Jump to content

Inszy

Weteran
  • Posts

    8,122
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    83

Everything posted by Inszy

  1. Nie używam już praktycznie 3.5, więc nie wiem jak na zwykłym jacku. Słuchawki 13ohm. Czy regulacja głośności jest irytująca? Może jakbym ciągle ją zmieniał, to tak, bo lag jest, choć skandalicznym bym go nie nazwał, ale w normalnym użytkowaniu? W ogóle się tego nie zauważa. I ostatecznie na żadnego się nie zdecydowałem. Jednak muszę mieć coś bez jakichkolwiek słyszalnych szumów, więc trójka odpadła, a Max nie jest zauważalnie lepszy od tego co już mam, więc mimo że jest zacny w tej cenie, to nie widziałem sensu wydawania gotówki na coś bardziej w bok niż do przodu.
  2. @Karmazynowy poszukałem na dwóch mieszkaniach i nie mam tego 05. Został u mnie pierwszy Plus i Pro.
  3. Mnie Ultras rozczarował - 15 lat temu byłbym zachwycony, ale teraz już nie moje brzmienie.
  4. Czy mocno, to bym nie powiedział, ale faktycznie jak reszta sklepów zejdzie z ceną za Shanlinga, to ten będzie super opcją. Akurat Link3 wnosi nowe rzeczy 🙂
  5. @Karmazynowy jutro postaram się znaleźć tego 05, ale na ile go pamiętam, to Link3 powinien mieć wyższą dynamikę i bardziej rozbudowaną scenę.
  6. Rozmiar jednak ma znaczenie? Właśnie leżą przede mną dwa dongle od xDuoo: Link2 Max oraz Link3 i jak widać po zdjęciu, trójeczka jest jakby trochę większa. Zacząłem oczywiście od trójki i tak sobie na początku pomyślałem, czy te wymiary, już zdecydowanie bliżej mniejszych odtwarzaczy, a nie dongli, mają jakiś sens? Drugie spojrzenie i niespodzianka, bo ten sprzęt ma dwa (dwa!) gniazda USB-C i slot na karty pamięci! Już miałem nadzieję, że to coś w stylu starego Shozy Golda, czyli DAPa bez ekranu, ale jednak nie. Po pierwsze, slot na karty jedynie pełni funkcję czytnika kart dla telefonu czy laptopa. Po drugie Link3 nie ma wewnętrznej baterii. Tu do gry wchodzi dedykowane USB-C do samego zasilania. Nie trzeba z niego korzystać, ale jeśli nie chce się szybko drenować baterii telefonu, to lepiej mieć obok siebie powerbanka. I taka myśl mnie naszła: po co to komu coś takiego? Mniej poręczne niż leżący obok Link2 Max, szybciej opróżnia baterię w telefonie niż Link2 Max i mocniej się grzeje niż Link2 Max. Ale spojrzałem na laptopa pod biurkiem, na Linka3 i już wiem po co. Wrzucamy na kartę swoją bibliotekę z muzyką, kartę do Linka i już na wyjazdach czy w pracy mamy ze sobą swoją płytotekę niezależnie od tego, gdzie się wpinamy. A że całość mieści się w dłoni, nie ma problemów z przenoszeniem. Ok, ale po co wtedy ten drugi port USB? Cóż, mniej wyciągamy z laptopa, to raz, a dwa, że wtedy Link3 dostaje dodatkowego kopa. Zmiana nie jest jakaś wybitna, ale moc skacze z 700mW na 1000mW, dzięki czemu mimo braku zmiany poziomu głośności, lekko rośnie dynamika i bardziej otwiera się góra. To już dla mnie poziom, który spokojnie może zastąpić budżetowe stacjonarki, a że ten model xDuoo kosztuje 799 złotych, to i nie będzie drożej. Jak jednak brzmi xDuoo Link3? Jako że w środku siedzi ES9039Q2M, to można mówić o klasycznym brzmieniu Sabre. A dokładnie, można mówić, że tu go nie ma. Jeśli ktoś oczekuje jasnego i dość sterylnego grania, to nie tu. Link3 jest chyba najlepiej zestrojonym donglem (pod moje gusta), jakiego miałem okazję odsłuchać. Jest wysoka dynamika, bogata, ale nienatarczywa góra, skupiony bas o ładnym wybrzmiewaniu oraz pełna, delikatnie ocieplona średnica. Do tego ładnie poukładana scena, wyraźnie odsuwająca dalsze plany od słuchacza i dobra holografia. Takie Dream Theater, to masa przyjemności, szczególnie jeśli podepnie się większe