudnia. To cały bagaż doświadczeń… Zapewne taka osoba zaczynała od tego co miała w domu – wyciągnęła wino „A” oraz wino „B” i zaczęła porównywać. Z czasem samemu dochodzi się do niuansów. To samo jest moim skromnym zdaniem z audio. Docenianie dobrego dźwięku i umiejętności porównywania wykształcają się z biegiem miesięcy i lat. Potrzeba tylko cierpliwości. Tak mam właśnie ja. W domu posiadam trzy komplety słuchawek, głośniki to nie końca mój klimat. Testując różne modele, mogę wyrobić sobie skalę porównawczą i punkty odniesienia. Moją referencją w słuchawkach nausznych są Sony MDR-7506, w IEMach królują póki co KZ ZST, a całości dopełniły przegadane w Internecie, rewelacyjne VE Monk Plus. I chyba właśnie to jest istotne. Żeby mieć jakieś porównanie, dobrze na początek zacząć od czegoś niedrogiego. Sprzęt za grosze sprawi, że łatwiej będzie ocenić (i docenić) ten za niemałe kwoty :) Pasja spowoduje, że drogi sprzęt z czasem jakoś do nas przyjdzie. Ja idę słuchać dalej, a wszystkim użytkownikom forum życzę żeby odnaleźli swój słuchawkowy ideał (o ile już tak się nie stało).

 

* dziękuję wszystkim za sporo like’ów pod recenzją VE Monków Plus. Ten sprzęt naprawdę fascynuje :) 

  • Like 6
  • Haha 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Rzecz z Chi-fi jest taka, że prędzej czy później wydasz na te wszystkie tanie słuchawki i odtwarzacze tyle samo, co na jeden prawdziwy zestaw hi-fi*. Działanie for i recenzji czasem jest już zwykłym fetyszyzmem. Recenzje budżetowego sprzętu są jak Dragon Z. "Mały gigant", "budget slayer", "bang for buck". Nowe niby zawsze lepsze od starego. Po doświadczeniu z KZ uważam, że jednak tego postępu za bardzo nie widać. W perspektywie 10 lat owszem, ale nie w tym tempie, w którym kolekcjonowałem to dziadostwo. Głównie widać różnice typu: inny rodzaj "całkiem-całkiem".
Dlatego może lepiej oddać dom pod hipotekę i od razu rzucić się na głęboką wodę. Inna sprawa, że pewnie nie docenisz jak Twoje gra bez tego stopniowego przesuwania granicy.

Tutaj przypomina mi się, że jakieś kilka lat temu byłem częścią "maszyny" i prowadziłem swojego bloga, gdzie jako biedny student usilnie próbowałem przekonać ludzi, że tanie też jest ok. Zabawne jak ludziom się przewrotnie zmienia opinia wraz z sytuacją życiową ;)
Ale tutaj mi się przypomina kolejna rzecz. Chyba nie ma większego faszyzmu, niż powiedzieć komuś, kto chce rzecz do 100zł powiedzieć, że nic ciekawego nie dostanie i musi wydać 1000!

*Wiem, na szczęście nie wszyscy są tak głupi jak ja, żeby tyle słuchawek kupować :D

  • Like 2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
25 minut temu, rhalf napisał:

Dlatego może lepiej oddać dom pod hipotekę i od razu rzucić się na głęboką wodę. Inna sprawa, że pewnie nie docenisz jak Twoje gra bez tego stopniowego przesuwania granicy.

Tutaj przypomina mi się, że jakieś kilka lat temu byłem częścią "maszyny" i prowadziłem swojego bloga, gdzie jako biedny student usilnie próbowałem przekonać ludzi, że tanie też jest ok. Zabawne jak ludziom się przewrotnie zmienia opinia wraz z sytuacją życiową ;)


*Wiem, na szczęście nie wszyscy są tak głupi jak ja, żeby tyle słuchawek kupować :D

Zawsze można sprzedać się do niewoli czy coś ? Styknie na wzmacniacz McIntosha i jakieś hi-endowe Grado... Tanie też jest OK, to fakt. Po prostu jak komuś się zmieni sytuacja finansowa, to może sobie kupić coś lepszego, nie negowałem tego i chyba nigdy nie bedę. Sam jakbym miał troszkę lepiej z sianem to Etymotic ER4-PT byłyby u mnie od razu ?

  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Na tą chwilę mam doki od tfz za dwie stówki, dla mnie brzmią kozacko, pewnie dlatego, że nigdy nie słyszałem lepszych :D Choć zdecydowanie da się odczuć mocno przeciętną jakość wykonania.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja mogę się wypowiedzieć z mojego doświadczenia.

Na samym początku miałem wieże zintegrowaną, wtedy nie jakość się dla mnie liczyła (a może nawet nie wiedziałem że może być lepiej), ale muzyka... słuchanie ulubionych płyt zespołów.. koncertów z vhs (to przecież nie mogło dobrze grać).

Jak to w życiu bywa, kumpel miał kumpla co miał techniksa i yamahe.. uff ale to grało.. sami postanowiliśmy kupić coś podobnego... potem mniejsze NADy... średnie CA i kolumny Monitor Audio... teraz mam najwyższy model CA i kolumny Studio 16Hz... jedno co po tym czasie wiem... że się uczymy słuchać, zaczynamy dostrzegać inne dźwięki w muzyce.. co innego zaczyna się nam podobać. Teraz pewnie będę przechodził na lampy. Generalnie nie ważne z czego słuchamy i ile to kosztuje, tylko czy sprawia nam to radość i frajdę. Już wiem ze słuch i umysł uczą się sycić coraz lepszą jakością dźwięku... tego nie ma odrazu.. doceniamy to po czasie. Polecam słuchać, słuchać.... słuchać..

  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Prawda ostateczna: Kogo złapała choroba audiofilska ten ma przechlapane finansowo. :D

 

Czasem myślę, jak się wrzód na sumieniu odezwie, że najlepiej byłoby zostać przy jakimś ~Aim'ie i CAL'ach/Ultrasonach580, a potem blokada na internet. Niestety żeby nie było różowo wraz ze wzrostem "zamożności" ze smoczej jaskini wyłażą kondycjonery sieciowe, filtry IEC, kondensatory za 5000zł, złote kable i cmoye za 5000 zł (które na złość czasem okazuje się, że jednak grają, niestety zazwyczaj jak się takowe już sprzeda) . Etc, etc. :)Chyba, że się mylę?

