Skocz do zawartości
Questyle preorder Czytaj więcej.. ×
Astell & Kern Diana by Jerry Harvey Audio - preorder Czytaj więcej.. ×
Arthass

Suplementować czy nie suplementować? ...oraz inne pytania dotyczące diety.

Rekomendowane odpowiedzi

 

 

 

Wiecie dlaczego ludzie z paleolitu byli zdrowsi? Bo się ruszali :P

A skąd wiesz, że ludzie z paleolitu byli zdrowsi? A jeżeli byli, to skąd wiesz że dlatego że się ruszali? I czy myślisz, że mogły być jeszcze inne tego przyczyny? Tj wykluczamy dietę i ruch- co jeszcze mogło wpłynąć na ich rzekomo lepszy stan zdrowia.

 

 

Osobiście obstawiam czyste powietrze, mniej stresogenne społeczeństwo, brak szefa nad głową i kredytu hipotecznego na karku :D

 

 

Dokładnie tak. Generalnie wszystko "czystsze" niż mamy dzisiaj. Stres krótkotrwały związany tylko z polowaniem (można było zginąć). Później chill w jaskini.

 

Taaa, jasne :D Chill, karty, browar, później do lodówki i przed TV :) Bajeczki.

 

https://pl.wikipedia.org/wiki/Szlachetny_dzikus

  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Właśnie wyczytałem, że siemię lniane niewłaściwie spożywane może być silnie toksyczne... Ponoć zawiera związki cyjanogenne i można sobie przez to rozpieprzyć wątrobę...

 

Od jakiegoś czasu dodaję całe ziarna do płatków i zalewam to wrzątkiem... Teraz wyczytałem, że raz całe ziarna są kiepsko przyswajalne, a dwa powinno się je zalewać zimną wodą.

 

Najlepiej natomiast zmielić ziarna zaraz przed spożyciem i zalać to wrzątkiem... Tyle, że jak zmielone zaleję wodą, to robi się z tego klej, którego spożywanie jest mało przyjemne... No i teraz nie wiem, czy dać sobie z tym spokój...

 

No i jak całe ziarna zaleję zimną wodą, a później to przegryzę, to czy nie uwolnią się wtedy szkodliwe związki? Na logikę wychodzi, że tak.

 

Czyli wychodzi na to, że jedyna bezpieczna metoda to spożywanie takiego ciepłego kleju :/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Właśnie wyczytałem, że siemię lniane niewłaściwie spożywane może być silnie toksyczne... Ponoć zawiera związki cyjanogenne i można sobie przez to rozpieprzyć wątrobę...

 

Od jakiegoś czasu dodaję całe ziarna do płatków i zalewam to wrzątkiem... Teraz wyczytałem, że raz całe ziarna są kiepsko przyswajalne, a dwa powinno się je zalewać zimną wodą.

 

Najlepiej natomiast zmielić ziarna zaraz przed spożyciem i zalać to wrzątkiem... Tyle, że jak zmielone zaleję wodą, to robi się z tego klej, którego spożywanie jest mało przyjemne... No i teraz nie wiem, czy dać sobie z tym spokój...

 

No i jak całe ziarna zaleję zimną wodą, a później to przegryzę, to czy nie uwolnią się wtedy szkodliwe związki? Na logikę wychodzi, że tak.

 

Czyli wychodzi na to, że jedyna bezpieczna metoda to spożywanie takiego ciepłego kleju :/

 

Odpuść to siemię lniane w ogóle ... Płatki zresztą też :) to są produkty średnio odżywcze gdyż zawierają kwas fitynowy. Sam osobiście czasem jem orzechy (uwielbiam brazylijskie i makadamie), jakieś płatki ale je płuczę bądź dodaję trochę zmielonej gryki żeby pozbyć się fityny.

Ale jeśli się upierasz żeby jeść te produkty to siemię najlepiej zmiażdżyć w moździerzu bądź zmielić w młynku do kawy i posypać potrawę, doprawić nim sos który już trochę ostygł (został zdjęty z ognia).

Kiedyś jak sporadycznie jadłem siemię to wsypywałem je do dobrej jakości młynka do pieprzu wraz z czarnuszką. Posiadam młynki żeliwne z ceramicznym mechanizmem i mielą wszystko :)

 

Polecam do śniadania chlust tranu, oleju z kryla czy oleju z wątroby dorsza, a siemię ? Ani to smaczne, ani do końca bioprzyswajalne. Nie ma co jeść produktów które nam nie smakują, a niby są takie zdrowe.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Siemię lniane przede wszystkim stosowałbym jako tani sposób na uczucie sytości. Pęcznieje w organizmie. I jest niezłym źródłem błonnika. Za to smakuje okropnie. Potwierdzam, że najlepszą formą jest "papka" ze zmielonego siemienia.

