Skocz do zawartości
Astell&Kern Billie Jean - PREORDER Więcej informacji... ×
FiiO FH5 - przedsprzedaż Więcej informacji... ×
Arthass

Suplementować czy nie suplementować? ...oraz inne pytania dotyczące diety.

Rekomendowane odpowiedzi

 

"Wypij, obserwuj co się będzie dziać za 10 minut."

 

Co? Kibel? :ph34r: Sorki, ale nie mogłem :D Mi się wydaje, że jakbym się tak odżywiał to bym cały dzień siedział... no wiadomo gdzie :P

 

 

 

W pierwszych dniach może się tak zdarzyć, ale niekoniecznie od razu. Wszystko zależy od zasyfienia organizmu. Poza tym, ten koktajl nie ma właściwości przeczyszczających. Co więcej, u mnie zlikwidował uporczywe biegunki, choć pierwsze kilka dnia było ciężkie. Wiesz, miałem te "pęcherzyki powietrza", skurcze brzucha itp. Już ich nie mam i to nie dzięki temu, że biorę 3x dziennie "nospe".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

 

Oczywiście jeśli trenujesz sporty mocno wytrzymałościowe, to nie da rady bez węglowodanów około treningowo ale siłownia ? Sporty sylwetkowe ? Tam glikogen uszczupla się bardzo wolno ... Mówię tu o podejściu typowo kulturystycznym, bo na siłowni można zrobić mega trening, że glikogen zejdzie.

Insulina to obusieczny miecz niestety i lepiej bezpodstawnie nie wywoływać jej wyrzutów.

 

 

 

O! Fajnie, że poruszyłeś tą kwestię bo zawsze mnie to zastanaiwało. Ja np. bawię się amatorsko w kolarstwo. I jak wracam "na bombie" z intensywnego treningu, albo kilkugodzinnego wytrzymałościowego to od razu wrzucam łatwo przyswajalne białko i proste węglowodany, żeby się szybciej zregenerować. A jak robię trening po pracy to zdarza się wracać o 20tej czy nawet 21wszej. I co wtedy? Mam unikać węglowodanów prostych? Chyba nie :)

 

Tak w ogóle jak to czytam to niezłe z Was świry. Ja tam jem wszystko jak leci :P

 

 

 

"Wypij, obserwuj co się będzie dziać za 10 minut."

 

Co? Kibel? :ph34r: Sorki, ale nie mogłem :D Mi się wydaje, że jakbym się tak odżywiał to bym cały dzień siedział... no wiadomo gdzie :P

 

 

 

Na noc jedziesz z węglami i niczym się nie przejmuj nawet o 24.00. Zaśniesz jak dziecko i rano będzie energia. Szczególnie, że zrobiłeś taki trening. W tym przypadku polecam Ci carb back loading. Rano białko z tłuszczami i cukier przed treningiem, w czasie i po. Nie ważne która godzina. Regeneracja będzie bardzo dobra. Tylko śniadanie bez węglowodanów. Ja przed mocnym treningiem boksu gdzie są ciężkie sparingi piję tylko kawę z olejem kokosowym ale dzień wcześniej na noc ładowanko. PURE ENERGY ! :)

 

 

Goja to w ogóle śmiechu warty superfood. Do pięt nie dorasta polskiej czarnej porzeczce, czy nawet wspomnianej żurawinie. Goje farmerzy w Chinach rzucają świniom z paszą i nigdy by nie pomyśleli, że to cudowny owoc. Fakt, ma tam trochę białka, ale są lepsze źródła. To jest właśnie przykład sztucznie wykreowanego superfood.

No i samo pojecie superfoods jest bardzo względne. Surowe pestki dyni i ziarna słonecznika też można uznać spokojnie za superfoods, tak jak i płatki owsiane.

 

Tak też pisałem - superfoody jako uzupełnienie diety. Ale nawet przy śmieciowej diecie stosowanie wybranych superfoods ograniczy w wyraźnym stopieniu nieprzyjemne tego skutki.

 

Mięcho i tłuszcze w odpowiedniej formie, nisko przetworzone są spoko, ale pasuje też czasem dostarczyć trochę błonnika i tutaj wątróbka z dorsza nie zastąpi hipsterskich nasion chia (choć ja wolę jak wspomniałem siemie lniane, bo wychodzi tanio), ani warzyw, czy choćby tego "śmiesznego owsa dla koni".

Bez superfoods da się żyć (cokolwiek znaczy ten termin, bo zwykle kojarzy się z czymś egzotycznym), ale jako dodatek do właściwej diety wykazują świetne działanie na organizm. Oczywiście piszę tutaj o tych sensownych superfoodach. Poza tym, zamiast teoretyzować na temat hipsterskich alg, po prostu sam spróbuj i przekonaj się jak działają. Zrób sobie koktajl białkowy z: dużej ilości białka konopnego, spiruliny, chlorelli, pierzgi, korzenia maca i do tego opcjonalnie sproszkowany sok z papai. Wypij, obserwuj co się będzie dziać za 10 minut.

 

Jak już pisałem posiłkuje się superfood i nie muszę próbować tejże mikstury. Energii mi nie brakuje do treningów, życia. Jestem wypoczęty, syty i czuję się na swojej diecie rewelacyjnie. Nie muszę spożywać tajemniczych alg :) Obawiam się, że do swoich dolegliwości podchodzisz trochę od złej strony. Przewróciłbym na Twoim miejscu swój cały jadłospis, bo na 100 % reagujesz na coś źle.

Ja średnio toleruje laktozę i w ogóle jej nie spożywam. Oczywiście sery itp mogę jeść ale zupa z trupa zwana mlekiem z kartonu, butelki to dla mnie od razu wydęty brzuch, retencja wody, a jak więcej go wypije to od razu kibel.

