Jump to content

Leaderboard

Popular Content

Showing content with the highest reputation since 01/25/2021 in all areas

  1. Tak się spodobały, że ostatecznie zostały... moje pierwsze słuchawki Sennheisera, a dokładnie model HD800 z początków produkcji (S/N 3795) w kolekcjonerskim stanie. Dziękuję @Weird_Oza możliwość ich odkupienia!!!🙂👍 Łączówki Argentum na kable z wtykami 3,5 mm Zakup płyty LP J.S. Bach, Capriccio in B Flat Major. Italian Variations w wykonaniu Seidlhofera🎶🥰🎶 Poza tym piękny upominek od@domil, który sprawia mi nieustannie mnóstwo muzycznej radości w postaci świetnych albumów CD (na zdjęciu część z nich)!🎶🥰🎶 Dziękuję Doroto!!! 🙂👍
    48 points
  2. Żona powiedziała mi że jak kupie jeszcze jedne słuchawki to mogę się pakować więc kupilem walizke Z Audio Technica ADX5000 w środku
    48 points
  3. Miałem ostatnio kilka pytań na temat wyboru DAP-a do ok. 3000 zł, więc postanowiłem przygotować małe porównanie modeli dostępnych na polskim rynku. Tym bardziej, że mam okazję korzystać obecnie z modeli: Astell&Kern SR25 (dual Cirrus Logic CS43198) - 2999 zł Cayin N3Pro (dual AKM AK4493EQ) - 2490 zł Cowon R2 (dual Cirrus Logic CS43131) - 2499 zł HiBy R5 (dual Cirrus Logic CS43198) - 1399-1699 zł iBasso DX160 2020 (dual Cirrus Logic CS43198) - 1599 zł Shanling M6 (dual AKM AK4495SEQ) - 2199 zł Shanling M5s (dual AKM AK4493EQ) - 1649 zł Uwaga: nie brałem pod uwagę produktów, które nie są już produkowane. Nie będę więc pisał o FiiO M11 i M11 Pro czy iBasso DX150 z AMP7/8/9, które nieco mogłyby zamieszać w tym zestawieniu. Wykonanie i wzornictwo O wykonaniu nie będę rozpisywał się, ponieważ wspomniane wyżej odtwarzacze prezentują się tu bardzo dobrze. Łączy je - poza R2 - podobny pomysł na obudowy, który zaczerpnięto z rynku smartfonów, czyli szkło z przodu i z tyłu oraz metalowa ramka z przyciskami funkcyjnymi na bokach. W większości modeli - poza HiBy R5 i Cowon R2 - wykorzystano pokrętła głośności (w Cayin N3 Pro oraz shanlingach służą również jako włączniki). Najbardziej wyróżnia się obudowa SR25, która wydaje się najbardziej solidna (świetnie chronione pokrętło), ale nie każdemu do gustu przypadną ostre krawędzie. Pozostałe modele to podobny poziom. Nieco bardziej narażony na uszkodzenia może być HiBy R5, który ma szklane wstawki na górnej i dolnej krawędzi i nieco mniej pewnie osadzone przyciski. Cowon R2 ma z kolei “plecki” z tworzywa sztucznego, które jest odporne, ale nie zostawia najlepszego wrażenia (pusta przestrzeń pod warstwą plastiku). Nie ma więc tego samego wrażenia solidności, co w przypadku pozostałych. Małym plusikiem DX160, M5s i SR25 jest dostępność w dodatkowych wariantach kolorystycznych. iBasso stawia tu nie tylko na czerń i srebro/tytan, ale i niebieski czy czerwony. Podsumowanie: SR25 > DX160 = M5s = M6 = N3Pro > R5 = R2 Jakość ekranu DAP-y na Androidzie mają lepsze ekrany. Najlepiej pod kątem rozdzielczości wypada panel w DX160, który ma też najlepiej odwzorowane kolory i najwyższą jasność. Niewiele gorzej prezentuje się panel w M6, który ma przyjemniejszą barwę, a trzecie miejsce na podium dla Astell&Kern SR25. HiBY R5 ma przyzwoity ekran, ale odstaje już nieco od trzech wspomnianych wcześniej. M5s, N3Pro i R2 mają mniejsze panele jak przystało na sprzęt bez Androida. Cec**je je gorsza ostrość, przeciętne oddanie kolorów i kontrast, ale gwarantują stosunkowo dobrą widoczność w słońcu, więc jest ok. To w końcu produkty przede wszystkim do słuchania, a nie zabawy z dodatkowymi aplikacjami. Pod kątem obsługi dotyku z żadnym modelem nie ma problemu, ale nieco lepiej wypadają sprzęty na Androidzie. Plus dla Shanlinga M6 za obsługę modnych bajerów, jak wybudzanie podwójnym kliknięciem czy poprawna obsługa gestów ekranowych. Podsumowanie: DX160 > M6 > SR25 > R5 > Cowon R2 > M5s = N3Pro Szczegóły: DX160 - LCD 5 cali 1920 x 1080 M6 - LCD 4,7 cala 1280 x 720 SR25 - LCD 3,6 cala 1280 x 720 R5 - LCD 4 cale 1080 x 540 Cowon R2 - AMOLED 3,7 800 x 480 M5s - LCD 3,2 480 x 360 N3Pro - LCD 3,2 cala 480 x 360 Komfort korzystania Po przyzwyczajeniu z obsługą żadnego modelu nie miałem problemów, ale - jak zwykle - bywa, że chce się lepiej: Astell&Kern SR25 - kompaktowa obudowa z ekranem umieszczonym pod kątem dobrze dopasowuje się do kształtu dłoni, ale ostre krawędzie mogą drażnić (warto zainwestować w etui); Cayin N3Pro - prosta, wyraźnie podłużna, ale dość gruba obudowa, wygodna obsługa lewą ręką, ale - przez umieszczenie przycisków funkcyjnych pod dużym pokrętłem - gorzej jest, gdy chce się go obsługiwać prawą; Cowon R2 - standardowa konstrukcja z przyciskami na niemal całym prawym boku, więc obsługa trzymając DAP-a w prawej dłoni czasami nie była wygodna; HiBy R5 - bardzo kompaktowa obudowa, zaokrąglone boki, przyciski po obu stronach, przyciski na środku lewego boku obsługuje się łatwo bez obawy o pewność chwytu, ciężko się przyczepić. iBasso DX160 - prosta i stosunkowo kompaktowa obudowa z zaokrąglonymi krawędziami dobrze leży w dłoni, ale obsługa pokrętła głośności z założonym silikonowym etui nie jest najbardziej wygodna; Shanling M5s - form factor podobny do N3Pro, ale obudowa jest lepiej wyprofilowana i ma przyciski i pokrętło po przeciwnych stronach na odpowiedniej wysokości, drugi, w którym nie mam się do czego przyczepić; Shanling M6 - podobny form factor do M5s, ale jest większy, więc przydałoby się odrobinę większe pokrętło, osoby o mały dłoniach mogą mieć pewne problemy. Podsumowanie: M5s = R5 > DX160 = M6* = N3Pro = R2 = SR25 (*> M6 gdy ktoś ma małe dłonie) Czas pracy na baterii Zależy od wielu czynników, w tym wykorzystania ekranu, modułów łączności czy aplikacji firmy trzecich w modelach z Androidem, więc postaram się uprościć maksymalnie to porównanie. Biorąc pod uwagę tylko odtwarzanie (podczas testu głównie FLAC, czasami MP3), najlepiej wypadały u mnie SR25 i R2, które wyciągały ponad 15 godz. (dałoby się i godzinę, dwie więcej). Dodam tylko, że w przypadku AK czas pracy jest niższy, gdy korzysta się stale z włączonego Wi-Fi i streamingu za pośrednictwem aplikacji TIDAL-a. Zaraz za nimi postawiłbym M5s, który wyciąga ponad 12-13 godz. po 3,5 mm i prawie 9 godz. po 2,5 mm. Pozostałe wyciągają do 7-8 godz. po balansie i do prawie 10 godz. po SE (HiBy R5 po 3,5 mm pracuje nieco dłużej, więc to mały plus dla niego). Podsumowanie: R2 = SR25 > M5s > R5 > N3Pro = DX160 = M6 Szybkość działania i funkcje Bardziej niezawodny soft mają modele bez Android, czyli M5s, N3Pro i R2, ale wyraźnie ustępują możliwościami DX160, R5 i SR25. Spośród pierwszej grupy ciężko wyłonić faworyta, gdy idzie o szybkość działania czy stabilność (podobny poziom). Shanling M5s obsługują MQA, streaming online (TIDAL) i ma Bluetooth 4.2 z LDAC i aptX. N3Pro ma nowszy Bluetooth 5.0 z LDAC i UAT, a także obsługuje MQA. R2 to tylko BT3.0 z aptX, a brak innych funkcji nadrabia JetEffect i dużą pamięcią wbudowaną (128 GB). AK SR25 ma nowszego Androida 9.0, który przykrywa nakładka firmy (możliwość instalacji aplikacji poprzez Open APP). W DX160 czy M6 są bardziej otwarte wersje platformy, co daje nieco większe możliwości, ale kosztem stabilności SR25. Pod kątem szybkości działania M6 i SR25 są nieco lepsze niż DX160, ale różnice nie rzucają na kolana. MQA i BT z LDAC dostępne we wszystkich. Wi-Fi najlepsze w M6, potem SR25, a później DX160. Podsumowanie: SR25 > M6 > DX160 > M5s > N3Pro > R2 Wyjścia: Astell&Kern SR25 - 2,5 mm + 3,5 mm (PO/LO) Cayin N3Pro - 3,5 mm (SS/Tube) + 3,5 mm (LO) + 4,4 mm (PO/LO) Cowon R2 - 3,5 mm (PO/SPDIF) + 2,5 mm HiBy R6 - 3,5 mm (PO/LO) + 4,4 mm (PO/LO) iBasso DX160 - 3,5 mm (PO/LO/SPDIF) + 4,4 mm (PO) Shanling M5s - 3,5 mm + 2,5 mm (PO/LO) Shanling M6 - 3,5 mm + 2,5 mm + 4,4 mm (PO/LO) Największy zapas mocy ma Cayin N3Pro po 4,4 mm (bal), a za nim oba shanlingi (M6 i M5s) i DX160. HiBy R5, N3Pro po 3,5 mm, SR25 i Cowon R2 są nieco słabsze, ale każdy radzi sobie z napędzaniem nawet wymagających IEM-ów (szczególnie po balansie). Jakość dźwięku Najważniejsze, czyli dźwięk. Można się sporo rozpisywać, więc ograniczę się do ogólnej sygnatury, aspektów technicznych oraz tego, co w danym DAP-ie może być uznane za słabszą stronę w odniesieniu do każdego modelu. Punktem odniesienia przy porównaniach był transparentny Lotoo PAW Gold Touch. Dodam od razu, że większość odtwarzaczy z tego porównania gra w sposób neutralno-naturalny (bez przesadnie podbitych fragmentów pasma, o naturalnej, przyjemnej tonacji), ale nieco różnią się akcentami. Jeżeli nie wspominam o tym, to single end i balance grają na zbliżonym poziomie, a różnice są standardowe (szersza scena i nieco lepsza dynamika dla połączenia zbalansowanego). Astell&Kern SR25 - neutralne granie z lekko podbitym środkowym basem i nieco pełniejszą niższą średnicą. Dobre techniczne granie, świetnie poukładane i całkiem precyzyjne, ale z pewną dawką muzykalności. Scena jest stosunkowo szeroka i głęboka, ale na mnie większe wrażenie robią dobre pozycjonowanie i ciemne tło, co ułatwia wyłuskiwanie szczegółów i rozróżnianie poszczególnych planów. Dół o niezłej fakturze i szczegółowości, ale bez powalającego subbasu (nie jest aż tak wyraźnie zaznaczony jak w innych modelach, ale jest całkiem precyzyjny). Średnica klarowna, naturalna, ale nie jest przesadnie żywa. Góra jest obecna i dobrze rozciągnięta, ale nie jest ostra i została dość naturalnie poprowadzona. Bardzo przyjemne granie, choć widać, że delikatnie po technicznej stronie. Uniwersalny DAP, ale w parze z częścią IEM-ów może być nieco nudny. Cayin N3Pro - dwa główne tryby pracy, z czego lampowy ma dwa typy brzmienia, co w zasadzie gwarantuje trzy różne sygnatury: N3Pro 3,5 mm SE (Solid State)/4,4 mm balanced - naturalno-neutralne granie, które jest przywoite technicznie, ale odstaje nieco od SR25, M6, DX160 czy R2. Bas nie jest może mocno podbity, ale jest nieco rozluźniony, przez co DAP traci na dynamice. Przełączenie na 4,4 mm poprawia nieco subbas, ale mimo sporo większej mocy mikrodynamika nadal nie jest mocną stroną N3Pro. Średnica naturalna, ale ma się wrażenie lekkiej kompresji w jej niższej części na tle SR25, M6 czy DX160. Góra jaśniejsza niż w trybie lampowym, z małym akcentem, ale bez masy powietrza i powalającej ilości szczegółów. Dość wąska scena z niezłą głębią (lekko zaszumione tło, szczególnie z czułymi dokami); N3Pro 3,5 mm Tube (Triode) - IMHO wyraźnie lepsze granie niż w przypadku trybu Solid