 

Ja ostatnio z kolei eksperymentowałem z olejem lnianym. Smakuje jeszcze gorzej od nasionek, ale jest świetnym źródłem kwasów tłuszczowych Omega 3 i 6. Można po prostu jeść po 2-3 łyżki dziennie albo jako dodatek, np. do sałatek. Ja smaruję tym chleb zamiast masła, wtedy smak zanika (może lekko go czuć). Dziewczyna mnie "oszukała" żebym zaczął ten olej jeść, smarując mi kanapki nic mi nie mówiąc. Nie zorientowałem się ;)

 

Oczywiście jest jedynie alternatywą dla oliwy z oliwek (zdrowszą). Nie nadaje się do smażenia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak, rozpieprzysz sobie wątrobę łyżką siemienia dziennie... A syntetyczne leki z apteki, antybiotyki i inne syfy ludzie łykają kilogramami i nie obawiają się o wątrobę... Tłuszcz w nadmiarze też niszczy wątrobę. Alkohol, papierosy, fast-foody, żywność wysoko przetworzona, konserwanty, barwniki - czy ktoś wpada w paranoję, bo potencjalnie niszczą wątrobę na skalę nieporównywalną do jakichś śladowych ilości związków cyjanogennych (które tak nawiasem mówiąc mają działanie antyrakowe, niszczą komórki rakowe jeszcze zanim zdążą się rozprzestrzenić w organizmie), poza tym tez wiązki są nieszkodliwe dla zdrowych komórek. Dalej, fityny, które w 1-2 łyżkach siemienia dziennie mają działanie absorpcyjne, wiążą i pochłaniają toksyczne związki. Są z powodzeniem wykorzystywane w suplementach wspomagających leczenie poważnych chorób jak rak -> poczytaj o znanych i cenionych suplach typu Cell Forte IP-6 & Inositol albo Transfer Point Beta-1, 3-D Glucan (w tym przypadku najczęściej wykorzystuje się wyselekcjonowane szczepy drożdży, ale można też pozyskać ten związek np. z otrębów ryżowych czy łupin/otrębów i zewnętrznych części owsa). Wątroba pełni w organizmie jakieś 400 funkcji, wiele rzeczy jest dla niej potencjalnie szkodliwych, ale jeśli siemie choćby wiąże toksyny to robi jej większą przysługę niż szkodę.

 

Ten śluz powleka ścianki układu trawiennego, działa ochronnie i pozwala się efektywniej regenerować ewentualnym uszkodzeniom szlaku trawiennego. Do wszystkiego idzie się przyzwyczaić, ja na początku nie mogłem znieść smaku zielonej herbaty, a teraz nie mogę bez niej żyć. Osobiście zalewam całe ziarna wrzątkiem (razem z płatkami owsianymi, ziarnami słonecznika, pestkami dyni, orzechami) i po prostu gryzę. Można to robić w małym wolnowarze, zalać wodą wieczorem, dodać owoców (żurawina itp), ustawić wyłącznik czasowy na 3-4 godziny, wolnowar na low i rano jest gotowe. Oleje omega są bardzo wrażliwe na czynniki zewnętrzne, natomiast w siemieniu lnianym (pełnych ziarnach), nie ulegają uszkodzeniu nawet poddane obróbce termicznej.

 

W mięsie są związki karcenogenne, woah, panika, nie jedzmy mięsa... Nie chce mi się wdawać w taką jednowymiarową polemikę, bo to do niczego nie prowadzi... Wymieniać jakie choroby powoduje długotrwały nadmiar spożywania mięsa? Nie mówiąc o tym, że jeśli nie masz dostępu do mięsa "od rolnika", który na twoich oczach przygotowuje je ze swojego zwierzątka, to znajdują się tam substancje nieporównywalnie gorsze od jakichś fityn czy śladowych związków cyjanogennych. Stare porzekadło medyczne mówi: "Każda substancja może być lekarstwem lub trucizną. Wszystko zależy od dawki".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Siemię lniane przede wszystkim stosowałbym jako tani sposób na uczucie sytości. Pęcznieje w organizmie. I jest niezłym źródłem błonnika. Za to smakuje okropnie. Potwierdzam, że najlepszą formą jest "papka" ze zmielonego siemienia.

 

Ja ostatnio z kolei eksperymentowałem z olejem lnianym. Smakuje jeszcze gorzej od nasionek, ale jest świetnym źródłem kwasów tłuszczowych Omega 3 i 6. Można po prostu jeść po 2-3 łyżki dziennie albo jako dodatek, np. do sałatek. Ja smaruję tym chleb zamiast masła, wtedy smak zanika (może lekko go czuć). Dziewczyna mnie "oszukała" żebym zaczął ten olej jeść, smarując mi kanapki nic mi nie mówiąc. Nie zorientowałem się ;)

 

Oczywiście jest jedynie alternatywą dla oliwy z oliwek (zdrowszą). Nie nadaje się do smażenia.

 

Wywal ten chleb z diety, bo się trujesz. Chyba, że sami go pieczecie.

