Skocz do zawartości
Uwaga konkurs! Wejściówki na AVS 2018 Czytaj więcej.. ×
davenieadiofil

VE Monk Plus [recenzja] - eufonia w cenie worka ziemniaków

Rekomendowane odpowiedzi

"Eufonia (stgr. εφωνία euphonia "piękne brzmienie") – to przyjemny brzmieniowo ton wypowiedzi, harmonijny dobór dźwięków."

Wikipedia

 

 

VE Monk to chińskie dzieło, które namieszało na rynku i zachwyciło nawet audiofilów z Chordami Hugo 2 i posiadającymi słuchawki wielokrotnie droższe (polecam poczytać Head-Fi o ile ktoś jeszcze tego nie zrobił). Postanowiłem, że muszę koniecznie sprawdzić co powoduje taki zachwyt nawet u ludzi, którzy na dźwięku zjedli zęby (i konto bankowe). Zwykle kiedy opisuje jakiś produkt, nie zaczynam bezpośrednio od jego ceny. Z VE Monk+ jest inaczej. Cena? 5 dolarów. Brzmienie? Możecie o nim przeczytać w recenzji, do której serdecznie zapraszam.

 

Wygląd / wykonanie

Słuchawki przychodzą do nas w plastikowym woreczku z zapięciem, w komplecie otrzymujemy same słuchawki oraz cztery pary gąbkowych "padów", które możemy założyć na obudowy dla większego komfortu. Same słuchawki są wykonane należycie, oczywiście z plastiku. Ten jest matowy, w mojej wersji półprzezroczysty i posiada ciemne zabarwienie (tzw. wersja "smoke"). Istnieje wiele odmian kolorystycznych Monków, z tego co się orientuje Venture Electronics co jakiś wypuszcza też limitowane edycje. Żadnej z nich nie miałem jeszcze okazji posiadać i testować, ale kto wie - może kiedyś coś się zamówi z Państwa Środka ;) 

Chwytając Monki w dłonie mamy wrażenie, że w obudowach nic nie ma - są bardzo lekkie, co sprzyja wygodzie użytkowania (o niej więcej za moment). Przewód posiada izolację, która nie mikrofonuje ani trochę, co w tej cenie uważam za ogromny plus. Zakończono go prostym wtykiem jack 3.5mm. Nie obraziłbym się za kątowo wykonane złącze, ale te które dała fabryka na szczęście wydaje się być  całkiem solidne i odporne na naprężenia. Moja wersja nie posiada pilota ani mikrofonu, ale takowy model Monków istnieje i kosztuje 11 dolarów. Całokształt wykonania oceniam na duży plus, nie ma się po prostu do czego przyczepić. 

 

Komfort

Jako, że są recenzowane słuchawki są tzw. pchełkami powinny być wygodne dla sporej ilości osób. W moim uchu, które jakieś ogromne nie jest, Monki leżą bardzo stabilnie i wygodnie. Zapewne wiele użytkowników ma podobne odczucia. Nie odczuwam dyskmofortu nawet po około dwóch godzinach słuchania. Jak już wcześniej wspomniałem, wraz ze słuchawkami otrzymujemy 4 pary małych gąbeczek, które możemy nałożyć na obudowy. Nie grzeszą one jakością, ale na szczęście to chińska taniocha. Venture Electronics ma w swojej ofercie coś co nazywa się Ex Pack. To zestaw, w którym otrzymujemy jeszcze więcej małych gąbek i dodatkowe nakładki, które mają pomóc w trzymaniu się słuchawek w naszym uchu.

 

IMG_20180717_123905-01.thumb.jpeg.ac153a9b741a6a479a72d115051e6f9e.jpeg

 

Brzmienie (Alleluja!!!)

Na początek opisu dźwięku dodam tylko, że sprzęt testowałem wraz z Samsungiem Galaxy S4 oraz laptopem Toshiba C-660D. Do obu urządzeń Monki były podłączane bezpośrednio, tzn. bez dodatkowych wzmacniaczy i DAC’ów.

Jak brzmi nieco legendarny chiński wytwór? Cóż najkrócej mówiąc - eufonia! Włączam piosenkę – jedna, druga, trzecia i  nie chce się ich wyjmować z uszu. Całokształt brzmienia Monków określiłbym jako dość ciepły, czysty,  z dobrym basem (jak na pchełki) i świetną rozdzielczością. Być może właśnie to przyciągnęło i nadal przyciąga nabywców tego sprzętu. Okej, czyli praktycznie za bezcen mamy produkt, który zapewnia "czyste brzmienie". Wiem, "czysty dźwięk" to najbardziej wyświechtane określenie w świecie audio. Przejdźmy więc do bardziej szczegółowego opisu.

