Skocz do zawartości

Rekomendowane odpowiedzi

Poniższa recenzja jest dla mnie bardzo wyjątkowa i to nie tylko ze względu na fakt, iż jest to mój dziewiczy tekst na kropka.audio, lecz przede wszystkim z uwagi na słuchawki będące przedmiotem recenzji. Niewiele jest takich sprzętów, które odciskają na mnie jako na słuchaczu tak trwałe piętno, by niemal rok od momentu, kiedy otrzymał je do testu wrażenia z obcowania z nimi wciąż były tak intensywne i wyraziste. Powiem więcej - przerzucając kolejne słuchawki dokanałowe, a było ich co najmniej kilkanaście par w podobnej półce cenowej - liczyłem na to, że mi przejdzie. Tak zwyczajnie i normalnie. Czas jednak płynie, a ja w końcu odrzuciłem niepewność na bok i opublikowałem tekst, który na dysku zalegał w wersji finalnej już od przeszło pół roku.

 

Co tak bardzo mnie poruszyło, że opowiadam o F4100 niczym o ukochanej kobiecie, na samo wspomnienie której żywiej bije moje serce? Przekonajcie się sami.

https://kropka.audio/test/sluchawki/final-f4100-recenzja/

4.jpg

  • Like 3

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mało o tych słuchawkach można znaleźć w necie, więc dzięki za treściwą opinię. Gdzieś na head-fi natknąłem się na odczucie "niskiej dynamiki" podobno typowe dla pojedynczych armatur. Prawda to?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
11 minut temu, Suszec napisał:

Mało o tych słuchawkach można znaleźć w necie, więc dzięki za treściwą opinię. Gdzieś na head-fi natknąłem się na odczucie "niskiej dynamiki" podobno typowe dla pojedynczych armatur. Prawda to?

Szczerze mówiąc nie bardzo wiem, jak ktoś może je uznać za mało dynamiczne, bo w brzmieniu są raczej lekkie :) Może nie nazwę ich eterycznymi, bo jednak trochę tego mid-basu mają, ale odsłuchiwałem ich na ostatnim AVS i muszę przyznać, że chociaż w swojej półce cenowej pod kątem techniczności niestety się nie bronią, to jednak mają w sobie coś wyjątkowego i pięknego. W każdym razie grają z przyzwoitą dynamiką, a dźwięk nie zamula.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Podobna zawartość

    • Przez Inszy
      Final Audio to japońska marka z kilkudziesięcioletnimi tradycjami, która na polskim rynku znalazła już uznanie odbiorców dzięki bogatej ofercie wysokiej jakości słuchawek. Z reguły są to jednak modele oferowane w średnim i wyższym budżecie, natomiast za sprawą E1000 Final w końcu pokazał budżetowe słuchawki dokanałowe.
      Wycenione są one na przystępne 129 złotych i, przynajmniej w kwestii wyglądu, wyraźnie czerpią garściami od swoich cenionych starszych braci z serii E. Czy jednak oprócz dobrze znanego wyglądu producent zadbał również o dobre doznania dźwiękowe?
       
      Odpowiedź jak zwykle pod linkiem 🙂
      https://kropka.audio/test/sluchawki/final-audio-e1000-test/
       

    • Przez blueme
      Moi drodzy te słuchawki są naprawdę warte uwagi, sięgnijcie po nie w sklepach MP3Store, nawet po krótkim ich odsłuchu, jestem zgodny z tą recenzją:
       
      https://www.audiophileon.com/news/final-audio-design-e3000-review
       
      Mega muzykalność i ocieplenie, a przy tym detaliczność i holografia, co za fun!, nie bez powodu są określane następcami EPH-100, bo po pierwsze przypominają je wyglądem i budową (małe lekkie metalowe), a do tego brzmieniem, które jest pod pewnymi względami nawet fajniejsze - mają jeszcze bardziej okazałą scenę i nie ma tu tego irytującego cyfrowego podbicia w okolicy 8kHz. Tipsy są też bardziej ergonomiczne niż u EPH-100
       
      Do tego Final na dniach właśnie ogłosił wersję z pilotem E3000C (chyba historyczny moment dla tej marki bo to ich pierwsze słuchawki dokanałowe z pilotem):
       
       
      Aha, jeden z głównych mankamentów jakie zauważyłem to stosunkowo niska skuteczność 100dB, potrzebują więc głośniejszego źródła
    • Przez KaszaWspraju
      Cześć, nazywam się KaszaWspraju jestem audiofilem.
       
