Skocz do zawartości
FiiO FH5 - przedsprzedaż Więcej informacji... ×

Znajdź zawartość

Wyświetlanie wyników dla tagów 've monk' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj przy użyciu nazwy użytkownika

Typ zawartości


Forum

  • MP3store
    • MP3Store | sklepy
    • Co kupić?
  • Ogólnie
    • Forum ogólne
    • HydePark
    • Muzyka
    • Gaming
    • Komercyjni
    • Konstruktorzy DIY
    • Wydarzenia i eventy AUDIO
  • Modyfikacje i naprawy sprzętu
    • DIY
    • Hardware
    • Naprawy
  • DAC / AMP
    • Wzmacniacze słuchawkowe
    • ADL by Furutech
    • FiiO
    • Chord Electronics
    • SMSL
    • Questyle
    • Woo Audio
  • Słuchawki
    • Słuchawki - co kupić?
    • Słuchawki ogólnie
    • Cresyn
    • Phiaton
    • SoundMAGIC
    • Takstar
    • ADL by Furutech
    • Fostex
    • VSONIC
    • MrSpeakers
    • Campfire Audio
  • Odtwarzacze przenośne audio-video
    • Odtwarzacze przenośne - co kupić?
    • iriver
    • Apple iPod
    • SanDisk
    • Cowon iAUDIO
    • iBasso
    • Fiio
    • Inne marki
  • Sprzęt stacjonarny
    • Sprzęt stacjonarny - co kupić?
    • Ogólne
    • Odtwarzacze stacjonarne (CD-Audio, CD-MP3 etc.)
    • Audio z komputera
    • Kable audio
    • Wzmacniacze
    • Głośniki
    • Wieże i "gotowe" systemy
    • Streamery
  • Głośniki bezprzewodowe (bluetooth)
    • Divoom
    • Denon
    • Edifier
    • Fresh N Rebel
    • Harman Kardon
    • JBL
    • Marshall
    • Monster
    • RIVA
    • iriver
  • Testy i recenzje
    • Testy Odtwarzaczy
    • Testy Słuchawek
    • Testy sprzętu stacjonarnego
    • Wylęgarnia testów
    • Sprzęt do testów
  • Czytniki e-booków
    • Czytniki ebooków | Ogólne
    • Czytniki ebooków | Produkty

Blogi

  • oKSYgen.pl/blog
  • mario's Blog
  • Szycha's Blog
  • Qoolqee X2's Blog
  • M@ro's Blog
  • raf_kichu's Blog
  • matej7's Blog
  • Rudy's Blog
  • Radzique's Blog
  • sjf's Blog
  • JackJacky's Blog
  • lip?@'s Blog
  • ostry1976's Blog
  • dawidek1025's Blog
  • sansa e260
  • Amcia's Blog
  • KlOcEk BlOg
  • Maniak666's Blog
  • arek01's Blog
  • barbolcia's Blog
  • Perypetie z samsungami
  • pytanko666's Blog
  • blogs_blog_24
  • Domin0's Blog
  • Kuba19's Blog
  • piotrekskc's Blog
  • herbee's Blog
  • Dziku87's Blog
  • -Thug Blog-
  • Seba_JKJ's Blog
  • gollombus' Blog
  • Hal Breg's Trivia
  • lordskoli's Blog
  • Dominik 007's Blog
  • wladca69's Blog
  • WooFer's Blog
  • siloe z życiem boje
  • selphy's Blog
  • ametyn life on real
  • VEDIA S.A.
  • CafeIT.pl
  • Zbiór radosnej twórczości.
  • Blog o początkach inwestowania
  • Daryush CD Players
  • fotomini Blog
  • Admin
  • the fuller Blog
  • the fullerBlog
  • the fullerBlog
  • D@rkSid3 Tech News
  • test
  • MUZYCZNE PRANIE
  • ble ble
  • dadi11Blog
  • Po prostu musiek
  • wielkadziuraBlog
  • Testy, teściki i ich wyniki
  • retter - liczy sie tylko muzyka
  • astellBlog
  • Blog Lorda Raydena
  • ArthassBlog
  • znienawidzonyBlog
  • znienawidzonyBlog
  • Podejrzana sprawa
  • Muzyczne sanktuarium
  • MuzoStajnia
  • Pomoc dla ofiary wypadku w Gdańsku
  • Martinez01Blog
  • Lucky1209Blog
  • Podróżowanie jest fajne
  • Ciekawostki ze świata
  • Arthass Music.log

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki, które...