 

Basy - dość mocne jak na pchełki. Należy o tym cały czas pamiętać – jak na pchełki. Oczywiście niemal każde słuchawki dokanałowe zapewnią nam lepsze doznania w zakresie niskich tonów. Nie można mieć wszystkiego. Myślę, że basu jest prawie wystarczająco jeśli chodzi o ilość, a do samej jakości nie mam większych zastrzeżeń. Jest ciepły i  dość głęboki. Uwidacznia się bardziej gdy użyjemy  jednego z dołączonych kompletów gąbek. W porównaniu z innymi pchełkami, które miałem (Apple Earbuds, czyli poprzednik EarPodsów i Sony MDR-E805) słychać w Monkach poprawę jeśli chodzi o niskie pasma.

 

Średnica  – Wyraźnie obecna, jak na moje ucho jest trochę podkreślona ponad resztę. To dobrze, ponieważ wszelka muzyka z wokalami brzmi świetnie. Maroon 5, Ania Dąbrowska, jazz – tego mogę na Monkach słuchać na okrągło ze względu na oferowane średnie tony. Jest czysto, z szeroką sceną i ogólnie dobrą wiernością przekazu. Jak na słuchawki w tej cenie można powiedzieć, że jest bezbłędnie.  Brawo!

 

Tony wysokie  – Wow! Jak tu gładko! Tak właśnie sobie pomyślałem przy pierwszych utworach słuchanych na VE Monk. Swoją opinię podtrzymuję. Włączcie sobie jakąkolwiek elektronikę przez te chińskie cudo (polecam Flume), a przekonacie się. Góra nie kłuje mocno w uszy, jednocześnie ma świetną rozdzielczość jak na słuchawki w tak niskiej kwocie. Akustyczna muzyka z gitarami na pierwszym planie brzmi super (słuchałem duetu Iron & Wine). W bardzo wysokich częściach górnych rejestrów da się usłyszeć jakieś niewielkie zniekształcenia, ale to wybaczalne w produkcie budżetowym. Generalnie rzecz biorąc wysokie tony zostały zrobione porządnie, ponoć są też lepsze niż w oryginalnych VE Monkach (gdyby ktoś przysnął, to ja testuje model Monk+)

 

Scena

Co tu się dzieje?! Co ja kupiłem? ? Jest szeroko jak nie wiem co!!! Jak na pchełki wręcz niewyobrażalnie dobrze. Wokale może mamy lekko w głowie, ale reszta jest rozmieszczona ewidentnie na zewnątrz. Myślałem, że KZ ZST wraz ze srebrnym kablem są całkiem niezłe w tym względzie. Myliłem się. Słuchając muzyki bardziej szczegółowej i ciekawie zrealizowanej jak np. Biosphere czy Venetian Snares czuć prawdziwy potencjał Monków. Nawet miałki pop to pokazuje. Naprawdę jestem mile zaskoczony sceną tych słuchawek. Pół internetu chwali Venture Electronics za zadbanie o tą kwestię, ja też nie będę szczędził pochwał. VE Monk za szerokość sceny otrzymują moje całkowite, audiofilskie błogosławieństwo :) 

 

Gdyby ktoś dopiero kupił te słuchawki, albo już je ma od dłuższego czasu, polecam poniższe utwory na przetestowanie sceny:

Venetian Snares – Everything About You Is Special, Iron & Wine – On Your Wings, Flume – TRUST, Jean-Michel Jarre – Equinoxe, Pt. 5

 

Nacieszcie sobie uszy pięknymi dźwiękami. Na zdrowie.

 

Dla kogo VE Monk i do jakiej muzyki?

A kupujcie i słuchajcie sobie co chcecie! Chyba właśnie na tym polega fenomen tego sprzętu – wydajesz mało, każdy gatunek muzyki brzmi świetnie. O to chodzi! Uważam, że tak się powinno robić słuchawki w ogóle, a co dopiero takie, które są tanie. Jeśli się obawiasz o to, że mogą się szybko zniszczyć, to kup sobie 5 sztuk od razu i hakuna matata :) Jak ktoś nadal ma opory czy warto to naprawdę nie wiem co napisać… Ja na pewno nadal będę się w ten sprzęt wsłuchiwał. Venture Electronics stworzyło solidny brzmieniowo produkt na każdą kieszeń. Teraz w pełni rozumiem zachwyt społeczności audiofilskiej na Head-Fi i innych forach. Totalna rekomendacja z mojej strony!