A największy zysk ma przy tym zawsze Poczta Polska i kurierzy.

  • Like 2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, requal napisał:

Prawda ostateczna: Kogo złapała choroba audiofilska ten ma przechlapane finansowo. :D

 

Czasem myślę, jak się wrzód na sumieniu odezwie, że najlepiej byłoby zostać przy jakimś ~Aim'ie i CAL'ach/Ultrasonach580, a potem blokada na internet. Niestety żeby nie było różowo wraz ze wzrostem "zamożności" ze smoczej jaskini wyłażą kondycjonery sieciowe, filtry IEC, kondensatory za 5000zł, złote kable i cmoye za 5000 zł (które na złość czasem okazuje się, że jednak grają, niestety zazwyczaj jak się takowe już sprzeda) . Etc, etc. :)Chyba, że się mylę?

A największy zysk ma przy tym zawsze Poczta Polska i kurierzy.

 

Mylisz się tylko w jednym, największy zysk mają producenci tych wszystkich zabawek ...

  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
37 minut temu, chico99 napisał:

 

Mylisz się tylko w jednym, największy zysk mają producenci tych wszystkich zabawek ...

Możliwe, ale łatwego życia z audiofilami pewnie też nie mają. Każdy ma takiego Misia na jakiego go stać.. :)

  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
48 minut temu, chico99 napisał:

 

Mylisz się tylko w jednym, największy zysk mają producenci tych wszystkich zabawek ...

@chico99 niestety ne producenci mają największy zysk. Najwięcej zarabiają agencje reklamowe, rząd nasz polski i pośrednicy czyli sprzedawcy

  • Like 2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
20 godzin temu, davenieadiofil napisał:

Taki ktoś testując tańsze rzeczy wyrobi sobie „smak audio” [...] Sprzęt za grosze sprawi, że łatwiej będzie ocenić (i docenić) ten za niemałe kwoty :)

Do tych dwóch rzeczy małe sprostowanie:

1) Wbrew pozorom takie wyrobienie sobie "smaku audio" może okazać się zwodnicze, bo to co nam przeszkadza w tanich słuchawkach, zostanie podniesione jakościowo na zdecydowanie wyższy poziom, może okazać się tym co nas kręci. Wystarczy przejrzeć forum by np. znaleźć ludzi, którzy nie trawią tanich basowych słuchawek, a uwielbiają basowe potwory na wypasie. Po prostu nagle nie przesłania on reszty dźwięku i jest dobrze poukładany.

2) Z docenieniem droższego sprzętu wcale nie jest tak łatwo ;) Z reguły pierwszy kontakt wygląda na zasadzie "gra trochę lepiej/inaczej". To raczej codzienne korzystanie ze sprzętu wyższej klasy pozwala łatwiej go docenić w starciu z budżetowcami, w których zaczynają nam przeszkadzać kompromisy. Choć na szczęście można znaleźć niedrogie brzmienie o takiej sygnaturze, że kompromisy robią się mało ważne ;)

  • Like 2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
18 minut temu, Inszy napisał:

 

2) Z docenieniem droższego sprzętu wcale nie jest tak łatwo ;) Z reguły pierwszy kontakt wygląda na zasadzie "gra trochę lepiej/inaczej". To raczej codzienne korzystanie ze sprzętu wyższej klasy pozwala łatwiej go docenić w starciu z budżetowcami, w których zaczynają nam przeszkadzać kompromisy. Choć na szczęście można znaleźć niedrogie brzmienie o takiej sygnaturze, że kompromisy robią się mało ważne ;)

I tutaj pełna zgoda. Ja najbardziej słyszę różnicę jak wracam z kilku dniowego wyjazdu/delegacji/urlopu... słucha tam człowiek muzyki na słabszym sprzęcie, z radia samochodowego, czy w jakim barze... potem wraca, włącza sprzęt... i dzieje się magia. Uwielbiam te pierwsze dwie godziny gdy słyszę jak jakość płynącą z głośników... potem słuch/umysł się przyzwyczaja do dobrego? Polecam każdemu zrobić sobie czasem klika dni wolnego od naszego "wypasionego" sprzętu.

  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja staram się kupić okazyjnie sprzęt, wtedy nie tracę dużo na odsprzedaży i mam nowe wrażenia dźwiękowe :D . 

Aktualnie z kolumn posiadam Jamo MFB90 i mógłby to być dla mnie koniec poszukiwań, ale z chęcią kupię wysoki model philipsa z tym systemem.  Gra to cudnie, jest małe jak na jakość basu i lata produkcji, do tego tanie. Szkoda, że to głównie modele z lat ~70 przez co nie wiadomo kiedy coś padnie.
W kwestii słuchawek doszedłem do wniosku, że wybiorę firmę którą lubię i jeśli brzmienie  będzie mi odpowiadać to nie zmienię.  Jak się okazało sony ex1000 były strzałem w 10, tym bardziej, że za pół ceny.  Teraz tylko odtwarzacz dokupić :P .

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 18.07.2018 o 16:42, rhalf napisał:

Rzecz z Chi-fi jest taka, że prędzej czy później wydasz na te wszystkie tanie słuchawki i odtwarzacze tyle samo, co na jeden prawdziwy zestaw hi-fi*. Działanie for i recenzji czasem jest już zwykłym fetyszyzmem. Recenzje budżetowego sprzętu są jak Dragon Z. "Mały gigant", "budget slayer", "bang for buck". Nowe niby zawsze lepsze od starego. Po doświadczeniu z KZ uważam, że jednak tego postępu za bardzo nie widać. W perspektywie 10 lat owszem, ale nie w tym tempie, w którym kolekcjonowałem to dziadostwo. Głównie widać różnice typu: inny rodzaj "całkiem-całkiem".
Dlatego może lepiej oddać dom pod hipotekę i od razu rzucić się na głęboką wodę. Inna sprawa, że pewnie nie docenisz jak Twoje gra bez tego stopniowego przesuwania granicy.

