Jump to content

argian

Zarejestrowany
  • Posts

    74
  • Joined

  • Last visited

Reputation

47 Neutral

1 Follower

Dodatkowe

  • odtwarzacz
    Zet1, Hugo2
  • słuchawki
    HD800, CA Ei3

Ogólne

  • Gender
    Male
  • Location
    Zmienna w czasie
  • Interests
    Nie wzbudza

Recent Profile Visitors

1,283 profile views
  1. Drodzy. Polecicie jakiś kabelek do etów? Ważne żeby nie gorszy od stockowego ale posiadał mikrofon i pilota (może być chiński byle sprawdzony). Łażę z etami wszędzie i już mi się nie chce wyciągać telefonu z kieszeni za każdym razem jak ktoś dzwoni.
  2. Ja bym brał Sony - w tych widełkach lepszych bt nie słyszałem.
  3. Mam Jabry i do muzyki to one się bardzo średnio nadają. To określnie: put bass before clarity się ewidentnie zgadza. Strasznie zamulone i zaciemnione. Za to do rozmów, audiobooków, podcastów całkiem ok.
  4. Ety ER4XR nówki za 220$ + ship&tax ~67$. https://www.amazon.com/gp/product/B01GW786B4/ref=ppx_yo_dt_b_asin_title_o00_s00?ie=UTF8&psc=1
  5. Jasne. Hajpowane nie znaczy złe. Przynajmniej nie zawsze.
  6. Trzeba wprowadzić znaki interpunkcyjne typu "retorycznik" albo "ironicznik" bo generalnie odruch jest taki, że jak ktoś zadaje pytanie to odpowiadam (jeśli wiem) ryzykując bycie Cpt. Obviousem. Może są jakieś publikowane badania w kwestii percepcji dźwięku gdzie ludziom (subtelnie) sugerowano, że gorszy sprzęt jest lepszy i tak też raportowali (lub nie). Wpływ społeczny to jest cholernie silny mechanizm. Pamiętam, że widziałem gdzieś badanie dotyczące jakości obrazu w którym ludzie raportowali obiektywnie gorszy obraz jako lepszy bo im tak prowadzący test zasugerował między słowami (np. "przypadkowo" było widać etykietę pod monitorem bo była krzywo naklejona [oczywiście zamieniona]). Ja jestem przekonany, że w high endzie gdzie naprawdę gra idzie o drobiazgi takie kwestie mogą mieć decydujące znaczenie. Może trzeba to po prostu ownować i skoro "łyżka nie istnieje" to się tym po prostu bawić tak żeby było zabawnie. Co prowadzi do wniosku, że powinniśmy kupić wszyscy Beatsy i najnowszego (koniecznie!) iPhone'a.
  7. To się nazywa pareidolia i jest jak w sumie wszystko uwarunkowane ewolucyjne: Wardle, S.G., Taubert, J., Teichmann, L. et al. Rapid and dynamic processing of face pareidolia in the human brain. Nat Commun 11, 4518 (2020). https://doi.org/10.1038/s41467-020-18325-8 Jiangang Liu, Jun Li, Lu Feng, Ling Li, Jie Tian, Kang Lee, Seeing Jesus in toast: Neural and behavioral correlates of face pareidolia, Cortex, Volume 53, 2014, Pages 60-77, ISSN 0010-9452, https://doi.org/10.1016/j.cortex.2014.01.013 czyli jak śpiewał Kazik Kurtem Weill'em: I twarz Jezusa w zupie Wytrzeszcza oczy trupie
  8. To jest bardzo dobra uwaga. Szanse, że kiedykolwiek domkniemy coś z naszej wiedzy (i tak - w matematyce i fizyce też) są jednak niewielkie i sam pomysł jest od początku XX wieku uznany za raczej kiepski. Czy nam się to podoba czy nie skazani jesteśmy na rzeźbienie po kawałeczku bez nadziei na dorzeźbienie do końca. Co nie znaczy, że to bez sensu - bo jednak wiemy coraz to troszkę więcej. Mi subiektywnie takie dyskusje pomagają cieszyć się muzyką - np. im więcej wiem o muzyce klasycznej tym bardziej mi się podoba, im więcej wiem o winie tym bardziej mi się różnicuje/smakuje i mam frajdę z odkrywania nowych rzeczy. Wy tak nie macie? (Sceptyków pytam).