 

Po pierwsze: olej lniany nie jest zdrowszy od oliwy z oliwek, ani od dobrej jakości masła extra

 

Po drugie: olej lniany jest słabym źródłem kwasów omega 3 - pisałem o tym kilka postów wyżej (najmniej ważny kwas ALA który ulega konwersji w dosłownie kuliku procentach do EPA i DHA o które przede wszystkim chodzi w O3). Jeśli chcesz zadbać o dobrą proporcję kwasów omega 3 do 6 to suplementuj tran, jedź ryby (to przede wszystkim EPA i DHA) i unikaj (to znaczy, że sporadycznie można wrzucić) tłuszczy roślinnych takich jak oleje z pestek dyni, winogron, słonecznika, rzepaku, ryżu, sezamu, orzechów. Jedyne dobre oleje roślinne to z awokado jak i samo awokado, oliwa z oliwek (również oliwki) i olej kokosowy. W niektórych przypadkach stosuje się pestki dyni czy olej z dyni przy leczeniu stanu grzybiczego.

 

Po trzecie: najlepszy olej lniany to olej dr Budwig z bardzo krótką datą ważności i trzymany cały czas w lodówce. Naturalnie mętny i cierpki w smaku. Pijąc go systematycznie można wyczuć, że nie smakuje zawsze tak samo.

 

Zapychanie żołądka siemieniem, chia czy płecznikiem (łuska, babka jajowata) do niczego dobrego nie prowadzi. Jeśli chcesz być syty to zredukuj węglowodany i daj więcej tłuszczy, a sytość będzie na cały dzień bez większych skoków insuliny.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiesz, że pestki, ziarna, błonnik roślinny ma też inne funkcje poza typowym "odżywianiem"? Ja myślę, że zapychanie żołądka siemieniem, czy odpowiednikami jednak prowadzi do wielu dobrych rzeczy. Przede wszystkim reguluje pracę jelit, zwiększa efektywność przemieszczania się mas kałowych (oczywiście w połączeniu z odpowiednią ilością wody), dzięki czemu to twoje mięcho nie zalega w jelitach, gnijąc, trując organizm produktami rozkładu, powodując namnażanie się patologicznych mikroorganizmów itd. A jeśli już jesteśmy przy mikroorganizmach, to błonnik z tych źródeł odżywia symbiotyczną florę bakteryjną jelit, a flora w zamian odwdzięcza się np. produkcją niemal wszystkich witamin, nawet z grupy B. Nie wspominając już o działaniu przeciwpasożytniczym, przeciwgrzybicznym itd.

Może i ten błonnik nie odżywia bezpośrednio organizmu, ale odżywia florę, która jest kluczowa dla prawidłowego funkcjonowania organizmu i przyswajania substancji odżywczych. Im silniejsza symbiotyczna flora bakteryjna, tym mniejsze ryzyko rozwoju np. grzybów candidy w jelicie cienkim.

Jak zwykle paranoje żywieniowe niewskazane.

Co do chleba, zgadzam się. Chleb sklepowy to mniejsza lub większa trucizna. Chemia sypana łopatami.

Olej lniany, też racja. Sam kupowałem Budwigowy, kiedy mama była chora. Można go maksymalnie przechowywać do 3 miesięcy, po otwarciu kilka tygodni. Większość olejów lnianych dostępnych w sklepach jest zjełczała, nie mówiąc o wysokim filtrowaniu. Fajną opcją są domowe wyciskarki do oleju, ale to droga zabawa.

Fajnie, że ryby są w teorii lepszym źródłem kwasów omega, tylko w praktyce w tych produktach są bardzo niestabilne i wrażliwe na czynniki zewnętrzne. Za to, mimo że w siemieniu są w teorii ciężej dostępne dla organizmu, to są w praktyce bardziej stabilniejsze ze względu na lignany. No i wychodzi kolejna funkcja spożywania siemienia, lignany wspierają odporność, hamują zdolności rozprzestrzeniania się komórek nowotworowych itd. Nie widzę sensu wyrzucania z diety tego typu produktów, bo szkodzić realnie nie zaszkodzą, a pełnią szereg funkcji regulacyjnych. Nie rozumiem tego demonizowania.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wywal ten chleb z diety, bo się trujesz. Chyba, że sami go pieczecie.

To co Wy jecie w ciągu dnia. Wszędzie słyszę by zregnować z produktów zbożowych, wywalić z jadłospisu chleb, marakony... ziemniaki.

To co jeść? Ja sobie nie wyobrażam ułożenia jadłospisu na każdy dzień. Przynajmniej nie zrobię tego na szybko, a w dzisiejszych czasach i przy obecnym trybie życia nie każdy ma godziny, by sobie porozrzucać posiłki na cały dzień w pudełka. A jeśli nawet, to jak długo.

