Jump to content

Fanklub Beyerdynamic


Witax

Recommended Posts

40 minut temu, Spawn napisał(a):

Odtworzysz lampowy przester jako efekt w nagraniu ale nie uzyskasz lampowego brzmienia.


Chyba wiem o co Ci chodzi i ogólnie jestem świadomy co "tracę", bo kilka urządzeń z lampami testowałem i liznąłem trochę informacji dlaczego to gra tak jak gra. Jednak dla mnie nagrane brzmienie lampy np. w takim wzmaku gitarowym i odtworzone na tranzystorze u mnie jest w pełni satysfakcjonujące. I na odwrót, nie koniecznie byłbym zachwycony, gdyby było ponownie odtworzone przez "lampę". Nie mówię już o sytuacji gdy ktoś zrobił wzmak lampowy tak by nie grał jak lampowy, tylko normalnie przekazywał sygnał, bo to też jest możliwe tylko trochę nieopłacalne, skoro można użyć tranzystora.  

Godzinę temu, Undertaker napisał(a):

DT990 Pro na nowych padach rekablowane jakimś drogim kablem DHC Nucleotide pędzone z FiiO E07k Taishan i iModa 5.5G Video to bodajże pierwszy z trzech torów audio, które zapamiętałem najbardziej. Nawet potem kupiłem sobie używane ale w bardzo dobrym stanie DT990 Pro gdzie pady były nieco klepnięte, same słuchawki zaś tak jak piszesz - miały niby sporo basu ale też wysokich, nie moje granie bo ja nie lubię raczej wysokich tonów w dużej ilości zazwyczaj. iMod Video ale robiony przez innego inżyniera dźwięku, FiiO E7 bez "k" i też jakoś mi zestaw grał inaczej. W każdym razie po jakimś czasie dorwałem tę konkretną sztukę DT990 Pro, acz już z przyklepanymi i zżółkniętymi padami, a sam kabel DHC zzieleniał. Brzmienie to też nie była taka rewelka jak zapamiętałem z pierwszego odsłuchu, choć wciąż bardziej mi się podobały od zwykłych, bo grały większym misiem i wysokie miały wygładzone, lepszej jakości. Akurat pamiętam że to był czas innego zauroczenia, mianowicie Lampucerką CS4397 na czarnej płytce, no a tą historią już się dzieliłem wiele razy więc w skrócie napiszę że wyszła kombinatoryka z próbą odwzorowania innego toru która również nie do końca się udała :)


Nom to jest właśnie taka sytuacja z DT990 pro też tego doświadczyłem, a także z DT150 i DT990 edition i innymi słuchawkami. 

Śpieszmy się kochać dobre brzmienie jeśli je znajdziemy.... tak szybko odchodzi... ulatuje. 

Edited by MrBrainwash
  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

W dniu 11.10.2022 o 20:46, MrBrainwash napisał(a):

Chyba wiem o co Ci chodzi i ogólnie jestem świadomy co "tracę", bo kilka urządzeń z lampami testowałem i liznąłem trochę informacji dlaczego to gra tak jak gra.

Tu się zgadzam i tak samo wiem, że nie tracę nic. Po co dokładać zniekształcenia generowane przez wzmacniacz? Czasami od tzw. "słodyczy" aż mdli. Poza tym pieprzenie się lampami. Jakieś biasy, srasy, wymiany lmap co jakiś czas. Pamiętam, że jako dziecko ogromnie spodobała mi się wymiana telewizora lampowego, na tranzystorowy. To była przepaść. włączasz i jest (dźwięk od razu, obraz po kilku sekundach). Dla mnie miejsce technika lampowa jest historią.