słuchawki. Nic wybitnie ciężkiego do napędzenia nie rozbuja, ale moje Fostexy TH610 świetnie się dogadują z Link3. Z wad, poza drenowaniem baterii, to przy nocnym słuchaniu na wysokoskutecznych dokanałowych słuchawkach pojawia się drobny szum. Raczej między utworami, ale przy cichym słuchaniu również można go dostrzec w tle. Taka cena wysokiej mocy w małym opakowaniu. Dla mnie, hit, ale też rozwiązanie bardziej dla ludzi, którzy docenią nie tylko jego brzmienie, ale też dodatkowe możliwości (wzrost mocy i czytnik kart). Ok, a jak jego mniejszy brat, czyli Link2 Max? To najnowszy model w tej serii po zwykłym Linku2, Linku2 Bal i Linku2 Bal Max. Można się pogubić… Tu już mamy klasyczną „donglową” konstrukcję. Mała podłużna kostka z niewielkim ekranikiem, jedno gniazdo USB-C do komunikacji i zasilania oraz brak slotu na karty. Niczym się nie wyróżnia wizualnie prócz ładnego zielonego koloru (jest też ciemnoszary jeśli ktoś woli bardziej stonowane barwy). W środku siedzą dwa układy CS43198 i brzmi to tak, jak należy tego po nich oczekiwać. Mamy więc dobrą dynamikę, główny akcent na średnicy, ze sprężystym, ale nie tak bardzo skupionym basem jak w Link3 oraz łagodniejszą, choć nie stłumioną górą. W porównaniu do większego brata, największa różnica jest jednak w scenie. Gdzie Link3 dawał już ładną separację planów, tak w Link2 Maxie już czuć, że nie są one od siebie tak dobrze odseparowane, nie sięgają również tak daleko na boki, przez co holografia robi się słabsza, a scena bardziej rozmyta. Brzmi to po prostu jak dobry dongiel. Bo żeby nie było niedomówień: to jest dobry dongiel. W cenie 649 zł nawet bardzo dobry, bo dla mnie dopiero Shanling UA6 może go przebić, ale robi to też ceną. Reszta lepszych konkurentów, to już często ceny 2-3 razy wyższe. I taka ciekawostka: na Windowsie 11 sterowanie głośnością odbywa się na donglu, bo ten zupełnie ignoruje systemową kontrolę. Dla fanów jak najmniejszej ingerencji softu, na pewno dobra informacja. Mi pozostaje już tylko wybór: czy przytulić Link2 Max, czy jednak zaszaleć i będzie to Link3. Bo celowałem w dwa inne dongle, ale one przegrały z xDuoo…
  7. Inszy

    xDuoo X2S

    Podejrzewam, że nie. Przynajmniej nie przypominam sobie opcji sortowania. Wtedy zostaje zgranie wszystkiego na raz na kartę.
  8. Więc jak ktoś szuka taniego V, to wbijać do docenta 👍
  9. NF Acous to z jednej strony dość świeża chińska marka audio, z drugiej natomiast to przebrandowane NF Audio, robiące słuchawki dokanałowe już od 11 lat, więc zdecydowanie doświadczenia im nie brakuje. Zmiana nazwy na szczęście nie przyniosła zmiany w nazewnictwie samych słuchawek, zatem dalej seria NM służy do bardziej krytycznego odsłuchu, natomiast rodziny RA, NE oraz NA są skierowane do bardziej rozrywkowego słuchania muzyki. I właśnie do tej ostatniej należy bohater poniższej recenzji – NF Acous NA20, wyceniony na 118,99 dolarów amerykańskich. Zostały one wyposażone w nowy przetwornik dynamiczny z membraną pokrytą berylem oraz zastosowano w nich opatentowane technologie redukujące pogłosy i wyrównujące ciśnienie. Ale czy to się przekłada na coś więcej oprócz ładnie wyglądającej reklamy i będzie wystarczająco dobre, by dać możliwość NA20 na wybicie się pośród konkurencji? Z przyjemnością to sprawdziłem. Na pełny tekst, zapraszam pod poniższym linkiem https://kropka.audio/test/sluchawki/nf-acous-na20-recenzja/
  10. Jakby ktoś chciał kompletną edycję Civ4 na GoGu, to wklejam kod: XBM501B279A7B1AF66 Kto pierwszy, ten lepszy.
  11. ATH raczej pod mniejsze uszy. Dorzucę jeszcze OneOdio Monitor 80. Plastikowe wykonanie, ale lekkie, wygodne i dobrze grają.