 

Zazdroszczę Wam zaparcia i sumienności.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Chleb żytni na zakwasie też zły? :(

 

Wszelkich leków, tabletek unikam jak ognia. Mocniejszego alkoholu niekoniecznie ;) Ale chyba muszę uważać na wątrobę, bo mam brązową plamkę na tęczówce ;d

 

A chia siemienia nie zastąpi?

 

No to najwyżej z siemienia nie zrezygnuję, ale na pewno nie będą go mielił...

 

Nakupiłem sobie trochę różnych ziaren, codziennie dam sobie po łyżeczce wszystkiego do płatków i powinno być ok.

Swoją drogą nie przypuszczałem, że może być tak duża różnica między płatkami owsianymi (górskimi). Do tej pory kupowałem te najpopularniejsze (ekstra, czy jak im tam...) i były kiepskiej jakości. Mączne, rozpadające się, pełne czarnych zanieczyszczeń, na których zęby można sobie połamać.... No i ostatnio w podobnej cenie kupiłem płatki marki Kupiec. Totalnie inna jakość. Płatki grube, konkretne, nierozpadające się, czyściutkie, nie trzeba niczym zalewać, żeby były smaczne.

 

A nasiona ostropestu też powinno się mielić?

 

I jeszcze w kwestii wolnowarów... Czy temperatura osiągana podczas obróbki cieplnej jest wystarczająca, żeby powybijać wszystkie pasożyty, które mogą się pojawić np. w surowym mięsie? Zdaje się, że normy przemysłu spożywczego zezwalają, żeby bodaj w kg mięsa znajdowało się kilka jaj robaków czy innych pasożytów :/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

Wywal ten chleb z diety, bo się trujesz. Chyba, że sami go pieczecie.

To co Wy jecie w ciągu dnia. Wszędzie słyszę by zregnować z produktów zbożowych, wywalić z jadłospisu chleb, marakony... ziemniaki.

To co jeść? Ja sobie nie wyobrażam ułożenia jadłospisu na każdy dzień. Przynajmniej nie zrobię tego na szybko, a w dzisiejszych czasach i przy obecnym trybie życia nie każdy ma godziny, by sobie porozrzucać posiłki na cały dzień w pudełka. A jeśli nawet, to jak długo.

 

Zazdroszczę Wam zaparcia i sumienności.

 

Mięso (i produkty pochodzenia zwierzęcego), nabiał, wrzywa (w szczególności zielone), orzechy.

Nie musisz mieć godzin na przygotowanie posiłków - uwierz mi ja w zeszłym roku wyrabiałem normę godzinową dwóch osób w pracy i radziłem sobie z dość restrykcyjnym keto. Jeśli musisz jeść coś w ciągu dnia to wcinaj orzechy. 100g migdałów czy orzechów włoskich da Ci efekt jakbyś zjadł średniej wielkości obiad (ok 600kcal). Natomiast jeśli naprawdę nie masz czasu na posiłki to robisz Intermittent Fasting - np. 23/1 czyli masz godzinowe okno na spożycie całego dziennego zapotrzebowania na kcal i potem 23h postu.

Prawda jest taka że wywalenie produktów typu chleb, marakon jest banalnie łatwe i tylko siedzi w głowie.

Edytowane przez piotrus-g

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Chleb żytni na zakwasie też zły? :(

 

Wszelkich leków, tabletek unikam jak ognia. Mocniejszego alkoholu niekoniecznie ;) Ale chyba muszę uważać na wątrobę, bo mam brązową plamkę na tęczówce ;d

 

A chia siemienia nie zastąpi?

 

No to najwyżej z siemienia nie zrezygnuję, ale na pewno nie będą go mielił...

 

Nakupiłem sobie trochę różnych ziaren, codziennie dam sobie po łyżeczce wszystkiego do płatków i powinno być ok.

Swoją drogą nie przypuszczałem, że może być tak duża różnica między płatkami owsianymi (górskimi). Do tej pory kupowałem te najpopularniejsze (ekstra, czy jak im tam...) i były kiepskiej jakości. Mączne, rozpadające się, pełne czarnych zanieczyszczeń, na których zęby można sobie połamać.... No i ostatnio w podobnej cenie kupiłem płatki marki Kupiec. Totalnie inna jakość. Płatki grube, konkretne, nierozpadające się, czyściutkie, nie trzeba niczym zalewać, żeby były smaczne.

 

A nasiona ostropestu też powinno się mielić?

