Skocz do zawartości
Questyle preorder Czytaj więcej.. ×
Astell & Kern Diana by Jerry Harvey Audio - preorder Czytaj więcej.. ×
FiiO Quad Driver Balanced Armature In-Ear Monitors FA7 - PREORDER Czytaj więcej.. ×

MUZYCZNE PRANIE

  • wpisów
    34
  • komentarzy
    114
  • wyświetleń
    220154

O blogu

Zawirowania MrBraiwasha wokół Muzyki i Audio

Wpisy na tym blogu

 

Życzenia na Nowy Rok!

Drodzy Forumowicze!   Mija kolejny rok w ciągu którego wydarzyło się sporo na forum, pojawiły się nowe generacje słuchawek, premierę miało też kilka topowych grajków. Ten rok miał być ostatnim, ale koniec świata jak zwykle nie wypalił. Jeszcze wcześniej forum miało być martwe, ale jeszcze żyje i ma się dobrze, a do naszego grona użytkowników dołączyło wiele aktywnych osób. Możemy zatem dalej kontynuować naszą przygodę audio.   Chciałbym złożyć wszystkim najserdeczniejsze życzenia z okazji nowego roku, spełnienia wszystkich audiofilskich marzeń i wielu eargazmów oraz ogólnie wszystkiego dobrego i pozytywnego. Nie będę się rozpisywał i zabierał wam przedsylwestrowego czasu, pozostaje mi tylko rzucić frazesem…   HAPPY NEW YEAR!   Pozdrawiam MrBrainwash   ps. postarajcie się nie ogłuchnąć od tych wszystkich petard

MrBrainwash

MrBrainwash

 

Recenzja JBuds J.Fi

Szperając w katalogu słuchawek dokanałowych możemy natrafić w końcu na słuchawki wykonane z drewna. Jeśli choć trochę interesujemy się dźwiękiem i muzyką to wiemy, że rodzaj drewna nadaje instrumentom muzycznym odpowiedniej barwy i tembru, odbieramy ich dźwięk jako naturalny. Więc idąc prostą logiką ten materiał stał się ekskluzywny w świecie małych przenośnych sprzętów audio. Spotkamy go jako kopułki wysokich i drogich modeli słuchawek nausznych i wokółusznych, a także jako element estetyczne w hi-endowych grajkach takich jak Colorfly C4. Jakiś czas temu miałem okazje testować słuchawki dokanałowe drewniane woodees, które jak dla mnie były kompletnym niewypałem i szmirą. Drewno było tam raczej chwytem marketingowym i elementem estetycznym niż technologią wzbogacającą brzmienie. Teraz zapraszam was do przeczytania moich spostrzeżeń na temat J.Fi - drewnianego dokanałowego modelu ze stajni JLabs i serii JBuds. Jak sama nazwa wskazuje „Fidelity” produkt ma się cechować jakością. Jak to będzie? Okaże się w praniu… muzycznym praniu.   Opakowanie   Dostałem na testy słuchawki w foliowym opakowaniu i chyba tylko ono stanowi opakowanie. W sumie liczy się zawartość, więc nie uważam tego za jakiś błąd. Najwidoczniej słuchawki nie potrzebują marketingowej pozłacanej szkatułki.   Akcesoria   Do słuchawek dostajemy małe skórzane etui i siedem par silikonowych nakładek. Te tipsy są naprawdę przyjemne, wydaje mi się, że nie ma co ich zmieniać, jedynie dobrać sobie odpowiedni rozmiar. Do zestawu dołączony jest również klips.   Budowa   Zaczynając od samej słuchawki. Kopułki są zbyt duże, raczej średnio-małej wielkości. Mniejsze od innych testowanych przeze mnie Jbuds. Zbudowane są po części z drewna hebanowego, a po części z aluminium, mają kształt wypukłych stożków. Na płaskim szczycie kopułki znajduje się aluminiowy znaczek. Tulejka jest dość krótka, z chronionym przez aluminiową siateczkę otworem. W moich uszach wchodzą w sam raz nie za głęboko, nie za płytko. Dobrze i wygodnie trzymają się w uchu, są dość lekkie. Można słuchawki nosić w stylu over-the-ear ale mogą być z tym pewne problemy, gdyż kabel wtedy wystaje prawie prostopadle do płaszczyzny ucho i słuchawka może wypadać. Najlepiej nosić je tradycyjnie jednak. Kabel jest dość cienki, ale bardzo przyjemnej jakości. Elastyczny i trwały, ma w sobie według opisu polimer, który używany jest w kamizelkach kuloodpornych i rzeczywiście jest trwały, odporny na rozciąganie. Od słuchawek do splitera można ustawić ogranicznik, którym można regulować w którym miejscu słuchawki kabel będzie się rozchodził, osobiście lubię takie rozwiązanie i uważam je za dość praktyczne. Sam spliter i jack wykonane są z twardego stopu aluminium i są małej wielkości. Miejsce wychodzenia i wchodzenia kabla zabezpieczone jest krótką gumką. Ogólnie słuchawki są wykonane dość starannie i fachowo.       Ważne aspekty techniczne: (według producenta) Przetworniki: 7mm tytanowy mikro-przetwonik nowej generacji
Impedancja: 16 Ohm +/- 15%
Pasmo przenoszenia: 20Hz - 20 000Hz
Czułość: 90dB +/- 3dB
Typ przewodu: Symetryczny
Wtyczka: Prosta, pozłacana, 3,5mm jack
Dodatki: Nakładki silikonowe w 7 rozmiarach
  Słuchawki są łatwe w napędzeniu jak to na doki przystało, jednak by grały z optymalną głośnością, przeważnie trzeba przekroczyć suwaczek playera lekko powyżej połowy. Zauważyłem, że z dodatkowym wzmocnieniem (jeśli ktoś myśli o użyciu wzmacniacza) głównie pojawia się więcej powietrza i lepsza rozdzielczość.   Dźwięk   Sprzęt towarzyszący: S10, Wave, Nano6g, T4G, T1G, Meizu M6, Ha info U2, E6 Jako punkt odniesienia: JBuds J4, JBuds J2, BSCDD, Brainwavz R1   Materiał muzyczny: Moje standardowe utwory testowe, które znaleźć można w innych recenzjach, lecz głównie po prostu na nich słuchałem to co się nawinęło.   SQ   Jbuds J.Fi prezentują sobą już naprawdę dobry poziom, miło mnie zaskoczyły. W stosunku do testowanego przeze mnie modelu J4 idą wyraźnie o krok na przód. Scena jest przeważnie szeroka, co w dużej mierze zależy od użytego playera, jednak dźwięk jest skupiany do środka sceny niż na jej krańce. Tak jak w większości doków dźwięk znajduje się raczej w głowie, na jej obrzeżach, delikatnie tylko wychodząc po za nią. Dźwięk jest bezpośredni, dość bliski, ale jeszcze nie na twarz. Jest spójność obrazu, bez dziur tzw. próżni, ale bardzo klarownie, nawet bardziej niż w R1, czy BSCDD, gdyż w tych jest większa ilość basu, która bardziej przesłania przekaz. Zatem separacja instrumentów nie jest jakoś specjalnie podreślona jednak stoi na bardzo dobrym poziomie, nic się nie zlewa. Dźwięk jest przedstawiony raczej przed nami. Jeśli przyjąć że BSCDD to sygnatura prezentacja słuchawek otwartych, a R1 słuchawek zamkniętych, to J.Fi grają tak jakby były słuchawkami półotwartymi/półzamkniętymi, jest to prezentacja a’la pomniejszone D2000. Jest dużo powietrza, swobody, lekkości, ale też jest kontur i delikatne pogłosy. Czyli na stereofonie i holografie nie można narzekać. Rozdzielczość dźwięku jak na słuchawki dokanałowe jest bardzo dobra. Prezentacja osiągnęła złoty środek po między efektownością, a naturalnością (w dużej mierze stawiając nacisk na tą drugą cechę). Dynamika jest dość dobra, na poziomie R1, lepsza od J4, ale słabsza BSCDD, chociaż nie dużo. Szczegółowością myślę, że wyprzedzają R1 i J4, jest gdzieś delikatnie mniejsza niż w Brookstone. Czyli ogólnie bardzo dobra, choć z pewnością nie są to słuchawki analityczne. Szczegóły współtworzą jedną całość, komponują się zgrabnie w całe brzmienie. Podsumowując, słuchawki osiągnęły jakość dźwięku, adekwatną do swojej ceny, może nawet trochę lepszą – nie wiem bo jedyne słuchawki dokanałowe które miałem z wyższej półki to BSCDD. Oprócz nich to zdecydowanie najlepsze doki jakie miałem w uszach.   Poszczególne pasma   Bas po dłużej analizie jest wyraźnie lepszy niż w J4 i ma więcej do zaoferowania niż w R1. Potrafi zejść chociaż nie do subbasu i nie gra najniższymi rejestrami tak jak w R1. Jest go mniejsza ilość niż w reszcie porównywanych modeli, wśród nich przedstawia najlepsze proporcje w stosunku do średnicy. Lecz dalej jest do wystarczająco dużo. Nie jest do końca punktowy, ale zdecydowanie jest bardziej zwięzły i szybki, ma przez to bardziej wyraziste i mocniejsze uderzenie. Jego faktura jest przyjemna, urozmaicona, miękka, wibrująca. Średnica jest ocieplona, ale klarowna. Jest gładka, ale dźwięczna z bardzo miłym i naturalnym tembrem. Potrafi być bardzo angażująca. Jestem pod wrażeniem. Wokale są szczegółowe i rozkoszne, dla ludzi lubiących estetyczne brzmienie bez wyeksponowanego brudu będą wręcz idealne. Absolutny brak sybilacji, bez podkreślonej wyższej średnicy. Poprzednie dwa modele JBuds słuchane przeze mnie trochę kulały w wysokich tonach. Tutaj może nie są na głównym planie, raczej trzyma się na równi ze średnicą (lub delikatnie niżej), lecz jest zdecydowanie klarowniejsza, ma więcej smaczków i po prostu jest lepsza. Dla ludzi lubiących jasną, podbitą, skrzącą się i metaliczną górę nie będzie to odpowiedni wybór. Jest ona tak jak reszta pasma gładka i łagodna. Jest dobrze rozciągnięta, nie można powiedzieć, że iskrzy się i atakuje drobinkami, tak nie jest, ale coś z połysku w sobie ma, na szczegółowym – chłodnym-jasnym źródle robi dobre wrażenie, wyraźnie słuchać uderzenie talerzy i ich wybrzmiewanie w czasie.   Brzmienie   Ocieplone, gładkie, dość klarowne, z bardzo naturalnie odbieranym tembrem, i bardzo dobrą definicją dźwięku. Estetycznie przyjemne, lecz już nie przesłodzone jak to ma miejsce w niższych modelach. W JBuds J.Fi tak jak w innych testowanych przeze mnie modelach bardzo dobrze brzmią instrumenty dęte drewniane i blaszane, lecz w porównaniu do niższych modeli barwa jest prawdziwsza, nie tak plastikowa, brzmi to też bardziej szczegółowo i dokładnie co dodaje realizmu. Saksofon i trąbka brzmią dla moich uszu są jak boski balsam. Ogólnie J.Fi pomijając prezentacje dźwięku (bo w wiadomo jak to w tej kwestii jest z dokami) brzmią jak bardzo dobre kolumny. Zadowolą bardzo wiele osób.   Ogólny charakter   Jakoś ciężko mi je zakwalifikować do jednej kategorii grania. Scena nie powala na kolana, jest przyzwoita i pokaże nam wszelkie aspekty nagrania, przy czym przekaz jest spójny. Balans tonalny ciąży w stronę podkreślonego basu, ale bez zaniedbanej średnicy ,czy góry. Grają naturalnie, jednocześnie lekko i z łatwością a z drugiej strony s dobrym wypełnieniem i masą dźwięku. Kulturalnie, bez agresji, łagodnie, z pewnego rodzaju wysublimowaną manierą, ale jednocześnie angażująco i przekonywująco.   Gatunki którym są dedykowane   Nie chcę na siłę je wciskać do jakiegoś gatunku. Bo osobiście mogę na nich słuchać wszystkiego. Jednak mogę powiedzieć, do jakich gatunków będą mniej się nadawać. W rocku i metalu może być, za grzecznie, to samo w niektórych mocniejszych gatunkach elektroniki, gdzie potrzebna jest czasem twardość, konturowość i agresja, a niekiedy plastikowość - której tu nie ma - może być zaletą. Po za tym polecam je wszystkim osobom, którzy nie lubią podbitej góry i lubią ciepły, naturalny przekaz z podkreślonym basem. Polecam, chłodne i jasne grajki, gdy się z nich wyciągnąć wszystko. Neutralne i równe, aby cieszyć się nimi takimi jakie są, a są bardzo przyjemne. Na dobrą sprawę nawet do lekko z ocieplonymi źródłami zagrają dobrze, a jeśli ktoś lubi dużo ciepła to ostatecznie można je podłączyć do ciepłego źródła i raczej nie powinno być przesadnej kluchy.   Moje osobiste preferencje   Cóż mogę rzec… jeśli będę wracał kiedyś do słuchawek dokanałowych to ten model będę rozważał w pierwszej kolejności. Odbieram go bardzo pozytywnie i uważam stosunek jakość-cena jest bardzo dobry.   Podsumowanie   Wszystkie produkt JBuds jakie dane mi było testować wyszły ze sprawdzianu obronną reką, a musze przyznać, że model J.Fi wypadł najlepiej i zrobił na mnie najlepsze wrażenie. Szczerze polecam je wszystkim tym, którym się spodobał się ich opis. W końcu dane mi było usłyszeć, a nie tylko zobaczyć, tą magie drewna w słuchawkach. Po za tym są wykonane ładnie i dość solidnie, dobrze leżą u uszach i nie są duże. Nic tylko założyć je odpalić muzykę i cieszyć się nimi w drodze. Przyznam szczerze, że byłem sceptycznie nastawiony do produktów nieznanej mi marki. Nie wiedziałem, czego się po nich spodziewać. Jak się okazało nie taki „diabeł straszny jak go malują”, chociaż o tyle to powiedzenie jest chybione, gdyż ich charakter jest raczej anielski – z ich gładkością i miękkością brzmienia.   Nie napisałem tego w poprzednich recenzjach, ale teraz chcę to wyraźnie powiedzieć. Dziękuję Tomkowi z JBuds.pl za udostępnienie słuchawek na testy i dużą wyrozumiałość co do mojego ociągania się ze zrobieniem recenzji.   Pozostaje mi już tylko odesłać słuchawki i życzyć Wam – Enjoy the Music. <3

MrBrainwash

MrBrainwash

 

Recenzja JBuds J4

Przyszła pora na zaprezentowanie kolejnego produktu z pod szyldu JBuds. Tym razem zajmę się wyższym modelem J4. Jest to już zdecydowanie wyższa półka cenowa niż model wcześniej przeze mnie przetestowany - J2, chociaż na tyle niska, aby nie nadwyrężyć zbytnio naszego miesięcznego budżetu. Na stronie Jbuds.pl i innych witrynach J4 dostępne są za 189zł. Poprzedni model, zaprezentował nam umilającą odsłuchy szkołę grania. Powszechnie wiadomo, że cała linia słuchawek dokanałowych tegoż producenta nastawiona jest właśnie na „fun’owy” charakter. W tej recenzji postaram się znaleźć odpowiedź na pytania ile dobre może być rozwinięcie takiego brzmienia, oraz – jak to zwykle bywa w tego typu tekstach – jak bardzo opłacalny jest dany model ( jest co cecha która mnie najbardziej interesuje w moich osobistych poszukiwaniach ).           Opakowanie   Dostajemy nasz nabytek w dość oszczędnym opakowaniu. Słuchawek nie widzimy z zewnątrz, leżą sobie bezpiecznie w etui, które z kolei znajduje się w hermetycznej plastikowej torebce, która umieszczona jest zaplombowanym kartonie. W torebce znajdziemy również szereg akcesoriów. Taka forma pakowania nazywa się FRUSTRATION-FREE i od wielu lat jest propagowana przez portal Amazon. Jest to inicjatywa mająca na celu zastąpienie "złośliwych opakowań”. Nowe to pudełka, które możemy poddać recyklingowi, są łatwe do otwarcia i nie mają bez nadmiaru materiałów, takich jak twardy plastik, tworzyw sztucznych i innych, mogących powodować kłopoty, przy otwieraniu. Sam produkt jest dokładnie taki sam, usprawnione jest tylko opakowanie, które może być wysyłane pocztą bez żadnych dodatkowych zabezpieczeń, bez obawy, że coś się stanie.   Akcesoria   Wyposarzenie jest dosyć bogate. Jest wspomniane wyżej twarde, błyszczące etui, oraz 7 par sylikonowych nakładek w rożnych rozmiarach, które tak jak w przypadku J2 są przyjemne w użyciu. Najlepszą izolację dają Bi-flange, jednak ja przy robieniu testu korzystam ze zwykłych tipsów M. gdyż są dla mnie najbardziej komfortowe. Każdy dobierze sobie nakładki według własnych gustów i potrzeb. Słuchawki grają na nich na tyle dobrze, że nie widzę sensu dokupywania nowych, aczkolwiek próbować zawsze można.   Budowa   JBuds tym modelem zaskarbił sobie u mnie respekt. Słuchawki są naprawdę solidnie wykonane, niemal pancernie. Kabel jest płaski i gruby, bardzo fajnej jakości. Wszystkie połączenia i obudowa są wykonane z grubego i twardego plastiku. Same kopułki są zrobione – wydaje mi się – z aluminium i są w kształcie krótkiego , miniaturowego pocisku. W końcu znajdujemy siateczkę aluminiową w tulejce, zabezpieczającą przetwornik przed paprochami. Naprawdę nie można się do niczego przyczepić. Co więcej wyglądają całkiem stylowo ze srebrnym obrazkiem atomu, na tylnej ściance. Nie chowają się w uchu, ale w tym wypadku nie muszą. Wygoda i komfort jest podobna jak w poprzednim modelu, czyli bardzo dobra, ciężej je będzie nosić over-the-ear, bo do tego zbytnio się nie nadają, ale leżą w uchu jakby odrobinę lepiej od J2 i są o 1/3 mniejsze. Ogólnie można powiedzieć, że są to słuchawki w stylu „po prostu wcisnąć do ucha i niczym się nie przejmować”. Nie wchodzą głęboko w kanał. Na zwykłych tipsach izolują przeciętnie, na biflangę już dobrze, acz też pewnie dałoby się lepiej. Osobiście nie jestem zbyt wymagający w tym temacie i nawet wolę usłyszeć jeśli jakiś samochód ma wpaść na mnie, albo ja na niego , gorzej jest jeśli brak całkowitej izolacji psuje brzmienie, tutaj na szczęście nie musimy się o to martwić.   Ważne aspekty techniczne: (według producenta) Przetworniki: 8mm
Impedancja: 16 Ohm +/- 15%
Pasmo przenoszenia: 20Hz - 20 000Hz
Czułość: 90dB +/- 3dB na 1KHZ
Maksymalna moc wejściowa: 3mW
Typ przewodu: Symetryczny
Długość kabla: 129cm
Wtyczka: Prosta, pozłacana, 3,5mm jack
Dodatki: Nakładki silikonowe w 7 rozmiarach
Mimo mniejszej czułości od J2, są równie łatwe w napędzeniu, może trzeba użyć jeden stopień więcej w skali głośności, tylko tyle.   Dźwięk   Sprzęt towarzyszący: S10, Wave, Nano6g, T4G, T1G, Meizu M6, Ha info U2, E6 Jako punkt odniesienia: JBuds J4, J.Fi, BSCDD, Brainwavz R1 Materiał muzyczny: Moje standardowe utwory testowe, które znaleźć można w innych recenzjach, lecz głównie po prostu na nich słuchałem to co się nawinęło.   SQ   Tak jak przypuszczałem model J4 jest rozwinięciem modelu J2 (link – opis). W mniejszym lub większym stopniu każdy aspekt został poprawiony, przy zachowaniu podobnego charakteru. Przy pierwszym porównaniu od razu zauważymy że dźwięk jest bardziej bogaty. Scena jest szersza i całkiem szeroka, jak na dok, z w porównaniu do J2 są lekko zdystansowane, ale dalej mają dużą dozę bezpośredniości. Polepszyła się separacja dźwięków i klarowniejsze wszystkie zakresy pasma. Podoba mi się prezentacja dźwięku, przy szerokiej scenie ukazuje nam się również przyjemna głębia muzyki, nie brakuje powietrza w przekazie. Dzięki temu holografia prezentuje się całkiem nieźle, przy czym dźwięki nie grają w pustej przestrzeni, obraz zachował spójność, co wg. moich upodobań jest plusem. Nie mamy jeszcze punktowości źródeł pozornych, ale efekt stereofoniczny wypada bardzo poprawnie. Już J2 były bardzo przyjemne w odsłuchu, lecz tutaj już możemy się zacząć delektować szczególikami, których tam nie było, micro-szczegółowości dalej nie uświadczymy, lecz nie zawsze to jest wada, cel jest ten sam co wcześniej - delektowanie się samą muzyką. W poprzednim modelu brakowało dynamiki, tutaj już potrafimy dostrzec, że pewne dźwięki grają ciszej z dalszej odległości, a pewne głośniej z bliska. Muszę przyznać, że szału ona nie robi, dużo jej brakuje do ideału. Odnosząc się do przeznaczenia słuchawek i do tego, że większość obecnej muzyki popularnej jest mocno skompresowana, nie jest to tak duża wada IMO. Skupiłem się głównie na porównaniu z R1, gdyż są najbliższą konkurencją dla tych słuchawek. J4 głównie w zakresie holografii – takiego efektu 3D/2D i rozdzielczości wypadają lepiej od R1, które to z kolei będą grały klarowniej, z lepszą dynamiką i odrobinę lepszą szczegółowością. Postawiłbym R1 odrobinę wyżej, lecz sprawa sprowadza się do tego, że jak ktoś woli fun’owe brzmienie to powinien kierować się w stronę Jbuds, ale jak ktoś chce mieć trochę więcej techniczności dźwięku powinien skierować się w stronę R1, żaden z tych wyborów nie będzie zły. Myślę, że jakość JBuds stoi na dobrym poziomie w swojej cenie. Nie mają też większych wad, a ich zaletą nie jest sama jakość, ale brzmienie o którym napiszę poniżesz.   Poszczególne pasma   Nie mam niestety ich wykresu, więc posłużyć mogę się co najwyżej moimi subiektywnymi spostrzeżeniami na podstawie porównań. Góra jest już wyraźnie lepsza niż w modelu J2. Myślę, że dalej jest obecny w tym zakresie pewien roll off, natomiast jest już dobrze rozszerzona. Ma łagodny i gładki charakter i mimo braku większej szczegółowości mam wrażenie że lśni. Na wyższej średnicy również jest spokojnie, żadnej sybilacji, czy innych podbić, wokale damskie nie są nie są jasne, ale też nie ciemne, są lekko ocieplone, ale dość klarownie, pianino też ma odpowiednio czystą i klarowną barwę. Tak jak w J2 tembr średnicy jest gładki, soczysty i przyjemny, natomiast wydaje się że jest ona mniej podkolorowana basem i lekko ciemniejsza (sprawiając wrażenie bardziej neutralnej), oczywiście jest też bogatsza w szczegóły w porównaniu do J2. Dół pasma jest lepiej podobny. To co zauważyłem, też trochę brakuje najniższych rejestrów nie jest on nastawiony na „potężne brzmienie”. Jest lepiej kontrolowany i bogatszy w szczegóły i fakturę. Również dość miękki oraz ekspansywny, ale już nie w takim dużym stopniu jak w niższym modelu. Bardzo przyjemny w odbiorze. Kontrabas nie brzmi zbyt realistycznie (brakuje mu twardości i zwięzłości), ale nie można mu odmówić, że w tym jak gra zawarta jest radość. Nie da się ukryć, że to są słuchawki basowe. Natomiast taki basowy charakter nie ma nic wspólnego z muleniem i spodoba się dużej liczbie osób.   Brzmienie   Można właściwie przepisać z poprzedniej recenzji: ciemne, ale wystarczająco wyraźne, ciepłe, soczyste, gładkie, głębokie, bezpośrednie, łagodne, lecz wystarczająco przebojowe. Różnicą może być to, że nie jest tak podkoloryzowane i idzie bardziej w stronę neutralności (tak by się mogło wydawać). Tak jak kolega z forum zauważył, niektóre instrumenty brzmią wręcz nienaturalnie przyjemnie, szczególnie saksofon i trąbka brzmią niebywale przyjemnie, słodko, pełnie, angażująco – taka czysta przyjemność jak się tego słucha.   Ogólny charakter   Słuchawki J4 zapewniają już przyzwoity dźwięk w kategorii mid-fi, zdecydowanie nastawiony na FUN. Bas, który nie ma zejścia do piekieł, ale jest bardzo przyjemnie odbierany , z dobrą miękką teksturą, gładka słodka średnica i choć zrolowane, ale lśniące wysokie sprawią, że będziemy spędzać z nimi długie godziny bez zmęczenia i z bananem na twarzy.   Gatunki, którym są dedykowane   Najlepiej zdaje się sprawdzą w popie, ‘easy listening’ i lekkiej elektronice, lecz nie zgrzeszę mówiąc, że jako, że nie stawiałem im jakiś szczególnych wymagań, to wszystkiego mi się na nich przyjemnie słuchało. Ostrego rocka wolałbym słuchać na R1, ale po za tym, mogę odpalić piosenki z nowo poznanego serwisu ze streamingiem muzyki o nazwie „wimp” gdzie na razie jest jakość @64 AAC i po prostu poznawać nowe albumy i „słuchać muzyki, a nie sprzętu”. Nie mają jakiś specjalnych wymagań co do źródła dźwięku, lecz warto zachować zasady synergii i wziąć źródło z przeciwnymi cechami czyli raczej neutralne-lekko chłodne, jasne, z twardym nisko schodzącym basem (opis pasuje do ipod Video). Dobrze jak odtwarzacz będzie tworzył dużą scenę, gdyż w tym aspekcie te Jbuds potrafią się wykazać.   Moje osobiste preferencje   Ja postanowiłem zrezygnować ze słuchawek dokanałowych. Lecz tak jak nie narzekałem na CAL, HTX-7, HM3, V-jays tak nie narzekałbym na J4. Ot takie słuchanie muzyki dla zwykłej przyjemności. Są to dla mnie takie nie męczące i nie nudzące, które trochę przegrywają przy podniesieniu wymagań, lecz na poziomie „zjadacza chleba” (a nie audiofila oszczędzającego na chlebie by kupić nowe kabelki do systemu) sprawdzają się idealnie i dają dużo radości.   Podsumowanie   Oczywiście dostają moją rekomendacje. Nie jest to zakup, którego się żałuje. Myślę, że cena jest adekwatna w 100% do tego co dostajemy. Mamy solidne wykonanie, mocne etui, ładny wygląd i kilka godzin dziennie przez kilka lat które minął nam tak szybko… przy słuchaniu muzyki. Nie mam zbyt dobrego rozeznania w dokanałowych słuchawkach, więc nie chcę ich pozycjonować w ogólnym rankingu i nie chce piać nad nimi, bo pewnie w świecie znajdą się lepsze technicznie i tańsze, lecz po za słuchawkami Jbuds nie poznałem jeszcze słuchawek które oferowały by tyle gładkości w całym paśmie. Mogę już teraz zdradzić że następny model Jbuds jaki będę recenzował, pod tym względem wypada jeszcze lepiej.

MrBrainwash

MrBrainwash

 

Recenzja JBuds J2

Omawiane słuchawki należą do kategorii sprzętów low-endowych, które możemy kupić za niewielkie pieniądze. Słuchawki tego typu trafiają przeważnie do najszerszego grona użytkowników. Powodów do zakupu słuchawek z tego przedziału może być dużo, jednak nikt w tym zakresie nie stawia słuchawkom zbyt dużych wymagań, mają przede wszystkim cieszyć muzyką, zapewniającą nam zabicie czasu podczas różnych wypadów. Jednak te kilkadziesiąt złotych również szanujemy i nie chcemy kupić bubli, których jest niestety bardzo dużo. Czy J2 są w stanie nas zadowolić? O tym właśnie będę pisał w niniejszym tekście.   Opakowanie   Zapakowane są plastikowy blister, który otworzyć można tylko raz. Przeważnie trafia on od razu do kosza. Blister znajduje się w kartonowym opakowaniu, na którym są zamieszczone wszystkie typowe oznaczenia. Nie ma co tutaj się dużo rozpisywać. Zaletą może być tylko to, że słuchawki są widoczne i mamy pewność (jeśli kupujemy nowe), że nie były wcześniej używane.   Akcesoria   Razem z J2 znajdują się jedynie 3 pary silikonowych tipsów. Nie są może jakieś specjalne, ale też nie można im nic zarzucić. Dobrze leżą w uchu i spełniają swoje zadanie. Szczelność jaką zapewniają będzie jak zwykle zależeć w kwestii indywidualnej. Zawsze warto popróbować różnych z po za zestawu. Dostajemy również standardową „makulaturę”.   Budowa   Możemy je otrzymać w trzech wariantach kolorystycznych niebieskie, czarne i białe. Mi osobiście podoba się wersja niebieska. JBuds nie są pancernie wykonane, ale jakość tego wykonania jest całkiem satysfakcjonująca. Wtyk nie jest duży, ale solidnie obudowany. Kabel jest dość gruby i elastyczny, z dość małym efektem pamięciowym. „Spliter” jest dość gruby i trwały. Wszystkie połączenia kabla są obudowane grubszą, ale elastyczniejszą gumą. Sama słuchawka ma wyraźną wielkość, jest długa, zbudowana jest z dwóch części plastikowych. Zdaje się, że komora dźwiękowa ma dość dużo miejsca w środku.   Słuchawki możemy nosić normalnie, ale równie dobrze można je nosić w systemie over-the-ear czyli z kabelem wokół ucha. Jest zdecydowanie wygodniejsza forma. Tulejka wchodzi płytko/średnio do kanału słuchowego. W większości przypadków słuchawka siedzi pewnie w uchu, przy większej ilości szarpnięć lub mocniejszym szarpnięciu, wypadnie z ucha, jednak jeśli nie będzie my robić jakiś maksymalnych gestów czy też machać intensywnie głową, to nie powinny same z siebie wypadać. Komfort noszenia jest bardzo dobry. Z racji swoich rozmiarów będzie widać, że wystają z ucha.   Ważne aspekty techniczne: (według producenta) Przetworniki: 10mm Japanese Cobalt
Impedancja: 14 Ohm +/- 15% at 1 kHz
Pasmo przenoszenia: 20Hz - 20 000Hz
Czułość: 106dB +/- 3 dB at 1 kHz S.P.L
Nominalna moc wejściowa: 3mW - 10mw
Maksymalna moc wejściowa: 60mw
Typ przewodu: Symetryczny
Długość kabla: 122cm
Wtyczka: Prosta, pozłacana, 3,5mm jack
Jak możemy odczytać są dość łatwo do napędzenia, lecz nie należą do wyjątkowo głośnych dokanałówek. Przeważnie pół skali na DAPie będzie optymalną – głośną opcją. Są (w sumie jak każde słuchawki tego typu) dość czułe, więc zalecałbym ostrożność dla osób, wrażliwych na szumy. Potrafią się pojawić, chociaż mi osobiście zbytnio nie przeszkadzają.   Dźwięk   Sprzęt towarzyszący: S10, Wave, Nano6g, T4G, T1G, Meizu M6, Ha info U2, E6 Jako punkt odniesienia: JBuds J4, J.Fi, BSCDD, Brainwavz R1 Materiał muzyczny: Moje standardowe utwory testowe, które znaleźć można w innych recenzjach, lecz głównie po prostu na nich słuchałem to co się nawinęło. Słuchawki testowałem na zwykłych tipsach. Stosowałem też inne łącznie z HED16, ale nie zauważyłem większych zmian.   SQ   J2 nie należą do słuchawek „bank for the buck”, nie są na pewno jakimś unikatowym hitem. Raczej stoją pewnie w swojej półce cenowej i doskonale spełniają swoje zadanie. Cieszą bardzo muzyką bez zbytniego wnikania w niuanse dźwiękowe. Ciężko mi je porównać do HJE170, które miałem dość dawno, lecz na pewno nie są słabsze. W stosunku do stockowych słuchawek od grajka Samsunga, które są dobre jak na słuchawki dołączane do zestawu z DAPem grają wyraźnie lepiej. Nie pokażą takich niuansów jakie znajdziemy w R1, lecz w stosunku do nich na plus będzie to że dźwięk jest pełniejszy, „większy”. Scena jest typowa dla tej konstrukcji, grają raczej w głowie i na jej obrzeżach. Dźwięk jest bezpośredni, przyjemnie głęboki, co jest zasługą pewnie dużych komór. Co do reszty parametrów, to nie są powalające, ale całkiem przyzwoite jak na tą cenę. Mimo, że są to raczej basowe słuchawki, to nie ma się wrażenia, aby dźwięk się zlewał w jedną niewyraźną masę. Ot, poprawnie, przeciętnie. Wyższe modele Jbuds prezentują bogatsze brzmienie z polepszonymi niektórymi elementami, lecz różnica nie jest powalająca, a grają w podobny sposób. Tak jak napisałem R1 wykażą się większą technicznością brzmienia, a BSCDD stanowią zupełnie inny wymiar, więc nie ma sensu robić bezpośredniego porównania. W słuchawkach nie uświadczymy dynamiki i większej szczegółowości. Za to wystarczająco będą się nadawać do mainstreamowej muzyki, w której i tak ta dynamika jest spłaszczona, a na szczególiki nie zwracamy zbytniej uwagi, lub nie mamy zamiaru jej zwracać – cieszymy się samą muzyką.   Poszczególne pasma     Słuchawki te mają wyraźnego roll-offa na wysokich tonach. Góra w tych słuchawkach jest schowana i dodana jako raczej szczypta soli do całego dźwiękowego dania. Nie jest to para dla wrażliwych na tym punkcie osób, ale myślę, że dla większości zjadaczy chleba, którzy słuchają jedynie dla przyjemności, nie będzie to przeszkadzać. Słuchawki mają lekki dołek na wyższej średnicy, niższej górze, co sprawia, że nie ma szans, aby coś nas zakuło czy wwierciło się w uczy, lecz o dziwo nie odbiera to przebojowości słuchawkom. Średnica jest pełna, ciepła, dobrze nasycona. Nie ma jakiś szczególnych cech za którą mógłbym ją zganić, pochwalić mogę ją za gładkość. Bas wyraźnie na ją wpływa dobrze ją wypełniając, ale jej nie zakrywa. On sam jest podbity i ma lekkiego roll-offa na niższym basie – one grają raczej średnim i wysokim basem. Są to słuchawki basowe, więc bas koleją rzeczy będzie wyeksponowanym pasmem. Jego charakter zasłu****e na pochwałę, jest on bardzo przyjemny w odbiorze: gładki, miękki, wyraźny, nie jest jednym dunieniem, a potrafi do pewnego stopnia pokazać zróżnicowaną fakturę. Przypomina mi się ten który możemy znaleźć w M1 (w istocie te słuchawki mają ze sobą dużo wspólnego). Tylko w brainwavz jest on bardziej zwięzły i lepiej kontrolowany, tutaj natomiast jest bardziej ekspansywny.   Brzmienie   Brzmienie jest ciemne, ale wystarczająco wyraźne, ciepłe, soczyste, gładkie, głębokie, bezpośrednie, łagodne, lecz wystarczająco przebojowe.   Ogólny charakter   Szkoła grania jest podobna do tej którą możemy znaleźć w słuchawkach Brainwavz M1 i CAL. Jest to granie na pewno niższe klasowo, jednak dające bardzo podobną przyjemność ze słuchania muzyki. Przekaz jest głęboki, bezpośredni, lecz nie zaniedbujący sceny, da się odczuć pewną dozę trój- czy dwu- wymiarowości. Mamy mało góry, lecz rekompensowane jest to jakością grania, która w tej półce jest naprawdę dobra. Można powiedzieć, że mają dobry bas, ale nie w sensie potęgi i PRaTu, a raczej jego bardzo przyjemnego charakterowi – miękkości, gładkości , soczystości.   Gatunki którym są dedykowany   Mógłbym powiedzieć, że głównymi gatunkami jakie się sprawdzą na tych słuchawkach to rap, pop i elektronika. Jednak prawdę mówiąc w tej cenie to są dobre do każdego gatunku, trudno powiedzieć by jakieś inne słuchawki z tego pułapu zagrały lepiej taki np. jazz czy klasykę. Są przeznaczone dla fanów ciepłego i ciemnego brzmienia. Zgrały się właściwie ze wszystkimi urządzeniami do których je podpinałem je. Oczywistą sprawą jest, że najlepszą synergie złapią z chłodniejszymi i jaśniejszymi playerami.   Moje osobiste preferencje   Ja bardzo przyjemnie odbierałem i lubię CAL. Te słuchawki są dla mnie właściwie tanią i bardziej przenośną ich alternatywą. Każda minuta z nimi spędzona była dobrze spędzoną minutą. Ich przewagą nad innymi dokami jest to, że „miniaturować dźwięku” którą wykazują się słuchawki tego typu, jest dobrze zamaskowana, co dla mnie jest niebywałym plusem. Jednak dalej będę zwolennikiem słuchawek nausznych, a z tych będę korzystać jako udanej protezy na bardziej ekstremalne wypady, w których ich używanie będzie bardziej praktyczne.   Podsumowanie   Mogę bez wyrzutów sumienia polecić je wszystkim z małym budżetem, którzy nie wymagają od swoich słuchawek technicznego grania, a wolą się uraczyć łatwym i przyjemnym w odbiorze brzmieniem. O ile jakość jest raczej porównywalna do ceny, to tembr dźwięku jest wyjątkowo dobry w porównaniu do bezpośrednich rywali, a nawet słuchawek bardziej kosztownych. Spełniają w bardzo dobry sposób wszystkie zadania jakie narzuca im półka cenowa. Myślę, że większości osób ich charakter przypadnie do gustu. Kończę już tą recenzje, będąc w dobrym humorze – mając je w uszach.