  12. Japońska marka Final jest w świecie audio rozpoznawalna już od kilkunastu lat, tworząc coraz lepsze słuchawki dokanałowe oraz nauszne. Jednak poza pogonią za jakością, chcą też tworzyć rzeczy nie tylko topowe, ale też przystępne cenowo, stąd powstała submarka ag (od japońskiego słowa “arigatakimono”). Ma ona dostarczać produkty tańsze, łatwiej dostępne dla konsumenta, ale oparte na technologii Finala i utrzymujące wysoką jakość. W moje ręce trafił jeden z ostatnich modeli ag, a mianowicie bezprzewodowe słuchawki dokanałowe AG Cotsubu ASMR 3D, wycenione na 369 złotych. Już sama nazwa wskazuje, że ich przeznaczenie, to niekoniecznie tylko słuchanie muzyki czy. To model stworzony do odsłuchów nagrań binauralnych, a więc takich, które zostały nagrane przez mikrofon imitujący człowieka, co pozwala dokładniej przenieść na słuchawki efekt przestrzenny. Najczęściej jest to spotykane przy nagraniach ASMR, głównie relaksacyjnych, ale można spotkać również takie, które celują w inne stany i emocje. Bo dokładnie do tego sprowadza się ASMR – dźwięk ma wywoływać u nas określone reakcje, przez wrażenie realności docierających do nas dźwięków. Jednak czy to działa? Czy same słuchawki nie są zbyt jednowymiarowe? A może właśnie wnoszą coś nowego świeżego? Postanowiłem się o tym przekonać. Jeśli są tu fani ASMR (choć w sumie nie tylko), to polecam lekturę https://kropka.audio/test/sluchawki/ag-cotsubu-asmr-3d-recenzja/
  13. Toś się panie narobił - szacun😮 Choć mi do metalu ROHM zupełnie nie siadł. Czułem się może i jak na koncercie, ale siedząc za filarem.
  14. Pady wymienne czy na stałe? A jak wymienne, to jak są montowane - naciągane na ring wokół przetwornika, czy jest on klejone do padów i wymienia się całość jak np.w Edifierach?
  15. Ty to masz poczucie humoru...
  16. W tym przypadku raczej bym celował w normalne dokanałówki z modułem w stylu TRN BT30.
  17. Przy okazji załatwiania do odsłuchu xDuoo TA-32, z @bigmaras pogadałem chwilę o AFUL'ach 5. Poprosiłem je do odsłuchu, a skończyłem z wszystkimi na biurku. W takim razie przed ich odesłaniem warto by było się podzielić z forum o moich wrażeniach z każdego modelu W części ogólnej, która dotyczy właściwie wszystkich modeli, to podoba mi się ich wygląd, choć w tych czasach już dość standardowy. Jest estetycznie, bez przekombinowania, z dobrym wykończeniem. Każdy model siedział też dobrze w moim uchu. Oczywiście Cantory i P8 do małych nie należą, ale mają na tyle ergonomiczną konstrukcję, że dłuższe odsłuchy nie były problemem. I również każdy z egzemplarzy, który miałem w ręku, był wyposażony w standardzie w kabel zakończony zbalansowanym wtykiem 4.4mm. Mi to odpowiadało, ale mam nadzieję, że będą do wyboru również wersje 3.5mm. Ale przechodząc do sedna... AFUL Cantor ($799): Flagowiec Afula zbudowany na 14 przetwornikach armaturowych. Jak na najwyższy model, zaskakuje tylko jeden typ zastosowanych driverów, ale tak naprawdę liczy się to, ile za ich pomocą osiągnięto, a nie ile ich jest. Bas mimo że jest lekko podbity, to posiada wyraźnie “armaturowy” charakter - szybki, nieco szkieletowy, z dużą techniczną złożonością, ale mniej muzykalny. Fanom mid-basu raczej będzie brakowało “mięsa”, gdyż tu flagowiec Afula nie jest zbytnio rozpasany, a i korekta przez EQ niewiele jest w stanie pomóc. Za to na subbasie Cantory potrafią zaskoczyć swoim zejściem i wypełnieniem, gdyż wyraźnie czuć tąpnięcie, niczym z dobrego dynamika, gdzie choćby utwór „Vega” zespołu Voices From The Lake momentami był u mnie odczuwalny nie tylko w uszach. Raczej nie jest to model kierowany do fanów klubowej muzyki opartej na niskich tonach czy hip hopu, ale od metalu, przez poezję śpiewaną, po ambient, Cantory w dolnych rejestrach potrafią dobrze lub bardzo dobrze zagrać niemal każdy gatunek muzyczny. Średnica jest zdecydowanie bezpośrednia i dynamiczna, przekazując bardzo dużą ilość informacji, ale przy zachowaniu muzykalności. Jest ona jednak dość nietypowo zestrojona, czasami chowając nieco wokale za sekcją instrumentów. Daje to wrażenie mocnego zanurzenia w muzyce, co