 

I jeszcze w kwestii wolnowarów... Czy temperatura osiągana podczas obróbki cieplnej jest wystarczająca, żeby powybijać wszystkie pasożyty, które mogą się pojawić np. w surowym mięsie? Zdaje się, że normy przemysłu spożywczego zezwalają, żeby bodaj w kg mięsa znajdowało się kilka jaj robaków czy innych pasożytów :/

 

Jeżeli masz problem z wątrobą to jest kilka rzeczy, które mogą Ci pomóc. Zainteresuj się widłakiem goździstym. Pijesz napar raz dziennie, dwa razy w bardzo poważnych przypadkach. Ostropest i karczoch też możesz suplementować. Razem wzmacniają swoje działanie. Ja podawałem mamie ostropest w formie oleju, a karczoch w formie wyciągu (sok). Jest też schisandra (cytryniec chiński). Kurkuma, oczywiście. Jeżeli nie chce Ci się bawić w branie wszystkiego z osobna to możesz kupić takie coś: http://www.e-vita.istore.pl/pl/liver-detoxifier-regenerator-90-kapsulek.html

Zawiera prawie wszystkie wyciągi roślin znanych z leczniczych właściwości w przypadku wątroby. No, nie ma tam chyba jedynie wyciągu z widłaka goździstego.

Grzybki Reishi/AHCC osłaniają i przyspieszają regenerację wątroby. Musisz uważać na tłuszcze w diecie. Tutaj może być problem z różnymi ziarnami, pestkami itd. Mimo, że normalnie maja bardzo pozytywne działanie na organizm to przy problemach z wątrobą lepiej je odstawić dopóki stan się nie poprawi i bazować na tłuszczach pochodzenia zwierzęcego. Na oczyszczenie wątroby polecam algi. W ogóle wątroba lubi zieleninę i zioła (byle nie ostre typu chilli). Można ją wesprzeć sproszkowanym sokiem z młodego jęczmienia i aloesem.

Robiłeś badania czy tylko podejrzewasz, że masz problemy z wątrobą?

 

Temperatura podczas obróbki cieplnej w wolnowarze jest poniżej 100 stopni (80-90 stopni w zależności od producenta), ale jest wystarczająca by poradzić sobie z wszelkimi nieproszonymi gośćmi. Składniki poddawane są takiej temperaturze przez 8h. Nie ma szans żeby pasożyt to przeżył.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Z wątrobą nie wiem i nie mam ochoty tego badać. Ktoś mi kiedyś wypatrzył plamkę na tęczówce i się teraz z tego śmieję. Innych objawów nie zauważyłem.

 

A dietę to mam chyba wybitnie nieprzychylną dla wątroby. Dużo chilli, ostrego chrzanu, teraz jeszcze dojdą te ziarna... Ale zauważyłem, że jak przyjeżdżam do rodziców, czy gdzieś się stołuję, to później źle się po tym czuję, czyli chyba takie ostre żarcie dobrze robi mojemu organizmowi :)

 

No to sobie sprawię tego wolnowara, bo mam już dość smażenia.

Edytowane przez Jimmi Dragon

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wywal ten chleb z diety, bo się trujesz. Chyba, że sami go pieczecie.

 

Po pierwsze: olej lniany nie jest zdrowszy od oliwy z oliwek, ani od dobrej jakości masła extra

 

Po drugie: olej lniany jest słabym źródłem kwasów omega 3 - pisałem o tym kilka postów wyżej (najmniej ważny kwas ALA który ulega konwersji w dosłownie kuliku procentach do EPA i DHA o które przede wszystkim chodzi w O3). Jeśli chcesz zadbać o dobrą proporcję kwasów omega 3 do 6 to suplementuj tran, jedź ryby (to przede wszystkim EPA i DHA) i unikaj (to znaczy, że sporadycznie można wrzucić) tłuszczy roślinnych takich jak oleje z pestek dyni, winogron, słonecznika, rzepaku, ryżu, sezamu, orzechów. Jedyne dobre oleje roślinne to z awokado jak i samo awokado, oliwa z oliwek (również oliwki) i olej kokosowy. W niektórych przypadkach stosuje się pestki dyni czy olej z dyni przy leczeniu stanu grzybiczego.

 

Po trzecie: najlepszy olej lniany to olej dr Budwig z bardzo krótką datą ważności i trzymany cały czas w lodówce. Naturalnie mętny i cierpki w smaku. Pijąc go systematycznie można wyczuć, że nie smakuje zawsze tak samo.

 

Zapychanie żołądka siemieniem, chia czy płecznikiem (łuska, babka jajowata) do niczego dobrego nie prowadzi. Jeśli chcesz być syty to zredukuj węglowodany i daj więcej tłuszczy, a sytość będzie na cały dzień bez większych skoków insuliny.

 

Chleba nie wywalę. Dobry chleb własnej produkcji pasuje mi bardzo pod względem smaku i wartości odżywczych. Dzisiaj wypiek własnego chleba to banalna sprawa. Wystarczy od kogoś wziąć dobry zakwas i już na zawsze masz. Drożdże kupuję w piekarni, te ze sklepu w paczce albo drożdże instant to tragedia, wcale nie "śmierdzą" i nie kruszą się.