 

Oczywiście mogę pić mleko i wziąć jakieś leki na hamowanie objawów ale po co ? Jak rozwiązanie tej sytuacji to nie pić mleka :) a mleko bez laktozy ? To już w ogóle nieporozumienie :)

  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak się składa, że jestem dietetykiem sportowym i sam byłem zawodnikiem. Z mięsa i tłuszczu wyżyjesz (...). Sam wrzucam superfood ale przy okazji ograniczam glutem, w mojej diecie nie ma miejsca na cukier, alkohol przetworzone śmieci, gotowe posiłki.

 

Oczywiście jeśli trenujesz (...) to nie da rady bez węglowodanów około treningowo.

 

Jetem bardzo aktywny i ćwiczę 6 razy w tygodniu cyklem mieszanym i jem węglowodany przede wszystkim ziemniaki słodkie, bo je bardzo lubię. Przerobiłem w swoim życiu wiele programów żywieniowych i dieta tłuszczowo białkowa to jest bardzo dobrze zbilansowana codzienna dieta poparta badaniami krwi, moczu, kału i niedoboru witamin. Mówię tu o sobie bo się badam co 3 miesiące.

 

Nie jestem macho mięsożercą, bo jem bardzo dużo węglowodanów, tłuszcz to paliwo dobre dla kulturystów, a nie zawodników mma, sprinterów itp. ale to hipsterskie podejście na wega burgery, chia, spiruline, karob, jaogdy goji, acai czy algi meksykańskiego kaktusa (joke) to przesada.

 

PS.wieprzowina to bardzo dobre mięso i jak najbardziej potrzebne nam tłuszcze do prawidłowego funkcjonowania, a dla przykładu wątróbka z dorsza jest o wiele lepszym SUPERFOODEM niż jagody goji czy szałwia hiszpańska.

 

Elo

 

Sorry, ale w tym momencie kończy się moja chęć dyskusji, bo gadasz od rzeczy. Najpierw "hurr durr, jedz tylko mienso świni i to wystarczy, byle od chłopa brać świniaka", jednocześnie wyśmiewając "owies dla konia" i inne kiełki, ziarna etc.

 

A na koniec "jem węglowodany" albo "wspieram się superfoodsami". To się zdecyduj. Wyśmiewasz to, co sam jesz? ;)

 

Poza tym, widzę, że lubisz dużo zakładać.

Zakładasz, że jesteśmy hipsterami od wege burgerów, zakładasz jaki mamy tryb życia, ile trenujemy (i co), a potem dokładasz do tego swoje "argumenty" i kpisz.

 

Wiesz co to jest "reductio ad absurdum"? Chyba wiesz, bo bardzo dobrze idzie Ci stosowanie tej techniki.

 

==============

 

Ode mnie koniec wypowiedzi w tym temacie i unfollow tematu (sorry, Arthass), bo robi się tu kolejny śmietnik i goownoburza...

A chodziło tylko o to, żeby wypisać ciekawe sposoby na wspieranie organizmu i redukowanie pewnych niedoborów. Niektórzy jednak nie mogą się powstrzymać ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mleka też nie piję w ogóle. Tylko produkty fermentacji mlekowej jako jogurt naturalny, ser biały.

 

W sumie nie wiem co mam zmieniać, skoro jak pisałem wcześniej, jakiś tydzień temu na imieninach opychałem się białym, pszennym chlebem, karpatką i gazowanymi napojami z alkoholem, które nie wywołały u mnie praktycznie żadnej reakcji alergicznej, żadnych biegunek. Dzień po też było okej. Znaczy się, że prawdopodobnie miałem jakiś problem czynnościowy, który zaniknął. Wspomnę tylko, ze tydzień przed imieninami miałem ostry detoks z białka konopnego, spiruliny i chlorelli.

 

Wbrew pozorom u mnie w diecie jest sporo tłuszczów i białka, w stosunku do węgli. Ziarna słonecznika czy pestki dyni, siemię lniane są bogate w tłuszcze, rośliny strączkowe bogate w białka, mięsa, ryby, jaja, podroby lubię jeść wczesnym wieczorem. Jak jest sałatka to zawszę dodaję jakiegoś tłuszczu, czasem śmietany czy jogurtu naturalnego. Jogurtu naturalnego używam też czasami do smoothie. Z węgli większość to produkty o niskim ig jak ryż brązowy, płatki owsiane, kasza gryczana, ziemniakami też nie pogardzę co jakiś czas. Nie wyobrażam sobie jeść mięcha od rana do wieczora.


Ode mnie koniec wypowiedzi w tym temacie i unfollow tematu (sorry, Arthass), bo robi się tu kolejny śmietnik i goownoburza...

A chodziło tylko o to, żeby wypisać ciekawe sposoby na wspieranie organizmu i redukowanie pewnych niedoborów. Niektórzy jednak nie mogą się powstrzymać ;)

 

 

Ja będę i tak dodawał w pierwszym poście pewne rzeczy w pigułce, więc w zasadzie jak ktoś nie ma ochoty, to nie musi czytać goownoburzy. Wątków o odżywianiu na tym forum było już kilka i każde się podobnie kończyły. Ja sobie założyłem po prostu zebrać parę rzeczy w pierwszym poście (o ile nie zablokują mi możliwości moderacji) dla zainteresowanych. Nie twierdzę, że jest to super pro dieta, ale są to wypróbowane rzeczy, niektóre stosowane nawet od prawie 8 lat i z samoobserwacji, wiem co daje bardzo korzystne rezultaty.

 

Metka fana vege burgerów mnie naprawdę rozśmieszyła, bo to typowy przykład idiotyzmu dietetycznego - to dalej śmieciowe jedzenie, bo najgorsza w tym jest ten wytwór ultra przetworzonej żywności jakim jest ta "bułka", która ma IG wyższy niż czysty cukier. Widzisz, dla mnie zdrowsze jest wyrzucenie z burgera pieczywa niż pozbycie się mięsa. Choć i tak wolę prawdziwe mięso niż produkt mięsny, który jest mieszanką zmielonego nie wiadomo czego.