 

To status quo w branży audio jest podtrzymywane przez takich narwańców, jak większość nas tu zebranych. Kupi się jedno, drugie, trzecie i zachwyca się pod niebiosa - o jezu, jaka detaliczność, jaka ogromna scena, ale to się fenomenalnie zgra z <wstaw kombo/amp>. Na koniec jeszcze ktoś naskrobie recenzję vintage, aby pozachwycać się "jak to kiedyś było" i wszyscy są szczęśliwi. A realnego progresu, przynajmniej my, jako konsumenci, nie do końca mamy okazję zauważyć. Rynek się jeszcze nie przesycił na tyle, aby ktoś wyszedł znacząco ponad szereg. Może to dlatego chi-fi staje się obecnie tak popularne: 4+ przetworniki/armatura za cenę pchełek z Mediamarkt to powiew świeżości, nie ważne, czy rzekomą klasę grania dopowiadamy sobie sami.

  • Like 3

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 18.07.2018 o 18:45, Corvin74 napisał:

Generalnie nie ważne z czego słuchamy i ile to kosztuje, tylko czy sprawia nam to radość i frajdę.

(...)

Polecam słuchać, słuchać.... słuchać..

Dwa zdania, a wyrażają więcej niż ten mój cały tekst ???

W dniu 19.07.2018 o 10:42, Inszy napisał:

Do tych dwóch rzeczy małe sprostowanie:

1) Wbrew pozorom takie wyrobienie sobie "smaku audio" może okazać się zwodnicze, bo to co nam przeszkadza w tanich słuchawkach, zostanie podniesione jakościowo na zdecydowanie wyższy poziom, może okazać się tym co nas kręci. Wystarczy przejrzeć forum by np. znaleźć ludzi, którzy nie trawią tanich basowych słuchawek, a uwielbiają basowe potwory na wypasie. Po prostu nagle nie przesłania on reszty dźwięku i jest dobrze poukładany.

2) Z docenieniem droższego sprzętu wcale nie jest tak łatwo ;) Z reguły pierwszy kontakt wygląda na zasadzie "gra trochę lepiej/inaczej". To raczej codzienne korzystanie ze sprzętu wyższej klasy pozwala łatwiej go docenić w starciu z budżetowcami, w których zaczynają nam przeszkadzać kompromisy. Choć na szczęście można znaleźć niedrogie brzmienie o takiej sygnaturze, że kompromisy robią się mało ważne ;)

Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze psychoakustyka i mamy gotowy niezły problem... Każdy postrzega (albo raczej słyszy) dźwięk nieco inaczej, łatwo sobie wyobrazić taką sytuację: audiofil zaprasza do siebie drugiego kolegę audiofila, żeby pochwalić się właśnie skompletowanym zestawem audio. W oczach właściciela jest to komplet idealny. Włącza on płytę koledze, a ten zaczyna... wyrażać swoje zdanie ?

"Ty, wiesz co? Ja bym tutaj trochę wysokie podkorygował...

A czemu basu tak mało?

No fajnie, ale źródło mogłeś dać lepsze"

 

I tak dalej...

Po prostu dla jednego coś będzie ideałem, a ktoś inny znajdzie słabe punkty, choć to tylko jego opinia. Dlatego sprzęt zawsze najlepiej testować organoleptycznie ;) Także jeden będzie lubił "basowe potwory na wypasie" a inny powie, że to nie jego brzmienie. Sprzęt to sprzęt, a jeszcze te wszystkie gusta i guściki... jest o czym rozmawiać.

W dniu 19.07.2018 o 11:06, Corvin74 napisał:

Polecam każdemu zrobić sobie czasem klika dni wolnego od naszego "wypasionego" sprzętu.

Między innymi czasami myślę czy nie rzucić trochę wszystkiego i kupić jakieś Beatsy albo inny "odmóżdżający" sprzęt audiovodoostereło, który po prostu gra ?

  • Like 2
  • Haha 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, davenieadiofil napisał:

Między innymi czasami myślę czy nie rzucić trochę wszystkiego i kupić jakieś Beatsy albo inny "odmóżdżający" sprzęt audiovodoostereło, który po prostu gra ?

Nie... raczej poszukaj innej muzyki... czegoś nowego... posłuchaj playlisty kumpla, możesz się czasem nieźle zaskoczyć lub odkryć nowe źródło inspiracji. Choć to zawsze ryzyko, że nasze słuchawki okażą się niezdatne do tej muzyki... hi..hi...?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nic gorszego niż taki dryf w subiektywizm. Samemu trzeba też umieć dokonać takiej oceny, ale z pewną pokorą. :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
4 godziny temu, requal napisał:

Nic gorszego niż taki dryf w subiektywizm

Jak może być inaczej skoro obiektywizm tak naprawdę nie istnieje. Zdanie każdego człowieka chćby nie wiem jak się zapierał, że jest inaczej jest subiektywne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No.. przemyślałem sobie to jeszcze..  to wszystko jest bardziej skomplikowane niż się wydaje i nie narasta wykładniczo / liniowo (to budzi słuszny sprzeciw). Są te różne sygnatury dźwięku (*chciaż neutralność jest dla dźwięków najlepsza - nic nie ginie), są różni ludzie z różnymi preferencjami oraz z różnym stopniem rozwoju muzycznego odbioru (rozumienia muzyki i sprzętu też). W jakimś sensie to, że coś się komuś podoba jest niezaprzeczalnie dobre dla niego, ale też nie stanowi jednak absolutnej miary wykładniczej, czy "punktu podparcia ziemi". Gdyby to tak zamknąć, to przypominałoby to jakąś formę muzycznego autyzmu. Taka zasadna krytyka jest narzędziem, które rozwija i musi się odnosić do czegoś lepszego obiektywnie, a nie tylko innego (chociaż czasami forsowane jest w sporach tylko to "inne").

Edytowane przez requal

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
22 godziny temu, davenieadiofil napisał:

Także jeden będzie lubił "basowe potwory na wypasie" a inny powie, że to nie jego brzmienie. Sprzęt to sprzęt, a jeszcze te wszystkie gusta i guściki... jest o czym rozmawiać.

Chyba do końca nie zrozumiałeś o czym pisałem ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 19.07.2018 o 05:45, requal napisał:

Prawda ostateczna: Kogo złapała choroba audiofilska ten ma przechlapane finansowo. :D

 

Czasem myślę, jak się wrzód na sumieniu odezwie, że najlepiej byłoby zostać przy jakimś ~Aim'ie i CAL'ach/Ultrasonach580, a potem blokada na internet. Niestety żeby nie było różowo wraz ze wzrostem "zamożności" ze smoczej jaskini wyłażą kondycjonery sieciowe, filtry IEC, kondensatory za 5000zł, złote kable i cmoye za 5000 zł (które na złość czasem okazuje się, że jednak grają, niestety zazwyczaj jak się takowe już sprzeda) . Etc, etc. :)Chyba, że się mylę?