MrBrainwash

MrBrainwash

 

Recenzja iPod Touch 4G

Wstęp   Marki Apple nie trzeba nikomu przedstawiać. W niniejszej recenzji pragnę nakreślić obraz 4 generacji serii Touch znanej serii PMP tej firmy (potocznie zwaną „taczką”). Player ten jest często obiektem westchnień dla ludzi lubiących obcować z gadżetami technologicznymi, gdyż jego funkcjonalność czyni go kombajnem multimedialnym, a przez wielu jest określany mini-komputerem. Z racji swojej nie małej ceny i oraz swoich rozległych zalet należy do produktów awangardowych. Na forum publicznym toczy się debata na temat opłacalności i faktycznej jakości tej małej maszynki. Mam nadzieje, że mój tekst przyczyni do rozwiania krążących po świecie mitów i może zachęci niezdecydowanych do własnych testów. Główny nacisk postawię na kwestię brzmienia, jest to niewątpliwie najbardziej istotna dla nas (forumowiczów) sprawa.   Opakowanie i akcesoria.   Panuje tu konsekwencja w polityce Apple. Plastikowe małe, przezroczyste pudełko. W środku odrobinę makulatury, znajome pchełki, kabel usb i oczywiście nasz PMP. Widać gołym okiem, że płacimy głównie za samo urządzenie, a nie dodatki i opakowanie. Można by się spodziewać większego kunsztu i splendoru po TOP-owym odtwarzaczu, jednak kto by się tym przejmował, liczy się przecież zawartość. W tym miejscu chciałbym zaznaczyć, że do Touch 4th istnieje cała masa dodatkowych akcesoriów do kupienia oddzielnie. Więc jeśli ktoś ma dużo gotówki i fantazji ma tutaj szerokie pole do popisu.   Budowa.   iPod robi w ręku pozytywne wrażenie. Jest całkowicie inny od tego z czym przeważnie możemy się spotkać. Nie ma plastiku, jest aluminium i szkło, wagą swoją dobrze jest wyczuwalny w dłoni. Da się odczuć przy bezpośrednim kontakcie, że mamy w rękach produkt luksusowy. Na wierzchu dostrzec możemy mały obiektyw z tyłu i jeszcze mniejszy z przodu (służący do wideo-rozmów), na boku umieszczona jest regulacja głośności, od góry mamy przycisk power, będący również przyciskiem blokady, od spodu wejście jack i złącze służące komunikacji z komputerem, ale nie tylko. Równie pozytywne wrażenie zrobił na mnie tylko Zune HD. Bardzo podoba mi się design, który może nie jest do końca ergonomiczny, lecz też nie ma większych wad. Wielkość jest dla mnie odpowiednia, nie jest za duży, dzięki czemu nie rozepcha nam kieszeni zbytnio, a jednocześnie nie jest za mały i zapewnia wygodne korzystanie z niego na przyzwoitym ekranie LCD. Mimo względnej solidności, podświadomie odczuwa się potrzebę dbania o niego. Są ku temu powody, aluminium jest materiałem który szybko się rysuje, a szybka z przodu mimo, że nie można zarzucić jej braku jakości, to jednak potrafi łapać ryski, a że cała zabawa trochę kosztuje więc najczęściej inwestujemy w różnego rodzaju pokrowce, etui i folie, by dobrze zabezpieczyć nasz skarb. Jednocześnie mając odrobinę wyobraźni, zdajemy sobie sprawę, że inaczej w zetknięciu z ziemią np. betonem reaguje plastik, a inaczej aluminium i szkło. Nie mniej mój egzemplarz upadł mi parę razy i nic się z nim nie stało.   Możliwości.   Jedną z największych zalet „Taczki” jest system operacyjny iOS, który w chwili obecnej jest bardzo dopracowany, a cały czas jest aktualizowany i powstają jego nowe odsłony, o które nie musimy się bać, że nie będą dostępne dla naszej zabawki. Wsparcie jakie daje firma Apple dla swoich produktów jest godne pochwały. Soft ten ma duży potencjał, mamy na niego mnóstwo aplikacji i gier. Kolejną zaletą jest sprawnie działające WiFi. Zapewnia nam ono bezproblemowe połączenie z Internetem i swobodne jego przeglądanie. Działa to naprawdę wyśmienicie i może się nawet okazać, że rzadziej włączać będziemy nasz główny komputer. WiFi daje również szereg innych możliwości prócz przeglądania sieci, jak strumieniowe filmów i muzyki, pełną synchronizacje naszych danych i programów jak np. poczty. Możliwości jest naprawdę wiele, a nowe się cały czas mnożą. Oddzielnie trzeba też poruszyć temat gier. Touch dzięki systemowi i swojej wydajności jest właściwie kolejną platformą dla gier. Znajdziemy tu wiele tytułów w które graliśmy na komputerze czy konsolach sony. Sam osobiście używam iPoda głównie do muzyki, ale zdarzyło mi się grać w Devil May Cry, GTA i kilka innych mniejszych tytułów. Myślę, że jako wypełniacz czasu ten PMP sprawdza się idealnie. Wracając do kwestii technicznych wielką zaletą jest żywotność baterii, która przy samym odtwarzaniu muzyki spokojnie starcza na 40h. Nie zostajemy również zawiedzeni w kwestii mocy wzmacniacza słuchawkowego, nie jest może on może demonem, ale spokojnie sobie radzi nawet z wymagającymi słuchawkami. Możemy też posłuchać muzyki na wbudowanym głośniku, który spełnia swoje zadanie, jednak nie polecam tego sposobu nikomu. Myślę, że nie sposób nie wspomnieć o zalecie jaką jest złącze umieszczone w iPodzie. Daje ono możliwość wyciągnięcia czystego sygnału audio, gdy na przykład chcemy poprawić jakość dodatkowym wzmacniaczem, lub puścić sygnał na wieżę czy kolumny. Możemy również wyciągnąć cyfrowy sygnał i używać Touch jako tzw. „transport”. Jest też wiele różnego rodzaju sprzętu muzycznego i nie tylko, który współpracuje z iPodem np. ostatnio znalazłem zdalnie sterowany helikopter, którym sterujemy z poziomu taczki.   Drobne „wady” (czyżby?)   Nie możemy np. wrzucać muzyki w postaci folderów, a muzyka musi być otagowana byśmy mogli swobodnie w niej przebierać. No fakt lenistwo w tym momencie nie będzie się opłacać. Ten problem może być łatwo rozwiązany po przez zainstalowanie odpowiednich aplikacji dostępnych w sklepie z aplikacjami. Tak więc nie jesteśmy skazani na korzystanie z programu itunes, który normalnie jest niezbędny. Jeśli nie będziemy mieć ochoty korzystać z dodatkowych aplikacji to fakt jest faktem, czasem przenoszenie danych może być upierdliwe i kłopotliwe. Lecz tutaj jest coś za coś. Po pierwsze mamy porządek, po drugie mamy szereg funkcji które na dłuższą metę ułatwiają życie, takie chociażby jak dane w „chmurze” i synchronizacja, a wszystko może dziać się bez żadnych kabelków i naszej fatygi. Kolejną wadą może być „zamkniętość” systemu operacyjnego. Jest to czynnik hamujący dla programistów i freewere’u. Jednak znów jest coś za coś. Mamy dopracowane aplikacje i niezawodny, płynnie chodzący system. Zawsze możemy poszerzyć gamę wykorzystywanych możliwości robiąc tzw. "JailBreak", zachęcam do samodzielnego zbadania tego dość szerokiego zagadnienia. Debat na temat „krzywdzenia” użytkowników przez firmę Apple jest całe mnóstwo, jednak moim zdaniem jest to bezpodstawna paplanina. Każdy ma wybór i wybierze to co dla niego lepsze.   Dźwięk   Materiał muzyczny.   Yello - The Race BVSC -Chan Chan Toto - Don't Stop Me Now Leszek Możdżer – Sanctus Paco De Lucia - El Panuelo Fruerwerk 2002 [uLTRASONE] Stevie Ray Vaughan - Little Wing Auf Geht's - Tripercussion, Nr. 06 Dead Can Dance - Mother tongue Przemek Strączek Trio - Up To You Dave Weckl Band - A Simple Prayer Hespèrion XXI - Ay, Que Me Abraso Wellen Am Sandstand [uLTRASONE] The Cranberries - No Need To Argue Sileypud - New Haranni Poison Mixers Constance Demby - Part One & Part Two Chakraphon - Improvisation II [uLTRASONE] Verbum Caro Factum Est - Cancionero De Uppsala Anneke Van Giersbergen & Danny Cavanagh - The Blower's Daughter I dużo innej muzyki słuchanej na co dzień od kilku miesięcy…   Sprzęt do testu.   Jako główne słuchawki do testów posłużyły mi Hi2050 i K860 których opisy możecie znaleźć na moim blogu. Jako słuchawki w kategorii portable posłużyły mi CAL!@rekablowane. Po za tym słuchałem i badałem synergie z pozostałymi moimi słuchawkami. T4G wykazał się względną synergią z różnorodnymi charakterystykami, pod tym względem jest dość uniwersalny. Jedynie pojedyncze modele wykazują brak zgrania z tym odtwarzaczem, jak na przykład V-jays.   Ogólny charakter.   Touch tak jak większość topowych playerów jest niezwykle dobrze zbalansowany. Nic się nie wybija nic się nie chowa. Muzykę dostajemy w takich proporcjach jakie podają nam użyte słuchawki i dostarczona muzyka oraz nasz słuch. Dlatego można powiedzieć, że jest to bardzo uniwersalny dźwięk. Są playery które próbują nas czymś zaskoczyć – głównie w aspekcie sceny, jej wielkości, głębokości, separacji źródeł dźwięku, co daje dodatkowe efekty przestrzenne, jednak Touch taki nie jest. Przekaz jest naturalny i wierny, położony jest duży nacisk na homogeniczność i koherencję dźwięku, dzięki czemu dźwięk jest pełny, a scena wypełniona dźwiękiem. Metaforycznie można to ująć w ten sposób, że oglądamy film w doskonałej jakości, w pełnym, najlepszym HD, ale bez popularnego teraz efektu 3D, który jest co raz częściej używany w naszych telewizorach i kinie. Czy to dobrze czy źle? Kwestia gustu. Niektórzy lubią efektowny dźwięk, który czasem prowadzi do utraty realności, a niektórych taki sposób grania męczy i drażni, dla tej drugiej grupy ludzi jest właśnie T4G. Przekaz jest łagodny, gładki, płynny, ale przy tym niezwykle dynamiczny i ciekawy .   Walory brzmieniowe.   Jeśli chodzi o brzmienie T4G to nie sposób znaleźć odpowiedniego miejsca w skali ciepły - zimny i w skali analityczny - fun’owy, czy ciemny-jasny. Dużo tu też zależy od użytych słuchawek. Potrafi wyjątkowo dobrze oddać tembr wszystkich dźwięków, użytych instrumentów, dodając do tego cechy użytych słuchawek, a wszystko to w soczysty, pełny i nasycony sposób.   Jakość dźwięku.   SQ jest bez dwóch zdań na najwyższym poziomie jaki możemy odnaleźć w tego typu urządzeniach audio. Sam osobiście uważam, że spokojnie może się mierzyć z chwalonymi budżetowymi kartami muzycznymi do 700zł. Oczywiście biorąc poprawkę na jakość użytego wzmacniacza, gdyż ten wbudowany w taczkę nie da nam np. takiego wypełnienia na basie i tak rozłożystej i ustrukturyzowanej sceny jaką możemy uzyskać przy dobrej klasy amp’ie wbudowanym (lub zewnętrznym). Co nie przekreśla jednak użytku domowego, gdyż zawsze mamy możliwość dołączenia wzmacniacza przy użyciu wyjścia liniowego. W innych elementach SQ jest niemal że wzorcowe, bardzo dużo dynamika, obfita szczegółowość i czystość sygnału, sprawiają, że minie trochę czasu zanim zdążymy wyłapać wszystkie smaczki z naszej ulubionej muzyki. Scena jest dość szeroka, nie idzie mocno w głąb, ale przekazie jest dużo powietrza i lekkości. Instrumenty są namacalne, a wokale bliskie, wszystko z dużą dawką swobody, więc nie doznamy efektu „przylepienia”, na pewno dźwięk nie wyda nam się płaski.   Poszczególne pasma.   Wysokie tony leżą po delikatnej stronie mocy. Nie wybijają się na pierwszy plan, są subtelne, bardzo detaliczne i przyzwoicie jak na grajka rozciągnięte. Średnica jest równie szczegółowa, bogata w naturalną paletę barw, niezwykle soczysta i pełna, znajdziemy tu dużo serca i taktu, nie będzie się podobać osobom lubiącym surowość przekazu, ale wszystkich innych powinna zachwycić. Pasmo basu jest bardzo dobrze zszyte we wszystkich zakresach i dość wyrównane, odbieramy je naturalnie i przyjemnie. Basu jest dokładnie tyle ile powinno być, ani więcej, ani mniej. Tych którzy się boją mogę zapewnić – na pewno go nie zabraknie, o ile nie jest się skrajnym „basolubem”. Po za tym jest bardzo dobrze kontrolowany i potrafi nisko zejść. Ciężko tutaj powiedzieć o jakiejś charakterystycznie specyfice któregoś pasma. W Zune HD bas jest bardziej zaakcentowany, w Sony X wysokie są bardziej metaliczne, w J3 średnica jest wycofana i chłodna, tutaj natomiast wszystko ze sobą gra w pełnej harmonii, jest jeden spójny, wyrównany przekaz.   Dla kogo i do czego zadedykowałbym Touch 4g.   Do tego PMP można podchodzić w różny sposób i z różnym nastawieniem. Można go kupić jako urządzenie służące po prostu do rozrywki, by pograć sobie w różne gry, pobawić się i wykorzystać różne aplikacje, obejrzeć film, a audio potraktować jako przyjemny dodatek. Można też kupić go wyłącznie dla samej jakości dźwięku i preferowanej charakterystyki dźwięku – takiej nastawionej na przyjemność odbioru i wierność przekazu. Można też kupić go za całokształt, wiedząc, że większość słuchawek jakie podłączymy zagra nam co najmniej satysfakcjonująco. Poleciłbym go przede wszystkim osobom liczącym na świetną średnicę, gdyż wokale są urzekające, a przy tym nie przesłodzone. Uniwersalność dźwięku sprawdzi się w każdym gatunku i jest mocną stroną Touch.   Moje osobiste preferencje.   Zakupiłem ten produkt Apple w ramach eksperymentu, jako element podróży po topowych DAP. W pierwszym odsłuchu mnie nie powalił, właściwie nie wiedziałem co sądzić o dźwięku i dałem sobie czas, aby się lepiej zapoznać z tym nowym brzmieniem. Efektem tego było zakończenie podróży. Z godziny na godziny coraz bardziej urzekała mnie dusza tego urządzenia. Kupienie drugiego egzemplarza z większą pojemnością było tylko formalnością. Przez pewien czas miałem dwie sztuki i wcale mi to nie przeszkadzało, gdyż na jednej miałem pełną pamięć aplikacji i gier, a na drugiej całą swoją uporządkowaną bibliotekę audio. Mój plan się zmienił i nie wróciłem już do Zune HD, w którym również się rozsmakowałem. Jednak klasa i sposób grania idealnie zgrało się z moimi gustami muzycznymi. Najbardziej cenie w nim jego muzykalność i soczystość brzmienia. Muzyka po prostu wpływa do moich uszu. Wątpię czy coś podejdzie mi bardziej i czy przyjdzie dzień w którym zmienię Taczkę na coś innego. W każdym razie nawet tego nie rozważam.   Podsumowanie.   iPod Touch 4G od Apple jest z pewnością urządzeniem w pełni dopracowanym, kompletnym i wystarczająco kompetentnym, aby z głową w górze zasiąść wśród najlepszych DAP/PMP w historii. Posiada on drobne wady (niektóre nie dla każdego są wadami), jednak nie są na tyle poważne, aby nie dało się przymknąć na nie oko. Jest to stosunkowo droga przyjemność jednak w mojej ocenie, nawet biorąc pod uwagę same audio w formie przenośnej, jest on wart każdej wydanej złotówki. Dokładając do tego rozległe zalety jako mini-komputera i mini-konsoli dostajemy zabawkę która będzie cieszyć nas bardzo długo i można ją potraktować jako zakup na lata. Dostaje moją pełną rekomendacje, w każdym razie wart jest chociaż dania mu szansy – kto wie może tak jak ja odkryjecie w nim swoje eldorado i tego wam życzę.

MrBrainwash

MrBrainwash

 

Recenzja SoundMAGIC HP200

Podziękowania dla sklepu MP3store.pl za udostępnienie sprzętu do testów.     WSTĘP   W dzisiejszym odcinku pod lupę trafiają słuchawki SoundMAGIC HP200, które zdaje się są bliźniaczym modelem HP100 w wersji otwartej. Przyjrzymy się dokładnie co produkt tej dalekowschodniej marki ma nam do zaoferowania. Produkt ten cenowo klasuje się na dość wysokiej półce, w przedziale cenowym 500-1000zł. Konkurencja jest dość duża i mocna. Wymagania i oczekiwania również są wysokie. Wśród konkurentów znajdziemy marki z wyrobioną pozycją na rynku AKG, Sennheiser, Beyerdynamic, ale również na scenie pojawia się wiele producentów utworzonych po sąsiedzku z SM takich jak Superlux, Brainwavz, Takstar, RenkForce i innych, których nawet ciężko zliczyć, a które oferują rebrandy cenionych modeli. Dlatego właśnie postanowiłem bardzo krytycznie podejść do tych słuchawek, bez litości i głaskania po główce. Pisząc te słowa sam jeszcze nie wiem jak wypadnie ta recenzja. Ocenę HP200 pozostawiam wam.   OPIS   Opakowanie   Stanowi biały, gruby tekturowy karton. Nie ma w nim żadnego otworu, do podglądu słuchawek i w sumie nie miałoby to sensu, gdyż wewnątrz kartonu znajduje się futerał, w którym spoczywają schowane słuchawki. Na pudełku znajdziemy zdjęcia słuchawek, oraz wszystkie potrzebne i niepotrzebne (marketingowe) informacje. 10/10 – bo co tu wymagać… a przyczepić się nie ma do czego.   Akcesoria   W skład akcesoriów wchodzi wspomniany wyżej futerał, jest to typ sztywny. Z wyglądu przypomina spłaszczone u góry jajko, otoczony jest zamkiem błyskawicznym. Po rozsunięciu zamka otwieramy futerał jak książkę, a naszym oczom ukazuje się zgłębienie u dołu, w którym spoczywają złożone słuchawki, a w spłaszczonej części zamocowana jest kieszonka z miejscem na co mniejsze akcesoria. Etui te jest dobrze przemyślane i dobrze wykonany, od zewnątrz twarde, a wewnątrz wyłożone materiałem. U góry znajduje się pętla do zaczepienia karabinka, który wchodzi również wyposażanie. Dzięki czemu możemy nosić nasze nauszniki przypięte do torby/plecaka bez obawy o ich zgubienie. W środku możemy znaleźć jeszcze kartę gwarancyjną z numerem seryjnym, wspomniany karabinek, kartę vip od SoundMAGIC, adapter samochodowy, nakręcany adapter na dużego jacka. Dostajemy również gładką szmatkę do czyszczenia słuchawek. Do akcesoriów doliczyć możemy również odpinany prosty kabel o długości 1,2m. Jest on dobrze wykonany, jednak jak na mój gust trochę krótki jak na charakter słuchałem, powinien być dołączony jeszcze drugi o większej długości, ale drugiego nie ma. Wtyki są otoczone aluminiową tulejką i oczywiście pozłacane. Ogumienie przewodu jest dość sprężyste i giętkie, raczej twarde. Kabel jest za krótki, aby mógł się plątać. 9/10 - Odjąłem punkt za brak drugiego kabla. Sam futerał robi duże, pozytywne wrażenie, po za tym nie ma za bardzo co wymagać, wszystko co niezbędne jest zawarte w opakowaniu.   Budowa   Chcąc być jak najbardziej krytyczny muszę powiedzieć, że wykonanie jest na najwyższym poziomie. Wręcz wzorcowe i godne naśladowania przez inne firmy. Bardzo rozbudowany i płynnie chodzący system składania, świetna jakość użytych materiałów, m. in. miękki pałąk obszyty skórą realistycznie imitującą prawdziwą, bardzo solidne i odporne plastiki gumo-podobne. Kopułki stanowią dwie aluminiowe siatki, na których znajduje się logo. Pady są duże i wygodne, obszyte również świetną eko-skórą. Słuchawki w ręku robią efekt WoW. Na głowie czuć ich wyraźną wagę, lecz komfort jest dość wysoki, jednak uszy będą się bardziej grzać i pocić niż to ma miejsce w innych słuchawkach otwartych. Ucisk pałąka jest konkretny, lecz nie męczącą. Przyczepić się mogę jedynie do tego iż słuchawki mają tendencje do zsuwania się. Dlatego ocena końcowa tej części wyniesie mocne 9+/10 (a nie 10/10)   DŹWIĘK   Materiał muzyczny Yello - The Race BVSC -Chan Chan Toto - Don't Stop Me Now Leszek Możdżer – Sanctus Paco De Lucia - El Panuelo Fruerwerk 2002 [uLTRASONE] Stevie Ray Vaughan - Little Wing Auf Geht's - Tripercussion, Nr. 06 Dead Can Dance - Mother tongue Przemek Strączek Trio - Up To You Dave Weckl Band - A Simple Prayer Hespèrion XXI - Ay, Que Me Abraso Wellen Am Sandstand [uLTRASONE] The Cranberries - No Need To Argue Sileypud - New Haranni Poison Mixers Constance Demby - Part One & Part Two Chakraphon - Improvisation II [uLTRASONE] Verbum Caro Factum Est - Cancionero De Uppsala Anneke Van Giersbergen & Danny Cavanagh - The Blower's Daughter I inne…   Wsparcie sprzętowe: Valab NOS USB DAC Luxury Version > LittleDot I+@408A/2xADA 4627-1 / Bravo V2 / FiiO E6 Samsung S8500 / Z5 | Apple Touch 1G / 4G, Meizu M6 | iRiver B100 / S10 | VIA HD Audio VT1708S   Te słuchawki dały mi w kość podczas testowania. Przekonałem się jak istotne są gusta, przyzwyczajenia i poglądy. Musiałem kilka razy poprawiać swoje notatki bo sam stwierdzałem, że je trochę przekłamywałem. Mam nadzieje, że efekt końcowy zbliżył się do obiektywności. Nie mniej jeśli interesują was te słuchawki to doradzam ich wypożyczenie i odsłuch. Mają w sobie wiele cech takich które mogą do nich przyciągać i takich które będą od nich odpychać. Ostateczna decyzja o ich zakupie powinna być podyktowana własnym słuchem i to dotyczy się wszystkich słuchawek z tego przedziału cenowego.   Aspekty jakościowe słuchawek   Dostajemy w tym miejscu to czego mogliśmy się spodziewać. Bardzo dobra separacja instrumentów, a ich pozycjonowanie jest wręcz świetne. Szczegółowość jest również na bardzo wysokim poziomie. Pozostałe, aspekty dźwięku i ich jakość opiszę dalej. Nie mniej słuchawki doskonale nadają się do rozkładania utworu na czynniki pierwsze, chociaż przy tym się nie narzucają i musimy aktywnie uczestniczyć w tym procesie. Ogólna jakość dźwięku pozwala im się mierzyć na równi ze słuchawkami z tego przedziału cenowego.   Poszczególne pasma   Niskich tonów jest bardzo niedużo, tak jak w przypadku Hi2050 nie ma co porównywać ich do słuchawek zamkniętych, jego ilość jest nawet mniejsza niż w Takstarach. Natomiast potrafi nas on uraczyć niższymi „chrupiącymi” rejestrami. Bas jest twardy, zwięzły i trzyma odpowiedni dla do klasy słuchawek poziom pod względem szybkości. Dynamiczne, mięsiste kawałki to nie jego rewir, ale gdy musi już coś takiego zagrać to nie zgubi się i nie zginie. Słuchawki są przeciwieństwem „mocnego uderzenia”. Jednak faktura niskich tonów dobrze nadaje się np. do odwzorowania kontrabasu w muzyce jazzowej. Ciężko mówić o wycofaniu jakiś szczególny sposób średnicy, gdyż cały przekaz jest wycofany. Na średnicy to się najbardziej odbija. Mimo że wszystko jest wyraźne, to dołek w tym zakresie odbiera część energii, przez co momentami gitary potrafią być za „słabe”, a wokale bez życia. Oddalenie wokali w jednych utworach wydaje się odpowiednim zabiegiem, a w innych odbiera intymności i rozdzielczości, która w danym miejscu powinna się znaleźć. Wysokie tony prezentują sobą bardzo przyzwoitą jakość, są poprawnie rozciągnięte. Nie mniej od pułapu 10k są drastycznie ucięte, co przyciemnia brzmienie i odbiera pewną część lekkości. Na pocieszenie można dodać, że słuchawki bez większych oporów poddają equalizacji i pewne braki, które ewidentnie mają można odrobić.   Brzmienie   Słuchawki dążą do „neutralności”, przekaz jest lekko przyciemniony i ochłodzony. Dźwięk jest niebezpośredni, odchudzony, pomniejszony i oddalony. Wypełnienie dźwięku pozostało na przyzwoitym poziomie. Słuchawki te jak na konstrukcję otwartą mają wyjątkowo dużo konturów. Jest to nietypowe, ale pozwala na to, aby brzmienie zachowało swoją konkretność i wyrazistość. Powietrza jest dużo w przekazie, lecz jest to takie stojące powietrze. Podsumowując HP200 dają dość nietypowe wrażenia brzmieniowe. Jest to barwa typu „love or hate”, przypomina mi trochę te które znajdziemy w PX360.   Budowanie przestrzeni   To jest najciekawszy aspekt tych słuchawek. Prezentują one swoją wizje prezentowania sceny i przestrzeni. Scena nie jest większa od tej którą możemy znaleźć w HD681. Jest średnich rozmiarów. Natomiast oddalony sposób prezentacji sprawia, że wydaje ona się 2 razy większa niż jest w rzeczywistości. Zdaje się większa i znacznie bardziej rozłożysta. W zależności od odsłuchiwanego materiału - obserwujemy instrumenty i inne źródła dźwięku, z dystansu, albo półdystansu. Nie ma momentu w którym dźwięk by się do końca zbliżył. Mimo wyczuwalnej wspólnej płaszczyzny dla dźwięku to poszczególne dźwięki grają osobno, postawiony jest tu akcent na separacje i lokalizacje, zamiast na tworzenie spójnego obrazu muzycznego. Ostatecznie w naszej głowie taki powstaje, ale trzeba przyzwyczaić słuch. W konstrukcjach zamkniętych jest to naturalny efekt, tutaj mamy do czynienia ze swoistą hybrydą. Mam też dziwne wrażenie, że dźwięk zamiast oddalając się rozpraszać, zostaje tak jakby ucięty, wzmaga to konkretność dźwięku i pozwala na zachowanie pełnej precyzji przy takiej oddalonej prezentacji, ale odbiera przekazowi powietrza i naturalności.   Do czego są dedykowane?   Wyższa półka słuchawek rządzi się swoimi prawami. Nie kupujemy słuchawek za 800zł tylko po to, aby słuchać Lady GaGa lecącej w radiu. Do zwykłego cieszenia się muzyką, inaczej mówiąc słuchania muzyki rozrywkowej odpowiedniejszą propozycją będą sławki np. takie jak CAL. Ustępują one technicznie omawianemu egzemplarzowi SoundMAGIC, lecz dają dużo więcej frajdy i szeroko pojętego FUNu z muzyki. HP200 to słuchawki, w których trzeba się rozsmakować. Nie bujają nami na boki, nie podają wszystkiego bezpośrednio, łatwego do spożycia. Ważną rzeczą jest osłuchanie się z nimi wystarczająco długo, nie każdego (w tym mnie) dały radę od razu przekonać do siebie. Próbują „sprzedać” nam pewną wizje przestrzeni, którą ja bez kilkudziesięciu minut osłuchania się z nimi nie byłem wstanie kupić. Jednak z czasem co raz bardziej zaczęły mnie przekonywać. Cieszyć będą osoby, które aktywnie słuchają muzyki – analizują, wizualizują, delektują się poszczególnymi dźwiękami. Nadadzą się do muzyki w której jest wiele niuansów i wymagana jest dalsza prezentacja dźwięku np. do klasyki, czy muzyki operowej lub jazzu albo też jakieś muzyki spokojniejszej potrzebującej więcej miejsca, by powstał nastrój. Jednym zdaniem zaliczyłbym je do klasy Hi-Fi. Odnoszę wrażenie, że nie są zbyt wymagające od źródła i większość kart dźwiękowych posiadających odpowiednią moc powinna ładnie z nimi zagrać. Ciekawią mnie efekty uzyskane przy pomocny dobrego wzmacniacza tranzystorowego, którego niestety nie mam. Z wzmacniaczami lampowymi bravo V2 i LittleDot I+, zagrają bardzo przyzwoicie, nie wiem czy jest to ich szczyt możliwości, czy może chowają w sobie jakiś sekret, który obudzi dopiero odpowiednia synergia toru.   PODSUMOWANIE   Mamy tu do czynienia z dobrze prezentującymi się słuchawkami, przedstawiającymi "swoistą" klasę dźwięku. Nie jestem w stanie zarzucić im jakiś większych braków brzmieniowych - mają po prostu swój charakter, który może się podobać albo nie. Co do kwestii praktycznych mogę mieć uwagę, że nie dostajemy pełnej izolacji, a dostajemy wzmożone grzanie się ucha. Czyli nie ma w żadną stronę dodatkowych bonusów. Potrafiły mnie przyjemnie zaskakiwać i przekazały mi nowe spojrzenie na możliwą wizje przestrzeni w słuchawkach. Ostatecznie jednak nie zaskarbiły sobie moich względów, nie podeszły pod moje gusta. Za mało fun'u, za mało naturalności, za dużo kombinowania - tak odbiera je mój zmysł dobrego smaku. Jednak domyślam się, że mogą znaleźć wśród forumowiczów swoich entuzjastów, choć raczej tych z zasobnym portfelem. Od pewnego czasu postanowiłem nie zamieszczać w recenzjach zbyt wielu porównań do innych modeli, nie jestem zwolennikiem wykazywania "lepsiejszości", domyślam się, że wielu chciałoby przeczytać jak wygląda porównanie do Hi2050. Otóż takie porównanie mija się z celem, gdyż akcenty w obydwu parach położone są gdzie indziej, prezentują odmienne szkoły grania. Porównując jednak bilans plusów i minusów, mogę bez wahania powiedzieć, że są to słuchawki tej samej klasy. Z tym Hi2050 stawiają na większą dawkę żywego powietrza, naturalności i bliskości przekazu. Nie mają z kolei tego niskiego basu, który znajduje się w HP200, nie ma tak dosadnej i konkretnej lokalizacji instrumentów i wrażenia rozłożystości sceny.

MrBrainwash

MrBrainwash

 

Recenzja SoundMAGIC HP100

Podziękowania dla sklepu MP3store.pl za udostępnienie sprzętu do testów.   WSTĘP   W dzisiejszym odcinku pod lupę trafiają słuchawki SoundMAGIC HP100(v2). Przyjrzymy się dokładnie co produkt tej dalekowschodniej marki ma nam do zaoferowania. Produkt ten cenowo klasuje się na dość wysokiej półce, w przedziale cenowym 500-1000zł. Konkurencja jest dość duża i mocna. Wymagania i oczekiwania również są wysokie. Wśród konkurentów znajdziemy marki z wyrobioną pozycją na rynku AKG, Sennheiser, Beyerdynamic, ale również na scenie pojawia się wiele producentów utworzonych po sąsiedzku z SM takich jak Superlux, Brainwavz, Takstar, RenkForce i innych, których nawet ciężko zliczyć, a które oferują rebrandy cenionych modeli. Dlatego właśnie postanowiłem bardzo krytycznie podejść do tych słuchawek, bez litości i głaskania po główce. Pisząc te słowa sam jeszcze nie wiem ja wypadnie ta recenzja.   OPIS   Opakowanie   Stanowi biały, gruby tekturowy karton. Nie ma w nim żadnego otworu, do podglądu słuchawek i w sumie nie miałoby to sensu, gdyż wewnątrz kartonu znajduje się futerał, w którym spoczywają schowane słuchawki. Na pudełku znajdziemy zdjęcia słuchawek, oraz wszystkie potrzebne i niepotrzebne (marketingowe) informacje. 10/10 – bo co tu wymagać… a przyczepić się nie ma do czego.   Akcesoria   W skład akcesoriów wchodzi wspomniany wyżej futerał, jest to typ sztywny. Z wyglądu przypomina spłaszczone u góry jajko, otoczony jest zamkiem błyskawicznym. Po rozsunięciu zamka otwieramy futerał jak książkę, a naszym oczom ukazuje się zgłębienie u dołu, w którym spoczywają złożone słuchawki, a w spłaszczonej części zamocowana jest kieszonka z miejscem na co mniejsze akcesoria. Etui te jest dobrze przemyślane i dobrze wykonany, od zewnątrz twarde, a wewnątrz wyłożone materiałem. U góry znajduje się pętla do zaczepienia karabinka, który wchodzi również wyposażanie. Dzięki czemu możemy nosić nasze nauszniki przypięte do torby/plecaka bez obawy o ich zgubienie. W środku możemy znaleźć jeszcze kartę gwarancyjną z numerem seryjnym, wspomniany karabinek, kartę vip od SoundMAGIC, adapter samochodowy, nakręcany adapter na dużego jacka. Dostajemy również gładką szmatkę do czyszczenia słuchawek. Do akcesoriów doliczyć możemy również odpinany kręcony kabel o długości 1,2m. Jest on dobrze wykonany, jednak jak na mój gust trochę krótki jak na charakter słuchałem, powinien być dołączony jeszcze drugi o większej długości, ale drugiego nie ma. Wtyki są otoczone aluminiową tulejką i oczywiście pozłacane. Ogumienie przewodu jest dość sprężyste i giętkie, raczej twarde. Kabel jest za krótki, aby mógł się plątać.. 9/10 - Odjąłem punkt za brak drugiego kabla. Sam futerał robi duże pozytywne wrażenie, po za tym nie ma za bardzo co wymagać, wszystko co niezbędne jest zawarte w opakowaniu. Budowa   Chcąc być jak najbardziej krytyczny muszę powiedzieć, że wykonanie jest na najwyższym poziomie. Wręcz wzorcowe i godne naśladowania przez inne firmy. Bardzo rozbudowany i płynnie chodzący system składania, świetna jakość użytych materiałów, m. in. miękki pałąk obszyty skórą realistycznie imitującą prawdziwą, bardzo solidne i odporne plastiki gumo-podobne, prócz błyszczących kopułek. Pady są duże i wygodne, obszyte również świetną eko-skórą. Słuchawki w ręku robią efekt WoW. Na głowie czuć ich wyraźną wagę, lecz komfort jest dość wysoki. Ucisk pałąka jest konkretny, lecz nie męczącą. Przyczepić się mogę jedynie do tego iż słuchawki mają tendencje do zsuwania się. Dlatego ocena końcowa tej części wyniesie mocne 9+/10 (a nie 10/10)   DŹWIĘK   Materiał muzyczny Yello - The Race BVSC -Chan Chan Toto - Don't Stop Me Now Leszek Możdżer – Sanctus Paco De Lucia - El Panuelo Fruerwerk 2002 [uLTRASONE] Stevie Ray Vaughan - Little Wing Auf Geht's - Tripercussion, Nr. 06 Dead Can Dance - Mother tongue Przemek Strączek Trio - Up To You Dave Weckl Band - A Simple Prayer Hespèrion XXI - Ay, Que Me Abraso Wellen Am Sandstand [uLTRASONE] The Cranberries - No Need To Argue Sileypud - New Haranni Poison Mixers Constance Demby - Part One & Part Two Chakraphon - Improvisation II [uLTRASONE] Verbum Caro Factum Est - Cancionero De Uppsala Anneke Van Giersbergen & Danny Cavanagh - The Blower's Daughter I inne…   Wsparcie sprzętowe: Valab NOS USB DAC Luxury Version > LittleDot I+@408A/2xADA 4627-1 / Bravo V2 / FiiO E6 Samsung S8500 / Z5 | Apple Touch 1G / 4G, Meizu M6 | iRiver B100 / S10 | VIA HD Audio VT1708S   Bez owijania w bawełnę. Słuchawki miały bardzo duży potencjał, aby zabłysnąć. Jednak ich balans tonalny jest zbyt zachwiany. Słuchawki są właściwie wyprane z basu. To jest wersja V2 w której niby basu jest więcej. Co prawda da się gdzieniegdzie usłyszeć jak wychyla się niższy bas, ale po chwili znika i zostajemy z graniem średnio-wysokotonowym. Mógłbym opisywać jak stoją jakościowo, a mają fajną głębię, separacje i szczegółowość – ogólnie mogłyby być „czymś”. Lecz brak basu je kasuje na sam początku. Co najwyżej poleca osobom, które mają całkowitą awersje do basu. Wydawało się, że będą mega petardą, a okazały się dużym niewypałem, największym z jakim się spotkałem do tej pory. Niekiedy można usprawiedliwiać wady ceną, lecz w tym wypadku jest to nie możliwe. Szczerze powiedziawszy to wolałbym je nawet bardziej od otwartych HP200, gdyby nie ta wada. Jak jak typowe zamknięte, ale z dość dużą sceną i dają bardzo dobry wgląd w muzykę. No, ale ta wada w niskich tonach... może do monitoringu były dobre, ale po co nam słuchawki do mixowania, które nie pokażą nam w pełni jak wygląda bas? Szkoda, wielka szkoda...   PODSUMOWANIE   Spoglądając na te słuchawki zastanawiam się gdzie i dlaczego popełniono błąd? Wyglądają rewelacyjnie, tak jak piękna, zgrabna i elegancka blondynka, ze szklistymi oczyma. Tylko jak otwiera usta okazuje się pusta. Jak mniemam wystarczyłoby pewnie przysiąść się do przeprojektowania muszli / wnętrza muszli, w celu uwolnienia zduszonego basu. Jednak firma SoundMAGIC postanowiła wypuścić półprodukt bez większej logiki tego posunięcia. Żal tyłek ściska. Myślę, że są to za drogie słuchawki by kupować je z myślą o modyfikacjach własnych. Dlatego słuchawki wylądują na szarej strefie, a szkoda. Kolejny model tej firmy HP200 o którym nie wspomniałem wcześniej, a który recenzuje jednocześnie, jest wersją otwartą tych słuchawek i udowadnia, że jednak można. Odpowiedź na pytanie dlaczego tak się stało z zamkniętym modelem pozostanie tajemnicą.