 

Co do olejów. Olej kokosowy ostatnio jest na topie, ale badania wcale nie mówią, jakoby jednoznacznie miał być jednym ze zdrowszych olejów do smażenia. W badaniach raz wypada świetnie, raz przeciętnie. Olej lniany w badaniach zwykle wypada lepiej od oliwy z oliwek, oczywiście mowa o dobrych olejach. Olej lniany musi być z lnu niemodyfikowanego, zbieranego tradycyjną metodą (odpadają oleje z lnu ze wschodu i południa Polski). Owszem, kwas ALA ulega konwersji w małym procencie. Ale sam kwas ALA również ma pozytywne działanie lecznicze, co wykazały badania i co zostało potwierdzone przez FDA.

 

Tak polecane przez Ciebie ryby są coraz bardziej skażone. Wiele substancji szkodliwych odkłada się w organach ryb, a następnie również w organach człowieka, nie mówię tu tylko o rtęci ale wielu innych metalach. To samo więc dotyczy tranu. Także każde źródło kwasów nienasyconych ma swoje wady. Do smażenia obecnie zaleca się te tłuszcze, które nie mają wiązań podwójnych. Poleca się (mimo kontrowersji) olej kokosowy, a także smalec, masło klarowane.

 

Oliwa z oliwek i tran zawierają kwas oleinowy, który jest uważany za rakotwórczy.

 

Dlatego nie ma idealnego źródła kwasów tłuszczowych, zwłaszcza do smażenia.

 

Co do siemienia. Nie chodzi o zapychanie regularne. Ale jak ktoś robi redukcję masy ciała, to warto sobie wypełnić żołądek, by uniknąć podjadania w nocy (jeśli ktoś ma taki problem). A i perystaltyka jelit się poprawi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

 

Wywal ten chleb z diety, bo się trujesz. Chyba, że sami go pieczecie.

To co Wy jecie w ciągu dnia. Wszędzie słyszę by zregnować z produktów zbożowych, wywalić z jadłospisu chleb, marakony... ziemniaki.

To co jeść? Ja sobie nie wyobrażam ułożenia jadłospisu na każdy dzień. Przynajmniej nie zrobię tego na szybko, a w dzisiejszych czasach i przy obecnym trybie życia nie każdy ma godziny, by sobie porozrzucać posiłki na cały dzień w pudełka. A jeśli nawet, to jak długo.

 

Zazdroszczę Wam zaparcia i sumienności.

 

Natomiast jeśli naprawdę nie masz czasu na posiłki to robisz Intermittent Fasting - np. 23/1 czyli masz godzinowe okno na spożycie całego dziennego zapotrzebowania na kcal i potem 23h postu.

 

Takie coś strasznie obciąża wątrobę i trzustkę... Na dłuższą metę można sobie tym sposobem zajechać te narządy...

 

W przypadku permanentnego braku czasu postawiłbym raczej na koktajle odżywcze. Kupujemy jakiś blender do koktajli np. http://www.breville.co.uk/vbl062-blend-active

Robimy dwa koktajle, które spożywamy w ciągu dnia. Lepsze to niż drożdżówka lub nic. Jeden koktajl warzywno-owocowy detoks np.: surowe ziarna kakao, sproszkowany sok z młodego jęczmienia/trawy pszenicznej, kiełki, matcha, miód, banan/kokos/sezam, jogurt naturalny (jak ktoś nie lubi latać co chwila do sklepu po jogurty to mleko w proszku/izolat białka serwatkowego), ewentualnie zamiast kiełków czy młodego jęczmienia można wrzucić jakieś warzywa/owoce - zresztą można sobie eksperymentować - mnie kopa daje por. Drugi koktajl typowo białkowy: białko konopne/nasiona konopii (polecam łuskane, te w skorupach są ciężkie do przełknięcia), algi (chlorella, spirulina), pierzga/pyłek kwiatowy, korzeń maca, można dorzucić papaję w jakiejś formie dla łatwiejszego trawienia białek. 100g samych nasion konopii to (poprawka) 590 kcal, a co dopiero reszta składników. To jak porządny obiad. Wystarczy nawet 50g nasion konopnych na porcję.

 

Na rano można sobie nastawić owsiankę w wolnowarze (na wyłączniku czasowym, 3-4 godziny na low). Płatki owsiane/jaglane/orkiszowe, siemie lniane/chia, orzechy, pestki dyni, ziarna słonecznika, owoce w dowolnej formie, woda (trzeba wyczuć ilość, bo szczególnie płatki pochłaniają jej duże ilości). Do gotowej owsianki można dodać rano miodu lub innego naturalnego słodzika jak ktoś lubi. Wieczorny posiłek też można przygotować w wolnowarze, szczególnie mięso wychodzi bardzo delikatne. Już są 4 posiłki dziennie. Przygotowanie to dosłownie minuty.

Edytowane przez Arthass

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

 

 

Wywal ten chleb z diety, bo się trujesz. Chyba, że sami go pieczecie.

To co Wy jecie w ciągu dnia. Wszędzie słyszę by zregnować z produktów zbożowych, wywalić z jadłospisu chleb, marakony... ziemniaki.

