Jump to content

audioupdate

MP3store
  • Posts

    49
  • Joined

  • Last visited

Reputation

36 Neutral

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. Serdecznie zapraszamy do zapoznania się z recenzjami modeli Mini i 3 PRO oraz Element I; https://www.youtube.com/embed/v4l8YqF-sa8 https://www.youtube.com/embed/GfEsRqRcKRU https://www.youtube.com/embed/gY2zPuCz18Y https://alpha-audio.net/review/review-matrix-audio-mini-i-pro-3/?fbclid=IwAR2FXuD2kJ07BXl5Hdn6kufxOhqEOwa-Y0x6F-KACUyiog8BbS_UNZh5ZUE
  2. Shure AONIC 4 Słowem wstępu Ostatnio zdarzyło mi się słuchać i co nieco napisać o modelu AONIC 3 – najniższym z serii – opartym na pojedynczym przetworniku. Grało to naprawdę przyzwoicie, więc gdy otrzymałem informację o możliwości przetestowania modelu AONIC 4, znów, nie mogłem się doczekać, aby się z nim zapoznać. Wyceniany na 1499pln,- model oparty jest o dwa przetworniki; armaturowy oraz dynamiczny. Przystosowany do pracy z Androidem oraz urządzeniami opartymi na iOS. Sprawdźmy, co sobą prezentuje. Wewnątrz i zewnątrz Przyzwyczajony do tego jak amerykański producent traktuje klientów, wiedziałem czego się mniej więcej spodziewać i nie pomyliłem się. Pudełeczko. W środku cała masa doskonałej klasy dodatków, świadczących o podejściu do klienta. W zestawie ze słuchawkami znajdziemy twarde etui, cały arsenał pianek dokanałowych, końcówek silikonowych, w tym specjalne końcówki silikonowe o nazwie tri-flange oraz specjalne pianki Shure. W komplecie znalazł się też adapter do poważniejszego sprzętu, z 3,5mm jack na 6,3mm. Same słuchawki wykonane są na bardzo wysokim poziomie, znając historię tej marki, przyzwyczaiła nas do tego, że ich produkty są bardzo wytrzymałe i długowieczne. Nie inaczej jest tym razem, AONIC 4 prezentują bardzo solidną jakość wykonania oraz spasowanie elementów. Dodatkowo, odłączany kabel z wtykami MMCX oraz pilotem z mikrofonem również jest bardzo dobrej jakości. Technologia i użytkowanie Odpakowane słuchawki czym prędzej włożone do ucha, w moim wypadku, leżą doskonale, choć to kwestia dość indywidualna, to w tym wypadku słuchawki są wyjątkowo ergonomiczne w kształcie niewielkich rozmiarów łezki, ważą również niewiele, a za sprawą całego arsenału końcówek umożliwiających dopasowanie ich do własnego kanału ucha nie powinno stanowić żadnego problemu. Kolejną kwestią, która rzuca się na język po włożeniu ich do ucha jest wytłumienie pasywne, które serwują te słuchawki. Wytłumienie stoi na bardzo wysokim poziomie skutecznie odcinając nas od hałasów z zewnątrz, nic dziwnego bowiem model, jak i cała seria wywodzą się od odsłuchów scenicznych, które mają zapewnić artystom odcięcie od sporej ilości hałasu. Jednak z uwagi na przeznaczenie nowej serii, zdecydowano się zaimplementować tutaj pilot z mikrofonem, który bez zająknięcia współpracuje z urządzeniami opartymi na Androidzie jak i iOS. Jakość rozmów również stoi na zadowalającym poziomie i rozmówca nie ma problemu ze zrozumieniem nas, nawet podczas sporego zgiełku panującego wokół nas. Brzmienie Czapki z głów. Spodziewałem się, że brzmienie będzie ciekawsze, niż modelu poprzednio opisywanego – AONIC3, ale to, w jaki sposób gra model AONIC4 naprawdę zasługuje na absolutne uznanie. Słuchawki grają niewymuszonym, kulturalnym przyjemnym brzmieniem za każdym razem zaskakując. Zestrojone w sposób bardzo naturalny nie przejawiają, w żadnym z pasm błędów czy udziwnień. Potrafią oddać charakter realizacji z uwagi na bardzo przyjemną fakturę dolnych rejestrów jak i czytelny płynny środek pasma i delikatnie błyszczący góry rejestr. O dziwo nie brakuje im też rozdzielczości, za każdym razem umożliwiając nam skupienie się na pojedynczych wybranych instrumentach czy głosach – jeżeli tylko tego chcemy. Jednocześnie prezentują dość dużą dozę muzykalności pozwalając nam cieszyć się muzyką absolutnie oderwaną od ucha. Uważam, że za te pieniądze są to słuchawki niesamowite i należy wziąć je bezapelacyjnie pod uwagę, stojąc przed wyborem.
  3. ALO Audio Pilot USB DAC Słowem wstępu Opiewający w coraz bardziej wymagające słuchawki przenośne, rynek, co jakiś czas zaskakuje nas urządzeniami umożliwiającymi poprawę jakości dźwięku podczas podróży. Co więcej, znajdziemy już na nim kilka pozycji, które zdążyły już na stałe wpisać się w krajobraz na stałe. Amerykański producent postanowił wybiec naprzeciw wymaganiom rynku i tak oto, powstał ALO Audio Pilot. Przenośny wzmacniacz z przetwornikiem analogowo-cyfrowym, w formie niezwykle poręcznej. Wyceniają go na 599pln,- na naszym rynku. Sprawdźmy, czy jest wart zainteresowania. Wewnątrz i zewnątrz Urządzenie dostajemy w niewielkim tekturowym opakowaniu, w którym znajdziemy zapinany miękki pokrowiec, krótką instrukcję, przejściówkę z USB-C do LTG oraz tytułowe urządzenie. Wykonane, jak na ALO przystało, z dbałością o szczegóły. Spasowanie elementów aluminiowej obudowy również stoi na wysokim poziomie. Urządzenie zostało wyposażone w wyjście słuchawkowe 3,5mm oraz wtyk USB-C, który możemy szybko zaadaptować do wejścia Lightning poprzez przejściówkę, którą znajdziemy w zestawie. Przetwornik jest naprawdę niewielkich rozmiarów, w formie przedłużenia kabla do słuchawek. Technologia i użytkowanie Producent zdecydował się na wykorzystanie układu ESS Sabre 9281C PRO, który wspiera natywnie najbardziej gęste formaty aż do DSD 5.6MHz oraz MQA. W celu monitorowania, jakie próbkowanie w tej chwili jest obsługiwane, producent umieścił diodę, która kolorem symbolizuje gęstość. Maleństwo wpięte w smartphone'a nie jest w ogóle odczuwalne podczas jego używania, duży plus. Można je również wpiąć w komputer wyposażony w złącze USB C, przez co zyskuje na funkcjonalności, jako nie tylko przenośny wzmacniacz z DAC, ale również swojego rodzaju 'stacjonarny' Jak brzmi? Brzmienie Niestety, Pilot nie ma wyjścia zbalansowanego, co wymusza użytkowanie kabelka 3,5mm. Nie jest to znacząca wada, ale na pewno minus, o którym trzeba wspomnieć. Spięty razem z dość wymagającymi Andromedami od Campfire Audio prezentuje dość ciekawy przekaz. Nie brzmi sucho i beznamiętnie. Zaznaczone delikatnie skraje pasma oraz delikatnie oddalona średnica, to charakterystyka, która mnie osobiście przypadła do gustu. Gra z dużą i głęboką sceną, w normie, dość naturalnie, bez przesady w żadną ze stron. Zdecydowanie lepiej niż sam smartphone czy odtwarzacze plików. Bez większych manier i nie ostro. Dla mnie osobiście to duże plusy, przez które mogę go śmiało polecić, jeżeli szukamy przenośnego, ultra-przenośnego wzmocnienia i poprawienia jakości dźwięku w naszych dokanałówkach.