State. Bas bez niesamowitego zejścia czy powalającej dynamiki, ale całkiem szczegółowy mimo zaokrąglenia, dodaje ciepła, ale nie narzuca się. Całkiem pełna niższa średnica, naturalne i jedwabiście gładkie wokale, od których ciężko się oderwać. Góra gładka, nieco przyciemniona (szczegółowość nie jest tu priorytetem), ale nie brakuje powietrza. Scena jest wyraźnie szersza niż na Solid State, a do tego ma bardzo dobrze oddane plany. Tło nie jest ciemne, ale jak na zastosowanie lamp jest o wiele lepiej niż się spodziewałem; N3Pro 3,5 mm Tube (Ultra Linear) - IMHO najlepszy tryb w DAP-ie. Zachowuje najlepsze cechy Triode, czyli gładkość i naturalność, ale bas jest nieco twardszy i lepiej kontrolowany, średnica jest bardziej przejrzysta i czystsza, a góra nieco jaśniejsza, odrobinę bardziej szczegółowa i lepiej rozciągnięta. Bardziej swobodne i lepiej wyważone granie, które wciąż jest niezwykle naturalne. Naprawdę szeroka scena (chyba tylko DX160 i M6 mogą z nim nawiązać walkę, a i to zależy od parowania z konkretnymi dokami) oraz świetne wrażenie przestrzenności jak na tę półkę cenową. Cayin N3Pro jest nieco ciężki do jednoznacznej oceny, ale w jego przypadku skupiłbym się na wyjściu 3,5 mm i trybie lampowym. Nie jest to jednak najbardziej uniwersalny DAP Cowon R2 - również naturalno-neutralne granie, ale z mocniejszym akcentem w dole pasma. Wyraźnie zaznaczone zejście w subbas, dobra faktura. Midbass pełniejszy niż w DX160 czy SR25, co daje więcej ciepła i masy. Nieco pełniejsza niższa średnica, klarowne wokale i przyzwoicie rozciągnięta, ale lekko przyciemniona w niższej części góra. R2 gra dobrze technicznie, ale nacisk postawiono na muzykalność, naturalność (a nawet odrobinę analogowości), więc nie będzie podkręcał IEM-ów, a jedynie sprawi, że zagrają pełniej i przyjemniej. Scena o dobrej szerokości i głębi (nie ma ścisku), pozycjonowanie jest poprawne, ale pod kątem separacji i klarowności nieco za SR25, M6 czy DX160. HiBy R5 - dość naturalne granie (średnica i góra), które ma pełniejszy dół, podobnie jak w SR25 i R2. Bas wyraźnie zaakcentowany w środkowej części, co dodaje ciepła, ale o nieco gorszej fakturze niż we wspomnianej dwójce (mocniej zaokrąglony). Średnica naturalna, nieco pełniejsza w niższej części, wysunięte do przodu wyższa średnica i przełom z górą. Nieco ożywia to żeńskie wokale, ale sprawia też, że granie jest bardziej bezpośrednie i intymne. Scena w przypadku wyjścia 3,5 mm (SE) jest co najwyżej ok na szerokość, ale nie jest tak napowietrzona jak w DX160, M6 czy SR25. Przejście na 4,4 mm (balanced) gwarantuje: szerszą scenę, nieco więcej powietrza oraz lepszą separację i klarowność (po SE niższa średnica z niektórymi IEM-ami była nieco “ściśnięta”). Ogólnie, to przyjemne (nic w nim nie przeszkadza), dość uniwersalne brzmienie, ale bez powalającej precyzji. Separacja, detaliczność czy oddzielania planów są ok, ale nieco za M6, SR25, R2 czy DX160. iBasso DX160 2020 - również neutralno-naturalne granie, dobrze wyważone. Nisko schodzący bas z akcentem w środkowej części (subbas jest obecny, ale trzymany wyraźnie w ryzach), który dodaje nieco masy średnicy (nie jest jeszcze tak bogata jak w SR25), ale jej nie zagęszcza. Dobra faktura dołu i szczegółowość. Czysta, klarowna i naturalna średnica z wysuniętymi nieco żeńskimi wokalami oraz męskimi, które mają odpowiednią masę. Obecna, szczegółowa i dobrze rozciągnięta góra, ale spokojna w niższej części (akcent nieco wyżej, który nie wyostrza brzmienia). Bardzo szeroka, dobrze napowietrzona i poukładana scena, ale tło nie jest aż tak ciemne, jak w SR25 czy M6. Głębia jest wyczuwalna, a separacja przód-tył poprawna, ale granie na boki jest na pierwszym planie. Dobre separacja, szczegółowość i dynamika. Uniwersalny, a przy tym precyzyjny i dobry jakościowo dźwięk, który jest naturalny i nigdy nazbyt techniczny. Shanling M5s - to dość neutralnie granie, ale wyraźnie wygładzone i z przyciemnioną górą. Dół - w stylu Shanlinga - jest lekko zaakcentowany w subbasie i niższym basie, ale ogólnie jest dość neutralny. Bas po 3,5 mm (SE) jest nieco luźniejszy i bardziej obły, a po 2,5 mm (bal.) - twardszy i szybszy, a do tego ma lepsze zejście w subbas. Środek jest czysty i klarowny, a jednocześnie gładki i dość zrelaksowany (bez wypychania do przodu). Góra gładka, lekko przyciemniona w niższej części. Po 2,5 mm jest lepiej rozciągnięta, bardziej detaliczna i mocniej napowietrzona, ale M5s nie wyróżnia się specjalnie pod tym względem na tle DX160, M6 czy SR25. Scena ma ok szerokość (lepsza po balansie) i wyczuwalną głębię, ale oddanie planów w głąb nie jest najmocniej zdefiniowane. Dynamika jest bardzo dobra, na co wpływa więcej niż zadowalająca moc. Ogólnie to klarowne, gładkie i nieagresywne, a jednocześnie dynamiczne i naturalne tonalnie granie. Shanling M6 - dość klasyczny house sound Shanlinga, ale w bardziej rozrywkowym wydaniu. M6 ma wyraźne akcenty w subbasie i niższym basie oraz nieco podkręcony wyższy sopran, co dodaje powietrza i poprawia detaliczność. Wyróżnia się bardzo dynamicznym graniem z dołem, który gdy trzeba daje o sobie znać, ale pozostaje dobrze kontrolowany. Średnica jest klarowna oraz dość neutralna pod kątem masy, a przy tym gładka i naturalna tonalnie. Góra jest gładka, ale dobrze rozciągnięta. Scena jest wyraźnie rozciągnięta na boki z bardzo dobrą separacją kanałów nawet po 3,5 mm (SE). Głębia jest wyczuwalna, ale nie jest powalająca. Oddanie planów w głąb nie ma też priorytetu, więc w części kawałków średnica może wydawać się odrobinę spłaszczona (np. na tle R2 czy SR25). Separacja jest bardzo dobra, detaliczność ponad tę półkę cenową, bardzo ciemne tło, a dynamika najwyższa z modeli w tym zestawieniu. To bardzo dobre technicznie granie, ale skierowane w stronę wyważonego, bardziej rozrywkowego grania, a nie analityczności czy absolutnej precyzji. Podsumowanie, czyli "który najlepszy?" Pisząc szczerze: wszystkie te DAP-y są dobre i warte przesłuchania. Wybór IMHO zależy przede wszystkim od preferencji, co do sygnatury oraz synergii z konkretnymi słuchawkami. Moje rekomendacje wyglądają tu tak: najlepsza jakość dźwięku (strona techniczna): M6, DX160, SR25 > R2, N3Pro najlepszy stosunek jakości do ceny: DX160 > M6, R5 najwyższa funkcjonalność i wygoda obsługi: M6 > SR25, DX160, R5 najwyższa jakość wykonania/ergonomia (wymiary): SR25, R5 > N3Pro, M5s > DX160 najlepsze opcje dla fanów naturalnego, muzykalnego grania: N3Pro, R2 > SR25 najbardziej efektowne granie: M6 > DX160 > N3Pro, R5 (balans) Podsumowując: najlepiej (oczywiście, w miarę możliwości) przesłuchać kilka DAP-ów, by finalnie samemu ocenić, który z modeli do 3000 zł wypadnie najlepiej. iBasso DX160 czy Shanling M6 są bardzo bezpiecznymi opcjami o świetnym stosunku jakości do ceny. Dokładając do Astell&Kern SR25 nie odczuje się może skoku jakościowego, ale DAP wyróżnia się stabilnym systemem i stosunkowo długim czasem pracy na baterii. Cowon R2 czy Cayin N3Pro odstają z kolei nieco pod kątem funkcjonalnym, ale kuszą za to naturalnym, przyjemnym dźwiękiem. Sprzętu użyty w testach i wykorzystane albumy: Słuchawki: Empire Ears Legend X/Bravado/ESR, DUNU Luna/DK-4001/DK-3001 Pro/DK-3001/DK2001/Titan6/Falcon-C, iBasso IT07/IT04/AM05//IT00, Craft Ears Four, ikko OH1/OH10, Phonic BWD8, NXEars Opera/Basso/Sonata, Campfire Audio Atlas/Andromeda, FiiO FD1/FH5, Itsfit Lab Fusion/R3, Coastaudio Nebulae, Lime Ears Aether R, Jomo Audio Haka, Anew U1/X-One, Audiosense T800/AQ3, Soranik iON-4 Wybrane albumy (jakość FLAC): Miles Davis "Kind Of Blue", Muddy Waters "Folk Singer", Vangelis "Earth", Johnny Cash "American III: Solitary Man", Depeche Mode "Delta Machine", Gary Numan "Savage: Songs From A Broken World", Nine Inch Nails "With Teeth", Dawn of Ashes “The Crypt Injection II”, Heilung “Ofnir”, Nirvana "Nevermind", Disturbed "The Sickness", Samael "Hegemony", Laibach "Spectre", Suicide Commando "Axis of Evil", Gojira "Magma", Vader "Revelations", Lazarus A.D. "The Onslaught", In This Moment "Blood", Kavinsky "Nightcall", Woodkid "The Golden Age", VNV Nation "Automatic", Manchester Orchestra “Simple Mah”, Lorde "Pure Heroine", Lana Del Rey "Born to Die", Lindsey Stirling "Brave Enough", Morcheeba "Blood Like Lemonade", Adele "21", The Prodigy "Invanders Must Die", The Glitch Mob "See Without Eyes", soundtracki z "Gladiator", "Rocky" i “Transistor” Mogą pojawić się jeszcze drobne zmiany i poprawki
    48 points
  4. Jest i on, Niimbus US5 Pro Miałem poczekać aż dojadą Abyssy, ale nie mogłem się doczekać Tym samym zdaje się koniec gry jeżeli chodzi o wzmacniacz w moim systemie. Choć może jeszcze nie ostateczny koniec, bo będę miał dzięki uprzejmości sklepu Mp3 Store (Marcin jeszcze raz Ci dziękuję!) możliwość wymiany na Woo Audio WA33 albo Formula S + Powerman, w razie gdyby mi Niimbus nie podszedł. Jestem jednak dobrej myśli co do flagowego produktu Lake People i mam nieodparte przeczucie, że zostanie. Będę miał dwa tygodnie na podjęcie decyzji. Wspomniany Woo Audio też mi bardzo chodził/chodzi po głowie, ale jest parę czynników, które mi w nim przeszkadzają. Przede wszystkim gabaryty i cena. Do jego ceny należy doliczyć wymianę lamp, co też do tanich operacji nie należy, a co by już mniej więcej dawało równowartość ceny Niimbusa + np. Susvary. Ja wolę zdaje się tą drugą opcję. Formula S nieco mniej mi chodził po głowie, ale też jestem wciąż w razie czego zainteresowany, ze względu na świetne efekty brzmieniowe z planarnymi słuchawkami, a przede wszystkim z Abyssami. Do tego dedykowany zasilacz w postaci Powermena, który też podobno robi robotę, w co jak najbardziej wierzę, bo wiem jakie efekty daje mój Keces P8 + Pathos Aurium. Minusem Formuly jest loteria jeżeli chodzi o parowanie ze słuchawkami z przetwornikami dynamicznymi i tutaj bym się bał o moje ulubione ZMF Verite. O dziwo ktoś też wspomniał, że nie jest to dobre połączenie z Empyreanami, a ja z tych słuchawek nie mam zamiaru rezygnować, bo za bardzo je lubię. Poniżej parę słów jakie jeszcze wzmacniacze brałem pod uwagę i w dużym skrócie co się przyczyniło do tego, że wybrałem taki, a nie inny. Przede wszystkim wzmacniacz musiał mieć wyjście słuchawkowe XLR 4 pin, bo m.in. mam takie kable. 