np. w psytransowych utworach działa bardzo sugestywnie na odbiór całości muzyki. Ale już z kolei w bluesowych balladach gitara potrafiła być zbyt dominująca. Wokale są jednak czyste, pełne werwy i o naturalnej barwie od basu do sopranu. Nie da się jednak ukryć, że ten model Afula jest dość wybredny jeśli o jakość materiału odsłuchowego i chętnie pokazuje jego ewentualne wady, szczególnie na średnicy, wyciągając na wierzch problemy z sylabizacją, jeśli te pojawiły się w nagraniach. Tony wysokie są przejrzyste, rozświetlone i bogate w detale, ale przy tym nieagresywne, pozbawione metaliczności czy zapiaszczenia poszczególnych dźwięków. Góra ciągnie się wysoko i posiada naturalną barwę instrumentów, przyjemnie prowadząc instrumenty operujące w tym zakresie. Dla osób wrażliwych na soprany może być tu ich za dużo, u mnie natomiast wywoływały uśmiech na twarzy, gdyż już dawno tak dobrze nie słuchało mi się koncertów skrzypcowych jak na Cantorach. Scena posiada średnią wielkość, ale ma bardzo dobrą separację kanałów, dzięki czemu daje słuchaczowi wrażenie holografii na wysokim poziomie, z dobrze poukładanymi w przestrzeni pozornymi źródłami dźwięku, dzięki czemu bez problemu możemy je odnajdywać na scenie. Jedynie brakuje większej głębi w stosunku do prezentacji dźwięku na boki: choć słuchawki nie trzymają muzyki w samej głowie, to do wrażenia pełnego zanurzenia się w nagraniach brakuje bardziej zrównoważonego kreowania sceny w przestrzeni trójwymiarowej. Szczegółowość jest bardzo dobra, odsłuchy na Cantorach pozwalają odkryć wiele mikrodetali z nagrań, takich jak przesuwanie krzesła na widowni czy szuranie kabla od mikrofonu o ubranie wokalisty. Na szczęście w tym modelu Afula nie brakuje muzykalności i nie jest to sucha analiza, tylko dodatek do muzykalności, ale zdecydowanie można je wykorzystywać do krytycznych odsłuchów. AFUL Performer 8 ($369,99): W przeciwieństwie do Cantorów, tu już mamy bardziej popularną konfigurację przetworników, gdzie w każdej słuchawce siedem armatur jest wspierane jednym dynamikiem odpowiadającym za reprodukcję basu. I zdecydowanie jest to odczuwalne. Tu niskie tony są zdecydowanie bardziej nasycone, wybrzmiewają dłużej i niosą za sobą poczucie większej potęgi. Nie żeby Performery 8 były wybitnie basowe. Dół jest lekko podbity, z zaznaczonym midbasem i nisko schodzącym, ale nie tak dosadnym jak w Cantorach subbasem. Nie brak mu jednak szybkości i dobrze sobie radzi z bardziej złożoną partią niskich tonów, gdzie mamy jednocześnie kilka ich warstw. Na pewno nie można im odmówić dużej uniwersalności, gdyż bez problemu radzi sobie z każdym rodzajem muzyki, ale gdybym miał szukać jakiegoś minusa, to czuć tu bardziej gęsty dźwięk niż na średnicy oraz tonach wysokich, co może lekko zaburzyć wrażenie spójności muzyki. Tony średnie są delikatnie ocieplone, o naturalnej barwie i przyjemnym wybrzmiewaniu poszczególnych dźwięków. Tu już znajdziemy bardziej klasyczne strojenie, a więc wokale przed resztą instrumentów i mniej bezpośredni przekaz niż w Cantorach. Na pewno jest bezpieczniej, ale i zwyczajniej, Performery 8 niczym tu nie zaskakują, choć trzymają całkiem wysoki poziom jakościowy. Na niższej średnicy czuć jeszcze wpływ basu, ale nie jest on na tyle duży, by tłumił przekaz, niemniej można dostrzec pewną koloryzację dźwięku, co najbardziej wpływa na męskie nisko schodzące wokale, które nabierają dodatkowej głębi, ale jeszcze nie wpadając w nosowość. Głosy kobiece w wysokich rejestrach są odpowiednio doświetlone, ale i całkiem wybaczające co do realizacji, dzięki czemu dobrze się słucha starych bluesowych czy jazzowych nagrań. Góra pasma jest zdecydowanie spokojniejsza niż w Cantorach, bardziej oddalona i wygładzona. Nie brakuje jej detalu czy rozciągnięcia, ale bardziej stanowi dopełnienie średnicy niż błyszczy sama z siebie. Barwa instrumentów jest tu bardzo delikatnie przyciemniona i pozwala na długie odsłuchy, ale pozostaje przez to mało angażująca sama w sobie. Scena jest dobrze poukładana, ale ponownie bardziej rozciąga się na boki i pozorne źródła dźwięku