A największy zysk ma przy tym zawsze Poczta Polska i kurierzy.

http://www.highfidelity.pl/@main-3307&amp;lang=

Poczytaj ren wywiad... Zobacz co ten facet mówi o tym co chce wyleżć z jaskini.

Edytowane przez Lord Rayden

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
54 minuty temu, Lord Rayden napisał:

http://www.highfidelity.pl/@main-3307&amp;lang=

Poczytaj ren wywiad... Zobacz co ten facet mówi o tym co chce wyleżć z jaskini.

Ciekawy artykuł. Ja od początku w swojej przygody z audio idę ścieżką półśrodków niestety i bardziej zszedłem na stronę audiovoodoo (IC, kondy, opampy), albo może i faktycznie jakby się zastanowić stronę "jaśniejszego strojenia" (z dobrego jasnego systemu (z czystymi wysokimi) można equalizerem zrobić też i dobry ciemniejszy, w drugą stronę nie zawsze).

Edytowane przez requal
  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

wszystko zależy od wymagań, ale ogólna zasada g.wno dasz, g.wno masz ma tutaj zastosowanie:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
5 minut temu, altis napisał:

wszystko zależy od wymagań, ale ogólna zasada g.wno dasz, g.wno masz ma tutaj zastosowanie:)

Bzdura kompletna.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Podobna zawartość

    • Przez davenieadiofil
      "Eufonia (stgr. εὐφωνία euphonia – "piękne brzmienie") – to przyjemny brzmieniowo ton wypowiedzi, harmonijny dobór dźwięków."
      Wikipedia
       
       
      VE Monk to chińskie dzieło, które namieszało na rynku i zachwyciło nawet audiofilów z Chordami Hugo 2 i posiadającymi słuchawki wielokrotnie droższe (polecam poczytać Head-Fi o ile ktoś jeszcze tego nie zrobił). Postanowiłem, że muszę koniecznie sprawdzić co powoduje taki zachwyt nawet u ludzi, którzy na dźwięku zjedli zęby (i konto bankowe). Zwykle kiedy opisuje jakiś produkt, nie zaczynam bezpośrednio od jego ceny. Z VE Monk+ jest inaczej. Cena? 5 dolarów. Brzmienie? Możecie o nim przeczytać w recenzji, do której serdecznie zapraszam.
       
      Wygląd / wykonanie
      Słuchawki przychodzą do nas w plastikowym woreczku z zapięciem, w komplecie otrzymujemy same słuchawki oraz cztery pary gąbkowych "padów", które możemy założyć na obudowy dla większego komfortu. Same słuchawki są wykonane należycie, oczywiście z plastiku. Ten jest matowy, w mojej wersji półprzezroczysty i posiada ciemne zabarwienie (tzw. wersja "smoke"). Istnieje wiele odmian kolorystycznych Monków, z tego co się orientuje Venture Electronics co jakiś wypuszcza też limitowane edycje. Żadnej z nich nie miałem jeszcze okazji posiadać i testować, ale kto wie - może kiedyś coś się zamówi z Państwa Środka  
      Chwytając Monki w dłonie mamy wrażenie, że w obudowach nic nie ma - są bardzo lekkie, co sprzyja wygodzie użytkowania (o niej więcej za moment). Przewód posiada izolację, która nie mikrofonuje ani trochę, co w tej cenie uważam za ogromny plus. Zakończono go prostym wtykiem jack 3.5mm. Nie obraziłbym się za kątowo wykonane złącze, ale te które dała fabryka na szczęście wydaje się być  całkiem solidne i odporne na naprężenia. Moja wersja nie posiada pilota ani mikrofonu, ale takowy model Monków istnieje i kosztuje 11 dolarów. Całokształt wykonania oceniam na duży plus, nie ma się po prostu do czego przyczepić. 
       
      Komfort
      Jako, że są recenzowane słuchawki są tzw. pchełkami powinny być wygodne dla sporej ilości osób. W moim uchu, które jakieś ogromne nie jest, Monki leżą bardzo stabilnie i wygodnie. Zapewne wiele użytkowników ma podobne odczucia. Nie odczuwam dyskmofortu nawet po około dwóch godzinach słuchania. Jak już wcześniej wspomniałem, wraz ze słuchawkami otrzymujemy 4 pary małych gąbeczek, które możemy nałożyć na obudowy. Nie grzeszą one jakością, ale na szczęście to chińska taniocha. Venture Electronics ma w swojej ofercie coś co nazywa się Ex Pack. To zestaw, w którym otrzymujemy jeszcze więcej małych gąbek i dodatkowe nakładki, które mają pomóc w trzymaniu się słuchawek w naszym uchu.
       

       
      Brzmienie (Alleluja!!!)
      Na początek opisu dźwięku dodam tylko, że sprzęt testowałem wraz z Samsungiem Galaxy S4 oraz laptopem Toshiba C-660D. Do obu urządzeń Monki były podłączane bezpośrednio, tzn. bez dodatkowych wzmacniaczy i DAC’ów.
      Jak brzmi nieco legendarny chiński wytwór? Cóż najkrócej mówiąc - eufonia! Włączam piosenkę – jedna, druga, trzecia i  nie chce się ich wyjmować z uszu. Całokształt brzmienia Monków określiłbym jako dość ciepły, czysty,  z dobrym basem (jak na pchełki) i świetną rozdzielczością. Być może właśnie to przyciągnęło i nadal przyciąga nabywców tego sprzętu. Okej, czyli praktycznie za bezcen mamy produkt, który zapewnia "czyste brzmienie". Wiem, "czysty dźwięk" to najbardziej wyświechtane określenie w świecie audio. Przejdźmy więc do bardziej szczegółowego opisu.
       