1. Burson Grand Tourer - zdecydowanie jeden z dwóch najbardziej wizualnie podobających mi się wzmacniaczy, do tego niewygórowana cena i na papierze wyglądający bardzo obiecująco, ale Bursona już miałem, więc teraz chciałbym spróbować czegoś innego. Do wad niestety należy doliczyć głośny wiatraczek pracujący w środku urządzenia, o czym piszą pierwsi właściciele tego pięknego wzmacniacza. 2. Violectric HPA V550 Pro - czysto teoretycznie najbardziej pasująca mi sygnatura dzwiekowa, ale dochodzące do mnie informacje o trzeszczącym potencjometrze w tym modelu ostudziły mój zapał. Do tego jeden z kolegów z tego forum, który również niedawno kupował nowy wzmacniacz, porównując łeb w łeb stwierdził, że Niimbus jest nie ciut, a wyraźnie lepszy. Ja mu wierzę. Zreszta porównujemy tutaj klocki tego samego producenta, więc jak już brać, to flagowca. 3. Benchmark HPA4. - za jasna sygnatura. Z moich informacji wynika, że jest jaśniejszy od Niimbusa, choć oba te klocki są uznawane za bardzo neutralnie grające. Inna rzecz, to ktoś pisał, że brakuje mu pary aby odpowiednio napędzić Susvary i nie był z tego powodu za szczęśliwy. 4. Cayin HA-300. - z ogromnym żalem musiałem zrezygnować z tego wzmacniacza, a to ze względu na to, że ludzie posiadający Cayina odradzali mi ten wzmacniacz z słuchawkami, które kładą nacisk na średnice, czyli Verite i Empyrean. Cayin sam w sobie ma trochę podkoloryzowaną, bujnie brzmiącą średnice i mógłbym przedobrzyć (chciałbym się mylić, niestety pare osób to potwierdza). Mówiąc krótko za ciepła sygnatura i bas nie taki jakiego szukam, ale wygląd tego sprzętu śni mi się do tej pory po nocach. Absolutnie przepiękny kloc. Obok Bursona podobał mi się wizualnie najbardziej. 5. Headamp GS X Mini - niedrogi, za co plus, a do tego świetny i często polecany wzmacniacz zza wielka wodą, ale za jasny, za ostry i sprowadzanie z USA nie jest mi na rękę. 6. Pathos Inpol Ear - wizualnie mi się najmniej podobał, a poza tym mam już Pathosa Aurium, który na pewno zostanie i powinien się super uzupełniać z Niimbusem. 7. IFI Pro ICan Signature - krótko mówiąc koniec końców zostałem zniechęcony do niego. No i hybrydę już mam. 8. Flux VOLOT - za duży na głębokość i nie zmieści mi się na szafkę. Szkoda, bo naczytałem się trochę o nim i jeżeli chodzi o dźwięk, a zwłaszcza o bas, to by mi pasował. Pozycja 9 i 10 to Formula S + Powerman i Woo Wa33 o których już wspominalem, czyli największa, wciąż aktualna konkurencja Niimbusa. Osobiście chciałem najbardziej wszechstronnego i uniwersalnego wzmaka do moich słuchawek i wydaje mi się, że Niimbus taki właśnie jest. Dużo osób chwali synergię z Verite, Empyrean i przede wszystkim z Abyss 1266 Phi TC, a do tego świetnie się podobno zgrywa z flagowymi modelami Audeze, do których też się przymierzam. Osobnym tematem pozostają Susvary, które będą konkurować z LCD5, kiedy będę dokonywał zakupu słuchawek. Niemniej z moich zebranych informacji wynika, że Niimbus bez problemu powinien sobie z nimi poradzić. W każdym razie ostatecznie po wielu rozmowach z wieloma przesympatycznymi ludźmi i dziesiątkami godzin spędzonymi na poszukiwaniu różnych opinii, testów, recenzji, informacji, zdecydowałem się na wspomnianego Niimbusa US5 Pro. Teoretycznie wiem czego się spodziewać, jego główne atuty, to : - duża moc - każde słuchawki grają z nim dobrze albo bardzo dobrze, a więc uniwersalność (dla mnie miało to duże znaczenie posiadając jakąś tam kolekcję słuchawek planarnych i dynamicznych) - neutralność - bliższa, muzykalna średnica - przejrzystość - holografia - dynamika - bardzo dobre jakościowo basy - czarne tło Poza tym made in Germany, świetne wsparcie klienta i 5 letnia gwarancja. Fajnie też, że jest regulacja balansu, bo jak wiemy Tidal lubi często gubić balans i wzmakiem mogę sobie to regulować. Ostatnia rzecz, która mnie definitywnie przekonała, to niewielka wręcz absolutnie znikoma ilość egzemplarzy na rynku wtórnym, co się przekłada na to, że wzmacniacz ten będzie trzymał mocno cenę, gdybym go zechciał w przyszłości sprzedać i kupić coś innego. Zresztą ta zerowa wręcz aktywność na rynku wtórnym też o czymś musi świadczyć - jak dobry jest to sprzęt. A sprzedaż tych klocków wcale mała nie jest. Na koniec dodam jeszcze słów kilka na temat wyglądu, który cenie sobie równie bardzo jak dźwięk. Jestem wzrokowcem i sprzęt, czy wszystko inne co sobie kupuje, musi mi się przede wszystkim najpierw spodobać. Tak już mam i tego nie zmienię. Niimbus nie robił na mnie dużego wrażenia oglądając go na zdjęciach, choć nie zmienia to faktu, że jego taki trochę surowy design mi się podobał, ale to jak prezentuje się na żywo przerosło moje oczekiwania. Wygląda duuużo lepiej niż na zdjęciach! Przede wszystkim na zdjęciach wydaje się mniejszy, a jest to kawał ciężkiego kloca. Wszystko idealnie dopasowane, fajnie szczotkowany materiał, z którego jest wykonany przedni panel, idealnie dobrane masywne gałki i pasujące do tego przyciski, a do tego genialne nóżki na których opiera się wzmacniacz. Cała obudowa bardzo solidnie wyglądająca no i "smaczek" w postaci srebrnej ramki na przednim panelu, która nie rzuca się w oczy na zdjęciach, a na żywo robi kapitalną robotę. Wygląda to wszystko mega dobrze jak się przygladam pod każdym kątem tej obudowie. Jakość wykonania jest na najwyższym poziomie, jak to u Niemca Jedyny mankament, to szkoda, że włodarze z Lake People nie pokusili się o zastosowanie przełączników regulacji wzmocnienia na przednim panelu, tylko jest on z tyłu. To chyba tyle, zapraszam do oglądania zdjęć. Niedługo napisze jak to gra, a jak gra tak jak mi ludzie mówią, to będę w niebo wzięty Dziękuję wszystkim tym, którzy mi pomagali w podjęciu decyzji! Idę po herbatke i zasiadam do odsłuchów.
    47 points
  5. Powoli dochodzę do siebie po zakupie… szkatuła pusta, skarbiec obrabowany… ale Arya i K812 dostały kopa do roboty. WBA Electron
    47 points
  6. Flagowych Sony nigdy za wiele:) Zgodnie z planem zakupiony drugi egzemplarz dawnych wiceflagowych MDR-CD3000 z przeznaczeniem do modowania. Korzystając z okazji również dokonałem nabycia flagowców Sony z 2014, tj. model MDR-Z7, którego jeszcze nigdy nie miałem okazji sprawdzić :) Ich brzmienie bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło i zostaną na dłużej. Niesamowicie się cieszę z zakupu Dziękuję @Trauma!🥇👍 Razem :))
    39 points
  7. Jeszcze pod choinką pozostała piękna skrzyneczka... a w niej najnowszy flagowiec zamknięty Audio Techniki z membranami pokrytymi sztucznym diamentem, tj. ATH-AWKT🎶💎🎶 Dziękuję @euter! 🙂👍 A jeśli o diamentach mowa... brzmieniowo porównywalne z Telefunkenami ECC803S 💎TESLE E83CC💎
    38 points
  8. !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! ❤️
    38 points
  9. @audionanik taki hajp ostatnio kręci na wiadomo co, że mi się smutno zrobiło i też sobie kupiłem tyle że HD800S
    38 points
  10. Drobny mikołajkowy zakup w postaci Hifimanów Sundara Dziękuję @bendezar!🙂👍
    37 points
  11. Drobne zakupy: - Brahms, Concerto pour piano et orchestre no2 w wykonaniu Orchestre de Baden-Baden, Gyorga Sandora (fortepian) pod batutą Rolfa Reinhardta🎶 - Paul Strauss, Psyche w wykonaniu Orchestre De Liege pod batutą Cesara Francka🎶 - A. Witort, Głośniki i zespoły głośnikowe, Warszawa 1976 - adapter Audiofanatyk mini-XLR 4 pin na jack 3,5 mm (dziękuję @EvilKillaruna!🙂👍) - lampy prostownicze Mullarda GZ34💡💡🌞 - srebrny przewód słuchawkowy platerowany złotem Goldvein, m.in. do SXów💎 - łączówki Argentum A2DC -> 3,5mm - moje pierwsze planary od Hifimana - poprzedniczki Susvar, model HE-6🎧😉
    37 points
  12. W ostatnim czasie nie za bardzo znajduje chwile na obcowanie z muzyką, ale trafiła się okazja jakich mało. W moje progi zawitali znamienici goście, których zwyczajnie należało przyjąć. Wizyta była kilkudniowa, stanowczo za krótka na zebranie materiału na obiektywną recenzje, a tymbardziej na kilka odrębnych recenzji, na które zasługują. Zebrałem jednak sporo notatek, głównie dla siebie, którymi się dziele, w tym wątku. Może ktoś uzna je za przydatne. Mowa będzie tutaj będzie Abyssach AB-1266 Phi TC. Abyssy AB-1266 bez "Phi TC" miałem okazję odsłuchać na jednym z AVS w Wawie. Nie cieszyły się wtedy zbytnim zainteresowaniem, będąc wystawione poza słuchawkową mekką, znajdującą się na stadionie narodowym. Miałem zatem sporo czasu by się im przyjrzeć, a wystawcy wręcz cieszyli się, że ktoś zabrał się za odsłuchy ich sprzętu. Niestety nie miałem jakiś szczególnie pozytywnych wrażeń z tamtej sesji, jako że tor na którym grały był dosyć eksperymentalny (jakieś koreańskie wzmaki szukające dystrybutora w PL), a dwa, ich wygoda użytkowania pozostawiała wiele do życzenia. Po niespełna godzinie odsłuchów miałem już dość i poszedłem dalej. Z takimi uprzedzeniami zasiadłem do testów ich następców, czyli wersji Phi TC. Nie spodziewałem się wiele, choć ostanie zachwyty na forum nad tym modelem były dosyć intrygujące. Abyssy w maksymalnym wyposażeniu Complete przyjechały z dodatkową obstawą, w postaci Nimbusa US 5 Pro, który podobno rwie z nimi podłogę, oraz z Chordem Dave'e. Zestaw na papierze prezentuje sie jak nowy czołg Rutkowskiego, który mógłby przejechać przez każde wiejskie dożynki na pełnej "K", nawet nie zauważając, "nierówności". Ale czy tak jest w rzeczywistości? Bez specjalnej zwłoki zabrałem sie za odsłuchy, wpierw w konfiguracji z Heglem HD30 i Nimbusem na zwykłym kablu XLR dołączanym do słuchawek w wersji Deluxe (to nie ten kosztujacy ponad 10k). Na mój gust brakowało mocy więc podbiłem gain na +12. Przed testami słyszałem, że Abyssy na Nimbusie mają obfity dół, może nawet zbyt obfity, ale nic takiego nie doświadczyłem. Niewiele się zmieniło gdy się okazało, że kątowe pady jednak nie wypozycjonowałem zgonie z instrukcją, podążając "by default" ulubioną pozycją podobnych padów które miałem do HE-5LE. W sumie mółbym powiedzieć, że po tej zmianie basu nawet delikatnie ubyło. Cały przekaz wydawał się jednak bardzo poprawny. Nie uświadczyłem także ostrawej góry, o której słyszałem w kontekście Abyssa z innego źródła. Grając głównie muzyke instrumentalną, to co rzuciło mi się od razu na uszy to naprawdę duża, szeroka scena, świetna separacja pomiędzy źródłami, mnóstwo powietrza i piękna barwa, zwłaszcza skrzypiec, fortepianu i trąbek. Jeśli czegoś mogło mi na ten moment brakować to trochę większego wypełnienia, które znam choćby z Empyreanów. We flagowcu Meze istrumenty mają większą wagę, fortepian gra masywniej, ale właśnie takie skrzypce i trąbki już przez ten fakt brzmią mniej melodycznie. Z ciekawości dokonałem zmiany