  9. Tymczasem dla zainteresowanych dyskusjami około mózgowymi taka promka akurat: https://ebookpoint.pl/ksiazki/muzykofilia-oliver-sacks,e_1wdl.htm Osobom interesującym się neuro, Sacksa nie trzeba przedstawiać. BTW. Jest to jeden z nielicznych badaczy (przychodzi mi do głowy jeszcze Darwin), których książkę naukową adaptowano na dzieło operowe.
  10. A da się enumeratywnie? Bo jeśli to są dwa różne dźwięki ale w podobnym kontekście i tej samej wysokości oraz głośności to powinno się dać zrobić listę wszystkich możliwych różnicujących parametrów fizycznych.
  11. Na pewno nikt? Na audiosciencereview są fajne wykresiki. (https://www.audiosciencereview.com/forum/index.php?threads/article-understanding-digital-audio-measurements.10523/)
  12. Nie mam z tym problemu tylko podkreślam, że wierność jest raczej kategorią subiektywną a nie mierzalną fizycznie. Bo żywy instrument i układ DAC-słuchawki to są dwa zupełnie inne porządki. W whisky wykryjesz smak "gruszki" ale to tylko etanian propylu wygenerowany gdzieśtam w procesie leżakowania i nie ma wiele wspólnego z gruszką jako owocem (poza pewnym percypowanym podobieństwem). I to jest ok. Po prostu nasze mózgi to są przede wszystkim maszynki do a) predykcji, b) asocjacji.
  13. Jasne. Oryginalna historyjka jest Borgesa ale Baudrillard przywołuje ją w "S i S" konkretnym celu, który jest adekwatny do naszych rozważań... Niemniej oczywiście masz rację ;). Jeśli kolor to wrażenie psychiczne wywoływane w mózgu, gdy oko odbiera promieniowanie elektromagnetyczne z zakresu światła widzialnego to barwa dźwięku jest bardzo precyzyjną metaforą (wystarczy podstawić narząd i fale). Co ciekawe niektórzy naprawdę widzą dźwięki lub słyszą barwy. Ponoć np. Bille Elish jest synestetką. Rimski-Korsakow tak opisywał barwy: C-dur: biały Des-dur: mroczny, gorący D-dur: żółty, słoneczny Es-dur: mroczny, błękitnoszary E-dur: szafirowy, błyszczący F-dur: zielony Fis-dur: szarozielony G-dur: brązowozłoty, jasny As-dur: siwofioletowy A-dur: jasnoróżowy H-dur: granatowy, ponury Więc why not. Ja np. mam słuchając muzyki wrażenia bardzo multisenoryczne. Są dźwięki ciepłe, barwne, chropowate etc. Może po prostu niektórzy tak mają.
  14. A tu nie będzie problemu z tym, że wiola wibruje praktycznie cała i ten dźwięk się rozchodzi po pomieszczeniu i wchodzi w interakcje z całym twoim ciałem? Ja nie sądzę, żeby się dało zreprodukować dokładnie dźwięku instrumentu jako referencji. Możesz mieć nagranie i je puszczać na różnych urządzeniach jedno traktując jako baseline sprawdzać różnice. Względem żywego instrumentu to jest niemożliwe. Dlatego się chodzi do filharmonii. W "Symulakrach i symulacji" Baudrillard przedstawia taką metaforę - pewien Cesarz chciał zrobić dokładną mapę Królestwa. Kartografowie tworzyli coraz dokładniejsze mapy - aż końcu musieli dotrzeć do poziomu referencji 1:1 - mapa pokryła całą powierzchnię Królestwa stając się odeń nieodróżnialna. Morał z tej historii, że jeśli chcesz mieć idealną referencję dźwięku skrzypiec to musisz mieć skrzypce (i to najlepiej ten sam egzemplarz... etc.). To jest prawda ale potem to jest procesowane w - bez przesady i metafory - najbardziej skomplikowaną rzecz/system jaki ludzkość kiedykolwiek napotkała we Wszechświecie... i zdaje się, że tu jest problem :).