przesyła częściej do tyłu niż do przodu naszej głowy, gdzie Cantory mimo niezbyt rozbudowanej głębi, kreują bardziej trójwymiarową i wiarygodną przestrzeń. Detaliczność jest solidna, słychać wiele mikrodetali, ale jednak nie są to rasowe monitorowe słuchawki, za dużo tu ciepła na basie i średnicy by bez wysiłku wyłapać wszystkie najdrobniejsze szczegóły unoszące się w muzyce. W swojej półce cenowej jest to przyzwoita analityczność, ale krytyczne odsłuchy, to nie ich domena. AFUL Performer 5+2 ($239,99): Schodzimy w dół w ofercie Afula i mamy model Performer 5+2. Tym razem jest to konstrukcja, która w każdej słuchawce ma przetwornik dynamiczny, cztery armaturowe i jeden mikro-planar odpowiadający za najwyższe tony. Pod względem basu jest to krok do tyłu w porównaniu z Performer 8. Choć jest podobnie zestrojony jeśli chodzi o ilość dołu, nie brakuje mu szybkości oraz również dobrze oddaje bardziej złożone linie basowe, tak w 5+2 nie ma tego nasycenia i mocno odczuwalnego zejścia na subbasie. Choć dalej jest dość uniwersalnie, z dużymi pozornymi źródłami dźwięku, tak dla wielu osób może po prostu brakować uderzenia. Jednak w przeciwieństwie do Cantorów, tutaj przetwornik jest podatny na korektę i można z niego wyciągnąć zaskakująco sporo silnego i jakościowego basu. Średnica to w 5+2 przedłużenie tonów niskich. Jest ona zrównoważona, o naturalnej barwie instrumentów, minimalnie przyciemniona i wygładzona w wyższych jej partiach. Przy takim strojeniu jest zawsze bezpiecznie, uniwersalnie, ale i nie nadzwyczaj ekscytująco, jeśli ktoś szuka w muzyce fajerwerków i podbijanych częstotliwości. Tu wszystko jest na swoim miejscu, instrumenty idą zgodnie z wokalami, nic nie wadzi innym źródłom dźwięku, struny mają odpowiednią masę i długość wybrzmiewania. Niemniej ten model Afula często zachęca do podkręcania głośności, by wydobyć więcej emocji z muzyki. Jeśli jednak jesteśmy fanami ambientu, poezji śpiewanej czy metalu progresywnego, to 5+2 dadzą nam masę frajdy swoim zrównoważeniem, naturalną barwą i wysoką dynamiką. Tony wysokie kontynuują charakterystykę niższych fragmentów pasma i tu również mamy dobrze zbalansowane, niemęczące brzmienie o dużej ilości detali, ale z nieco ciemniejszą manierą wygładzającą poszczególne nuty, a przez to odbierającą instrumentom część blasku. Z jednej strony jest to bardzo bezpieczne i nieofensywne, z drugiej jednak tracimy część emocji w tym zakresie. Scena jest za to zaskakująco dobrze rozciągnięta jak na dokanałówki o takim strojeniu. Raczej można było oczekiwać dość gęstej i klaustrofobicznej atmosfery, a jednak przestrzeń jest dobrze zarysowana nie tylko na boki, ale również znajdziemy tu miejsce przed i za nami na wirtualnej muzycznej scenie. Gdy dołożymy do tego bardzo dobrą stereofonię, otrzymamy razem świetną holografię w tym budżecie. Dzięki temu Performer 5+2 bardzo dobrze nadają się również do gier komputerowych. Szczegółowość jest na dobrym poziomie, słychać wiele większych i mniejszych detali, są one zanurzone w muzyce i nie trzeba się po nie zagłębiać. Ze względu na zbalansowane spokojne strojenie, które nie atakuje żadną częścią pasma, Performer 5+2 mogą służyć do monitoringu audio i krytycznych odsłuchów, choć typowymi monitorami nie są. AFUL Performer 5 ($219,99): W przeciwieństwie do modeli z wyższej półki cenowej, P5 już nie celują w tak zrównoważone brzmienie i idą w stronę klasycznego strojenia na planie V, a konfiguracja przetworników, to w każdej słuchawce jeden dynamiczny i cztery armaturowe. Czuć to już na basie, który często wybija się ponad średnicę wyraźnie akcentując najniższe częstotliwości przenosząc odczuwalne wibracje. Midbas nie jest nadzwyczaj rozbuchany, ale lubi od siebie dodać mocniejsze uderzenie, choć nie ma ono takiej szybkości oraz celności co w P8 lub P5+2, to w tym budżecie nie ma się czego wstydzić. Pewną bolączką w tym modelu Afula jest szybkość basu, gdyż przetwornik dynamiczny po prostu czasami nie nadąża za czterema armaturami na średnicy oraz sopranach, co w bardziej złożonych utworach utrzymujących wysokie tempo, po