Data utworzenia

  • Od tej daty

    Do tej daty


Ostatnia aktualizacja

  • Od tej daty

    Do tej daty


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Od tej daty

    Do tej daty


Grupa podstawowa


AIM


MSN


Website URL


ICQ


Yahoo


Jabber


Skype


Lokalizacja


Zainteresowania


odtwarzacz


słuchawki


testuję


chcę

Znaleziono 5 wyników

  1. "Eufonia (stgr. εὐφωνία euphonia – "piękne brzmienie") – to przyjemny brzmieniowo ton wypowiedzi, harmonijny dobór dźwięków." Wikipedia VE Monk to chińskie dzieło, które namieszało na rynku i zachwyciło nawet audiofilów z Chordami Hugo 2 i posiadającymi słuchawki wielokrotnie droższe (polecam poczytać Head-Fi o ile ktoś jeszcze tego nie zrobił). Postanowiłem, że muszę koniecznie sprawdzić co powoduje taki zachwyt nawet u ludzi, którzy na dźwięku zjedli zęby (i konto bankowe). Zwykle kiedy opisuje jakiś produkt, nie zaczynam bezpośrednio od jego ceny. Z VE Monk+ jest inaczej. Cena? 5 dolarów. Brzmienie? Możecie o nim przeczytać w recenzji, do której serdecznie zapraszam. Wygląd / wykonanie Słuchawki przychodzą do nas w plastikowym woreczku z zapięciem, w komplecie otrzymujemy same słuchawki oraz cztery pary gąbkowych "padów", które możemy założyć na obudowy dla większego komfortu. Same słuchawki są wykonane należycie, oczywiście z plastiku. Ten jest matowy, w mojej wersji półprzezroczysty i posiada ciemne zabarwienie (tzw. wersja "smoke"). Istnieje wiele odmian kolorystycznych Monków, z tego co się orientuje Venture Electronics co jakiś wypuszcza też limitowane edycje. Żadnej z nich nie miałem jeszcze okazji posiadać i testować, ale kto wie - może kiedyś coś się zamówi z Państwa Środka Chwytając Monki w dłonie mamy wrażenie, że w obudowach nic nie ma - są bardzo lekkie, co sprzyja wygodzie użytkowania (o niej więcej za moment). Przewód posiada izolację, która nie mikrofonuje ani trochę, co w tej cenie uważam za ogromny plus. Zakończono go prostym wtykiem jack 3.5mm. Nie obraziłbym się za kątowo wykonane złącze, ale te które dała fabryka na szczęście wydaje się być całkiem solidne i odporne na naprężenia. Moja wersja nie posiada pilota ani mikrofonu, ale takowy model Monków istnieje i kosztuje 11 dolarów. Całokształt wykonania oceniam na duży plus, nie ma się po prostu do czego przyczepić. Komfort Jako, że są recenzowane słuchawki są tzw. pchełkami powinny być wygodne dla sporej ilości osób. W moim uchu, które jakieś ogromne nie jest, Monki leżą bardzo stabilnie i wygodnie. Zapewne wiele użytkowników ma podobne odczucia. Nie odczuwam dyskmofortu nawet po około dwóch godzinach słuchania. Jak już wcześniej wspomniałem, wraz ze słuchawkami otrzymujemy 4 pary małych gąbeczek, które możemy nałożyć na obudowy. Nie grzeszą one jakością, ale na szczęście to chińska taniocha. Venture Electronics ma w swojej ofercie coś co nazywa się Ex Pack. To zestaw, w którym otrzymujemy jeszcze więcej małych gąbek i dodatkowe nakładki, które mają pomóc w trzymaniu się słuchawek w naszym uchu. Brzmienie (Alleluja!!!) Na początek opisu dźwięku dodam tylko, że sprzęt testowałem wraz z Samsungiem Galaxy S4 oraz laptopem Toshiba C-660D. Do obu urządzeń Monki były podłączane bezpośrednio, tzn. bez dodatkowych wzmacniaczy i DAC’ów. Jak brzmi nieco legendarny chiński wytwór? Cóż