 

Podsumowanie:

Kupować!!!

 

Zalety:

- cena

- jakość dźwięku i scena

- dobra rozdzielczość

- wygoda użytkowania

- kabel, który nie mikrofonuje

- rewelacyjne do każdego gatunku muzyki

- dobrze zagrają praktycznie ze wszystkim (laptop, telefon, odtwarzacz mobilny)

 

Wady:

- wtyk mógłby być zagięty pod kątem 90 stopni

- czy w ogóle można się do czegoś bardziej przyczepić w sprzęcie za 5 dolarów?

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Edytowane przez davenieadiofil
  • Like 9

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Podobna zawartość

    • Przez Inszy
      Venture Electronics jest u nas rozpoznawalny z linii pchełek Monk (pojawiły się też Mnisie dokanałówki, ale to innym razem), jednak VE oferują też inne elementy toru audio. I jakiś czas temu, w pudle pełnym skarbów jakie do mnie dotarło z Audioheaven, krył się przenośny wzmacniacz słuchawkowy VE RunAbout. Mało tego, była to wersja PLUS! Cóż to takiego? Po przejrzeniu oferty producenta okazuje się, że jest to zestaw standardowy, z zasilaczem i krótkim interkonektem minijack-minijack. Tak więc owy “PLUS” oznacza po prostu tyle, że nie dostajemy gołego wzmacniacza, z którym nie bardzo wiemy co zrobić. Taki zestaw kosztuje u nas 399 złotych, więc raczej niedużo jak na wzmacniacz słuchawkowy.
       
      Dalsza część tekstu tradycyjnie pod linkiem
      https://muzostajnia.wordpress.com/2018/08/08/venture-electronics-ve-runabout-plus-rzut-uchem/
       

    • Przez davenieadiofil
      Kilka ogólnych skrobnięć klawiaturą na temat dżwięku...
       
       Lubię recenzować sprzęty, bo audio to jedna z moich główniejszych pasji. Dlatego tym bardziej chce mi się testować rzeczy, które mogę sam nabyć. Dobrze jeśli nie są za drogie i nie trzeba operować setkami złotych do ich zakupu  Chciałbym w tym tekście przelać trochę swoich przemyśleń na temat taniego audio. Na potrzeby tekstu nazwijmy to „tanim Hi-Fi”. Przez takie pojęcie rozumiem przystępny cenowo sprzęt (najczęściej pochodzenia chińskiego), głównie od młodych firm, które dopiero powstają lub istnieją kilka lat (jak np. Venture Electronics)
       
      Jakie jest więc moje ogólne stanowisko w kwestii taniego sprzętu audio? To zależy. Nie chodzi o sam sprzęt, który kosztuje grosze, bo można kupić byle jakie słuchawki za 3zł i cieszyć się, że niewiele ubyło z portfela. Chyba nie muszę mówić, że dźwięk będzie w tym wypadku kwestią dyskusyjną. Nie o to chodzi. Bardziej mam na myśli sprzęty, które mają świetny stosunek ceny do jakości, a przy tym nie rażą w oczy trzy lub cztero-cyfrowymi kwotami. Skoro już wyjaśniliśmy sobie kilka spraw, przejdę do meritum wypowiedzi
      Tani i dobry sprzęt audio jest w mojej opinii świetną sprawą. To tak mówiąc najkrócej. Ale dlaczego? Jest kilka ważnych powodów. Po pierwsze, osoba, która nigdy wcześniej nie miała do czynienia z lepszym dźwiękiem, a w uszach całe życie miała jedynie EarPodsy i inne dziwne wynalazki, może niedużym kosztem spróbować czegoś ciekawszego. Jeśli weźmiemy za przykład słuchawki VE Monk Plus, które niedawno zrecenzowałem, to za śmiesznie niską kwotę mamy coś co już nam wskazuje kierunek myślenia:
       
      „ Oho… gdzieś tam musi być lepsze audio…”
       
      Nie każdy ma aż takie docenianie dla dźwięku, jak również warunki słuchowe, przez co tani (ale dobrze grający) produkt może być dobrym początkiem lub nawet końcem poszukiwań sprzętu. Dla nie-audiofila coś co będzie grało lepiej niż słuchawki, które dostaje z telefonem będzie zapewne wystarczające. Co jeśli jednak to zacznie nie wystarczać?
       