prostu potrafi lekko zaburzyć odbiór. Choć ta rozbieżność jest niewielka, to może ograniczyć dobór gatunków muzycznych. Ale jeśli trafimy, choćby z trancem, czy aggrotechem, to taki gęstszy podbity bas będzie zachęcał nasze nogi do tupania. Również fani dociążonego na dole metalu mogą być się przyjrzeć P5, gdyż stopa perkusji i gitary basowe niosą tu ze sobą sporo mocy. Tony średnie są jednocześnie lekko rozjaśnione w wyższych rejestrach, z wyraźnym wpływem basu w niższych i cofnięte względem skrajnych części pasma. Zdecydowanie nie jest to naturalne brzmienie, choć buduje to wrażenie dużej siły wielu instrumentów i podkreśla żeńskie wokale. Ciekawym zabiegiem jest dodanie pewnej pogłosowości na średnicy, co ją rozciąga wokół słuchacza, przez co mamy bardzo bezpośredni przekaz, ale nie rzucający się do samej głowy. Minusem jest wygładzenie niskich męskich głosów i skrócony czas wybrzmiewania wielu instrumentów strunowych. Może to budować wrażenie wyższej dynamiki, ale redukuje realność dźwięków. Z tego względu lepiej wypadają na Performer 5 gatunki oparte na syntetycznych dźwiękach lub umyślnie przesterowane w produkcji, a więc fani klasycznej klubowej elektroniki i black metalu mają tu coś ciekawego, ale już wielbiciele smooth jazzu czy poezji śpiewanej, niekoniecznie. Tony wysokie są lekko podbite, z dobrym doświetleniem dźwięków i dość bezpośrednie. Choć nie posiadają wyrafinowania ani zbalansowania jakie jest w Cantorach, to potrafią dać sporo przyjemności, o ile słuchacz nie jest mocno wrażliwy na większą ilość sopranów. Przede wszystkim barwa instrumentów jest tu zbliżona do naturalnej, a ich brzmienie wygasa w odpowiednim czasie. Co również istotne, podbicie nie dodaje wrażenia szklistości dźwięków, które to z reguły jest bardzo męczące. W P5 zaskakująco szybko można przywyknąć do ilości góry i cieszyć się jej przekazem. Scena jest na tyle dobrze rozciągnięta i lekko oddalona od głowy, by nie mieć poczucia klaustrofobii, ale wspomniana wcześniej pogłosowość wraz z bliskimi kolejnymi planami ograniczają holografię, przez co nie zawsze można precyzyjnie określić położenie źródła dźwięku. Zdecydowanie Aful postawił tu na rozrywkę ponad precyzję. Ale przy tym strojeniu jest oczywiste zjawisko. Szczegółowość jest dość wysoka, głównie przez podkręcone soprany, które podciągają detale do góry. Natomiast brakuje tu większej jednorodności pomiędzy przetwornikiem dynamicznym i armaturowymi, gdzie ten pierwszy nie jest w stanie dotrzymać tempa względem reszty, przez co bas wraz z niską średnicą trochę odstają analitycznością. Niemniej całościowo jest to solidny poziom i nie mamy wrażenia, że uciekają nam większe czy mniejsze detale, choć samo strojenie raczej nie zachęca do krytycznych odsłuchów. AFUL MagicOne ($139,99): MagicOne należy do niemal już wymarłego gatunku słuchawek, gdzie za całość odtwarzanego dźwięku odpowiada pojedynczy przetwornik armaturowy w każdej słuchawce. Bas jest tutaj lekko zbliżony do tego z modelu Performer 8, ale głównie w kwestii strojenia, a nie jakości. Bo o ile faktycznie mamy dobrze zdefiniowany midbas z całkiem dobrym uderzeniem jak na pełnozakresową armaturę, wyczuwalny subbas oraz gładkie, choć tu lekko podbite, przejście pomiędzy dołem a średnicą, to brakuje trochę dynamiki i różnorodności, którą wyróżnia się wyższy model. Tu po prostu słychać już ograniczenie przetwornika i mimo dobrej reakcji na korektor nie damy rady przyspieszyć jego odpowiedzi na zmianę sygnału. Jeśli nie słuchamy utworów ze złożoną lub szybką linią basową nie ma to wielkiego znaczenia, ewentualne braki ilościowe możemy sobie skorygować. Tutaj fani muzyki radiowej nie powinni usłyszeć granicy na której ten model Afula zaczyna tracić jakość. Natomiast gdy słuchawki muszą wykazać się dużą dynamiką na dole przy szybkiej zmianie bitu lub szybkiej podwójnej stopie perkusji, MagicOne okazują zbyt zaoblone w tej części pasma, a dźwięki wybrzmiewają odrobinę za długo, przez co nie są to do końca uniwersalne słuchawki i nie w każdej muzyce się sprawdzą, przynajmniej w reprodukcji niskich