      Basy - dość mocne jak na pchełki. Należy o tym cały czas pamiętać – jak na pchełki. Oczywiście niemal każde słuchawki dokanałowe zapewnią nam lepsze doznania w zakresie niskich tonów. Nie można mieć wszystkiego. Myślę, że basu jest prawie wystarczająco jeśli chodzi o ilość, a do samej jakości nie mam większych zastrzeżeń. Jest ciepły i  dość głęboki. Uwidacznia się bardziej gdy użyjemy  jednego z dołączonych kompletów gąbek. W porównaniu z innymi pchełkami, które miałem (Apple Earbuds, czyli poprzednik EarPodsów i Sony MDR-E805) słychać w Monkach poprawę jeśli chodzi o niskie pasma.
       
      Średnica  – Wyraźnie obecna, jak na moje ucho jest trochę podkreślona ponad resztę. To dobrze, ponieważ wszelka muzyka z wokalami brzmi świetnie. Maroon 5, Ania Dąbrowska, jazz – tego mogę na Monkach słuchać na okrągło ze względu na oferowane średnie tony. Jest czysto, z szeroką sceną i ogólnie dobrą wiernością przekazu. Jak na słuchawki w tej cenie można powiedzieć, że jest bezbłędnie.  Brawo!
       
      Tony wysokie  – Wow! Jak tu gładko! Tak właśnie sobie pomyślałem przy pierwszych utworach słuchanych na VE Monk. Swoją opinię podtrzymuję. Włączcie sobie jakąkolwiek elektronikę przez te chińskie cudo (polecam Flume), a przekonacie się. Góra nie kłuje mocno w uszy, jednocześnie ma świetną rozdzielczość jak na słuchawki w tak niskiej kwocie. Akustyczna muzyka z gitarami na pierwszym planie brzmi super (słuchałem duetu Iron & Wine). W bardzo wysokich częściach górnych rejestrów da się usłyszeć jakieś niewielkie zniekształcenia, ale to wybaczalne w produkcie budżetowym. Generalnie rzecz biorąc wysokie tony zostały zrobione porządnie, ponoć są też lepsze niż w oryginalnych VE Monkach (gdyby ktoś przysnął, to ja testuje model Monk+)
       
      Scena
      Co tu się dzieje?! Co ja kupiłem? ? Jest szeroko jak nie wiem co!!! Jak na pchełki wręcz niewyobrażalnie dobrze. Wokale może mamy lekko w głowie, ale reszta jest rozmieszczona ewidentnie na zewnątrz. Myślałem, że KZ ZST wraz ze srebrnym kablem są całkiem niezłe w tym względzie. Myliłem się. Słuchając muzyki bardziej szczegółowej i ciekawie zrealizowanej jak np. Biosphere czy Venetian Snares czuć prawdziwy potencjał Monków. Nawet miałki pop to pokazuje. Naprawdę jestem mile zaskoczony sceną tych słuchawek. Pół internetu chwali Venture Electronics za zadbanie o tą kwestię, ja też nie będę szczędził pochwał. VE Monk za szerokość sceny otrzymują moje całkowite, audiofilskie błogosławieństwo  
       
      Gdyby ktoś dopiero kupił te słuchawki, albo już je ma od dłuższego czasu, polecam poniższe utwory na przetestowanie sceny:
      Venetian Snares – Everything About You Is Special, Iron & Wine – On Your Wings, Flume – TRUST, Jean-Michel Jarre – Equinoxe, Pt. 5
       
      Nacieszcie sobie uszy pięknymi dźwiękami. Na zdrowie.
       
      Dla kogo VE Monk i do jakiej muzyki?
      A kupujcie i słuchajcie sobie co chcecie! Chyba właśnie na tym polega fenomen tego sprzętu – wydajesz mało, każdy gatunek muzyki brzmi świetnie. O to chodzi! Uważam, że tak się powinno robić słuchawki w ogóle, a co dopiero takie, które są tanie. Jeśli się obawiasz o to, że mogą się szybko zniszczyć, to kup sobie 5 sztuk od razu i hakuna matata  Jak ktoś nadal ma opory czy warto to naprawdę nie wiem co napisać… Ja na pewno nadal będę się w ten sprzęt wsłuchiwał. Venture Electronics stworzyło solidny brzmieniowo produkt na każdą kieszeń. Teraz w pełni rozumiem zachwyt społeczności audiofilskiej na Head-Fi i innych forach. Totalna rekomendacja z mojej strony!
       
      Podsumowanie:
      Kupować!!!
       
      Zalety:
      - cena
      - jakość dźwięku i scena
      - dobra rozdzielczość
      - wygoda użytkowania
      - kabel, który nie mikrofonuje
      - rewelacyjne do każdego gatunku muzyki
      - dobrze zagrają praktycznie ze wszystkim (laptop, telefon, odtwarzacz mobilny)
       
      Wady:
      - wtyk mógłby być zagięty pod kątem 90 stopni
      - czy w ogóle można się do czegoś bardziej przyczepić w sprzęcie za 5 dolarów?
       
       
       
       
       
       
       
       
       
    • Przez davenieadiofil
      Kilka szczegółów na początek:
      Kabel kupiłem na Aliexpress w cenie około 8 dolarów. Przyleciał do mnie w ciągu trzech tygodni. Zdjęcia w recenzji są mojego autorstwa. Zezwalam na ich wykorzystanie, pod warunkiem nadmienienia mojego nicku  Bez zbędnego przedłużania zapraszam do zagłębienia się w tekst, bo jest o czym pisać... 
       

       
      Wykonanie
       
      Producent w speyfikacji kabla podaje, że jest on wykonany z miedzi, a żyły są powleczone srebrem jedynie z zewnątrz. To tak dla ścisłości, gdyby ktoś się zastanawiał czy przewód jest cały ze srebra, czy domieszkowany. Z resztą nie oczekujmy w takim przedziale cenowym cudów - srebro w końcu jest szlachetnym i drogi materiałem. Ale nie do końca to jest przedmiotem niniejszego tekstu. Należałoby coś wspomnieć o wykonaniu, a te jest, moim skromnym zdaniem, świetne. Przewód jest pleciony, ma przezroczystą izolację, która nie mikrofonuje (!). Jak za te 8 dolarów, nie spodziewałem się tej cechy. Mogę szorować kablem po koszulce, przypadkiem ocierać o inne przedmioty, a ten nie wydaje żadnego szumu, który potem przechodziłby w stronę słuchawek. Brawo! Nieco brakuje pilota, który jest obecny w zwykłym miedziaku, ale nie można mieć wszystkiego. Pozostaje za to świetny, dość trwały wtyk zagięty pod kątem prostym.
       