      Hedfonus magikus
      W tym momencie chciałbym nadmienić również drugi wariant całej sytuacji. Początkującej osobie zafascynowanej dźwiękiem (takiej jak ja), ale mającej ograniczone możliwości finansowe, tani sprzęt może być dopiero początkiem wyboistej, audiofilskiej ścieżki. Taki ktoś testując tańsze rzeczy wyrobi sobie „smak audio” (wymyślona nazwa robocza na potrzeby tekstu). Chodzi mi o to, że nawet mając 18 lat i świetne uszy, audiofilem nie zostaje się raczej z dnia na dzień. Trzeba się trochę „rozsmakować” i nabrać doświadczenia. Zilustruję to przykładem degustatora win, który też nie zostaje mistrzem w porównywaniu do siebie trunków w ciągu jednego popołudnia. To cały bagaż doświadczeń… Zapewne taka osoba zaczynała od tego co miała w domu – wyciągnęła wino „A” oraz wino „B” i zaczęła porównywać. Z czasem samemu dochodzi się do niuansów. To samo jest moim skromnym zdaniem z audio. Docenianie dobrego dźwięku i umiejętności porównywania wykształcają się z biegiem miesięcy i lat. Potrzeba tylko cierpliwości. Tak mam właśnie ja. W domu posiadam trzy komplety słuchawek, głośniki to nie końca mój klimat. Testując różne modele, mogę wyrobić sobie skalę porównawczą i punkty odniesienia. Moją referencją w słuchawkach nausznych są Sony MDR-7506, w IEMach królują póki co KZ ZST, a całości dopełniły przegadane w Internecie, rewelacyjne VE Monk Plus. I chyba właśnie to jest istotne. Żeby mieć jakieś porównanie, dobrze na początek zacząć od czegoś niedrogiego. Sprzęt za grosze sprawi, że łatwiej będzie ocenić (i docenić) ten za niemałe kwoty  Pasja spowoduje, że drogi sprzęt z czasem jakoś do nas przyjdzie. Ja idę słuchać dalej, a wszystkim użytkownikom forum życzę żeby odnaleźli swój słuchawkowy ideał (o ile już tak się nie stało).
       
      * dziękuję wszystkim za sporo like’ów pod recenzją VE Monków Plus. Ten sprzęt naprawdę fascynuje  
    • Przez davenieadiofil
      Kilka szczegółów na początek:
      Kabel kupiłem na Aliexpress w cenie około 8 dolarów. Przyleciał do mnie w ciągu trzech tygodni. Zdjęcia w recenzji są mojego autorstwa. Zezwalam na ich wykorzystanie, pod warunkiem nadmienienia mojego nicku  Bez zbędnego przedłużania zapraszam do zagłębienia się w tekst, bo jest o czym pisać... 
       

       
      Wykonanie
       
      Producent w speyfikacji kabla podaje, że jest on wykonany z miedzi, a żyły są powleczone srebrem jedynie z zewnątrz. To tak dla ścisłości, gdyby ktoś się zastanawiał czy przewód jest cały ze srebra, czy domieszkowany. Z resztą nie oczekujmy w takim przedziale cenowym cudów - srebro w końcu jest szlachetnym i drogi materiałem. Ale nie do końca to jest przedmiotem niniejszego tekstu. Należałoby coś wspomnieć o wykonaniu, a te jest, moim skromnym zdaniem, świetne. Przewód jest pleciony, ma przezroczystą izolację, która nie mikrofonuje (!). Jak za te 8 dolarów, nie spodziewałem się tej cechy. Mogę szorować kablem po koszulce, przypadkiem ocierać o inne przedmioty, a ten nie wydaje żadnego szumu, który potem przechodziłby w stronę słuchawek. Brawo! Nieco brakuje pilota, który jest obecny w zwykłym miedziaku, ale nie można mieć wszystkiego. Pozostaje za to świetny, dość trwały wtyk zagięty pod kątem prostym.
       
      Sama izolacja jest dość miękka, bardzo giętka i przyjemna w dotyku. Przewód zakończono po obu stronach odcinkami z pamięcią kształtu (mają około 5-6cm długości, praktycznie tak samo jak standardowy "miedziak" dodawany przez KZ do ich produktów) i dwupinowymi złączami, do których możemy podłączyć kopułki słuchawek. Ja testowałem kabel wraz z moimi ZST, których recenzję możecie przeczytać na moim profilu.
       