 

Tak w ogóle to nie wiem za bardzo co staracie się podważyć w moim podejściu do diety. Ani nie neguję tego co napisaliście o nieprzetworzonych produktach, ani o mięsie, a nawet w większości kwestii się zgadzamy. Zaznaczyłem wyraźnie, że bez superfoods i supli da się żyć zachowując względne zdrowie. Zgadzam się co szkodliwości glutenu, choć sprawnemu organizmowi on nie zaszkodzi zbytnio, bo po prostu go wydali, choć to trochę marnotrawstwo energii. Zgadzam się, że mleko sklepowe nie jest zbyt zdrowe i sam go nie spożywam w ogóle, a jedynie produkty fermentacji mlecznej. I tak samo jak w przypadku glutenu - zdrowy organizm jakoś sobie z nim poradzi, aczkolwiek po co?

Podpuszczka zanika bodajże w wieku 3 lat, więc jest problem z trawieniem takich substancji jak laktoza. W jogurcie naturalnym i serach zajmują się natomiast tym za nas bakterie i tutaj nie ma problemu.

 

Tak więc, co jakiś czas będę robił update pierwszego posta. Jak ktoś jest ciekawy to proszę zaglądać. Wczoraj dodałem suple.

Edytowane przez Arthass
  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie nazywam nikogo tutaj hipsterem, ani nikogo nie wyśmiewam. Jeśli się tak poczułeś to nie o to chodziło.

Wieprzowiny jem akurat mało. Wolę czerwone mięso.

Doucz się ciut, a następnie się wypowiadaj, bo nie wychwalam żadnego modelu żywienia. Zakładam, że 3/4 forum raczej nie trenuję 6 razy w tygodniu i dla nie sportowca dieta tłuszczowa jest dobrym rozwiązaniem. Jeśli ja ćwiczę do 8 razy w tygodniu to niestety Atlantyku nie zdołam przepłynąć na tłuszczu.

Czerpię korzyści z wielu metod żywieniowych min z diet tłuszczowych, bez glutenu, paleo, samuraja i tym sposobem przełamuję monotonie, może czasową stagnację.

Jak kolega wyżej wspomniał, że dla niego to o czym piszemy to abstrakcja to lepszym rozwiązaniem jest jedzenie od chłopa (najmniej przetworzone) i przy okazji jako ciekawostkę można sprawdzić co to młody jęczmień.

Wspomagam się superfood choćby szałwią hiszpańską bo uwielbiam desery z mlekiem kokosowym czy pulpy z mango czy innych owoców ale czy podniecam się tym, że zrobiłem coś dobrego dla swojego organizmu ? Świetnie żeluje i tyle :)

Z doświadczenia wiem, że ludzie przywiązują uwagę do rzeczy które tej uwagi w pierwszej kolejności nie wymagają. Typowy Kowalski idąc na siłownię kupi BCAA, kreatynę mono (bo na pierwszy raz jest najlepsza) i inne suplementy diety bardzo popularyzowane przez osiedlowego znawcę tematu, a dieta ? ja się pytam co z dietą ? ehhh

 

@Arthass

 

Dla Ciebie szacun, że dbasz o swoje zdrowie i nie jesz śmieci na co dzień i nie śmieję się z tego, że jesz dużo superfoods ani z nikogo innego tutaj w tej dyskusji.

Śmieję się z tych ludzi, którzy jedzą superfoods bo jest taka moda i przy okazji mają gdzieś resztę diety która mocno kuleje.

IG się nie sugeruj bo to mocna zmienna jest. Łącząc węglowodany z białkiem, tłuszczem zmienia się to diametralnie i nie da się tego zmierzyć. Lepiej zjeść bułkę z masłem niż samą bułkę, bo przecież masło znacznie obniży IG tego posiłku.

Jak jesz ryż brązowy to lepiej zwróć uwagę na fitynę w nim zawartą, a nie na niski IG.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To nie jest kwestia podniecania się superfoods. Od kiedy zacząłem się w miarę zdrowo odżywiać, czyli jakieś 8 lat temu, jedynym superfood (o ile tak to można nazwać) była zielona herbata, i to nie jakaś japońska, zwykły Lloyd za 4,50zł. Jeśli założymy, że siemię lniane, owies, pestki dyni i ziarna słonecznika to też superfoods, to też były w mojej diecie od tamtego czasu. Plus orzechy. To nie miał być w zamierzeniu poradnik dla sportowców wyczynowych. Bardziej dla ludzi, którzy odżywiają się "standardowo" i którym włączenie tych rzeczy może bardzo pomóc. Uwierz mi, wiem co piszę. Opiekowałem się mamą chorą na raka wątroby w IV stopniu. To co tutaj wypisałem do tej pory to jest tylko taki mały wycinek, zebranie takich podstawowych rzeczy w pigułce i skompilowane tak, żeby wyszło dość ekonomicznie (w przypadku mamy stosowaliśmy produkty, które kosztowały za jedno opakowanie tyle co wszystko co tutaj wymieniłem). Kiedy ją wypisali ze szpitala, była pod koncentratorem tlenu, półświadoma, nie mogła się poruszyć, ani nawet obrócić głową. Lekarze dawali jej 1-2 dni życia. Karmiłem ją godzinami tymi hipsterskimi algami, białkiem konopnym, suplementowałem reishi najwyższej jakości, sokiem z papai tłoczonym na zimno itd. Stosowałem suple, których tutaj nie wypisywałem, bo na co dzień i tak mało kogo będzie na to stać. I wiesz co? Po tygodniu oddychała już samodzielnie, wstawała z łóżka i chodziła o własnych nogach do toalety. Przez miesiąc była remisja i straciła prawie 10cm obrzęków w pasie. Niestety, wątroba była już na obrazie rezonansu całkowicie zajęta, a do tego występowała przy tym marskość co nie pozwalało jej się zregenerować. Nie dała rady wydalić toksyn będących pozostałością po rozpadzie guza.