  4. FiiO UTWS3 Słowem wstępu Nie ulega wątpliwościom, że żyjemy w coraz większym biegu. Szybko. Nic więc dziwnego, że rynek przeznaczony dla wymagających użytkowników przenośnego sprzętu audio musiał zareagować. Efektem tego jest wyceniany na 399pln,- najnowszy produkt FiiO. Model UTWS3 to moduły, które możemy podłączyć do każdych słuchawek dokanałowych wyposażonych w odłączane kable z konektorami MMCX bądź 2-pin 0.78mm. Nie przedłużając, przejdźmy do rzeczy. Przyznam, że nie mogłem się doczekać tych modułów, wersji rozwojowej modelu UTWS1. Wewnątrz i zewnątrz Produkt otrzymujemy w niewielkich rozmiarów pudełeczku, które skrywa tytułowy produkt. W zestawie znajdziemy również szybki przewodnik oraz kabel USB-C do ładowania case'a. Wykonanie samych modułów stoi na bardzo wysokim poziomie, spasowanie elementów również nie budzi zastrzeżeń, wręcz zaufanie. Zauważalnie lżejsze od poprzednika, sprawiają wrażenie wytrzymałych, wykonane z metalu zakończone elastycznymi zakończeniami, które ułatwić mają umiejscowienie modułu za uchem. Same moduły wyposażone zostały w dwa przyciski wielofunkcyjne, które obsługuje się dość intuicyjnie i wygodnie. Sam case również zasługuje na uwagę, tutaj również widać przywiązanie do szczegółu, spasowany na wysokim poziomie, przemyślany – mieści nie tylko moduły ale i słuchawki do nich podpięte, oraz dość silny magnes powoduje brak niepożądanych ruchów sprzętu wewnątrz podczas ewentualnego transportu. Technologia i użytkowanie Mimo niewielkich rozmiarów, w modułach zaadaptowano zaawansowane technologie, począwszy od dwóch mikrofonów na stronę, z których jeden zbiera głos, a drugi niweluje hałas otoczenia, poprzez wsparcie dla transmisji Bluetooth 5.0 z użyciem APTx z niskim opóźnieniem, a na certyfikacie odporności IPX4 kończąc. Użytkowanie nad wyraz przyjemne, po założeniu za uchem nie czuć kompletnie urządzeń za uszami, jednocześnie jakość rozmów nawet przy dużym hałasie z zewnątrz jest na zaskakująco wysokim poziomie. FiiO zdecydowało się również zaimplementować niezależne wzmacniacze w każdym z modułów, każdy z nich dysponuje ponad 30mW przy obciążeniu 16Ohm, udało się również zachować dostatecznie niski opór wyjścia wynoszący 0.7Ohm, natomiast przesłuch wynosi 94dB. Warto również wspomnieć o etui, które wyposażone jest w akumulator o pojemności 800mAh, co powoduje, że ze spokojem możemy korzystać z modułów ponad dobę. Miło. Brzmienie Podłączone do wymagających dokanałowych słuchawek nie zmienia ich brzmienia znacząco. Delikatnie zaznaczają dół oraz górę pasma. Dodają naprawdę niewiele od siebie, co jest bardzo wysoko cenioną zaletą, uważam. Szczególnie dla wrażliwego ucha. Dla osób wymagających mobilności, a jednocześnie ceniących sobie jakość dźwięku, UTWS3 sprawdzi się doskonale, bowiem są w stanie napędzić naprawdę wymagające monitory odsłuchowe nie zmieniając ich sygnatury, jednocześnie zamieniając je w małe centrum wszechświata, a to wszystko bez kabelków.
  5. FiiO FD5 Słowem wstępu W dobie coraz bardziej zaawansowanych słuchawek dokanałowych, z dużą ilością przetworników, łączonych technologii tychże, gdzie znajdziemy słuchawki wyposażone w przetworniki dynamiczne, armaturowe oraz elektrostatyczne, FiiO zdecydowało się wypuścić na rynek słuchawki oparte o jeden przetwornik dynamiczny pokryty berylem. Sprawdźmy więc, co sobą reprezentuje najnowsze dzieło od wiodącej marki ze wschodu. Czy wyceniane na 1599pln,- słuchawki będą w stanie zbliżyć się sonicznie (i nie tylko) do bardziej zaawansowanych konstrukcji? Wewnątrz i zewnątrz Słuchawki trafiają do nas w pudełku kartonowym, które ozdobione grafikami z zewnątrz zdradza już na starcie z czym będziemy mieli do czynienia. Po odpakowaniu oczom nam ukazują się – dzieła sztuki, nie boję się użyć tego słowa, bowiem słuchawki wykonane są absolutnie przepięknie i dokładnie, stalowa półotwarta obudowa, doskonałej jakości połączenia MMCX oraz kabel zdradzają nam, że mamy do czynienia z produktem premium pełną gębą. A to nie koniec. FiiO w zestawie ze słuchawkami daje nam do dyspozycji całą armię akcesoriów. I tak, dostajemy bardzo wiele końcówek dokanałowych, aby dopasować słuchawki do ucha. Kabel wyposażony jest w odkręcany wtyk – do dyspozycji słuchacza w standardzie mamy wtyki 3.5mm, 2.5mm oraz 4.4mm, wystarczy odkręcić i wyjąć wtyk z kabla, założyć nowy i użytkować na symetrycznych wyjściach, które są już standardem od dawna w wielu urządzeniach. W zestawie znajdziemy również urządzenie marki Final, do odłączenia kabelka, za pomocą de-facto jednej prostej i szybkiej czynności – bardzo przydatna rzecz – szczególnie kiedy chcemy zmienić kabel w sposób absolutnie bezproblemowy i szybki. Standardowo dostajemy też twarde zamykane, przepięknie wykonane niebieskie etui wraz z czyścikiem oraz wymienne tuby, które wymieniając – zmieniają charakterystykę brzmienia słuchawek. Technologia i użytkowanie Diabeł tkwi w szczegółach i nie inaczej jest z tym modelem, nowe dokanałówki kipią ciekawostkami technologicznymi, mimo tylko jednego przetwornika. Obudowa słuchawek, to konstrukcja ze stali, półotwarta, co w teorii, powinno pomóc w reprodukcji sceny oraz zadbać, i tu już nie w teorii, o ucho słuchacza, bowiem dźwięk ma gdzie uciekać. Słuchawki wyposażone zostały w przetwornik dynamiczny o średnicy 12mm, który jest pokryty berylem, dzięki czemu membrana odpowiada na impuls bardziej liniowo, niż zwykła standardowa. Gdyby tego było mało, sam przetwornik, to małe dzieło sztuki, FiiO zdecydowało się zaimplementować w tym modelu magnes o dużej gęstości magnetycznej wynoszącej aż 1.5 Tesli, oraz podczas adaptacji akustycznej stworzono pole wulkaniczne, które ma za zadanie zniwelować do absolutnego minimum fale stojące oraz zniekształcenia. W skrócie, zrobiono wiele, żeby słuchawki grały możliwie naturalnie. Na wzmiankę również zasługuje kabel, bowiem zdecydowano się ożenić te słuchawki z ośmiożyłowym kablem z posrebrzanej miedzi a możliwość wyboru wtyków, to strzał w dziesiątkę. Wspomniałem wyżej, o zmiennych wykręcanych filtrach w słuchawkach. FiiO zadbało o możliwość modulacji sygnału za pośrednictwem zmiany tuby – tulejki, na którą zakładamy piankę czy silikon. Trzeba przyznać że całość robi piorunujące wrażenie. Co do tłumienia, użytkowania na zewnątrz, w hałasie, tłumią nad wyraz dobrze a i leżą w uszach przyjemnie, mimo sporej, bądź co bądź wagi każdej ze słuchawek. Przejdźmy jednak do meritum. Jak grają? Brzmienie Zestrojone są nad wyraz naturalnie. Nie brakuje im zejścia na basie, szczegółowej, rozdzielczej dolnej średnicy, błysku na górze i wypełnienia na wyższej średnicy. Boję się użyć tego słowa. Ale spróbuję. Na standardowych szerokich tubach słuchawki grają doskonale trafiając w moje ucho w sposób tak szybki i prosty, że nie mogłem wyjść z podziwu. Jeżeli idzie o słuchawki wyposażone w jeden przetwornik dynamiczny, te FiiO to klasa sama w sobie. Miękko i muzykalnie kiedy trzeba, a ostrzej i szybciej przy trudniejszych, cięższych realizacjach. Obrazowanie na bardzo wysokim poziomie, tu bez problemu mamy możliwość obcowania z instrumentami. W żadnym z pasm nie brzmią nachalnie, czy nazbyt zwiewnie. Brakuje im maniery, znanej z wielu innych modeli. Oczywiście ucho każdy ma inne, jednak uważam, że nie należy – wręcz trzeba je wziąć pod uwagę przy wyborze słuchawek w podobnym budżecie, bo sposób w jaki przetwarzają sygnał, jest bardzo angażujący. Jednocześnie nie męczący. W zestawie, FiiO daje nam możliwość modulacji dźwięku za pośrednictwem wymiany tub. Po ich wymianie słuchawki zyskują na basie, jednak kosztem sceny i przejrzystości na średnich i wyższych rejestrach. Miło, że dają nam taką możliwość. Mnie jednak urzekły na oryginalnych filtrach.