To co jeść? Ja sobie nie wyobrażam ułożenia jadłospisu na każdy dzień. Przynajmniej nie zrobię tego na szybko, a w dzisiejszych czasach i przy obecnym trybie życia nie każdy ma godziny, by sobie porozrzucać posiłki na cały dzień w pudełka. A jeśli nawet, to jak długo.

 

Zazdroszczę Wam zaparcia i sumienności.

 

Natomiast jeśli naprawdę nie masz czasu na posiłki to robisz Intermittent Fasting - np. 23/1 czyli masz godzinowe okno na spożycie całego dziennego zapotrzebowania na kcal i potem 23h postu.

 

Takie coś strasznie obciąża wątrobę i trzustkę... Na dłuższą metę można sobie tym sposobem zajechać te narządy...

 

W przypadku permanentnego braku czasu postawiłbym raczej na koktajle odżywcze. Kupujemy jakiś blender do koktajli np. http://www.breville.co.uk/vbl062-blend-active

Robimy dwa koktajle, które spożywamy w ciągu dnia. Lepsze to niż drożdżówka lub nic. Jeden koktajl warzywno-owocowy detoks np.: surowe ziarna kakao, sproszkowany sok z młodego jęczmienia/trawy pszenicznej, kiełki, matcha, miód, banan/kokos/sezam, jogurt naturalny (jak ktoś nie lubi latać co chwila do sklepu po jogurty to mleko w proszku/izolat białka serwatkowego), ewentualnie zamiast kiełków czy młodego jęczmienia można wrzucić jakieś warzywa/owoce - zresztą można sobie eksperymentować - mnie kopa daje por. Drugi koktajl typowo białkowy: białko konopne/nasiona konopii (polecam łuskane, te w skorupach są ciężkie do przełknięcia), algi (chlorella, spirulina), pierzga/pyłek kwiatowy, korzeń maca, można dorzucić papaję w jakiejś formie dla łatwiejszego trawienia białek. Już 100g samych nasion konopii to prawie 500kcal, a co dopiero reszta składników. To jak porządny obiad.

 

Na rano można sobie nastawić owsiankę w wolnowarze (na wyłączniku czasowym, 3-4 godziny na low). Płatki owsiane/jaglane/orkiszowe, siemie lniane/chia, orzechy, pestki dyni, ziarna słonecznika, owoce w dowolnej formie, woda (trzeba wyczuć ilość, bo szczególnie płatki pochłaniają jej duże ilości). Do gotowej owsianki można dodać rano miodu lub innego naturalnego słodzika jak ktoś lubi. Wieczorny posiłek też można przygotować w wolnowarze, szczególnie mięso wychodzi bardzo delikatne. Już są 4 posiłki dziennie. Przygotowanie to dosłownie minuty.

 

Niezgodzę się... Masz jakiś link do badań nad IF? Cała literatura którą czytałem dotycząca keto pozytywnie wypowiadała się o IF i poście jako takim.

Keto również regeneruje wątrobę (np. u paciętów ze stłuszczeniem wątroby obserwuje się regenrację) ponieważ nie masz takich skoków insuliny trzustka też się regeneruje do tego dochodzi ogólne przeciw zapalne działanie diety ketogenicznej. Robiłem IF 23/1 przez tydzień i czułem się raczej dobrze/bardzo dobrze.

 

Koktaile są bardzo zdradliwe IMHO. płynny pokarm da Ci zdecydowanie krótsze poczucie sytości. Po wypicu kalorii w płynie po godzinie, dwóch będziesz znowu głodny, nawet gęsty oparty na białkach i tłuszczach da tylko krótkie wrażenie sytości

Edytowane przez piotrus-g

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli dostarczysz w ciągu godziny minimum 2000kcal to zmusisz tym samym wątrobę do bardzo intensywnego wysiłku w krótkim czasie. To wątroba i trzustka muszą dostarczyć enzymy niezbędne w procesach trawiennych i przyswajaniu wartości odżywczych. Zawsze zdrowiej rozdzielić to na kilka posiłków.

Jakbyś dał tak ogromną porcję odżywczą w tak krótkim czasie osobie z cięższą niewydolnością wątroby lub trzustki to masz gwarantowany zgon pacjenta. Przy niewydolności tych narządów zaleca się 5-6 posiłków dziennie, maksymalnie po 400kcal.

Badań nie mam konkretnych, natomiast chyba każda literatura dietetyczna z jaką miałem styczność wskazywała jako oczywistą oczywistość to, że przejadanie się w jednym wielkim posiłku na raz nie jest korzystne dla zdrowia.

Może to się sprawdza, ale sam osobiście nie jestem do tego przekonany.

 

ps. a jak ktoś nie ma czasu na robienie koktajli to w aptekach można dostać Nutridrinki - produkt specjalnego przeznaczenia żywieniowego. Tylko drogie to trochę...