najkrócej mówiąc - eufonia! Włączam piosenkę – jedna, druga, trzecia i nie chce się ich wyjmować z uszu. Całokształt brzmienia Monków określiłbym jako dość ciepły, czysty, z dobrym basem (jak na pchełki) i świetną rozdzielczością. Być może właśnie to przyciągnęło i nadal przyciąga nabywców tego sprzętu. Okej, czyli praktycznie za bezcen mamy produkt, który zapewnia "czyste brzmienie". Wiem, "czysty dźwięk" to najbardziej wyświechtane określenie w świecie audio. Przejdźmy więc do bardziej szczegółowego opisu. Basy - dość mocne jak na pchełki. Należy o tym cały czas pamiętać – jak na pchełki. Oczywiście niemal każde słuchawki dokanałowe zapewnią nam lepsze doznania w zakresie niskich tonów. Nie można mieć wszystkiego. Myślę, że basu jest prawie wystarczająco jeśli chodzi o ilość, a do samej jakości nie mam większych zastrzeżeń. Jest ciepły i dość głęboki. Uwidacznia się bardziej gdy użyjemy jednego z dołączonych kompletów gąbek. W porównaniu z innymi pchełkami, które miałem (Apple Earbuds, czyli poprzednik EarPodsów i Sony MDR-E805) słychać w Monkach poprawę jeśli chodzi o niskie pasma. Średnica – Wyraźnie obecna, jak na moje ucho jest trochę podkreślona ponad resztę. To dobrze, ponieważ wszelka muzyka z wokalami brzmi świetnie. Maroon 5, Ania Dąbrowska, jazz – tego mogę na Monkach słuchać na okrągło ze względu na oferowane średnie tony. Jest czysto, z szeroką sceną i ogólnie dobrą wiernością przekazu. Jak na słuchawki w tej cenie można powiedzieć, że jest bezbłędnie. Brawo! Tony wysokie – Wow! Jak tu gładko! Tak właśnie sobie pomyślałem przy pierwszych utworach słuchanych na VE Monk. Swoją opinię podtrzymuję. Włączcie sobie jakąkolwiek elektronikę przez te chińskie cudo (polecam Flume), a przekonacie się. Góra nie kłuje mocno w uszy, jednocześnie ma świetną rozdzielczość jak na słuchawki w tak niskiej kwocie. Akustyczna muzyka z gitarami na pierwszym planie brzmi super (słuchałem duetu Iron & Wine). W bardzo wysokich częściach górnych rejestrów da się usłyszeć jakieś niewielkie zniekształcenia, ale to wybaczalne w produkcie budżetowym. Generalnie rzecz biorąc wysokie tony zostały zrobione porządnie, ponoć są też lepsze niż w oryginalnych VE Monkach (gdyby ktoś przysnął, to ja testuje model Monk+) Scena Co tu się dzieje?! Co ja kupiłem? 😂 Jest szeroko jak nie wiem co!!! Jak na pchełki wręcz niewyobrażalnie dobrze. Wokale może mamy lekko w głowie, ale reszta jest rozmieszczona ewidentnie na zewnątrz. Myślałem, że KZ ZST wraz ze srebrnym kablem są całkiem niezłe w tym względzie. Myliłem się. Słuchając muzyki bardziej szczegółowej i ciekawie zrealizowanej jak np. Biosphere czy Venetian Snares czuć prawdziwy potencjał Monków. Nawet miałki pop to pokazuje. Naprawdę jestem mile zaskoczony sceną tych słuchawek. Pół internetu chwali Venture Electronics za zadbanie o tą kwestię, ja też nie będę szczędził pochwał. VE Monk za szerokość sceny otrzymują moje całkowite, audiofilskie błogosławieństwo Gdyby ktoś dopiero kupił te słuchawki, albo już je ma od dłuższego czasu, polecam poniższe utwory na przetestowanie sceny: Venetian Snares – Everything About You Is Special, Iron & Wine – On Your Wings, Flume – TRUST, Jean-Michel Jarre – Equinoxe, Pt. 5 Nacieszcie sobie uszy pięknymi dźwiękami. Na zdrowie. Dla kogo VE Monk i do