Link to comment
Share on other sites

5 godzin temu, Rafacio napisał(a):

Tu się zgadzam i tak samo wiem, że nie tracę nic. Po co dokładać zniekształcenia generowane przez wzmacniacz? Czasami od tzw. "słodyczy" aż mdli. Poza tym pieprzenie się lampami. Jakieś biasy, srasy, wymiany lmap co jakiś czas. Pamiętam, że jako dziecko ogromnie spodobała mi się wymiana telewizora lampowego, na tranzystorowy. To była przepaść. włączasz i jest (dźwięk od razu, obraz po kilku sekundach). Dla mnie miejsce technika lampowa jest historią.

 

Ja nie chcę uprzykrzać tego tym, którzy tak robią. Domyślam się, że chodzi tu, o całą atmosferę wokół tego - coś jak z winylami. Czyli rytuał poszukiwania odpowiedniej płyty, wyznaczenie sobie odrębnego czasu, spokojne ustawienie tego wszystkiego i charakterystyczne bodźce płynące z tego jak to się zachowuje. To może być czynność, która dostarcza flow i pozwala się nastroić na inny odbiór muzyki. 

 

W tym wypadku rytuał wyboru odpowiedniej lampy, przeczesywanie się przez opinie, a potem polowanie na aukcjach. Element ryzka też tutaj może dodawać pewien smaczek, bo jak znajdą coś przyjemniejszego to tak jakby większy bonus. A potem właśnie procedura rozgrzewania lampy i wsłuchiwania się co się przez nią robi z dźwiękiem. 

 

W dodatku taki dźwięk może dawać ciekawe wrażenia. Na przykład więcej energii skupia się w sopranach i to daje taki efekt otwierania się dźwięku. Doświadczyłem tego jeszcze na takstarach Hi2050. Z drugiej strony więcej niekontrolowanego basu może ocieplić wokale i taką słodycz mogą zyskać. To się może podobać i można mieć takie preferencje.

 

Z tym, że ostatecznie ja wolę rozkoszować się oryginalnym brzmieniem nagrania i wyrównanym pasmem słuchawek. Nie chcę z zewnątrz nakładać tej "magii", bo to prócz zysków też wiąże się z kosztami.

(Akurat w jednym temacie Audionanik podesłał wideo o pewnych szczególnych cechach wizualnych, które mogą kojarzyć się z działaniem lamp i to była akurat dobra analogia według mnie). Mi się to nie kalkuluje. Ot, preferencja. 

 

 

Edited by MrBrainwash
  • Like 1
  • Thanks 1
Link to comment
Share on other sites

Ja to lampy odbieram bardziej jako odskocznie. Chociaż na głośnikach setup lampowy się bardzo broni, ale do słuchawek na dłuższą metę wolę tranzystory. To co lampy dają z reguły od kopa, to lepsze wypełnienie, więc dźwięk jest bardziej pełny, mniej anemiczny (bardziej nas otacza). Jest też poprawa, jak chodzi holografie.

Pewne zaokrąglenia, potencjalne niwelowanie wyostrzeń, czy ewentualna słodycz (to zależy od lamp), to takie dodatkowe aspekty. Względem tranzystorów mówi się o stracie na dynamice czy rozdzielczości. Oczywiście wszystko dalej się opiera o to ile jesteśmy w stanie wydać i co stawiamy na pierwszym miejscu. Są też sprzęty tranzystorowe, które mają bardzo dobre dociążenie i wypełnienie, grają wystarczajaco analogowo, by temat lamp (nawet dla miłośników takiego brzmienia), zszedł na dalszy plan. Zwłaszcza mając na uwadze kwotę z jaką się to wiążę. Nie mówiąc o samej kwestii polowania na odpowiednie lampy.

Dla niektórych te kwestie wizualne i rytualne, też mają bardzo duże znaczenie, więc wszystko jest kwestią preferencji. Takie uroki tego hobby.