tonów. Tony średnie, to z kolei najmocniejsza część MagicOne. Są one barwne, żywiołowe, z jednej strony docieplone wysokim basem, z drugiej rozjaśnione podbiciem na sopranach, choć nie jest to brzmienie V z modelu Performer 5, gdzie faktycznie skraje grają pierwsze skrzypce. Tu tylko podkreślają one średnicę i nie próbują przejąć muzyki swoją obecnością. Ze względu na takie „koloryzowanie” dźwięków, ciężko określić tę część pasma nadzwyczaj naturalną, ale jest ona bardzo przyjemna w odsłuchu: instrumenty wydają się duże, nie brakuje w nich dynamiki, mocno angażują, a jednak nie męczą. Wokale mają wyczuwalne dociążenie od mazzosopranów i barytonów w dół oraz doświetlone, ale jeszcze nie wpadające w nadmiarowe sybilizacje soprany i tenory. Dla fanów folku, poezji śpiewanej czy bluesa może to być niezwykle udany wybór. Alison Krauss and Union Station, Blackmore's Night, Clannad, Stare Dobre Małżeństwo, tu po prostu brzmią bardzo dobrze, a czasami wręcz wybitnie, jeśli pod uwagę weźmiemy budżet. Ale przeciwieństwie do basu, średnica jest zaskakująco uniwersalna i radzi sobie z każdym materiałem, od klasycznego amerykańskiego hip-hopu, przez pop i rock, po nowoczesny trance. Może hard techno czy grindcore to już będzie za dużo dla MagicOne, jednak osoby słuchający takiej muzyki i tak raczej nie powinny wybierać tych słuchawek. Tony wysokie są zaakcentowane na początku, ale dość szybko idą w stronę łagodnego, ale dobrze rozciągniętego brzmienia, które można określić bezpiecznym, co ponownie może przypominać model Performer 5+2, choć tutaj nie mamy oczywiście tak dobrze zachowanej dynamiki i czystości jak u wyższego brata. Osobiście brakuje mi tu trochę blasku mogącego doświetlić skrzypce, lekkiego podbicia podkreślającego kolejne dźwięki, ale na samą barwę instrumentów ciężko narzekać. Jest ona zbliżona do naturalnej i dobrze koresponduje ze średnicą. Scena jest rozbudowana na boki i posiada wyczuwalną głębię, co nie jest często spotykane w pojedynczych armaturach. Natomiast poszczególne plany zbytnio się przenikają zaburzając holografię, a przez to utrudniając lokalizację źródła dźwięku. Szczegółowość jest różna. Dół pasma ze względu na pewne braki w dynamice potrafi gubić detale, na średnicy jest bardzo dobrze, natomiast góra wypada gdzieś po środku. Ciężko więc polecić MagicOne do krytycznych odsłuchów, tu raczej liczy się czarowanie na tonach średnich. AFUL Explorer ($119,99): Najtańszy model Afula, czyli Explorer, to hybryda z jednym przetwornikiem dynamicznym i dwoma armaturowymi w każdej słuchawce. Jego granie jest zupełnie inne niż wyżej pozycjonowanych braci, tutaj bas to główny aktor muzycznego przedstawienia. Uderza mocno, jest go dużo od sub do midbasu i dominuje nad resztą pasma. Lekko wydłużone wybrzmiewanie poszczególnych dźwięków nieco wygładza przekaz, ale nie dusi mocy słuchawek. Tu kolejne bity czy uderzenia stopy są energetyczne, wyraźne i bezpośrednie, z całkiem dobrą dynamiką, ale też czuć, że grają przy granicy możliwości przetwornika na czym trochę cierpi czystość przekazu oraz różnorodność dołu, ograniczona jego ogólnym charakterem. Z tego względu nie jest to nadzwyczaj uniwersalny bas, ale bardzo dobrze wypada w energetycznej muzyce, bo z jednej strony zachęca do tupania, z drugiej do podbijania głośności, co tym bardziej buduje emocje podczas odsłuchów. Gdy chciałem się oderwać od męczącego dnia w pracy, Explorery dawały mi do tego świetną okazję i przy okazji ładowały energią pobudzając siłą niskich częstotliwości. Dla fanów takich zespołów jak C-Lekktor, Scooter czy Dethklok, to może być strzał w dziesiątkę. Jednak do odsłuchu koncertów na wiolonczelę niekoniecznie bym zachęcał na tych słuchawkach. Tony średnie są pod oczywistym wpływem basu, co mocno czuć na wszystkich instrumentach operujących na niskiej średnicy – ich brzmienie jest pogrubione i wzmocnione, tym bardziej iż wyższa średnica jest nieco przyciemniona i gładka, więc nie ma tu kontrastu jak w modelu Performer 5. I o ile w nagraniach na żywych instrumentach musimy się pogodzić z takim ponadprzeciętnie