na kabel Superconductor, za który w wersji Complete każą sobie dopłacać mniej więcej tyle kasy, ile trzeba zapłacić za nowe Empyreany (niestety nie te w wersji Elite) wraz z kablem Argentum, czyli ponad 14 tysięcy. Szok i niedowierzanie, a tak poza tym sam kable z moim odczuciu dodaje dźwiękom masy i bardzo delikatnie łagodzi górę. Skrzypce w jego towarzystwie nie wychodzą już tak wysoko jak na najtańszym kablu. W wielu miejscach przybliża się także wokal co by mogło sugerować, że scena w głąb się umniejsza, choć w sumie nie odebrałem tego w ten sposób wsłuc**jąc się w inne źródła. Całość przekazu staje się generalnie spójniejsza i bardziej muzykalna, ale 14 tysięcy??? Skoro jednak na potrzeby testów miałem go za darmoche, dalsze wrażenia opisuje już z jego udziałem. Postanowiłem kontynuować eksperymenty i z ciekawości dokonałem przesiadki na Cayna HA-300. O ile Abyssy na Nimbusie wypadają naprawdę bardzo dobrze, o tyle na Caynie jest to już dla mnie miód i malina. Co prawda Nimbus oferuje większą precyzje w rysowaniu dźwięków, mają one ostrzejsze kontury, o tyle Cayin oferuje nie tak techniczny, a bardziej muzykalny przekaz. Instrumenty nabierają większej masy nie tracąc nic ze swojej melodyjności, średnica ma więcej planktonu. Dół bardzo deliketnie się zaokrągla, ale nie jest w żadnym wypadku poluzowany. Scena robi się jeszcze szersza. Pojawia się magia w postaci róznego rodzaju pogłosów, dłuższych wybrzmień, echa, wszelkiej maści smaczków składających się na tło jakie słyszalne jest na koncertach na żywo. Wiem, że nie każdy lubi taki przekaz, ale kto raz spróbuje blondynki... Ja tak mam również z lampami. Niestety chyba nie ma dla mnie powrotu do tranzystora. No cóż, około godziny walczyłem ze sobą przepinając się pomiedzy Nimbusem a Cayinem, po czym tego pierwszego po prostu wyłączyłem by oszczędzić czas na inne porównania. Tutaj wspomnę jeszce o próbie podjętej z Lucarto Songolo, który niestety nie podołał Abyssom ujawniając zniekształcenia przy wyższych poziomach głośności, na których zazwyczaj lawiruje podczas odsłuchów. Uprzedzając ewentualne pytania, Electrona i WA8 włączyłem jedynie na chwilę, ale stwierdziłem, że nie mam czasu, na aż tak rozbudowane testy, zwłaszcza, że od pierwszych nut Cayin sprawiał lepsze wrażenie od tych dwóch wzmakóœ. M8 nie próbowałem. Po prostu nie było na to czasu. Dave był w stanie uciągnąć Abyssy, nie było artefaktów, ale grało to dosyć chudo i bardziej technicznie niż muzykalnie. Nie było zatem sensu rozwijać tematu. Skupiłem się dalej na testach głównie z Cayinem, skacząc po wybranych utworach, wybierając pojedynkujące się słuchawki i robiąc krótkie notatki. Niektóre porównania jak sam przyznaje są dosyć lakoniczne. Nie zawsze potrafiłem skupić się na księgowości. Czasem po prostu płynęła muza... Pierwszy dzień testów (Hegel HD30, Cayin HA-300, Psvane 300B WE Replica, Shuguang CV181-Z Treasure Gold) Bahramji and Manesh de Moor - Momemt with you Abyss vs Heki Heki grają bliżej, emanują przez to dosadniej szczegółami i smaczkami, które na Abyssach są również słyszalne, ale jednak nie z taką mocą. Mimo wszystko dźwięki z głównej lini mają więcej ciała na Abyssach. Bas jest miększy na Hifimanach i wydaje się że mniej kontrolowany. Anna Maria Jopek - W polu lipenka Od jakiegoś czasu to mój ulubiony kawałek testowy. Jest wiele aspektów porównawczych. Świetny wokal o różnej intonacji, sporo różnych instrumentów rozłożonych na wieloplanowej scenie. Rywalizujące o pasmo wybrzmnienia mnogich bębnów, fortepianu, skrzypiec. Pogłosy, przeróżne szczegóły, dźwięki schodzące bardzo nisko i idące bardzo wysoko. Dotychczas na tym właśnie kawałku, mimo wielu starć z topowymi słuchawkami, zwycięsko, w lepszej lub gorszej kondycji wychodziły Empyreany, pędzone z Lucarto Songolo. Oferowały one tutaj najlepszy kompromis pomiędzy wypełnieniem dźwięków poszczególnych instrumentów, a ich separacją, pomiędzy powabem wokalu, a jego prawdziwym charakterem, między efektownością, a realizmem budowania sceny. Było tak do momentu zapięcia Abyssow do Cayina. Czuć, że jest to bardziej zaawansowana technicznie konstrukcja o fenomenalnej separacji. Takiej nie słyszałem jeszcze wcześniej, przynajmniej na tym złożonym utworze. Co bardzo ważne, dźwięki nie tracą przy tym na swojej objętości. Mało tego, w stosunku do Empyreanów barwa fortepianu, skrzypiec jest tu po prostu o wiele lepsza. Mimo pogłosów bębnów, ich długich wybrzmień, wariacje fortepianowe mają precyzyjne kontury, a trzeba wspomnieć, że w tym samym czasie dzieje się bardzo wiele innych rzeczy na scenie. Same bębny również są lepiej wyodrębnione, a ich tekstury precyzyjniej podane. Dla mnie poprostu rewelacja. Dzięki wspaniałej separacji pojawia się również wrażenie większej sceny. Wokal Anny Marii Jopek także mi się niesamowicie podoba na Abyssach, jakby oddający bogatszy jego charakter i jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, do jednej rzeczy, która nie pozwala mi nazwać tego grania doskonałym, to jego lekkie oddalenie w stosunku do konkurencyjnego przekazu znanego mi z Meze, Heków czy L5000. Niestety nie byłem przy nagrywaniu tej płyty i nie wiem, gdzie wtedy stała wokalistka na scenie, czy to oddalenie oddaje po prostu rzeczywistość. Natomiast wiem tyle, że bliższy wokal jest bardziej angażujący, a ten Anny Marii Jopek wręcz hipnotyzujący i chciałbym go jak najwięcej. Pod tym, jednym względem Abyssy ustępują wspomnianej trójce. Z podobnej odległości wokal grają Susvary, ale akurat w tym utworze nie posiadają ani takiej separacji, ani barwy instrumentów. W sumie walkę nawiązały tutaj jedynie L5000 oferując jeszcze większy poziom szczegółowości, ten bliższy wokal, również świetną precyzje w oddaniu bębnów i teksturowaniem innych źródeł. Jednak przekaz z ATH jest jaśniejszy, nie posiada aż takiej separacji, a sama barwa saksofonu i fortepianu delikatnie mniej mi się podobała, mimo, że skrzypce na L5000 to zawsze poezja. Finalnie, niestety Abyssy ogłaszam na tym kawałku jako nowego króla. Niestety tylko dlatego, że nie jestem ich posiadaczem i raczej w najbliższym czasie się to nie zmieni. Lecim dalej. Cassandra Willson and Fabrizio Scotti - Red guitar, Eva Cassidy - Aint no sunshine, Tutaj pomiędzy Abyssami i Hekami stwierdzam remis. Abyssy prezentują niesamowitą barwę wokalu, piękne gitary z odpowiednią masą szarpanych strun i dużym pietyzmem jeśli chodzi o realizm. Ponownie super separacja. Za to Heki grają bliżej, otaczając słuchacza dźwiękami, trójwymiarowo (Abyssy raczej z przodu), grając wokal od ucha, bardziej angażująco. Paul Anka - The way you make me feel Ku mojemu zaskoczeniu całkowite zwycięstwo Hek'ów. Trabki naturalniejsze, żywsze, głos Paula wyrazisty, pełny, na Abyssach wycofany, jakby nieśmialy, Heki oddaja żywy, energiczny przekaz, Abyssy grają tu zdecydowanie powściągliwiej, na wiekszej scenie, pewnie oddajęcej wierniej przestrzeń potrzebną na umiejscowienie tak wielu muzyków orkiestey, ale fun przy tym jest zdecydowanie mniejszy i całość mniej muzykalna. Ambeon - High Abyssy graja tu jakby nieśmialo. L5000 rozkladaja je na tym utworze na kawałki z żywym wokalem, lśniącymi, popisowymi gitarami elektrycznymi i niesamowitym detalem we wszelkich smaczkach eleketronicznych. Przy tym granie L5000 w żaden sposób nie jest przytłaczające, czaruje trojwymiarową sceną. Z ciekawości zakładając inne zamknięte, Denony D7000, granie jest tutaj ugrzecznione, z wycofaną górą, dosyć obszernym dołem i barwą instrumentów, która nie może rywalizować ani z ATH ani z Abyssami. Jest to jednak wciąż bardzo satysfakcjonujące granie, o najlepszym stosunku jakości do ceny (oczywiście używek, nie są produkowane) jaki osobiście słyszałem/widziałem. Dire Straits - Money for nothing Znow Abyssy grają zachowawczo wzgledem L5000, i choc bardzo poprawnie to ATH porywają. Założenie po nich Abyssów sprawia wrażenie beznamiętnego grania. Gary Moore - I love you more than you will ever know Abyssow słucha sie przyjemnie, naturalne gitary, pięknej barwy solówki, gitara elektryczna ma masę, słucha jej sie z zahipnotyzowaniem, tak, że czas mija alternatywnym tempem. L5000 potrafią na tym kawałku wyciągnąć jeszcze wiecej, absolutnie dopieszczając słuchacza ekspresją gitar, wyciągając rify na wyższe rejony w całkowicie czysty sposób. Obie pary słuchawek dają tutaj niesamowitą satysfakcje ze słuchania. Erykah Badu - Tyrone (live) Piekny, naturalny wokal na Abyssach, oddający właściwą barwę Erykah (byłem na kilku jej koncertach). Świetnie oddana gitara basowa, masywna, trzymana w ryzach. Dobrze słyszalne wszystkie szczegóły, miotełki, głosy publiczności. Stopa perkusji wybrzmiewa krótko, precyzyjnie. Na Hek'ach wszystkie szczegóły jeszcze lepiej uwypuklone, lepiej słyszalne. Znów bardziej funowy i energetyczny przekaz dzięki graniu z bliższego planu. Dochodzę po czasie do wniosku, że Hifiman specjalnie tak zestroił te słuchawki, by mimo swego zaawansowania technicznego robiły dodatkowe wrażenie grając wokal do ucha i zwiekszając bryły małych dźwięków kosztem sceny. Mimo, że takie słuchawki jak Abyss czy Susvary mogą oddawać rzeczywistość sali nagraniowej bardziej poprawnie, to na końcu większości ludzi mało to obchodzi, bo fun płynie większy z bardziej bezpośredniego uczestnictwa w spektaklu muzycznym. A może za bardzo generalizuje? Breakout - Na naszej drodze Na Abyssach naturalne gitary, wokal wyraźny charakterystyczny, niewygładzony, choć na Hek'ach posiada on bardziej złożoną barwę. Na Hifimanach przekaz jest bardzo spójny, wszystkie pasma są ze sobą splecione, a całość podana z bliska, co ponownie stanowi bardziej muzykalny przekaz w moim odczuciu. L5000, idą o krok dalej w interpretacji wokalu i wyciagają z niego jeszcze więcej szczegółów, ale finalnie, mimo to, Hek'i grają znów bardziej muzykalnie. Kanal Audytywny - Takie chwile L5000 miaźdżą ilością szczególów, są tu wyczynowe, ale niemęczące (przynajmniej przez jakiś czas ;)), a bardzo muzykalne. Generują trójwymiarową scenę, L.U.C bawi się swoim głosem, a ja słucham z otwartą szczęką jak bym patrzył na jakiś pokaz fajerwerków i laserów. Heki próbują nawiązać walkę i są blisko, no ale jednak lekko im brakuje. Abyssy grają jak zwykle dla odmiany wokal z dystansu. Nie są też aż tak szczegółowe, co nie znaczy, że cokolwoek gubią. Po prostu słuchacz może pominąć niektóre smaczki niewydobyte tak wyraźnie z tła. Abyssy nie