  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

Oo, właśnie.
Poza tym... Kaman. Wiernie, ok. Ale wiernie w stosunku do czego? Do tego co jest zapisane na płycie (abstrakcja), czy moze raczej tego co słyszał realizator jak produkował?
No to wyrzucamy nasze planary i wszyscy przesiadamy się na studyjne modele beyera, sony i sennheisera, kupujemy studyjne wzmaki do montażu w racku i heja. Wszystko co jest ponad to albo obok tego to odbieganie od wierności.
A co jeśli realizator miał ubytek słuchu w jakimś zakresie? To wcale nie jest takie mało prawdopodobne. Rick Beato sam mówi że ma szum uszny i nawet podaję orientacyjną częstotliwość. No i co wtedy? Master do wyrzucenia? Żądamy audiogramu od każdego realizatora i generujemy EQ pod kątem tego kto produkował muzykę?

Wiem, powtarzam się. Ale kolejny raz, mam wrażenie że z słuchaniem muzyki jest jak z kobietami. Te wierne niekoniecznie będą najpiękniejsze i vice versa. A w tym hobby chodzi moim zdaniem o to, żeby było miło, nic ponad to.


Edit: Przez Majkela coraz rzadziej włączam moje Woo. Ale nie pozbędę się. Bo brzmi nieco inaczej, bo barwa bywa zachwycająca, wreszcie - bo fajnie świeci. O. :)






  • Like 2
Link to comment
Share on other sites

19 minut temu, hammerh34d napisał(a):

Wiem, powtarzam się. Ale kolejny raz, mam wrażenie że z słuchaniem muzyki jest jak z kobietami. Te wierne niekoniecznie będą najpiękniejsze i vice versa. A w tym hobby chodzi moim zdaniem o to, żeby było miło, nic ponad to.

Wiernie się nie da, bo technologia nam na to nie pozwala. Już na samym zapisie cyfrowym gubisz pewne informacje. Przynajmniej jeśli próbujemy oddać wrażenia z muzyki granej na żywo.

To trochę tak, jakbyś na egzaminie znał odpowiedzi na 70% pytań, a w pozostałych zostawił puste pole.

Czy to będzie lepsze od podejścia, że jesteśmy pewni 50%, a w pozostałych 50% próbujemy trafić? Jeśli ktoś „dobrze strzela” albo ma mimo wszystko pewną wiedzą, by z dużym prawdopodobieństwem trafić, to może nawet wykręcić „lepszy wynik”.

To już zostawiam do własnej interpretacji. Niektórzy uważają, że lampa brzmi naturalniej, bo być może uzupełnia jakąś część tych zgubionych wcześniej przy zapisie cyfrowym informacji (taka pokrętna logika).

Oczywiście lampa, lampie nierówna tak samo jak sam układ wzmacniacza. Te wysokiej klasy, na prawdę dają radę, tyle że są bardzo drogie :D Wiadomo, że jak mówimy o słabym sprzęcie i zamulonym brzmieniu, to trudno mówić tutaj o większym realizmie czy ogólnie dobrej jakości.

  • Thanks 1
Link to comment
Share on other sites

57 minut temu, hammerh34d napisał(a):

Oo, właśnie.
Poza tym... Kaman. Wiernie, ok. Ale wiernie w stosunku do czego? Do tego co jest zapisane na płycie (abstrakcja), czy moze raczej tego co słyszał realizator jak produkował?
No to wyrzucamy nasze planary i wszyscy przesiadamy się na studyjne modele beyera, sony i sennheisera, kupujemy studyjne wzmaki do montażu w racku i heja. Wszystko co jest ponad to albo obok tego to odbieganie od wierności.
A co jeśli realizator miał ubytek słuchu w jakimś zakresie? To wcale nie jest takie mało prawdopodobne. Rick Beato sam mówi że ma szum uszny i nawet podaję orientacyjną częstotliwość. No i co wtedy? Master do wyrzucenia? Żądamy audiogramu od każdego realizatora i generujemy EQ pod kątem tego kto produkował muzykę?