  6. Shure AONIC 50 Słowem wstępu Wokółuszne słuchawki bezprzewodowe półki premium to prężnie rozwijający się rynek na którym zdążyło zapisać się już kilka flagowych – mocno rozpoznawanych produktów. Shure wprowadzając na rynek model AONIC 50 wyceniony na 1599pln,-, próbuje niejako wejść na ten rynek, bowiem jest to pierwsza słuchawka tego typu amerykańskiego producenta. Wyposażone w nietuzinkowe rozwiązania technologiczne i ponoć zachowany naturalny, wyraźny styl gry powinny w tym pomóc. Nie ukrywam, że byłem bardzo zaciekawiony tym modelem, bowiem znając produkty tej firmy – nigdy nie czułem się zawiedziony. Sprawdźmy, co z tego wyszło. Wewnątrz i zewnątrz Produkt otrzymujemy w dużym, okrągłym pudle, które skrywa w sobie, nie tylko tytułowe słuchawki, ale i całą gamę akcesoriów, które Shure zdecydowało się dodać posiadaczowi. I tak, w zestawie ze słuchawkami otrzymujemy twarde etui, które pomoże w bezpiecznym transporcie, kabelek do ładowania typu USB-C oraz kabel zakończony wtyczką 3.5mm umożliwiający podłączenie przewodowe tytułowych Aonic 50 do źródła sygnału. Same słuchawki wykonane są niesamowicie pieczołowicie, błyszczące zlicowane z muszlą logo Shure, pałąk ze szczotkowanego aluminium obszyty miękkim materiałem oraz miękkie nausznice, to doskonałej jakości komponenty, które sprawiają, że mamy poczucie obcowania z bardzo drogimi słuchawkami. Technologia i użytkowanie Shure zdecydowało się uzbroić swoje jedyne-flagowe wokółuszne bezprzewodowe słuchawki w cały arsenał technologiczny. To, że wspierają przesyłanie danych z użyciem kodeka LDAC, przy użyciu protokołu Bluetooth 5.0 to mało. Shure opracowało zaawansowaną aplikację dostępną na przenośne urządzenia wyposażone w iOS oraz Android, za pomocą której możemy regulować siłę redukcji szumu, czy modulować przetwarzany sygnał na wielu częstotliwościach za pośrednictwem autorskiego korektora. Jeżeli idzie o samą redukcję szumu, to słuchawki robią niesamowitą robotę, i piszę to z pełną świadomością, przy maksymalnym wyciszeniu dźwięków z otoczenia nie ma się wrażenia, że jest ono w ogóle włączone, brak jest nieprzyjemnej głuszy w uszach, a system działa nad wyraz wydajnie – powodując, że większość hałasu z otoczenia po prostu do nas, w magiczny sposób, nie dociera. Naprawdę wysoki poziom. Gdyby tego było mało, Shure wyposażyło te słuchawki w „tryb środowiskowy” - po jego włączeniu słyszymy co dzieje się na zewnątrz bardzo wyraźnie. Jest to niesamowite wrażenie i działa nad wyraz wydajnie. Jakość rozmów, nawet przy głośnym otoczeniu jest na bardzo wysokim poziomie. Produkt określiłbym jako pełny. Ale jak grają? Brzmienie Przy tej cenie, mamy dostępne produkty flagowe wielu producentów, jednak Shure na ich tle wyróżnia się jednym. Brak jakiejkolwiek maniery w przetwarzanym sygnale. Grają niesamowicie przejrzyście, obrazowo. Z łatwością można wskazać każdego na scenie palcem, bez wrażenia tunelu, podbicia basu czy po prostu wyczuwalnej modulacji z uwagi na uruchomioną redukcję szumów. Grają przepięknie i trafiają w mój gust bezapelacyjnie. Nie są nachalne w żadnym z pasm, czy nazbyt zlane, zbite, szczególnie na dolnej średnicy i górze pasma, która jest nad wyraz rozdzielcza. Po podłączeniu przewodowym i do lepszej klasy źródła jest jeszcze lepiej. Pojawia się głębia i dalej oddalony detal na pasmie wyższych rejestrów. Konkludując, jeżeli szukamy przejrzyście brzmiących wokółusznych słuchawek bezprzewodowych, to są. Nareszcie. Warto spróbować.
  7. Shure AONIC 3 Słowem wstępu Shure, decydując się na odświeżenie swoich produktów przeznaczonych dla wymagających użytkowników popełniło model, który od jakiegoś czasu chciałem przetestować. Model Aonic 3 to wyceniane na 900pln,- słuchawki dokanałowe wyposażone w jeden przetwornik armaturowy, mające zapewnić naturalny odsłuch nagranego materiału muzycznego. Przyzwyczajony do wysokiego poziomu produktów tej marki nie mogłem się doczekać, aż pojawi się na horyzoncie okazja, aby je przetestować. Wewnątrz i zewnątrz Słuchaweczki dostajemy w okrągłym czarno-zielonym pudełeczku niewielkich rozmiarów. W środku cała masa niespodzianek od Shure, których ilość wręcz przytłacza. W zestawie ze słuchawkami dostajemy zatem adapter z 3.5mm na 6.3mm umożliwiający podłączenie słuchawek do interfejsu, specjalne pianki od Shure, całą gamę końcówek silikonowych oraz pianek w celu ułatwienia umieszczenia słuchawek w naszych uszach oraz twarde etui, które zapewni transport słuchawek w sposób bezpieczny, kiedy nie są wciśnięte w uszy. Wykonanie samych słuchawek to poziom, do którego amerykańska marka zdążyła nas przyzwyczaić, wykonane z doskonałych materiałów sprawiają wrażenie bardzo wytrzymałych oraz długowiecznych. Dodatkowo, słuchawki w standardzie zostały wyposażone w akcesoryjny odpinany, wyposażony w złącza MMCX kabel Shure RMCE-UNI, który posiada wbudowany wielofunkcyjny pilot oraz mikrofon, który współpracuje z urządzeniami opartymi na iOS oraz Android. Technologia i użytkowanie Nowy model wykorzystuje sprawdzoną technologię - słuchawki wyposażone zostały w jeden przetwornik armaturowy, który jak deklaruje Shure – zapewnia możliwie naturalny odsłuch nagranych materiałów. Jak grają w rzeczywistości, przekonamy się za chwilę. Co do użytkowania, to podczas długich spacerów czy jazdy środkami komunikacji miejskiej – maleństwa tłumią lepiej niż się spodziewałem – są na tyle niewielkie i lekkie, że kompletnie ich nie czuć ich w uszach, jednocześnie kabel nie generuje niepożądanych odgłosów. Jakość rozmów poprzez zaimplementowany mikrofon jest więcej niż zadowalająca, a odcięcie od hałasu otoczenia wręcz mistrzowskie, znane już z serii SE. Jak grają? Brzmienie Niewielki opór wynoszący 26 Ohm, oraz dość wysoka skuteczność wynosząca 108dB powodują, że nie są wybredne co do źródła i śmiało można je podpinać pod średniej półki smarthphone'a, który radzi sobie z nimi na poziomie wyższym niż wystarczający. Zestrojone są rzeczywiście w sposób bardzo naturalny, nie brakuje faktury w każdym z pasm, nasączona średnica jak i jej rozdzielczość, przy okazji brak problemów z reprodukcją tonów niskich i wysokich mnie zupełnie szczerze zaskoczyły. Wcześniejsze modele w tym przedziale cenowym zawsze miały jakąś manierę, akcentowały któreś z pasm, co przy dłuższym odsłuchu potrafiło zmęczyć ucho. Tutaj tego nie ma. Jest bardzo naturalnie, z łatwością odrywają całe pasmo od ucha słuchacza przenosząc go w miejsce realizacji nagranych utworów. Potrafią zagrać lekko i zwiewnie, kiedy realizacja pozwala, a potrafią też przekazać głębię. Niesamowicie ciekawa pozycja na rynku, moim skromnym zdaniem wyceniona na doskonałym poziomie. Namieszają.