podają dźwięków z tak wielu stron, za to między źródłami jest więcej powietrza. Moim zdaniem na Abyssach można by dłużej słuchać takiej efekciarskiej muzyki, bo jest to bardziej złagodzony przekaz. Z drugiej strony po Abyssach zakładam znowu L5000 i pierwsze słowa jakie garną mi się na usta to "o ja pierd...!" Dead Can Dance - Kiko Bass z bębnów lelszej jakości na Abyssach. Odniosłem wrażenie, że Abyss potrafi zejść niżej i dostarcza większej różnorodności na tym paśmie. Abyssy były w stanie oddać zaokrąglone najnizsze zejścia w pierwszych tonach utworu dostarczając przyjemnej wibracji. Heki tego nie zrobiły, oddając spłaszczoną teksturę bębna. L5000 też nie potrafiły zejśc tak nisko, choć uderzenia bębna z okolic midbasu miały być może jeszcze bogatszą fakturę. W dalszej części kawałka najbardziej melodyczne były L5000 potrafiąc najbarwniej oddać dźwięk cymbałów oraz lutni arabskiej. Drugi dzień testów (Chord Dave, Cayin HA-300, Psvane 300B WE Replica, Shuguang CV181-Z Treasure Gold) Snarky Puppy - Grown folks Na D7000 graja dość blisko, dźwięki instrumentów lekko pogrubione, mają spory wolumen, ciężka stopa perkusji i obszerne bryły basowe. Generalnie przyjemnie się ich słucha, relaksacyjna, muzykalna prezentacja. Abyssy mają mniejsze wypelnienie niz D7000, ale więcej powietrza, grają na wiekszym planie, instrumenty dzwięczne, piękne. Technicznie to inna połka niż D7000, natomiast w muzyce mogłoby płynąć troche więcej emocji. Na L5000, instrumenty, szczególnie trąbki, mają mniej przyciągającą barwę. Dodatkowo jak zazwyczaj ATH grają bliżej. Na Hek'ach przyjemne granie, relaksacyjnie, w połowie drogi pomiędzy D7000, a grającymi na poważnie Abyssami. Jest też dobre wypelnienie oczekiwaną fakturą poszczególnych instrumentów, których barwa jest lepsza niż w D7000, ale nie aż tak dobra jak w Abyssach. Heki otaczaja dzwiękiem, są bardzo muzykalne, dają mi najwięcej przyjemności ze słuchania. Susvary grają w podobnym stylu jak Heki, ale z większej odległości przez co nie angażuja mnie, słuchacza aż tak bardzo. Miles Davis - Sivad (Live) To dosyć trudny kawałek dla słuchawek grających z bliskiego pola, zwłaszcza mających rozjaśniony przekaz. Wybitna muzyka, ale sama realizacja nie jest wybitnej jakości. Dużo tam wariacji z trąbkami, które potrafią być bardzo ostre. Pierwszy raz sytuację opanowały tutaj Finale D8000, dla których przez ten kawałek zakręciło mi się kiedyś na chwile w głowie. Grały przyjemnie, z powagą, z zerową ostrością, wyciągając jak wtedy mi się wydawało maxa z tego nagrania. Potem przyszły Susvary i okazało się, że max był gdzie indziej L5000 są na tym utworze krzykliwie, ostre, męczące. Średnica jest sucha. Podobnie zachowują się tutaj Heki. Może mają tej ostrości odrobinę mniej. Abyssy wypadły całkiem nieźle, bez nieprzyjemnych ostrości, z trąbkami o zróżnicowanej barwie. Scena większa niż na Susvarach, ale granie przez to trochę mniej zajmujące. Ogólnie wywarły na mnie mimo to bardzo dobre wrażenie. Grover Washington - Masterpiece Heki graja jak zwykle bliżej i znów bardziej angażują słuchacza. Abyssy graja z dystansu, źrodla maja wiecej przestrzeni między sobą, jest lepsza holografia. Scena także większych rozmiarów na Abyssach, zwłaszcza na szerokość. Instrumenty brzmią lepiej na Abyssach, ale finalnie to na Hekach słuchałem dłużej tego kawałka. Zrzucam to na karb tego bliskiego grania, do którego się przyzwyczaiłem. Empyreany słuchane jako kolejne po Hek'ach i L5000 mnie w tym upodobaniu utwierdziły. Erick Jackson - Vibin Susvary zagrały bardzo poprawnie z glębokim zejściem basu. To było muzykalne doświadczenie, ale czegoś mi tu brakowało po ponownej przesiadce z Hek'ów Heki po staremu, bliżej przez co jeszcze bardziej muzykalnie, funowo, choć paradoksalnie bass miały twardszy niż w Susvarach. L5000 zagrały ze zróżnicowanym basem, ale góra była tu mniej przyjemna zbyt natarczywa. Finalnie odebrałem ten przekaz jako mniej muzykalny niż ten z Heków. Abyssy za to pokazały najfajniejszy, najglebszy bas z najlepszą texturą. To było bardzo przyjemne granie, choć nie tak angażujące moją uwagę jak na Hekach. Jan Garbarek - Knot of place and time Na L5000, super barwny saksofon, przy najwyższych partiach wygładzony, lśniący. Słuchawki zdają się nie mieć ograniczeń w tym jak wysoko można go zagrać. Czuć niesamowity klej jaki spaja pełniący tło bas, z tymi wysoko grającym saksofonem oraz skrzypcami. Jest tu magia. ATH grają bliżej niż Abyssy i z lekko twardszym basem. Na Abyssach saksofon jest bardziej powściągliwy w tym swoim blasku i słuchawki nie starają się popisywać tym, z jaką rozpiętością można go zagrać. Gra bardziej dostojnie, ale czy bardziej naturalnie? Ciężko mi to ocenić. Na obydwu parach słuchawek można odpłynąć podczas odsłuchu i stracić rachube czasu. Pięknie jest również na Empyreanach (oczywiście z Songolo), gdzie przekaz jest bliższy niż z Abyssów i scena przy tym również mniejsza, natomiast będąc uczciwym, Meze odstają od tych dwóch flagowców pod kątem barwy instrumentów. Są natomiast zajmujące i bez słuchania poprzedników pewnie mało kto by powiedział, że mu cokolwiek w tym graniu brakuje. Hoff Ensemble - Blagutten Abyssy grają bardzo muzykalnie na dużym planie, znów barwa instrumentów robi wrażenie. Heki rysują mniejszą scene, znów podsuwają wiele dźwięków pod same uczy, ale barwa instrumentów nie jest tak wierna i bogata jak na Abbyssach. L5000 prezentują się tutaj również bardzo dobrze, z równie dużą sceną jak Abyssy i świetną barwą, choć nie aż tak piękną jak Abyssy. Zwróciłem natomiast uwagę na najdokładniej oddane uderzania ludzkich dłoni w bębny na Audiotechnice. Było to po prostu namacalne, wręcz można było sobie wyobrazić kąt pod jakim dłoń spotykała się membraną w danym momencie. Tego dnia próbowałem zaciągnąć Abyssy także do innych, bardziej rozrywkowych gatunków muzycznych. Radzą sobie, ale to nie jest ich żywioł. Na klasycznej elektronice czy pop lepiej wypadały grające rozrywkowo/funowo/blisko Heki lub powalające szczególami L5000. Na bardziej nowoczesnych, agresywnych gatunkach elektroniki Abyssy z Nimbusem pogromców znajdywały albo w piekielnie szybkich Fostexach, albo Empyreanach (obydwie pary na Songolo). W metalu L5000 grają bardzo ekspresywnie i też Abyssy muszą im ustąpić pola. Podsumowanie Do czego zatem nadają się amerykańskie słuchawki? Gdy przeczytałem samemu ten tekst zrozumiałem, że można odnieś wrażenie, iż w wielu miejscach są od nich słuchawki lepsze. No ale... Po pierwsze, ważna informacja o jakiej od jakiegoś czasu wspominam w moich tekstach i chcę wspomnieć również w tym akapicie. Lubię jaśniejsze granie, lubię detal, wolę wokal grany raczej z bliska i kocham bogatą barwę instrumentów. Trzy pierwsze cechy niekoniecznie sprzyjają Abyssom. Choć detalu im nie brakuje, to zwyczajnie pod tym kątem są lepsi zawodnicy. Po drugie, gdy mowa o tych zawodnikach, to trzeba zaznaczyć, że odbyła się tu bitwa na szczycie. Gdy piszę, że coś jest lepsze od innego, to nie znaczy, że jest to przepaść, no chyba, że wyraźnie to zaznaczam. Bywa, że mowa tu o niuansach, na potrzeby zróżnicowania słuchawek lub podania punktu odniesienia. Wreszcie po trzecie, przechodząc do właściwego podsumowania. Moim zdaniem to słuchawki z jedną z najlepszych barw instrumentów jakie słyszałem. Pisząc "jedną z najlepszych" mam tu na myśli na ten moment jedynie L5000, a większość flagowców przeszło już wcześniej przez moje ręce. Audiotechniki bywają czasem lepsze i gorsze pod tym względem, natomiast są to słuchawki nieprzewidywalne, czasem kapryśne. Jak podejdzie im płyta to grają niedoścignienie. Gdy płyta jest kiepsko, płasko zrealizowana to jest po prostu kapa. Ich detaliczność, bądź jasny przekaz potrafi zabić, a w najlepszym przypadku zmęczyć. Abyssy grają zawsze przynajmniej dobrze. Co najwyżej w złych momentach zachowawczo i nie błyszczą. Mogą co najwyżej nie porwać słuchacza, ale raczej nigdy go nie zmęczą. Nie udało mi się ich zaskoczyć żadnym nagraniem gdzie zagrałyby po prostu kiepsko. One grają dostojnie, poważnie. Są stworzone do muzyki instrumentalnej, a prawdziwy popis dają gdy tych instrumentów jest dużo. Ich separacja jest wybitna, znana mi z elektrostatów. Nic się tutaj nie zlewa. Poza tym mają naprawde niezłą holografie, grają na dużym planie, choć nie ma tu 3D znanego mi z Heków czy L5000. Abyssy wreszcze oddają z ogromnym realizmem wokal zarówno kobiecy jak i męski. Heki za bardzo czasem wygładzają ludzkie głosy i trudniej niż na Abyssach rozpoznac po "kilku nutach" nazwisko wokalisty. Takiego problemu nie ma z Abyssami. Szkoda, że nie grają tego wokalu bliżej. Wtedy nastałby u mnie pogrom w wyposażeniu. Tak czy inaczej wydają mi się jako obiekt pożądania atrakcyjniejsze niż Susvary. W porównaniu do Heków dają coś naprawdę "extra", może nie zawsze lepszą, ale na pewno inną jakość. To obecnie mój numer jeden na liście słuchawek, które chciałbym posiadać. Za wypożyczenie sprzętu do testu serdeczne dzięki dla @MP3store Musze przyznać, że postarali się zestawiając taki tor, po posłuchaniu którego drzwi de sejfów miękną.
    37 points
  13. W końcu się doczekałem ZMF Verite Closed.
    37 points
  14. Ostatnie zakupy - słuchawkowe klasyki i coś do ich pędzenia.
    37 points
  15. Dojechały pierwsze z trzech wyczekiwanych słuchawek - Meze Empyrean Copper Tyle co cyknąłem pare fotek na szybko - ledwo co zdążyłem przed deszczem. Jeszcze nie słuchałem, ale chwile mialem na głowie i teraz już wiem co to znaczy wygodne słuchawki Myslalem, że moje Nighthawki są wygodne, ale Empów to juz w ogole nie czuje na głowie! Ależ one są piękne 😍
    36 points
  16. Wziąłem chinole do domu po micie u @Jaworrra, żeby się nad nimi pochylić z uwagą...i tak się pochylałem, pochylałem, pochylałem...i ani się obejrzałem, jak @bigmaras mię zaszedł od tyłu: Serio, bardzo mi siadły dźwiękiem swym, a do tego super kejs, solidne wykonanie, porządny kabel 4,4 z przejściówką na 3,5 - w tej cenie imo rewelka. Ponadto oryginalny kondomek na Kubka (z wyprzy). Wykonanie, trzeba przyznać prima sort, ale kupiłem również niedawno bardzo porządną wiertarko-wkrętarkę za podobną kwotę - i tak se paczę na jej ściągane futerko do wierteł, dwa akumulatory z ładowarką, potem znów se paczę na kejs od Astella i najszła mię taka refleksja: podczas formowania się audiofilskich mózgów w okresie płodowym, najprawdopodobniej idzie coś mocno nie tak.