Nie uważam, że jem dużo superfoods. Podałem jedynie 8, gdzie 2 z nich są dość pospolitym pożywieniem dostępnym za grosze, wliczając w to kiełki to nawet 3. Wybrałem je dlatego, że są praktyczne (zjem 3 ziarenka kakao i mam pełne rezerwy magnezu) i wywołują pożądane efekty. Jestem ciekaw czy ty na temat tych alg, białka konopnego tylko tak teoretyzujesz, bo zawiodłeś się na innych rzekomych superfoods, czy testowałeś taki koktajl błonnikowy w praktyce?

Edytowane przez Arthass

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zaopiekowałeś się swoją mamą w odpowiedni sposób i ze zdrowym rozsądkiem. Mam niewielką widzę jeśli chodzi o dietetykę kliniczną ale w Polsce lekarze niestety nic nie mówią o dietoterapi w takich przypadkach :( tylko leki i chemia. Po takich sytuacjach, które doświadczyłeś masz prawo silnie w to wierzyć.

 

Owies, pestki mają mało wspólnego z superfoods niestety, gdyż jajko zawiera wiele więcej dla nas korzystnych witamin, minerałów (włączając w to skorupkę) które od razu się rozpuszczają bo przecież są tam też tłuszcze i o tym się nie mówi w ten sposób.

Szczególnie owies który raczej ma sporą zawartość fityny przez co wchłanialność, przez nasz organizm tego wszystkiego jest bardzo ograniczona, a niestety płatków nie da się przepłukać tak jak kaszy jaglanej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jajko szamasz na surowo? Myślisz, że jajko na surowo nie zawiera substancji blokujących, a nawet wchłaniających z organizmu części substancji mineralnych i witamin? Chocby biotyna czy awidyna. Także porównujmy rzeczy, ale nie na zasadzie wybiórczości. Fityna ma naturę dualną. Jest w stanie w pewnym stopniu zaszkodzić jak i pomóc.

"Wielu badaczy sugeruje, że kwas fitynowy może mieć ochronne właściwości w przypadku chorób serca, cukrzycy i nowotworów. Suplementacyjna forma kwasu fitynowego to inositol wykorzystywany do leczenia bezsenności, depresji, nerwicy, schizofrenii, ADHD, wysokiego ciśnienia krwi, łuszczycy czy PCO. Ponieważ kwas fitynowy wiąże minerały, podejrzewa się, że jest w stanie dezaktywować również metale ciężkie czy neutralizować wolne rodniki (pełni rolę jako antyoksydant).

Większa ilość kwasu fitynowego wydaje się stymulować produkcję komórek NK układu odpornościowego i powstrzymywać wzrost nowotworów oraz redukować skutki uboczne chemioterapii. "

 

Stosowaliśmy właśnie w przypadku mamy też suplement na bazie inositolu, tyle że razem z IP-6, który zapobiegał negatywnym właściwościom tego związku (czyli absorpcji niektórych związków mineralnych). O tym właśnie piszę. O proporcjach. O umiarze i rozsądku. "Każda substancja może być lekarstwem lub trucizną. Wszystko zależy od ilości".

 

Wrzucasz takie płatki owsiane, pestki, ziarna i siemie, owoce, dodatki wg uznania do wolnowaru i zalewamy odpowiednią ilością wody, ustawiasz na low, wyłącznik czasowy na 3-4 godziny, tak żeby wstając rano czekała gotowa, ciepła owsianka. Namaczanie i lekka obróbka cieplna (bo wolnowar nigdy nie zagotowuje zawartości, działa w zakresie temperatury od 60 do 90-95 stopni) niwelują niekorzystne skutki fityny do marginalnego poziomu. Jadłem też płatki i ziarna w postaci surowej i czułem się po nich dobrze, zresztą jak to robią ludzie praktykujący dietę raw (żeby nie było, nie stosuję diety raw, choć dużo rzeczy spożywam w surowej postaci) i żyją, mają się dobrze. Owies pomógł wielu ludziom z problemami trawiennymi i za jakiś czas pewnie się okaże, że jednak ta fityna nie jest wcale taka straszna, albo w ogóle znajdują się tam związki niwelujące jej negatywne działanie, tak jak było choćby w przypadku tych jajek, wokół których bardzo długo pokutował mit o złym cholesterolu. W ziarnach, siemieniu też masz masę zdrowych tłuszczów, to jest praktycznie ich główny składnik.

 

W kwestii mojej "wiary" w wybrane, nieliczne superfoods i suplementy. "Wiara – nadawanie dużego prawdopodobieństwa prawdziwości twierdzenia, w warunkach braku wystarczającej wiedzy." Cały clue polega na tym, że korzystne właściwości wielu substancji zawartych w tych konkretnych superfoods i suplach zostały przebadane pod tym kątem, wiele z nich sugeruje ich korzystny wpływ na ogólne zdrowie i funkcjonowanie organizmu, potwierdzają to empiryczne doświadczenia wielu ludzi z nich korzystających, jak i moje osobiste na przełomie lat. Gdzie więc ta wiara? Mam podstawy, mam empirycznie zweryfkokowane z nimi doświadczenie, czego więcej trzeba? Mam więc solidną podstawę sądzić, że jednak się sprawdzają i nie jest to placebo.