  8. Takstar ML850 Słowem wstępu Słuchawki bezprzewodowe, wokółuszne – to idealna propozycja dla tych, którzy cenią sobie wygodę, mobilność, oraz możliwość odcięcia się od hałasu zewnętrznego bez konieczności upychania słuchawek dokanałowych w uszach. Dziś postaram się sprawdzić, co do w tej materii do zaoferowania ma firma, która już zdążyła zakorzenić się na rynku w Polsce, mowa o wycenianym na 349pln,- najnowszym modelu firmy Takstar ML850. Wewnątrz i zewnątrz Niewielkich rozmiarów pudło kartonowe, w których przychodzi do nas ów produkt, skrywa w sobie twardy zapinany na zamek pokrowiec na słuchawki, okablowanie umożliwiające podłączenie słuchawek w formie przewodowej do źródła dźwięku oraz kabel do ładowania wraz z instrukcją. Same słuchawki wykonane są bardzo pieczołowicie, za te pieniądze rzekłbym nawet, że na bardzo wysokim poziomie. Wytrzymałe tworzyło, wzmacniane elementami metalowymi w pałąku, w newralgicznych miejcach, dobrze spasowane elementy, miękkie nausznice oraz obszyty miękką eko-skórą pałąk sprawiają bardzo przyjemne wrażenie i na myśl przychodzą mi tylko droższe produkty, do których można by równać tytułowe ML850. U dołu lewej słuchawki znajdziemy żeński wtyk jack 3.5mm umożliwiający podłączenie przewodowe słuchawek do np. telefonu, jeżeli nie mamy, bądź nie chcemy łączyć się bezprzewodowo. U dołu prawej słuchawki, z kolei, znajdziemy przyciski umożliwiające sterowanie słuchawkami – są to odpowiednio przyciski do zmiany głośności oraz jeden wielofunkcyjny, służący do odbierania, kończenia połączeń bądź pauzowania czy wznawiania utworu, obok przycisków znajdziemy wtyk micro-usb przeznaczony do ładowania słuchawek wraz z diodą sygnalizującą pracę urządzenia oraz mikrofon. Całość robi naprawdę niezłe wrażenie już od ręki, a miłym aspektem jest możliwość złożenia słuchawek, które z łatwością mieszczą się w dołączonym twardym futerale. Technologia i użytkowanie Słuchawki są przeznaczone do rozmów, czy użytkowania w biegu, zatem producent zdecydował się na umieszczenie w nich wielokierunkowego mikrofonu, który po testach, trzeba przyznać spełnia swoje zadanie całkiem nieźle i sprawnie udaje mu się ucinać zgiełk z zewnątrz podając rozmówcy, tylko nasz głos. Takstar zdecydował się wyposażyć ten model w Bluetooth w wersji 4.2, oraz wsparcie dla przesyłania plików wyższej gęstości – APTX, za pośrednictwem układu Qualcomm. Chwalą się również autorskim przetwornikiem, który w tym modelu posiada 40mm średnicę. Słuchawki wyposażono również w takie smaczki jak, technologię szybkiego ładowania, NFC oraz możliwość sparowania słuchawek z kilkoma urządzeniami. Ciekawym jest też fakt, że ogniwo w tych słuchawkach rzeczywiście, jak deklaruje producent starcza na dobę użytkowania. Co do samego użytkowania w terenie, sprawdzają się wyśmienicie, miękkie nausznice nie dociskają zbytnio przesadnie głowy, co daje dobry kompromis pomiędzy komfortem a wyciszeniem od hałasów z zewnątrz. Jakość rozmów nawet przy trudnych warunkach, jest więcej niż zadowalająca. Brzmienie Takstar przyzwyczaił nas do produktów o fenomenalnej wręcz relacji jakości do ceny i tu, nie owijając w bawełnę, jest również bardzo ciekawie. Słuchawki grają bardzo dojrzałym, detalicznym oderwanym od głowy dźwiękiem znanym droższych konstrukcji. Dźwięk naprawdę na wysokim poziomie, który przyznam się szczerze wprawił mnie w niemałe osłupienie, nie spodziewałem się, że z łatwością uda im się rozrysować scenę przed głową. Są delikatnie docieplone na basie, co skutkuje przyjemnym pomrukiem na dole, ale bez przesady, niskie pasmo nie wchodzi na średnicę, która jest przejrzysta i zaskakująco czytelna jak na produkt w tej klasie cenowej a góra potrafi być dźwięczna i obecna dając nam odpowiednią ilość detali w tym pasmie. Reasumując, dla mnie, ML850 to asbolutna wisienka na torcie, na rynku, w tej kwocie. Warto spróbować.
  9. Audioengine B2 Bluetooth Słowem wstępu Rynek głośników przeznaczonych do słuchania muzyki w domu, czy biurze, wypełniony jest po brzegi pojedynczymi głośnikami. Przeznaczony dla tych, którzy cenią sobie minimalizm absolutny, nie chcąc mieć głośników stereo, jednostki zasilającej i masy kabli, a decydują się na jednostkę pojedynczą, umożliwiającą przesyłanie muzyki bezprzewodowo z każdego źródła dźwięku wyposażonego w łączność Bluetooth. Dzisiaj postaram się sprawdzić, czym na tle konkurencji może wyróżnić się wyceniany na 999pln,- model B2 firmy Audioengine, która założona przez dwóch audio-pasjonatów w USA zdążyła już zapisać się na rynku nietuzinkowym podejściem do relacji cena/jakość, sposobem gry i zastosowanymi materiałami w swoich produktach. Wewnątrz i zewnątrz Po wypakowaniu zawartości z ozdobionego grafikami przedstawiającymi tytułowy głośnik kartonowego pudła, w zestawie z nim znajdziemy kabel zasilający, kabel sygnałowy mini jack o długości 1.5m, instrukcję użytkowania oraz pokrowiec z mikrofibry. Sam głośnik natomiast to niewielkich rozmiarów prostokątna bryła, która zbudowana jest z płyty mdf o grubości 18mm pokryta okleiną z prawdziwego drewna. Wykonane jest to niesamowicie pieczołowicie i cieszy oko. Spasowanie głośników z obudową również stoi na wysokim poziomie. A wbudowane magnesy pod obudowę, które utrzymują maskownicę w odpowiednim miejscu to majstersztyk. Na froncie znajdziemy dwa przetworniki nisko-średniotonowe w rozmiarze 2,75'' oraz dwa wysokotonowe przetworniki wykonane z jedwabiu w rozmiarze 3/4''. Dodatkowo z przodu umieszczone są dwa osobne porty basowe, dla zwiększenia doznań akustycznych związanych z niskimi częstotliwościami. Z tyłu urządzenia znajduje się panel, na którym znajdziemy pokrętło głośności, wejście sygnałowe mini-jack, jeżeli nie chcemy łączyć się przez Bluetooth, przycisk służący do uruchomienia funkcji parowania urządzenia, oraz wejście na kabel zasilający wraz z włącznikiem. Całość trzeba przyznać, robi doskonałe wrażenie, szczególnie struktura drewna wyczuwalna pod palcami. Technologia i użytkowanie Maleństwo amerykańskiego producenta uzbrojone zostało przez niego we wzmacniacz umożliwiający podanie 30W na kanał oraz przetwornik analogowo-cyfrowy Texas Instruments PCM5102A, który korzysta w tym wypadku z upsamplingu i zwiększa głębię do 24-bit. Urządzenie wykorzystuje również Bluetooth w wersji 5.0 i wspiera przesyłanie muzyki z użyciem kodeka aptX, co znacznie poprawia walory dźwiękowe i umożliwia już przesyłanie gęstych plików bez straty przy finalnym odsłuchu. Co ciekawe, zasięg użytkowania bezprzewodowego to aż 30m, a opóźnienie to niecałe 30ms. Pasmo przenoszenia, którym legitymuje się model B2 wynosi od 65Hz do 22kHz przy zachowaniu wahań na poziomie +/- 2dB. To, znów, bardzo dobry wynik, biorąc pod uwagę całą konstrukcję. Jednocześnie nie można zapomnieć o fakcie, że same przetworniki to autorski projekt Audioengine. Podczas użytkowania nie zdarzyło mi się uświadczyć zerwania połączenia, przerywania czy opóźnienia, chociażby przy filmach. Brzmienie Mając już do czynienia z produktami tej firmy wcześniej, mniej więcej wiedziałem czego się spodziewać. Dźwięk, jak na tak mały głośnik jest wręcz powalający. Urządzenie nie udaje czegoś czym nie jest i nie gra ofensywnie z dużą ilością góry i dołu pasma. Nic z tych rzeczy. Producentowi udało się zachować kunszt brzmienia z monitorów, głośnik gra niemęczącym wyraźnym i rozdzielczym dźwiękiem, zaskakującym jak na takie rozmiary. Przy wysokim poziomie głośności również nie dają się we znaki żadne niepożądane efekty w postaci zniekształceń. Uważam, że zdecydowanie warto na niego zwrócić uwagę w tym przedziale cenowym.