    36 points
  17. Długo czekałem na przyjście paczki i nie obyło się bez komplikacji ale są. Miałem sporą przerwę w zakupach to tak troszkę z grubszej rury. Z1R drżą. pisane przez Tapatalk mobilnie, przepraszam za literówki itp.
    36 points
  18. I drugi z nowych nabytków, Abyss 1266 Phi TC Stokrotne podziękowania dla sklepu Mp3 Store, a konkretnie dla Marcina @kuropa. Za słuchawki i kabelek. Dzięki raz jeszcze Marcin 👍 Za dnia nie miałem za bardzo czasu na odsłuchy, jedynie co to chwyciłem za aparat i cyknąłem na szybko parę fotek. Dopiero teraz zasiadam na odsłuchy. Słuchawki extremalnie dobrze wykonane i o dziwo bardzo wygodne, a to już duży plus. Tylko kabel za długi, ale jego znając życie będę wymieniał na coś porządniejszego (jeżeli słuchawki mi podpasują). To tyle tytułem wstępu. Dłuższego posta napisze pewnie jutro jak trochę posłucham. Przepraszam za dużą ilość zdjęć, ale myślę, że mi wybaczycie
    35 points
  19. Dojechały Audeze LCD5 Wielkie podziękowania tym razem dla sklepu Top Hifi i Pana Adama! O samych słuchawkach (jak grają) warto napisać więcej i to zrobię jak pozbieram szczękę z podłogi. Naprawdę. Efekt wow był odrazu, od pierwszego utworu, a słucham już jakieś trzy godzinki i wciąż mam dreszcze To po prostu trzeba usłyszeć. Polecam z całego serca! Zdecydowanie zrobiły na mnie lepsze pierwsze wrażenie niż Abyssy, choć Abyss do elektroniki są wybitne i jedyne w swoim rodzaju i tutaj ciężko będzie je pobić. Musze też dodać, że jeszcze nie znalazłem idealnego ustawienia Abyssów, więc na bardziej sprawiedliwe porównania przyjdzie czas. Obie pary muszą sie też wygrzać, bo są nowiutkie, więc nie czas i pora na werdykt, które lepsze. W każdym razie myślę, że się będą fajnie uzupełniały, a to dlatego, że są to zupełnie inne słuchawki i grają zdecydowanie inaczej. W skrócie Abyssy kładą nacisk na dynamikę, przejrzystość, dół i górę, oraz mają wycofaną nieco średnicę, natomiast Audeze to wyjątkowo muzykalne, średnicowe granie, z nieprawdopodobną czystością i zniewalającymi, wręcz hipnotyzującymi wokalami. Abyss są też nieco jaśniejsze, natomiast LCD5 cieplejsze, barwniejsze, ale obie pary słuchawek można śmiało nazywać neutralnymi. Jestem zauroczyny tym jak one grają! Coś wspaniałego 😍 Więcej zdjęć z każdej strony zrobię na czasie.
    34 points
  20. Też się pochwalę nowym zakupem
    34 points
  21. Możliwe ze ostatnia nowa sztuka SS w Polsce
    34 points
  22. "Święta trójca" w komplecie. 😎👍
    34 points
  23. W sobotę, 19 czerwca br. odbył się kilkugodzinny domowy meet audio u Macieja @Name44. W pierwszej kolejności chciałbym podziękować gospodarzowi spotkania, który wzorowo wywiązał się ze swojej roli i zapewnił wspaniałą atmosferę, która sprzyjała nie tylko odsłuchom, ale także nawiązywaniu kontaktów z pozostałymi Uczestnikami spotkania, którzy zabrali na spotkanie swoje słuchawki oraz sprzęty, którymi były m.in. Chord Qutest (dzięki uprzejmości Doroty miałem okazję w kwietniu zapoznać się z nim przez kilkanaście dni w domowych warunkach i zrobił na mnie pozytywne wrażenie szczególnie swoja szybkością oraz rozpiętością dynamiczną, będąc zarazem bardziej stonowanym barwowo od soczystszego Hugo 2), który u Domil był zasilany z Sboostera BOTW, czy od mrBudyn Astell Kern A&Norma SR25 połączony ze wzmacniaczem Musical Fidelity LX2-HPA. Wśród słuchawek znalazły się następujące modele: AKG: - K812 Pro (domil) Beyerdynamic: - DT1990 Pro (mikla) - T1V2 (domil) Final Audio Design: - D8000 Focal: - Utopia Hifiman: - HE400i (mrbudyn) Sennheiser: - HD650 (mrbudyn) - HD800 (Weird_O) Sony: - MDR-CD3000 - MDR-SA1000 - MDR-Z7 Głównym punktem programu odsłuchowego był system Macieja, na który składają się WBA Electron + WBA Power Stage Amplifer Electron ORT + Qutest, a do połączenia jego części było użyte okablowanie Argentum. Dzięki uprzejmości Zbyszka (lsd) mieliśmy przyjemność posłuchać flagowych planarnych Erzetich Phobos również na przewodzie słuchawkowym wspomnianej marki. Nie ukrywam, że bardzo mnie ciekawiło, jakie brzmienie i czy jest ono zbliżone do tego, jakie zapamiętałem z ATH-L5000, co sugerowała jedna z recenzji Phobosów. Jednak zanim przejdziemy do ich brzmienia, zwróćmy uwagę na ergonomię. Słuchawki już od samej strony wizualnej prezentowały się jako masywne i miałem trochę obaw, jak będzie prezentowała się ich ergonomia. Jednak pomimo ich okazała się ona znacznie lepsza niż przypuszczałem. Rozkład sporej masy jak na słuchawki (690 gramów) był dobry i nie powodował w żadnym wypadku uczucia dyskomfortu przy krótszych odsłuchach podczas spotkania. Dłuższe też nie stanowiłyby dla mnie raczej problemu. Tym bardziej, że bardzo dobrze przylegały do głowy, nie powodując przy tym uczucia ucisku bocznego przy skroniach. Wygląd słuchawek jest unikalny, zwracający uwagę i po wzięciu ich do rąk odczuwa się staranne, ręczne wykonanie. Drewniane muszle w kształcie ośmiokąta foremnego o grubości 2,5 cm, a także szerokości prawie 11,5 cm skrywały w sobie niewiele mniejsze diafragmy. Było to odczuwalne od pierwszych chwil w postaci kształtowania dużych źródeł pozornych, a także potędze samego dźwięku, jaki dobywał się z ich wnętrza. W tym względzie ATH-L5000 zostałyby zapewne zdystansowane, bo dolne pasmo było bardzo dobrze słuszalne, a także odczuwalne w dolnych rejonach. Spośród wszystkich słuchawek poradziły sobie według mnie najlepiej z hard rockowym Moby Dickiem od Zeppelinów, ukazując odpowiedni wygar gitary Jonesa oraz Jimmy’ego Page’a, a także popisową solówkę perkusyjną Johna Bonhama. Na Phobosach było wręcz czuć wibracje, w jakie były wprawiane pod uderzeniami pałeczek talerze perkusyjne, a także uderzanych z różną intensywnością membran werbli, a także wybrzmień pojawiających się w bębnach (w tym przypadku potrafiły przywoływać wspomnienia dźwiękowe z ATH-L5000). Dociążenie całego brzmienia było referencyjnie planarne i nie wykluczam, że mogłoby konkurować z Abyssami 1266TC. Ten ich aspekt brzmienia też zrobił na mnie duże wrażenie. Ktoś mógłby preferować bardziej bezpośredni, jeszcze intensywniejszy przekaz za sprawą podbicia midbasu z D8000, a także mający więcej blasku w talerzach, szybszy, z mocniej skupionymi źródłami z Focali Utopia, jednak na Phobosach postrzegałem jako najbardziej naturalny spośród wspomnianych, z dobrą plastycznością, z precyzyjnym ich umiejscowieniem w trójwymiarowej przestrzeni, głębią, bez aż tak mocnego silenia się na popisowość, która przy dłuższych odsłuchach mogłaby męczyć. Średnie tony w Erzetichach mógłbym określić jako naturalne, dzięki delikatnemu ociepleniu, wycofanych względem Utopii, a także MDR-CD3000. Barwy określiłbym jako stonowane, bliższe neutralności, umożliwiające bardzo dobre różnicowanie źródeł pozornych. Sprawdziłem jedynie wokal męski, a dokładnie Ozzy’ego Ozborna w tytułowym kawałku z płyty "Paranoid". Był oddany czysto, trafnie tonacyjnie, dobrze odseparowany od instrumentalnego tła dosyć grubą, ale raczej miękką kreską. Detaliczność przekazu wynikała z bardzo dobrej klarowności przekazu, bez uciekania się do jego rozświetlania sopranami. Czyniąc na koniec odniesienie do wspomnianej wcześniej rocznicowej Audio Techniki ATH-L5000. Zdaję sobie sprawę, że odwoływanie się do odsłuchu danych modeli, z którym się miało do czynienia ponad rok temu przez kilka godzin nie bywa zbyt miarodajny, tym bardziej przy innym torze. Jednak biorąc pod uwagę, że towarzyszyły mi wtedy również finale, w jakimś stopniu mogłyby one służyć za punkt odniesienia. Szczególnie, że w pamięć zapadły mi ich niezwykłe soprany. W pewnym stopniu Erzetich Phobos potrafiły je przywołać swoją trójwymiarowością, masą, chociaż u Audio Techniki miały one u niej dużo większą energię, dynamiczny blask, strzelistość oraz potrafiły się tym sposobem wybić na pierwszy plan. W planarnych Erzetich były one zdecydowanie bardziej powściągliwe, mocno zszyte ze średnicą, a przez to nie stające się nigdy ofensywnymi. Przykładem tego mogły być talerze perkusyjne pod pałeczkami Joego Morello oraz saksofon altowy Paula Desmonda w „Take Five” z albumu Time Out The Dave Brubeck Quartet, które nie stawały się zbyt ostre, ani rozjaśnione nawet przy wyższych głośnościach. Dla mnie jest to duży atut tych słuchawek, bo należę do osób, które lubią czasami trochę mocniej podkręcić potencjometr, a wtedy góra potrafi zaatakować. Na Phobosach to nie grozi. W przypadku sceny Phobosy zrobiły na mnie przede wszystkim wspomnianą wcześniej głębią, bardzo dobrą, naturalną w odbiorze gradacją planów muzycznych, a także wysokością przestrzeni. Holografię też oceniłbym bardzo wysoko, bo dźwięki pozostawały poza obrębem głowy. Szczególnie z tych słuchawek powinni być zadowoleni wielbiciele mocniejszych brzmień, jak choćby rocka (w różnych jego odmianach), metalu, a także jazzu. Naprawdę bardzo ciekawa konstrukcja, która dzięki niskiej impedancji 45 omów nadaje się nawet do źródeł przenośnych (sprawdziłem i zagrały nawet z Samsunga Note’a 9), chociaż najlepiej aby były słuchane po symetryku, z mocnych odtwarzaczy pokroju Kann Cube’a. Inaczej stracą zbyt dużo drzemiącej w nich potęgi. Przechodząc do kolejnych słuchawek, na których również miałem przyjemność posłuchać muzyki podczas spotkania. W tym wypadku w telegraficznym skrócie. Beyerdynamic DT1990 Pro: Słuchawki zrobiły na mnie bardzo dobre wrażenie i słuchałem na nich muzyki głównie w konfiguracji A&Norma SR25 połączony ze wzmacniaczem Musical Fidelity LX2-HPA, a także przez chwilę z torem @domil, tj. laptop -> Chord Qutest -> wzmacniacz WBA na lampach mocy Tung Sol KT150 (prosiłbym o poprawienie, jeśli źle zapamiętałem model). Zarówno w jednej, jak i drugiej konfiguracji Beyerdynamiki zrobiły na mnie dobre wrażenie bardzo dobrą zdolnością obrazowania sceny dźwiękowej, która pomimo normalnej wielkości (na tle konkurentów) broniła się bardzo dobrą precyzją. Przyjemnie spędziłem na nich czas przy różnorodnym repertuarze i właśnie ich uniwersalny charakter brzmienia, pewną zwyczajność uznałbym za ich główny atut. Podobno niektórzy narzekają na zbyt mała ilość basu w tych słuchawkach. Mogłoby go być odrobinę więcej, zapewne można uzyskać to przez zmiany, m.in. padów, ale nie wiem, czy ten zabieg nie doprowadziłby do zachwiania równowagi tonalnej. Natomiast na oryginalnych pozostawał w harmonii z wyższymi częstotliwościami i taki mi się podobał. Poza tym były bardzo wygodne i pewnie spoczywały na głowie. Ogólną klasę dźwięku uznałbym za porównywalną z Sonorousami VI. Hifiman HE400i: Zdecydowanie było czuć od pierwszych chwil planarny charakter słuchawek w postaci dociążenia dźwięku i strojenie, które można określić neutralno-jasnym, z dobrą ilością powietrza w przekazie, a także detalu, trochę podkreślonego za sprawą góry pasma oraz sceną budowaną głównie na szerokość, chociaż brakowało jej dość dużo do tej, jaką posiadały Sennheisery, w tym HD800 w Kozeluch: Concertos and Symphony w wykonaniu Camerata Rousseau. Bas i średnica mogłyby być dla mnie bardziej organicznej, ale i tak uważam je za ciekawy model, który dobrze spisywał się w konfiguracji, w jakiej używa ich mrbudyn, tj. A&Norma SR25 połączony ze wzmacniaczem Musical Fidelity LX2-HPA. Ergonomię też oceniłbym jako dobrą. Sennheiser HD650: Po opiniach spodziewałem się słuchawek znacznie ciemniejszych brzmieniowo. Jednak wcale ich tak nie odebrałem, co może wynikało z obecnych na spotkaniu, jeszcze ciemniejszych od nich MDR-Z7 od Sony. HD650 przywołały miłe skojarzenia z wypożyczonymi przed kilkoma miesiącami HD600 od Weird_0, ich delikatnie ocieploną tonacją, dużą porcją organiczności. Takie cechy sprawiały, że niezwykle miło można spędzić z nimi czas na materiale