 

Nie patrzmy na te sprawy jednowymiarowo. Też mogę Ci zaraz powynajdywać dowody vege fanatyków na temat szkodliwości mięsa, tylko po co? Tak jak dużo wcześniej napisałeś: stosujesz taką dietę, bo się u ciebie sprawdza. Ja stosuję też oprócz mięsa orzechy, wybrane ziarna, owies, ryż z tego samego powodu. Widzę efekty działania na podstawie długoletnich obserwacji. Byłem rok temu na badaniach krwi i wszystkie wyniki były praktycznie idealne (po środku dopuszczalnych norm) z wyjątkiem hormonów tarczycy (stąd np. włączyłem algi, ale nie tylko dlatego). Twoje argumenty są w zasadzie identyczne, więc dla czego nie potrafisz zaakceptować, że inne diety też się świetnie sprawdzają? Nie twierdzę, że twoje podejście jest złe, ale nie jest też jedynym właściwym. I na koniec nie podważam w żaden sposób tego co twierdzisz na temat diety, w większości aspektów nawet się zgadzam, tyle że osobiście nie jestem przekonany do takich skrajności jak same mięcho, albo same warzywa czy innych eliminacyjnych ekstrem żywieniowych jak choćby frutarianie. Spójrzmy choćby na to, że układ pokarmowy człowieka nie przypomina tego, który posiadają typowi mięsożercy. Stężenie kwasów żołądkowych odbiega kilku do kilkunastu razy od typowych mięsożerców, albo kwestia długości przewodu pokarmowego, która też jest gdzieś pomiędzy roślinożercami a mięsożercami. Czy mam ostro zakończone zęby i kły jak typowi drapieżcy? Biologia nie wskazuje na to, że jesteśmy wyłącznie mięsożerni. I tak dalej.

Edytowane przez Arthass

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jestem 2,5 tygodnia na diecie wykluczającej (z własnego powodu) składającej się z mielonych: ziaren słonecznika, siemia lnianego i pestek dyni oraz koktajlu z: białka konopnego, spiruliny, chlorelli i ostatnio doszła matcha. Dość długi czas bolała mnie krawędź dolnego zęba, tak jakby się starł trochę. Myślałem, że będę musiał iść do dentysty, a nie byłem tam już z 10 lat i nie bardzo mi się spieszy... Ostatnio problem zniknął. Placebo, siła umysłu? Bo przecież nie hipsterskie algi :D

 

btw. niedługo, jak będę miał siłę, wrzucę przykładowe przepisy, mam dużo na wolnowar. Nie wszystkie są mega zdrowe, ale nie samych chlebem... tfu algami człowiek żyje.

  • Like 2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hm, przyjrzałem się bliżej chlorelli, i w zasadzie jeśli ją spożywamy regularnie to suplementacja witaminą D wydaje się zbędna. W chlorelli występuje ona w naturalnej postaci, a do tego jest w stanie zaspokoić nawet 600% dziennego zapotrzebowania w 5g. Jeżeli ktoś ma problemy ze zwapnieniem narządów miękkich, pomimo dużej podaży wapnia, warto opcjonalnie suplementować witaminę K2 MK7.

 

Usunąłem z listy witaminę d3. Regularna suplementacja chlorellą + trochę słońca i mamy kości jak stal.

 

ps. dla lepszej wchłanialności witaminy d, chlorella warto podawać w koktajlu z nasionami konopii. Nasiona mają w sobie dużo tłuszczu, który zwiększa wchłanialność witaminy (D rozpuszcza się w tłuszczach).

Edytowane przez Arthass

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ale żeś się uczepił tych hipsterskich alg :)

 

Ja jakoś nie przepadam za koktajlami ... Posiłki w płynie lekko strawne i mało treściwe ... Szczególnie dobrze się sprawdzają jak ktoś jest niejadkiem.

 

Chociaż od czasu do czasu serwuję sobie mleko kokosowe + żółtka jaj + cukier kokosowy. Straszna bomba energetyczna. Szczególnie na bezwęglowodanowe śniadanie przed treningiem (10 g węglowodanów o masakrycznie niskim IG zbitym jeszcze tłuszczem).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie żebym przepadał za smakiem chlorelli i spiruliny, ale to dwie łyżeczki dziennie. Serio, trza mieć trochę siły woli, łyknąć i po sprawie. Masz zestaw witamin i minerałów w naturalnej, łatwo przyswajalnej formie. Mleko kokosowe spoko, ja lubię sobie czasem wieczorkiem zjeść odrobinę miąższu kokosowego (czy jak to się tam nazywa) z rozłupanego kokosu. Naprawdę malutkim kawałkiem idzie się nieźle napchać - ze względu na sporą zawartość tłuszczu. Ale żaden kokos nie da takiej bomby jak białko konopne i algi, a do tego jak sypnę matchy to już w ogóle człowiek nie wie co z rękami zrobić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Sorry, że nie robię ostatnio updatów, ale złapała mnie depresja, brak chęci do działania i życia itd. Przetestowałem już frytki z paluszkami rybnymi, mrożone zapiekanki i krokiety z automatu do chleba, a także jedno ciasto bananowo-kakaowe, które w zasadzie wyszło (bo widać, że wymieszane i upieczone), ale jeszcze nie próbowałem jak smakuje. Wszystko w zasadzie się powiodło, trzeba jedynie dopasować odpowiednio czas. Na zapiekanki mrożone maks. 30 minut, bo potem za dużo wody ucieka i chleb jest twardy jak skała (choć pewnie niektórzy takie mogą lubić). Frytki też spoko, ale smakują inaczej niż na oleju (choć odrobinę oleju można dać na dno misy jak ktoś lubi). I tutaj generalnie 1 godzina to maks, może nawet da się zrobić w 30 minut - jeszcze nie próbowałem. Plusem jest to, że na górę można dać za jednym razem jakieś mięso, czy inny dodatek. Krokiety niby ok, ale mają specyficzny smak, bo panierka nie jest przypieczona i zarumieniona jak podczas tradycyjnego smażenia - pozostaje po prostu biała i sucha (przynajmniej od strony, od której nie styka się z dnem misy). Ja nie jestem wybredny, ale niektórym może to nie pasować. Generalnie wychodzi podobnie jak z tradycyjnego piekarnika. Nie trzeba w zasadzie dodawać żadnego tłuszczu. Trzeba uważać na czasy, bo zbyt długo zostawione ma tendencje do "wysuszania" produktu. W przypadku zapiekanki polecam np. dodanie składników, po czym przykrycie je na górze żółtym serem - co zapobiegnie wysuszeniu np. kiełbasy. Podobnie można robić z innymi rzeczami. Nie jadam często takich rzeczy - typu zapiekanki, krokiety (częściej frytki) - ale jako opcja szybkiego, bezobsługowego dania jest ok, szczególnie jak ktoś wpadnie z niespodziewaną wizytą, fajnie mieć w zamrażarce taką zapiekankę, którą wrzuca się na 20-30 minut, a w międzyczasie można zająć się znajomym/rodziną. Oczywiście, w zależności od pojemności automatu, nie da się za bardzo zaszaleć - ja musiałem podzielić zapiekankę na połowię, żeby się zmieściła, ale i tak jeden taki kawałek jest dość duży.