Edytowane przez Arthass

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Propsuję was chłopaki za dbanie o siebie. Ba. Temat jest naprawdę całkiem ciekawy. Zastanawia mnie tylko czy wy serio odwalacie taki szajz. W 21. wieku możecie jeść trawę, a i tak będzie zanieczyszczona. Piersi kurczaka/indyka z estrogenem. Warzywa zanieczyszczone antybiotykami itp. Moja przygoda z liczeniem dziadostwa była na siłowni. Wiele osób udowodniło, że przykładowo przy redukcji zapewnienie mikro i makro składników jest niemożliwe. Za to hiperwitaminoza jest ciężka do osiągnięcia. Stąd suplementacje witaminami, minerałami i dodatkowo kwasami tłuszczowymi, które są ok. Do tego "wystarczająco zdrowa dieta", bo nikt z nas nie zamierza teraz hodować kurczaków na swojej paszy ekologicznej czy mieć uprawę ekologicznych jabłek. PS co do rozdzielania posiłków polecam IF, a konkretne badania nawet potrafią się zmieniać jak te z aspartamem.

 

PS po daniu w płynie byłem bardziej syty niż po tym samym w ryżu i kurczaku - chyba kwestia rozciągnięcia żołądka i poziomu insuliny

Edytowane przez xDrope

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dlatego dyskusja na tematy zwiazane z dieta i odzywianiem ma tyle samo sensu, jak dyskusja o religii i polityce. Kazdy ma wlasne przekonania, badania i doktora/slynnego dietetyka, ktory uwaza, ze jego dieta jest najlepsza. Co zas do badan, to proces fabrykowania wynikow badan "naukowych" pod potrzeby firm spozywczych ladnie opisam Tim Ferris. Polecam, zanim uwierzycie w jakiekolwiek badania.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

micbud, dyskusja ma sens, jeśli ludzie opisują własne doświadczenia, a nie cytują książki/badania. Badania można podać jako wsparcie potwierdzenia własnych doświadczeń, nie na odwrót, czyli na siłę próbować udowadniać prawdziwość badań. Ja z własnych doświadczeń wiem co jak na mnie działa, ale też trzeba odrobinę wziąć poprawkę na specyfikę i odmienność organizmu każdego człowieka, ewentualną aktywność fizyczną, rodzaj tej aktywności oraz choroby/dolegliwości. Nie można np. polecać diety wysoko tłuszczowej osobie mającej problemy z wątrobą/trzustką itd.

 

Najlepsze jest to co naturalne i nieprzetworzone, to zawsze będzie podstawowa zasada w żywieniu.

 

xDrope chodzi głównie o to by w dzisiejszych czasach jak najmniej sobie zaszkodzić... Wiadomo, że pewnych rzeczy trudno uniknąć, szczególnie jeśli nie mieszkamy na wsi, gdzie mamy własne zwierzaczki i uprawiamy własne warzywa, owoce.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Suplementy to ściema dla naiwnych. Dopakowani goście rosną na sterydach, a nie na suplach. Reklamują suple, bo mają z tego kasę, a naiwni tracą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Oczywiscie, ze dyskusja ma sens. Taki sam jak ta o polityce i religii, czyli w najlepszym wypadku moze sie skupiac na wlasnych doswiadczeniach, ostatecznie i tak nie przekonujac nikogo do drastycznej zmiany w odzywianiu. A w najgorszym przypadku to oczywiscie pisac nie musze;-)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie do końca taki jak o polityce i religii, bo biologia to nie kwestia gustu czy przekonań. Są pewne niezmienne zasady wg których działa nasz organizm i każdy z osobna im podlega czy to się mu podoba czy nie. Nie ma znaczenia czy kogoś to przekonuje czy nie, tak czy inaczej prędzej czy później każdy odczuje skutki funkcjonowania tych zasad.

 

Saiya-jin ja tutaj akurat nie zakładałem tego tematu dla gości, którzy chcą "wyhodować" sobie górę mięśni w krótkim czasie. Ani nawet dla gości uprawiających sport.

Dla mnie suplementy sztuczne to ściema - w formie wyizolowanych substancji. Nawet suplementacja sztucznymi witamina to dla mnie większa lub mniejsza ściema.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak widac te zasady sa zmienne w zaleznosci od punktu siedzenia (vide: sytosc lub jej brak po szejku). Jak w polityce.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ale o czym Ty piszesz? Ten temat chyba przede wszystkim ma pomóc w walce z uzupełnianiem niedoborów składników potrzebnych naszemu organizmowi do prawidłowego funkcjonowania, których w normalnej współczesnej diecie nie uświadczymy (a przynajmniej nie w wystarczającej ilości).

 

Ty zaś zdajesz się ten temat sprowadzać do "jak jeść, żeby się najeść"... :s

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×

Powiadomienie o plikach cookie

Zarejestruj się aby mieć większy dostęp do zasobów forum. Przeczytaj regulamin Warunki użytkowania i warunki prywatności związane z plikami cookie Polityka prywatności