MrBrainwash

MrBrainwash

 

Mini recenzja Bravo V2 - "bo małe jest piękne"

Wielkie podziękowania dla użytkownika @Kapsel za udostępnienie sprzętu na te testy.   Kilka słów na początek.   Pojawia się na forum wiele pytań dotyczących wzmacniaczy słuchawkowych. Dla „zwykłego śmiertelnika” temat ten to często czarna magia, a poprawianie dźwięku to dla nich abstrakcja. Zapraszam do mojego tekstu o FiiO E6 w którym objaśniłem mniej więcej zadania, które spełnia wzmacniacz. Konkluzja moja nad tym tematem jest taka, że prócz czynnika synergii wzmacniacza z naszym torem audio, jest on w dużej mierze kwestią preferencji. Nie mniej rodzaj wzmacniacza opartego o lampę, staje się często obiektem westchnień dla wielu hobbystów audio. Do tej pory konstrukcje te były dosyć drogie, sam koszt dobrej lampy może wynieść sporo. Jednak, gdy w grę weszły manufaktury dalekowschodnie, sprzęt ten stał się dostępny dla każdego. Wzmacniacze te przybierały co raz tańsze wersje, aż powstał taki Bravo V2 w cenie 60-70 dolarów oficjalnie, a różnymi nieoficjalnymi – aukcyjnymi drogami dostępny jest po przeliczeniu w cenie 150-200zł.   To małe urządzenie zdążyło zyskać już szerszy rozgłos na światowych forach audio. Czy rzeczywiście może być propozycją dobrego wzmacniacza w niskiej cenie i jak on się ma w stosunku do większych i droższych konstrukcji? Zapraszam do czytania i szukania odpowiedzi na te pytania.   Garść informacji.   Opakowania można powiedzieć nie ma. Wzmacniacz przychodzi w zwykłym kartonie, jest obłożony pewną formą futerału z gąbki. Do tego dostajemy jedynie zasilacz i adapter na dużego Jacka. Bravo v2 jest stosunkowo niewielki i zbudowany bardzo ascetycznie - bez obudowy, przez co staje się podatny na zakłócenia elektro-magnetyczne wokół niego, chociaż tą dolegliwość w jakimś stopniu będzie miała każda „lampa”. Zabezpieczony jest jedynie dwoma przezroczystymi szybkami z pleksiglasu z namalowanym na górnej logo i nóżkami gumowymi na tej zamontowanej od dołu. Sam wzmacniacz to właściwie nie duża płytka PCB na środku której siedzi w gnieździe lampa. Ciężko to wytłumaczyć, ale w taka forma potrafi budzić pozytywne odczucia, jest tak „audiofilsko”. A w nocy ładnie wygląda świecąca się lampka i dioda obok. Wzmacniacz wyposażony jest w dwa wejścia linie 2xRCA i mini-jack oraz wyjście na duży jack. Obok wyjścia jack znajduje się potencjometr z aluminiową gałką. Jakby nie było wzmacniacz ma grać, a nie wyglądać. Jego wielkość oceniłbym jako zaletę. Choć nie ozdobi naszej specjalnie przyszykowanej półeczki ze sprzętem, to świetnie sprawdzi się na biurku obok laptopa czy klawiatury. Zasilacz wygląda estetycznie, prócz tego że mocno się grzeje to nie mam do niego zastrzeżeń, logicznym będzie to, że da sie lepiej. Pasjonaci już zadbają o odpowiednią wymianę zasilacza na coś lepszego, dla większości osób ten zamieszczony do zestawu będzie wystarczający. W Bravo V2 siedzi lampa 12AU7.   Materiał muzyczny.   Yello - The Race BVSC -Chan Chan Toto - Don't Stop Me Now Leszek Możdżer – Sanctus Paco De Lucia - El Panuelo Fruerwerk 2002 [uLTRASONE] Stevie Ray Vaughan - Little Wing Auf Geht's - Tripercussion, Nr. 06 Dead Can Dance - Mother tongue Przemek Strączek Trio - Up To You Dave Weckl Band - A Simple Prayer Hespèrion XXI - Ay, Que Me Abraso Wellen Am Sandstand [uLTRASONE] The Cranberries - No Need To Argue Sileypud - New Haranni Poison Mixers Constance Demby - Part One & Part Two Chakraphon - Improvisation II [uLTRASONE] Verbum Caro Factum Est - Cancionero De Uppsala Anneke Van Giersbergen & Danny Cavanagh - The Blower's Daughter i inne...   Sprzęt użyty do testów.   Jako główne słuchawki do testów posłużyły mi Hi2050 i K860 których opisy możecie znaleźć na moim blogu. Jako słuchawki w kategorii portable posłużyły mi CAL!@rekablowane. Po za tym słuchałem i badałem synergie z pozostałymi moimi słuchawkami. Punktem odniesienia dla mnie będzie również używana od dłuższego czasu hybryda LittleDot I+@408A/2xADA 4627-1   Opis dźwięku.   Bravo V2 jest amp-em, który gra z dużą ilością powietrza, lekko, zwiewnie i dość głęboko. Sceny nie tworzy dużej, jest ona pełno wymiarowa, ale bez wrażenia napompowania dźwięku, jak to ma często miejsce w wzmacniaczach tranzystorowych. Skupia się bardziej na tworzeniu transparentności dźwięku niż produkowaniem poszerzonej sceny. Ociepla dźwięk, ale znacznie poprawia jego przejrzystość do której to cechy nie można mieć najmniejszych zastrzeżeń. Użyta w nim lampa, rzeczywiście sprawia, że brzmienie dostaje takiej przyjemniej „lampowiej” barwy, jest wygładzone, nacechowane delikatnością i detalicznością. Przekaz skupiony jest wokół świetnie reprodukowanej średnicy, ale czuję też, że bas jest wyraźniej zaakcentowany. Góra jest złagodzona, tak więc w niektórych wypadkach może się wydawać że jest jej mniej, natomiast jest fajnie rozciągnięta i zyskuje dużo na detalach.   Jaki będzie efekt końcowy w dużej mierze zależy od pozostałych części toru. Wzmacniacz nie pokaże tego co nie dostanie od źródła i też nie wyciągnie ze słuchawek tego, czego nie da rady wyciągnąć. Lecz z obserwacji wyciągniętych z stworzonych przeze mnie konfiguracjach wzmacniacz ten potrafi się dostosować do szerokiej gamy sprzętów z różną charakterystyką. Co Ciekawe można go również używać jako przedwzmacniacza w systemie stereo podłączając końcówkę mocy pod niego. W ten sposób można otrzymać dobre rezultaty „poprawiając”, „wzbogacając” brzmienie o walory „lampowe”.   W porównaniu do mojego „podrasowanego” wzmacniacza hybrydowego nie musi się niczego wstydzić różnice polegają między innymi na tym, że LDI+ gra jaśniej z większą ilością góry i ma trochę inną nie tak ciepłą barwę. Scena na nim jest odrobinę większą i na lepszych słuchawkach będzie trochę bardziej rozbudowana. Ale to wszystko niuanse. Na plus dla Bravo V2 jest to, że jest bardziej bezpośredni i ma konkretniejsze brzmienie, przez co momentami dźwięk wydaje się jakby miał większą głębie. Na mój gust grają bardzo podobnie tylko różnią się właśnie drobnymi – podkreślam – drobnymi niuansami, które dla większości osób nie muszą mieć nawet znaczenia. Fakt jest jeden, że Bravo v2 nadaje się bardziej do jaśniejszych słuchawek, a LDI+ do trochę ciemniejszych.   Kilka słów na koniec.   Podsumowując. Bravo V2 jest bardzo udanym wzmacniaczem. Jego cena to tylko jego dodatkowy atut. Kolejnym jego atutem będą niewielkie rozmiary. Każdy musi sam w swoim sumieniu określić czy takie granie mu odpowiada. Nie mniej jeśli padnie pytanie o tani i dobry wzmacniacz to Bravo V2 można polecać bez wahania. Mi osobiście bardzo przypadł on do gustu, ma wszystkie cechy których oczekuje od dźwięku i które dają mi spontaniczną radość ze słuchania. W niedalekiej przyszłości planuje go nabyć, o ile jeszcze będzie mi potrzebny.

MrBrainwash

MrBrainwash

 

Recenzja iRiver B100

Chciałem podziękować MP3STORE.PL za udostępnienie sprzętu do testów.   WSTĘP   Marka iRiver jest już powszechnie rozpoznawana na polskim rynku, jeśli chodzi o przenośny sprzęt audio. Stworzyła szereg udanych playerów, które wywarły duży wpływ na ówczesne tendencje panujące w tym segmencie RTV. Parę lat temu wyjście kolejnego odtwarzacza od nich łączyło się z nadzieją, oczekiwaniami i sporym zainteresowaniem. Niemniej z czasem pojawiające się propozycje okazywały się mało udane i nieatrakcyjne w porównaniu do rozwijającej się konkurencji. Jakiś czas temu testowałem model S100, który okazał się pewną formą przebłysku i powiewu świeżości w pomysłowości koreańskiej firmy. Do tej pory S100, był najlepiej grającym DAPem z nowych serii iRiver’a, a jednocześnie odtwarzaczem, w którym za rozsądne pieniądze dostawaliśmy dobre materiały, długi czas działania, slot na kartę i oczywiście całkiem niezły dźwięk. Czy przyszła pora na pojawienie się jego następcy? Mam zaszczyt zaprezentować wam w tej recenzji model B100, którym iRiver próbuje wrócić do łask klientów. Zapraszam do pożytecznie i przyjemnie spędzonego czasu podczas czytania tej recenzji.   Cena odtwarzacza oscylować będzie w granicach ~500-700zł   OPIS   Opakowanie   Jest ono analogiczne do tego, z którym spotykamy się w modelu S100. Nastawione na minimalizm, prosty, ale stylowy wygląd. Wszystko znajduje się w plastikowym, przezroczystym opakowaniu. B100 spoczywa wyeksponowany w plastikowej foremce, a wszystkie akcesoria znajdują się w tekturowym, brązowym pudełku, będącym tłem dla odtwarzacza.   Akcesoria   W pudełku znajdziemy same podstawowe rzeczy w kolorze białym. Są to: kabel USB, krótką instrukcje, rozwijaną gwarancje w różnych językach, oraz „pchełki” z płaskim kablem, które zasłużyły na dodatkowy opis. Przeważnie słuchawki dołączone do zestawu nie reprezentują sobą żadnej wartości. Te dołączone do S100 były tragiczne i nie przypominały w niczym tych, które dostajemy teraz. Sam design z płaskim przewodem i obudową z ładnego plastiku wygląda moim zdaniem świetnie i na pewno lepiej niż w pchełkach znalezionych przy produktach apple. Dźwięk jest zaskakująco dobry. Nie mam bezpośredniego porównania, ale jak sięgnę pamięcią to na mój gust są lepsze od pchełek dołączonych do starszych modeli iRiver’a, a które to zdobyły pochlebne opinie - MX300 i MX400. Dźwięk jaki się z nich wydobywa jest przestrzenny i jakościowo wystarczająco dobry, by z powodzeniem wypełnić lukę w czasie między kupnem playera, a dokupieniem odpowiednich słuchawek.   Budowa   Już S100 sprawił na mnie dobre wrażenie prezentując się jakościowo lepiej niż dużo droższy J3 należący do konkurencji – firmy COWON. Przy modelu B100 jakość została zachowana, a sam projekt został wyraźnie poprawiony. Zastosowany tu został plastik na plecach i obwódce ekranu, co zmniejszyło ciężar urządzenia, ale jego jakość robi wrażenie, jest gładki, solidny i odporny na zarysowania. Z przodu jest przycisk Home. A sama szybka jest wykonana z raczej tego samego materiału co S100. Wydaje się dość solidna i również ciężko ją zarysować, ale jej wadą są pozostające tłuste plamy po palcach, które jednak przeszkadzają głównie w silnym słońcu i jest to wada powszechnie spotykana w ekranach dotykowych. Po włączeniu ekranu w pomieszczeniu tłuste ślady przestają być widoczne. Ekran jest całkiem dobrej jakości, obraz jest żywy i wyraźny, jest bardzo duży kąt widzenia. Jego wielkość 3,1 cala jest średnio-mała w porównaniu do Touch 4g, lecz z drugiej strony nie powiększa rozmiarów urządzenia, który ma służyć według producenta również do sportu. Spokojnie wystarczy do przejrzystego przeglądania muzyki, czytania e-booków, obejrzenia filmu w drodze, do których to prostych celów został B100 zaprojektowany. Odtwarzacz, leży w ręku pewnie i wygodnie. Pod względem ergonomii wszystko zostało bardzo dobrze przemyślane – wszystkie funkcje mamy na wyciągnięcie kciuka. Samo oprogramowanie jest przemyślane, aby było bardzo wygodne i intuicyjnie w użytkowaniu. Jego płynność, precyzja i szybkość działania mogłaby być lepsze, bo jesteśmy w stanie zauważyć drobne zamułki, jednak działa to wystarczająco dobrze, aby można było przymknąć na niedoskonałości oko. Z kolei Ilość funkcji jest iście spartańska. Nie dostaniemy w tym DAPie, żadnych zbędnych wodotrysków: nie ma wifi, nie ma dodatkowych aplikacji, ani wsparcia do nich. Całość skupiona jest na muzyce z możliwością użycia equalizera (presets, userEQ, SRS WOW HD, SRS 5.1 surround), odtwarzaniu wideo i obrazów, nagrywaniu głosu, dobrym radiu, czytniku e-book’ów, funkcji rysowania i kalkulatorze. Jeśli chodzi o szatę graficzną to twórcy z iRiver wybrali skrajne rozwiązanie. Użytkownik jest skazany na jedną skórkę i nie ma za bardzo możliwości personalizacji prócz wyboru zdjęcia dla zablokowanego ekranu. W tym względzie bardzo się różni od S100. Autorzy stwierdzili, że chcą stworzyć całe urządzenie pod jeden konkretny styl srebra, czerni, bieli (i elementów pomarańczowych). Nie mi oceniać to rozwiązanie. Urządzenie prezentuje się dobrze. Myślę jednak, że posiadanie możliwości wyboru choć kilku skórek to coś co umila czas z korzystania z grajka. Żywotność baterii jest dość dobra. Wynosi ona ponad 30h (prawie 40h) przy odtwarzaniu muzyki, co daje dwa pełne dni grania z przerwami na sen. Jeśli większość osób korzysta średnio 1-2h dziennie z muzyki, wtedy odtwarzacz będzie ładowany co jeden-dwa tygodnie.   Jeśli chodzi o ogólną ideę to bym podsumowałbym ją tak. B100 jest urządzeniem wzorowanym na Touch 4g i cowon J3, jednak nie kopiującym patentów Apple, czy Cowona - z filozofią skierowaną w nieco odmienną stronę. Jest mniejszy i wygodniejszy w użyciu, sporo uproszczony, „bez wodotrysków” i ma możliwość ustawienia efektów dźwiękowych i EQ z łatwością przypominającą sony X10x0.   Ważne aspekty techniczne:   + ekran 3,1 cala TFT - 320 × 480 pikseli. + sterowanie – ekran dotykowy + przyciski: power/hold, głośność +/-, Home + slot na kartę pamięci (oddzielnie u góry, pod zaślepką) + dwa warianty pojemności 4GB i 8GB + moc 36mW (18mW + 18mW) + User EQ / Preset EQ / SRS Truemedia + obsługiwane formaty: MP3, WMA, OGG, ASF, FLAC, APE, AVI, WMV, MP4, MOV, TS, 3GP, MKV + złącze mini-usb (pod zaślepką u dołu, razem z przyciskiem resetu) + mikrofon (umieszczony z boku) + gniazdo mini-jack (od dołu) + dobrej jakości materiały, ale palcujący się ekran + brak możliwości personalizacji + tylko jeden wariant kolorystyczny: srebro, czerń, biel + 80g wagi   DŹWIĘK   Jak do tej pory B100 udowodnił, że może być odpowiednią ofertą dla dedykowanej grupy odbiorców skupionej wokół idei plug&play („and nothing else matters”). Dostajemy konkret. Pozostaje tylko jedna kwestia równie ważna. W dzisiejszych czasach dostarczenie świetnej jakości dźwięku nie jest wisienką na torcie, a podstawą wymaganą, aby urządzenie było w stanie przebić się przez masę innych propozycji. Do tej pory większość z nas z chęcią szła na kompromisy wiedząc, że dostajemy SQ wysokiej rangi. Obecnie konsument z nadmiaru dostatku stał się wybredny. Jeśli odtwarzacz nie zadowoli w jednej z dwóch kwestii m.in. ergonomią i SQ to automatycznie spada na dalszy plan w rozważaniach przyszłego grajka. Zaraz się dowiecie czego można się spodziewać po drugim stawianym kryterium.   Materiał muzyczny   Yello - The Race BVSC -Chan Chan Toto - Don't Stop Me Now Leszek Możdżer – Sanctus Paco De Lucia - El Panuelo Fruerwerk 2002 [uLTRASONE] Stevie Ray Vaughan - Little Wing Auf Geht's - Tripercussion, Nr. 06 Dead Can Dance - Mother tongue Przemek Strączek Trio - Up To You Dave Weckl Band - A Simple Prayer Hespèrion XXI - Ay, Que Me Abraso Wellen Am Sandstand [uLTRASONE] The Cranberries - No Need To Argue Sileypud - New Haranni Poison Mixers Constance Demby - Part One & Part Two Chakraphon - Improvisation II [uLTRASONE] Verbum Caro Factum Est - Cancionero De Uppsala Anneke Van Giersbergen & Danny Cavanagh - The Blower's Daughter   Sprzęt do testu   Jako główne słuchawki do testów posłużyły mi Hi2050 i K860 których opisy możecie znaleźć na moim blogu. Jako słuchawki w kategorii portable posłużyły mi CAL!@rekablowane. Po za tym słuchałem i badałem synergie z pozostałymi moimi słuchawkami. B100 wykazał się względną synergią z różnorodnymi charakterystykami.   Ogólny charakter   Odtwarzacz ten podobnie jak Touch 1/4g jest dość uniwersalny. Balans tonalny jest dość wyrównany, jednak, gdy zaczniemy porównywać do innych źródeł można poczuć delikatne rozjaśnienie - większą ilością górnych pasm i mniejszą ilością pasma poniżej 100hz czyli tego najniższego. Słuchając muzyki nie odczujemy tego w jakiś specjalny sposób. Z racji dość uniwersalnego brzmienia ciężko bez wnikliwych obserwacji powiedzieć coś „konkretnego”, wszystko brzmi po prostu tak jak powinno. Duża moc zapewnia optymalne napędzenie słuchawek nawet dość wymagających takich jak SRH750dj. Model S100 przedstawiał sobą odrobinę „efekciarską” szkołę grania z nutką słodyczy. Tutaj w B100 nutka słodyczy również jest dodana, ale do przekazu nastawionego na naturalność i wierność. Dźwięk jest bardziej dojrzały, nacechowany większą kulturą grania. Co się z tym wiąże scena jest taka jak powinna być ani szeroka, ani wąska – optymalna. Nie brakuje głębokości w prezentacji dźwięku jeśli przyjmiemy standardy DAPów, aczkolwiek tej głębi będzie trochę brakować w muzyce np. poważnej. Dźwięk nastawiony jest na bliskość, bezpośredniość, namacalność świetnie to się sprawdza w muzyce kameralnej. W gruncie rzeczy jednak otrzymujemy uniwersalny przekaz, który sprawi przyjemność mniej lub bardziej w zależności od przyzwyczajeń i gustów.   Brzmienie   Brzmienie jest wyraźnie ocieplone, bez straty na przejrzystości. Na średnicy odczujemy wprowadzoną w szlachetny i gustowny sposób słodycz. Wokale, gitary i inne instrumenty, właściwie cały przekaz jest nasączony tą słodyczą. Tak jak w S100 dźwięk mógł się wydać za bardzo cukierkowy, tak tutaj skojarzenia mam raczej z dobrą „lampą” (wzmacniaczem lampowym), która właśnie dodaje tej charakterystycznej barwy. Słuchając i porównując można mieć wrażenia jakby dźwięk z iRivera był bardziej soczysty, ce****ąc się zarazem podwyższoną gładkością. Całość brzmienia jest spójna, niekiedy możemy odnieść wrażenie, że za cenę spójności grania, chowają się różne detale, a raczej nie są przesadnie wyeksponowane. Jest to tendencja odwrotna do tej znanej mi z Cowona J3, gdzie detale miały być na pierwszym planie, co się odbywała kosztem brzmienia -wybrzmiewania instrumentów. Tutaj jest na 180st. odwrotnie, najpierw obcujemy z przyjemnym brzmieniem, jako całością, całą paletą różnych wybrzmień, a dopiero potem ukazują nam się wszystkie szczególiki. Brzmienie i sposób grania jest bardzo zbliżony do Touch 4G tylko właśnie bardziej ocieplony i zbity – z mniejszą sceną. W ślepych testach właśnie z T4G najczęściej myliłem B100.   SQ   Szczegółowość nie mam do niej żadnych zastrzeżeń. Jest to wysoki poziom wśród odtwarzaczy audio tj. Touch 4G, Cowon J3, Sony X, Samsung P3, Zune HD i innych. To na co mogę zwrócić uwagę to jest tu zachowana harmonia, między ukazywaniem szczegółów, a barwą i wypełnieniem. Separacja źródeł dźwięku jest na poziomie top, chociaż z pewnością wyprzedzą B100 odtwarzacze, które kładą mniejszy nacisk na spójność grania – takie jak Sony X, czy S8500. Rozdzielczość Nie odbiega od innych urządzeń tego typu. Wypełnienie Bardzo dobre, jest wręcz wzorem w kategorii DAP. Dynamika Bardzo dobra, a PRaT Wręcz świetny. Może nie nokautuje innych topowych grajków, ale czuć jak muzyka żyje i oddycha. Szerokość i głębokość sceny określiłbym je jako optymalne. W tych aspektach nie wykazuje się specjalnie. Jest szereg playerów które zagrają szerzej i głębiej. Jednak mi się wydaje, że jest to celowy zabieg. Muzyka ma grać jak najbardziej naturalnie, a nie efektownie. Stereofonia(przestrzenność sceny) jest świetna. Nic dodać nic ująć dostajemy świetną przestrzeń, która pozwala nam nastroić się na muzykę. Holografia(instrumentów, dźwięków) Bardzo dobra, ale nie wybitna. S8500 wykazał się lepszą holografią, jest on źródłem, grającym odrobinę bardziej efektowanie. B100 nie można niczego zarzucić, ale też nie stara się on wywrzeć jakiegoś ponad przeciętnego wrażenia, jest topowy poziom, ale w stylu T4G, a nie sony X.   Dedykowany jest...   Bardzo uniwersalny dźwięk nadający się właściwie do wszystkiego. W niektórych gatunkach będzie tylko brakować trochę wielkości sceny. Jeśli chodzi o słuchawki, to odradzałbym dobierać do niego wyjątkowo ocieplonych słuchawek, lecz tak jak S100 ma tak samo dużą zdolność adaptacyjną. Pozostaje tylko kwestia czy takie, gładkie, „uprzyjemnione” granie nam będzie odpowiadać.   Moje osobiste preferencje   iRiver B100 zaspokoił moje oczekiwania jeśli chodzi o jakość grania. Mógłbym go uczynić swoim głównym odtwarzaczem przenośnym. To co nigdy nie ukrywałem – lubię ten sposób grania. Muzyka brzmi jak muzyka, a nie zbiór dźwięków. Jest urzekająco, żywo i soczyście, ubieram słuchawki i po prostu słucham tego co lubię. Niczego mi nie brakuje w dźwięku tego playera. Czasami pewnie miałbym skoki w bok by odpocząć trochę od tego brzmienia, ale zawsze wracałbym do niego ochoczo. S100 też był przyjemny, ale szybko mi się znudził, a B100 mogę słuchać i słuchać, cały czas dostaję coś zaskakującego w muzyce.   PODSUMOWANIE   B100 jest kontynuacją dotychczasowej kreatywności inżynierów River’a. Dostajemy model który jest rozwinięciem modelu S100, ewolucją w kierunku lepszej ergonomii, bardziej przemyślanej konstrukcji, ekranu dotykowego pozwalającego na przejrzyste i łatwe przeglądanie zebranej muzyki. Ewoluował również dźwięk, jest bardziej dojrzały, kulturalny i jeszcze bardziej uniwersalny, została zachowana tendencja, a raczej idea, aby brzmienie było muzykalne, łatwe i przyjemne w odbiorze w istocie jest to silne nawiązanie do 4-tej serii Touch od Apple. Dostajemy urządzenie pod konkretne zastosowanie, bez wodotrysków i niekończących się bajerów, za to z przyzwoitą baterią i slotem na kartę. B100 w obecnych czasach nie zawojuje rynku, ale będzie dobrą ofertą dla ludzi, którzy wiedzą czego chcą.   Mój osobisty ranking topowych DAP, które znam: Touch 4G (szczegółowość, dynamika, sposób grania)
 
iRiver B100 (PRaT, barwa) | Samsung P3 (głębia) | Zune HD (barwa, przejrzystość)
 
Touch 1G (całokształt – naturalność)
 
Sony X (dobre SQ) | Cowon J3 (szczegółowość)

MrBrainwash

MrBrainwash

 

Recenzja FiiO E17

Dziękuję MP3STORE za udostępnienie sprzętu na testy, oraz @Forza Lazio za wykonanie zdjęć.   WSTĘP   Urządzenie FiiO E7, będące jednocześnie muzyczną kartą USB i przenośnym wzmacniaczem słuchawkowym odniosło sukces marketingowy. W tym tekście zapoznamy się z jego młodszym bratem Alpen E17, który powiedziałbym jest nie tylko jego rozwinięciem, ale bezpośrednim upgrade’m. Przekonacie się czy ten wynalazek radzi sobie w półce cenowej dwa razy wyższej niż poprzednik. Zapraszam.   Cena: ~630zł   OPIS   Opakowanie i akcesoria   Tym razem kolejny FiiO przychodzi w nieco większym i nieco twardszym tekturowym opakowaniu otwieranym jak bombonierka. W środku mamy dość bogate wyposażenie jak na Fiio. Mamy tu dobrze wyglądający, gładki i gruby futerał do przenoszenia i trzymania naszej karty. Dwie opaski do łączenia z przenośnymi odtwarzaczami, czy telefonami, kabel USB, interkonekt m.jack - m.jack, oraz dwie przejściówki do wykorzystywania wejść optycznego i coaxialnego. Dodatkowo dostajemy folie ochronną na wyświetlacz. Czyli jest bardzo poprawnie i niczego nie brakuje.   Budowa   E17 od pierwszych w chwil przyciąga naszą uwagę. Z zewnątrz zbudowany jest z grubego szczotkowanego, czarnego aluminium skręconego ze sobą od tyłu czterema śrubkami. Wielkościowo podobny do E11, jest trochę wyższy i delikatnie bardziej wypasiony. Taki trochę grubszy telefon. Prawie wszystkie funkcje obsługujemy z przedniego panelu, gdzie również znajduje się u góry drobny ekran. Obok niego znajdują się przyciski do kontroli dźwięku oraz nawigacji po Menu. Po lewej jest guzik power, służący również do wychodzenia z pod-/menu (gdy karta jest włączona jest podświetlony diodą LED), a po prawej kolejno menu/akceptujący, wyboru źródeł sygnału input, oraz hold, który wyłącza ekran. Wszystkie guziczki tutaj wykonane są również z aluminium. Na prawym boku urządzenia umieszczony jest przełącznik, który umożliwia nam wyprowadzenie czystego sygnału z urządzenia, działa to tylko wtedy, gdy Alpen znajduje się w docku wzmacniacza E9 lub gdy mamy podłączony specjalny kabel LO. Na górnej krawędzi mamy wejście na sygnały cyfrowe, do których musimy używać przejściówek , przycisk reset oraz wyjście słuchawkowe. Na przeciwległym brzegu znajduje się wejście mini-usb, pozwalające nam ładować akumulator oraz podłączać urządzenie pod komputer, następnie jest złącze do zadokowania, o którym mówiłem oraz wejście analogowe. Taki układ nie każdemu się może spodobać, tworzy to pewną niewygodę, gdy mamy podpięty amp do odtwarzacza i musimy go trzymać w kieszeni. Dużo lepiej sprawdza się rozwiązanie z wejściem liniowym i wyjściem słuchawkowym które mamy po jednej stronie, tak jak w E11.   Ogólnie jest to dobrze zbudowane i zgrabne urządzenie po za pewnym mankamentem opisanym wyżej i faktem, że taki rodzaj materiału będzie się trochę rysował jeśli nie będziemy używać etui. Jego poprzednik miał znacznie dłuższy wymiar pracy 80h na jednym ładowaniu, lecz <15h którymi dysponujemy nie jest złym, a średnim i wystarczającym wynikiem w mojej opinii.   E17 włącza się zaskakująco szybko, najpierw widzimy ekran powitalny z logiem firmy. Pojawia nam się ekran główny informujący nas o używanej gęstości odtwarzanych plików, gdy używamy go jako karty usb. Bardzo dobrym osiągnięciem jest odtwarzanie przez Alpen plików o większej gęstości, jest to spory krok na przód, choć pewnie niedługo stanie to się standardem w tego typu urządzeniach, a na powszechność tego typu plików muzycznych będziemy musieli jeszcze trochę poczekać. Dostajemy również informacje o naładowaniu baterii i tryb w którym pracuje. Po wejściu do menu mamy możliwość włączenia opcji zapamiętywania ustawień głośności, informacje o systemie, gdzie znajduje się również resetowanie ustawień. Poniżej są ustawienia dla tonów wysokich i niskich. Mamy możliwość podbicia jak i odjęcia tych częstotliwości, dzięki czemu jesteśmy wstanie w pewnym stopniu dopasować charakterystykę która nam odpowiada. Dla mnie brakuje tu jeszcze regulacji średnich tonów, ale wszystkiego nie można mieć. Mamy też w menu opcje ustawienia poziomu wzmocnienia w postaci 3 trybów (0dB, 6dB, 12dB), uaktywnianie ładowania przez USB, balans kanałów i sleeper.     DŹWIĘK   Sprzęt towarzyszący Valab NOS USB DAC Luxury Version | Touch 1/4G > iPure/ASD-1R Samsung S8500/Z5 | Apple Touch 1/4G | Meizu M6 | VT1708S Fiio e11 | FiiO E6 | LittleDot I+@408A/2xADA 4627-1   Słuchawki Sony MDR-7509, Microlab K860, Creative Aurvana Live!, Sony MDR-ZX700, Shure srh750dj/srh240@recabled, V-jays, Aiwa Shellz, AKG K420 i inne.   Muzyka Głównym materiałem który posłużył mi do testu była płyta „Ultrasone S-Logic Demo”. Jednak aby mieć szersze rozeznanie testowałem też na innych utworach, m. in.   Mike Silver - Old Fashioned Saturday Night (FLAC) The Spirit Of Gambo - Martin Minoit Son Portion Au Marche(FLAC) BVSC -Chan Chan (96khz/24bit) Eagles - Hotel California (192khz/48bit) Machine Head - The Sentinel (FLAC) Jazz Friends - Uncertain Nights (mp3@198) Arena Of Electronic Music-SPHINx - Croatia (vocal version)(mp3@204) Arena Of Electronic Music-4King and Reticent - Spiral Inside (mp3@209) Santana - Smooth (& Rob Thomas) (@320) Triplexity - Afro Blue (mp3@vbr) Papa Roach - Last Resort (@320)   Przemek Strączek Trio - Up To You Chimaira - Severed Hespèrion XXI - Ay, Que Me Abraso (Guaracha) Chopin na 5 kontynentach - Chopin w Arabii Emiliana Torrini - To Be Free King Crimson - 21st Century Schizoid man (Live) Jakszyk Fripp Collins - A Scarcity Of Miracles Jan Garbarek & The Hilliard Ensemble - Parce Mihi Domine   Ogólny charakter   Osobowości Alpen’a możemy przypisać takie cechy jak otwartość, klarowność, głębia. Pierwsze skojarzenie jakie mi się nasunęło wiązało się ze wspomnieniem Icon’a HDP. W gruncie rzeczy można powiedzieć, że to taka jego mniejsza wersja, zarówno jeśli chodzi o wielkość jak i o dźwięk.Jest przejrzysty, ani ocieplony, ani podkolorowany, ale ze charakterystyczną, przyjemną barwą. Gra on bardziej cyfrowo o klasę słabszym wypełnieniem od Icona, ale podobnie stara się nam przedstawić przestrzeń – jesteśmy otoczeni przejrzystym dźwiękiem, tak jakby wchodzimy w tą głębie. Można czuć taki „cyfrowy” nalot, ale niekoniecznie to musi być wada, daje to wrażenie „czystości” dźwięku części słuchaczy może to się podobać.   Brzmienie   Coax/usb [T4 > i20 > e17] – różnica jest taka z jaką się spotkałem w innych przypadkach (Icon HDP, Valab). USB gra w sposób wyraźnie cyfrowy (twarda drobinkowość), a po coax dźwięk jest bardziej analogowy. Tak jak w innych przypadkach różnica była dla mnie głównie gustu, tak tutaj dla mnie jest wyraźny plus. Scena wydaje się większa, dźwięk ma w sobie większą kulturę, jest przyjemnie gładko. Może dalej słychać większą głębie po USB, ale po coax dźwięk ma w sobie coś co zaczyna urzekać i w większość słuchawek, cechy zgrania, które mnie wcześniej trochę drażniły tutaj znikają. Trzeba też dodać, że używając sygnału przez coax muzyka jest o 2 szczebelki cichsza   Optical/USB [T4 > i20 > k.Tonsil > e17] – Tutaj mamy coś pomiędzy USB i coax. Muzyka jest gładsza, ale nie tak pełna jak przez coax, ale też trochę głębsza. Również jest trochę ciszej. Wejście optyczne to dla mnie lepszy wybór niż USB, lecz mimo wszystko najbardziej preferuje coax. Wszystkie różnice są zauważalne, natomiast różnica w SQ należy raczej do osobistej oceny, bez drastycznych zmian. Tak jak napisałem ja wybieram coax.   Po USB (z czego pewnie więcej osób skorzysta)   DAC – Gra podobnie do Touch 1G w którym również siedzi wolfson. Oba kładą nacisk na przejrzystość i głębie dźwięku. E17 gra chłodniej i jaśniej, ale również z bardziej dobitnym basem. Touch 1g jest cieplejszy, ma więcej brzmienia mniej szczegółów, jest dla mnie mniej wyraźny, ale również naturalniejszy. Ogólnie jest to podobny poziom i miałbym problem w ślepych testach z określeniem czy jest włączony tryb usb czy tryb aux. Touch 4G to dla mnie już trochę wyższy poziom, z lepszą koherencją przekazu i lepszym wypełnieniem, wyraźnie lepszą dynamiką. DAC&AMP – Całościowo powiedziałbym że to taki T1 z wbudowanym trochę lepszym (chłodniejszym i mocniejszym) E6 i chyba tak jest… Bonusem w tym wypadku jest strumieniowanie sygnału cyfrowego z dysku komputera. Całościowo brzmienie jest czyste i wyraziste z wolfson’owskim nalotem, głębi i lekkości.   Poszczególne pasma (tryb USB)   Góra: Jest czysta i szczegółowa, dobrze rozszerzona i poukładana. Ani spokojna ani nerwowa, trafia bezpośrednio do nas. Ilość jej możemy sobie regulować wbudowanym EQ. Na płasko jak dla mnie w większości przypadków jest jej w sam raz.   Bas: Jest dobrze kontrolowany, potrafi postawić „kropkę nad i”. Trochę brak mi jego spójności i wypełnienia, lecz na pewno nie brak mu sprężystości. Ostatecznie nie mam wobec niego większych zarzutów, robi przyzwoicie to co trzeba w słuchawkach mniej wymagających. Jego ilość można sobie wyregulować.   Średnica: Tak jak reszta pasma jest bardzo przejrzysta i szczegółowa. Ma w sobie energie, spontaniczność i połysk, barwa tak jak mówiłem dość specyficzna. Gra to dość „chudo” – „cyfrowo” brak odrobiny wygładzenia/ciepła, ale nie to, żeby jakoś to drażniło, po prostu ma swój styl.   SQ (tryb USB)   Szczegółowość – Nie jest genialna w sensie ogólnym, ale bardzo przyzwoita w świecie urządzeń do 600zł   Separacja źródeł dźwięku – bardzo dobra, w szybkich kawałkach się Alpen się nie gubi, każdy dźwięk, znajdzie drogę nawet w największym zamieszaniu. Zależy ona w dużej mierze od słuchawek.   Rozdzielczość/Wypełnienie – w tych parametrach mogłoby być dużo lepiej. Jest ogólnie przeciętnie, choć to dużo nie przeszkadza i tak nie możemy się spodziewać dużo więcej po innych urządzeniach tej klasy. Ale nie jest tak, że tego nie ma i że to jakoś przeszkadza, bo tak nie jest.   Dynamika – Przyzwoita. Pewnie, że da się lepiej, nawet sporo lepiej, lecz nie zauważymy jej braku jeśli nie zaczniemy porównywać.   PRaT – W E11 jest lepszy PRaT, ale nie zawsze ta różnica jest dostrzegalna. Ogólnie po raz kolejny nie mamy na co narzekać. Czujemy puls muzyki, jest odpowiednio dynamicznie.   Szerokość i głębokość sceny – E17 kładzie duży nacisk na tworzenie poczucia głębi, ciężko mówić o budowaniu planów, to jeszcze nie jest sprzęt tej klasy, ale czujemy jak to wszystko oddycha, jesteśmy umieszczeni wewnątrz świata muzyki. Nie czuję aby karta, jakoś specjalnie zawężała scenę, jej szerokość dyktują użyte nauszniki.   Stereofonia(przestrzenność sceny) – Nie ma takiej spójności dźwięku. Dźwięk nie rozchodzi się równomiernie po scenie. Gra w sposób „WoW” i trochę „udaje” transparentność zamiast ją rzeczywiście się odznaczać. Można otrzymać bardzo ciekawe efekty używając odpowiednich słuchawek (w tym przypadku BSCDD pokazały w pełni stereofoniczną scenę)   Holografia(instrumentów, dźwięków) – Tutaj jest ukłon w stronę urządzeń Samsunga. Stoi na bardzo dobrym poziomie oczywiście jeśli zgranie ze słuchawkami na to pozwoli. Poszczególne instrumenty, głosy, dźwięki – bardzo ładnie się prezentują w przestrzeni.   Gatunki i sprzęty, którym jest dedykowany.   Jeśli chodzi o muzykę, to wszystkie gatunki o ile w ogóle spodoba nam się prezentacja dźwięku E17. Jeśli chodzi o słuchawki, które pasują do E17, to jest ich cała gama. Dobrze spisuje się ze słuchawkami ocieplonymi ciepłymi, ale też nie wykrzaczy słuchawek chłodniejszych.   Moje osobiste preferencje   Ja posiadam już dwa urządzenia i to w dodatku przenośne, na chipie wolfson, które zagrają podobnie i podobną jakością, więc nie widzę sensu bym inwestował w E17 swoje pieniądze. Dźwięk mi się podoba, aczkolwiek nie jest to moja bajka, wolę bardziej analogowe granie i do domu uderzyłem w inną półkę. Jednak jako sprzęt poboczny z doskoku byłby bardzo fajny. Jeśli ktoś nie ma żadnego lepszego źródła i słucha np. na przysłowiowym clip+ to jest to bardzo dobre urządzenie typu „entry lvl” by zacząć swoją poważną przygodę z dobrą jakością audio.   PODSUMOWANIE   Alpen E17 jest małą solidnie zbudowaną kartą i w miarę przyzwoitym wzmacniaczem słuchawkowym. Jest to produkt całościowo udany i dźwiękowo może nie najlepszy z najlepszych, ale oferujący już bardzo fajną jakość i ciekawe brzmienie. Krążyło mi tak po głowie, że przydałoby się na rynku takie urządzenie, które grałoby jak Samsung (P3, S8500) lub Touch, ale można by było podłączyć do komputera i słuchać z dysku. No i proszę, życzenie się spełniło. Jednak tego typu produkty nie są oderwane od rzeczywistości i trzeba uwzględnić jeszcze aspekt ekonomiczny. Cena moim zdaniem jest zawyżona. Wszystko niby fajnie i pięknie ale nie oferuje mi dźwiękowo więcej niż mój telefon (S8500), jeśli komuś miałbym wskazywać „opłacalne” urządzenie to nie byłby to ten fiio. Cena ogólnie powinna być na poziomie 300-350zł, ale nawet cenę 400-450zł można by było przeboleć. Natomiast nie mam pojęcia skąd wzięła się cena 630zł. No ale tak to jest z audio i nowościami…

MrBrainwash

MrBrainwash

 