z muzyką akustyczną oraz skupioną na wokalach. Mają one w sobie dużo miękkości, która nadaje ich reprodukcji bardzo naturalny charakter. Były przy tym nośne, w żadnym wypadku nie zbyt lekkie, ale nie ukazywane tak czysto jak bezpośrednio porównywanych HE400i. Taki przyjazny charakter dźwięku sprawdza się dobrze w gorszych realizacjach, a także umożliwia więcej udanych konfiguracji, w których będą one brzmiały satysfakcjonująco. Trochę inaczej sprawa prezentuje się z flagowymi dynamikami Sennheisera. Sennheiser HD800: Nie należą one z pewnością do słuchawek, do których można zapałać miłością po krótkim, powierzchownym odsłuchu. Na tle pozostałych słuchawek wyróżniała ich największa neutralność, a przy tym brak eufoniczności, która była tylko i wyłącznie zależna od tego, co wnosił tor i nagranie. Taka przejrzystość jest z jednej strony świetna, bo daje duże pole do popisu, aby odpowiednio kształtować brzmienie takich słuchawek zgodnie z własnymi upodobaniami. Z drugiej problematyczna, bo znalezienie optymalnego może okazać się dosyć czaso- oraz kosztochłonne. Poza wspomnianymi cechami wyróżnia je bardzo przestrzenna, holograficzna prezencja muzyczna, z dużymi źródłami na pierwszym planie oraz dużą czystością dźwięku w całym paśmie i mocnym różnicowaniem jakości nagrań. Z mojej perspektywy ich głównym żywiołem jest muzyka klasyczna, nawiązująca do niej filmowa, a także jazz, wypadając bardzo dobrze, m.in. w utworze Spoksteg od Tingvall Trio. Zdecydowanie najprzyjemniej się słucha na nich muzyki przy dość wysokim, poziomie głośności. Nie ukrywam, że w miłym towarzystwie czas szybko płynie i tak było w tym wypadku. Niestety, nie zdążyłem posłuchać Beyerdynamiców oraz AKG Doroty, skupiając się w dość dużej mierze na aspekcie towarzyskim spotkania. Tak to u mnie bywa. Jeszcze raz chciałem podziękować @domil @mikla, @mrbudyn, @Weird_O, za możliwość posłuchania podczas niego Waszych sprzętów oraz zapewnieniu koleżeńskiej atmosfery. Naprawdę nie wiem, jak te kilka godzin zleciało. Szczególne wyrazy wdzięczności za wspaniały meet kieruję w stosunku Organizatora spotkania, z podziękowaniami dla Żony za przepyszny poczęstunek. Mam nadzieję, że będzie w przyszłości okazja do powtórzenia takiego spotkania
    34 points
  24. A u mnie jak to u mnie, po dużych przejściach dotarły w końcu wyczekiwane pierwsze IEM-y Małe słuchawki a dźwięk wcale niemały Trochę mniejszy kaliber i waga w stosunku do ZMF 😆
    34 points
  25. Panowie (no bo chyba w większości jednak panowie), patrzcie, co ja tu mam. Co prawda jeszcze nie Muzyczne Zakupy, ale zakupy to chyba z tego jakieś będą, więc ośmielam się napisać w tym wątku. Mam niesamowitą okazję przez krótką chwilę przetestować u siebie dwa wspaniałe wzmacniacze: Violectric V550 oraz Ferrum OOR + Ferrum Hypsos w swoim torze, który na potrzeby tego testu składa się dokładnie z: Roon odpalony na Macbooku, podłączony za pomocą kabla AudioQuest Carbon do DACa Chord Hugo TT2, a następnie za pomocą bardzo krótkiego interkonektu XLR Melodika Purple Rain do jednego z wyżej wymienionych wzmacniaczy. Następnie poprzez oryginalny kabel (nie Superconductor, ten podstawowy) muzyka dociera do Abyss 1266 Phi TC. Pomysłem było wstawienie potężnego tranzystorowego wzmacniacza do mojego toru, ponieważ w wielu przeczytanych przeze mnie wątkach na forach (head fi) oraz prywatnych rozmowach pojawiało się przypuszczenie, że Abyssy potrzebują więcej mocy, tudzież napięcia, niż TT2 jest w stanie zapewnić, aby osiągnąć pełnię swych możliwości. Z tej okazji, w ramach zachęty do dyskusji, a także - nie zaprzeczę - moralnego poczucia obowiązku podzielenia się tymi doznaniami, niedostępnymi przecież na codzień, z naszą społecznością, postanowiłem popełnić ten post. Nie ukrywam, że piszę to dla siebie, żeby zwerbalizować, uporządkować myśli błądzące po meandrach umysłu, wzmocnione emocjami i miłością do doskonelenia brzmienia i jeszcze głębszego przeżywania ulubionej muzyki. O jakości wykonania obu (a może raczej trzech, bo porównam wszystkie trzy) urządzeń, mogę rozpisać się później, jeśli będzie takie zapotrzebowanie. Na razie napiszę, że wszystkie trzy spełniają moje estetyczne kryteria, tzn. wywołują zadowolenie od samego patrzenia. Budowa, waga, spasowanie, estetyka bez zarzutów. Od razu zaznaczę, że jakbym nie wiedział, że Violectric jest niemiecki, to bym zgadł jakaś taka "solidna" wizualna prezencja. Ale jeśli chodzi o jakość - każdy ociera się o perfekcję, zresztą na pewno tego oczekujemy od sprzętów w przedziale 10 tys+ i nie powinno być inaczej. V550 mam prawdopodobnie w wersji PRO, o której wiem, że różni się tylko potencjometrem i szczerze mówiąc nie wiem, jak to wpływa na całość, bo przy obracaniu gałki słychać skrzeczenie (uwaga jest nieironiczna - naprawdę nie wnikałem, czym się te potencjometry różnią, a to skrzeczenie w niczym mi nie przeszkadza, co zaznaczam, bo jakbym sam to przeczytał, to byłbym negatywnie nastawiony: wy nie bądźcie, nie ma po co). Przemyślenia wstępne co do dźwięku: Uwagi wstępne: 1. zakładam (mam nadzieję, że nie mijam się bardzo z prawdą ostateczną), że Abyss 1266 Phi TC mają rozdzielczość nieziemską, tzn. niezależnie od subiektywnej oceny ich sygnatury, mogą służyć za referencję dźwiękową. Kuszę się o takie stwierdzenie, ponieważ dopiero na nich zacząłem bezproblemowo dostrzegać różnice między kablami i źródłami (z dokładnością do pojedynczo ślepych testów) oraz ponieważ taki jest konsensus społeczności. 2. stosuję oryginalny adapter z XLR na dużego jacka od Abyss przy używaniu TT2 i zakładam, że ani adapter ani używanie wyjścia jack w TT2 vs XLR w v550 i OOR nie wpływa na dźwięk (w teorii wpływa i w rzeczywistości dałoby się wypowiedzieć na ten temat, ale przez specyfikę TT2 oraz nieznaczność efektu, pomijam to w tej dyskusji) Co słyszę: OOR (załóżmy na razie, że OOR = OOR + Hypsos, co w wielkim skrócie jest prawie prawdą, bo jest to OOR z ciemniejszym tłem i udoskonaloną stroną techniczną) jest świetnym wzmacniaczem. Nie słyszałem wielu innych świetnych wzmacniaczy (np. Niimbusa), ale wg mnie jest on bliski doskonałości pod względem neutralności, co odczytuję jako zaletę: jako wzmacniacz... wzmacnia i nie dodaje nic od siebie. Do tej pory neutralność jawiła mi się jako coś w pewnym sensie negatywnego. OOR zmienia ten pogląd. Neutralność jest czymś dającym przyjemność. Na początku porównywałem go w mp3store z v550 podłączone do Hugo2. OOR nic, ale to dosłownie nic nie kolorował, za to zapewniał tyle mocy, ile tylko trzeba. A 1266 mocy potrzebują. Zapewnił bardzo dobrą rozdzielczość, wszystko było odpowiednio "doświetlone". On jest naprawdę transparentny i ma wzorową rozdzielczość. Co ważne, szczególnie przy Abyssach - czuć "slam" (pl. pi***cie) basu. Tak - po raz pierwszy - czegoś, co jest absolutnie neutralne słucha się wspaniale. Naprawdę, nie chce się przerywać. Ale przerwać trzeba, bo przecież porównuję. V550 to zupełnie inna szkoła grania. Jest zdecydowanie ciemniejszy i brudniejszy. Uwaga - to jest naprawdę dobry techniczne wzmacniacz. Ale nie jest aż tak transparentny. Kiedyś nazwałbym go cieplejszym, ale po nabraniu nieco doświadczenia, powiem, że jest ciemniejszy. Ciemniejszy i bogatszy. Nieco mniej precyzyjny, co pozwala wyzwolić pokłady pozytywnego pojmowanego brudu, szaleństwa, ciekawego podejścia do wytwarzanego dźwięku. Muzyka zdaje się docierać z dalszej odległości (ja to bardzo lubię, ale to subiektywne), być mniej "intymna". Rozdzielczość wciąż światowej klasy, ale ustępuje OORowi. V550 daje mi naprawdę wiele frajdy, szczególnie kiedy nie skupiam się w stu procentach na analizowaniu muzyki, a raczej gdy po prostu skupiam się na utworze lub gdy muzyka leci w tle. Po odsłuchu obu wzmacniaczy podłączonych do Hugo2 pomyślałem: no nie ma opcji, biorę OOR, ta rozdzielczość! I wziąłem. Na odsłuch - w domu, już z TT2. Tutaj zaznaczę, że Hugo2 jest kamieniem milowym i doskonałym mobilnym, a nawet stacjonarnym DAC, ale TT2 to jest.. rakieta. Pod względem możliwości technicznych, sygnatury (nieco cieplejsza, czuć moc w sterowaniu słuchawkami) czuć różnicę, a obrazowanie i separacja doznają niesamowitego skoku, którego człowiek nie spodziewa się po słuchaniu jednak fantastycznego Hugo2. A więc podłączam do TT2. I słucham. Tutaj przemyślenia nieco się zmieniają. OOR wciąż jest rewelacyjnym technicznie wzmacniaczem. Gdybym miał mniej rozdzielczego DACa (integrę) to nie zastanawiałbym się nad nim ani chwili dłużej. Ale okazuje się, że - czego można się spodziewać po przeanalizowaniu strony teoretyczno-technicznej - nie da się przebić TT2 pod względem czystości i rozdzielczości. Jestem tym wręcz poirytowany - bo rzeczywiście, dzięki mocy jaką OOR daje Abyssom czuć delikatnie mocniejszy "slam" w dole pasma, ale okazuje się, że ostatnie słowo w rozdzielczości - szczególnie basu - ma TT2 i nikt mu chyba nigdy tego nie odbierze. To jest tak, jakbyście oglądali wideo w 4k na youtubie i myśleli, że jest perfekcyjnie, a potem ktoś przełączył z 4k na obraz rzeczywisty i się okazało, że jednak pozostały tam warstwy szczegółowości, których się nawet nie domyślaliście. Ta uwaga dotyczy głównie dołu pasma oraz obrazowania. Po przemyśleniu wydaje się to wręcz logicznie - jeśli wierzyć Robowi Wattsowi stojącemu za sukcesami Chorda, dokładając coś do TT2 dodajemy tylko dystorsję. A ja zaznaczę, że zgadzam się w 99% z tym, co opisał niedawno Passion for sound na swoim kanale: jeśli dostarczymy słuchawkom dostatecznie dużo mocy, to dokładanie jeszcze więcej (tzn dostarczanie nadmiaru, zapasu) nie sprawia, że dźwięk staje się lepszy. Być może TT2 dostarcza im dostatecznie dużo mocy, zachowując jednocześnie swoje doskonałe właściwości techniczne? Z drugiej strony - gdybym nie wiedział, że da się jeszcze dokładniej, to byłbym już i tak bardzo zadowolony - wszak 1266 z OOR są i tak surrealistycznie rozdzielcze w porównaniu z większością torów. Przechodząc do v550: tutaj jeszcze bardziej odchodzimy od technicznej precyzji. Za to zyskujemy, powiedzmy, "muzykalność", jest ciemniej, ciekawie. Inaczej. Czuć, że zmieniliśmy źródło. Nie tylko po nieco, odrobinkę mniejszej technicznej precyzji, jak w OOR (który, przypominam, jest naprawdę precyzyjnym i neutralnym wzmacniaczem, po prostu fizycznie musi być wg mnie nieco mniej detaliczny, niż sygnał prosto z sekcji analogowej za DACem w TT2), ale też po innym charakterze grania: z większym pazurem, nie wiem, jak początkujący muzyk grający w barze po kilku głębszych. Moje pierwsze wnioski: * Każdy z tych torów daje niesamowitą frajdę i zmusza do wielkiego wysiłku przed ściągnięciem słuchawek z głowy i wyłączeniem ulubionej muzyki. * Gdybym nie miał TT2 to bez jakiegokolwiek zastanowienia brałbym OOR+Hypsos. Jest to świetny wzmacniacz, o wielkiej mocy, wyrafinowany technicznie, neutralny w całkowicie pozytywnym tego słowa znaczeniu. Gdybym teraz miał DAC, który być może będę miał w przyszłości (jakiś high-endowy R2R), to pewnie bym się nie wahał. Ale mam TT2. Który ma odrobinkę mniejszą fizyczną moc basu na Abyssach (to może być daleko od pozostałych słuchawek). ale za to jeszcze większą rozdzielczość. A v550, który na pewno aż takiej rozdzielczości nie ma, wprowadza pewną odmianę - mniej analityczności, więcej bogactwa dźwięku (pewnie to głupio brzmi). I chyba taki zestaw - TT2 + v550 - będzie dla mnie idealny. Tylko, że zestaw od OOR się jeszcze nie wygrzał, a mi została jeszcze doba słuchania, więc mogę jeszcze powrócić z nowymi wnioskami W razie czego to zachęcam do polemiki, niczego tak nie lubimy w audio jak dyskusja nad subiektywnymi odczuciami, a ja mam czas tylko do poniedziałku na zastanawianie się