      Sama izolacja jest dość miękka, bardzo giętka i przyjemna w dotyku. Przewód zakończono po obu stronach odcinkami z pamięcią kształtu (mają około 5-6cm długości, praktycznie tak samo jak standardowy "miedziak" dodawany przez KZ do ich produktów) i dwupinowymi złączami, do których możemy podłączyć kopułki słuchawek. Ja testowałem kabel wraz z moimi ZST, których recenzję możecie przeczytać na moim profilu.
       
      Brzmienie
       
      Jak więc brzmią KZ ZST podpięte tym przewodem? Jedno słowo - rewelacja  Już tłumaczę, o co afera. Otóż porównując bezpośrednio ze standardowym miedzianym kablem, na pierwszy plan rzuca się scena. Jak na IEMy jest jakoś tak... szeroko. Nie zrozumcie mnie źle, trochę srebra nie powoduje, że z słuchawek dousznych robią nam się nauszniki typu open-back  Tak to nie działa, ale wyraźnie usłyszałem różnicę w scenie i ogólnym obrazowaniu dźwięku. Gdybym miał to opisać bardziej konkretnie, to na standardowym przewodzie scena była ewidentnie w głowie, a teraz jest słyszalnie na zewnątrz. Słuchając Adele i nowego albumu J. Cole "KOD"  byłem pod sporym wrażeniem. Skoro już wspomniałem o hip-hopie, to muszę też napisać, że bas zrobił się piękny, taki mój "dokanałowy ideał". Nie ma mowy o "walących" do nas drzwiami i oknami niskich częstotliwościach. Bas nadal jest, ale uspokojony do stopnia kiedy jego ilość jest wystarczająca. Jest bardziej punktowy, nie rozlewa się na resztę pasm, pozostała mu głębia. KZ zrobiło naprawdę dobry przewód, skoro potrafi on słyszalnie zmienić coś w słuchawkach, które już są postrzegane za dobre. Szacuneczek.
       

       
      Podsumowanie
       
      Co ja mogę powiedzieć... jeśli macie jakieś słuchawki od KZ - kupujcie  Polecam go sto razy bardziej niż ten nieszczęsny moduł Bluetooth... Oczywiście każdy sam podejmie ostateczną decyzję, ale za około 8 dolarów nie zwlekałbym za długo. Dźwięk robi się jaśniejszy, bardziej szczegółowy, a w dodatku z tą szerszą sceną, która mnie ostro zszokowała (pozytywnie). W ogóle uważam, że zestaw jaki widzicie na powyższym zdjęciu jest naprawdę świetny, a kosztował mnie jakieś 23 dolary (słuchawki + przewód). Za tak małe pieniądze naprawdę warto, wasze Chi-Fi pokaże na tym kabelku prawdziwy pazur
       
       
      OGŁOSZENIA DUSZPASTERSKIE:
       
      Bardzo się cieszę, że bardziej doświadczeni ode mnie bywalcy forum czytają moje wypociny. Postaram się ulepszać, jeśli chodzi o pisanie tekstów, bo widzę, że ma to jakiś sens. 
      Z Chin lecą do mnie VE Monk. Jak już sobie posłucham, to naskrobię kilka zdań, dajcie mi tylko nieco czasu. Nie chcę nic pisać w pośpiechu/pod wpływem emocji, tylko prosto z serducha i żeby było wiarogodnie. W sieci i tak jest za wiele materiałów sponsorowanych, pisanych po łebkach. Chcę zachować jakiś poziom kultury w internecie  
       
      Jeszcze raz dziękuję innym użytkownikom za wsparcie. Kolejne recenzje wkrótce!
    • Przez davenieadiofil
      Moduł Bluetooth do słuchawek KZ ZST – recenzja
       
      Disclaimer:
      Sprzęt zakupiłem na Aliexpress za około 7 dolarów wraz  z darmową wysyłką. Dotarł do mnie wraz ze słuchawkami, których recenzję możecie już przeczytać na moim profilu. Wstrzymałem się jednak z kilku powodów z jego opisywaniem w recenzji. Postanowiłem napisać o nim kilka osobnych słów. Zapraszam do materiału.
       
       
       
      Wykonanie
      Moduł to w zasadzie kabel, zakończony na obu końcach kabelkiem z pamięcią kształtu i dwupinowymi złączami, do których podłączamy słuchawki. Prawy kabel jest krótszy od lewego, pilot idzie do nas z prawej strony co jest logiczne i wygodne. Plastik użyty do jego budowy jest w porządku. Matowy, z przyjemną w dotyku teksturą. Myślę, że jest to optimum jakiego oczekiwać można przy tak niskiej kwocie sprzętu. Sama jednostka pilota kryje w sobie baterię (o jej wytrzymałości nieco później), diodę sygnalizującą działanie modułu oraz trzy przyciski: plus/minus do regulacji głośności oraz wielofunkcyjny klawisz play/pauza. Można nim przeskakiwać utwory, działa to jak na zwykłym kablu, o którym pisałem w recenzji samych słuchawek, więc tutaj może nie będę się powtarzał. Pilot działa standardowo, jak 95% słuchawek przewodowych i tych na Bluetooth.
       
      Dźwięk
      Najważniejsza sprawa. Jak w końcu grają KZ ZST podpięte do tego wynalazku? Odpowiedź brzmi: DOBRZE! Charakter słuchawek zdecydowanie pozostaje. Dźwięk nadal jest szczegółowy, mam wrażenie, że jest tu więcej basu niż po zwykłym kabelku. Reszta pozostaje ta sama – czysta, wyraźna góra i przyjemna średnica. Wokale Louisa Armstronga, Elli Fitzgerald czy Lady Gagi pozostają przyjemne w odbiorze. Moduł Bluetooth generuje nieco szumu co jest standardowe dla tego typu rozwiązania, ale nie ma dramatu. Słyszymy go w zasadzie tylko gdy kończy się jeden utwór i za chwilę ma się zacząć następny. Przez te dwie sekundy myślę, że można to wybaczyć
       
      Bateria
      Akumulator wbudowany w ten moduł przy moim użytkowaniu (głośność w telefonie na około 1/4, 1/3 wartości) wytrzymuje jakieś 3 godziny. Więcej raczej z niego nie wycisnę.  Na plus należy zaliczyć to, że moduł możemy szybko naładować. Bateria nie imponuje, ale mówiąc o czasie pracy na jednym ładowaniu muszę też wspomnieć o pewnej istotnej kwestii…
       