Recenzja FiiO E11

Dziękuję MP3STORE za udostępnienie sprzętu na testy, oraz @Forza Lazio za wykonanie zdjęć. WSTĘP   Gonimy za jakością. W każdej dziecinie, chcemy lepiej, chcemy mocniej, wydajniej i więcej. Szczególnie można to zaobserwować w audio. Kupujemy nowy odtwarzacz, bardziej ekskluzywne słuchawki, a przypieczętowaniem rozwoju ma być nowy wzmacniacz. Chcemy aby tchną w nasze nauszniki nowe życie. Postaram się opisać w tym tekście projekt firmy FiiO. Dowiecie się czy w mojej subiektywnej opinii została osiągnięta „kropka nad i” w dość długo dostępnym na naszym rynku portable amp E11. Zapraszam.   Cena: ~250zł   OPIS   Opakowanie   Wzmacniacz schowany jest w niedużym aluminiowym pudełku z tekturową obręczą z nazwą produktu i specyfikacją. W środku jest plastikowo-materiałowa cienka foremkaw której spoczywa omawiany amp. Pod nią ukryte są wszystkie akcesoria. No i to wszystko, skrzętny minimalizm, a jednocześnie wygodna i trwała forma przechowywania i przenoszenia urządzenia.   Akcesoria   Gumowa opaska, interkonekt m.jack-m.jack, kabel usb. Nie ma czym się zachwycać, ale zdaje się wszystko co trzeba. Opaska przydatna to noszenia E11 razem z ipodem czy innym DAP – dobrze się sprawdza, interkonekt o ile nie zacznie nam przerywać, a tak się zdarzało w przypadku mojego egzemplarza, nie jest może najlepszym możliwym rozwiązanien, ale nie psuje dźwięku, dodaje lekkie ocieplenie do brzmienia. Kabel usb – pełni swoje zadanie.   Budowa   E11 ma znośne nieduże rozmiary 92.5 x 54.2 x 13.4mm. Nie można powiedzieć że jest malutki, ale też nie sprawia problemu trzymanie go w kieszeni. Zbudowany jest z plastikowo-aluminiowej obwódki, oraz dwóch plastikowych ścianek. Trochę dziwne posunięcie ze strony fiio, że opakowanie może być aluminiowe, a wzmacniacz jest tylko plastikowy, lecz na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie solidnego. Jednak po wzięciu w ręce pogarsza wrażenie uginający się pod przyciskiem plastikowy bok. W każdym razie nie powinien się rozsypać w rękach. Na górze jest obudowany potencjometr. Na początku to rozwiązanie wydaje się nowe i fajne, jednak ergonomicznie kuleje to związanie, dostęp do regulacji głośności jest utrudniony. Samo pokrętło to ceniony za jakość ALPS z metalową gałką. Obok niego znajdują się kolejno wejście liniowe i wyjście słuchawkowe. Dużo osób ceni takie rozwiązanie, sprzyjające ułożeniu urządzenia w kieszeni, gdy podpięte są wtyczki. Jest ono niejako standardem. Następnie po jednej stronie alumiowej obwódki znajduje się wejście do ładowania mini-usb, po drugiej regulacja dwustopniowa wzmocnienia i trójstopniowe EQ. Czasem ciężko wyczuć siłę jaką musimy użyć włączając 2 stopień EQ. Na prostopadle leżącym boku znajduje się przycisk zwalniający klapkę. Pod nią widzimy przemyślany układ. Po bokach upchane kondensatory, a na środku miejsce na wymienny akumulator o pojemności 500mA (który ładujemy 200min, co starcza na <10h ). Fakt że możemy go łatwo wymienić jest na plus. Natomiast na duży minus jest fakt że podczas ładowania nie możemy wykorzystywać wzmaniacza. Pod baterią znajduje się dodatkowa regulacja wzmocnienia (poboru prądu) właściwie nie musimy jej ruszać, może być na high ustawiona, ale w przypadku IEMów low sprawi, że szumy urządzenia będą mniej odczuwalne.   Ważne aspekty techniczne: Wbudowana wysokiej jakości bateria typu BL-5B (standard w telefonach)
Możliwość wyboru wzmocnienia - duże dla wymagających słuchawek, małe o mniejszych szumach dla słuchawek dokanałowych
Podwójne zasilanie - dwa napięcia odniesienia dla różnych ustawień wzmocnienia
Wzmacniacz o wysokiej wydajności prądowej AD8397
Potencjometr ALPS
Trzy poziomy wzmocnienia basu
Dwa poziomy wzmocnienia napięciowego dla różnych rodzajów słuchawek
≥12dB(wysokie); ≥6dB(niskie)
Układ protekcji słuchawek - wyłączenie wzmacniacza przy niebezpiecznych sygnałach
Pasmo przenoszenia: 10Hz - 100kHz
Moc wyjściowa dla dwóch wartości wzmocnienia: 300mW(16Ω), 120mW(16Ω)
Waga: 65g (z baterią)
DŹWIĘK   Łatwo mi się testuje słuchawki, trochę gorzej jest z odtwarzaczami, ale też nie mam problemu z określeniem charakteru danego DAP. Jednak w przypadku wzmacniacza sprawa się komplikuje. „Wzmacnia” on „dźwięk” (a konkretniej sygnał) na swój własny sposób, ale w tym wypadku mnóstwo zależy od kombinacji dwóch pozostałych elementów, by można było określić jakoś przewidywane zmiany. Z początku musimy rozważyć sensowność takiego zakupu, gdyż nie zawsze istnieje taka potrzeba – zmiany mogą być znikome, a w najgorszym wypadku szkodliwe. Wydać kilka set złotych to nie problem, ale dróg do osiągnięcia celu jest wiele i nie zawsze zakup wzmacnia jest tą dobrą drogą. No, ale jeśli rozważamy zakup wzmacniacza to przeważnie dowiadujemy się jakiej klasy jest wzmacniaczy. Często o tym mówią nam porównania do innych wzmacniacz. Następnie dowiadujemy się jaki ma charakter. Czy oby na pewno będzie pasował do naszego toru, a kierować trzeba się zasadą równowagi – do ciepłego dobieramy zimny, do ciemnego jasny itd. aby końcowy efekt był naturalny i przyniósł jedynie wzrost SQ. Często pożądaną cechą ampa jest jego „przezroczystość”, która pozwala zachować charakter brzmieniowy naszego zestawu poprawiając jedynie „transparentność” przekazu. Kolejność tych kroków możemy pozmieniać, chodzi o to co nas powinno interesować przy wyborze wzmacniacza. Tak, więc kiedy wiemy już co i jak możemy przejść do konkretnego przykładu – E11.   Sprzęt towarzyszący Valab NOS USB DAC Luxury Version | Touch 1/4G > iPure/ASD-1R Samsung S8500/Z5 | Apple Touch 1/4G | Meizu M6 | VT1708S Fiio e17, FiiO E6, LittleDot I+@408A/2xADA 4627-1   Słuchawki Sony MDR-7509, Microlab K860, Creative Aurvana Live!, Sony MDR-ZX700, Shure srh750dj/srh240@recabled, V-jays, Aiwa Shellz, AKG K420 i inne.   Muzyka Głównym materiałem który posłużył mi do testu była płyta „Ultrasone S-Logic Demo”. Jednak aby mieć szersze rozeznanie testowałem też na innych utworach, m. in.   Mike Silver - Old Fashioned Saturday Night (FLAC) The Spirit Of Gambo - Martin Minoit Son Portion Au Marche(FLAC) BVSC -Chan Chan (96khz/24bit) Eagles - Hotel California (192khz/48bit) Machine Head - The Sentinel (FLAC) Jazz Friends - Uncertain Nights (mp3@198) Arena Of Electronic Music-SPHINx - Croatia (vocal version)(mp3@204) Arena Of Electronic Music-4King and Reticent - Spiral Inside (mp3@209) Santana - Smooth (& Rob Thomas) (@320) Triplexity - Afro Blue (mp3@vbr) Papa Roach - Last Resort (@320)   Przemek Strączek Trio - Up To You Chimaira - Severed Hespèrion XXI - Ay, Que Me Abraso (Guaracha) Chopin na 5 kontynentach - Chopin w Arabii Emiliana Torrini - To Be Free King Crimson - 21st Century Schizoid man (Live) Jakszyk Fripp Collins - A Scarcity Of Miracles Jan Garbarek & The Hilliard Ensemble - Parce Mihi Domine   Ogólny charakter   E11 przynosi nam spory zastrzyk mocy. Różnie to może zadziałać, nie zawsze ta moc jest wskazana. Teoretycznie dostajemy większą scenę, lepszą dynamikę, stereofonie, dostrzegamy więcej szczegółów z nagrania, ale tylko teoretycznie, w praktyce może wyjść różnie. W tym przypadku kontrola i impakt basu się poprawia. Góra pasma przeważnie trochę łagodnieje, ale również się rozszerza. To jak wykreuje scenę dużo zależy od tego w jaki sposób tworzy ją źródło. Jednak nie ma co liczyć na kokosy w tym wypadku, efekty, które przynosi E11 można nazwać niuansami, nie robią efektu WoW, po prostu zauważamy, że pewne rzeczy robione są lepiej, że możemy sięgnąć trochę głębiej. Jest to dość spory krok w tył w porównaniu do DigiZoid ZO2, który potrafił zamienić wieczorny TV w spektakl w teatrze.   Brzmienie   E11 wnosi do brzmienia solidną podstawę basową i dozę ciepła-gładkości. Czasem to będzie zaleta, a czasem wada. Poprawia się PRaT i kawałek może zabrzmieć dynamiczniej, ale ogólnie dźwięk się uspokaja, robi bardziej kulturalny.   Poszczególne pasma   Góra: Tutaj odbijają się najczęściej wszelkie dodawanie elementów do torów. Może stracić nie raz na swojej klarowności. Za to często może ulec rozciągnięciu, dzięki czemu możemy się w nią lepiej wsłuchać, dostrzec więcej aspektów.   Bas: Tak jak pisałem poprawia się PRaT za co w dużej mierze odpowiada poprawa kontroli basu i jego impaktu. Dostajemy tu solidną podstawę dla muzyki. Czasem jakość tego basu może wzrosnąć o całą klasę w prowadzając nową ulepszoną fakturę i różnorodność. Niestety czasem przy braku synergii bas ten może się rozłazić i psuć wszystko dookoła.   Średnica: Czasem dostrzeżemy tutaj lepsze jej wypełnienie i zdefiniowane, może poprawić się jej kultura. Wchodzi gładkość wywołana większym ociepleniem. Trzeba powiedzieć, że jest to miecz obusieczny. Raz słuchawkom ochłodzonym nadać to może bardzo przyjemnej barwy dobrać i połączyć ze sobą resztę pasm w jedna spójną (ale nie zlaną) całość. A innym razem, możemy odczuć efekt grzejnika w postaci przesłodzonych wokali i rozmazanych dźwięków gitary.   SQ   Szczegółowość - Nie psuje dużo, a czasem poprawia. Przy dobrym zestawieniu słuchawki mogą odżyć, pokazać się od innej strony. Jednak nie liczyłbym tu na jakiś przebój.   Separacja źródeł dźwięku – Może się znacznie poprawić, szczególnie przy prądożernych słuchawkach. W większości przypadków odczuwałem jakąś poprawę, choć jej skala się mocno wahała.   Rozdzielczość – Nie jest to jeszcze urządzenie które przenosi nas na inny poziom. Jeśli jednak słuchawki mają jakieś braki w tej dziedzinie to E11 może trochę pomóc   Wypełnienie – To co można wyczytać z wcześniejszych wersów, słuchawki mogą zyskach wiele na wypełnieniu, gdyż E11 ma dobre gładkie, lekko ciepłe brzmienie, jednak muszą być ku temu dobre warunki.   Dynamika – Często się poprawia, a jak się poprawia to jest zadowalająca.   PRaT – To co wyżej, E11 ma wszystko to co trzeba by nadać pazur muzyce, pod warunkiem, że dobrze się zgra. W innych wypadkach, możemy poczuć mdłości co tylko pogarsza PRaT i sprawiam, że przekaz staje się flakowaty i nudny.   Szerokość i głębokość sceny – zależy od źródła i słuchawek, potrafi odczuwalnie wpływać na te cechy choć głównie poszerza scenę.   Stereofonia(przestrzenność sceny) – Bardziej wymagające lub bardziej podatne słuchawki, zaczynają przy E11 oddychać. Przyjemny efekt, jeśli się pojawi.   Holografia(instrumentów, dźwięków) – Często się poprawia w miarę jak poprawiają się kontury w dźwięku dobrze zgranego zestawu.     Dedykowany jest...   Sprzętem dedykowanym będą wszystkie odtwarzacze z wyjściem LOD, a najlepiej te neutralne i chłodne. Spokojnie można podłączać go do serii Touch. Możemy też skorzystać z wyjścia słuchawkowego, ale często to się mija z celem. Muzyka każda. Uzyskane efekty mogą pasować do Jazzu przez powiększenie sceny i poprawienie kultury dźwięku, jego brzmienia. Mogą też pasować do Rocka czy Electro, dzięki zwiększonemu PRaT i dołożeniu więcej „mięsa” muzyka ma więcej dynamizmu.   Moje osobiste preferencje   Rzadko, który wzmacniacz portable z niskiej półki mnie przekonuje. Z wyższej półki nie przekonuje mnie cena, której nie chcę wkładać w portable (ostatnio komuś z forum ukradli całkiem niezły i drogi sprzęt). Ja cenię sobie E6 za niski koszt, małe rozmiary i walory brzmieniowe, a E11 mnie w swojej cenie nie przekonuje. No, ale nie mogę powiedzieć, że jest zły, nie jest natomiast sprzętem za którym nie będę tęsknił i który słuchacza zwala z nóg.   PODSUMOWANIE   Korzystając z E11 mam wrażenie, że został skrojony na miarę. Ma się odpowiednio wpisywać w obecny rynek i nic więcej. To samo robi wzmacniacz E6. Oczekiwania ludzi siedzących w portable amp były na pewno większe niż to co otrzymali. Po prostu dostaliśmy kolejny (pół-)piecyk, który dobrze wygląda, ma dobrą i zachęcającą moc, ale w dźwięku okazuje się że jest bez żadnych rewolucji. Polecam wszystkim tym którzy mogą go sobie potestować i zdecydować czy opłaca się im zakup. Ci którzy chcą brać w ciemno i nie znają się jeszcze na tym rynku zalecałbym ostrożność i wstrzemięźliwość.

MrBrainwash

MrBrainwash

 

"Recabling" - uczta dla oka i ucha | Made by Forza AudioWorks

Zaistnienie tej recenzji umożliwiła firma Forza AudioWorks     …a co to takiego, tym razem?   Tym razem pod lupę trafia nie sprzęt, a raczej usługa. Mowa tu o sławnym „recablingu”, czyli po prostu wymianie kabla w słuchawkach. Motywacja do podjęcia takiego działania może być różna: czasem kabel się zerwie, przerwie, przetrze, uszkodzi i przy okazji naprawy postanawiamy wymienić na coś lepszego, czasem to chęć uzyskania lepszego wyglądu i trwałości, a czasem lepszego dźwięku. Recenzja dotyczy rekablingu popełnionego na słuchawkach Creative Aurvan Live! przez naszego forumowego Kolegę Forza Lazio aka Forza AudioWorks, który pomału przechodzi na zawodowstwo w tej dziedzinie. Jego prace możecie obejrzeć na stronie www.forzaudioworks.com, a nawet możecie spotkać jego wyroby w sklepie audiomagic.pl . To nie jest pierwszy kontakt ze zdolnościami @FL. Wcześniej wybrałem go, aby zrobił mi recabling PX360 i kabel wyjścia liniowego do ipoda w czym również się specjalizuje. Postaram się streszczać i przekazać wam najważniejsze swoje spostrzeżenia.   …a u kogo to tak można?         Oczywiście nie ma usługi bez usługodawcy. Cóż można powiedzieć o Mateuszu? Pierwszy kontakt, nie odbył się na stopie zawodowej. Jest on aktywnym uczestnikiem forum. Jako osoba dzielącą się wspólną pasją udostępnia swój sprzęt do testów i chętnie uczestniczy w „meet’ach”. Co jakiś czas jego skrzynka PW bywa zapchana – co wiadomo o czym świadczy, lecz kontakt z nim zawsze jest, a on jest otwarty na niego. Jego działania dotyczą też swoistego wolontariatu w uczestniczeniu w projekcie gazetki audio „BOOM”. Zauważyłem że posiada zdolność do podchodzenia do wszystkiego bez stresu, każdy problem jest po prostu rozwiązywany, każda niejasność rozwiewana. Jeśli chodzi o sprawy zawodowe, to przynajmniej w moim przypadku spotkałem się z rzetelnością i konkretnością tego pracownika Forza AudioWorks. Jest to osoba, która wszystkie sprawy załatwia od ręki i nie lubi zwlekać. Efektem jest ekspresowe wykonanie usługi, na którą nie czekamy, gdyż jesteśmy informowani kiedy możemy się spodziewać zakończonej pracy. Do pracy swojej podchodzi poważnie i bierze za nią odpowiedzialność. Świadczyć może o tym fakt iż do każdego "wyrobu" jaki wyjdzie z pod szyldu Forza AudioWorks dostajemy 2 lata gwarancji. Gdy mi mój „LOD” zaczął przerywać, bez gadania postanowił mi go naprawić nieodpłatnie. Nie spotkałem się z niczym złym z jego strony, a wręcz przeciwnie – nieraz mnie zaskakiwał. Szczerze polecam Forza AudioWorks - ta firma ma moją rekomendacje.   …no a jak on to robi?   Właściwie każdy recabling jest inny, gdyż słuchawki są inne i możemy zastosować różne materiały. U Forza Lazio możemy zastosować chyba każde rozwiązanie i sam na stanie ma wiele materiału, który nam proponuje. Wystarczy powiedzieć jaki kabel się chce i jaki oplot użyć. Oczywiście przeważnie nam jest proponowane sprawdzone rozwiązanie pod kątem jakości i kosztów. Nie musimy się bać, że zostanie nam wciśnięty srebrny kabel do słuchawek, które nie są tego warte. Działalność Forza AudioWorks wiąże się z dużym doświadczeniem Mr.Forzy, który na pewno doradzi nam coś rozsądnego. W moim przypadku – gdy wymiana kabla dotyczył słuchawek portable postawiłem na praktyczność rozwiązania. Został użyty „wypruty” kabel canare (btw. miałem go wcześniej w IC i wiedziałem, że jest dobry), włożony w elastyczny, dobry jakościowo i dobrze wyglądający oplot. Tym razem zdecydowałem się na kolor niebieski (aby pasowało do moich oczu), a wcześniej przy recabling’u słuchawek Sennheiser zdecydowałem się na fiolet. Do tego wszystkiego nie przesadzając wybrałem, stary dobry wtyk neutrik. Oczywiście same słuchawki, przychodzą (mimo rozbierania ich kopułek) w stanie takim jak wyszły od nas + nowiutki kabel. Muszę przyznać, że praca wykonana jest bardzo solidnie – z dbałością o szczegóły i estetycznie. „Termokurczki”, na których ostatnio dodane jest ładne logo "Forza AudioWorks", przylegają ściśle i pewnie, są też dobrane odpowiednio, w odpowiednich miejscach pod kątem grubości. Takie rozwiązanie jakie wybrałem daje naprawdę miłe wrażenie. Kabel się nie plącze, ślady pamięciowe szybko znikają, a do trwałości i praktyczności tego rozwiązania też nie można mieć zastrzeżeń. Mogę w tym miejscu dodać, że jak ktoś nie chce rzucać się w oczy to niech wybierze czarny oplot. Bo kolorowy przyciąga wzrok ciekawskich przechodniów. No chyba, że ktoś lubi przyciągać na siebie wzrok, wtedy tym bardziej może sobie wybrać kolor oplotu pasujący do garderoby. Jeśli kablowi przyjrzymy się z bliska można dojść do wniosku, że jest to wyrób customowy. Jednak z dalszej odległości wydawałoby się jakby kabel był naturalną częścią słuchawek.   … a to, to gra chociaż?   „CAL!” to jedne z moich ulubionych słuchawek. Zastanawiałem się co zmiana kabla wniesie do dźwięku. Trochę bałem się, że zniknie ich charakter, który dość polubiłem, z drogiej strony spodziewałem się jakiegoś turbo-dopalacza do dźwięku. Niestety i -stety zmiany jakie zaszły w słuchawkach to kosmetyka dźwięku. Charakter grania pozostał taki sam, a o wszelkich zmianach, o których zaraz powiem mówię z lekkim niedowierzaniem sobie, gdyż z pamięci ciężko określić precyzyjnie różnice. Są to takie zmiany jakich mogłem się spodziewać po użytym przewodzie. Bas jest bardziej spójny, trochę bardziej masywny, ale minimalnie, wszystko to razem sprawia, że łatwiej mu się przebić, ze swoim impetem. Mówiąc zwyczajnie zmienił się trochę jego charakter. Trudno ocenić tą zmianę, czy jest na plus czy minus. Dużej części ludzię to się na pewno spodoba. Cały przekaz się ocieplił i stał się bardziej gładki, spójny / zszyty. Podnosi to wrażenie „muzykalności” dźwięku, czyli mniej skupiamy się na poszczególnych dźwiękach, a bardziej na całej muzyce jako jedno , podnosi to frajdę ze słuchania, czyli tzw. „fun”. CAL! nigdy nie były słuchawkami nastawionymi na analityczność, tylko na przyjemność przekazu, więc tą zmianę odbieram na plus. Trudno ocenić jak zmieniło się brzmienie instrumentów w średnim paśmie, ale na pewno jest dalej przyjemnie. Wokale za to zauważalnie się wypełniły, wygładziły i jeszcze odrobinę osłodziły, są teraz jeszcze łatwiejsze, IMO przyjemniejsze w odbiorze. Nie jestem wstanie powiedzieć, co zmieniło się w wysokich tonach. Ogólnie mają podobny, jeśli nie taki sam charakter, z tym, że jeśli komuś wyższa średnica przeszkadzała i dokuczała, a tak też mogło być, to teraz już raczej nie ma prawa. Wiele osób w CAL'ach skarży się na „efekt studni” tzn głębokość sceny sprawia, że kojarzy to się z dźwiękiem niosącym się przez studnie. Osobiście, głębokość sceny mi się podobała i wcale nie kojarzyła mi się ze studnią. Jednak jeśli komuś ten efekt się nie podobał to tu został trochę zniwelowany. Głębokość dźwięku dalej jest, lecz znikła taka „pusta” wyrazistość tej głębi. Dla mnie jest to na mały minusik, ale dużo osób potraktuje to jako plus.   …więc co z tym robimy?   Jeśli chodzi o odpowiedź na pytanie „gdzie robić recabling?” to już jedną odpowiedź macie. Moja rekomendacja 5 gwiazdek pod każdym względem. Jeśli chodzi o CAL! to myślę że teraz decydowałbym się na inny kabel, choć ten co jest teraz jest super z pkt. widzenia praktycznego i gra też nieźle, wielu osobom spodobają się zmiany. Odpowiedź na pytanie czy w ogóle robić recabling, jest pytaniem bardzo indywidualnym. Jeśli nie mamy już gwarancji, a uszkodzi nam się kabel to raczej nie mamy wyboru, a jeśli chodzi o różnego rodzaju poprawę, to wszystko zależy od tego jaki kabel jest już w słuchawkach, jakie to są słuchawki i jakich zmian oczekujemy. Tak więc radzę po prostu skonsultować tą sprawę na forum lub/i z fachowcem.

MrBrainwash

MrBrainwash

 

Wzmacniacze FiiO E11 i E17 - synergia i porównanie.

Źródło:[T4 > i20 > … ] OCENA ZGRANIA   Skala: 1 – brak zgrania 2 – zgranie słabe 3 – dobre zgranie 4 – synergia lub prawie synergia     E11 PX360 (4):   E11 powiedziałbym, że nawet poprawia te słuchawki, nie ma podbicia góry które jest w E17 więc nie zrównoważymy charakterystyki, lecz dla mnie osobiście nie ma takiej potrzeby. E11 dodaje im wypełnienia i gładkości. Za to zostaje świetna dynamika z przyjemną sceną i czystością grania. Bas jest dobrze wypełniony i trochę rozciągnięty. Nabierają odpowiedniej ciężkości by podobać się w rocku. To zestawienie jest bardzo przyjemne i nadaje się do wszystkiego z poprawką na gusta (bo jeśli słuchawki nam się nie podobają, to i w tym zestawieniu je niżej ocenimy).   SRH240 (4):   To samo co wyżej tylko z większą sceną, lepszą rozdzielczością i trochę mniejszą dynamiką. Naprawdę można się rozkoszować już barwą wokali i poszczególnych instrumentów. Wielką zaletą jest dla mnie w tych słuchawkach nabranie spójności przekazu, ale przy zachowaniu świetnej separacji – wybitnej w tych słuchawkach.   CD340 (3+):   Potencjał słuchawek został wykorzystany, grają tak jak mogą, aczkolwiek nie powiedziałbym że to najlepsze zgranie jakie można do nich znaleźć. Nastawiony nacisk na przestrzenność dźwięku, choć jesteśmy umiejscowieni wewnątrz jego. Rozdzielczość dźwięku nie została poprawiona i to jest cecha słuchawek, aczkolwiek po przyzwyczajeniu się, to nie przeszkadza. Bas jest lekki, może za lekki, nie ma go dużo, ale podbijanie mało co daje. Góry odpowiednia ilość. Natomiast w porównaniu do poprzednich słuchawek pojawiło się mięso i dużo lepiej dają sobie radę z rockowymi kawałkami. Po za tym są tak samo uniwersalnymi słuchawkami, jeśli komuś sposób prezentacji będzie odpowiadał. Czyli to samo co w E17 z tą różnicą, że tu jest odrobinę cieplej.   Hi2050 (3):   Tutaj jest podobnie do E17. Pełne możliwości słuchawek nie są wykorzystane, chociaż czuć, że słuchawki się wzbogacają dzięki większej dawce prądu. Przekaz też robi się ocieplony co w lekkiej muzyce daje wrażenie lepszego wypełnienia, ale w gęstszej robi się trochę za ciepło. Oczywiście zagrają super, ale to nie jest jeszcze kropka nad i dla nich, oj nie.   K420 (3):   Przed odsłuchaniem pomyślałem że wyjdą z tego ciepłe kluski. Jednak nie, naturalna ich klarowność jeśli w ogóle można o niej mówić została zachowana. Jednak zgranie jest przeciętne. Zyskujemy trochę lepszy PRaT i minimalnie lepszą separacje, ale to mało.   Aiwa Shellz (4):   Wychodzi całkiem udane połączenie tak jak się spodziewałem. Przekaz dalej jest jasny, ale bas nabiera naturalnej konturowości. Za to spójność i ocieplenie wychodzą na plus dla nich. Na duży plus wychodzi poszerzenie sceny, nie jest ona jakaś szeroka, dalej odczuwamy jej ograniczenia, ale jest szerzej i ładnie oddycha, na większy rozmach. Separacja jak to w aiwach – wybitna, dynamika też się odrobinę poprawia. Muszelki trzeba lubić, ale jest to fajne połączenie w mojej ocenie.   V-jays (4-):   It’s good. Veri veri nice. Myślałem, że E11 zamuli Vki, nic podobnego, jest dynamicznie, z rytmem I pasją. Scena się powiększa i zarazem pogłębia. Bezpośrednio z T4 muzyka jest za bardzo skondensowana. Tutaj dostajemy ładną dekompresje.   ZX700 (3+):   Dostajemy przyjemną powiększoną i poszerzoną scenę, SQ jest na bardzo poprawnym poziomie, natomiast tracimy na czystości przekazu która w tych słuchawkach jest potrzebna.   BSCDD (4):   Takie samo wyśmienite zgranie jak w przypadku E17, tylko nastawione trochę na inne granie. Słuchawki nie mniej rozruszane są na maksa, dając lepszą scenę niż zazwyczaj i ukazując więcej detali.   HTX-7 (4-):   Dobrze do razem, gra jest fajna pełnowymiarowa scena, dość spora szczegółowość. Minus za to, że dla niektórych średnica może być jednak za bardzo ocieplona, a jest wyraźnie ocieplona. Za to plusem jest to że znikają wady HTX’ów w postaci nudnego basu, na jedno kopyto. Wyraźnie się urozmaica, poprawia się jego faktura, kontrola jest świetna. Góra szeleszczenie góry nadal jest ale zmniejsza się uciążliwość tego efektu, nabiera ona precyzji.   CAL (3):   Zagra do dobrze, ale przez ilość ciepła pochowane są szczegóły. Po za tym to co możemy się spodziewać, rozwinięta scena, dobra dynamika i PRaT. Lecz ze szczegółowością da się zdecydowanie lepiej.   SRH750dj (2):   Pewnie dzięki swojej mocy by dostatecznie ogarną SRH, ale się dość mocno się z nimi nie zgrywa. Za dużo ciepła. Bas jest rozlazły, rozmazany, szczegóły pogubione, a sceny nie odbieramy tak jak powinniśmy.   7509HD (3+):   W dalszym ciągu sony nie pokazują swojego prawdziwego oblicza. Ale jest całkiem przyjemnie. Duża scena, dobra dynamika. Przyjemnie się tego słucha.   K860+ (2):   Znów mamy tu do czynienia ze słabym z graniem, dlatego K860 nie pokażą tu niczego. ____________________________________________________________________   E17   PX360 (3+):   Bardzo dobre zgranie. Raczej granie detaliczne / bez mięsne, ale energetycznie, co kto lubi. Jest czysto i klarownie, ale z dobrą barwą. Scena muzyczna jest wykorzystana, są szczególiki. Dzięki EQ można wyrównać braki PX’ów co do niedoboru wysokich i podkreślić bas, jeśli ktoś chce. Dobre do każdego gatunku, chyba że ktoś lubi więcej ciepła/słodyczy/mięsa, czasem może przeszkadzać wyższa średnica, trzeba się przyzwyczaić.   SRH240 (3+):   Można powiedzieć kropka w kropkę jak w PX360, tylko bez wyższej średnicy i zamiast podkręcać bardziej wysokich, to podkręcamy bas. Bas jest lepszy niżej PX’ach niżej schodzi, ale jest go mniejsza ilość. Po podbiciu ma dobre wypełnienie . Scena ma lepszą rozdzielczość.   CD340 (3+):   Potencjał słuchawek został wykorzystany, grają tak jak mogą, aczkolwiek nie powiedziałbym że to najlepsze zgranie jakie można do nich znaleźć. Nastawiony nacisk na przestrzenność dźwięku, choć jesteśmy umiejscowieni wewnątrz jego. Rozdzielczość dźwięku nie została poprawiona i to jest cecha słuchawek, aczkolwiek po przyzwyczajeniu się, to nie przeszkadza. Bas jest lekki, może za lekki, nie ma go dużo, ale podbijanie mało co daje. Góry odpowiednia ilość. Natomiast w porównaniu do poprzednich słuchawek pojawiło się mięso i dużo lepiej dają sobie radę z rockowymi kawałkami. Po za tym są tak samo uniwersalnymi słuchawkami, jeśli komuś sposób prezentacji będzie odpowiadał   Hi2050 (3):   Potencjał słuchawek nie został wykorzystany, choć ogólnie gra to bardzo dobrze i niczego nie brakuje. Świetna przestrzeń, jak to w otwartych. Połączenie do każdego gatunku, choć na pewno nie dla basshead’ów. Dźwięk jest lepszy niż w słuchawkach powyżej pod każdym względem, ale ocena niższa gdyż wiem co potrafią te słuchawki na LDI+.   K420 (4):   Wyciągnięte jest wszystko z tych słuchawek, a nawet więcej. Nabrały one klarowności i kultury grania. Świetna synergia. Scena się poszerza i nabiera głębi. Barwa jest przyjemna i kiedy trzeba nie brakuje mięsa. Ogólnie też do każdego gatunku.   Aiwa Shellz (3+):   Dobre zgranie, nie ma żadnych przeciwwskazań. Bardzo dobra separacja instrumentów. Ogólnie jasny charakter z punktowym basem. Do wszystkiego prócz elektroniki, o ile ktoś lubi taki analityczny charakter.   V-jays (4):   Sytuacja analogiczna do Touch 1g. Bardzo przyjemne zestawienie z V-jays. Jest fun, są szczegóły, scena trochę pogłębiona i ten przyjemny wybrzmiewający basik. Słuchawki grają pełną parą.   ZX700 (4):   Bardzo dobre zestawienie. Słuchawki dodają trochę gładkości E17, której brakowało, a on z kolei odsącza tego ciepła którego mogło by być zadużo. Jest klarownie, detalicznie, głęboko i bardzo dobrą dynamiką. Brakuje tylko trochę niższego basu, którego w tych słuchawkach nie ma. Lecz można powiedzieć, że te słuchawki w rocku nabrały nowego życia. Wyśmienicie się słucha wszystkiego w takim zestawieniu.   BSCDD (4):   Nie trzeba nic dodawać nic odejmować jest wyśmienicie. Jest i detalicznie i fun’owo, bardzo fajna scena, b.dobrze wypełniona. Nadaje się absolutnie do wszystkiego to zestawienie. Słuchawki na najwyższym gain’ie nabierają świetniej rozdzielczości, grają jak nauszne.   HTX-7 (4-):   Słuchawki pokażą prawie wszystko na co je stać, świetna scena, przyjemna barwa. Aczkolwiek nie został rozwiązany problem szeleszczącej góry i mało urozmaiconego basu, jest bardzo dobrze ale wiem, że można lepiej. Nie każdemu będzie odpowiadać słodkość-funowość średnicy.   CAL (4):   Podobnie jak w z HTX’ami tylko bez ich wad. Bardzo dobrą - lepszą dynamiką. Przeciwnikom CAL również może przeszkadzać słodycz po za tym, bardzo udane zestawienie.   SRH750dj (3):   Jedne z bardziej wymagających słuchawek w moim zestawieniu. Jest dobrze, ale wiem że stać te słuchawki na dużo więcej. Jest tutaj dobra scena i przejrzystość. Zestawienie bardzo dobre do rocka i electro, choć w innych gatunkach też jest przyjemnie.   7509HD (3+):   Nie wyciągną ze słuchawek wszystkiego co oferują. Dlatego 3. Ale pod względem synergii bardzo fajnie. Duża scena, przestrzenność dźwięku, analogowość, szczegóły, świetna jakość mięska. Ogólnie do każdego gatunku prócz elektroniki - jednak to nie jest bas tego rodzaju.   K860+ (3):   Podobnie jak w sony u góry, ale trochę zduszona średnica na wokalach i bas nie pokazuje tego co jest w stanie pokazać.   ____________________________________________________________________   E11 vs E17   PX360   Tutaj jest coś za coś. E17 jest bardziej przejrzysty dźwięku, poszczególne dźwięki grają bardziej osobno. W E11 wszystko jest bardziej scalone co odbiera trochę przejrzystości, za to mamy większą spójność i naturalność, a instrumenty na pierwszym planie mają tło w postaci dalszego planu, cała scena jest wypełniona. Wydaje mi się też, że E11 lepiej je wysteruje i to odbija się na dźwięku. Jest lepsza dynamika, scena bardziej oddycha, bas lepiej wybrzmiewa. Zwycięzcą jest E11, aczkolwiek są to niuanse.   SRH240   Te słuchawki z kolei reagują chyba inaczej na różnice w prądzie niż PXy. Nie reagują tak żywo na różnicę w wzmocnieniu i różnic w dynamice scenie i spójności dźwięku nie widzę, natomiast klarowność grania E17 służy shure dużo bardziej niż E11. Zwycięzcą dla mnie jest E17.   CD340   Tutaj jest względny remis z naciskiem na E17, który da trochę klarowniejszą górę, chociaż E11 jakby lepiej bas wypełniał.   Hi2050   Podobnie jak w przypadku 240-stek wygrywa tu większa klarowność grania, bo SQ odczuwa się podobnie.   K420   Wygrywa E17 który zagra z AKG ciekawiej. Na E11 jest jakby szersza scena i przekaz jest jakby gładszy i równiejszy, ale nie ma tej energii i akcentów, a SQ bardzo zbliżone.   Aiwa Shellz   Ciężko jest tu wyłonić zwycięzcę, z obydwoma wzmacniaczami zagra to całkiem fajnie, choć trochę na inny sposób. Jednak jak się wsłucham to E11 pokaże więcej niuansów i smaczków, SQ będzie trochę wyższe. Dlatego niepewnie, ale wskazuje E11.   V-jays   Dzięki większej klarowności E17 potrafi lepiej oddać zależności między dźwiękami, jest to ciekawsze połączenie do V-jays niż E11, aczkolwiek on nadrabia jakością i jest niedaleko w tyle.   ZX700   W E11 mamy lepszy PRaT I rozdzielczość dźwięku. Natomiast w E17 uzyskamy lepszą separcje i lepsze zgranie sprawia, że wyłapujemy wiele przyjemnych niespodzianek - szczegółów i smaczków, podczas gdy w E11 to po prostu gra.   BSCDD   Tutaj dałbym remis, oba robią to co trzeba ze słuchawkami choć trochę na inny sposób. Dla mnie ciekawszym połączeniem urozmaiconym i wyrafinowanym, sprawiającym że więcej dzieje się na scenie jest zestawienie z E17.   HTX-7   Balans plusów I minusów w tych słuchawkach wychodzi na zero. E11 stworzy lepszą scenę i zdecydowanie lepszy będzie bas. Natomiast E17 gra wyraźniej z lepszą górą, nie jest aż tak ocieplony.   CAL   Pewne rzeczy E11 zrobi lepiej, ale zgubienie sporej ilości szczegółów w tym zestawieniu to dla mnie za duży minus, dlatego zwycięzcą ogłaszam E17.   SRH750dj   W przypadku E17 nie jest szałowo, ale pod względem zgrania wypada dużo lepiej. Zdecydowanie wygrywa E17. Gdyż E11 w ogóle się nie zgrywa z nimi.   7509HD   Tak mi się wydaje, że jednak E17 wpada w lepsze zgranie z HD niż E11, z nim jest trochę bardziej racuchowo. Akurat w tym zestawieniu E11 nie jest wstanie pokazać więcej niż e17. Dlatego jasnym jest kto jest zwycięzcą.   K860   Zwycięża E17. Wszystko zrobi tak samo dobrze, nada kontury dźwiękowi, a nie zamuli go tak jak E11.   Wniosek   Jest on taki, że nie należy wydawać ostatecznych sądów. Wszystko zależy od poszczególnego zgrania ze sprzętem, podejrzewam, że zmieniając źródło wyniki mogłyby się kolejny raz odwrócić. Każdy z tych dwóch wzmacniaczy ma swoje indywidualne wady i zalety w postaci: różnicy mocy, większej bądź mniejszej klarowności, charakteru brzmienia i innych. Mi osobiście bardziej do gustu przypadł E17, chociaż zdarzyły się wyjątki, że E11 dał mi dokładnie to czego oczekiwałem od wzmacniacza – poprawił SQ i scenę. Kolejną rzeczą, która nie znalazła się w porównaniu, a którą na kilku przykładach sprawdziłem jest to, że nie do wszystkich słuchawek wzmacniacz jest potrzebny. Czasem nawet jak słychać zmianę, to nie wiadomo czy jest ona na plus czy na minus, czy bez znaczenia. Trzeba sprawdzić czy wzmacniacz w pięty konkretnie w nasz tor portable przyniesie efekty, bo często może okazać się zbędny, albo wręcz „zaśmiecaczem” sygnału.   Dodatek -> „gdzie jest mały?”   Jak się mają powyższe wzmacniacze do bobasa w rodzinie FiiO jakim jest E6. Już bez dokładnych porównań powiem, że E6 ma swoje niedociągnięcia, w zależności na czym i czego słuchamy będzie to słabszej jakości bas lub mniej wyraźna góra. Jednak mnie osobiście przekonują jego rozmiary, a scena dźwiękowa jaką tworzy jest bardziej swobodna zarówno od E17 jak i E11. Właściwie pod względem charakteru umieściłbym go tak pomiędzy nimi dwoma. Ma coś z gładkości i otwartości E11, przedstawiając podobną scenę pod względem kreacji, precyzji i klarowności do E17.