 

Jak ktoś nie może wytrzymać bez tego typu fast-foodów to zawsze jest to lepsza opcja niż smażenie. Zresztą od czasu do czasu każdy ma ochotę na takie coś. Lepsza ze względu na to, że w takim automacie temperatura utrzymywana jest w granicach 180 stopni co zapobiega spalaniu się tłuszczu i mocno ogranicza ewentualne wydzielanie się szkodliwych szkodliwych substancji rakotwórczych podczas jego podgrzewania. Druga zaleta to bezobsługowość. Nastawiasz, zostawiasz, i wracasz po ustalonym czasie, albo kiedy automat poinformuje o zakończeniu sygnałem dźwiękowym. Podsumowując przydatne urządzenie. Może być substytutem bardziej wyszukanych air fryerów, choć pewnie nie da takich samych efektów, ale zasada działania jest podobna - jeśli np. oddzielimy produkty od dna jakimś papierem do pieczenia to większość pracy robi gorące powietrze jak w piekarniku.

 

Z innej beczki, 3 najgorsze produkty żywnościowe ever (no, może sól w rozsądnych ilościach potrafi mieć korzystny wpływ na gospodarkę wodno-elektrolitową, ale w zasadzie występuję naturalnie w większości pożywienia, więc regularne jej spożywanie nie jest konieczne). Popularnie nazywane białą śmiercią. Dodawane masowo prawie do każdego przetworzonego produktu, stąd ciężko od nich uciec. Przyczyna pośrednia lub bezpośrednia (obok braku naturalnej aktywności fizycznej) każdej choroby cywilizacyjnej. Cukier oczyszczony i mąka (czyli też w większości forma cukru) mają działanie uzależniające - działają na mózg w podobny sposób co narkotyk. Ich wartość odżywcza jest niewielka. Zjesz, zmusisz do nagłej, intensywnej pracy trzustkę, odłożysz w postaci tkanki tłuszczowej, za chwilę jesteś dalej głodny. Fakt ten oczywiście nie umyka producentom żywności, którzy wykorzystują go do zwiększenia sprzedaży, co oznacza że wszędzie, nawet tam gdzie nie ma to sensu, te cukry są dodawane. Temat rzeka.

 

Edytowane przez Arthass
  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Fajne, może kiedyś spróbuje. Nie wyobrażam sobie jednak włączenia tego do stałej diety z prostej przyczyny - nie jest to produkt powszechnie dostępny (a przynajmniej u mnie w okolicy), i nie można go za pewne zbyt długo przechowywać, żeby zrobić sobie zapas. Ja się raczej wolę skupiać na rzeczach, które ludzie mogą dostać teoretycznie w każdym miejscu.

 

Tego właśnie chciałbym uniknąć w poradnikach - proponowania produktów egzotycznych, które nie wystarczają na długi czas i ciężko je przechowywać w formie zapasów.

Edytowane przez Arthass

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja ostatnio się przekonałem, że żadne cuda nie zastąpią... ruchu. Tylko nie takiego jak spacer choćby i 2-godzinny, ale takiego podczas którego tętno nieźle się zwiększa. Po 15 minutach biegania mam power do późnej nocy. Zapewne jest to głównie kwestia porządnego dotlenienia mózgu.

  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Racja, ruch to naturalny sposób na odkwaszenie organizmu. Nigdy nie twierdziłem, że dieta może zastąpić aktywność fizyczną. Jednak połączenie tych dwóch rzeczy daje o wiele lepsze efekty. Powiem więcej, zdrowe odżywianie samo z siebie pobudza do większego ruchu. Po matchy czy algach czuję, że muszę coś zrobić z tą energią, czasem po prostu zaczynam robić porządki w domu i na zewnątrz, żeby zająć czymś ręce.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nigdy nie twierdziłem, że dieta może zastąpić aktywność fizyczną. Jednak połączenie tych dwóch rzeczy daje o wiele lepsze efekty.

Dieta może w dużej mierze zastąpić aktywność fizyczną - jeśli chcesz schudnąć to finalnie liczy się bilans kaloryczny (z pewnymi zastrzeżeniami). Oczywiście połaczenie dwóch - czyli ruch plus dieta jest najlepszym rozwiązaniem.

 

Włączając się do dysusji, moje testy (ok 2 ostatnie lata) i mój organizm wykazały że najlepiej funkcjonuję na diecie ketogenicznej z makrami ok 110g białka, 20g węglowodanów i 150-200g tłuszu (w zależności od celu). W przypadku treningów TKD (timed keto diet) z ok 20g glukozy jako pre-workout (nie wliczanej w dzienne makro). Lista zalet keto jest dla mnie warta nieco większego wysiłku włożonego w przygotowanie posiłków czy znajdowania dobrych produktów.

Suplementacja jedynie standardowym zestawem witamin oraz Na, Ka oraz Mg.

 

Testowałem różne przeróżne opcje superfoods i większość na mnie nie działa.

 

Myślę że ciekawszą opcją są nootropici - z naturalnych np. surowe kakao(praca mózgu), kurkuma (odporność), które mogą dać jakąś bardziej wymierną korzyść i szybko wpływać na samopoczucie czy zdrowie.