  10. Audioengine A5+ Bluetooth Słowem wstępu Szeroka gama produktów na rynku spod znaku głośników aktywnych, to gałąź wciąż udoskonalana poprzez zastosowanie coraz to nowszych, ciekawszych technologii, które finalnie mają mieć wpływ na funkcjonalność i brzmienie zestawu. Producenci kuszą nietuzinkowym wykonaniem i gwarantują najczęściej wyraźną, liniową reprodukcję dźwięku, a w środku głośniki kipią technologią, która pozwala zminimalizować ilość urządzeń do minimum. Dziś postaram się sprawdzić, co do zaoferowania ma amerykański producent – Audioengine w swoim, wycenianym na 2799pln,- modelu A5+ w wersji Bluetooth. Jeżeli idzie o samą markę, to ma już niemałe doświadczenie na rynku głośników aktywnych, jest dobrze znana w wielu miejscach na świecie i zbiera pochlebne opinie, założona przez dwóch audio-pasjonatów. Zobaczymy co z tego wyszło. Wewnątrz i zewnątrz Duże i ciężkie pudło ozdobione grafikami pudło zdradza, co czeka na na nas w środku. Poza samymi głośnikami, w zestawie znajdziemy pilot zdalnego sterowania, antenę bluetooth, kabel głośnikowy zakończony wtykami bananowymi o długości czterech metrów, kabel zasilający, kable połączeniowe w dwóch wariantach; dwumetrowy mini-jack oraz dwumetrowy rca. Miłym akcentem są zamykane za pośrednictwem ściągacza pokrowce z mikrofibry na każdy głośnik oraz kable. Wracając do samych głośników, to osobiście mi się bardzo spodobały, spasowane na wysokim poziomie, wykonane w tym wypadku pokryte drewnem bambusowym obudowy przykuwają oko zaokrąglonymi kantami z każdej strony. Na froncie głównej jednostki znajdziemy odbiornik sygnału podczerwieni, pokrętło głośności oraz diodę sygnalizującą pracę głośników. Na tylnej ścianie z kolei w oczy rzuca się niemałych rozmiarów radiator, otwór br, miejsce na antenę bluetooth, wejścia i wyjścia rca, wyjście mini jack, wyjście sygnałowe do drugiego głośnika, włącznik, przełącznik napięcia, bezpiecznik oraz wejście dla kabla zasilającego. Cały moduł jest precyzyjnie spasowany z obudową. Przetworniki również przyjemnie dla oka, licują się z nią. Całość, trzeba przyznać buduje wrażenie, że mamy do czynienia z produktem premium. Technologia i użytkowanie Tu zaczyna się cała zabawa, bowiem producent naszpikował te głośniki doskonałej jakości komponentami w środku. Przetworniki wysokotonowe w rozmiarze 3/4'' wykonane są z jedwabiu, a jednostka nisko-średniotonowa to już zawieszona na gumie pięciocalowa membrana wykonana z włókna aramidowego. Zdecydowano się również na umieszczenie w nich modułu Bluetooth 5.0, który wspiera aptX HD, a za przetwornik analogowo-cyfrowy odpowiada tutaj japońska kość AKM AK4396. Całość zasila układ w klasie AB mogący zaoferować aż 75W na kanał, co przy niskich zniekształceniach przy każdej nastawie, wynoszących <0,05% THD oraz przesłuchu wynoszącym 50dB jest wynikiem bardzo dobrym. Warto również dodać, że producent deklaruje pasmo przenoszenia od 50Hz do 22hHz przy wahaniach rzędu +/- 1.5dB na całym pasmie przenoszenia. To już wynik rewelacyjny. Obsługa jest dość intuicyjna, więc przykręciłem szybciutko antenę bluetooth, ustawiłem głośniki w tym wypadku na standach, tak aby znajdowały się na wysokości uszu i wpiąłem je w przedwzmacniacz. Brzmienie Spodziewałem się brzmienia konturowego, ostrego, nienaturalnego, z brakami wypełnienia na średnicy. Spodziewałem się grania, do którego już przywykłem z innych konstrukcji dwudrożnych, gdzie może tylko kilka z nich prezentowało coś więcej. Przez coś więcej mam na myśli naturalność, brak nierozdzielczego skalpela na wyższych rejestrach, powietrze, scenę i możliwość wskazania instrumentów palcami. Dość sporym zaskoczeniem był fakt, że te malutkie bądź co bądź głośniki były w stanie wygenerować naturalny, pełny, niemęczący, dojrzały dźwięk. W bliskim i średnim polu – z łatwością generują sferę i obraz soniczny, niemęczący, z aksamitną a jednak szczegółową i rozdzielczą górą pasma oraz średnicą, a dół za sprawą ciekawego rozwiązania otworu bas reflex na tyłach schodzi nisko i jest dość dobrze kontrolowany. Kiedy trzeba, potrafią oddać nutę agresji i dysponują energią, dynamiki im nie brak. Moim zdaniem zdecydowanie warto dać im szansę i jeżeli szukamy czegoś w tym budżecie to należy zwrócić na nie uwagę.