MrBrainwash

MrBrainwash

 

Zmiana nicka

Uwaga Uwaga Uwaga !!!   Zagrożony epidemią monotonii przystąpiłem do zmiany Nicku. Syler transformuje się w MrBrainwash   >>>>>>>>>>>>>   Transformacja przebiegła pomyślnie.   Say goodbye  

MrBrainwash

MrBrainwash

 

Superlux HD681 - „Gdy nie wiesz co powiedzieć – posłuchaj…”

WSTĘP   Postanowiłem zrobić krótką recenzje. Może nie po to by spopularyzować te słuchawki, lecz raczej po to by rozjaśnić co nie co osobom, które próbują się na nie zdecydować. Moja wersja słuchawek jest dopiero 100h grania co jest 1/3 całkowitego wymiaru ‘wygrzania’. Różnice są bardzo wyraźne w stosunku dźwięku ‘z pudełka’.   W dodatku moich słuchawkach są już zamontowane materiałowe pady, będące skarpetkową modyfikacją oryginalnych padów. Dzięki temu prostemu zabiegowi (dwie skarpetki, nożyczki, igła i nitka)słuchawki zyskały na bezpośredniości dźwięku, brzmienie się ociepliło, słuchawki ogólnie trochę ściemniały co wyszło na plus. Scena się nie zmieniła, ale przybrała inny wymiar głębi. Sam byłem zdumiony tak dalekiej poprawie dźwięku. Bardzo zyskał również sam komfort.   WYKONANIE , BUDOWA i KOMFORT   Rebrandy AKG 240 o prawie identycznym wyglądzie. Całkowita chińszczyzna. Materiały nie powalają jakością, przypominają te rzeczy, które możemy spotkać na „rynku”. Cena odzwierciedla użyte surowce. Natomiast do samego wykonania nie mam do czego się przyczepić, nic nie trzeszczy jeśli nie musi, nie rozpadają się w ręku. Moje zdanie jest takie – wygląd może odstraszać w pierwszych 5 minutach. Jednak później przestaje to mieć dla nas znaczenie.Tak samo się je nosi na głowie, tak samo grają, tak samo nam służą, przez długi czas.Nie ma dla mnie znaczenia czy jest to taki czy inny plastik. Jeśli słuchawki się trzymają, nie rozlatują i pełnią swoją funkcje to użyte materiały schodzą naprawdę na daleki plan, szczególnie, że nabywamy je po okazyjnej cenie. Przy cenie 300zł można byłoby ostro narzekać. Przy cenie 80zł możemy się tylko cieszyć z zaoszczędzonej kasy. Mamy długi kabel 2,5 metra, na końcu którego jest mały Jack, na którego jest przykręcony adapter dużego Jacka. Wygoda jest bardzo dobra. Słuchawki są wokółuszne to znaczy, że pady leżą nie na uchu, a na głowie wokół uszu.Są tez półotwarte, to z kolei oznacza, że nie izolują dźwięku w dużym stopniu i to, że uszy będą się trochę grzać, jednak raczej minimalnie. Co do Komfortu powiem tak: do zwykłych padów trzeba się przyzwyczaić. Do 20 min jest cudnie, potem przychodzi kryzys, a jeszcze później się przyzwyczajamy i nie ma problemu. Natomiast w padach materiałowych komfort jest dużo wyższy. Nie odczuwamy tak tego nacisku – jest całkiem przyjemnie.   DŹWIĘK   Dobra, bez owijania w bawełnę.   Ogólna charakterystyka wygląda następująco.Słuchawki dosyć jasne, z wysuniętą do przodu górą i wyższą średnicą, z ogromną ilością basu, trochę cofniętymi ale bardzo wyraźnymi średnimi tonami. Góry jest dużo i jest nawet niezłej jakości (z nowymi padami się uspokaja i jest jej akurat). Dźwięk jest lekki, a przestrzeń jest niesamowicie przejrzysta. Scena jest średnich rozmiarów, ani mała, ani rozległa. Na standardowych padach, dźwięk zdaje się być oddalony, można powiedzieć nawet ochłodzony. Po założeniu materiałowych padów jest bardziej bezpośredni i bliski, zdaje się, że trochę się ocieplił i już nie mamy wrażenia chłodu. Superluxy są niesamowicie szczegółowe, możemy dotrzeć do micro-szczegółów. Słychać wszystkie muzyczne niuanse tak jak na monitory przystało. To są moje pierwsze słuchawki monitorowe i naprawdę – poczułem przeskok. Mimo wszystko, zdają się być bardzo rozrywkowe. Jeśli szukamy wysoce naturalnego brzmienia odesłałbym bardziej do modelu 668B, te raczej są skupione na dawaniu nam radości i bawieniu nas. Przy niektórych piosenkach zdarza mi się tupać nogą, czy kiwać głową. Nie są trudne do napędzenia, ale w pełni rozkwitają na dobranym wzmacniaczu.   Wracając do opisu pasm.   Basu jest naprawdę dużo, zdecydowanie więcej niż w takich DT770, które miałem okazje testować. Na zwykłych padach jest trochę na jedno kopyto. Po zamianie padów na materiałowe, jakby stał się bardziej urozmaicony, głębszy. Naprawdę robi wrażenie, mimo swojej ilości nie koliduje z innymi pasmami, jest rozdmuchany, ale potrafi uderzyć i zamruczeć. Nie trzęsie tak jak w HD380, ale jego zejścia są genialne. W piosence ‘perfect stranger‘ jest takie potrójne zejście basu w tych słuchawkach jest dokładne i głębokie. Stopa perkusji potrafi nieźle obić nam uszy. Od razu zaskoczył mnie jego wykop. To co może bym chciał to, to aby był bardziej dociążony i ciemny.   Średnie są czyste. Nie odczuwa się ich cofnięcia właściwie, gdyż są bardzo wyraźne i dosadne. Gitary mają w sobie to co trzeba, tą dozę mięsa. Perkusja aż rwie nas do góry. Szczegółowość w słuchawkach za kilka setek słyszałem delikatnie większą, natomiast tutaj naprawdę jest na wysokim poziomie. Jedyne do czego można się przyczepić to chyba jedynie wysoka średnica. Tutaj niekiedy zdarzy jej się trochę ukuć, a wokale czasem syczą. Nie robi to dobrego wrażenia, ale zdarza się to rzadko, na moim sprzęcie stacjonarnym właściwie nie zdarza się w ogóle.   Wysokie są jak najbardziej ok. Jak się zachowają dużo zależy od źródła. Może ich być za dużo i być lekko zapiaszczone, jednak na moim źródle jest ich akurat nie za dużo nie za mało, piasku ani widu ani słychu, a szczegółowość bardzo dobra (trzeba tu zaznaczyć, że góra się uspokaja kiedy używamy materiałowych padów). Choć tak jak pisałem wyżej, z darzyło słyszeć mi się lepszą w słuchawkach za kilka stów, jednak na tym poziomie jest wyżej niż pierwsza klasa.   Separacja instrumentów jest bezbłędna. Nie wiem czy używać takich słów jak holografia i stereofonia. Może po prostu napiszę, że bardzo ładnie widać w przestrzeni gdzie co gra. Można niemal określi wielkość i kształt instrumentów. Scena tak jak pisałem jest średnia. Rozpościera się raczej w każdym kierunku i bez problemu wchodzi w głąb. Jeśli dodamy większą bezpośredniość po zmienionych padach okaże się,że otrzymaliśmy słuchawki nie tylko o bardzo wysokiej jakości, ale też bardzo przyjemne w odbiorze.   Pewnie pojawiło się w was pytanie. – Zatem do jakiego gatunku muzyki te słuchawki były by dobre. Odpowiedź jest naprawdę przyjemna. Właściwie pomijając osobiste preferencje, to ciężko mi znaleźć gatunek muzyczny w którym by się nie spełniły. Zagrają świetnie zarówno „bezmózgie” techno jak i ambitny jazz. W rocku i metalu dadzą kopniaka i wyraźne mięsiste gitary, a w R&B bas i przyjemne dźwięki.   Do czego podpinać? Nie są specjalnie wymagające co do napędzenia i źródła. Wskazówkę jaką mogę dać to, aby unikać wyjątkowo jasnych i zimnych źródeł, a to dlatego, że mogą stać się męczące. Na neutralnych bądź ciepłych/ciemnych źródłach pokażą nam się od najlepszej strony, z monitorowym szczegółowym charakterem, oraz rozrywkową osobowością.   W mojej kolekcji słuchawek są na równych prawach. Prędzej różnią się charakterystyką grania niż jakością. Stoją na równi z Alessandro, Sennheiser i Audio-Technica które obecnie posiadam.   SŁOWO NA KONIEC   Jeśli chcesz wydawać grube pieniądze na słuchawki nie zamierzam Cię powstrzymywać. Chętnie się z tobą spotkam na odsłuchach, wezmę ze sobą Superluxy i z przyjemnością będę obserwował twój zmieniający się wyraz twarzy A potem chętnie posłucham twoich tłumaczeń „dlaczego akurat tak bardzo lubisz swoje słuchawki”. W porządku, chodzi o to by się cieszyć muzyką. A muzyka w SL serwuje mi dużo radości. Porównać mógłbym to do wejścia do wyglądającego zewnątrz obskurnie lokalu, gdzie w środku znajduje się restauracja pięciogwiazdkowa obsługiwana przez piękne, elegancko ubrane kelnerki a w menu mamy pozycje z całego świata i wszystko po 3,50zł   ah… rozmarzyłem się…   Ten model istnieje jeszcze w 2 odmianach B i F, oznaczające „zrównoważenie” i „płaskość” . Może i bym wolał wersje bardziej zrównoważoną, ale w tej bez literki naprawdę mi niczego nie brakuje, wręcz przeciwnie. Dostałem słuchawki z samymi najlepszymi cechami w formie dużego basu, szczegółowości i charakteru. Lubię urozmaicenie i dlatego mam więcej słuchawek, z różnymi odcieniami dźwięku, natomiast jakby nie było to moje hobby, a po prostu od czasu do czasu chciałbym posłuchać muzyki, to bym nie porywał się na nic innego (nie jestem zwolennikiem znanych firm), bo po co?   PEACE

MrBrainwash

MrBrainwash

 

DigiZoid ZO2 - Milusi piecyk.

WSTĘP   To już kolejna moja recenzja przenośnego wzmacniacza portable. Tym razem w moje ręce trafiła nowa wersja amerykańskiego produktu z rozszerzoną nazwą „personal subwoofer”. Wyposażona jest ona w technologie „digital” przesunięcia wektorowego. Brzmi ciekawie nieprawdaż? Zapraszam do czytania, jeśli szukacie drobnej garści informacji technicznych oraz trochę większej porcji subiektywnych wrażeń z odsłuchu.       BUDOWA   Omawiany sprzęt jest prawie dwa razy większy niż FiiO E6, przy zachowaniu takiej samej grubości i prawie takiej samej szerokości. Przy wymienionej niżej konkurencji zdaje się mieć atrakcyjny rozmiar, nie rozpycha nam kieszeni. Nie będzie dużo bardziej dokuczliwy niż pudełko zapałek. Jego waga jest zredukowana do minimum za sprawą użytego materiału – plastiku – w istocie jest lżejszy od mojego zegarka. Plastikowy materiał ma charakter matowy, nie wykazuje tendencji do rysowania się. Konstrukcja jest zwarta i wydaje się solidna, nie mniej plastik zawsze może budzić zastrzeżenia u niektórych użytkowników. 3 elementy obudowy są dobrze spasowane, aczkolwiek nie tak precyzyjnie jak w FiiO E6, tzn. nie wygląda to tak estetycznie. Napis na z nazwą na obudowie może się ścierać, aczkolwiek nie dowiem się jak to w praktyce wygląda. Z przodu jest dioda LED dająca wiele kolorów będąca wskaźnikiem EQ i poziomu wzmocnienia. Z boku z jednej strony jest wejście do ładowania mini-usb z diodą sygnalizującą ładowanie, z drugiej strony jest joystick w zagłębieniu służący do regulacji EQ i poziomu wzmocnienia co jest właściwie jednym z głównych zmian w stosunku do poprzedniego modelu tej firmy. Na górze mamy dwa gniazda jack z wyjściem i wejściem audio. Dla mnie takie rozwiązanie jest bardzo wygodne i dość popularne. (Wszystkie dokładne parametry znajdziecie na końcu tekstu) .   FUNKCJONALNOŚĆ   Głównym celem konstruktorów przy tworzeniu tej konstrukcji było stworzenie urządzenia które poprawi brzmienie naszego źródła. W tym wyrażeniu zawiera się wprowadzenie ciepła i większej ilości basu, mając na uwadze poprawę jego jakości. Nie będę wypowiadał się o technologii, gdyż się na tym nie znam. Nazwane jest to przesunięciem wektorowym, a obrazowo mówiąc chodzi o przesunięcie całego pasma reprodukowanego dźwięku w dół, w stronę niższych częstotliwości. Jeśli kogoś interesują szczegóły zapraszam do skorzystania z internetowych źródeł. Informacji na ten temat chociażby na stronie producenta nie brakuje.   Wzmacniacz włączamy przez dłuższe przyciśnięcie guzika. Zapala się przednia dioda na starcie sygnalizująca ustawienie EQ. W skali mamy 32 stopnie z kolorami od zielonego najniższego poziomu equalizacji w górę po przez żółty, pomarańczowy do czerwonego, wraz z ich odcieniami. Ruch joystickiem w góra/dół manipuluje wzmocnieniem. Jego krótkie kliknięcie zmienia kolor diody na niebieski i przełącza do ustawień poziomu wzmocnienia, a jego stopień oznajmia nam nasycenie diody. Do dyspozycji mamy również 32 stopnie. Długie kliknięcie wyłącza urządzenie. Krótkie przełącza z powrotem w tryb EQ. Urządze można też przełączyć w tryb line-out, jednak prócz różnicy odrobinę zwiększonej głośniości nie sposób wyłapać.   Bateria tego urządzenia zależna jest od sposobu korzystania, ale trzyma mniej więcej 10h. Czas pełnego ładowania wynosi 2 godziny. Wg. Specyfikacji jest on dość mocnym wzmacniaczem. Jednak tak zwany poziom wzmocnienia (głośności) wynosi 1. Co oznacza, że nie uzyskamy większej głośności niż ta dostarczona nam przez źródło. Spokojnie napędzi nam wymagające słuchawki, chociaż nie mogę tego sprawdzić w pełni, gdyż nie mam słuchawek o zbyt dużej impedancji. Aczkolwiek ze słuchawkami które wręcz wymagają wzmocnienia , powinien sobie bez problemu poradzić, problem będzie pojawiał się z cichymi słuchawkami, które wymagają większej głośności.   Są trzy wersje tego wzmacniacza, gdyż jego niedociągnięcia wychodziły w praktyce. Producent udostępnił opcje wymiany starszej wersji na nowszą po jej odesłaniu. Pierwsza miała problem z szumami. Teraz mam wersje v2.Ddopatrzyłem się tylko jednego niedociągnięcia. - Po podpięciu słuchawek, słychać nieprzyjemne przebicie.   Wzmacniacz ten od razu kojarzy się ze słuchawkami, ale trzeba wiedzieć, że kierowany jest do szerszego pola zastosowań. Może być używany do słuchawek, ale może też być wpinany w inne systemy: samochodowe, stereo, kina domowego itp., itd.. Wszędzie gdzie mamy do czynienia z osobistą konsumpcją audio, a ma nam dawać, więcej „FUNu” („zabawy”) z wrażeń dźwiękowych.   WRAŻENIA Z ODSŁUCHÓW   Zacznę może od truizmu, że dźwięk jest kwestią subiektywnego postrzegania, więc stwierdzenia polepsza/pogarsza dźwięk mogą być w każdym przypadku prawdziwe. Mogę tu zacytować naszego kolegę @Majkel’a: „Czytanie subiektywnych opinii bez empirycznej weryfikacji prowadzi do błędnych decyzji, rozczarowań i ubóstwa.”   Jeśli mówimy o bardziej wymagających słuchawkach to po podpięciu ZO2 zmiana jest wyraźna. Słuchawki przestają się dusić. Zaczynają grać tak jak powinny grać. Natomiast gdy mamy do czynienia z mniej wymagającymi słuchawkami, również odczujemy poprawę. Będzie ona zależeć od właściwości słuchawek w jednych słuchawkach takich jak HD661 zmiana była dość znacznie odczuwalna, poprawi się każdy aspekt muzyki w innych mniej, poprawione zostaną pojedyncze elementy np. PX360 (bo więcej nie dało się poprawić). Trzeba też zaznaczyć, że używając wzmacniacza tracimy trochę na czystości sygnału, gdyż każdy element w torze wprowadza jakieś zniekształcenia. Tak się działo w przypadku każdego portable amp, którego używałem. Nie trzeba się tego bać, dźwięk przez to jest odrobinę mniej szklisty, ale z drugiej strony znika też tak jakby szyba odgradzająca nas od muzyki. Mając naprawdę mało wymagające słuchawki używanie wzmacniacza stoi pod jeszcze większym znakiem zapytania.   Przechodząc do konkretów co uzyskujemy używając DigiZoid ZO2? Wszystko to co ma dawać wzmocnienie, czyli z płaskiej sceny, kiedy mamy do czynienia z ścianą dźwięku uzyskujemy pogłębioną scenę, gdzie zaczynamy dostrzegać zależności między odległościami źródeł dźwięku. Scena może też się subiektywnie poszerzyć-powiększyć. W moim odczuciu jest całkiem spora. Gra on trochę na modłę FiiO E6 co mi się bardzo podoba. Chodzi mi o to, że wzmacniaczach typu MxM możemy poczuć, jakby dźwięk był skompresowany, a tutaj gra z powietrzem, z luzem – po prostu swobodnie. Nawet jeśli nasz grajek nie zlewa dźwięku w jedną kupę to i tak odczujemy poprawę separacji instrumentów, między nimi pojawi się powietrze. Konsekwencją tego wszystkiego będzie również poprawa całej holografii. Wszystko zaczyna mieć konkretne miejsce w przestrzeni. Co do szczegółowości to nie ma co się łudzić, że nagle wyciągnie nam ze słuchawek tony szczegółów, w tym względzie nawet mikroforum608 pokaże więcej od siebie. Jednak pozytywem jest to że tej szczegółowości grajka również nie tracimy, a przy ogólnej poprawie prezentacji dźwięku zaczynamy zwracać większą uwagę na różnego rodzaju niuanse. Ogólnie pod tym względem nie jest źle w FiiO E6, a tutaj sygnał jest czystszy dźwięk mimo miękkości jest precyzyjniejszy. Po za tym w słuchawkach da się odczuć zwiększenie masy dźwięku i rozdzielczości. Z charakteru Zo2 nawet na zielonym najniższym EQ ma ocieplony dźwięk. Dostajemy ciepłą i gładką barwę, a używając EQ możemy sobie ją jeszcze bardziej ocieplić. To co mi się podoba to to, że ocieplając dźwięk nie tracimy na szczegółowość, a dźwięk dalej pozostaje klarowny, choć to zależy również od słuchawek. Tzn. w ciepłych słuchawkach dźwięk może zacząć być mulący, zdominowany basem, ale to trzeba mieć słuchawki naprawdę ciepłe. Nie będę robił analizy pasm, gdyż każdy słucha czego innego i w innym towarzystwie, ale każdy pewnie czeka na opis basu. To podbicie basu, które otrzymujemy działa naprawdę dobrze. Bas pozostaje naturalny, a jego sposób grania nie zostaje zmieniony. Nie chcę jednak gloryfikować tego efektu. To nie jest tak, że pojawia się więcej szczegółów. Po prostu naturalną koleją rzeczy, gdy jest bardziej słyszalny możemy go lepiej śledzić i wyłapać więcej. Przy takiej skali już samemu można dobrać sobie poziom, który nas usatysfakcjonuje, a który nas nie przytłoczy. Powyższy opis jest sumą wniosków po przesłuchaniu go ze wszystkimi moimi słuchawkami i nie w każdych słuchawkach da się wyśledzić wszystkie zmiany. Przejdźmy do porównań: Fiio E6 – Oba wzmacniacze można powiedzieć burzą szklaną szybę. ZO2 robi to dwie klasy lepiej. Ma on czystszy sygnał. Tworzy większą i lepszą scenę. Tam gdzie FiiO E6 zaczyna coś dobić tam DigiZoid robi to już całkiem poprawnie. ZO2 Pewnie lepiej sobie poradzi z wymagającymi słuchawkami. Jednak w przypadku cichych słuchawek E6 poradzi sobie lepiej, gdyż potrafi dość znacznie zwiększyć głośność, podczas gdy ZO2 nie zwiększa głośności wcale, dając ją maksymalnie taką jak źródło. E6 bez EQ jest przezroczysty-neutralny, podczas gdy nasz bohater recenzji jest wyraźnie ocieplony. Porównując brzmienie E6 brzmi dość cyfrowo, a ZO ma dźwięk gładki i płynny, analogowy. Suma summarum ZO2 będzie znacznie lepszy jeśli ktoś oczekuje ocieplonego brzmienia. Jednak ta przyjemność kosztuje i jest 4x droższa niż FiiO, co w moim mniemaniu nie jest proporcjonalne do efektów.
FiiO E11 – Tak jak E6 będzie głośniejszy. Nadaje się również do dość prądożernych słuchawek. Jednak będąc w swoim charakterze bardzo ciemny to nie umywa się do sposobu grania i brzmienia DigiZoida. Potrafi on zamulić nawet niezbyt ciepłe słuchawki. Jego zaletą jest stosunek moc/wielkość/cena to wszystko. Osobiście preferuje bardziej E6. Nie porównywałbym go nawet bezpośrednio do ZO2, gdyż nie ma do czego.
MxM - Nie jest jednorodnym produktem. Są bardziej i mniej udane egzemplarze. Te lepsze mogłyby pewnie konkurować, a nawet wygrać w zawodach, ale odniosę się do posiadanych przeze mnie modelach o standardowym wyposażeniu. Grają gdzieś o klasę lepiej od E11 i dużo rzeczy zrobią na poziomie digizoida. Mają bardzo dużo mocy. Jednak nie każdemu przypadnie do gustu dźwięk, który robi wrażenie skompresowanego. Pod tym względem, ogólnego sposobu grania, barwy i charakteru to również w moim osobistym rankingu przegrają z DigiZoid’em.
iBasso T4. Jest czymś pomiędzy MxM, a E6. Do ZO2 będzie mu brakować i przegra z nim na tej samej półce cenowej. Chociaż sposób grania był dla mnie przyjemny, ocieplony jasny, a ZO2 jest raczej ocieplony neutralny - ciemny.
PODSUMOWANIE   Jeśli chcemy tylko poprawić scenę, aby nie była taka padnięta, mamy troszkę bardziej wymagające słuchawki, chcemy zwiększyć głośność i przy tym nie przesadzać w formie - to za podwójne wyjście do baru mamy FiiO E6. Jeśli mamy więcej pieniędzy i nie liczymy ich, by starczyło byle do następnego miesiąca, oraz chcemy ocieplić swój zestaw i dodać basu to możemy zakupić ZO2. Nie będę rozpatrywał dalej sensowności takiego zakupu. Dla mnie 350zł to trochę za dużo jak na coś co poprawia dźwięk w czasie drogi do pracy czy spaceru. Wolę sobie kupić lepsze, łatwiejsze w napędzeniu słuchawki i znaleźć do nich synergię. DigiZoid ZO2 jak na wzmacniacz przystało poprawi pewne wymienione aspekty muzyczne, szczególnie jeśli słuchawki są bardziej wymagające, ale czy efekt będzie dla was proporcjonalny do wydanych pieniędzy? Zadecydujcie sami. Odradzam podłączanie ZO2 do ciepło grających odtwarzaczy i ciepłych słuchawek, ale jeśli ktoś ma neutralne zestawienie, a chce czasem poczuć to „mięsko” i kopnięcie na basie to amp ten może być jakimś rozwiązaniem. Poprawia nawet grę takich będących samych w sobie FUNowymi V-jays’ów, więc potencjał na pewno w nim tkwi.   PROLOG   Za punkt odniesienia używam moje przeszłe doświadczenia ze wzmacniaczami portable: E11, dwóch mxm@2x AD8397 /@ AD8397&AD8066, ibasso T4 oraz bezpośrednie porównanie ze wzmacniaczem fiio e6. Źródła: Pure i20@T4G, T4G>LODbyFL, T1G>LODbyFL, Z5>IC fiio. Słuchawki: 7509hd, ms1i, hd668, hd681, shp2500, srh750dj, px360, zx700, hd661, hp525, v-jays. Materiał audio: Anitek, Diablo Swing Orchestra, Tool, Apocalyptica, Very Audiophile New Recordings, Steven Dunston, Bjřrn Arve Lagim, Pedro Collares, Buena Vista Social Club i inne   SPECYFIKACJA:   · Rozmiary: 2.75 x 1.5 x 0.38 in (7 x 3.8 x 0.9 cm), 27 g · Czas działania: run time up to ca. 12h; Czas ładowania: 2h (100%), rapid charge 1h (80%) · Input: 3.5mm stereo, 2.0Vpp max. (0.5Vrms), 15 kOhm · Output: 3.5mm stereo, 840mW@25 Ohm (per channel), 190mA@3.7V, 0.2 Ohm · Frequency response: 20Hz-20kHz +/- 0.25dB (min. contour) · Noise level/dynamic range: -87.9dB/87.6dB (A) · THD: 0.003% · THD+N: -80.9dB (A) · IMD @ 10kHz: 0.015% · IMD+N: 0.014% · Akcesoria: kabel USB, 12cm 3.5mm-3.5mm IC, 90cm 3.5mm-to-3.5mm IC, instrukcja   Zapomniałem dodać. Podziękowania dla Crash Override za udostępnienie sprzętu do testów.

MrBrainwash

MrBrainwash

 

FiiO E6 - Małe jest piękne.

WSTĘP   Po dłuższej przerwie w pisaniu recenzji postanowiłem wrócić do gry zaczynając od tego właśnie maleństwa. Dużo osób zadaje pytanie o sens używania wzmacniaczy portable. A jeśli już przyznają racje bytu używaniu tego typu urządzeń to pojawiają się pytania: co dokładnie ma takie „cóś” robić, po co i w jakim wypadku sięgać po to? Jak w każdej rynkowej dziedzinie są pewne półki, które określają potrzeby i zasobność portfela klienta. Jeśli dany produkt nie wpisze się w określone kryteria, bądź nie wyznaczy nowego kierunku, wtedy najzwyczajniej znika z rynku. Spróbuję określić jak ten produkt FiiO wpisuje się w rzeczywistość. Jeśli Drogi Czytelniku chcesz poznać mój punkt widzenia, zapraszam do dalszego czytania.   BLA, BLA… PODSTAWOWE INFORMACJE.   Cena i zawartość:   Cena tego wzmacniacza wynosi w Polsce na chwilę obecną ok. ~130zł. Na razie nie chcę oceniać opłacalności tego zakupu, nie mniej podzielę się informacją, że zamawiając go z zagranicy czy to korzystając z witryny ebay.com, czy jakiegoś sklepu internetowego można go znaleźć za niecałe ~80zł. Za tą cenę dostajemy wzmacniacz, kabel usb, dwa plastikowe klipsy i dwa interkonekty (prosty długi / krótki łamany – jak na mój słuch lepszy, ale po dwóch dniach zaczął przerywać), a wszystko zamknięte w plastikowym przezroczystym pudełku.   Budowa / wygląd:   Celem FiiO było wyprodukowanie jak najmniejszego wzmacniacza i im się to bardzo dobrze udało. Wzmacniacz jest malutkim i cienkim kwadracikiem, bez problemu chowa się w mojej malutkiej dłoni. W dodatku waży tyle co nic. Zbudowany jest cały z plastiku tak więc nie wzbudza jakiegoś respektu, tak jak jego poprzednik FiiO E5, który był aluminiowy (choć był też większy, coś za coś), ale jak na mój gust nie rozwali się bez jakiejś zewnętrznej przyczyny. To nad czym trochę ubolewam to schodząca farba z przycisków. A mamy w nim, podwójny przycisk zmniejszania i zwiększania poziomu głośności (dodajmy tutaj, że odbywa się to cyfrowo, co jest niejako lepsze niż analogowy potencjometr, gdyż nie ma problemów z balansem obu kanałów) oraz z drugiej strony suwak spełniający funkcje off/on, zmiany EQ oraz blokady przycisków. W rogu tego kwadraciku jest wycięcie, w którym znajduje się dioda i w którym możemy również zainstalować klips, bez klipsa możemy wykorzystać otwór jako zaczep do smyczy czy jakiegoś łańcuszka/sznurka. Na jednej stronie wyświetlacza znajduje się też dioda informująca nas o tym jakiego EQ w danej chwili używamy ( brak– off, czerwone – EQ1, niebieskie – EQ2, fioletowe – EQ3).   Dodatkowo:   Bateria starcza jednocześnie na niedługo bo ok. 10 godzin, ale z drugiej strony jest to całkiem niezły wynik jak na urządzenie tych rozmiarów. Kolejną zaletą jest czas ładowania, który schodzi gdzieś poniżej 2 godzin, wynik zacny. Wszystkie interesujące parametry dodam standardowo na dole artykułu. Co najwyżej zaznaczę, że nie służy on do napędzania wysokoomowych potworów, jego nieduża moc starcza na w miarę poprawne wysterowanie słuchawek 60-80omowych, na upartego, pewnie dałoby się wysterować słuchawki 150 omowe (jeśli są wystarczająco skuteczne), dalej można tylko pomarzyć. Natomiast słuchawki portable przeważnie nie są specjalnie wymagające i są albo nauszne w granicach 32om, albo iemy o jeszcze większej wrażliwości.   DŹWIĘK/BRZMIENIE.   Zastosowanie:   Uważam, że niestosowne byłoby opisywać jego właściwości brzmieniowe, SQ i EQ bez omówienia jego zadań do jakich został powołany.Otóż podstawowym zadaniem każdego wzmacniacza jest wzmocnić sygnał audio, mówiąc kolokwialnie zwiększyć prąd płynący do słuchawek tak, aby ich zapotrzebowanie na tenże prąd było spełnione (nawiasem mówiąc każdy odtwarzacz korzysta ze wzmacniacza bądź to wbudowanego, bądź zewnętrznego). Dla większości z nas oczywiste jest, że to w jaki sposób i w jakiej ilości ten prąd zostanie podany ma bezpośredni wpływ na wytwarzany w słuchawkach dźwięk, czyli jego poziom głośności i jego jakość. Otrzymujemy więc trzy zastosowania która musi spełniać wzmacniacz. Zaspokoić zapotrzebowanie słuchawek na moc, zwiększyć poziom głośności oraz poprawić walory dźwiękowe.   Fiio nie jest urządzeniem ambitnym w sensie jakości dźwięku, właściwie zdaje się, że miał głównie spełniać zadanie zwiększenia głośności co dla Europy z jej ograniczeniami jest czymś pożądanym, przy czym nie psuć dźwięku i posiadać jak najmniejsze rozmiary. Już teraz mogę powiedź, że z tych założeń wywiązał się doskonale. Jako bonus dostajemy opcje korektora. A jak jest z jakością dźwięku? O tym w następnym akapicie…   Charakterystyka:   Są różne preferencje dźwiękowe i różne oczekiwania od słuchacza wobec wzmacniacza. Jedni układają sobie tor pod „najwierniejszy” przekaz nagranego materiały audio, wtedy pożądane od wzmacniacza jest to aby nie zmieniał charakterystyki źródła(DAC’a)/słuchawek, był można by powiedzieć zrównoważony – przezroczysty. Inni natomiast wręcz oczekują od wzmacniacza, aby miał swój charakter, „poprawiał” cechy źródła/słuchawek. Najczęściej spotykaną preferencją jest ocieplony, wygładzony dźwięk wzmacniacza, a część liczy również na poprawę dolnych pasm – basów.   Produkt ten dzięki swoim właściwościom i możliwościom godzi obie grupy. ’ Sam w sobie’ od siebie nic nie dodaje, udaje mu się być przezroczysty/neutralny/czysty i dzięki temu bardzo fajnie przenosi charakterystykę źródła. W dodatku nie zniekształca dźwięku, przynajmniej nie w sposób, który ja mógłbym wyłapać. Na pewno wielu osobom to się bardzo spodoba: nie chcą zmieniać sposobu grania, po prostu potrzebna im jest moc. Ja osobiście też czegoś takiego oczekiwałem i dla mnie to się spełniło. No, ale właśnie... jestem też osobą, która lubi urozmaicenie i czasem wręcz chciałbym otrzymać jakieś turbo do dźwięku , jakąś zmianę. Mam też słuchawki, którym chciałem nadać nowego życia, ocieplić odchudzony dźwięk, wprowadzić więcej „Fun-u”. I tutaj fiio znów wychodzi nam naprzeciw. Mamy dwa ustawienia które sprawiają, że E6 z grzecznego kwadraciku zamienia się w piecyk, który ogrzeje nasze serduszka.   Ustawienie EQ1 sprawia, że znacząco zostają podbite dolne pasma, dźwięk staje się mocno ocieplony. Niektórzy mówią o zamuleniu dźwięku. Dla mnie do za mocny wyraz, korzystam dość często z tego ustawienia i nie odczuwam utraty jakości, choć z chyba oczywistych przyczyn używam go do dość chłodnych słuchawek, albo gdy specjalnie chcę pozbawić dźwięk ostrości i słuchać w formie czysto rozrywkowej. Drugie ustawienie też podbija dolne pasma, ale jednocześnie podbijając resztę prawie całego pasma. W moim odczuciu dźwięk staje się bogatszy, bardziej ciekawy i kolorowy, mam też wrażenie, że wpływa też na scenę pogłębiając trochę dźwięk. Bardzo fajne EQ z którego korzystam częściej niż z pierwszego. Natomiast nie nadaje się do niektórych słuchawek, po prostu nie pasuje, lub coś nawet może zacząć charczeć. Nie ma jakiś większych zniekształceń, natomiast wyraźne zaczynając być wszystkie trzaski i szumy zawarte w plikach audio / nagraniach. Jest jeszcze jedno ustawienie, które właściwie nie zmienia dźwięku i działa jak off ale umożliwia wprowadzenie sygnału o większej mocy do wzmacniacza.   Jakość dźwięku:   O jego zadaniach i możliwościach napisałem wyżej . Spełnił się w nich już na starcie i to nawet przy podłączeniu przez interkonekt – stockowy może wystarczyć o ile po drodze się nie rozwali Ale zaraz… Co z tymi, którzy nabywają wzmacniacz by poprawić jakość dźwięku? Używając interkonektu, ba, może nawet inwestując w jakiś lepszy i podłączając go do wyjścia słuchawkowego uzyskujemy już w pewien sposób upgrade. Jeśli mamy marne źródło ów wzmacniacz ogarnie to i owo, poprawi kontrole basu, otworzy lekko górę i lekko zdekompresuje dźwięk, największą różnice zauważyłem nie na słuchawkach, a na głośnikach – moja MAYA u5 powędrowała na testy do kolegi, więc głośniki automatycznie zostały podłączone do integry. W którymś momencie przeszło mi przez myśl „a czemu nie spróbować dołożyć fiio”, tak też zrobiłem. Efekt przeszedł moje oczekiwania, bas przestał być rozlazły i już można było powiedzieć o kontroli, ładnie na subie schodził i ogólnie poszedł o klasę w górę. A górne pasmo nabrało wyrazu, poprawiła się scena i cała prezencja muzyki. Zatem dla tych co słuchają muzyki, uważają, że mają dobrą integre i słuchają na głośnikach, a niedużym kosztem chcą coś jeszcze poprawić, takie fiio może być całkiem niezłym niedrogim kompromisem. Warto w tym miejscu też dodać, że wzmacniacz dalej działa po podłączeniu go do ładowania, natomiast możemy uświadczyć czasami trzasków elektroniki. Ogólnie jednak prócz lepiej napędzonych słuchawek, kokosów nie możemy się spodziewać, choć jak dla mnie to prócz możliwość ingerencji w dźwięk jest już dobrymi powodem, aby go nabyć. Lekką poprawę zawsze słychać.   Natomiast bardziej wymagający użytkownicy zaopatrzą się w kabel dający sygnał line out, czyli ten wychodzący bezpośrednio z DACa urządzenia. O ile do takiego odtwarzacza istnieje możliwość dostania takiego kabelka. Kabel taki nazywany jest LOD-em (skrót z angielskiego). Uzyskany w ten sposób sygnał jest „czystszy” , bardziej szczegółowy i zbliżony do ideału, omija on wbudowany w urządzenie wzmacniacz wewnętrzny, który jest siłą rzeczy kolejnym elementem dodającym zniekształceń. Mi LODa zrobił @Forza Lazio i jestem zadowolony z jego usług . Kabelek jest naprawdę najwyższej jakości z przewodami w oplocie. Zapłaciłem też za niego stosunkowo nie dużo do tego co musiałbym zapłacić na takim Ebayu. Zatem co dzieje się po podłączeniu wzmacniacza przy pomocy LODa?   Powtórzmy może o fakcie, że jeśli mamy wymagające słuchawki, to poczujemy zdecydowaną poprawę jeśli chodzi o poprawne wysterowanie słuchawek. Jeśli mamy mało wymagające słuchawki to będziemy mieć albo mniejszy albo właśnie większy efekt w zależności od podatności słuchawek na wzmocnienie dźwięku. Ale nawet na najmniej wymagających moich słuchawkach słychać poprawę. Muzyka jest tak samo czysta, ale po porównaniu stwierdzimy, że jest większa swoboda dźwięków, mają one więcej luzu, bas ma lepszą ekspresje. Scena też tak jakby powstała, przestała trzymać się kurczowo jednej płaszczyzny i tylko odrywać się od niej, ale już wchodzi w przestrzenność. Ogólnie efekt jest niewielki, ale odczuwalny - To były ustawienia na off.   Włączając ustawienia EQ1 ja jakoś nie czuję spadku jakości (choć na pewno jakieś szczegóły przestaną być tak wyraźne), za to ocieplenie jest naprawdę spore, a bas obszerniejszy,. Dźwięk dla prawdziwych fanów ocieplonego brzmienia, raczej nie powinno go wam zabraknąć. Ociepla się cały przekaz. Coś podobnego jakbyśmy przesiedli się nagle z ipoda video, na sonego NWZ ze zmajstrowanym EQ.   (dalej mówiąc o mało wymagających słuchawkach) Włączając EQ2 tak jakby wracamy do klarownego, czystego brzmienia, natomiast zostaje dużo więcej kolorów. Bas jest lepiej wypełniony – bardziej obecny, średnica mocniejsza, a góra wyraźniejsza. Scena jest obierana jako większa i głębsza. Te ustawienie mógłbym nazwać dopiero „prawdziwym działaniem” wzmacniacza. Ta zmiana już nie jest subtelna i można ją wyraźnie odczuć. Dostajemy tak jakby nowe ciekawsze brzmienie.   Mógłbym tu wchodzić w najdrobniejsze szczegóły, ale wydaje mi się, że efekt nie jest tego wart. Jest to zmiana pozytywna, dla mnie na wyraźny plus, ale nie aż tak drastyczna - raczej nie można jej porównać do zmiany, którą uzyskujemy na jakiejś wysokiej klasy portable amp, czy stacjonarnym wzmacniaczu. Co jest natomiast ważne – jest lepiej, a nie gorzej. Jest to informacja o tyle ważna, że wzmacniaczem można poprawić, ale można również popsuć brzmienie. Ja tutaj natomiast nie straciłem przyjemnego brzmienia mojego playera, można natomiast powiedzieć, że dostałem mocniejszą i trochę lepszą „dziurkę”.   PODSUMOWANIE – bez owijania w bawełnę:   Niektórzy pewnie chcieli by liczyć od wzmacniacza na „coś więcej”. To jest najbardziej w porządku, lecz muszą po prostu zajrzeć na inną półkę po produkt innej kategorii . Jeśli natomiast komuś podoba się brzmienie swojego odtwarzacza, chce jedynie użyć do niego bardziej wymagających, mniej skutecznych słuchawek, przy okazji zwiększając głośność i zyskując EQ którego grajek w standardzie może nie mieć lub które nie spełnia swojego zadania – w takim wypadku nie musi wydawać majątku i może się zaopatrzyć w FiiO E6, który nie zawali swoim rozmiarem kieszeni i nie oprózni jej z "cashu".   Na zagranicznych forach zyskał on dużą popularność i jest jednym z najczęściej polecanych wzmacniaczy. Jest produktem który wpisuje się w określną półkę, na której nie ma za dużej konkurencji, bo nie ma praktycznie żadnej. Nie próbuje on konkurować dźwiękiem z droższymi iwiększymi konstrukcjami, natomiast swoją rolę wypełania doskonale, a więc jeśli wiemy po co go kupujemy, to nie powinniśmy się zawieść. Ja jestem zadowolony z zakupu.   EPILOG.   Za sprzęt do testów służył mi iPod Touch 4G, oraz różnej maści słuchawki superlux, sony, sennheiser. Materiałem do pracy była specjalna płyta testowa: B&W – Very Audiophile New Recordings. Chciałbym też zaznaczyć że mój odtwarzacz jest sprzętem z górnej półki i nie zawiera byle jakiego wbudowanego wzmacniacza, stąd różnice mogły nie być aż tak duże, całkiem możliwe że na sprzęcie z niższej półki różnica w uzyskanych efektach może być większa. Na internecie spotkałem się z opinią, że fiio e6 dorównuje wyjściu słuchawkowemu które możemy znaleźć w s:flo2 i jest nie dużo gorszy od wzmacniacza z ibasso D-zero.   Zachęcam do testowania i polecam do wymienionych w tekście zastosowań. Output power: 150mW into 16 Ohm, 16mW into 300 Ohm
Frequency response: 10Hz – 100kHz
SNR: >95dBA
THD: <0.0009% (10mW)
Battery: Li-Ion, ~10h run time, 2h charging over USB (5V/500mA)
Size: 41×40.2x9mm
Weight: 16g
Accessories: 2x 3.5mm-to-3.5mm cables (10cm with angled plugs, 80cm with straight plugs), USB charging cable, 2x removable clips, printed manual