Wiem, powtarzam się. Ale kolejny raz, mam wrażenie że z słuchaniem muzyki jest jak z kobietami. Te wierne niekoniecznie będą najpiękniejsze i vice versa. A w tym hobby chodzi moim zdaniem o to, żeby było miło, nic ponad to.


Edit: Przez Majkela coraz rzadziej włączam moje Woo. Ale nie pozbędę się. Bo brzmi nieco inaczej, bo barwa bywa zachwycająca, wreszcie - bo fajnie świeci. O. :)


Kiedy stosujesz lampy to masz dźwięk bitperfect? :D 

Link to comment
Share on other sites

 

1 godzinę temu, hammerh34d napisał(a):

Oo, właśnie.
Poza tym... Kaman.

 

Nie to, żebym się czepiał, bo mamy takie samo zdanie - że chodzi o to by było miło. Tylko po prostu ciekawy temat do rozwinięcia, wałkowany milion razy, ale to nie musi się nudzić. ;) więc się odniosę.

 

 

1 godzinę temu, Artorias napisał(a):

Wiernie się nie da, bo technologia nam na to nie pozwala. Wiernie, ok. Ale wiernie w stosunku do czego?


W takim ujęciu można powiedzieć, że wiernie nawet nie istnieje, bo osoba stojąca obok na koncercie słyszy go trochę inaczej. Tutaj chodzi o to, czy na końcu łańcucha audio pojawiają się częstotliwości, których nie było na początku, a czy te co były na początku to czy zostały przeniesione w niezmienionej formie - technologia na to pozwala, w każdym razie do pewnego mierzalnego stopnia.
 

1 godzinę temu, hammerh34d napisał(a):

Do tego co jest zapisane na płycie (abstrakcja),

 

Może i jest to abstrakcja, z tym, że to właśnie ona umożliwia nam całą tą zabawę. Zatem mamy tu ścisły związek między tą abstrakcją, a światem konkretu. 

 

1 godzinę temu, hammerh34d napisał(a):

 

 

czy moze raczej tego co słyszał realizator jak produkował? 
A co jeśli realizator miał ubytek słuchu w jakimś zakresie?

 

jw. Całkiem możliwe, że realizator miał wadę słuchu, tylko że on robiąc mastering w dużej mierze robi to intuicyjnie w oparciu o swoją wiedzę, tzn. wie co chce uzyskać i wie jak to zrobić - a swój słuch i wady sprzętowe może kompensować właśnie swoją wiedzą. 
 

1 godzinę temu, hammerh34d napisał(a):

Wszystko co jest ponad to albo obok tego to odbieganie od wierności.


No właśnie trzymanie się wierności jeśli mówimy o przyjemności odsłuchu nie zawsze jest pożądane. Bo realizator mógł coś sknocić i czegoś nie usłyszeć. Dać za mało basu, dać za dużo wysokich uwypuklając sybilanty lub na odwrót. Ja i na przykład @Bednaar bierzemy takie rzeczy na klatę ;) choć może ja od czasu do czasu jestem gotowy na małe odstępstwa. 

Natomiast pozostaje pytanie na ile te audiofilskie zabiegi są skuteczne i elastyczne w adresowaniu tych kwestii? 
To trzeba sobie przekalkulować, posłuchać samemu i dokonać własnych decyzji. 
 

1 godzinę temu, hammerh34d napisał(a):

 Żądamy audiogramu od każdego realizatora i generujemy EQ pod kątem tego kto produkował muzykę?