  11. 64Audio Nio Słowem wstępu Prężnie rozwijający się rynek słuchawek dokanałowych przeznaczonych dla najbardziej wyszukanych uszu poszukujących emocji, realnego odwzorowania zarejestrowanego materiału muzycznego coraz częściej czerpie garściami z gałęzi odsłuchów scenicznych, przeznaczonych dla profesjonalistów ceniących sobie możliwie najbardziej wierną reprodukcję oraz niespotykaną dotąd jakość wykonania produktów. Marka 64Audio zdążyła już na stałe zapisać się na piedestale producentów słuchawek dokanałowych przeznaczonych dla profesjonalistów z całego świata, zatem spotykając się z możliwością przetestowania najnowszego modelu Nio, wycenianego na 8499pln,- wpadłem w niemałe emocje. Postaram się jednak być obiektywny, sprawdźmy co ma do zaoferowania, ta ręcznie wykonana dziewięcio-przetwornikowa hybrydowa konstrukcja dokanałowa. Wewnątrz i zewnątrz Słuchawki przychodzą do nas w fikuśnym kartonowym rozkładanym pudełku, które już na froncie wita nas sloganem 64 Audio 'hear the music, hear everything'. Na tyłach pudła z kolei producent uświadamia nas o tym, że jest to pierwsza hybrydowa konstrukcja z taką ilością przetworników, która wyszła spod jego rąk. W pudle znajdziemy całą masę akcesoriów, poczynając od kilku par końcówek dokanałowych wykonanych z silikonu oraz pianki pamięciowej, poprzez czyścik do słuchawek, klips umożliwiający przypięcie kabelka do części garderoby, skórzane etui przeszyte złotą nicią oraz logiem 64 Audio, wlepkę z logiem producenta, ulotkę informacyjną, na wymiennych filtrach, które zmieniają tłumienie oraz słuchawkach z kabelkiem kończąc. Słuchawki to absolutne dzieło sztuki, wykonane ręcznie z jednego litego kawałka aluminium ozdobione niebieską płytą czołową wykonaną z materiału o nazwie abalone z dodatkowo osadzonym logo producenta. Całość prezentuje się fenomenalnie, a dzieło wieńczy doskonałej jakości kabelek zakończony porządnej jakości wtykami 2pin oraz kątowym wtykiem jack 3.5mm. Technologia i użytkowanie Autorskie rozwiązania technologiczne, które producent zdecydował się zaimplementować w tym modelu, budzą respekt. Poczynając od zaawansowanej czterodrożnej pasywnej zwrotnicy, po autorską technologię TIA – która pozwala skrócić drogę dźwięku do ucha słuchacza, niwelując przy tym niepożądany rezonans, a jak zapewnia producent – daje to w efekcie naturalną i realną reprodukcję całego pasma elektroakustycznego. Dla zachowania komfortu podczas długich sesji odsłuchowych, producent zdecydował się również zaimplementować technologię APEX, dzięki której, poprzez specjalnie zaprojektowany otwór w obudowie słuchawek, niwelowane jest nadmierne ciśnienie. Nie można też zapomnieć o technologii LID, czyli linearnym przebiegu impedancji, pozwala to cieszyć się wysokiej jakości odsłuchem, w teorii niezależnie od źródła dźwięku. Idąc dalej, słuchawki zostały wyposażone w dziewięć przetworników, z czego odpowiednio jeden odpowiada za górę pasma, drugi za częstotliwość średnio-wysoką, aż sześć, które odpowiadają za średnie tony oraz jeden dynamiczny generujący niskie częstotliwości. W zestawie ze słuchawkami dostajemy również, jak wcześniej wspomniałem trzy różne komplety filtrów wymiennych o różnym współczynniku tłumienia dźwięków z zewnątrz, co realnie przekłada się na sposób gry słuchawek. W zestawie mamy zatem do wyboru filtry o tłumieniu odpowiednio -10dB, -15dB oraz -20dB. Dopasowanie ich do ucha zajęło mi dosłownie chwilkę i po dłuższych odsłuchach, mogę śmiało powiedzieć, że są bardzo wygodne, choć to kwestia jak zawsze dość mocno indywidualna to producent zadbał o to, żeby te uniwersalne odsłuchy dopasowały się do większość uszów na rynku, poprzez ogrom końcówek w zestawie. Podczas testów w terenie nie odnotowałem również drażniącego efektu mikrofonowego. Brzmienie Tytułowe 64Audio Nio rzeczywiście nie są trudne do wysterowania. Pędzone z SR25 od Astella, z włożonymi filtrami o największym współczynniku tłumienia zagrały rewelacyjnie. Wyciszając wszystko z zewnątrz na wręcz niebotycznie wysokim poziomie z łatwością były w stanie zdefiniować sferę stereo do przodu jak i do tyłu, jeżeli nagranie na to pozwala. Grają wysoce precyzyjnie, co nie ujmuje im ani krzty muzykalności czy emocji z nią związanych. Duży, dojrzały organiczny dźwięk, bardzo naturalny oraz emocjonalny. Z łatwością byłem w stanie wskazać każdego z osobna na scenie jak i skupić się, kiedy chciałem, na danych instrumentach. To cecha zarezerwowana dla najlepszych na rynku i z całą pewnością do ich grona mogę zaliczyć te słuchawki. Dociążenie oraz szczegółowość na wysokim poziomie. Do tej pory zachodzę w głowę jak tak mimo wszystko emocjonalnie brzmiące słuchawki potrafią zagrać tak precyzyjnie i lekko, kiedy trzeba, pokazując płynną przepiękną oderwaną od głowy nasączoną średnicę. Zdecydowanie należy przeznaczyć czas na odsłuch tego modelu, ponieważ w tym przedziale cenowym są nadzwyczaj ciekawe. Wręcz niebezpiecznie ciekawe.
  12. SMSL P1 AMP Słowem wstępu Tranzystorowe wzmacniacze słuchawkowe to temat stary jak świat, a mimo to wciąż prężnie rozwijany przez wielu producentów. Nic dziwnego, technologia daje nam coraz ciekawsze możliwości aplikacji komponentów, które finalnie składając się w jedną całość mają przekazać nam możliwie najbardziej zbliżony do realnego – sposób reprodukcji sygnału. Nie sposób w gąszczu tych wielu produktów znaleźć coś dla siebie. Dzisiaj postaram się sprawdzić jak brzmi topowy wzmacniacz słuchawkowy wschodniej marki znanej z wielu już modeli, które zdążyły już zapisać się niesamowicie ciekawym sposobem gry oraz nadzwyczajnie dobrą relacją ceny do jakości. Sprawdźmy zatem co ma do zaoferowania konstrukcja wyceniana na 3999pln,-. Mowa oczywiście o SMSL'u P1. Wewnątrz i zewnątrz Sporych rozmiarów pudło zdradza nam, że będziemy mieli do czynienia z urządzeniem sporych rozmiarów. Po otwarciu pudła w środku znajdujemy, poza samym wzmacniaczem, dokumenty, pilot zdalnego sterowania oraz kabel zasilający. Wzmacniacz wykonany jest pieczołowicie, spasowanie elementów na najwyższym poziomie jest widoczne na każdym kroku. Na frontowym panelu wzmacniacza znajdziemy zatem dwa wyjścia słuchawkowe – jedno symetryczne XLR oraz niesymetryczne 6.3mm jack. Obok wejścia 6.3mm znajduje się pokrętło głośności, przepięknie licowane z obudową – posiadające delikatne wgłębienie umożliwiające wygodne korzystanie z niego, a następnie malutkich rozmiarów, choć trzeba przyznać, że dość czytelny – wyświetlacz oraz równie dobrze spasowany co pokrętło – wielofunkcyjny przycisk. Na tyłach urządzenia znajdziemy szereg wejść sygnałowych – dwie pary wejść niesymetrycznych oraz jedną parę wejść zbalansowanych. Tuż obok, w oddzielonej obudowie – znajduje się wejście dla zasilania, bezpiecznik, oraz włącznik. Całość i trzeba to przyznać jasno sprawia wrażenie bardzo dobrze wykonanego sprzętu. W komplecie, jak wspomniałem wyżej znajdziemy pilot zdalnego sterowania, a i on zasługuje na uwagę, ponieważ wykonany został z metalu z czytelnymi i dobrze spasowanymi przyciskami dzięki którym możemy kontrolować urządzenie, od wyciszenia, poprzez zmianę wejść oraz wyjść sygnałowych a na kontroli głośności kończąc. Technologia i użytkowanie Wschodni producent chwali się użyciem komponentów oraz technologii najwyższej jakości. W środku zatem znajdziemy komponenty takie jak kondensatory foliowe Siemensa, filtrujące Nichicon'y, Panasonic'i. Plejada. Idąc za ciosem, flagowe urzadzenie SMSL jest wyposażone w czterostopniowe wzmacniacze operacyjne, całość w pełni zbalansowana. Niesamowitego kunsztu działającego muszę przyznać na wyobraźnię, dodaję fakt, iż zdecydowano się w tym urządzeniu zastosować całkowicie oddzieloną fizycznie – sekcje zasilania urządzenia, której sercem jest robiony na zamówienie transformator toroidalny znanej marki Noratel. Chwalą się, że ma to zniwelować niepożądane szumy z sekcji zasilania. Wzmacniacz legitymuje się również całkiem ciekawymi parametrami technicznymi, między innymi jest w stanie oddać 1,5W przy 32Ohm, zapewniając w tym samym czasie możliwie najniższe zniekształcenia, które wynoszą odpowiednio na wyjściu niesymetrycznym – 0,00082% oraz na symetrycznym – 0,00019% Natomiast S/N wynosi na tych wyjściach odpowiednio 117dB oraz 120dB. Parametry robią wrażenie, ale jak to brzmi? Brzmienie Nie owijając w bawełnę, ten słusznych rozmiarów segment gra nadzwyczaj jak na sprzęty ze wschodu kulturalnie i spokojnie. Oczywiście w zależności jakie słuchawki do niego podłączymy, ale na odsłuchiwanych MrSpeakers Ether Flow, które znam i cenię, całość z Brystonem BDA-1 zagrała po mistrzowsku. Dźwięk ułożony, kiedy trzeba, a kiedy realizator chciał przekazać większe emocje, to i one się tu znajdą. Jest rozdzielczość, jest odległość i namacalność instrumentów czy wręcz osób na scenie znana mi, z – nie będę ukrywał – droższych urządzeń. Z oddawaniem sceny 'do tyłu' również nie odnotowałem żadnych kłopotów czy problemów. Zdecydowanie warto wziąć ten wzmacniacz pod uwagę w tym budżecie, bo w mojej opinii broni się całkiem dobrze prezentując dotąd niedostępne rewiry dla tego producenta.