MrBrainwash

MrBrainwash

 

iRiver E300 - Niezgrabnym Drapieżnik

Moja druga recenzja robiona na potrzeby Mp3Store. Podziękowania dla D@rkSid3'a za udostępnienie sprzętu do testów. O odtwarzaczu już dużo wiem, lecz nie bardzo wiem jak zacząć, a jest parę spraw do omówienia.                           PUDEŁKO I ZAWARTOŚĆ   Odtwarzacz zapakowany jest w przezroczyste plastikowe pudełko, w który spoczywa w plastikowej foremce. Pod nim mamy tekturowe pudełko szaro-biało-fioletowe w którym znajdują się słuchawki, kabel usb i instrukcja kilku języczka złożona w harmonijkę. Słuchawki i kabel w kolorze białym, tak aby pasowały do białego odtwarzacza, pewnie są innego koloru w innym wariancie kolorystycznym. Wszystko ma za zadanie wyglądać stylowo i modnie. Nie mogłem się powstrzymać i podłączyłem te słuchawki, zawsze mam nikłą nadzieję, że może jednak jakoś to gra… lecz standardowo, grały paskudnie…   WYGLĄD, WYKONANIE I WYGODA   Odtwarzacz z wyglądu jest upiększoną wersją modelu E150/E100. Jest to prostokątna cienka bryła. Ma się wrażenie, że na swój sposób iRiver próbował upodobnić odtwarzacz do produktów iPoda. Kolor biały w szczególności do tego przekonuje. Odtwarzacz jest dość spory, dobrze się go trzyma w ręce. Wykonany jest z plastiku, który z jednej strony wygląda dobrze zabawowo, lecz można to obierać właśnie jako niepoważne urządzenie „zabaweczkę”. Mój Sony wykonany też jest z plastiku, lecz takiego który nadaje mu wrażenie elegancji i gustu, tutaj tego nie ma. Będąc wielkości średniego telefonu komórkowego jest dosyć lekki.   Wszystko jest „niby” przemyślane, z pewnością bardziej niż w pierwszych egzemplarzach tej serii. Mały guziczek „on/off” służy również jako blokada przycisków, chociaż ona wydaje się zbędna. Dlaczego ? Bo ciężko coś wcisnąć nie tylko przez przypadek ale i celowo. Przycisku głośności się nie wyczuwa, jest on mały i nie wiadomo, czy się go wcisnęło czy jeszcze nie. Guzik play przy pierwszym kliknięciu rozbudza urządzanie, a dopiero przy drugim ono reaguje, czasem bywa to irytujące, jak się tak cały czas klika. Przyciski sterowania chodzą niejako poprawnie, lecz nie są one wygodne, nie zawsze udaje się w nie trafić, a samo wciśnięcie jest dla mnie mało naturalne, przyzwyczaiłem się już do normalnych przycisków.   Producent postanowił zamieścić w odtwarzaczu głośniczek o mocy 1W . Jakość takiego odtwarzania jest oczywiście marna. Można się cieszyć, że taki głośniczek w ogóle jest, albo nie. Można puścić znajomym jakąś melodie i o niej porozmawiać. Z drugiej strony nie podoba mi się moment w którym niechcący rozłączymy słuchawki i każdy może usłyszeć co słuchamy.   „Pokaż na co Cię stać” - MOŻLIWOŚCI   E300 obsługuje następujące formaty muzyczne: mp3, wma, ogg, wav, flac i ape. Nie wiem jak sobie radzi z formatami bezstratnymi, gdyż nie mam muzyki w tych formatach, podejrzewam, że dobrze.   Obsługiwane formaty wideo to: mpe4, wma9 SP, Xvid Sp. Trochę żal się robi, gdy już w testowych filmikach widzimy piksele… Lecz jeśli komuś to nie przeszkadza to z powodzeniem może oglądać filmy na wyraźnym ekranie 2,4 cala.   Jak każde mp4 czyta obrazy: JPG, BMP, PNG, GIF.   Próbowałem sobie wgrać na niego książkę w postaci txt. Może by się dobrze czytało, ale po 4 próbach zmienianiu kodu textu, miałem dość walki ze zmieniającym się układem i brakiem polskich liter.   Iriver ten posiada wejście na kartę micro SD, obsługuje karty do 32gb chociaż nie sprawdzałem tego, włożyłem kartę 8GB i czytało ją dość płynnie. Pojawił się problem znany z starszego modelu, który został tam rozwiązany poprzesz aktualizacje firmware, a mianowicie utwory z kasty microSD nie są czytane przez bibliotekę odtwarzacza. Wchodzić musimy do nich poprzez „menadżera plików”.   Według producenta bateria ma trzymać 27h. Nie robiłem testu baterii, lecz mi po naładowaniu pierwszym stan energii bardzo szybko spadał, w ciągu kilku godzin już był na minimalnym poziomie, przy następnych ładowaniach, się znacznie wydłużył, lecz z pewnością nie osiąga powyżej 20h na moje oko jeśli pogra z 16h to jest dobrze.   W pamięci wewnętrznej mamy plik instalacyjny programu, który pomoże nam poukładać multimedia, a przy okazji przekonwertować filmy i muzykę.   „Pokaż kotku co masz w środku” - UŻYTKOWANIE   Interface jest przyjemny w odbiorze, jednak potrafi się przycinać i zamulić, nie są to jakieś poważnie niedociągnięcia ale zwracają uwagę. Do dyspozycji mamy dwa motywy: jeden w postaci animowanej grafiki, drugi w postaci tekstu z animowanymi symbolami. Możemy w opcjach wybrać język polski, choć sterowanie jest na tyle proste, że przy minimalnej znajomości języka angielskiego jest banalne. Najbardziej rozbroiła mnie jedna dosłowność tłumaczenia – „widea”. Przyciskając dłużej klawisz start pojawia się podręczne menu z zakładkami: music, FM, recording, fitness   W menu głównym jest 9 zakładek: Muzyka, Widea , Obrazki, Radio FM, Nagrania , Tekst, Menadżer Plików, Ustawienia oraz coś dla aktywnych Trenowanie.   W zakładce trenowanie, zakładamy swój własny profil i podajemy cele do zrealizowania, a celami mogą bić liczba kroków, dystans i kalorie, odtwarzacz ma „paranormalną” (bo nie wiem w jaki sposób to robi) zdolność ich liczenia.   Mamy kilka możliwości przeglądania muzyki, standardowo: wszystko, rodzaje, artyści, katalogi itd. Mamy możliwość tworzenia własnych play list. Nie korzystam nigdy z tego, choć są pewnie tacy co to robią. Lecz nie robi ich się z poziomu odtwarzacza, przynajmniej nie zauważyłem takiej opcji. Po wybraniu utworu możemy wejść do kolejnego menu gdzie mamy dużo opcji. Ustawienia dźwięku, trybu odtwarzania, wyświetlania na„   "Zagrywka ostateczna" - BRZMIENIE   Wszystko co do tej pory opisałem, prócz wygody użytkowania, to dla mnie bzdety. To co się liczy to jakość dźwięku i mnie osobiście E300 interesował wyłącznie pod tym względem.   Wiele osób chciałoby wiedzieć jak z jakością stoi w stosunku do swojego starszego brata E100, niestety nie mając bezpośredniego porównania nie odpowiem na to pytanie. Sam nie pamiętam dobrze dźwięku E100 nie miałem okazji go dłużej posłuchać, ale mój znajomy, który słyszał obydwa grajki twierdzi że E300 gra o wiele lepiej. Potwierdzają to opinie o słabym dźwięku E100, które nie zgadzają mi się do dźwięku testowanego modelu. Przy tym zdaje mi się - przywołując z pamięci dźwięk z E100 - że charakter brzmienia - jasny, ciepły, iriverowski został ten sam. Biały drapieżnik nie wychodzi po za klasę brzmienia, jakie wyznaczają takie modele jak Fuze, starsze modele Sony. Jest to dźwięk przyzwoity, ale bez fajerwerków, a z takimi możemy się spotkać w odtwarzaczach takich jak Samsung P3. Do niego mu znacząco brakuje szczegółowości, rozbudowanej sceny i wszystkich innych parametrów. Po tygodniowym odsłuchu, mogę powiedzieć, że jego zaletą jest właśnie ten wspomniany wcześniej iriverowski dźwięk. Nadaje on mu oryginalności, wyróżnia z pośród innych grajków. No ale z czym mamy do czynienia ?   Mamy tu ładne wysokie tony, choć nie robią takiego wrażenia jak w Fuze, czy Sony A826. W każdym razie grają czysto i na poziomie, mogłoby być ich więcej. Średnie tony wyróżniają najbardziej tego playera z pośród konkurencji, są wyraziście eksponowane, szczególnie te z wyższego krańca. Wokale są donośne, wyraźne i zabarwione ciepłym kolorkiem. Gitary i perkusja, są naprawdę żywe i energiczne. Basy są… normalne. W przewadze midbasu, nie ma głębokiego zejścia stopy. Cały jest dosyć jasny. Ma w sobie trochę sprężystości, ale nie dużo. Dynamika jego nie powala na kolana, ale nie jest też źle. Można powiedzieć – przeciętniak.   Scena rozchodzi się jedynie w szerz i nie jest ani specjalnie wąska, ani specjalnie szeroka, taka przeciętna. Dźwięk sam w sobie jest bezpośredni dużo bardziej niż w Fuze, może to po części wynikać z wysuniętej średnicy. Dochodzić może do nas z pewnej odległości, ciężko określić jakiej, to też zależy od odsłuchiwanego utworu, przy rockowych kawałkach scena jest dość blisko, można powiedzieć że ciągniemy wokalistę za rękaw, a dźwięk instrumentów są rozmieszczone od środka na boki oraz pozostają na swoich miejscach. Separacja stoi na dobrym poziomie, choć jak robi się gęsto, jest dużo nutek, to dźwięk jakby się trochę zamulał, mimo to dalej jesteśmy w stanie rozpoznać poszczególne instrumenty.   Z pośród moich 3 par słuchawek player najlepiej z grał się z KPP, potem w kolejności z re2, na końcu z Pioneer SE-M390.   E300 świetnie wpasował się w moje KPP na haczykach, lepiej niż Fuze i Sony A826. Za sprawą jasnej charakterystyki wysuniętej średnicy (której trochę brakuje w tych słuchawkach), oraz pewnej dozy dynamizmu nadał tym słuchawkom życia. Może nie były specjalnie zamulone, lecz on je orzeźwił.   Nie jest tajemnicą, że Re 2 potrzebują ciepłego źródła. E300 ogrzał wystarczająco te słuchawki. Brakuje tylko jednego kroku do Funu, a właściwie stoimy na progu. Za to Re2 pozwoliły odzyskać szczegóły, których trochę brakowało na KPP. Teraz talerze już nie brzęczą a wybrzmiewają. Bardzo podoba mi się to połączenie. Choć czasem ma się wrażenie jakby dźwięk wydobywał się z tuby z pewnym echem.   Pieneer są mocno neutralne i żeby ładnie zagrały player musi nadać im charakter. Niestety jego zabrakło. Dźwięk jest byle jaki, zamulony. Choć nie powiem, niektóre kawałki potrafiły ładnie zagrać w tym połączeniu. Niby wszystko poprawnie, ale bez celu, bez jaj. Niezbyt udane zestawienie.   Moimi takimi spostrzeżeniami było to, że Iriver bardzo dobrze sobie radzi z szybkimi utworami. Daje więcej kopa i mocy niż Fuze czy Sony, słucha się tego naprawdę dobrze. Za to dużo gorzej idzie mu z wolnymi piosenkami wszelkiego typu. Brak mu takiej subtelności i taktu. Dlatego nazywam go Niezgrabnym drapieżnikiem. Niektóre piosenki po prosu potrzebują takiego spokoju i miękkości, lecz w E300 o te rzeczy ciężko. Oczywiście jakoś to gra, lecz jazz, spokojne instrumentalne utwory, czy subtelny pop dużo lepiej brzmi na Fuze.   Warto dodać, że jest 30 presetów dźwięku + dwa własne EQ i SRS, niektóre są naprawdę ciekawe i potrafią zmienić dźwięk np z melodyjnego i rozmytego na dynamiczny - szczegółowy. Podoba mi się to. W jakiś sposób może to pomóc i uratować wykonanie pewnych utworów.pisów, oceny itd…   PODSUMOWANIE   iRiver E300 jest ciekawym grajkiem. Przykuł moją uwagę na dłuższy czas. Z racji interesującego wyglądu, bogatych możliwości oraz nienajgorszego dźwięku podejrzewam, że znajdzie swoją grupkę użytkowników , tak samo jak zrobił to model E100. Z perspektywy czasowej i rynku powiem jednak, że jest on szarym małym kotkiem –Niezgrabnym Drapieżnikiem. Z pewnością inżynierów iRiver stać na coś więcej, lecz ich polityka niestety idzie w stronę masówki, zachęcając użytkowników kolorowym plastikiem i animowanym menu, zamiast najwyższą jakością wykonania i dźwięku, jak to było w modelu IFP i jak to jest w nowym modelu Sony, którego ostatnio stałem się użytkownikiem.

MrBrainwash

MrBrainwash

 

Microlab K860 - Nie wszystko złoto co się nie łamie.

Chciałem podziękować użytkownikowi @Perul za udostępnienie słuchawek do testu, oraz @MrSheep za rekomendacje słuchawek. Ostatecznie test zakończył się na moim osobistym egzemplarzu po ok. ~230h grzania.   WSTĘP   W tekście zaprezentuje model K860 firmy Microlab. Marka ta zajmuje się tworzeniem produktów audio dedykowanym pod komputer. Są to głównie zestawy głośników. Ogólnie spotykamy się tutaj z dobrym stosunkiem jakości do ceny, a modele stereo solo 6c i 7c stały się niemal kultowymi kolumnami, gdyż oferowały bardzo dobry dźwięk, w bardzo niskiej cenie. Obecnie ceny tych modeli wzrosły niemal dwukrotnie, a i tak nie mają zbytniej konkurencji. Omawiane tu słuchawki nie są już produkowane, a Polsce ich status można określić jako egzotyczny. Są już właściwie nie do zdobycia, chyba, że na rynku wtórnym, ale rzadko kiedy się pojawiają. Nasi forumowicze postanowili do nich dotrzeć i sprowadzili je za cenę trzykrotnie przekraczającą oryginalną cenę detaliczną zza granicy. Sam od dłuższego czasu miałem ochotę zapoznać się z ich legendą. Udało się. Postanowiłem odnotować ten fakt w postaci tej o to recenzji. Zapraszam wszystkich ciekawskich do jej przeczytania.   OPIS   Opakowanie   Typowe białe, tekturowe pudełko, z plastikową szybką i kartonową konstrukcją utrzymującą słuchawki w środku. Podobne do tych pudełek, które spotykamy np. u Philipsa. Na pudełku znajdziemy jak to zwykle bywa marketingowe slogany m.in. ‘Art for the ear’, ‘Aura Audiophile’, ‘High-fidelity acoustic’. Co to ma wspólnego ze słuchawkami – okaże się.   Akcesoria   Adapter na duży Jack i przedłużka. Wszystko słabej jakości – jak to dla masówki.   Budowa   Jeśli chodzi o jakość wykonania, jakość materiałów i projekt konstrukcji to jest to płacz i zgrzytanie zębów. Jest zdecydowanie poniżej przeciętnej , bieda, aż piszczy. Wszystko składa się na niską trwałość produktu. Pady się szybko przetrą, plastiki popękają. Mi już popękały plastiki, które trzymają skórę na pałąku. Słuchawki są duże. Wielkie płaskie bryłowate muszle, umieszczone na plastikowym pałąku obitym sztuczną skórą. Kabel (cieniutki) wychodzi z jednej, lewej muszli. W pewnym miejscu zamienia się w sprężynkę. Muszle z padami, bardzo ciężko ułożyć na głowie, więc prawdopodobnie u większości nie będą dobrze uszczelniać komory wewnątrz, a dźwięk będzie nam „uciekał”.   Wygoda jest w miarę dobra, pady nie opierają się na uchu, tylko go otaczają. Ucho będzie się grzało, to jest cecha wszystkich konstrukcji zamkniętych. Słuchawki swoje ważą i będziemy je wyraźnie czuli. W dodatku pałąk daje dość słaby ucisk, więc przy gwałtowniejszych ruchach, czy też większych kątach nachylenia głowy, będą z niej spadać. Zatem, żadne podskakiwanie, tańczenie czy inne zabawy z nimi nie wchodzą w nie.   Ich cena detaliczna 60zł. Trochę usprawiedliwia wykonanie, choć nawet w tej cenie zasługuje ono na krytykę. Widać wyraźnie, że projekt nie został dobrze przemyślany i nie przedstawia sobą żadnej ergonomii. Tutaj w grę wchodzą zabawy dla „moderów” zajmujących się DIY. Na forum od pierwszych chwil pojawienia się słuchawek, każdy zaczął kombinować. U mnie skończyło się wypchaniem dołu padów i zaklejeniem taśmą pękniętych elementów. Reszta osób, otwiera muszle, zmienia pady, zmienia pałąki, kable itd. Cóż można powiedzieć - inaczej się nie da.   Ważne aspekty techniczne:   + Przetwornik 40mm + 2,5m kabla skręcanego częściowo + 32om, 108dB (są dość łatwe do napędzenia, ale zyskują na dźwięku, gdy użyjemy wzmocnienia) + 20Hz - 20kHz (rozpiętość pasma podana przez produceta) + Konstrukcja wokółuszna , zamknięta + Słaba jakość wykonania + Wtyk mini-jack + „Wyraźna” waga   DŹWIĘK   Słowo wstępne   Wstęp do opisu dźwięku jest niejako kącikiem filozoficznym. Stworzone muszą zostać podstawy dla których moja ocena, która i tak pozostanie subiektywną oceną, będzie miała jakieś cechy obiektywne, mogące się w szerszym sensie przysłużyć. W tym modelu jest sytuacja podobna jak w opisywanym modelu Takstar ostatnio przeze mnie recenzowanym. Uważam, że są to bardzo dobrze grające słuchawki. Jednak przyjemność, którą czerpiemy z obcowania z dobrym sprzętem audio, jest ściśle korygowana przez pryzmat naszych preferencji i szereg innych filtrów. Dlatego wasza ocena tych słuchawek musi zakończyć się waszym osobistym odsłuchem. Spróbuje jedynie wskazać cechy, które mogą was do niego zachęcić lub zniechęcić. Moja decyzja o nabyciu tych słuchawek była wypadkową rekomendacji MrSheep, którego gust brzmieniowy w przeważającej części podzielam, ich niską ceną, oraz chęci urozmaicenia sobie odsłuchów i zaspokojenia mojej ciekawości. Zdaje sobie sprawę, że dla wiele osób jest na etapie poszukiwania własnego brzmienia. W takim czasie nie ma odpowiedzi , prostych, łatwych i oczywistych, a dróg wiodących do względnego sukcesu jest wiele. Liczę, że po przeczytaniu tego tekstu sami podsuniecie mi nowe sposoby (zamieszczając komentarze) postrzegania naszej wspólnej namiętności, dzięki czemu wspólnie się wzbogacimy. Przejdź zatem do meritum.   Sprzęt towarzyszący   Valab NOS USB DAC Luxury Version > LittleDot I+@408A/2xADA 4627-1 [główna baza do porównań]   Touch 1/4G > iPure/ASD-1R > LittleDot I+@408A/2xADA 4627-1   Samsung S8500/Z5, Apple Touch 1/4G, Meizu M6,iRiver S10, VIA HD Audio VT1708S   FiiO E6/E11/E17   Zarówno z Valab jak i i20 dostajemy dobre zgranie. Na Valab jest głębsza scena, jednak na Pure, dynamika potrafi lepiej się zaprezentować, jest też bardziej wiarygodny tembr dźwięku. Słuchawki same w sobie są lekko ocieplone na średnicy, więc właśnie największy sens je zestawiać z źródłami neutralnymi, a nawet lekko chłodnymi. Ale nie mają w sobie, aż tak dużo ciepła, żeby nie zgrać się z źródłami lekko ocieplonymi. Do ciepłych źródeł bym ich jednak nie polecał. Z touch 4g dostajemy wyborny dźwięk. Z Touch 1g też jest świetnie i w dodatku dostajemy fajną głębie. Z E17 również jest bardzo dobre zgranie, a jego cyfrowość już tak bardzo nie doskwiera. Używanie wzmacniaczy przenośnych do nich ma sens. E11 czy E17 jest trochę przerostem formy nad treścią, ale E6 jest tu jak najbardziej mile widziany.   Podsumowując można go zestawiać dość swobodnie z różnymi sprzętami unikając tych wyjątkowo ciepłych. Prezentacja dźwięku będzie się różnić w zależności od tego do czego będziemy go podłączać, ale w każdym zestawieniu możemy liczyć na w miarę dużą przestrzeń i klarowny przekaz.   Jako punkt odniesienia   Inne słuchawki   Sony MDR-7509HD, Takstar Hi-2050, , Shure SRH750dj, Sennheiser PX360, JTS HP525, Panasonic HTX-7, Renkforce CD-340@moded, Aiwa Shellz, AKG K420, V-jays   Materiał muzyczny   Głównym materiałem który posłużył mi do testu była płyta „Ultrasone S-Logic Demo”.   Jednak aby mieć szersze rozeznanie testowałem też na innych utworach, m. in.   Mike Silver - Old Fashioned Saturday Night (FLAC) The Spirit Of Gambo - Martin Minoit Son Portion Au Marche(FLAC) BVSC -Chan Chan (96khz/24bit) Eagles - Hotel California (192khz/48bit) Machine Head - The Sentinel (FLAC) Jazz Friends - Uncertain Nights (mp3@198) Arena Of Electronic Music-SPHINx - Croatia (vocal version)(mp3@204) Arena Of Electronic Music-4King and Reticent - Spiral Inside (mp3@209) Santana - Smooth (& Rob Thomas) (@320) Triplexity - Afro Blue (mp3@vbr) Papa Roach - Last Resort (@320)   Przemek Strączek Trio - Up To You Chimaira - Severed Hespèrion XXI - Ay, Que Me Abraso (Guaracha) Chopin na 5 kontynentach - Chopin w Arabii Emiliana Torrini - To Be Free King Crimson - 21st Century Schizoid man (Live) Jakszyk Fripp Collins - A Scarcity Of Miracles Jan Garbarek & The Hilliard Ensemble - Parce Mihi Domine   No niestety słuchawki wymagają od nas używania muzyki z dobrą realizacją i dobrą jakością. Słaba muzyka będzie na nich grała jeszcze słabiej. Chociaż nas nie zamęczą przy słabszych utworach, lecz jednak lepiej jest zrobić małą rewizje naszej dyskografii.   Ogólny charakter   Słuchawki prezentują dźwiękowo w przeciwieństwie do wykonania bardzo wysoki poziom. Spokojnie można je przyrównywać do MDR-7509HD, Hi-2050, M50 czy innych wysoko cenionych modeli. Grają lekko, przejrzyście i muzykalnie. Mogą się popisać piekielnie niskim basem, ocieploną, przestrzenną średnicą i złagodzoną, ale rozdzielczą i detaliczną górą. Scena jest duża, nie brakuje jej powietrza, którego jest multum. Nie idzie daleko wszerz, ale wchodzi bardzo głęboko, rozciągając się we wszystkich kierunkach.   Brzmienie   Dźwięk jest płynny, ale nie pozbawiony wigoru, choć też nie dostrzeżemy jakiegoś wyraźnego pazura. Brzmienie jest łagodne i relaksujące. Na średnicy mamy nutkę słodyczy, ale nie do przesady. Naturalność przekazu jest bardzo duża jak na słuchawki zamknięte, brakuje jej tej spójności co w słuchawkach otwartych, za to dźwięk ma więcej konturów i jest dosadniejszy. Nie bardzo mam o czym pisać, bo też nie ma do czego się doczepić. Mogę dodać, że barwą kierują się delikatnie w tą ciemniejszą stronę.   Poszczególne pasma   Góra   Jest wyraźnie stonowana. Całość brzmienia idzie w stronę ciemności. To tyle jeśli chodzi o jej ilość – nie można powiedzieć, że jej brakuje, po prostu jej ilości będzie mniej niż w słuchawkach typowo jasnych. W m50 było jej zdecydowanie więcej przez co cały przekaz był bardziej rozjaśniony i momentami się ona narzucała. Tutaj dla mnie jej ilość jest zaletą, niż jakimś brakiem, choć wiadomo kwestia gustu. Natomiast jeśli chodzi o jej jakość to nic nie można jej zarzucić i nie można powiedzieć by jej brakowało. Jest świetnie rozciągnięta i bardzo detaliczna, czasem może braknąć jej igiełkowatości, ale to tylko w odosobnionych przypadkach. Wszystkie drgania przenoszone przez blaszane instrumenty są precyzyjnie i z dobrą rozdzielczością przenoszone. Wszystkie inne instrumenty w skład, których wchodzi, brzmią wystarczająco dobrze i przyjemnie.   Bas   Jest wyjątkowo szybki, nie zostaje i nie ciągnie się. Momentami czuć dominacje niższego basu podobnie jak to ma miejsce w HD380, w przeciwieństwie jednak do nich wyższe jego zakresy również się pojawiają. Ogólnie jest go w całkiem sporej ilości i wyraźnie wpływa na brzmienie. Na słabszych i cieplejszych źródłach można poczuć jego lekkie zmulenie, ale przy dobrym źródle, tym bardziej wzmacniaczu nie musimy się tego bać. Jak można wywnioskować, schodzenie nisko nie sprawia mu problemu. Robi to z wyjątkową łatwością i wręcz sprawia mu to przyjemność (przy okazji nam). Jego kontrola to jest wysoka liga. Kiedy jest to jest obecny wyraźny, posiada dobrą fakturę, lecz zawsze z naciskiem na to najniższą część, a kiedy go ma nie być to go nie ma, znika lekko i bez śladu. Jest lekko ocieplony. Podsumowując jest taki jak powinien być – przyjemny, potrafi być łagodny i ciepły, ale potrafi być niski i potężny. Mimo swoich cech, nie jest ciężki i nie dodaje ciężkości przekazowi. Perkusja nie brzmi jakość wybitnie precyzyjnie jak w Hi2050 i bez takiego wykopu jak m50, ale nic jej też nie brakuje, a stopę perkusji odczujemy fizycznie.   Średnica   Z racji swojego ocieplenia jest trochę uspokojona. Wyższa średnica, w niektórych momentach potrafi o sobie dać znać wchodząc ostro w górę, ale zatrzymuje się na granicy, krok przed progiem, który sprawiałby ból. Szczegółowość jej stoi na troszkę niższym poziomie niż Hi2050, ale jest to drobna różnica i jest to dalej wysoki poziom. Słychać odrobinę słodyczy w gitarach i głosach, ale dodana jest jak przez dobrego chińskiego kucharza do sosu słodko-kwaśnego. Wokale są bezpośrednie i bliskie, ale nie są jeszcze podawane na twarz, jest to taka zdrowa bliskość.   SQ   Jako, że mamy tu do czynienia wyższą szkołą grania, w niektórych aspektach ograniczę swoją wylewność. Microlab k860 to dźwięk, który już w pewnych aspektach jest bezkompromisowy. Jeśli będziecie chcieli uzyskać jakieś dokładniejsze porównania, czy opisy, to nie wahajcie się i zadawajcie pytania w komentarzach.   Apelować mogę w tym miejscu o to, że czasem trzeba rozgraniczyć kwestie jakości grania i charakterystyki danych słuchawek. Powinniśmy mieć świadomość tego, że nawet najlepsza jakość nie musi dawać nam satysfakcjonujących efektów dźwiękowych, które oczekujemy od audio. Ja staram się subiektywnie – bo inaczej się nie da – ale szczerze podchodzić do tej kwestii. Wszystkie elementy dźwięku są ze sobą połączone, w ten sposób niektóre cechy mogą być wyeksponowane, albo się ukrywać, przez co nasze spostrzeżenia bywają różne. Np. separacja i szczegółowość mogą być uwydatnione ochłodzeniem i rozjaśnieniem dźwięku. Dlatego np. ocenianie dźwięku po „5 min. odsłuchu w sklepie” może być mylące. Wiele razy doświadczyłem tego, jak ważne jest osłuchanie ze sprzętem, przyzwyczajenie ucha.   Szczegółowość   Jest naprawdę przyjemna i bogata w całym paśmie. Na poziomie 7509HD, delikatnie słabsza niż w hi-2050. Możemy wyłapywać i cieszyć się wszystkimi smaczkami, które są w naszej muzyce. Jeśli nie obcowało się ze słuchawkami tej klasy to pewnie odkryje się rzeczy, których się wcześniej nie słyszało.   Separacja źródeł dźwięku   Jest to bardzo wysoki, na którym nie ma opcji aby coś się zlało czy zmniejszało.   Rozdzielczość   K860 mają wysoką rozdzielczość dźwięku. Przeważnie mam przy tym punkcie jakieś wątpliwości i nie sam nie chcę sobie wierzyć, ale co do tych słuchawek nie mam wątpliwości. Rozdzielność jest bardzo dobra. Wszystkie dźwięki są dobrze i wyraźnie rozciągnięte.   Wypełnienie   Jest bardzo dobre, dźwięki są w pełni nasycone, a z całej sceny, aż wylewa się dźwięk (w pozytywnym aspekcie wylewa).   Dynamika   Na bardzo wysokim poziomie.   PRaT   Mógłby być trochę wyższy, to ocieplenie i płynność, sprawia, że przyjemniej się odbiera barwy, ale też odbiera to trochę PRaT-u. Jednak dalej jest to wysoki poziom.   Szerokość i głębokość sceny   Jest dość szeroko, nie jest to jedna z najszerszych scen jakie słyszałem, chociażby moje sony grają szerzej. Nie odczujemy jednak, żadnego stłoczenia. Natomiast głębokość sceny jest wyborna, jedna z najgłębszych scen jakie słyszałem. Mamy tu przestrzeń z prawdziwego zdarzenia.   Stereofonia(przestrzenność sceny)   Tu czuć, że są to słuchawki konstrukcji zamkniętej. Braknie trochę tej otwartości ze słuchawek bez kopułki. Powiedzenie, że grają jak otwarte jest nad wyraz. Jednak scena jest pełna i spójna, bardzo dobrze napowietrzona. Można powiedzieć, że przestrzeń jest kolejnym elementem, który gra w tych słuchawkach.   Holografia(instrumentów, dźwięków)   Tak jak na słuchawki zamknięte najwyższej klasy przystało. Jest dużo konturu, ale połączone jest to z niebywałą płynnością dźwięku. Sprawia to, że słuchawki grają efektownie, ale w nieprzesadzony sposób. Źródła dźwięku są precyzyjnie porozmieszczane po całej scenie w każdym kierunku.   Gatunki którym są dedykowane   Microlab potrafią zagrać absolutnie każdy gatunek. Wyśmienicie na nich brzmi muzyka elektroniczna, dzięki mięsistemu niskiemu basowi i bardzo dobrej holografii. W rocku mogły by mieć trochę więcej pazura, ale nie można mieć zastrzeżeń. Do w spokojniejszych gatunkach urzeknie nas gładki, lekko ocieplony wokal. A w klasyce, czy jazzie się odprężymy i nacieszymy szczegółowością. Jeśli słuchawki nam się spodobają, to w żadnym rodzaju muzyki nie będziemy narzekać.   Moje osobiste preferencje   Średnica i muzykalność ponad wszystko. Taka moja dewiza. Potrafię spędzić w słuchawkach przed komputerem długie godziny, więc oczekuję dźwięku, który mnie nie zmęczy. Preferuje lekkość i zwiewność ponad ciężkość i efektowność. K860 są dla mnie przyjemną i równoważną odskocznią od sony, które potrafią być dla mnie za ostre na wyższej średnicy. Nie zamieniłbym je na, m50 w których było dla mnie za dużo góry i przekaz nie zawsze mi się podobał i wydawał naturalny. K860 potrafią zapewnić mi przyjemnie spędzony czas. Bardzo dobrze wpisały się w moje gusta. Z jakości ich grania jestem więcej niż zadowolony.   PODSUMOWANIE   Microlab K860 to słuchawki wykonane skandalicznie źle. Można je używać, ale trzeba obchodzić się z nimi jak z jajkiem i zastosowanie znajdą jedynie podczas domowego przesiadywania. Jednak stosunkiem jakości dźwięku do ceny rekompensują wszystkie swoje fizyczne wady. Są to słuchawki reprezentujące już wysoką półkę grania. Czy są pod tym względem idealne? – Nie. Gdyż nie ma słuchawek grających idealnie. Mają swój charakter, który może, ale nie musi przypaść do gustu. Spodobają się osobom, które nie lubią gdy dźwięk jest chłodny i suchy, które lubią dużo przestrzeni i lekki, swobodny przekaz. Jednak dzięki nim nie trzeba rezygnować z basu, który w nich potrafi być głęboki i potężny. Jak pokazuje życie, w świecie audio istnieją perełki, które wybijają się ponad swoją klasę i ponad przeciętność brzmieniową. Cóż mogę powiedzieć. Bardzo się z nich cieszę i nie pozostaje mi nic innego jak przerwać pisanie, odpalić nowy album z Jamendo i odpłynąć na krótki czas.   Jeszcze raz chciałem złożyć podziękowania dla @Perul’a za koleżeńską bezinteresowność.