       
      Łyżka dziegciu w beczce miodu
      Możliwość bezprzewodowego łączenia się z telefonem to naprawdę świetna sprawa. Muszę przyznać, że choć to moje pierwsze słuchawki na Bluetooth, mam mieszane uczucia. Jestem całym serduchem za rozwojem tej technologii, ale na litość boską – słuchawki takie najlepiej zdają egzamin, gdy mają dobry zasięg i stabilność połączenia! W przypadku KZ nie ma mowy o jakiejś stabilności. Muzyka potrafi mi się urwać na 2-3 sekundy podczas odtwarzania kiedy akurat robię coś w domu, a telefon spoczywa w kieszeni. Przykro mi to stwierdzić, ale usterki nieco usprawiedliwia cena – 7 dolarów to 7 dolarów. Dzięki takiemu taniemu wynalazkowi zrozumiałem za co m.in. płacimy w markowych, bezprzewodowych słuchawkach dousznych – oczywiście oprócz marki, jakości brzmienia chodzi w dużej mierze o antenę i jakość połączenia. Dusza Janusza trochę się we mnie odezwała, zakupując ten moduł, ale muszę przyznać, że nie pluję sobie w brodę. W końcu cena była niska, zawsze mogę też użyć klasycznego kabelka zakończonego złączem 3.5mm.
       
       
      Podsumowanie:
       
      Jeśli chcecie wejść nieco w świat bezprzewodowego audio, to możecie tym tworem od KZ zaryzykować. Podkreślam – zaryzykować. Od razu mówię, że możecie być nie do końca zadowoleni. Być może trafiłem wadliwą sztukę, pojęcia nie mam. Jednak nie zmienia to faktu, że lepiej zwiększyć swój budżet i kupić coś w stylu Jaybird’ów X3 (cena oscyluje w granicach 350zł). Po prostu nie będziecie się gryźć z niestabilnym połączeniem z waszym telefonem. Ciężko mi jakoś posumować twór chińskiej marki, bo z samego dźwięku jestem naprawdę zadowolony. Wniosek jest taki, że zasięg w prężnie rozwijającym się bezprzewodowym świecie to jednak podstawa…
       
       
       
      Zalety:
      - ładny dźwięk
      - stosunkowo małe szumy
      - cena
        Wady:
      - zasięg / stabilność połączenia Bluetooth
      - po części bateria, choć w tej cenie i tak jest akceptowalnie
      - przeciętne wykonanie (jak na cenę)
    • Przez davenieadiofil
      Recenzja KZ ZST - słuchawek, które pokochałem... nie od razu
       

             
       
       
       
      Zanim zacznę dość obszerne wywody na temat KZów, parę szczegółów na początek:
      Słuchawki kupiłem na Aliexpress w cenie piętnastu dolarów. Przesyłka była darmowa i jak to bywa z paczkami z dalekiego wschodu, czeka się wieki. Trzeba uzbroić się w anielską cierpliwość… Kilka dni wystarczyło mi, aby wyrobić sobie sensowne zdanie na temat tego sprzętu. Zdjęcie użyte w recenzji pochodzi z jedngo z wątków na Reddicie
       
      Opakowanie i akcesoria
      Słuchawki przychodzą do nas w ładnym, białym opakowaniu. Jest niewielkich rozmiarów i przywodzi mi na pamięć produkty Apple (takie pierwsze skojarzenie). Po otwarciu pudełka witają nas same kopułki słuchawek, ładnie spoczywające na plastikowej wytłoczce. Pod nią możemy znaleźć dołączone akcesoria, czyli kabel, tipsy w trzech rozmiarach (o nich więcej za moment) i krótką instrukcję w języku angielskim. Zestaw dość standardowy, dopasowany do ceny sprzętu
       
      Tipsy (o Boże, nie...)
      Omawiając szerzej elementy zestawu muszę niestety wspomnieć o końcówkach jakie dodaje producent. Są one... okropne. Przepraszam, ale muszę uczciwie to napisać, z recenzenckiego obowiązku. Może to wina moich uszu, ale największy rozmiar jest za duży i kopułki mocniej wystają, średni nie daje mi tego co bym chciał, a najmniejsze końcówki są chyba robione tylko z myślą o chińczykach z mikroskopijnymi uszami. Żaden z rozmiarów nie zapewnia dobrego wytłumienia otoczenia. Podmieniłem więc końcówki na te z moich JBLi T290 (średni rozmiar). Od razu wszystko uległo poprawie. Krótko mówiąc, żadne z dołączonych eartipsów mi nie pasowały, ale z tego co zauważyłem po forach, nie jestem pierwszą osobą, która się na to uskarża
       
      Kabel
      Tu dla odmiany będę chwalił. Dołączony do zestawu przewód jest... po prostu dobry. Jest wykończony półprzezroczystą izolacją, przez którą widać dwie przeplatające się żyły. Powoduje jedynie lekki efekt mikrofonowy. Ważną cechą jest to, że możemy go odczepić. Tak, w słuchawkach za 15$ mamy podobne rozwiązanie co np. w wielokroć droższych UE 18+ Pro. Szacunek Pilot ma jeden przycisk o naprawdę genialnym, wyraźnym kliku. Byłem w stanie wyczuć i nacisnąć go po ciemku oraz przez koszulkę. Mała rzecz, a cieszy. Nie miałem żadnych problemów z kompatybilnością sterowania na Androidzie (Samsung Galaxy S4). Pilot działa standardowo:
       
      - pojedyncze wciśnięcie: pauza/odtwarzaj
      - podwójne wciśnięcie: następny utwór
      - potrójne wciśnięcie: poprzedni utwór
       
      W pilocie brakuje możliwości regulacji głośności, ale mi to akurat nie przeszkadza. Kabel jest zakończony dość ładnym, zagiętym pod kątem prostym jackiem 3.5mm. KZ odwaliło kawał solidnej roboty! Za jakieś 7 dolarów można dokupić sobie posrebrzany przewód. Nie mam o nim zdania, ale doczytałem, że inni go lubią, podobno dobrze wpływa na brzmienie słuchawek (o samym dźwięku trochę później) więc chyba warto
       