 

Trochę nierealistyczny, ale bardzo ciekawy pomysł! :)

 

1 godzinę temu, hammerh34d napisał(a):

Wiem, powtarzam się. Ale kolejny raz, mam wrażenie że z słuchaniem muzyki jest jak z kobietami. Te wierne niekoniecznie będą najpiękniejsze i vice versa. A w tym hobby chodzi moim zdaniem o to, żeby było miło, nic ponad to.

again. się zgadzamy. 💯

1 godzinę temu, hammerh34d napisał(a):

Edit: Przez Majkela coraz rzadziej włączam moje Woo. Ale nie pozbędę się. Bo brzmi nieco inaczej, bo barwa bywa zachwycająca, wreszcie - bo fajnie świeci. O. :)

 

No to super! Na zdrowie. :win:

 

Edited by MrBrainwash
Link to comment
Share on other sites

15 minut temu, MrBrainwash napisał(a):

Ja i na przykład @Bednaar bierzemy takie rzeczy na klatę ;)

A o co chodzi? Sorki, nie jestem na bieżąco z dyskusją, a wolę wiedzieć, co mam brać na klatę ;)

Link to comment
Share on other sites

10 minut temu, MrBrainwash napisał(a):

Realizacje muzyczne - takimi jakie są bez dodatkowych modyfikacji.

A spoko - ale i tak doszliśmy na forum do wniosku, że mam sprzęt na zbyt niskim poziomie, by mówić o braku modyfikacji :) Tzn. sam modyfikuje w jakiś sposób realizacje, bo to zbyt niska półka. Oczywiście nie wiem, w jakim stopniu modyfikuje ;)

  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

Sisters of mercy. In the temple of love, wersja z Ofrą.

Andrew jest malutki i plastikowy, siedzi dokładnie pośrodku, gdzieś 1.5 metra do przodu od linii głośników.

Reszta jest w miarę ok, zwłaszcza Ofra Haza brzmi zupełnie normalnie w kontraście do niego.

Efekt jest taki, że omijam to nagranie, albo słucham na Spotify, bo tam się ten efekt rozmywa i jest ogólnie kaszana nieco - więc mniej boli ;D

Edited by hammerh34d
Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

Od rana testuję DT770, bo mi przyszły dziś, więc powrót do beyerów.
Powiem szczerze, że jestem miło zaskoczony. Bardzo obszerna scena jak na zamknięte. Wysokie tony super - nie kłują w uszy a jednocześnie nie mają kocyka i bardzo dobrze wybrzmiewają. Całkiem fajnie i przyjemnie grające całościowo.
Brak nudy :)

Bardzo dobrze się zgrywają z Earstream Kombo, co było do przewidzenia :) 
Pora na walkę z Robinami. Jedne z nich pójdą na sprzedaż zapewne. 

 

  • Like 2
Link to comment
Share on other sites

5 minut temu, BearPL napisał(a):

Od rana testuję DT770, bo mi przyszły dziś, więc powrót do beyerów.
Powiem szczerze, że jestem miło zaskoczony. Bardzo obszerna scena jak na zamknięte. Wysokie tony super - nie kłują w uszy a jednocześnie nie mają kocyka i bardzo dobrze wybrzmiewają. Całkiem fajnie i przyjemnie grające całościowo.
Brak nudy :)

Ciekaw jestem, czy Twoim zdaniem nadają się na długie, kilkugodzinne odsłuchy - czy nie są wtedy męczące? Daj znać, jak sprawdzisz.

Link to comment
Share on other sites

13 minut temu, Bednaar napisał(a):

Ciekaw jestem, czy Twoim zdaniem nadają się na długie, kilkugodzinne odsłuchy - czy nie są wtedy męczące? Daj znać, jak sprawdzisz.

Są bardzo dość wygodne ale mają dość płytkie pady, więc moje ucho dotyka gąbki na przetworniku. Ogólnie mniej wygodne niż T1ki, bo tam jest trochę mniejszy docisk i dodatkowo ucho "oddycha" i mniej się grzeje, ale w T1 jak założyłem pady welurowe z siateczką to też dotykały, więc wymiana padów w DT770 powinna załatwić sprawę.   Rzadko mi się zdarza słuchać dłużej niż godzinę ciągiem, więc się nie wypowiem co do kilkugodzinnych odsłuchów. DT770 mam tylko do sytuacji kiedy żona w salonie ogląda TV, a ja muszę się skupić na tym co robię na kompie albo do słuchania w łóżku, jeśli planuję słuchać czegoś głośniej. Przez 90% czasu to Cleary będą lądowały na uszach, bo to jest jednak zupełnie inna liga grania.  
Ogólnie wygodę oceniam bardzo wysoko i spokojnie mogę sobie wyobrazić, że ktoś przesiedzi w nich cały dzień. 