MrBrainwash

MrBrainwash

 

Takstar Hi-2050 – Chińskie Hi-Fi

WSTĘP   Zamierzałem napisać tą recenzje, gdy słuchawki będą miały już przebiegu co najmniej 300h, lecz zaczęły pojawiać się kolejne prośby o nią. Na razie mają ok. ~200h na liczniku i myślę, że nawet jak jeszcze się dotrą to nie będą to jakieś wielkie zmiany, więc postanowiłem przychylić się do próśb już teraz i napisać ten tekst. Oczywiście jeśli pojawią się jakieś zauważalne zmiany to załączę odpowiednią adnotacje. Sprowadzanie z Chin tych słuchawek przeze mnie, nie było żadną pogonią za idealnym dźwiękiem i tak zamierzałem przerzucić się w większości na stereo. Była to raczej forma ciekawości i nastawienie w stylu „jak dobrze zagrają to fajnie(przydadzą się jakieś otwarte nauszniki), jak przeciętnie to trudno (dużo nie stracę)”. Na znanym nam zagranicznym forum audio były bardzo wychwalane przez jednego Duńczyka, który raczej nie miał powodu kłamać. Słuchawki mimo, że wybrałem standardową formę transportu - co teoretycznie może przełożyć się na czas oczekiwania od dwóch tygodni do 3 miesięcy - przyszły niespodziewanie już po tygodniu.       Jak zwykle postaram się być z wami jak najbardziej szczery, jednak nie jestem w stanie (i chyba nikt nie jest) ustrzec się od subiektywności swoich spostrzeżeń. Zalecam czytać z głową, pewnym dystansem i w razie wątpliwości zadawać pytania w komentarzach.   OPIS   Opakowanie   Mamy tu tekturowe opakowanie, na którym są wszystkie niezbędne i zilustrowane informacje o słuchawkach, chociaż napisane w języku chińskim. W środku znajdziemy kartonowe czarne pudełko. Okazałe słuchawki spoczywają w formie wyłożonej szarym materiałem przypominającym welur, sprawia to miłe wrażenie. Jest też na dole czarne pudełko, które dopełnia karton i w którym spoczywa kabel i przedłużka. Wszystko w jak najlepszym porządku.   Akcesoria   Dostajemy tylko pozłacany adapter na duży jack i przedłużkę, a do tego książeczkę opisującą słuchawki, z wsuniętą małą karteczką z gwarancją. Dość minimalistycznie, lecz cóż do szczęścia trzeba chcieć więcej?   Budowa   Słuchawki prezentują się bardzo przyzwoicie. Mogła by być bardziej dopracowana kwestia detali kosmetycznych, ale naprawdę nie ma na co narzekać.Kabel dość gruby i nie jest tak elastyczny jak np. w HM5. Zgięcia pozostają na nim widoczne. Nie jest też odpinany, jak ma to miejsce w słuchawkach profesjonalnych.Podoba mi się motyw, że wchodzi tylko do jednej muszli, nie krępuje nas.   Słuchawki mają zastosowanie raczej domowe.Przewód jest dość długi. Jednak na kablu znajduje się rzep, którym możemy spiąć niepotrzebną długość,lub związać cały kabel podczas transportu, aby się nie majtał. Mini-jack na końcu jest pozłacany.   Przewód do drugiej słuchawki idzie przez pałąk. Częściowo jest odsłonięty w miejscu od muszli do pałąka, po oby stronach. Jednocześnie jest zabezpieczony czarnym oplotem. Zaletą tego rozwiązania jest to, że dzięki temu muszle mogą chodzić dość swobodnie bez obawy, że kabel łączy dwie muszle gdzieś pęknie.   Kopułki są zamocowane na pałąku stworzonym z dwóch aluminiowych (wyszczotkowanych) widełek , które wchodzą do górnej jego części dość nietypowo wykonanej. Po obu stronach są dwa plastikowe mocowania, które trzymają skórzany materiał. Ta eko-skóra jest w miarę dobrej jakości, bardzo dobrze imituje naturalną skórę. Nie pokrywa dookoła całego pałąka. Na wierzchołku jest wszystko złączone, jakimś plastikowo-gumowym tworzywem. Nie wiem co znajduje się w środku, ale cześć tuż nad głową wyłożona jest jakąś miękką gąbką.   Muszla zbudowana jest z twardego, mocnego plastiku. Z boku znajduje się aluminiowa siatka z plastikowym pierścieniem, o metalicznym połysku. Pady wykonane są z miękkiej gąbki obłożonej welurem.   Podsumowując można powiedzieć, że dostajemy solidną parę nauszników. Niezwykle komfortową i lekką. Dotyk weluru z początku trochę grzał mi głowę, ale po krótkim obyciu ze słuchawkami przestało mi to przeszkadzać. Nie uwierają, ucho w środku jest swobodne. Jest to konstrukcja wokółuszna, otwarta, więc uszy nie będą się tak szybko męczyć jak w słuchawkach zamkniętych, będzie zachodziła wymiana powietrza.   Ważne aspekty techniczne:   + konstrukcja otwarta, wokółuszna. + kabel 2,2m + 1,8m(przedłużka) + waga 325g + przetwornik 53mm + 60om i 92dB (nie jest ciężko je napędzić, dobrze zagrały z mojej "integry", ale odpowiednie wysterowanie wzmacniaczem ma duże znaczenie)     DŹWIĘK   Słowo wstępne   Ten model Takstar’a dedykowany jest do zastosowań domowych, w wielu ofertach na Internecie przewija się sformułowanie, że są to słuchawki komputerowe (przeznaczone do używania z komputerem). Pojawia się tu lekkie zmieszanie. Wygląd i wykonanie wskazuje raczej na słuchawki „audiofilskie”, kojarzą się one od razu z wysokimi modelami Beyerdynamic(DT880), gdyż wizualnie łączy je wiele podobieństw. W każdym razie założeniem konstruktorów było dawanie jak największej przyjemności ze słuchania muzyki dla zwykłego „zjadacza” mp3-jek. Czy zasługują one na zainteresowanie koneserów Hi-Fi?   Mam nadzieję, że uda nam się wspólnie wyciągnąć odpowiednie wnioski. Zadanie jest o tyle utrudnione. Jak słuchawki grają przeciętnie czy słabo to wystarczy zestawić listę wad/zalet i mamy opis dźwięku właściwie zakończony. W mojej opinii Hi-2050 grają powyżej przeciętnej, zatem opis wyklarować powinien czytelnikowi, czy słuchawki pasują do preferencji odbiorcy tekstu, a to o wiele trudniejsze zadanie.   Sprzęt towarzyszący   Valab NOS USB DAC Luxury Version > LittleDot I+@408A/2xADA 4627-1 [główna baza do porównań]   Touch 1/4G > iPure/ASD-1R > LittleDot I+@408A/2xADA 4627-1 Samsung S8500/Z5, Apple Touch 1/4G, Meizu M6, iRiver S10, VIA HD Audio VT1708S FiiO E6/E11/E17   Słuchawki potrafią „zagrać” już z dobrej „integry” i DAPa. Jednak mają w sobie dużo potencjału, co czyni sensownym dobieranie pod nie dobrego toru stacjonarnego. Żałuje trochę, że nie mam możliwości popróbować ich z jakimś innym dobrym wzmacniaczem takim jak Lovely Cube, czy Black Pearl lub jakąś inną hybrydą lub lampą. Właściwie każdy element toru będzie się odbijał wyraźnie na właściwościach otrzymywanego dźwięku.   Valab wyciągnie z nich najwięcej i różnica w porównaniu do i20 będzie bardziej odczuwalna niż w innych słuchawkach. Tutaj mam na myśli głębokość sceny, kreowanie kolejnych planów itp.   W innych kombinacjach wyraźnie odczuwa się zmianę brzmieniową. Pod tym kątem wolę je chyba słuchać z iPure, która jest neutralna w brzmieniu, w przeciwieństwie do Valaba, który jest lekko ocieplony. Zatem polecam je raczej do neutralnych brzmieniowo źródeł. Żebym nie został odebrany źle odebrany. Zaznaczam, że z ocieplonym Valabem również wychodzi b.dobre brzmienie, po prostu preferowałbym coś delikatnie chłodniejszego.   W takim wypadku sprawdzi się nawet E17. Choć nie da on nam „audiofilkiego” pełnego, tak dobrze wypełnionego dźwięku. Jego cyfrowość wyraźnie odbije się charakterze przekazu (choć komuś może tak się właśnie podobać). Sam wolę je podłączać do T1, który je trochę słabiej napędzi, ale dźwięk jest miększy, z lepszą barwą.   Z T4 dostajemy bardzo udane połączenie. Te słuchawki potrafią oddać w pełni jej jakość dźwięku. Czuć jej charakter prezentacji, czyli bliskość i bezpośredniość może się to komuś podobać, a drugiemu niekoniecznie.   S8500_LA1 potrafi świetnie wykorzystać scenę, którą oferują nam Hi2050. Dostajemy przyjemną szczegółowość. Jednak ochłodzony charakter grania sprawia, że podobnie jak w E17 dźwięk jest trochę chudszy. Z resztą grajków również jest dobrze na ich własny sposób, lecz już z mniejszą szczegółowością.   Jeśli chodzi o wzmacniacze portable do tych słuchawek, których używałem podczas testu, to od razu odradzam E11, nie daje żadnych wyraźnych korzyści dźwiękowych, a przekaz robi się nudniejszy, mniej przejrzysty. E17 daje trochę wyraźniejsze efekty jeśli chodzi o strukturę dźwięku (od E6), jednak sam wolę E6, który ma wg. mnie lepsze, gładsze, pełniejsze brzmienie. Oba dodają więcej swobody i lekkości do dźwięku, jest też on bardziej dosadny i zdecydowany. Nie są to spektakularne zmiany, ale w każdym razie na plus.   Wyciągnąć można taki wniosek, że te słuchawki mą dużą zdolność adaptacyjną, nie są wybredne. Pokazują jak na dłoni w jaki sposób gra poszczególne źródło, dlatego świetnie nadają się do testowania DAPów, DACów, AMPów.   Jako punkt odniesienia   Sony MDR-7509HD, Microlab K860, Shure SRH750dj, Sennheiser PX360, JTS HP525, Panasonic HTX-7, Renkforce CD-340@moded, Aiwa Shellz, AKG K420, V-jays   Materiał muzyczny   Głównym materiałem który posłużył mi do testu była płyta „Ultrasone S-Logic Demo”.   Jednak aby mieć szersze rozeznanie testowałem też na innych utworach, m. in.   Mike Silver - Old Fashioned Saturday Night (FLAC) The Spirit Of Gambo - Martin Minoit Son Portion Au Marche(FLAC) BVSC -Chan Chan (96khz/24bit) Eagles - Hotel California (192khz/48bit) Machine Head - The Sentinel (FLAC) Jazz Friends - Uncertain Nights (mp3@198) Arena Of Electronic Music-SPHINx - Croatia (vocal version)(mp3@204) Arena Of Electronic Music-4King and Reticent - Spiral Inside (mp3@209) Santana - Smooth (& Rob Thomas) (@320) Triplexity - Afro Blue (mp3@vbr) Papa Roach - Last Resort (@320)   Przemek Strączek Trio - Up To You Chimaira - Severed Jordi Savall - Ay, Que Me Abraso (Guaracha) Chopin na 5 kontynentach - Chopin w Arabii Emiliana Torrini - To Be Free King Crimson - 21st Century Schizoid man (Live) Jakszyk Fripp Collins - A Scarcity Of Miracles Jan Garbarek & The Hilliard Ensemble - Parce Mihi Domine   Próbując poczynić wstępie notatki dotyczące charakteru grania natrafiłem na pewną przeszkodę. Podchodząc do tego z różnych stron uzyskiwałem różne wyniki. Poczyniłem bardzo zasadniczą obserwacje.   Słuchawki są bardzo czułe na wszystko co jest zawarte w odtwarzanym materiale. Dokładnie przekazują każdy aspekt, wszystkie zależności i niuanse. Nawet w bardzo dobrze zrealizowanym materiale można znaleźć rzeczy które nie pasują, które niekoniecznie kuleją, ale nie oddają danego efektu w sposób satysfakcjonujący. Możemy słuchać jednego albumu w którym wszystko gra nam cacy, a włączymy drugi równie dobry album, ale inaczej nagrany i już to może nie być „to”.   W jednym elektronicznym utworze może być przyjemna ilość basu, który jest na pierwszym planie i nas delikatnie pieści, a w drugim, tego samego gatunku, może schodzić nisko, ale trzymać się z tyłu będąc jednym z drobnych elementów. W jednym rockowym hicie mogą być dźwięczne, metaliczne odgłosy talerzy perkusji, a w drugim mogą być matowe, trzymające się z tyłu wybrzmienia. Wszystko zależy od tego jak nagrany jest dany utwór.   To nie znaczy, że zostaje nam odebrana przyjemność z odsłuchu, o czym napiszę za chwilę, ale to są raczej słuchawki dla osób, które lubią wiedzieć „co autor (realizator dźwięku) miał na myśli”, albo - do czego się nie przyłożył, natomiast nie koniecznie dla tych co lubią mieć swoje ulubione cechy zawsze na wierzchu.   Oczywiście z czasem użytkowania ich nabiera się chęci na lepszej jakości pliki i lepiej zrealizowane utworzy. Mając jakieś szumiące i pierdzące mp3-ki z torrentów możemy szybko poczuć się poirytowani. No niestety, to wszystko wychodzi i może nie jest bardzo męczące, ale mając takiej klasy audio, szybko zniechęcimy się do takiej muzyki.   Ogólny charakter   Wymieniłem wyżej słuchawki jakie mam na stanie. Są u mnie dlatego, iż uważam, że każde z nich na swój sposób są świetne w swojej klasie i do odpowiednich zastosowań. Każde mają jakieś swoje wyróżniające je cechy i właściwości. Jedne lepiej sobie radzą z zejściem basu, drugie są bardzo szczegółowe,trzecie mają przyjemną barwę, a czwarte mają moc w muzyce itd. Do każdych szybko mógłbym ułożyć formułkę, która by opisywała ogólnie te słuchawki.   Tutaj spróbuję to również zrobić, ale nie będzie ona taka prosta. Jest tak dlatego, iż są one niebywale zrównoważone. Balans tonalny jest tak dobrze ułożony, a wszystkie pasma są ze sobą tak dobrze zszyte, że nie sposób jest wyłonić te cechy, które są dominujące. Słuchawki, dzięki temu mają bardzo duże zdolności adaptacyjne, przekażą charakter dokładnie taki jaki da im źródło i odtwarzany materiał. Mogą mieć pełne mięsiste brzmienie, a mogą grać też w sposób odchudzony, chłodnawy i analityczny.   To co je może wyróżniać to zdolność do kreowania przestrzennej, nieskrępowanej sceny, z dużą masą powietrza. To co szalenie mi się podoba w tych słuchawkach to właśnie spójność przekazu, ale w bardzo pozytywnym znaczeniu. Żaden dźwięk nie wydobywa się w oderwaniu od reszty, cała scena jest wypełniona dźwiękiem (chyba, że w danym miejscu ma być cisza, bo też świetnie potrafią ją wykreować oddając perfekcyjnie puls i holografie utworu), przy tym nawet najdrobniejszy odgłos nie jest zakryty, nic na siebie nie wchodzi. Pewną namiastkę tego miałem w słuchawkach MS1i i wtedy wydawało mi się to mistrzostwem, ale tutaj jest to doprowadzone do perfekcji.   Czuć w nich lekkie złagodzenie na wyższej średnicy. Często objawia się ono odebraniem energii, żywotności przekazu muzycznego. To tych słuchawek nie dotyczy. Grają żywiołowo i wciągająco. Natomiast złagodzona została sybilacja, a wokale dalej potrafią wejść wysoko i zabłysnąć. Osobiście nie mam pojęcia jak to zostało dokładnie osiągnięte, lecz nie jest to na pewno przypadek, a majstersztyk inżynierii dźwięku.   To tak jakby zrobili grado podczas nieobecności Pana Grado i nie przejaskrawili / nie rozjaśnili przekazu, eliminując główną cechę, która niektórych odrzuca od ich słuchawek, a którą określa się często „żyletkami w uszach”. Pozostała tylko przyjemność, zaangażowanie, brzmienie i jakość.     Brzmienie   Wszystko co najlepsze z konstrukcji otwartych znajduje się w tych nausznikach. Przekaz jest bardzo spójny i bardzo naturalny, z otwartą przestrzenią gdzie dźwięk, dosłownie i w przenośni wychodzi na zewnątrz muszli.   Słuchawki nie narzucają własnej barwy, w tym kontekście są bardzo neutralne. Nsatomiast świetnie oddają barwy, brzmienie, fakturę dźwięku zawartą w utworze. Najprościej wytłumaczyć to na wokalu, który nie będzie nigdy przesłodzony, ale z łatwością przychodzi mu bycie emocjonalnym i wciągającym. Z czystym sumieniem mogę użyć sformułowania, że Hi-2050 emanują bogactwem BRZMNIENIA.   W utworach rockowych, w gitarowych efektach będzie słychać ciężkość i brud, a w akustycznych utworach będzie słychać lekkość i czystość wydobywających się z pod strun dźwięków, ze świetnym oddaniem tembru intrumentu.   Poszczególne pasma   Góra   Jest jest wyważona ilość. Odda sobą dokładnie to co trzeba w danym materiale. Jest ładnie rozciągnięta i wysublimowana. W żadnym utworze się nie zgubi, kiedy trzeba wyjdzie do przodu, kiedy ma być z tyłu trzyma się z tyłu, jest bardzo urozmaicona i potrafi pokazać się w bardzo różnym świetle.   Instrumentom, które korzystają z tego pasma niczego nie brakuje, brzmią bardzo realistycznie i przekonywująco. Ma bardzo dużo szczegółów i jest bardzo dokładna. Nie męczy przy dłuższych odsłuchach. Jeśli ktoś lubi mocno podbite wysokie tony, takie jak w studyjnych Superlux’ach, które wszędzie się sieją i ostrzy zęby na naszych uszach, to może nie jest to najodpowiedniejszy wybór dla niego. Natomiast jakość i precyzja w moim odczuciu jest pierwsza klasa. Są bardzo ładnie rozciągnięte przyjmując realistyczne rozmiary.   Słuchawki nie wydają się ani jasne, ani ciemne, określiłbym je jako neutralne z lekkim rozjaśnieniem. Wysokie tony, nie starają się na siłę błyszczeć, choć czasem im się zdarza, przyjmują raczej, biorąc statystyczną średnią, zrównoważony charakter. Jeśli kogoś skusi jakość tych słuchawek, a będzie chciał uzyskać wyraźnie jaśniejsze brzmienie, to myślę, że można byłoby coś zdziałać używając odpowiedniego kabla i toru.   Bas   Basu też jest w umiarkowanej ilości, potrafi grać z przodu i z odpowiednią mocą, lecz raczej nigdy nie stanie się dominujący. Na wstępie trzeba zaznaczyć, że nie ma co porównywać Hi-2050 do słuchawek zamkniętych, czy też grających tzw. V-ką.   Tak jak to jest w słuchawkach konstrukcji otwartej nie ma charakteru konturowego, chociaż jest bardzo dobrze ogarnięty i trzyma się wyśmienicie w ryzach, kontrola jest naprawdę dobra. Nie zejdzie też nie wiadomo jak nisko, w konstrukcjach zamkniętych da się zdecydowanie więcej usłyszeć w tej kwestii. Nie są to słuchawki do słuchania elektroniki nastawionej na niski bas, takiej jak Dubstep, czy mocniejsze odmiany D&B. Do lżejszej elektroniki, o ile ktoś nie jest nastawiony na bas, słuchawki te mogą wystarczyć.   Zatem „Bassheadzi” mogą nie czytać dalej. Bas w muzyce tworzy pewien typ głębi, którą to chyba lubią osoby zorientowane na bas. O głębie nie mamy się co martwić, ale to nie jest ten efekt. Nie ma „soczystego, głębokiego basu”, którym możemy się fascynować od pierwszego momentu założenia słuchawek na uszy.   Osobiście dla mnie jest to często pozorna zaleta na krótką metę. Szczególnie w sprzętach słabych jakościowo, kiedy ta cecha ma w słuchaczach robić „dobre pierwsze wrażenie”, a która po czasie robi się męcząca, dudniąca i bezpłciowa. Trochę odbiegliśmy od głównego wątku – wracajmy.   Natomiast w tych Takstar’ach ma on też dużo zalet. Prócz wspomnianej wyżej bardzo dobrej kontroli, jest bardzo szybki. Nie zgubi się nawet w najcięższych z ciężkich klimatów. W tym zakresie, na którym operuje może być bardzo urozmaicony. Zaczynam w nich odkrywać piękno gitary basowej od nowa.   Dużo osób interesuje to – jak gra perkusja. Moim zdaniem nic ona nie straciła, a wbrew wszystkiemu jest wyśmienicie odwzorowana i potrafi „kopnąć”, chociaż nie jest to kopnięcie, które czujemy fizycznie. Ogólnie jest ona bardzo dobrze nasycona, naturalna i precyzyjnie odwzorowywana.   Średnica   Jest w pewnym stopniu pozbawiona sybilacji na wyższej średnicy, ale nie odbiera jej to żywiołowości. Tak jak reszta pasma trzyma się równo.   Jest ogromną zaletą tych słuchawek. Jest kompletna, spójna, pełna, soczysta, ale w naturalny sposób, bez słodyczy i podkolorowań. Wiernie i w piękny sposób oddaje naturalny dźwięk instrumentów, zarówno tych zwykłych, jak i elektronicznych. Jest tu wprowadzona duża ilość detali i jeśli czegoś nie byliśmy wstanie usłyszeć na innych nausznikach, to tu usłyszymy to wyraźnie. Jeśli zależy nam na naturalności i dźwięku, który nas ani nie znudzi, ani przesłodzi, ani nie schłodzi syntetycznym chłodem, to Hi2050 są jednym z najlepszych wyborów jaki możemy dokonać.   SQ   Kupując słuchawki otwarte prócz ewidentnej zalety w postaci komfortu, musimy wziąć poprawkę, na to czego możemy spodziewać się po sposobie grania tej konstrukcji. Są pewne elementy, które nie są zasadą, ale które w przeważającej liczbie przypadków rozdzielają je od konstrukcji zamkniętych. Te ostatnie grają przeważnie bardziej konturowo, bardziej dosadnie, co sprzyja lepszej holografii. Łatwiej w nich uzyskać głębszy, „potężniejszy” bas. Natomiast otwarte, będą miały większą, bardziej napowietrzoną scenę, przełoży się to na wrażnie większej otwartości dźwięku, grają subtelniej i subiektywnie bardziej naturalnie. M. in. dlatego mija się z celem porównywanie obydwu typów, gdyż z założenia nabywcy szukają w nich innych cech, które nie mają nawzajem przełożenia. W takim wypadku nie bardzo mogę zdobyć jakieś uczciwe porównanie do innych modeli, gdyż nie mam słuchawek otwartych podobnej klasy, do których mógłbym się odnieść. Jednak spróbuje przedstawić sprawę jasno i w miarę uczciwie.   Szczegółowość   Hi2050 wykazują się olbrzymią szczegółowością. Wszystkie detale nie są przesadnie wyeksponowane, ale do wszystkich możemy dotrzeć uwagą bez najmniejszego problemu. W „normalnej” muzyce pewnie tak tego nie będzie słychać, ale w utworach testowych, których użyłem słychać wyraźnie, że są to słuchawki, które pokazują klasę.   Rzeczy które były jakimiś szmerami, jesteśmy wstanie rozpoznać, niewyraźny szept lub dalekie rozmowy zamieniają się w wyraźne słowa. W całym paśmie dostrzegamy nowe elementy, których wcześniej po prostu nie słyszeliśmy. Nie wiedziałem, że coś mnie zaskoczy pod tym względem w najbliższym czasie. Takstar’om się udało.   Separacja źródeł dźwięku   Mimo, że przekaz jest bardzo spójny, to separacja stoi na bardzo wysokim poziomie i cały lvl wyżej niż w HM5. Jest to inny rodzaj separacji niż w K860, czy Sony, lecz dla słuchawek otwartych jest to klasa sama w sobie. Możemy wyodrębnić na scenie każde, najdrobniejsze źródło dźwięku. Wszystko gra razem, ale nic się nie zlewa.   Rozdzielczość   Jest bardzo przyzwoita. Tu jest mnóstwo czynników, które wpływają na odbiór tej cechy, więc nie chcę wydawać ostatecznych sądów. Jednak nie czuję, aby pod tym kątem kulały w jakiś sposób. Wręcz przeciwnie wydaje mi się naturalna i elegancka jak na ten sposób prezentacji dźwięku.   Wypełnienie   Wzorcowe, dźwięk jest nasycony, przepełniony odpowiednim brzmieniem. Cała prezentacja na tym zyskuje, nie ma pustych miejsc.   Dynamika   Tak jak szczegółowość, jest wręcz wybitna. Wszystkie zależności dobrze nagranego materiału tworzą nowy wymiar do odbierania muzyki. Oczywiście jej zalety poznaje się po czasie. W dobie loudness większość osób nie zwraca na nią dużej uwagi, ale ludzie, którzy cenią dobrą jakość będą zadowoleni z tych słuchawek.   PRaT   Po prostu muzyka. Co byśmy nie puścili to od razu łapie nas puls i rytm utworu, angażując nas bez reszty, pozwalając nam zatracić się w świecie dźwięków. Takie to poetyckie porównanie, ale nie potrafiłem tego inaczej opisać. Słucha się tego naprawdę przyjemnie.   Szerokość i głębokość sceny   Scena jest dość szeroka, że nie jakoś wybitnie, ale nie poczujemy się nią skrępowani wrażenie szerokości potęguje otwarta konstrukcja. Jeśli chodzi o głębokość, to tutaj w dużej mierze zależy od źródła. Ma potencjał, aby wchodzić głęboko ukazując nam kolejne plany, gdy dźwięki dochodzą z daleka z różnych odległości. Na niektórych źródłach może to być ograniczone.   Jeśli słuchawki grają i szeroko i głęboko - to dostajemy przestrzeń, dużą i wymiarową. Tu PRZESTRZENI jest pod dostatkiem, nie należy do olbrzymich, czy wielkich, ale jej charakter sprawia, że możemy ją pisać z dużej litery.   Stereofonia(przestrzenność sceny)   Nie jesteśmy umiejscowieni wewnątrz wydarzeń, raczej obserwujemy z pewnego dystansu co się dzieje na scenie. Jednak cała przestrzeń wypełniona jest mnóstwem dźwięku i powietrza. W muzyce operowej daje to wrażenie bycia w sali z prawdziwego zdarzenia, oglądania wszystkiego ze specjalnej najlepszej loży. W muzyce rockowej, jesteśmy na dużym koncercie. Nie jesteśmy pod sceną, ale dobrze czujemy klimat wydarzenia. W muzyce kameralnej będzie znakomicie kameralnie, po prostu.   Efekty stereofoniczne potrafią być naprawdę cudowne. Jest to już pierwsza liga.   Holografia(instrumentów, dźwięków)   Jest bardzo dobra jak na słuchawki otwarte, nie będzie to tak konturowe i 3D jak w zamkniętych, ale i tak znakomicie, a w połączeniu z naturalnością przekazu, daje to całkiem przyjemne efekty.   Gatunki którym są dedykowane   Określiłbym je jako dość uniwersalne słuchawki. Nie nadają się zbytnio do gatunków nastawionych bezpośrednio na bas. W reszcie przypadków dadzą bardzo przyjemnie spędzone chwile, zarówno przy rocku, popie, czy muzyce poważnej i jazzie. Największe wrażenie robią w utworach nastawionych na budowanie nastroju, wtedy zaczarują sceną i bogactwem brzmienia.   Moje osobiste preferencje   Lubię jak muzyka mnie niesie ze sobą. Lubię wyłapywać smaczki i szczegóły kiedy dużo się dzieje oraz nastrajać się na niesione w muzyce emocje. Najważniejsza w całym paśmie jest dla mnie średnica i ogólna jakość.   Takstar Hi-2050 dały mi więcej niż mogłem oczekiwać, pod postacią wiernie przekazywanej treści, bez przejaskrawień i wyolbrzymień. Udało im się zaskarbić moje względy.   PODSUMOWANIE   Do samego końca starałem się powstrzymać z mówieniem o cenie. Uważam, że to są świetne słuchawki bez względu na cenę. Oczywiście mają swoje wady i ograniczenia. Lecz tak naprawdę mają je wszystkie słuchawki, a szczególnie te High-Endowe.   Tylko zaraz? O czym my tu mówimy?   Słuchawki te można nabyć przez internet za +/- 50 dolarów. Co jest ceną śmiesznie niską, jak za jakość dźwięku, którą oferują, ale również jakość wykonania i walory w postaci wysokiego komfortu i świetnego wyglądu.   Jestem przekonany, że spodobają się osobom, które szukają słuchawek z lekkim zwiewnym, a zarazem nasyconym i dobrze wypełnionym brzmieniem, dużą sceną, wiernie odtwarzających muzykę, o wyrównanej, zbalansowanej charakterystyce. Osoby, które oczekują tak jak ja również emocji i budowania atmosfery będą nimi zachwycone. Nie polecam ich natomiast osobom słuchającym głównie elektronikii oczekującym ciężkiego, efektownego grania.   Chociaż na pewien sposób one grają efektownie, lecz nie każdy będzie to w stanie docenić. Nie dają efektu WoW i nie "wbijają nas w fotel", lecz w mojej ocenie są bardzo udaną parą nauszników.   Nie jest to napewno poziom najwyższego TOPu w słuchawkach za który musimy nieraz oddać samochód. Nie można stwierdzić, że są "best of the best" w każdym aspekcie i że powalą każdego na kolana. Ale zdecydowanie mogą konkurować, ze słuchawkami chwalonymi i kilkukrotnie od nich droższymi, a nawet z nimi wygrywać.   Przewszystkim z pewnością zasługują na miano Hi-Fi.

MrBrainwash

MrBrainwash

 

Recenzja Cowon J3

Chciałem serdeczne podziękować @ Slim_Shady, za udostępnienie sprzętu na testy. Wykazał się dużą cierpliwością, gdyż grajka dosyć długo mu przetrzymałem.         WSTĘP   Właściwie nie wiele możemy powiedzieć o audio, jeśli nie posłuchamy sprzętu z najwyższej półki. Miałem do tej pory możliwość słuchania: iMod+ibassoT4, Touch 4g, Zune HD, Sony X, Samsung P3 - jeśli chodzi o topowe DAPy. Przyszła pora na Odtwarzacz J3, który jest pierwszym produktem Cowona z którym się stykam. Test, a raczej opis wrażeń, jest wynikiem mojej ciekawości. Jak zwykle zastrzegam sobie prawo do subiektywności mojej wypowiedzi.   Życzę przyjemnie i pożytecznie spędzonego czasu podczas czytania.       OPIS   Opakowanie   Odtwarzacz znajduje się w dość nietypowym twardym, stożkowym, plastikowym opakowaniu. Jest większe od pudełka jakie nam serwuje Apple. Zabezpieczone jest zwykłym dostosowanym pudełkiem kartonowym z otworem prezentującym część grajka.   Akcesoria   Jest standardowo i minimalistycznie, czyli kabel, płytka, pchełki, papierki i oczywiście odtwarzacz.   Budowa   Cowon jak na grajka tej klasy przystało jest wykonany powyżej przeciętnej. Użyte zostały dobrej jakości materiały. Jednak mi trochę przeszkadza, że w skład tych materiałów wchodzi (podkreślam) plastikowa obudowa. Dzięki temu J3 jest lekki, lecz sprawia wrażenie zabawkowego. Nie mniej wszystko jest ładnie spasowane i dobrze wykończone. Paradoksalnie ekran wydaje mi się najtrwalszym elementem i jest w jakimś stopniu odporny na zadrapania. Slot na kartę i wejście na kabel schowane są pod klapką obok gniazda jack na dole urządzenia. Z podobnym rozwiązaniem spotkałem się w DAP-ach iRiver’a. Według mnie budowa J3 jest słabsza od Zune HD (aluminiowa), na tym samym poziomie co iRiver S100. Jeśli chodzi o budowę, to T4G i Sony X to produkty innej kategorii, wyglądają bardziej ekskluzywnie, ale z eksploatacją w nich różnie może być.   Ważne aspekty techniczne:   + slot na kartę microSD (do 32GB) + ekran AMOLED + bardzo dobry equalizer JetEffect 3.0 z dobrym systemem dźwięku BBE+ i zestawem preset-ów + duży czas pracy na akumulatorze ok. 40h (realnie) + duża moc wyjściowa 29mW + 29mW (niewątpliwa zaleta) + czyta pliki muzyczne w formatach: FLAC, MP3, WMA, WAV, OGG, APE + występuje w wersjach 8,16 i 32 GB + posiada funkcje; dyktafon , przeglądarka tekstu , kalkulator , krzeglądanie zdjęć , pamięć stacji , nagrywanie dźwięku bezpośrednio z radia , radio FM , zegar   DŹWIĘK   Jak możemy wywnioskować z powyższego opisu Cowon J3 jest urządzeniem bogato wyposażonym. Duża moc, możliwość używania plików wysokiej jakości oraz bardzo rozbudowany system korekty dźwięku teoretycznie mają zapewnić najwyższe SQ, a pojemna pamięć z możliwością jej rozbudowy, oraz długi czas działa sprawiają, że możemy spędzać z odtwarzaczem nieprzerwanie mnóstwo czasu. Jak to wszystko sprawdza się w praktyce – już mówię.   Odtwarzacz testowałem głównie na:   K860 – jako słuchawkach referencyjnych /zgranie poprawne, wykorzystanie pełnego potencjału odtwarzacza/   HTX-7 – jako słuchawkach portable /wyśmienite zgranie, wykorzystanie prawie pełnych możliwości słuchawek /   oraz wiele innych   Wybrałem akurat te z pośród całej mojej gromadki dlatego, że najlepiej się z nim zgrywały. W przypadku tego DAP-a dobranie odpowiednich słuchawek jest priorytetem. Bez tego dźwięk może być syntetyczny (CAL), słabo wypełniony (HP525). Słuchawki do niego raczej powinny być ocieplone (np. V-jays), ale tak naprawdę nie wiemy czy się grajek z nimi zgra puki nie podłączymy ich pod jego dziurkę. Oczywiście bez synergii też zagra, ale tak jak pisałem: albo dźwięk będzie udziwniony, albo jakiś aspekt będzie kulał, a raczej nie warto kupować tak drogiego DAPa, jeśli nie mamy zamiaru wykorzystać w pełni jego SQ. Cowon ma dużo mocy i świetnie sobie radzi ze słuchawkami nausznymi 32om. Im wyżej tym będzie coraz słabiej, ale i tak do 70-80om powinien sobie spokojnie dawać radę.   Jako punkt odniesienia:   Valab > LittleDot I+ – bym nie wybiegał za bardzo w opisach. T4G, T1G, S8500_LA1 (+iMod/ibasso z pamięci) – konkurencja Z5, S10 – dorzucone do puli   Ogólny charakter   Cowon J3 jest odtwarzaczem grającym analitycznie oraz chłodno. Oznacza to, że eksponuje wszystkie szczególiki na wierzchu. Nie ma w sobie jeszcze tyle chłodu co iPod Video, kieruje się bardziej w stronę neutralności. Natomiast tak samo jak Video jest odtwarzaczem grającym jasno. Balans tonalny jest dosyć zrównoważony. Jednak czuje się dołek na średnicy, a tym samym podbicie (w stosunku do średnicy) na średnim-wyższym basie i zaznaczoną podbitą górę. Nie możemy tu mówić o żadnym poszarpanym paśmie, jest dość równo niewielkim odchyleniem.   Poszczególne pasma   Góra: Jest bardzo szczegółowa (analityczna) i bardzo rozdzielcza, z charakteru kująca, czysta i jasna. Trzyma się z przodu. Zwolennicy tego pasma będą zadowoleni. W S8500 jest równie szczegółowa, lecz bardziej schowana, ciemniejsza, trzymająca się bardziej z tyłu, to samo w T4.   Bas: Bardzo dobrze kontrolowany. Zwięzły, ale w przyzwoitej ilości. Dość równy z swoim charakterze, lecz zdaje mi się, że delikatnie podbity na średnim basie. Wyższego też ma więcej niż np.S8500. Dokładnie porównując to nie schodzi tak nisko jak Wave i T4g. W całości można jednak powiedzieć, że trzyma wysoki poziom.   Średnica: Jeśli bas to masa-ciało dźwięku, a góra jest jego umysłem. To średnica będzie duszą sprzętu audio. Charakter grania – tembr określamy głównie pod kątem średnicy. Tutaj jest obniżona, choć nie odbija się to za bardzo na jej jakości. Jest ochłodzona i ma dużo szczegółów. Tak jak góra analityczny charakter. Jest czysto, bardzo czysto. Powiedziałbym, że wręcz do przesady. Odbieram ją jako nienaturalną, brzmi sucho -syntetycznie. Wokale trzymają się z przodu, ale brak im życia i wydają się momentami „cyfrowe”.   SQ   Różnice w topowej półce wbrew pozorom nie są takie duże. Wszystkie DAP-y z tej kategorii zagrają przyjemnie i zadowalającą jakością. Wybór zależy raczej od dopasowania z naszymi słuchawkami i osobistych preferencji co do brzmienia i sposobu grania. Nie mniej drobne różnice można wychwycić. J3 pod każdym względem SQ stoi bardzo wysoko (jak na odtwarzacz przenośny). Szczegółowość, rozdzielczość, dynamika, stereofonia, holografia to jest TOP. Ogólnie najwyżej w SQ stawiam Touch 4g (większość wymienionych elementów stoi na wyższym poziomie, aczkolwiek delikatnie wyższym). J3 zajmie miejsce obok Sony X, Zune HD, S8500/(prawdopodobnie)P3.   Szczegółowość –T4G > J3 > S8500 Separacja źródeł dźwięku – T4 = J3 = S8500 Rozdzielczość – J3 > T4G > S8500 Wypełnienie – T4G > S8500 = J3 Dynamika – T4G > S8500 > J3 Stereofonia(przestrzenność sceny) – T4 > J3 = S8500 Holografia(instrumentów) – S8500 > T4 = J3 Szerokość sceny – T4G > S8500 > J3 Głębokość sceny – S8500 > J3 > T4G   Brzmienie   Tak jak pisałem mamy tu do czynienia z analitycznym dźwiękiem, ochłodzonym. Ogólnie dla mnie Cowon J3 mimo świetnej jakości, to gra trochę bez życia, sucho i bez serca. Wokale wydają się sztuczne i trochę oderwane. Gitary akustyczne brzmią jeszcze dobrze – czysto, ale elektryczne w rocku czy metalu brzmią trochę za bardzo elektrycznie, plastikowo, bez polotu. Jednak z głównymi słuchawkami w teście te wady się trochę niwelują i w K860 dostajemy wyborną jakość dźwięku, któremu prawie nic nie brakuje do ideału (no jednak delikatnie czuć tą sztuczność), a z HTXów wydobywa się piękna scena i szczegółowość, wyjątkowa jak na słuchawki zamknięte portable w tej cenie.   Gatunki którym jest dedykowany.   Moim zdaniem J3 świetnie sprawdzi się w Jazzie i każdej spokojnej nucie. Czasami sami będziemy musieli po prostu lubić to jak prezentuje średnice albo częściowo to zaakceptować. Natomiast jak dla mnie na dłuższą metę nie nadaje się do żywszych i gęstszych gatunków jak: rock, metal, gęste electro.   Osobiste umieszczenie w hierarchii (SUBIEKTYWNIE)   1. IMOD+iBassoT4 (tylko jeśli chodzi o SQ) 2. Touch 4G ! (mój typ "best of the best" za całokształt) 3. Zune HD = S8500 = T1G 4. Sony X (rock, electro) / Cowon J3 (jazz, spokojne solówki, muzyka instrumentalna, łagodne electro) [dla pozycji nr.4 tak samo ważne jest dobranie odpowiednich słuchawek]   PODSUMOWANIE   Cowon J3 zasługuje na miano "top" DAP. Zapewnia on świetne – jedno z najwyższych SQ jakie mamy na rynku. Osobiście bardziej mi się podoba od sony X ze względu większą spójność grania. Jednak ostatecznie braknie mu charakteru i duszy, aby zatrzymać mnie na dłużej przy sobie. Jest po prostu nudny i braknie mu polotu tam gdzie potrzebujemy życia. Brzmienie dla mnie trochę nienaturalne. Szczegóły są trochę sztucznie wypchnięte do przodu, czystość sztucznie zwiększona i to ochłodzenie średnicy…   Jak przy każdym urządzeniu nasuwa się pytanie: Czy jest warte wydanych pieniędzy? Uwzględniając fakt, że kupując używany sprzęt możemy wyrwać Touch 4G sporo taniej i że Cowon oficjalnie przestał produkować części do J3 i istnieje co raz większa możliwość, że przy usterce nie będzie go można naprawić, m. in nie ma zamienników baterii do niego, to jego opłacalność stoi pod znakiem zapytania. Dodajmy do tego fakt, że za ułamek ceny jesteśmyw stanie dostać telefon który zagra na tym samym poziomie (a dla mnie przyjemniej) – S8500.   Nie mniej J3 posiada zalety, które mogą jeszcze przyciągnąć do siebie nabywców. Są to cechy związane z audio, czyli te najważniejsze, takie jak moc, equalizer, czas pracy baterii, duża pojemność, odtwarzanie FLAC .   Wielki RESPECT dla @Slim_Shady za udostępnienie sprzętu.