 

Moje obswerwacje:

- wiele osób nie ma pojęcia ile spożywa kalorii (szczególnie w napojach). Polecam appkę MyFitnessPal - przeliczyć sobie jeden dzień a najlepiej jeden tydzień - daje to fajny pogląd. Wiele osób, nie zdając sobie sprawy, żyje na 1200-1300 kcal co dla zdrowego mężczyzny jest o 1/3 za mało. Z braku kcal bierze się złe samopoczucie, słabsze zdrowie, dłuższa regeneracja, gorsza odpowiedź na stres, problemy z układem nerwowym.

- sen jest cholernie ważny - to też sprawa induwidualna ale 8-9h to optymalny czas wypoczynku w ciągu dnia. Bez tego mózg i układ nerwowy się nie regenerują prawidłowo.

- obserwacje - każda osoba jest inna i każdy inaczej reaguje na dane substancje, trzeba wypracować swoją drogę i testować, eliminować, patrzeć co działa w jakich ilościach.

- czas - znalezienie punktu optymalnego zajmuje dużo czasu, kilka tygodni co najmniej, czasem nawet miesięcy, zmiany trzeba obserwować długoterminowo. Nie ma magic pill.

 

[EDIT] Arthass, możesz dodać do suplementów zieloną kawę - smakuje dość srednio ale jest fajnym suplem. A do superfoods możesz dodać Ksylitol i/lub Erytrytol i/lub Stewię

Edytowane przez piotrus-g
  • Like 1

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

piotrus-g, jeśli chodzi o schudnięcie to oczywiście nie trzeba do tego aktywności fizycznej, ale ja patrzę z perspektywy zdrowia ogólnego. Schudnąć może nawet na tabletkach, które "zapychają" żołądek i udają, że jesteś pełny. Tyle, że to nie ma nic wspólnego ze zdrowiem.

 

Jeśli chodzi o suple to zauważ, że te co ja stosuję to w zasadzie w większości jedzenie, a nie syntetyki. Dużo z nich to te - jak to określiłeś - nootropici (pierwszy raz słyszę tą nazwę). Ale czy tak naprawdę to nie jest pewien rodzaj superfoods? Surowe kakao wymieniłem właśnie w superfoods, tak jak inne rzeczy - białko konopne czy algi, propolis, kiełki, żurawina. Moim zdaniem suplementacja witamin w formie tzw. syntetyków jest trochę bezsensowna ze względu na niską biodostępność w takiej formie. Witaminy i minerały najlepiej wchłaniają się w towarzystwie wielu różnych enzymów i substancji, których są częścią w owocach i warzywach.

Dieta keto jest rzeczywiście bardzo dobrą opcją, choć w niektórych przypadkach nie sprawdza się tak dobrze - np. biegi długodystansowe, ogólnie aktywność w której nie liczy się tak bardzo budowanie masy mięśniowej. Plus za sen, i ważne też czy i co przed snem się spożywa. Jak się napchasz przed snem to nie ma znaczenia ile będziesz wypoczywał, ale to chyba większość rozumie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

choć w niektórych przypadkach nie sprawdza się tak dobrze - np. biegi długodystansowe, ogólnie aktywność w której nie liczy się tak bardzo budowanie masy mięśniowej. Plus za sen, i ważne też czy i co przed snem się spożywa. Jak się napchasz przed snem to nie ma znaczenia ile będziesz wypoczywał, ale to chyba większość rozumie.

Tu się niestety nie zgodzę. Dieta keto idealnie sprawdza się w długo dystansówkach. Polecam: (koleś biega 100mil po górach na keto)

 

keto jak najbardziej zbuduje Ci masę mięśniową -> https://www.reddit.com/r/ketogains

Keto nie sprawdza się w terenigach aerobowych gdzie wymagana jest krótkotrwała ale bardzo silna, impulsowa wręcz praca mięśni - sztuki walki, sprint, itp. Po to robisz TKD albo wręcz CDK jeśli chcesz korzystać z zalet keto a jednocześnie ćwiczyć mocno.

 

Co do napychania się przed snem, odkąd jestem na keto nie mam takiego problemu. Potrafię zjeść stek tuż przed snem i rano obudzić się 100% bez problemu, wcześniej jak chociażby zjadłem kromkę chleba na noc to rano czułem się fatalnie. Dla mnie pora podawania jedzenia nie ma znaczenia - testowałem wraz z rożnymi kombinacjami IF.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No tak sen jest ważny, niestety o 8-9h to mogę pomarzyć, najczęściej jest to 5-6h (w dni robocze oczywiście ;) ) plus do tego drzemka 10-20 minut koło godziny 17-18 na podładowanie baterii (jak nie ma nic ważnego do zrobienia, czyli jakieś 80% przypadków).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

 

 

choć w niektórych przypadkach nie sprawdza się tak dobrze - np. biegi długodystansowe, ogólnie aktywność w której nie liczy się tak bardzo budowanie masy mięśniowej. Plus za sen, i ważne też czy i co przed snem się spożywa. Jak się napchasz przed snem to nie ma znaczenia ile będziesz wypoczywał, ale to chyba większość rozumie.

Tu się niestety nie zgodzę. Dieta keto idealnie sprawdza się w długo dystansówkach. Polecam: (koleś biega 100mil po górach na keto)

 

keto jak najbardziej zbuduje Ci masę mięśniową -> https://www.reddit.com/r/ketogains

Keto nie sprawdza się w terenigach aerobowych gdzie wymagana jest krótkotrwała ale bardzo silna, impulsowa wręcz praca mięśni - sztuki walki, sprint, itp. Po to robisz TKD albo wręcz CDK jeśli chcesz korzystać z zalet keto a jednocześnie ćwiczyć mocno.

 

Co do napychania się przed snem, odkąd jestem na keto nie mam takiego problemu. Potrafię zjeść stek tuż przed snem i rano obudzić się 100% bez problemu, wcześniej jak chociażby zjadłem kromkę chleba na noc to rano czułem się fatalnie. Dla mnie pora podawania jedzenia nie ma znaczenia - testowałem wraz z rożnymi kombinacjami IF.