  15. No to co opisujcie to jest ujęcie miedzy: a) inżynierią dźwięku (fizyka, akustyka) - dobrze mierzalne rzeczy, b) mechaniką percepcji (neuro-sci [np.-biologia], kognitywistyka) - jesteśmy w tym coraz lepsi ale dużo nam brakuje, c) qualiami (hm... głównie filozofia) - tu jest ciężko, dużo dobrych teorii ale problematycznych jeśli chodzi o falsyfikowalność. Jeśli interesuje kogoś b) to jest bardzo sensowna książka The Oxford Handbook of Music and the Brain. Tam się uwzględnia między innymi takie tematy jak (uwaga!) - Cultural Neuroscience - albowiem to jak percypujemy muzykę jest uwarunkowane m.in. kulturowo (jak ktoś chce to może to redukować do neuroplastyczności i takich a nie innych historycznych [przebieg życia] warstw "okablowania" w mózgu). Są badania, które pokazują, że trening muzyczny zmienia "okablowanie" i w ten sposób również percepcję muzyki. Tutaj najczęściej bada się chyba główne sieci mózgowe zaangażowane w przetwarzanie muzyki - z naciskiem na anatomiczne i funkcjonalne interakcje między obszarami korowymi i podkorowymi w ramach sieci słuchowo-czołowych, słuchowo-ruchowych i słuchowo-limbicznych. Ścieżek jest to sporo, chyba nie warto w tym wątku w to wchodzić - ale jakby ktoś chciał to możemy iść full nerd mode ]:-). Co do empirycznych preferencji związanych z percepcją muzyczną to można to modelować między kulturami, żeby udowodnić tezę, że to jest bardzo zmienne (no bo jak jest zmienne międzykulturowo to jest też międzyosobniczo AFAIU). Na obrazku poniżej przykład takiej analizy. No i zostaje kwestia c) qualiów czyli "jakości" związanych z odbieraniem doświadczeń zmysłowych. Najprościej mówiąc chodzi o to jak ten input ze świata subiektywnie odczuwamy jako "my". Lewis już w 1929 pisał o tym tak: "Istnieją poznawalne jakościowe cechy tego, co dane, które mogą się powtarzać w różnych doświadczeniach (...) nazywam je „qualia” (...) Quale jest bezpośrednio oglądane, jest dane i nie jest przedmiotem błędu, ponieważ jest czysto subiektywne." Mind the World Order Jakby kogoś zaintrygowało to polecam fajowy tekst Nagela pt. "Jak to jest być nietoperzem": (https://utw.uj.edu.pl/documents/6082181/afa4b63f-9633-49dd-a94c-c6e68dd8c9ff) Więcej info o problemie tu: https://plato.stanford.edu/entries/qualia/ PODSUMOWUJĄC. Ja uważam, że to jest spór, który ma oparcie w bardzo "twardych" faktach z rzeczywistości (fizyka), faktach równie twardych ale znacznie gorzej przez nas rozpoznanych (neuronauki), oraz qualiach - które są dużo trudniejsze do ogarnięcia naukowego (nie umiemy raczej zrobić kroku: neuro > qualia jeszcze AFAIK). Na to jeszcze chodzi kwestia wpływu językowego ramowania świata na percepcję... (nie wchodzę w to - źródło polecane: Lakoff, Johnson "Kobiety, ogień i rzeczy niebezpieczne"). Fun fuckt - taka dyskusja o tym czy pewne parametry istnieją obiektywnie i wpływają na percepcję muzyki może spowodować, że one zaistnieją i zaczną wpływać na percepcję. Jak sobie wymyślicie smak "frumioustyczny" (że tak zapożyczę z Carolla) i określicie go jako nutę wanilii z pieprzem przechodzącym w octową słodycz i ostrą dymność... to możecie taki smak wykryć w waszej whisky :). To mnie chyba najbardziej cieszy w muzyce (i whisky) - czego i Wam w nowym roku życzę.
×
×
  • Create New...

Important Information

Register to have access to community resources. Forum rules Terms of Use and privacy anc cookies policy Privacy Policy