  13. Ultrasone Edition Eleven Słowem wstępu Audiofilskie, przeznaczone dla najbardziej wysublimowanych uszu, słuchawki wokółuszne przeznaczone do komfortowego odsłuchu swoich ulubionych płyt z materiałem muzycznym to wciąż, od lat, sekcja prężnie rozwijana przez wielu znaczących marek. Ultrasone, marka wywodząca się z Niemiec, gdzie produkowane są jej słuchawki, szczycąc się użyciem materiałów możliwie najlepszej jakości, ręczną produkcją oraz absolutnie niespotykanymi nigdzie indziej – walorami sonicznymi, zdążyła już od lat 90 zapisać się na stałe, na piedestale producentów najwyższej klasy słuchawek przeznaczonych nie tylko do odsłuchu w domu ale i studio. Dziś, postaram się sprawdzić, czym, ewentualnie wybijają się ponad szereg tytułowe Ultrasone Edition Eleven, wyceniane na 4299pln,- słuchawki otwarte. Postaram się pospieszyć, gdyż produkcja została ograniczona do 1111 egzemplarzy. Spróbujmy. Wewnątrz i zewnątrz Słuchawki otrzymujemy w pudle sporych rozmiarów, w zestawie z nimi, producent dostarcza nam skórzany miękki pokrowiec sygnowany marką Ultrasone, przepięknie wykonany 3-metrowy odpinany kabel – czterożyłowy – zakończony wtykiem 3.5mm jack, przejściówkę na wtyk 6.3mm jack, metalowy skręcany stand na słuchawki, oraz tytułowe Edition Eleven. Te niesamowicie lekkie słuchawki można śmiało, po pierwszym kontakcie już uznać, za dzieło sztuki. Pałąk obszyty alcantarą, a nausznice welurem, sprawiają, że niesamowicie miękko leżą na głowie słuchacza. Muszle słuchawek, wykończone drewnem orzechowym, wraz z żeberkowanymi otworami za przetwornikiem to istny majstersztyk. Ręcznie produkowane, spasowane i wykonane na najwyższym poziomie. Technologia i użytkowanie Producent zdecydował się w tym modelu, wykorzystać kilka smaczków technologicznych, które wpływają na finalne brzmienie w sposób bezapelacyjny. Przede wszystkim, charakter gry tego dzieła sztuki ma materiał, z jakiego wykonana jest membrana przetwornika – w tym wypadku jest to 40mm przetwornik z bio celulozowych włókien, który wraz z bardzo silnym magnesem neodymowym dysponuje opornością rzędu 32Ohm oraz skutecznością na poziomie 94dB, natomiast pasmo przenoszenia, jakim legitymują się Ultrasone wynosi od 6Hz do 42kHz. Warto również dodać, że rzeczony przetwornik w tych słuchawkach został zaadaptowany zgodnie z autorską technologią Ultrasone – mianowicie S-Logic – w dużym uproszczeniu, to umieszczenie przetwornika pod odpowiednim kątem w obudowie. Jeżeli idzie o komfort użytkowania, to dawno nie miałem na głowie tak lekkich i wygodnie leżących słuchawek. To zawsze dość mocno indywidualna kwestia, jednak i tym razem marka z Niemiec wychodzi ponad szereg. Słuchawki są niesamowicie lekkie, a za sprawą miłych w kontakcie z głową i doskonałej jakości materiałów – leżą po prostu lekko i wygodnie. Brzmienie Z uwagi na niską oporność a zarazem niską skuteczność, słuchawki nie są bardzo wymagające co do źródła. Nie potrzebują elektrowni. Są wrażliwe, ale wiele wybaczają. Za sprawą niesamowicie ciekawej adaptacji akustycznej przetwornika i sposobu strojenia, dysponują ogromną, sceną. Grają z niebywałą rozdzielczością a przy tym nie brakuje im naturalności, odwzorowanie dolnej i wyższej średnicy to uczta dla uszu. Góra nie kłamie, nie ma jej za dużo, jest bardzo naturalna, w oddali, bez ofensywy, a dół pasma również ukazuje to, co przyświecało inżynierom, delikatna emocja, ale bez przesady, niedominujący, zwarty kiedy trzeba bas daje się we znaki, wtedy, kiedy realizator tego chciał. Z zaskakującą łatwością oddają scenę przed głową słuchacza jak i za głową, co właściwie ujęło mnie najbardziej. Naturalna prezentacja oderwana absolutnie od przetwornika. Produkt bezapelacyjnie udany, zdecydowanie należy zwrócić uwagę. By nie żałować.
  14. Monoprice BT 300 ANC Słowem wstępu Monoprice – marka wywodząca się z dalekiej Azji, z Chin znaczy, zdążyła już zapisać się swoimi produktami – zaawansowanymi technicznie słuchawkami planarnymi, z serii Monolith, w dobrym, nazwijmy to, budżecie z niesamowitą jak za te pieniądze reprodukcją sygnału. Producent jednak nie próżnuje i chciałby dotrzeć do jak najszerszego grona ewentualnych odbiorców. Stworzone na te potrzeby słuchawki bezprzewodowe, wokółuszne wraz z wykorzystaniem technologii ANC, wyceniane na 229pln,- - Monoprice BT 300 mają być, według producenta strzałem w dziesiątkę. Dla osób, które chcą słuchać muzyki w ruchu, ciesząc się bezstratnym sygnałem oraz względną ciszą. Zobaczmy co z tego wyszło. Wewnątrz i zewnątrz Tytułowy produkt trafia do nas w tekturowym opakowaniu, po otwarciu oczom naszym ukazuje się twardy, zapinany na suwak sztywny case umożliwiający transport słuchawek we wszelakich warunkach. Po jego otwarciu ukazują nam się złożone słuchawki oraz akcesoria – kabelek połączeniowy zakończony standardowymi wtykami jack 3.5mm oraz kabel micro USB do ładowania słuchawek. Warto nadmienić, że dołączony kabel słuchawkowy jest płaski, co zmniejsza ryzyko zaplątania i zdecydowanie wydłuża żywotność produktu. To miłe. Co do samych słuchawek, to, to co zwraca uwagę od razu to bardzo dobra jakość wykonania – producent zdecydował się na wykorzystanie matowego tworzywa, które jest całkiem miłe w dotyku, a konstrukcja wysuwanego nagłownego pałąka jest wzmocniona metalowymi elementami, włącznie z połączeniem i elementami składanymi. Sam pałąk obszyty jest pseudo skórką, nie jest to jednak sypiący się skaj, a przyjemniejszy materiał. To samo z nausznicami, również obszyte są eko skórą. Na bokach obu muszli znajdziemy żeberkowane otwory, za którymi znajdują się mikrofony wykorzystywane przy uruchomionej redukcji szumu. Na dole lewej słuchawki znajduje się główny 'panel' sterowania, mianowicie znajdziemy tu przycisk włączenia/parowania/pauzowania utworu, przyciski do zmiany głośności, które też umożliwiają zmianę utworów po dłuższym przyciśnięciu. Obok znajduje się port USB do ładowania, a z u dołu prawej muszli znajdziemy wtyk umożliwiający podłączenie słuchawek poprzez kabel oraz przycisk umożliwiający włączenie bądź nie – redukcji szumu. Dobrze spasowane słuchawki czym prędzej założyłem na głowę, i? Technologia i użytkowanie Jest zaskakująco nieźle, słuchawek nie czuć na głowie, nie uciskają czaszki, szczęki, w miejscach wrażliwych, co dla osób wrażliwych ZAWSZE jest problematyczne i często jest kartą przetargową przy wyborze słuchawek. I słusznie. Nie ma nic gorszego niż kupić słuchawki, które po 15 minutach spowodują drętwienie szczęki. Tutaj tego nie ma. Słuchawek, jak wspomniałem, nie czuć na głowie, lekko dociskają, pewnie trzymając się na miejscu. Co do rozwiązań technologicznych producent chwali się przesyłem sygnału z użyciem kodeka APTX, bluetooth'em w wersji 4.0, pojemnością ogniwa wynoszącą 200mAh – co przekłada się na faktyczne kilka godzin użytkowania wraz z włączonym ANC. Co do samego ANC, to działa dość delikatnie, nie powodując bólu głowy, nie wytłumia 100% hałasu na średnich rejestrach, ale zauważalnie wytłumia. Wykorzystanie w metrze czy innym środku transportu jest jak najbardziej wskazane – szum sunącego wagonu jest gdzieś daleko, a muzyka dopełnia czary i finalnie nie ma najmniejszego problemu ze skupieniem się na tym, co najważniejsze – na muzyce. Jakość mikrofonu jest również na dobrym poziomie, umieszczony u dołu lewej muszli mikrofon doskonale zbiera nasz głos, a niekoniecznie hałas z zewnątrz, czy wiatr. Jest naprawdę dobrze. Brzmienie Tu zaczyna się robić naprawdę ciekawie, bo słuchawki grają inaczej z włączonym ANC oraz z wyłączonym. Bez ANC grają bardzo spokojnie, bardzo liniowo z niewielką ilością szczegółów i z mniejszą dynamiką na dole pasma, średnica zyskuje, bo jest bardzo czytelna, zaskakująco czytelna – biorąc pod uwagę cenę. Z włączonym ANC dynamika wybija się na pierwszy front, ale nie powoduje to, że jedyne co słychać to bas i sycząca góra. Dół pasma nabiera ciała, ale nie wchodzi na średnicę, która jest delikatnie oddalona, góra zaczyna błyszczeć bardziej, powoduje to, że jesteśmy w stanie usłyszeć każdy szmer w nagraniu. Dobrze zdefiniowana scena w głąb i na boki. Potrafią oddać sferę w bardzo przyjemny emocjonalny sposób. Nie spodziewałem się, że będą tak grać. Warto dać im szansę, koniecznie posłuchać, bo nie kosztując wiele – potrafią całkiem sporo.