 

 

Prawda. Biegi długodystansowe na keto są jak najbardziej wskazane. Jakby miał jechać na węglowodanach to by musiał cały czas zapodawać wodę z cukrem. Nie sprawdzi się w sprintach czy treningach interwałowych, hiit o dużym stopniu intensywności gdzie puls startowy to 60 % maksymalnego, a praca to 90 %. W sportach wytrzymałościowych jak MMA w keto wchodzi się okresowo, umieszcza węglowodany w konkretnych sytuacjach, ładuje się na od tyłu (na noc) i bez tego kaplica. Gdybym mało trenował albo w ogóle to bym dla siebie zostawił tylko owoce w diecie i jechał na tłustym mięsie, bo tak czułem się rewelacyjnie.

 

Kolega piotrus-g wspomniał też o imbirze, kurkumie i to jest bardzo dobry trop. Dorzucę do tego chilli, cynamon, żeń-szeń . Zadbajmy o to, bo to bardzo ważne.

 

Ciut czepiając się opisywanymi niektórymi superfood tutaj jak siemię lniane i orzechy to sporo na wyrost. Orzechy to kwas fitynowy i lektyny, a siemię czy olej lniany to kwas alfa najmniej ważny z omega 3. A gdzie EPA i DHA ? Niezbędne do prawidłowej pracy mózgu i działające przeciwzapalnie. Tran musi być suplementowany bo będą nici z benefitu spożywania takiego lnianego czy pestek. Szczególnie, że rozkłada to ten sam enzym alfę na EPA i DHA co omegę 6 gdzie w diecie ludzie mają jej najwięcej i nic nie zostaje dla omega 3, a konwersja z alfa do EPA i DHA jest znikoma, bo wszystko poszło na omegę 6 bo jest jej tak dużo.

Orzechy dodatkowo wzbogacają o omegę 6, a to nam zaburza stosunek do 3.

 

Sól w naszej diecie jest konieczna. Szczególnie zdrowej, gdzie nie ma przetworzonych produktów. Każdy poleca himalajską - ja też ją polecam. Szczególnie jak ćwiczymy i pocimy się dużo tracąc elektrolity i to, że sól jest nie zdrowa to MIT. Bez niej nie da się prawidłowo funkcjonować. Większość badań zostało przeprowadzonych na najgorszej soli kuchennej z antyzbrylaczami i innymi dodatkami, które mogły wywoływać problemy z ciśnieniem czy nerkami. Sól pomaga pozbyć się nadmiernej kwasowości w komórkach, lepsza absorpcja jedzenia z jelit, pomaga w regulacji poziomu cukru we krwi, oczyszcza płuca z wydzielin (przy astmie np) i wiele wiele innych. Dzięki soli i potasowi działa nasze całe ciało i bez tego energia by nie była produkowana. W naszym ciele jest tyle mechanizmów które regulują sód, że bez tego byśmy umarli.

Oczywiście cały ten wywód tyczy się diety gdzie pożywienie jest nie przetworzone. Polecam sól himalajską i morską szczególnie z Nowej Zelandii gdzie zwartość metali ciężkich jest bardzo mała, takich jak rtęć. Zwrócić uwagę też trzeba na pochodzenie soli himalajskiej, bo producenci robią z nas debili i piszą sól himalajska, a pochodzenie jest Polska.

 

Sen, odpoczynek. relaks, minimalizacja stresu to mus w normalnym funkcjonowaniu.

 

Zadbajmy o prawidłowe odżywianie bez śmieci gdzie pokarm będzie najbardziej bioprzyswajalny i wspierajmy się superfoods jeśli nas na to stać i oczywiście witaminami D3, K2, magnezem (cytrynian w prochu najlepszy) bądź jakieś "gotowe" kompleksy witaminowe. Dziś nawet najmniej przetworzone żarcie jest wyjałowione z minerałów.

 

Kaki to dobry słodki owoc (bardzo duża zawartość cukrów prostych) ale żaden tam superfood. Nie dajmy się zwariować, bo będziemy pisać zaraz o papryce (a ma sporo witaminy C) :) warzywa i owoce są bardzo ważne ale to oczywiste.

 

 

Jemy po to żeby wchłaniać, a nie wydalać.

 

O ! taki akcent na koniec :)

 

Elo,

 

 

Edit

 

Ze słodzikami takimi jak stewia byłbym ostrożny. Nasz organizm głupieje bo czujemy słodki smak, a nie dostarczamy kcal i wpływa to na różne niekorzystne procesy w naszym organizmie. Ciekawym produktem dla słodzących jest cukier kokosowy. Niestety ma prawie tyle samo kcal co rafinowany ale jest świetny.

Warto rozważyć w dobrze zoptymalizowanej diecie http://diet-food.pl/bio-super-cukier-kokosowy.html

 

Elo,

Edytowane przez Chcheckitout
  • Like 2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Owszem sól i elektrolity są super ważne. Dla mnie świetną opcją jest sól o obiżonej zawartości sodu bo zawiera potas i magnez, więc uzupełniam wszystkie 3 minerały na raz. U mnie 5g sodu na dzień to min.

 

Co do słodzików - sprawa bardzo indywidualna. Faktycznie u niektórych może powodować odpowiedź insulinową, która np przy cukrzycy jest niepożądana. Trzeba testować i patrzeć. Bardzo często trzeba też się przyzwyczaić np. po 3-4 użyciach danego słodzika organizm sobie wypracowuje reakcje. Ja osobiście korzystam z Erytrytolu który nie jest metabolizowany przez organizm (wydalany z moczem), zatem nie ma żadnego realnego wpływu na zdrowie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×

Powiadomienie o plikach cookie

Zarejestruj się aby mieć większy dostęp do zasobów forum. Przeczytaj regulamin Warunki użytkowania i warunki prywatności związane z plikami cookie Polityka prywatności