jakiej muzyki? A kupujcie i słuchajcie sobie co chcecie! Chyba właśnie na tym polega fenomen tego sprzętu – wydajesz mało, każdy gatunek muzyki brzmi świetnie. O to chodzi! Uważam, że tak się powinno robić słuchawki w ogóle, a co dopiero takie, które są tanie. Jeśli się obawiasz o to, że mogą się szybko zniszczyć, to kup sobie 5 sztuk od razu i hakuna matata Jak ktoś nadal ma opory czy warto to naprawdę nie wiem co napisać… Ja na pewno nadal będę się w ten sprzęt wsłuchiwał. Venture Electronics stworzyło solidny brzmieniowo produkt na każdą kieszeń. Teraz w pełni rozumiem zachwyt społeczności audiofilskiej na Head-Fi i innych forach. Totalna rekomendacja z mojej strony! Podsumowanie: Kupować!!! Zalety: - cena - jakość dźwięku i scena - dobra rozdzielczość - wygoda użytkowania - kabel, który nie mikrofonuje - rewelacyjne do każdego gatunku muzyki - dobrze zagrają praktycznie ze wszystkim (laptop, telefon, odtwarzacz mobilny) Wady: - wtyk mógłby być zagięty pod kątem 90 stopni - czy w ogóle można się do czegoś bardziej przyczepić w sprzęcie za 5 dolarów?
  2. Z ostatnich ciekawostek VE wypuszcza limitowane Monki na nowym kabelku Junkosha pokrytym srebrem w krwisto czerwonym/pomarańczowym kolorze:
  3. Mówią, że nie ma nic za darmo. Mówią również, że za wszystko co dobre trzeba zapłacić odpowiednią cenę. Do niedawna też tak myślałem ale po pierwszym odsłuchu na prezentowanych słuchawkach zmieniłem zdanie. Przejdźmy może do początku. Nadmienię, że nie jestem krytykiem muzycznym ani wykwalifikowanym testerem sprzętu więc cała poniższa opinia jest oparta na moich w pełni subiektywnych odczuciach. Od zawsze byłem miłośnikiem słuchawek. Już od czasów wczesno-szkolnych miałem ich pokaźną ilość. Wiadome, były to najtańsze możliwe "pchełki" kupione w kiosku ale już wtedy wiedziałem, że świat jest lepszym miejscem gdy człowiek może go wypełnić muzyką którą kocha. Z czasem człowiek robi się bardziej wybredny i już "pchełki" za 5zł to za mało. Wtedy zacząłem obcować z pełnymi słuchawkami wokółusznymi i tak było do nadejścia tej zimy. Słuchawki wokółuszne są genialnym wynalazkiem i tylko one mogą oddać prawdziwe piękno dźwięków muzyki. Niestety zimą bywają problematyczne, a powiedzmy sobie szczerze musiałbym być niesamowicie zdesperowany żeby założyć słuchawki na czapkę, pod niestety się nie mieszczą. Postanowiłem spróbować powrotu do pchełek co w dzisiejszych czasach nie jest proste kiedy cały rynek zalany jest słuchawkami dokanałowymi, których osobiście nie lubię. Wybór padł na SoundMagic EP30. Bardzo dobre słuchawki pod względem brzmienia, a za razem wygodne. Nie są one jednak główną gwiazdą w tym przedstawieniu choć odegrały sporą rolę. W trakcie poszukiwań natrafiłem na "Fanklub Pchełek", który nakierował mnie na EP30 jak i na tytułowe "Monki". Venture Electronics VE MONK - bo o nich mowa zamówiłem z ciekawości, nie były drogie, kilka osób je chwaliło więc czemu nie. Standardowo wysyłka z Chin, więc czeka się miesiącami, w końcu dotarły. Na pierwszy rzut oka słuchawki jak słuchawki, jak każdy inny chiński no-name VE Monk - Recenzja Obudowa plastikowa, sprawia wrażenie pustej w środku, miękki, dwużyłowy kabel zakończony pozłacanym wtykiem 3.5mm. W zestawie 2 pary pianek, jedne pełny drugie z dziurką. VE Monk - Recenzja