      Final Audio D8000. Nie wiem od czego zacząć, od biadolenia osoby której nie stać na te słuchawki, czy od osoby która ma te słuchawki (tylko na weekend ale do CV można wpisać). Kwestii ceny i pieniędzy nie da się uniknąć przy wydatku około 15 tysięcy złotych w polskich realiach, więc może zaczniemy od narzekania tak lubianego przez Polaków. Głownie to cena, cena, cena. Nie stać mnie na nie, chce je ale… nawet mając taki pieniądz na wydanie czasami trudno taki zakup usprawiedliwić. Trzeba się złamać i zaryzykować bo to może być przygoda życia w światku audio.
      Gdzieś zasłyszałem takie powiedzenie: jak chcesz kupić łódź/jacht, musi Cię być stać na trzy takie jachty. Cała prawda. Samo wydanie 15k to może być tylko początek. Dobieramy tor, odpowiednio drogi i prestiżowy, dorabiamy kabelki. Oryginalny "balanced" to kolejne około 2300zł za 1,5 m. Brak takiego w zestawie, w sumie skandal. Same słuchawki nie wyglądają jak milion dolarów. Zestaw niby bogaty, futerał, stojak, dwa przewody, fajne warkocze. Ten krótki z jackiem 3,5 ma sens bo słuchałem “Final Fantasy” z Sony WM1Z dosłownie chwilę, a wrażenie pozostało do dziś. Jednak wszystko jakoś tak skromnie wygląda, mimo najwyższej jakości, bark tego “the zing”. Sama metka z ceną to mało.
       

       
      Same “Final Fight” wyglądają dość niepozornie, bardzo podobne do niższych modeli tej firmy. Dla mnie to stylistyka z prototypu. Poskładane z tego co pasowało i było pod ręką. Nawet pady sprawiają takie wrażenie, nietypowe. Dość płytkie, z jakiegoś miłego w dotyku materiału, dla mnie lajkra, wyglądające jak samoróbka. Jednak to one mają niebagatelne znaczenia dla uzyskanej sygnatury brzmieniowej. Cała ta z pozoru prowizorka budowlana wykonana z najwyższą starannością skrywa fenomenalne drivery. Jedyne zdziwienie budzi widoczne smarowanie na elemencie umożliwiającym poruszaniu się każdej muszli.
       
      Finał kryzysu recenzenta wieku średniego.
       
      “Final Recipe” nie wyglądają, ale grają jak milion dolarów. Mamy ten “The Zing”. Słuchałem wszystkiego. Od słabych nagrań, po DSD. Od klasyki, przez Rock, Jazz, Pop, po DiscoPolo .. przez twe oczy, te oczy zielone oszalałem… Jak bym chciał, jak bym nie szukał, nie słyszałem krytycznych wad. Co najwyżej wolimy inną prezentację pewnych zakresów dźwiękowych. Jednych sprzętów słuchamy w skupieniu, drugich kiwając nóżką, trzecich z uśmiechem na twarzy. “Final Call” łączy wszystkie te style ze wskazaniem na ten trzeci. Te słuchawki dają autentyczną i nieskrywaną radość ze słuchania muzyki, a na jakich aspektach muzycznych się skupimy zależy już tylko od nas. Ewentualnie nasz tor może faworyzować którąś ze składowych. Najkrócej mówiąc jest to najlepsze połączenie brytyjsko-japońskiej szkoły grania, moim zdaniem. Może nie grają 1 do 1, dodaj od siebie coś tak subtelnego, a jednak o dużym efekcie. Poważnie się zastanawiam czy zmienić pracę i wziąć kredyt.
       

       
      Pełny, monumentalny dźwięk, nie grający ścianą, z perfekcyjnym obrazowaniem źródeł dźwięku w przestrzeni. Muzyka gra z pełnym zrozumieniem, a to czego nie rozumiesz, poczujesz. Multum faktur, efektów, mikro i makro szczegółów oraz dynamiki. Nie różnicowałem czy dźwięki jest jasne czy ciepłe, czy scena jest szeroka, wokal oddalony, jak i gdzie bas schodzi, czy wysokie się szklą i.t.d. Podczas odsłuchów przyjąłem każdą muzykę z szeroko otwartymi ramionami. Dawno nie byłem tak niczym nie skrępowany i wolny w słuchaniu muzyki. Możemy odrzucić wszelkie stereotypy z naszego światka.
       