      Kopułki
      Same słuchawki są wykonanie z dość dobrej jakości, półprzezroczystego plastiku. Są wykończone na wysoki połysk, nie wydaje się by miały szybko zbierać rysy. To dobrze, bo moim skromnym zdaniem wyglądają na droższe niż są w rzeczywistości. Ten niebiesko - fioletowy wariant kolorystyczny przykuwa uwagę Czar odrobinę pryska, gdy zaczniemy je dotykać wszędzie dookoła - poczujemy wtedy minimalne łączenie plastiku po wewnętrznej stronie słuchawek. Można też zauważyć, że "dekielek", który zamyka obudowę, nie jest idealnie spasowany. Widać wyraźną szczelinę, aczkolwiek jak na ten przedział cenowy wykonanie jest dobre. Nie oczekujmy tu jakości znanej z custom'ów, tworzonych przez takie firmy jak choćby Ultimate Ears. Na plus zasługuje to, że kopułki są lekkie i zaliczyłbym je do średniego rozmiaru. W moich uszach leżą całkiem wygodnie. Nie męczyły mnie nawet dłuższe odsłuchy (około 2 godzin) pod warunkiem, że dobrze dobrałem te nieszczęsne eartipy
       
      Brzmienie, czyli festiwal... wszystkiego
       
      Zanim przejdę do opisywania tego, co usłyszałem, oto czego słuchałem podczas wygrzewania sprzętu. Były to następujące albumy:
      Lady Gaga - Joanne (FLAC), Black Sabbath - Paranoid (FLAC), Aphex Twin - Selected Ambient Works 85-92 (MP3/320) oraz Biosphere - Substrata (FLAC). Mamy więc zróżnicowanie muzyczne od popu, porzez techno aż do ambientu
       
      Źródłem dźwięku był mój Galaxy S4. 
          Co jak co, ale takiego festynu zmian podczas wygrzewania słuchawek jeszcze nigdy nie uświadczyłem... Po wyjęciu z pudełka i włączeniu pierwszego utworu bas dosłownie walił, za każdym uderzeniem jakby trochę inaczej. Mocno, ale zero spójności. Dodatkowo początkowo miałem problem z ułożeniem kabla za uchem, przez co pierwsze 30 minut słuchania było dość niekomfortowe. Później uwidoczniło się górne pasmo, nastąpiło to po jakichś 3-4 godzinach grania. Wtedy poczułem, co te słuchawki oferują Naprawdę, nie wiem jaką armaturę KZ tam włożyło, ale robi to przyzwoitą robotę. Rozdzielczość naprawdę mnie zaskoczyła. W "Million Reasons" Lady Gagi momentami mogę usłyszeć nawet krótkie oddechy, także chyba jest się czym fascynować. Przypomnę - KZ ZST kosztują 15 dolarów. W momencie kiedy piszę ten tekst, sprzęt jest w moim posiadaniu od czterech dni i myślę, że dobre kilkanaście godzin już zostało na nim wygrane.
       
      Jak więc brzmi ten model? Cóż, najprościej w ten sposób: mocny bas, nieuciekająca średnica i naprawdę piękna góra, choć lekko przyćmiona przez niskie tony. Wow! Muszę przyznać, że moje ponad dwukrotnie droższe JBL T290 zostały zmiażdżone przez KZty bez dwóch zdań. W mojej opinii są one trochę zbyt ‘przebasowione’, ale łatwo poddają się korektorowaniu. Słuchawki nadają się do dynamicznej muzyki elektronicznej (myślę, że przede wszystkim do niej), jak również do ambientu, czy spokojnej muzyki instrumentalnej. Dobrze brzmią na nich pianino i akustyczne gitary. Jak trzeba, to walną konkretnym basem, ale potrafią też być wyraźne w innych pasmach i dość precyzyjne, zwłaszcza jak na ten przedział cenowy. Dobra robota KZ, tylko użytkownik pięć razy zmieni zdanie o brzmieniu, zanim dojdzie do jakiejś sensownej konkluzji.
       
      EDIT: Jak napisałem powyżej, początkowo bas był mocno walący i ponad całe pasmo, generalnie reszta była przykryta niskimi tonami i taka "zamulona". Teraz, po kilku dniach od napisania recenzji potwierdzam jeszcze bardziej to, co tutaj naskrobałem WYGRZEJCIE TE SŁUCHAWKI KONIECZNIE JEŚLI JE KUPUJECIE. To nie musi być jakiś niesamowicie długi i złożony proces jak choćby w przypadku sprzętów z wysokiej półki (typu Grado itp.), ale niech sobie pobrzdąkają muzyką bogatą w różne tony (np. jazz). Po klikunastu godzinach takiego grania KZty robią się jaśniejsze i mniej przytłumione, bas się zdecydowanie uspokaja i idzie na swoje właściwe miejsce. Średnica i góra już nie są takie mdłe jak na początku
       
       
      Podsumowanie
      KZ tym modelem pokazuje, że można zrobić dobre "Hi-Fi" (albo i "Chi-Fi") za niewielkie pieniądze. ZST to sprzęt godny polecenia, z dobrą jakością wykonania i ciekawym brzmieniem. Uzbrójcie się tylko w cierpliwość, drodzy czytelnicy, jeśli zamawiacie swoją sztukę. Paczki z państwa środka nie śpieszą się za bardzo do Europy
       
      Dla kogo:
      - dla osób szukających pierwszych, bardziej "profesjonalnych" słuchawek dousznych
      - dla tych, którzy słuchają dużo elektroniki i syntetycznych brzmień
      - dla osób, które nie chcą przepłacać za niezły sprzęt
       
      Zalety:
      - akceptowalne wykonanie kopułek
      - dobry pilot na kablu
      - dobre brzmienie (po kilkugodzinnym wygrzaniu)
      - odczepiany kabel (chyba 'killer feature' w tej cenie)
       
      Wady:
      - początkowo dźwięk jest całkowicie rozlazły i bez charakteru
      - tragiczne eartipy w zestawie
      - dla niektórych ilość niskich tonów może być blokadą do zakupu
       
      Mam nadzieję, że komuś pomogłem tą recenzją
×

Powiadomienie o plikach cookie

Zarejestruj się aby mieć większy dostęp do zasobów forum. Przeczytaj regulamin Warunki użytkowania i warunki prywatności związane z plikami cookie Polityka prywatności