  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

Godzinę temu, BearPL napisał(a):

Są bardzo dość wygodne ale mają dość płytkie pady, więc moje ucho dotyka gąbki na przetworniku. Ogólnie mniej wygodne niż T1ki, bo tam jest trochę mniejszy docisk i dodatkowo ucho "oddycha" i mniej się grzeje, ale w T1 jak założyłem pady welurowe z siateczką to też dotykały, więc wymiana padów w DT770 powinna załatwić sprawę.   Rzadko mi się zdarza słuchać dłużej niż godzinę ciągiem, więc się nie wypowiem co do kilkugodzinnych odsłuchów. DT770 mam tylko do sytuacji kiedy żona w salonie ogląda TV, a ja muszę się skupić na tym co robię na kompie albo do słuchania w łóżku, jeśli planuję słuchać czegoś głośniej. Przez 90% czasu to Cleary będą lądowały na uszach, bo to jest jednak zupełnie inna liga grania.  
Ogólnie wygodę oceniam bardzo wysoko i spokojnie mogę sobie wyobrazić, że ktoś przesiedzi w nich cały dzień. 

Mnie bardziej chodziło o dźwięk, bo co do wygody to się zgadzam - do niczego nie można się przyczepić. Miałem do czynienia z wersją 32 ohm - zasypały mnie masą informacji - super wgląd w nagranie, wszystko jak na dłoni, ale miałem wrażenie, że taki sposób prezentacji na dłuższą metę byłby męczący dla mnie. Ponadto jestem przyzwyczajony do średnicowego grania AKG, a tutaj sygnatura z akcentem na skraje pasma. Byłem skłonny zakupić DT770, ale tylko przed odsłuchem i porównaniem z K271 - stwierdziłem, że jednak AKG bardziej dla mnie, K271 mają średnicowe i trochę wygładzone brzmienie, co sprzyja długim odsłuchom. Ja słucham przede wszystkim w takich warunkach, jak piszesz: w łóżku obok żony, która zasypia przy TV. Więc słuchawki zamknięte to dla mnie mus - po pierwsze, nie słyszę wtedy TV, a po drugie, jak żona śpi, to jej nie przeszkadzam. Słucham do oporu aż zasnę. Czasem jest to 3 godziny, czasem... kilka minut. Ale ogólnie DT770 grają fajnie - może jak będę mieć więcej środków, to zakupię je do bardziej analitycznych odsłuchów. Choć też jeszcze myślę o DT150 - tylko najpierw musiałbym ich wreszcie posłuchać. Ale i tak K271 to w tej chwili moje słuchawki numer 1 - może nie są wysokich lotów, ale mi pasują. A do pracy przy kompie  w domu mam tylko Koss Porta Pro, bo mamy osobny pokój do pracy no i KPP są kompatybilne z okularami (K271 niestety nie).

Link to comment
Share on other sites

19 minut temu, Bednaar napisał(a):