      Czas zauroczenia miną bardzo szybko, gdyż dlatego, że tak przyjemnie naturalny dźwięk szybciutko stał się normą. Efekt WoW zastąpiła muzyka, a analizować i rozkładać jakie to one są naj.., po prostu szkoda czasu. Przy idealnych realizacjach słuchawki znikają. A przy słabych czasem była tragedia. “Final Cut” potrafią wyciągnąć jakiś śmieć na wierzch którego nigdy nie słyszałeś i to nie da Ci spokoju, że w tak fajnych słuchawkach nie wszystko jest naj.
      Ich szybkość nie jest tak oczywista. Jednak potrafiły dotrzymać tempa wszystkiemu co im śmiałem rzucić na wyzwanie. One nie brzmią jakby cały czas grały na 100%, na pełnej szybkości, z maksymalną mocą i informacją, a faktycznie tak dźwięk jest podawany. To ich największy atut, podać wszystko w tak przyjemny i przystępny sposób dla słuchacza.
       
      Dla porządku zasadniczego: bas nie schodzi bardzo, bardzo nisko i nie kopie bardzo, bardzo mocno. Impakt jest. Scena nie jest bardzo szeroka, mamy za to dużo w głąb, w górę i w dół. Fantastyczna holografia. Wokale śpiewają przez większość mojego materiału muzycznego, na równi z resztą pasm, damskie są ciut bliżej. Średnica jak najbardziej rzeczywista z górą emocji. Questyle CMA 600i pędził je z łatwością tak samo jak DX90 czy Opus #1. Tylko wraz z lepszym wzmacniaczem grają coraz "bardziej". Przybywa wypełnienia i faktur, a scena i wszystkie jej aspekty są coraz bardziej doskonale poskładane. Dodatkowo dźwięki przybierają kształty i wymiary. Przypuszczam, że “Final destination” dobrze się skalują. Odniosłem też wrażenie, że lubią grać swoje dopiero od pewnego poziomu głośności. W sumie trochę szkoda, że przez tą ich ******stość nie zaskoczą nas tak często jak np Nighthawk od AudioQuest. One ”tylko” zagrają wszystko na znacznie, znacznie, znacznie wyższym poziomie, o kilka klas wyżej, po audiofilsku i takie tam inne głodne kawałki używane do opisów przez recenzentów.
       
      Pani rzeczywistość.
       
      “Final Impact” po tych kilku dniach odsłuchów są tylko średnio wygodne dla mnie. Z całej tej adrenaliny i ekscytacji na AVS 2017 kiedy pierwszy raz je macałem, nie zwróciłem uwagi na ich ciężar. Czuć go na czubku głowy. Muszle też są ciężkie i to po pewnym czasie zaczyna doskwierać. Muzyka trochę odwraca uwagę od tego problemu. LCD2C też jedne z cięższych słuchawek, prawie perfekcyjne rozkładają swoją wagę i są przez to bardzo komfortowe i “przewygodne”.
      Pady milusie w dotyku, ale nie dopasowują się tak idealnie jak to potrafią robić skórzane wersje od np Aeon czy Flow. Niestety przy ruchu głowy słuchawki potrafią się przemieszczać. Duża zaleta to, że uszy się nie pocą dzięki “lajkrowemu” wykończeniu.
       
      Spotkałem swojego idola.
       
      “Final Solution” to dzisiejszy “top five” słuchawek, trudno znaleźć tak spójne w idei, muzycznie grające słuchawki. Z taką jakością, lekkością, energią i emocjami. Cały kunszt inżynieryjny, schowany pod niepozornym wyglądem, składa się na fenomenalny dźwięk w którym próżno szukać wad. Jednak nie najwyższy komfort użytkowania stanowi poważną wadę moim zdaniem.
       

       
      Jak zwykle zawsze można jeszcze lepiej, inaczej i drożej. Za jakiś czas pojawią się Meze Empyrean, mamy niezdetronizowaną do dziś legendę Sony MDR-R10. Mamy Stax SR-Omega czy Sennheiser Orpheus. W takim towarzystwie, z takim dźwiękiem za jedyne 15 tysięcy te słuchawki nie ma się czego wstydzić. Każdy audiofil musi posłuchać Final Audio D8000.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Zarejestruj się aby mieć większy dostęp do zasobów forum. Przeczytaj regulamin Warunki użytkowania i warunki prywatności związane z plikami cookie Polityka prywatności