    33 points
  26. Jak wracać do iBasso, to na grubo!
    33 points
  27. Chociaż jedne śliczne słuchawki trzeba mieć
    33 points
  28. Dobre słuchawy wpadły, dzięki @touok!
    33 points
  29. Dotarło dzisiaj takie oto pudełko. A w nim taki maluszek.
    33 points
  30. Endgame - Sony Walkman WM-DD33.
    32 points
  31. Nie, żebym się chwalił poprzednimi zakupami widocznymi na zdjęciu, bo ja ogólnie mało piszę na forum, ale może czas to wreszcie zmienić Przepiękny stojak od Woo Audio, chciałem od dawna, ale cena trochę bolała. Trafiła się okazja na OLX, to skorzystałem. Może wystawiał ktoś z was? Chwilowo miejsce na drugie słuchawki zajmują Bose, których używam do audiobooków i rozmów w pracy. Ale portfel już powoli się regeneruje po zakupie Abyssów, więc ten stan może się w końcu zmienić
    32 points
  32. 32 points
  33. Czasami sprzęt wymaga doświadczenia, zdolności i oraz dużej wiedzy, aby wydobyć z niego to, co najlepsze. Tak stało się w przypadku Copland DAC215, który ostatecznie szczęśliwym (zastanawiałem się nad jego sprzedażą) zbiegiem okoliczności trafił do @majkel. Naprawiony oraz poddany odpowiedniemu tuningowi (ogarnięcie zegarów, zasilania w konwerterze USB, dostrojenie głównego zasilacza, ekranowanie kości programowalnej, a także usunięcie zworki, odłączającej jedno z wejść Toslink), sprawia znów dużo radości jak przed trzema laty, gdy go zakupiłem Zmiany soniczne wystąpiły w całym paśmie od lepszej kontroli, wyraźniejszego zejścia lepiej wypełnionego basu, przez klarowniejszą, bogatszą w detale, faktury, a przy tym organiczniejszą (w tym względzie kierunek świetnego Blueboxa) średnicę po charakteryzującą się wspaniałą otwartością, selektywnością oraz staranniej wykończoną górą pasma. Jednak w pierwszej chwili największe wrażenie zrobiła precyzja, która przełożyła się na przynajmniej o klasę lepszą prezencję sceny, z mocniej zaznaczającą się gradacją planów, a także wyraźniejszym ukazywaniem bardziej oddalonych wydarzeń muzycznych. Dzięki temu scena sprawia wrażenie większej, co dodatkowo potęguje czystość przekazu i w tym względzie DAC215 Ear Stream Edition (postanowiłem tak go teraz nazywać;)) bardzo zbliżył się na przestrzennie grających słuchawkach, jak MDR-CD3000, do tego, czego uświadczyłem na prawie dwukrotnie droższym Violectricu V590 Pro, którego miałem u siebie przed miesiącem. Nie jest całościowo aż tak dobrze, lecz co było dla mnie istotne, tor cyfrowy oraz analogowy (z gramofonem Nottingham Horizon zaopatrzonym w AT-ART9 i przedwzmacniacz Rega Aria) prezentują zbliżony poziom, chociaż inny charakter. Mnie osobiście to satysfakcjonuje, chociaż wiem, że można jeszcze lepiej, jednak związane jest to ze znacznie większymi nakładami środków. To jak teraz brzmi DAC215 ES Edition w zupełności mnie satysfakcjonuje i jestem przekonany, iż będzie mnie cieszył swoim dźwiękiem przez kolejne drugie tyle... a także więcej lat Ponadto jestem bardzo zadowolony z tego, że sekcja zasilania nie powoduje obecnie zakłóceń na wejściu słuchawkowym, dzięki czemu mogę czerpać pełną przyjemność z użytkowania przy nim niskoomowych słuchawek, jak moje Sonorousy Najkrócej mógłbym podsumować całość swojej wypowiedzi frazą Stanisława Jachowicza: "Cudze chwalicie, Swego nie znacie, Sami nie wiecie, Co posiadacie." Od siebie dodając "dopóki tuningowi nie poddacie" @majkel jeszcze raz dziękuję!🏆🥇👍Przyznaję, że aż takiej poprawy się nie spodziewałem! Dzięki Tobie zamiast trafić do komisu, znalazł się w tym wątku.
    32 points
  34. Dojechał. Jest moc, jest przestrzeń, jest... brak w portfelu i nagła potrzeba puszczenia iCAN PRO w świat... A no i na fotce widzę, że jest potrzeba odkurzenia klawiatury :).
    32 points
  35. Kupiłem sobie nowe buty w mp3store 🤣 a tak na poważnie, to powrót do znośnie grającego audio u mnie. Słuchałem jeszcze HD600, ale 650 mi się bardziej podobają, mają bardziej dociążone brzmienie 😊 trzeba je teraz wygrzać 😁
    31 points
  36. Świąteczne zakupy Pod choinkę ode mnie dla mnie I ode mnie, dla moich słuchawek (dzięki @Mayster)
    31 points
  37. Już chyba oficjalnie moje. Po raz drugi Fostex TH610. Lubię je, bo to dobre słuchawki.
    31 points
  38. To będzie długi, chaotyczny, emocjonalny i chyba nie do końca w temacie post. Godzina 15 w pracy trwała dziś 2 razy dłużej niż zwykle. Poziom zniecierpliwienia gdy patrzyłem błagalnie na zegar był przeogromny. O godzinie 15:56 ( przestawiłem zegarek w pracy specjalnie :D) ruszyłem niczym koń z boksu do szatni. Co ciekawe droga z pracy pod blok trwała krócej niż zwykle. Paczkomat-dom-nóż-pot i szybsze bicie serca. Nigdy wcześniej nie byłem tak rozemocjonowany na myśl o słuchawkach. Pies błagalnym wzrokiem prosi o spacer, więc chwytam nogą smycz, ręką toppinga, siłą woli klucze i ruszam żwawo na spacer z pupilem. Pierwsza minuta i upadek pierwszego marzenia. Mój tani chiński topping bez trudu wprowadzał każde inne słuchawki w przestery, a tu ledwo dawał dzwięk. Spacer trwał krótko, a po schodach biegłem. Dziurka w Azur 540a też nie dała rady, więc nie pozostało mi nic innego jak wyjąć asa z rękawa i podpiąć He-6 pod wyjście głośnikowe. Pomysł szalony jak ja, więc kilka sekund później siedziałem już wygodnie i odpalałem muzykę. Na początek spokojny utwór, niespokojny ja i drżącą ręką na potencjometrze głośności, by po chwili poczuć radość gdy pojawił się dzwięk i była to muzyka a nie inne brzydkie trzaski. No i tym sposobem doszedłem do chwili obecnej gdy słucham Time Zimmera, a potencjometr głośności jest jak na załączonym obrazku niżej. Dodam jeszcze tylko, że moje dali concept 2 przy tym poziomie głośności grają już treściwie. Siedzę spokojnie, ale w środku toczy się walka- motyla noga jak to możliwe?! Przecież to do jasnej ciasnej są słuchawki! Przecież one zaraz wybuchną albo zaczną emitować światło! W tej samej chwili moja ręką powędrowała na potencjometr i zaszalałem. O matko bosko co to się stanęło! Prawie zemdlałem z wrażenia. O he-6 i ich walorach wypowiem się gdy moje emocje opadną do normalnego poziomu, czyli pewnie za tydzień. Napiszę tylko, że oczekiwałem od nich mniej. Pierwsze wrażenie jest takie, że są tym co uznawałem za niemożliwe w słuchawkach, co było moim argumentem za tym, że słuchawki nigdy nie zagrają jak kolumny i stereo jest lepsze ( oczywiście wiem, że oczekiwanie od słuchawek grania jak kolumny podłogowe to jak oczekiwanie od hulanogi, że będzie jak samochów, a tu cholera takie zdziwko) . Coś absolutnie niewyobrażalnego, na równi z tym, że nie użyłem żadnego wulgaryzmu w tym poście.
    31 points
  39. Kupiłem sobie słuchawki
    31 points
  40. Drobne zakupy urodzinowe związane z akcesoriami w postaci stojaka do słuchawek Navaris (szczególnie z myślą o Sonorousach)... Przejściowek z USB-B -> micro USB, jack 3,5 mm -> xlr 4 pin... oraz płytowy "Metamorphoses Fidei" 🎶 Ponadto na zbliżające się urodziny kupiłem dla siebie odtwarzacz SACD Sony SCD-XB940 SQ, który jest podatny na modowanie, dzięki czemu potrafi zbliżyć się do modeli z serii ES, jak choćby SCD-1 oraz SCD 777ES :)) Jednak nawet w tej chwili oferuje bardzo przestrzenne, sceniczne oraz czyste brzmienie, co sprawdziłem już w poniższej konfiguracji 🎶
    31 points
  41. Sam nie wiem czy dziękować niezawodnemu @kurop... znowu mi pożyczył słuchawki do testów... i co? Musiałem je kupić, jestem oczarowany.. już niedługo moje przemyślenia na ich temat w odpowiednim wątku. o to Panie i Panowie niesamowite Dan Clark Aeon 2 Noir
    31 points
  42. A mi ostatnio trochę się tego uzbierało... JDS Element II, DT1990, DT990 600 Ohm, kabelek USB Supra Ice Blue i skromny stojaczek. Podoba mi się ten setup
    31 points
  43. Rodzinka się powiększyła.
    31 points
  44. Jezdę audiofilę! dzieki @chico99!
    30 points
  45. Miałem się ogarnąć i cofnąć polowe środków z audio....sporę wydatki rodzinne się szykują i odkupiłem C3xr ehhh.... Ale jak to gra Gorzej że teraz Niemcy w domu .
    30 points
This leaderboard is set to Warsaw/GMT+01:00
×
×
  • Create New...

Important Information

Register to have access to community resources. Forum rules Terms of Use and privacy anc cookies policy Privacy Policy