      Brzmienie
       
      Jak więc brzmią KZ ZST podpięte tym przewodem? Jedno słowo - rewelacja  Już tłumaczę, o co afera. Otóż porównując bezpośrednio ze standardowym miedzianym kablem, na pierwszy plan rzuca się scena. Jak na IEMy jest jakoś tak... szeroko. Nie zrozumcie mnie źle, trochę srebra nie powoduje, że z słuchawek dousznych robią nam się nauszniki typu open-back  Tak to nie działa, ale wyraźnie usłyszałem różnicę w scenie i ogólnym obrazowaniu dźwięku. Gdybym miał to opisać bardziej konkretnie, to na standardowym przewodzie scena była ewidentnie w głowie, a teraz jest słyszalnie na zewnątrz. Słuchając Adele i nowego albumu J. Cole "KOD"  byłem pod sporym wrażeniem. Skoro już wspomniałem o hip-hopie, to muszę też napisać, że bas zrobił się piękny, taki mój "dokanałowy ideał". Nie ma mowy o "walących" do nas drzwiami i oknami niskich częstotliwościach. Bas nadal jest, ale uspokojony do stopnia kiedy jego ilość jest wystarczająca. Jest bardziej punktowy, nie rozlewa się na resztę pasm, pozostała mu głębia. KZ zrobiło naprawdę dobry przewód, skoro potrafi on słyszalnie zmienić coś w słuchawkach, które już są postrzegane za dobre. Szacuneczek.
       

       
      Podsumowanie
       
      Co ja mogę powiedzieć... jeśli macie jakieś słuchawki od KZ - kupujcie  Polecam go sto razy bardziej niż ten nieszczęsny moduł Bluetooth... Oczywiście każdy sam podejmie ostateczną decyzję, ale za około 8 dolarów nie zwlekałbym za długo. Dźwięk robi się jaśniejszy, bardziej szczegółowy, a w dodatku z tą szerszą sceną, która mnie ostro zszokowała (pozytywnie). W ogóle uważam, że zestaw jaki widzicie na powyższym zdjęciu jest naprawdę świetny, a kosztował mnie jakieś 23 dolary (słuchawki + przewód). Za tak małe pieniądze naprawdę warto, wasze Chi-Fi pokaże na tym kabelku prawdziwy pazur
       
       
      OGŁOSZENIA DUSZPASTERSKIE:
       
      Bardzo się cieszę, że bardziej doświadczeni ode mnie bywalcy forum czytają moje wypociny. Postaram się ulepszać, jeśli chodzi o pisanie tekstów, bo widzę, że ma to jakiś sens. 
      Z Chin lecą do mnie VE Monk. Jak już sobie posłucham, to naskrobię kilka zdań, dajcie mi tylko nieco czasu. Nie chcę nic pisać w pośpiechu/pod wpływem emocji, tylko prosto z serducha i żeby było wiarogodnie. W sieci i tak jest za wiele materiałów sponsorowanych, pisanych po łebkach. Chcę zachować jakiś poziom kultury w internecie  
       
      Jeszcze raz dziękuję innym użytkownikom za wsparcie. Kolejne recenzje wkrótce!
    • Przez davenieadiofil
      Moduł Bluetooth do słuchawek KZ ZST – recenzja
       
      Disclaimer:
      Sprzęt zakupiłem na Aliexpress za około 7 dolarów wraz  z darmową wysyłką. Dotarł do mnie wraz ze słuchawkami, których recenzję możecie już przeczytać na moim profilu. Wstrzymałem się jednak z kilku powodów z jego opisywaniem w recenzji. Postanowiłem napisać o nim kilka osobnych słów. Zapraszam do materiału.
       
       
       
      Wykonanie
      Moduł to w zasadzie kabel, zakończony na obu końcach kabelkiem z pamięcią kształtu i dwupinowymi złączami, do których podłączamy słuchawki. Prawy kabel jest krótszy od lewego, pilot idzie do nas z prawej strony co jest logiczne i wygodne. Plastik użyty do jego budowy jest w porządku. Matowy, z przyjemną w dotyku teksturą. Myślę, że jest to optimum jakiego oczekiwać można przy tak niskiej kwocie sprzętu. Sama jednostka pilota kryje w sobie baterię (o jej wytrzymałości nieco później), diodę sygnalizującą działanie modułu oraz trzy przyciski: plus/minus do regulacji głośności oraz wielofunkcyjny klawisz play/pauza. Można nim przeskakiwać utwory, działa to jak na zwykłym kablu, o którym pisałem w recenzji samych słuchawek, więc tutaj może nie będę się powtarzał. Pilot działa standardowo, jak 95% słuchawek przewodowych i tych na Bluetooth.
       