podkoloryzowanym przekazem, tak już w elektronice potrafi dać to bardzo ciekawy efekt bycia otoczonym przez gęsty, trochę oniryczny, muzyczny klimat. Gdy dodamy do tego ocieplone, ale ciągle żywe wokale wyprowadzone przed linię instrumentów, nagrania Bjork czy Schillera potrafią być hipnotyzujące. A gdy zechcemy posłuchać czegoś mocniejszego w stylu Body Count lub Rammsteina, absolutnie nie ma z tym problemu. Tu jest jednak pewne zastrzeżenie: gdy wokal, zwłaszcza niski męski, stanowi istotną część nagrań, to te lepiej by linia instrumentów nie była mocno nastawiona na bas, gdyż dół po prostu zdominuje śpiew. Góra jest stonowana, nie narzuca się i stanowi jedynie dopełnienie reszty pasma. I w sumie szkoda, bo jakościowo jest całkiem solidna. Posiada poprawną barwę instrumentów i niezłą dynamikę, mimo że wygasza się trochę za szybko na najwyższych rejestrach, więc dodanie do niej większego blasku dodatkowo podniosłoby poziom energii przekazywanej w muzyce. A to w modelu nastawionym na podkoloryzowane i rozrywkowe brzmienie, mogłoby przynieść dużo dobrego. Scena jest wyraźnie rozciągnięta na boki i daje wrażenie dużej przestrzeni, ale trochę brakuje lepszej separacji poszczególnych planów, przez co rozmywają się one i przenikają nawzajem, co obniża holografię słuchawek. Szczegółowość jest wystarczająca. Bez wysiłku znajdziemy bardziej analityczne dokanałówki w tym budżecie, ale przy strojeniu tak zdominowanym przez bas, ciężko oczekiwać niezwykłej detaliczności. Często mikrodetale gdzieś w muzyce się zagubią, ale nie ma wrażenia stłumienia i rozmycia szczegółów. Tu cała główna zawartość nagrań jest dostępna na wyciągnięcie ręki, ale zdecydowanie analiza krytyczna, to nie jest przeznaczenie Explorerów.
  18. Mój oczywisty błąd Na swoją obronę mam to, że brzmi jak typowy AKM
  19. W porównaniu z Ultrasone są bardziej stonowane.
  20. Czy się plącze, czy jest sztywny, czy mikrofonuje, czy nie jest za krótki lub za długi, czy są elastyczne odgiętki, czy jest dobrze zapleciony (np. TRN miewało z tym problemy), czy posiada suwak pod brodą, czy ma wtyk kątowy czy prosty? Jak więc widać, coś tam się jeszcze da powiedzieć i każda z tych rzeczy może być dla kogoś ważna
  21. Firma xDuoo od dawna nie jest anonimowa w świecie audio, a dla wielu osób szukających dobrego brzmienia w przystępnej cenie, bywa pierwszym wyborem przy poszukiwaniu nowego sprzętu. Jako że miałem na biurku niemal każdy ich duży wzmacniacz czy combo DAC/AMP, nie mogłem sobie odmówić sprawdzenia ich tegorocznego flagowca, czyli xDuoo TA-32, będącego następcą wycofanego modelu TA-30, który debiutował na rynku pięć lat temu i zdecydowanie wymagał odświeżenia. Ponownie mamy do czynienia ze zintegrowanym rozwiązaniem, czyli wzmacniaczem słuchawkowym i przetwornikiem cyfrowo-analogowym w jednym. I tak samo jak poprzednik, TA-32 jest hybrydą łączącą rozwiązania tranzystorowe i lampowe, choć te ostatnie nie zawsze, ale to wyjaśnię później. Bez zmian jest również zestaw lamp, a więc duodioda prostownicza 5U4G i para podwójnych triod 12AU7 (znanych również jako ECC82). Zmieniając TA-30 na nowszy model zachowujemy więc nasz zestaw lamp i nie martwimy się, że coś nie pasuje. Ale czy xDuoo TA-32, kosztujący niemal 4000 złotych, to godny następca „trzydziestki” i czy poprawia jego słabsze strony? Zapraszam do lektury moich wrażeń https://kropka.audio/test/wzmacniacze/xduoo-ta-32-recenzja/
  22. Od 3,5 tysiąca, czyli w cenie karty graficznej. A jak ma tam dobrze działać AF, to nie jest ważne co się kupi - w budżetowych modelach wybierać się nie będzie.
  23. To może Macbook? Z pakietem od Adobe bardzo dobrze sobie radzą.
  24. AMD raczej trzeba wyczekać do następnej generacji kart, bo zmieniają filozofię. Chyba że komuś nie zależy na RT, to pewnie. Mnie zastanawia co wyskrobie Intel. Ich ostatnie karty zrobiły spory skok do przodu, właśnie głównie pod RT, a to przecież niska półka.
×
×
  • Create New...

Important Information

Register to have access to community resources. Forum rules Terms of Use and privacy anc cookies policy Privacy Policy