Mnie bardziej chodziło o dźwięk, bo co do wygody to się zgadzam - do niczego nie można się przyczepić. Miałem do czynienia z wersją 32 ohm - zasypały mnie masą informacji - super wgląd w nagranie, wszystko jak na dłoni, ale miałem wrażenie, że taki sposób prezentacji na dłuższą metę byłby męczący dla mnie. Ponadto jestem przyzwyczajony do średnicowego grania AKG, a tutaj sygnatura z akcentem na skraje pasma. Byłem skłonny zakupić DT770, ale tylko przed odsłuchem i porównaniem z K271 - stwierdziłem, że jednak AKG bardziej dla mnie, K271 mają średnicowe i trochę wygładzone brzmienie, co sprzyja długim odsłuchom. Ja słucham przede wszystkim w takich warunkach, jak piszesz: w łóżku obok żony, która zasypia przy TV. Więc słuchawki zamknięte to dla mnie mus - po pierwsze, nie słyszę wtedy TV, a po drugie, jak żona śpi, to jej nie przeszkadzam. Słucham do oporu aż zasnę. Czasem jest to 3 godziny, czasem... kilka minut. Ale ogólnie DT770 grają fajnie - może jak będę mieć więcej środków, to zakupię je do bardziej analitycznych odsłuchów. Choć też jeszcze myślę o DT150 - tylko najpierw musiałbym ich wreszcie posłuchać. Ale i tak K271 to w tej chwili moje słuchawki numer 1 - może nie są wysokich lotów, ale mi pasują. A do pracy przy kompie  w domu mam tylko Koss Porta Pro, bo mamy osobny pokój do pracy no i KPP są kompatybilne z okularami (K271 niestety nie).

Pooglądałem sobie recenzje w necie DT770 i w jednej DMS wspominał, że wersja 250 Ohm mu się nie podobała a 80 Ohm całkiem dobrze wypada. Ja mam właśnie 80 Ohm. Miałem DT880 250 Ohm po modach i od nich dość szybko bolała mnie głowa. Trudno było dobrać dźwięk, żeby było jednocześnie dość głośno a nic nie przeszkadzało. DT770 80 Ohm grają inaczej. 
Wydaje mi się, że na dłuższą metę nie będą dla mnie drażniące. Na razie za krótko je mam, żeby cokolwiek powiedzieć. 

Myślę, że to ile godzin się w słuchawkach wytrzyma w dużej mierze zależy od repertuaru i głośności. Jak sobie puścisz głośno Nine Inch Nails głośno to długo nie wytrzymasz :D 

Wstępnie porównałem je z Robinami na kilku utworach. - A Perfect Circle, Riverside, Zaz, Agnes Abel, Sting, Muse. Robiny przy nich brzmią jak ze studni. Mniej precyzyjnie z mniejszą sceną i bardziej oddaloną średnicą. Muszę jeszcze sprawdzić jak te Beyery grają na DF black. Robiny moim zdaniem się nie skalują za bardzo ze wzmacniaczem. DT770 grają wyjątkowo dobrze z Kombo, więc podejrzewam, że się nieźle skalują.  Co ciekawe gość od którego kupiłem DT770 kupił sobie Robiny i będzie testował ;D. U mnie Robiny wylatują. Nawet w kawałku "Counting Bodies like Sheep to the Rhythm of the War Drums (live)" DT770 poradziły sobie całkiem dobrze. Liczyłem, że będą utwory, gdzie Robiny pokażą swoje atuty ale jednak nie.

Edited by BearPL
  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

8 minut temu, Bednaar napisał(a):

Mnie bardziej chodziło o dźwięk, bo co do wygody to się zgadzam - do niczego nie można się przyczepić. Miałem do czynienia z wersją 32 ohm - zasypały mnie masą informacji - super wgląd w nagranie, wszystko jak na dłoni, ale miałem wrażenie, że taki sposób prezentacji na dłuższą metę byłby męczący dla mnie. Ponadto jestem przyzwyczajony do średnicowego grania AKG, a tutaj sygnatura z akcentem na skraje pasma. Byłem skłonny zakupić DT770, ale tylko przed odsłuchem i porównaniem z K271 - stwierdziłem, że jednak AKG bardziej dla mnie, K271 mają średnicowe i trochę wygładzone brzmienie, co sprzyja długim odsłuchom. Ja słucham przede wszystkim w takich warunkach, jak piszesz: w łóżku obok żony, która zasypia przy TV. Więc słuchawki zamknięte to dla mnie mus - po pierwsze, nie słyszę wtedy TV, a po drugie, jak żona śpi, to jej nie przeszkadzam. Słucham do oporu aż zasnę. Czasem jest to 3 godziny, czasem... kilka minut. Ale ogólnie DT770 grają fajnie - może jak będę mieć więcej środków, to zakupię je do bardziej analitycznych odsłuchów. Choć też jeszcze myślę o DT150 - tylko najpierw musiałbym ich wreszcie posłuchać. Ale i tak K271 to w tej chwili moje słuchawki numer 1 - może nie są wysokich lotów, ale mi pasują. A do pracy przy kompie  w domu mam tylko Koss Porta Pro, bo mamy osobny pokój do pracy no i KPP są kompatybilne z okularami (K271 niestety nie).