      Dźwięk
      Najważniejsza sprawa. Jak w końcu grają KZ ZST podpięte do tego wynalazku? Odpowiedź brzmi: DOBRZE! Charakter słuchawek zdecydowanie pozostaje. Dźwięk nadal jest szczegółowy, mam wrażenie, że jest tu więcej basu niż po zwykłym kabelku. Reszta pozostaje ta sama – czysta, wyraźna góra i przyjemna średnica. Wokale Louisa Armstronga, Elli Fitzgerald czy Lady Gagi pozostają przyjemne w odbiorze. Moduł Bluetooth generuje nieco szumu co jest standardowe dla tego typu rozwiązania, ale nie ma dramatu. Słyszymy go w zasadzie tylko gdy kończy się jeden utwór i za chwilę ma się zacząć następny. Przez te dwie sekundy myślę, że można to wybaczyć
       
      Bateria
      Akumulator wbudowany w ten moduł przy moim użytkowaniu (głośność w telefonie na około 1/4, 1/3 wartości) wytrzymuje jakieś 3 godziny. Więcej raczej z niego nie wycisnę.  Na plus należy zaliczyć to, że moduł możemy szybko naładować. Bateria nie imponuje, ale mówiąc o czasie pracy na jednym ładowaniu muszę też wspomnieć o pewnej istotnej kwestii…
       
       
      Łyżka dziegciu w beczce miodu
      Możliwość bezprzewodowego łączenia się z telefonem to naprawdę świetna sprawa. Muszę przyznać, że choć to moje pierwsze słuchawki na Bluetooth, mam mieszane uczucia. Jestem całym serduchem za rozwojem tej technologii, ale na litość boską – słuchawki takie najlepiej zdają egzamin, gdy mają dobry zasięg i stabilność połączenia! W przypadku KZ nie ma mowy o jakiejś stabilności. Muzyka potrafi mi się urwać na 2-3 sekundy podczas odtwarzania kiedy akurat robię coś w domu, a telefon spoczywa w kieszeni. Przykro mi to stwierdzić, ale usterki nieco usprawiedliwia cena – 7 dolarów to 7 dolarów. Dzięki takiemu taniemu wynalazkowi zrozumiałem za co m.in. płacimy w markowych, bezprzewodowych słuchawkach dousznych – oczywiście oprócz marki, jakości brzmienia chodzi w dużej mierze o antenę i jakość połączenia. Dusza Janusza trochę się we mnie odezwała, zakupując ten moduł, ale muszę przyznać, że nie pluję sobie w brodę. W końcu cena była niska, zawsze mogę też użyć klasycznego kabelka zakończonego złączem 3.5mm.
       
       
      Podsumowanie:
       
      Jeśli chcecie wejść nieco w świat bezprzewodowego audio, to możecie tym tworem od KZ zaryzykować. Podkreślam – zaryzykować. Od razu mówię, że możecie być nie do końca zadowoleni. Być może trafiłem wadliwą sztukę, pojęcia nie mam. Jednak nie zmienia to faktu, że lepiej zwiększyć swój budżet i kupić coś w stylu Jaybird’ów X3 (cena oscyluje w granicach 350zł). Po prostu nie będziecie się gryźć z niestabilnym połączeniem z waszym telefonem. Ciężko mi jakoś posumować twór chińskiej marki, bo z samego dźwięku jestem naprawdę zadowolony. Wniosek jest taki, że zasięg w prężnie rozwijającym się bezprzewodowym świecie to jednak podstawa…
       
       
       
      Zalety:
      - ładny dźwięk
      - stosunkowo małe szumy
      - cena
        Wady:
      - zasięg / stabilność połączenia Bluetooth
      - po części bateria, choć w tej cenie i tak jest akceptowalnie
      - przeciętne wykonanie (jak na cenę)
×

Powiadomienie o plikach cookie

Zarejestruj się aby mieć większy dostęp do zasobów forum. Przeczytaj regulamin Warunki użytkowania i warunki prywatności związane z plikami cookie Polityka prywatności