MrBrainwash

MrBrainwash

 

Recenzja słuchawek Brainwavz HM5

Chciałem serdeczne podziękować AUDIOMAGIC.PL za udostępnienie sprzętu na testy. (Szczególnie za to, że słuchawki przyjechały do mnie od razu po przyjściu pierwszej partii)   WSTĘP   Jakiej muzyki słuchasz na co dzień? Starasz się wyszukiwać dobrze zrealizowanych utworów, czy w ogóle nie przejmujesz się jakością? Słuchasz Jazzu czy Metalu? A może jednego i drugiego? Domyślam się, że przyjechał chrzestny i rzucił kasą, albo w jakiś inny sposób wpadała Ci okrągła sumka i postanowiłeś pomyśleć o słuchawkach uniwersalnych, które odizolują Cię od hałaśliwej rodzinki lub nieznośnych lokatorów, by odpłynąć w świat rozkosznych dźwięków. Wpadłeś na dobrze recenzowany za granicą model Brainwavz i chcesz się dowiedzieć czy Ci będzie odpowiadał? Zapraszam Cię więc do tego tekstu, jak również wszystkich innych zainteresowanych tym egzemplarzem.   OPIS   Opakowanie   Nie ma blistra, nie ma kartonu. Jest futerał, podobny do torby na notebooka, tylko innych rozmiarów. Na nim jest tekturowa zsuwana obręcz, na której są wszystkie oznaczenia i wszystko co możemy znaleźć na pudełku od słuchawek. Futerał jest zabezpieczony przed otwarciem zaciskową opaską założoną na dwa suwaki zamka.   Akcesoria   Tak jak wyżej. Jest futerał, który sprawia dobre i profesjonalne wrażenie. W środku jest wypełniony gąbką z otworem na słuchawki. Na pewno bardzo przydatna sprawa dla osób używających słuchawek jako narzędzia pracy. Jest to luksus który rzadko spotykamy w tej półce cenowej. Przeważnie w standardzie case na słuchawki dołączony jest do dwa lub więcej razy droższych sprzętów. W środku znajduje się przyjemność dla oka. Wyjmujemy solidnie, dobrze wyglądające słuchawki. A oprócz tego dwa dopinane do obu muszli kable z wtykami mono jack. Oczywiście jeden dłuższy, drugi krótszy, aby można było sobie dopasować potrzebną długość. Jest też pozłacany, nakręcany adapter na dużego jacka, adapter samolotowy i dodatkowa para padów. Jednym zdaniem – zestaw na wypasie. Dostajemy jeszcze karteczkę z gwarancją i manualem.   Budowa   Co do kabli to nie mam żadnych zastrzeżeń, sprawiają wrażenie dobrej jakości. Są miękkie i elastyczne, nie musimy bać, że się połamią wewnątrz. Wszystkie końcówki są pozłacane, na wtyk na początku jest nałożona aluminiowa tulejka. Pady są doskonałe. Materiał bardzo dobrze imitujący skórę, jest miękki i przyjazny w dotyku. Są dobrze wykonane i bardzo komfortowe. Zapewniają rewelacyjną szczelność, przylegając idealnie przyciśnięte wokół uszu.   Same słuchawki również są wykonane wzorcowo, oraz są wyjątkowo lekkie jak na swoje rozmiary. Materiał z którego wykonane są poszczególne elementy słuchawek stanowi twarde gumo-podobne tworzywo. Nie zauważyłem tendencji do zużywania się, można powiedzieć, że jest odporne na zarysowania, obicia, odpryski – coś pięknego. Pałąk wykonany z metalu, wewnątrz otoczony jest gładkim dobrym materiałem, a z zewnątrz pokryty, sztuczną, ale dobrą jakościowo skórą, na których jest wygrawerowany napis z nazwą producenta. W środku jest gąbka zapewniająca dobry komfort. Pałąk z początku dość mocno uciska, ale z czasem się rozciąga lub możemy samodzielnie bez obawy go rozgiąć. Muszle w HM5 są pokaźnych rozmiarów, będą pasować raczej na każdego. Ucho w środku kopułki ma sporo miejsca, dzięki czemu nie męczy się tak szybko i niezbyt mocno grzeje. Boki muszli są wykonane ze szczotkowanego aluminium.   Mając te zacne nauszniki w ręku ciężko uwierzyć, że producentem jest „chiński” wytwórca. W tej klasie cenowej, jest to klasa sama w sobie.   Ważne aspekty techniczne:   + bardzo dobra izolacja + wymienne różnej długości kable; 1.3m i 3m + odkręcany adapter na duży jack + 42-u mm przetwornik + Impedancja 64om i czułość 105dB – sprawiają, że słuchawki są łatwe do napędzenia i dość łatwe do wysterowania. + słuchawki są wystarczająco głośne + zakres częstotliwości podany przez producenta 10h -26Khz   DŹWIĘK   Słowo wstępne   Słuchawki z założenia kierowane są do zastosowań profesjonalnych, o czym może już świadczyć odpinany kabel i futerał do przechowywania i noszenia. Nauszniki takie określamy mianem monitorowych. Głównych zadaniem jest wierne, nieprzekłamane przekazywanie materiału dźwiękowego wraz z jego; szczegółowością, fakturą i parametrami przestrzennymi. Mimo wysokiej jakości ten rodzaj sprzętu ma często swoje wady, które eliminują go z zastosowań czysto konsumenckich tzn. dźwięk często jest suchy, beznamiętny, czasami krzykliwy, a czasami powolny – po prostu nudny i pozbawiony przyjemności z odbioru . Brainwavz postawił sobie za cel stworzenie monitorów, których nie dotyczą te wady i które zadowolą prócz pracowników studia również domowych koneserów muzyki. Tak o to narodziły się HM5.   W tym miejscu warto zaznaczyć, że najpewniejszą metodą poznania słuchawek jest odsłuch własny. Należy wziąć też poprawkę, że opisywane aspekty dźwięku to w dużej części niuanse, które jesteśmy w stanie ocenić dopiero po wnikliwej analizie.   - sprzęt towarzyszący   Valab NOS USB DAC Luxury Version > LittleDot I+@408A/2xADA 4627-1 [główna baza do porównań] Touch 1/4G > iPure/ASD-1R > LittleDot I+@408A/2xADA 4627-1 Samsung S8500/Z5, Apple Touch 1/4G, Meizu M6, VIA HD Audio VT1708S | FiiO E6   Niebywałą zaletą tych słuchawek są ich możliwości przy podłączeniu bezpośrednio do DAP, czy średniej jakości karty. Tak jak w słuchawkach monitorowych superlux bardzo dużo zależy od źródła dźwięku – jego mocy, jakości i charakteru, tak tutaj HM5 wykazują się dużą tolerancją, a dużą część jakości końcowego efektu mają już w sobie, nie stawiając zbytnich wymagań sprzętowych (co nie znaczy, że nie warto się postarać o jakieś dobre źródło). Co mnie zdziwiło to fakt, że są głośnością podobne do ZX700 i tylko odrobine cięższe do wysterowania, czyli pod tym względem jest naprawdę dobrze.   Jako punkt odniesienia:   Inne słuchawki Sony MDR-7509, Microlab K860, Superlux HD668B, Creative Aurvana Live!, Sony MDR-ZX700, Shure 750dj/srh240@recabled i inne.   Muzyka Głównym materiałem który posłużył mi do testu była płyta „Ultrasone S-Logic Demo”. Jednak aby mieć szersze rozeznanie testowałem też na innych utworach, m. in. Mike Silver - Old Fashioned Saturday Night (FLAC) The Spirit Of Gambo - Martin Minoit Son Portion Au Marche(FLAC) BVSC -Chan Chan (96khz/24bit) Eagles - Hotel California (192khz/48bit) Machine Head - The Sentinel (FLAC) Jazz Friends - Uncertain Nights (mp3@198) Arena Of Electronic Music-SPHINx - Croatia (vocal version)(mp3@204) Arena Of Electronic Music-4King and Reticent - Spiral Inside (mp3@209) Santana - Smooth (& Rob Thomas) (@320) Triplexity - Afro Blue (mp3@vbr) Papa Roach - Last Resort (@320) I innych…   Ogólny charakter   Mimo zamkniętej konstrukcji słuchawki grają dużą przestrzenią z szeroką sceną. Podają dźwięk z delikatnego dystansu, ale ciągle jest bezpośrednio i namacalnie. Dźwięk jest wyśmienicie swobodny, chociaż nie brakuje mu dociążenia i wypełnienia. Pasmo w całej swojej rozciągłości jest wyrównane może delikatnie obniżone na górze. HM5 są bardzo wyważone. Inżynierowie Brainwavz zrobili kawał dobrej roboty. Jednocześnie mamy wgląd we wszystkie szczegóły, jest bardzo przejrzyście, a z drugiej strony jest gładkość, masywność i soczystość dźwięku. Doskonale sprawdzają się w studiu, ale i jako uniwersalne słuchawki do każdego gatunku i nie są to przechwałki producenta tylko moje osobiste wrażenia. No, żeby nie było tak kolorowo, to słuchawki raczej o spokojnej osobowości, co w monitoringu jest zaletą, gdyż nie męczą i można w nich analizować dźwięki długimi godzinami. Jednak z drugiej strony momentami szczególnie w rockowych kawałkach lub żywszej elektronice braknąć im może takiego pazura – szarpnięcia. Nie brakuje im życia i z pewnością mogą zaciekawić, nie są monotonne, ale dopadło ich to co większość słuchawek o wyrównanym charakterze – siedzimy w szlafroku i ciepłych kapciach przed kominkiem, z gorącym kakao gdzie wyłapujemy wszystkie smaczki z nagranego koncertu na DVD, jednak to nie to samo co ten sam koncert na żywo będąc pośrodku rozbawionego tłumu.   Brzmienie   Barwę mają neutralną bez kolorowania, lekko przyciemnioną. Mają też pewną dozę ciepła, ale to tylko dodaje im uroku, w żaden sposób nie odbierając klarowności. Dzięki temu w całości są bardziej soczyste w dźwięku mają swój czar, a wokale są pełniejsze i słodsze. Nie są też bezlitosne dla nagrania, potrafią zagrać bardzo satysfakcjonująco nawet skopanego przy realizacji Papa Roach, wręcz go poprawić. Oczywiście przy lepszej realizacji nabierają skrzydeł.   Poszczególne pasma   Góra: Tutaj bardzo dużo zależy od konkretnego nagrania. Słabo zrealizowanej góry nie ma co opisywać. Natomiast jak spotkamy się z dobrą realizacją to „niebo”. Wysokie tony są lekko obniżone, w stosunku do reszty pasma. Nie „iskrzą” i nie „błyszczą się”. Jednak jakością rekompensują to z nawiązką. Szczegółowość jest bardzo dobra, słyszymy najlżejsze wibracje, a rozciągnięcie talerzy, dzwoneczków, cymbałków itd. jest wybitne.   Bas: Nie jest znacznie podbity w stosunku do innych pasm, jest go umiarkowana ilość. Spokojnie starczy do elektroniki, ale w żadnym innym gatunku nie będzie uciążliwy, a w razie czego można w którąś stronę dopasować jego ilość dobierając odpowiednie źródło i EQ. Zdecydowanie jest to jedna z najlepszych jakości tego pasma jaką słyszałem. W swoim charakterze jest naturalny, równy we wszystkich swoich przedziałach i w każdej muzyce czy aspekcie muzycznym ma to co trzeba. Potrafi kopnąć, zejść, zagrzmieć, a wszystko z dobrą masą, urozmaiconą fakturą i wyważoną szybkością by nie zniknąć za szybko, ale też by nie gubić się w szybszych kawałkach. Można powiedzieć, że osiągnięty złoty środek.   Średnica: Jest kompletna, szczegółowa i dość równa. Te jej wyrównanie odbiera HM5 pazur, podbicie średnicy / wyższej średnicy dodaje przeważnie słuchawkom żywiołowości, rześkości. Tutaj tego nie ma. W monitoringu nie można narzekać, a wręcz przeciwnie, m.in. pozbawione są sybilacji na wyższej średnicy. W odsłuchach muzyki dla przyjemności już według gustów, ale będzie spokojnie – nudniej niż w innych słuchawkach typu CAL. Sama w sobie Jest lekko ocieplona, co dodaje jej soczystości i słodyczy w wokalach.   SQ   Jakość dźwięku w audio jest czymś bardzo niewymiernym. Im wyżej wchodzimy tym bardziej zastanawiamy się czym ona jest. Spróbuję porównać i opisać elementy które zsumowane składają się na potocznie rozumiane SQ. Ktoś kiedyś napisał, że teraz nie ma już prawie w ogóle słuchawek, które źle grają. Są tylko słuchawki, które grają lepiej i które bardziej nam odpowiadają. Coś w tym jest...   Szczegółowość Nie jest wyrzucona na pierwszy plan, raczej pozostaje kwestią interpretacji. Ilość szczegółów porównywalna do słuchawek tej klasy (półki cenowej). Może nawet trochę lepiej. Świetnie oddają wszystkie drobne niuanse, ale właśnie dopiero gdy się wsłuchamy. Jest na poziomie SL HD668B, srh750dj, ZX700, przeganiają ją trochę 7509HD i k860, ale nie jest to duża różnica, żadna przepaść.   Separacja źródeł dźwięku Tak jak napisałem, dźwięk jest bardzo spójny i to wpływa na odbiór separacji. W słuchawkach Shure będzie ona odrobinę efektowniejsza. Będzie trochę mniej wyraźna niż w słuchawkach SL. Lecz biorąc ogólnie jej jakość nie spotkałem się jeszcze z utworem (a przeleciałem całą swoją dyskografie) z którym by sobie nie poradziły. Nie mają prawa się zgubić.   Rozdzielczość Osobiście uważam, że ta cecha jest dość subiektywna. Zależy od materiału, który puszczamy, natężenia dźwięku, synergii sprzętu. Brainwavz nie mają się czego wstydzić, dźwięki są dobrze i naturalnie rozciągnięte. Porównania mogą być mało obiektywne, więc tutaj je pominę.   Wypełnienie W scenie nie ma żadnych dziur, a wszystkie instrumenty są świetnie nasycone. Tutaj najwyższy poziom w tej kategorii słuchawek. Trochę się nawet wybijają się naprzód z grupki porównawczej.   Dynamika Czyli umiętność słuchawek do ukazywania różnic pomiędzy głośnością poszczególnych dźwięków (a tym samym ich odległości). Tutaj jest wzorcowo. Może nawet lepiej niż SL, na mocnym poziomie sony i K860.   PRaT Nie jest tak dobitny jak np. w słuchawkach 750dj i K860. Jest to coś na kształt ZX700, odrobinę słabiej niż w 7509HD. Superluxy moim zdaniem również w tym aspekcie odrobinę się wysuwają przed HM5, aczkolwiek nie mają one czego się wstydzić i przyjemnie odbiera się ten aspekt.   Szerokość i głębokość sceny Słuchawki grają wybitnie szeroko jak na konstrukcje zamkniętą (niejedną otwartą też). Głębokość sceny już jest bardzo dobra, ale już nie wybitna. Wybitne CAL wysuwają się w tym aspekcie do przodu przed HM5. Porównałbym ją do głębi SL, lecz tutaj jest trochę innych charakter o czym poniżej.   Stereofonia(przestrzenność sceny) Jest mnóstwo miejsca i mnóstwo powietrza jak na słuchawki zamknięte. Jest przestrzeń i doza powietrza. Jeśli ktoś chce przemycić coś ze słuchawek otwartych do zamkniętych to jest to odpowiedni wybór. Jednak nie oszukujmy się do otwartości dźwięku im trochę jednak brakuje. Braknie trochę wysokich tonów, które nadałyby ostatecznej lekkości. Czyli jednym zdaniem bardzo dobrze jak na słuchawki zamknięte słabiej odrobine od 7509 i srh750dj na poziomie ZX700, ale jeszcze jest kawałek drogi do słuchawek otwartych, czy półotwartych.   Holografia(instrumentów, dźwięków) W CAL mamy odczucie, że stoimy pośród publiczności na koncercie rockowym dość blisko sceny, w HD668B mamy z kolei wrażenie, że jesteśmy w filharmonii w ostatnich rzędach. W HM5 mamy coś dokładnie po środku tych odczuć. Jeśli sala koncertowa to siedzimy, może nie w pierwszych rzędach, ale blisko sceny poniżej środka. Jeśli koncert rockowy to jesteśmy taką kamerą na mechanicznym podwyższeniu nad tłumem i przed zespołem. Pozycjonowanie jest bardzo dobre i nie ustępuje ani SL (będąc lepsze od CAL). Pozycjonowanie instrumentów ( i ich percepcja) w swojej jakości jest bardzo dobre. Nie jest to tak wyeksponowane jak shure (z racji na inny charakter), ale po odrobinie skupienia dostrzegamy gamy grę pełną akcji, rozgrywającą się na rozbudowanej scenie. Raczej nie obcujemy z dźwiękami bezpośrednio w pełnym 3D, dostrzegamy je raczej przed sobą, w każdym razem z pewnego dystansu.   Gatunki którym jest dedykowany   Właściwie w każdym gatunku zagrają tak samo dobrze. Czasami w elektronice przydałby się bardziej podbity bas, w rocku podbita wyższa średnica, a w jazzie wyeksponowana góra. Lecz tak naprawdę nie ma na co narzekać. Są to monitory więc wiernie i bardzo poprawnie odtworzą każdy materiał, a odpowiedni charakter który mają zapewni dobrą spokojną moc w ostrzejszym gitarowym graniu oraz wyrafinowanie i smaczki w łagodniejszym jazzowym plumkaniu . Nie będą obnażać i wykrzaczać słabo zrealizowanej muzyki, ale będą podkreślać i pozwolą nam bardziej doceniać te lepiej zrealizowane produkcje.   Moje osobiste preferencje   Wolę sposób prezentacji K860 oraz więcej frajdy sprawiają mi CAL, ale HM5 cenię bardzo wysoko. Są bardziej uniwersalne od M50 i zagrają lepiej z przenośnego sprzętu. Jakbym nie miał swoich słuchawek i rozważał jakiś zakup to bardzo mocno wziąłbym pod uwagę właśnie je ze względu na ich uniwersalność. Pokażą lepszą precyzje i szczegółowość od shure (co jest sporym osiągnięciem) i będą pełniejsze i równiejsze w paśmie niż słuchawki sony. Mają też u mnie dużego plusa za komfort i wykonanie. Całościowo wystawiłbym im opinie, że są to słuchawki w pewien sposób referencyjne.   PODSUMOWANIE   W sumie, dużo pisać nie trzeba. Werdykt jest jednomyślny i mówi: bardzo dobre słuchawki w dobrej cenie. Szczególnie się przydadzą osobom pracującym w studiu, ale jak ktoś szuka słuchawek które w SQ go nie zawiodą, w których będzie mógł się odprężyć i odpłynąć wieczorami to jest to celny strzał.   Brainwavz kolejny raz udowodniła mi, że potrafi stworzyć bardzo udany produkt. Wcześniej miałem kontakt z modelami M1, Alpha, HM3 i wszystkim bym wystawił bardzo dobrą ocenę. Pojawienie się takiego modelu na rynku powinno dać do myślenia firmom zachodnim i kto wie może otworzy nową erę jeśli chodzi o jakość i dostępność sprzętów audio.   Wielkie podziękowania dla AUDIOMAGIC.PL za udostępnienie sprzętu.   Respekt dla @Forza Lazio za wykonanie zdjęć, które są oczywiście jego autorstwa.

MrBrainwash

MrBrainwash

 

Przegłąd słuchawek dousznych dokanałowych Woodees

Testowane modele - IESW100L, IESW100TK, IESW100V, IESW101B       Dzięki uprzejmości Firmy HEADBEAT.PL miałem możliwość przetestowania słuchawek dedykowanych pod produkty Apple, które zamierzają wprowadzić na polski rynek.       WSTĘP   Nie oszukujmy się, produkty apple – odtwarzacze, tablety, maci i telefony – dalej są popularne. Mimo, że we wszystkich superprodukcjach, superbohaterowie używają do słuchania muzyki stockowych pchełek apple, które jeśli czytasz ten tekst to wiesz, że szczytem osiągnięć audio nie są, to dużo osób jednak sięga po coś z po za opakowania. Po coś co zagra im dobrze i lepiej. Producent Woodees postanowił wykorzystać ten fakt i stworzyć słuchawki które przyciągną tych potencjalnych klientów. Co mają do zaoferowania jego produkty – dowiesz się z tego tekstu. Zastrzegam sobie pewną dozę subiektywizmu, lecz tekst piszę od serca, tak więc możecie liczyć na szczerość… aż do bólu. Słuchawki w opisie organoleptycznym potraktuje razem , a w opisie dźwiękowym potraktuje w dwóch partiach odpowiednio uzasadnionych.   OPIS   Słuchawki są zapakowane w tekturowe pudełko, po wyjęciu z plastikową szybką, umieszczone są w plastikowej formie. Widać, że firma włożyła dużo zachodu w marketing. Pudełko swoją grafiką i napisami mają odpowiednio nastrajać nowego nabywcę. Jeszcze bardziej dopracowana jest strona producenta, gdzie pojawiają się zapewnienia o głębokim basie, świetnej ergonomii ect. ect. Model TK jest najbogaciej wyposażony w akcesoria. Jest duże, dobrze wyglądające etui różnego rodzaju przejściówki i adaptery, nawet gładka szmatka do pucowania się znajdzie. Oprócz tego jest standardowo to co w innych modelach, komplet zwyczajnych gumek i spinacz. W pozostałych egzemplarzach nie ma twardego etui, są miękkie wykonane ze skóry (100 V/L) i materiału (101B).   Wykonanie przewodu w tych słuchawkach jest największym rozczarowaniem. Jakoś to wygląda w modelu 100V gdzie jest na całej długości kabla oplot i w miarę przyzwoite wykonanie – chociaż wszystko bardzo przeciętnie i delikatnie. Najtrwalszy wydaje się najtańszy model 101B gdzie kabel jest najgrubszy i nie ma pilocika. Pozostałe modele mają cieniutkie niczym żyłka przewod, a wykonanie pilota kolarzy się z najgorszą tandetą z rynku. Oplot w modelu 100L wcale nie poprawia humoru.   Kopułki w modelu 100L i 100V wydają się plastikowe – wizualnie na pewno nie jesteśmy wstanie powiedzieć, że to drewno. Może to jakiś plastikowy lakier, albo drewno jest pod tym plastikiem… W opisie jest drewno, a wizualnie nie posądzałbym o to. Modele 100TK i 101B mają kopułki wykonane z drewna. Siateczka w tulejce jest wykonana tak jak w nuforce, z jakiejś metalowej siateczki co jest na plus. Ogólnie trochę dziwne, że najdroższy model najgorzej się prezentuje.   Tak jak już powiedziałem na stronie słuchawki opisane są jako słuchawki z super ergonomią i super designem. Moim zdaniem oba te elementy są żałosne. Słuchawki są duże, nie wiem czy zmieszczą się w każdym uchu, wygoda jest poniżej przeciętnej, a izolacja bardzo przeciętna. Wygląd? Dla mnie wystający czopek z ucha wcale nie jest atrakcyjny.Istny cyrk.   DŹWIĘK   - modele IESW100L, IESW100TK   Dźwiękowo te dwa modele są bardzo zbliżone do siebie, powiedziałbym, że model TK jest rozwinięciem modelu L mimo odwrotnej relacji cenowej. To co robi L to TK robi „bardziej” i „wyraźniej”. Może wynika to właśnie różnicy kopułek.   Jak to gra? Biję się w pierś, że nie słuchałem jeszcze armatur, ale po tym co tu usłyszałem w tych słuchawkach domyślam się, że może to jest kopia takiego sposobu grania. Wydaje mi się, że nieudana, choć nie wiem może, armatury, rzeczywiście tak grają…   Otóż charakter jest dosyć zimny i jasny. Scena jest bardzo szeroka, wręcz nie naturalnie, tak jakbyśmy stali po środku korytarza, a po przeciwnych stronach mieli źródła dźwięku. W modelu L głębi w ogóle nie ma, a w modelu TK zaczyna się trochę pokazywać, ale jest średnio. Dźwięk miał chyba sprawiać wrażenie przestrzennego, a wyszła jakaś taka karykatura.   Bas jest wyraźnie zaznaczony, ale w swym charakterze bardzo suchy, też nie robi żadnego wrażenia jeśli chodzi o wybrzmiewanie, kończy się na granicy średniego z niskim basem, może w TK jest odrobinę lepiej imo nic szczególnego. Góra jest jasna i jest jej dużo, natomiast jest niesamowicie zapiaszczona, nie ma o czym mówić… średnica niby jest czysto, z tym że jest bardzo odchudza i właściwie bardziej nienaturalnej nie słyszałem, w ogóle nie nadaje się do gatunków gitarowych, zarówno w elektrycznym, jak i akustycznym wydaniu.   Szczegółowość jakaś tam jest, separacja też nie najgorsza – jest duża scena, są możliwości. Ale cóż z tego jak brzmi to po prostu pokracznie. Uważam że trzeba by było już mieć naprawdę daleko posunięte gusta, aby taki sposób grania się podobał. Dlatego jakości nie można nawet ocenić, bo to nie gra. Ogólnie mam wrażenie, że słuchawki robił Picasso na kwasie słuchający psychotrance na audeo…   - modele IESW100V, IESW101B   Tutaj sytuacja się odmienia. Słuchałem ich właśnie w takiej kolejności i podłączając model 100V spodziewałem się najgorszego, jednak coś ruszyło do przodu. Można powiedzieć że IESW100V zaczynają grać. Jest to dość niski poziom, słabiej od HJE120. Ale grają już normalnie – normalną sceną. O SQ i charakterze nie ma co za dużo pisać, zapiaszczona góra, rozmazany bas, średnica niemrawa – ot, grają! …tak jak średnie słuchawki dołączone do telefonów, nawet trochę mi przypominały te które dostałem razem z Samsungiem I7500.   Za to przy IESW101B przeżyłem szok, jako że testowałem je ostatnie. Nie tylko mnie nie zniesmaczyły, ale też mi się spodobały i było co oceniać! Zatem czego można się spodziewać? Z charakter mają przebojowy – FUN’owy – ocieplony. Ciężko powiedzieć czy są jasne czy ciemne, na pewno kolorowe. Pojawia się głębia muzyki, prezentacja jest dość bezpośrednia, to wszystko przypomina mi trochę HTXy. Scena jest oczywiście węższa niż w wyżej wymienionych zatyczkach, ale jest całkiem szeroka i przestrzenna. Dźwięk jest spójny, ale też nie czuć zlewania się instrumentów, jest dobra separacja, słuchawki poddałem próbie w gęstszych kawałkach, nie wiele brakowało, ale jeszcze się nie gubiły. Możemy mówić już o holografii, jest dość typowa dla doków, kulista, przechodząca w 2D. Bez sensacji, ale ok. Stereofonia zadowalająca. Dynamika jest całkiem przeciętna (biedna). Ciężko powiedzieć, że jej nie ma, ale nic niezwykłego nie uświadczymy, bscdd pod tym względem je zjadają.   Wysokie tony są minimalnie zapiaszczone , tak tyci tyci. W ostatecznym rozrachunku góra jest wyraźna i szczegółowa, trzyma się blisko nas. Nie wybija się przed średnice, ani się za nią nie chowa. Basu jest dużo - jest podbity, ale nie zagłusza średnicy. Jest bardziej miękki niż twardy, choć jeszcze nie misiowaty. Przede wszystkim nie dudni i ma fajną fakturę. Jest na plus. Średnica jest ocieplona w granicach normy, dodaje to soczystości i mięska w słuchanych utworach. Jest ona w przeciwieństwie do innych testowanych tu słuchawek wyraźnie wysunięta do przodu. Nie mam w jej stronę większych zarzutów, nie jest zbyt szczegółowa, ale nie czuć by czegoś brakowało. Jest po prostu FUN.   Są to dość wszechstronne słuchawki jeśli chodzi o gatunki, zarówno electronica jak i rock będą dobrze na nich brzmiały. Jeśli chodzi o ogólne SQ to przedstawia się to dość przyzwoicie. Teraz widzę, że w promocji na stronie producenta cena wynosi 40 dolarów. I tą cenę mógłbym spokojnie za nie dać i byłbym usatysfakcjonowany. SQ klasuje się odrobinę poniżej E10 gdzieś na poziomie Nu6.   WNIOSKI   Nie wiem czy zostało mi coś jeszcze do powiedzenia. Szczerze odradzam je, prócz ostatnich IESW101B (najniższy model okazał się najlepszy właściwie pod każdym względem). Mamy tu do czynienia bardziej z produktem marketingowym. Przejrzałem Internet i widzę, że firma postarała się nawet o przekupione, czy też upozorowane recenzje. Jest to doskonały przykład by nie oceniać książki po okładce.             Dziękuję HEADBEAT.PL za udostępnienie sprzętów do testów.      

MrBrainwash

MrBrainwash

 

Krótki przegląd zewnętrznych kart dźwiękowych

Moja muzyczna podróż trwa dalej. Tym razem na testy dostałem dwie małe zewnętrzne karty dźwiękowe HM-101 i wyczekiwanego, a już dostępnego w Polsce Prodigy CUBE. Postanowiłem też odświeżyć moje notatki, które powstały podczas dość długiego okresu obcowania z Maya U5.             Sprzęt do testu udostępnił sklep internetowy HEADBEAT.PL               HiFiMAN HM-101   Kartę można skwitować jednym wyrazem – porażka. Myślę, że więcej niż jeden akapit tekstu nie ma sensu jej przeznaczać. Jest mała, od razu się instaluje. Sam producent daje na dołączonej ulotce informacje, że jej zadaniem jest zastąpienie układu zintegrowanego w naszym komputerze (a nie upgrade) na rzecz wyeliminowania zakłóceń. Pierwsze podpięcie słuchawek: trzaski i piski – płacz i zgrzytanie zębów. Przeniosłem ją na stronę laptopa gdzie nie było nic podpięte – ustało. Jednak na średnio-większych poziomach głośności, karta zaczyna szumieć , ogólnie słychać wyraźnie jak łatwo zbiera śmieci. Czyli założenie producenta nie wypaliło. Jak gra? Charakter dość przyjemny, ocieplony, wygładzony. Jednak jakością wypada słabiej od mojej integry… nie ma co mówić o jakiejś jakości – po prostu gra. Może by z clip+ mogła stanąć w szranki, ale nie wiem czy by wygrała, dźwiękiem wypada gorzej od Touch 1G. Jakąś scenę tam ma, ale tak od niechcenia, w ogóle jej nie buduje. Przejrzałem właśnie test, prawdopodobnie sponsorowany, w którym została wychwalona pod niebiosa, że jak za tą „małą” kwotę 200zł dostaje się dobrą kartę. Proponuje oddać pieniądze na sieroty. Nie usłyszycie różnicy, a poczujecie się lepiej. Spodziewałem się czegoś więcej po karcie, w końcu firma hifiman jest całkiem, całkiem, a tu taki numer wycięła… Zdaniem podsumowania – trzymajcie się z daleka.   AUDIOTRAK MAYA U5   - opis urządzenia:   Dostajemy kartę w zgrabnym opakowaniu. Dołączony jest fajnej jakości kabel usb. Dostajemy też płytę ze sterownikami i kilka papierków. Jest ona tuż po podpięciu automatycznie wykrywana i instalowana przez windows ( 7 ), ale by w pełni korzystać z jej funkcjonalności (5.1, optical) konieczne jest wcześniejsze zainstalowanie sterowników w których panel jest przejrzysty. Niestety mi te sterowniki nie chciały poprawnie działać. EQ nie wnosił żadnych zmian, a ustawienie 5.1 działało jakoś dziwnie, że miałem wątpliwości czy to prawdziwe 5.1, jednak nie miałem motywacji i potrzeby aby coś z tym zrobić. Prawdopodobnie niewłaściwie zainstalowałem te sterowniki. Z kartą mogą być też pewne problemy odnośnie połącznia z usb. Wynika to głównie ze słabych portów w komputerze niż z winy samej karty. Może też być problem ze zbieraniem przez nią „śmieci” z komputera i szumami. Ja tego zjawiska jakoś specjalnie nie zauważyłem. Większość tego typu problemów można rozwiązać i pojawiło się kilka porad na forum jak to zrobić. Sama U5 jest małym urządzeniem, które bez żadnych przeszkód możemy nosić np. razem z laptopem. Jak na coś tak małego (i taniego ok. 200zł) jest całkiem funkcjonalna. Posiada wejścia: USB, liniowe, mikrofonowe, optyczne, oraz wyjścia: słuchawkowe, 3 wyjścia na 5 kanałów i subwoofer, oraz wyjście optyczne – czyli wszystkiego całkiem sporo. Do pełnego opisu trzeba by było tylko dodać, że złącza jack są pozłacane, a sama karta to płytka SMD z diodą sygnalizującą działanie, świecącą pod dwuczęściową obudową z plastiku.   - charakterystyka audio i SQ:   Maya U5 jest swoim brzmieniu mocno neutralna. Niektórzy pewnie powiedzą, że chłodna. To już kwestia nazewnictwa. Nie czuć od niej ani ciepła, ani kolorów. Świetnie sprawdza się na głośnikach (konturowy charakter, tak można określić jej sposób grania), a na słuchawkach co najmniej przyzwoicie – powyżej przeciętnej. Jednak, by odsłuch na słuchawkach dostarczył nam przyjemniejszych wrażeń, należy zadbać o synergie i użyć ocieplonych słuchawek. Co do balansu tonalnego to chyba uczciwie można rzec, że jest jasna. tzn, że jest dużo góry w stosunku do średnicy i basu. Poszczególne pasma wyglądają następująco: Basu jest optymalna ilość, nie powiedziałbym, żeby go brakowało. Jest on dobrze zaznaczony (czuć jego impet), szybki i zwięzły. Bardzo dobrze kontrolowany – trzyma się w ryzach i nie miesza się do innych pasm. Jest w swym charakterze twardy. Mój ideał basu jest odmienny, lecz taki charakter sprawdza się świetnie w podłączeniu do (często przebasowanych) zestawów głośników komputerowych. Średnica jest lekko wycofana, wyrazista i czysta, neutralna (lekko ochłodzona) nie czuć w niej żadnych braków, brak ocieplenia sprawia, że można mówić o wierności przekazu, za to mniej o jego przyjemności. Górne pasmo jest walorem tej karty. Góry jest dużo, jest szczegółowa, czysta i metalicznie dźwięczna. Talerze w perkusji brzmią przekonująco – realistycznie i długo wybrzmiewają w czasie. Ja akurat wolę wygładzone brzmienie, tutaj tego nie ma, jest bym powiedział „trzeźwo”. Szczegółowość w Maya U5 jest bardzo dobra. Szczegóły poprzez charakter karty są wyeksponowane, podawane nam bezpośrednio. Wypełnienie dźwięku również jest bardzo przyzwoite jak na tą klasę dźwięku. Ustępowało ono delikatnie DAC’owi Musiland Monitor 02us, ale wyraźnie można było usłyszeć, że mamy do czynienia ze sprzętem stacjonarnym, było znacznie lepsze (dobre porównanie bo i charakter podobny) od Sony X1050 i porównywalne do iMod@by_Forza. Dźwięk Audiotraka określiłbym jako grający z lekkiego cofnięcia. Jest bardzo dobra szerokość sceny i zadowalająca głębokość. Separacja i holografia źródeł dźwięku, może jeszcze nie robią wrażenia tak jak to jest w sprzętach z wyższej półki, ale właściwie nie można im nic zarzucić. Mamy świetny wgląd w nagranie.   AUDIOTRAK PRODIGY CUBE   - opis urządzenia.   Mamy tu stosunkowo duże czarne pudełko, w którym mieści się niewielka karta dźwiękowa. Prodigy również jest małym zgrabnym urządzeniem, które bez problemu możemy nosić przy laptopie. Dodatkowym atutem jest tutaj aluminiowa dość mocna obudowa. Wraz z kartą dostajemy kabel USB, kabel RCA (który poleciłbym wymienić) oraz instrukcje obsługi. Gniazda jack i rca są pozłacane, a guzik i gałka potencjometru plastikowe. Do wykonania nie ma co się przyczepić. Wygląda solidnie. W środku użyto dobrych podzespołów. Użyty chip audio nie cieszy się dobrą opinią, ale większość osób obeznanych w temacie przyzna, że nie liczy się sam użyty układ, a jego odpowiednia aplikacja, która przełoży się na efekt końcowy. OP-AMP w Cube umieszczony jest na podstawce, co jest bardzo pozytywnym elementem umożliwiającym dopasowanie nam charakteru grania CUBE pod nasze preferencje. Wypróbowałem kilka op’ów i muszę przyznać że zmiany w charakterystyce były wyraźne, aczkolwiek ogólny poziom SQ pozostawał ten sam. Ten audiotrack nie potrzebuje sterowników, automatycznie się instaluje i jest gotowy do użycia. Tak jak w przypadku U5 jego możliwości są rozszerzone. Dwa wyjścia słuchawkowe, zadowalające jakości wejście mikrofonowe, wyjścia RCA, coax/optical. Przydało by się jeszcze wejście optyczne tak jak w maya u5, ale nie ma co narzekać. W tej cenie jest dość przyzwoicie, a upgradem w tym wypadku jest potencjometr wysokiej jakości i przełącznik między wyjściem RCA, a wyjściami słuchawkowymi. Na koniec opisu można dodać, że Cube obsługuje pliki z muzyką o większej gęstości 24bit/96khz. Obecnie nie ma to większego zastowania, ale coraz więcej takiej muzyki się pojawia i coraz więcej osób z tego korzysta, więc Cube pozostanie na czasie.   - charakterystyka audio i SQ:   Dźwięk po RCA jest neutralny i w dużej mierze zależy od reszty toru. Jak na DAC z tej półki cenowej(300-400zł) jest bardzo dobrze, aczkolwiek odpowiedzialność za nasze uniesienia audiofilskie spoczywać będzie na użytym wzmacniaczu stereo (bądź słuchawkowym). Nie jest tak jak przypadku młodszej siostry konturowo. Dźwięk jest wyższej jakości, ale gładki i miękki. Ma w sobie mniej „drive’u”. Balans tonalny jest wyrównany w miarę, z drobnym ubytkiem na basie, charakter ciąży ku jasności. Dźwięk z wyjścia słuchawkowego, tak jak napisałem wyżej zależy od tego jakiego procesora używamy. Oryginalnie siedzi w środku OPA2134 i na nim tembr jest neutralny to znaczy nie dodaje kolorów, jednak w przeciwieństwie do maya u5 jest ocieplony. Jeśli chodzi o balans tonalny to jest jasno, ma niedużo basu (mniej od U5) za to góry mu nie brakuje. W maya góra była ostra przenikliwa, kująca, tutaj po mimo ilości, jest łagodna, stonowana gładka. Jak można wydedukować po wyglądzie i specyfikacji, że Cube jest nastawiony na słuchawki. Wzmacniacz nie jest najwyższej próby, ale jego moc pozytywnie zaskakuje jak na zasilanie USB. Spokojnie poradzi sobie z co niektórymi bardziej wymagającymi słuchawkami jest gdzieś z 2x mocniejszy od tego w Maya U5 i wydaje mi się że gdzieś tak na poziomie Musiland Monitor 02us. Tak gdzieś do 150 omów powinien sobie spokojnie poradzić. Główną cechą jaką się charakteryzuje ta karta to szerokość sceny. Jest bardzo szeroko. To jest zdecydowanie zaleta. W reszcie elementów takich jak holografia, szczegółowość, dynamika, jest bardzo dobrze. Przyzwoicie w tej półce cenowej. Jest to poziom odpowiadający MM02us. Dodając fakt, że jest ona tańsza i dostępna w Polsce jej opłacalność wzrasta. Jeśli ktoś zaczyna swoją przygodę audio to uważam, że jest to dobry produkt w kategorii „entry level”. Myślę, że przeciętnemu użytkownikowi komputera przy słuchaniu tej karty „kopara nie opadnie”, ale przy użyciu op’a pod swoje preferencje, spokojnie zaspokoi na długi czas albo na stałe. Ja czerpałem z odsłuchu wiele przyjemności. Jednak nie jest to poziom na którym chciałbym się zatrzymać, czyli mój zestaw Valab + hybryda. Przede wszystkim, czuć mniejszą rozdzielczość i mniejszą głębie muzyki, szczegółowość nie jest dopięta tak na ostatnio guzik, a na końcu brakło mi pełnego rozdzielczego basu. No, ale patrząc na cenę to wszystko się zgadza i nie czuję żadnego zawodu, a wręcz przeciwnie. Podsumowując Prodigy Cube, jest udaną kartą za udane pieniądze. Otrzymujemy urządzenie kompletne, przenośne i z zestawem użytecznych funkcji – przyjemnie i proste w użytkowaniu. Dobieranie słuchawek będzie musiało współgrać z dobieraniem op-amp’a. Myślę, że Cube spokojnie można ukręcić zestaw do każdej muzyki. Mi się na stockowym ustawieniu najbardziej podobało ze słuchawkami ZX700, w spokojniejszych kawałkach, w gatunkach - jazz, ambient, vocal. Karta wyciągnęła wszystko co najlepsze z tych słuchawek, scenę/głębie, szczegółowość i magie.   WNIOSKI – wyciągnijcie sami   Słuchawki użyte w teście (przy cube i HM101): srh750dj hd668 zx700 px360 hp525 cal htx7 (przy Maya U5) ms1i V-jays hd681 hd668b shp2500   Muzyka: Buena Vista Social Club - Buena Vista Social Club płyta testowa Ultrason Very Audiophile New Recordings (2004) Eagles - Hotel California No i sporo mnóstwo razy przesłuchanych albumów.             Podziękowania dla sklepu internetowego HEADBEAT.PL za udostępnienie sprzętu na testy

MrBrainwash

MrBrainwash

×

Powiadomienie o plikach cookie

Zarejestruj się aby mieć większy dostęp do zasobów forum. Przeczytaj regulamin Warunki użytkowania i warunki prywatności związane z plikami cookie Polityka prywatności