  15. FiiO Q3 DAC-AMP Słowem wstępu Przenośne urządzenia wzmacniające i przetwarzające sygnał analogowo-cyfrowy to temat wciąż gorący. Przykładem tego mogą być prężnie rozwijającą ów sekcję różne firmy. Nic dziwnego, niektórzy z nas, absolutnie nie chcą nosić dodatkowych odtwarzaczy, chcieliby mieć możliwość odsłuchu na wysokim poziomie, ale możliwie w jak najbardziej kompaktowych rozmiarach. Z pomocą przychodzi FiiO Q3, urządzenie przeznaczone do pracy ze smartfonem opartym na androidzie bądź ios, mogący być również źródełkiem wykorzystanym pod komputerem. Dziś postaram się bliżej przyjrzeć temu urządzeniu, bowiem wyceniane na 749pln,-, napakowane jest po brzegi najnowszymi rozwiązaniami technologicznymi. Wewnątrz i zewnątrz Na starcie dostajemy pudełko okraszone grafiką przedstawiającą wzmacniacz oraz loga kilku technologii, zdradzających z czym mamy do czynienia. Znajdziemy w nim całą masę różnych mniej, bądź bardziej potrzebnych akcesoriów, i tak, w zestawie z samym urządzeniem otrzymujemy; materiałowe etui, gumowe opaski, co ciekawe w dwóch rozmiarach, umożliwiające wygodne zrobienie 'kanapki' składającej się z tytułowego Q3 oraz użytkowanego smartfona bądź jabłuszka czy odtwarzacza, gumową, dopasowaną do wymiarów FiiO matę, która powoduje, że nie musimy martwić się o zarysowania spowodowane ocieraniem się urządzeń o siebie, kabel do ładowania, cyfrowy interkonekt mający z obu stron złącza USB-C, kabelek liniowy jack-jack oraz kabelek z jednej strony zakończony złączem USB-C a z drugiej, złączem lightning – wszak urządzenie jest również dedykowane z logiem nadgryzionego jabłka. Poza wszystkimi tymi akcesoriami dostajemy też oczywiście wzmacniacz. Ten zaś, zasługuje na słowa uznania, wykonany bez najmniejszych zastrzeżeń, zaskakująco dobrze spasowany, schludny, z zaokrąglonymi bocznymi krawędziami prezentuje się naprawdę bardzo przyjemnie dla oka. Przyglądając się mu bliżej, u góry urządzenia znajdziemy aż trzy wyjścia słuchawkowe, jedno niesymetryczne w rozmiarze 3,5mm oraz dwa symetryczne w rozmiarach odpowiednio 2,5mm oraz 4,4mm, obok nich natomiast znajduje się pokrętło głośności. Szkoda, że nie jest w żaden sposób choćby troszkę ukryte w obudowie, kwestia gustu. U dołu natomiast znajduje się wejście USB-C, przełącznik pozwalający wybrać czy urządzenie ma się ładować, czy grać, przycisk włączający bądź wyłączający podbicie ogólne oraz switch pozwalający na podbicie basu. Ciekawostką jest, że dwukrotne naciśnięcie przycisku odpowiadającego za podbicie ogólne, skutkuje zmianą filtra fazy – zaimplementowano dwa – szybki oraz wolny roll-off. Technologia i użytkowanie Jak wspomniałem dużo wyżej, na początku, maleństwo napakowane jest po brzegi bardzo ciekawymi rozwiązaniami technologicznymi, które mają powodować szybsze bicie niejednego audiofilskiego serducha. I tak producent szczyci się wykorzystaniem dwóch układów AKM AK4462 z technologią velvet sound oraz XMOS XUF208, które umożliwiają urządzeniu natywne dekodowanie bardzo gęstych plików w tym DSD512, oraz wzmacniacz z certyfikatem THX AAA, który w prostych słowach niweluje błędy typu feed-forward, wszelkiego rodzaju interferencje, znikeształcenia czy błędy sygnałowe. Technologia THX ma w tym pomóc, a czy to robi, dowiemy się w kolejnych zdaniach – bo ma to wpływ na brzmienie, o którym później. Idąc dalej urządzenie wyposażone zostało w pełni analogowy potencjometr do zmiany głośności – tu znów, producent chwali się, że udało mu się zniwelować problem nierównowagi poziomów głośności przy niższych nastawach, natomiast dioda przy pokrętle swoim kolorem zdradza jakiego typu plik jest aktualnie odtwarzany. Maleństwo od FiiO dysponuje też niemałą mocą wyjściową wynoszącą, na wyjściu symetrycznym aż 300mW przy oporności 32Ohm. Separacja kanałów również stoi na wysokim poziomie bo wynosi ~99dB, również wykorzystując wyjście symetryczne. Uwadze nie może ubiec również fakt, że urządzenie, aby grać kilkanaście godzin, wyposażone zostało w ogniwo o dużej pojemności – bowiem 1800mAh. Brzmienie Mając do czynienia z poprzednim urządzeniem tego producenta z serii Q – mianowicie Q1 oraz Q5S, prawdę powiedziawszy odsłuc**jąc po raz pierwszy model Q3 – poczułem się lekko, ale bardzo pozytywnie zaskoczony. Chciałbym pozostać w pełni obiektywny, ale dzięki sekcji wzmacniacza, która wyposażona została w THX a ponadto przetwornikiem AKM – gra to doskonale. Jak na swoją cenę i wymiary, ma bardzo przyjemną średnicę, lekko płynną. Nie gra cyfrowo, ciemno, ostro, z dużą ilością dołu. Nic z tych rzeczy. Gra naturalnie, w miarę 'grzecznie' z dobrą definicją sceny, lekko oddalonej w głąb, nie tyle wszerz, co w głąb, bez maniery na basie, jest szybko, wyraźnie, ale i naturalnie – i właśnie połączenie tych trzech cech spowodowało u mnie nie małe zaskoczenie. Rozpędzić, na wyjściu symetrycznym może nawet bardzo wymagające, nisko-skuteczne, wysoko-ohmowe słuchawki, robi to z niebywałą jak na ten segment cenowy gracją i łatwością. Tak zwyczajnie. W końcu naturalnie brzmiące FiiO w rozsądnym budżecie. Ujął mnie.
×
×
  • Create New...

Important Information

Register to have access to community resources. Forum rules Terms of Use and privacy anc cookies policy Privacy Policy