No to króko: tak, skraje pasma są nieco podciągnięte, ale nie tak mocno jak na przykład w Ultrasone 750/900. Co do izolacji - owszem, jest, jednak trochę dźwięków nadal będzie przebijać. Dt150 mają większe wypełnienie na basie, mają więcej masy w tym paśmie. Wspomniane przez Ciebie 880 grają najrówniej z całej serii 770/880/990.

 

 

  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

Mnie się najbardziej podobały DT770 32 ohm, wgląd w nagranie rzeczywiście był całkiem niezły, jakoś znacznie nie ustępowały w tym względzie T90 które też wtedy miałem.

Może to kwestia innych padów, ale wersja 80 ohm mi zupełnie nie podeszły.

Dziś bym już raczej do DT770 nie wrócił, mam innych faworytów, ale spędziłem z nimi sporo czasu bardzo przyjemnie :)

Link to comment
Share on other sites

5 minut temu, Kuba_622 napisał(a):

Mnie się najbardziej podobały DT770 32 ohm, wgląd w nagranie rzeczywiście był całkiem niezły, jakoś znacznie nie ustępowały w tym względzie T90 które też wtedy miałem.

Może to kwestia innych padów, ale wersja 80 ohm mi zupełnie nie podeszły.

Dziś bym już raczej do DT770 nie wrócił, mam innych faworytów, ale spędziłem z nimi sporo czasu bardzo przyjemnie :)

Ja mam w wersji 80 ohm modowane Darth Beyer i młócą na basie, aż miło! :)

Link to comment
Share on other sites

9 minut temu, marekhall napisał(a):

Ja mam w wersji 80 ohm modowane Darth Beyer i młócą na basie, aż miło! :)

 

Właśnie 80 ohm chyba jest najbardziej basowa ale 32 z padami z pseudoskóry miały ciemniejsze tło i wrażenie większej czystości dźwięku. Możliwe, że to tylko kwestia padów :)

 

A ten mod to ten z drewna? Pokażesz jakąś fotkę jak to wygląda?

Edited by Kuba_622
Link to comment
Share on other sites

1 godzinę temu, BearPL napisał(a):

Myślę, że to ile godzin się w słuchawkach wytrzyma w dużej mierze zależy od repertuaru i głośności. Jak sobie puścisz głośno Nine Inch Nails głośno to długo nie wytrzymasz :D 

Panie, Nine Inch Nails to ja ze 20 lat temu słuchałem :) Teraz to jakieś dziwne free dżezy, awangardy a'la Anthony Braxton ;) Normalny, klasyczny jazz rzecz jasna też (Davis, Coltrane itp) - generalnie głównie jazz, muzyka klasyczna, elektronika ambient bez perkusji, głównie Berlin School, no i folk, world music. Tak sądząc po wspomnianych przez Ciebie wykonawcach to mocno się różnimy co do słuchanej muzyki. Ale dzięki za podzielenie się uwagami, czuję się zobowiązany :)

@marekhall dzięki, może jednak DT150 kupię sobie kiedyś - ale bez presji, raczej z ciekawości. 

  • Like 1
Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...

Important Information

Register to have access to community resources. Forum rules Terms of Use and privacy anc cookies policy Privacy Policy