VE Monk - Recenzja W sumie nic specjalnego do pierwszego bliższego spotkania. Słuchawki są dosyć duże, z lekkim oporem się je aplikuje w porównaniu do malutkich EP30. Podłączyłem je do telefonu, randomowy numer z playlisty i czuję, że coś jest nie tak. Pierwsza myśl co jest? Czy nie pomyliłem się przypadkiem i nie założyłem innych słuchawek. Przecież to nie są pełne słuchawki nauszne więc dlaczego tak grają? Pierwszy numer, drugi, trzeci i cały czas nie słyszę, że są to tylko "pchełki". Nie wiem jakiej czarnej magii producent użył do produkcji tych słuchaweczek ale słowo daję, brzmieniem przypominają średniej klasy słuchawki nauszne. Odrobinę im brakuje do wokółusznych, ale i tak niesamowite wrażenie. VE Monk - Recenzja Przejdźmy do szczegółów brzmienia. Ponieważ jestem miłośnikiem wszelkich połączeń muzyki symfonicznej z ciężkim brzmieniem gitar i perkusji, słuchawki testowałem na Metalu Progresywnym, Symfonicznym i wszelkich pokrewnych. Na początek napomnę, że Monków nie da się używać bez pianek i nie ze względu na ich budowę ale płaski dźwięk. Bez pianek dźwięk jest płaski, piskliwy i bardzo sztuczny. Po założeniu pianek z zestawu usłyszymy ciepło/naturalne, bardzo nasycone, mięsiste i odrobinę zbasowane brzmienie. Scena jest na prawdę spora jak na "pchełki", bez problemu możemy odróżnić nagranie studyjne od koncertowego. Separacja dźwięków jest na tyle dużą, że nawet Metal Progresywny brzmi jak powinien, a nie jak ściana dźwięku. W utworach wokalnych na pierwszy plan wychodzi wokal, jest bliski, czysty i wyrazisty. Tak samo chórki, w końcu są słyszalne. Następnie słyszymy gitary, które są bardzo dynamiczne i dźwięczne. W solówkach można usłyszeć drgania strun. Pomimo bardzo wyeksponowanych wokali tło jest zauważalne, bardzo ładnie słychać bębny, talerze czy nawet bass. Perkusja nie jest najmocniejszą stroną brzmienia, ale za to bębny w utworach Reggae powalają przejrzystością co jest zasługą dobrej separacji. Na koniec perełka dla mnie - elementy symfoniczne. Nigdy nie sądziłem, że na pchełkach będzie się dało słuchać muzyki symfonicznej. DA SIĘ! Smyczki zamiast wokali wchodzą na pierwszy plan i idealnie wypełniają scenę. Do tego instrumenty dęte mają niesamowitą głębię co w połączeniu z wyeksponowanymi smyczkami daje kosmiczny efekt koncertowy. Do testów użyłem w sumie poza zespołami typu Therion, Nightwish, Epica, Sabaton, Blind Guardian, Stratovarius, Dream Theater także Requiem Mozarta. Utwory takie jak "Dies Irae", "Rex Tremendae", "Lacrimosa" znowu potrafią wywołać ciarki na całym ciele, a nie jedynie frustrację. Żeby recenzja była choć odrobinę obiektywna muszę przyznać, że nie są to idealnie słuchawki. Po pierwsze, jak pisałem wcześniej są na prawdę spore i osoby dla których średnica powyżej 15mm to dużo będą przechodzić koszmar próbując się do nich przyzwyczaić. Po drugie przez fakt, że każdy dźwięk jest wyciągany do granic możliwości czasem pojawiają się lekkie przesterowania przy dużej ilości wysokich tonów. Również niekiedy potrafi się pojawić lekki efekt głośniej/ciszej. Ciężko powiedzieć czym jest to spowodowane. Na pewno nie polecam Monków do muzyki akustycznej lub tylko wokalnej gdyż dają efekt odrobinę przekombinowanego equalizera. Do muzyki reggae, rockowej/metalowej czy nawet z elementami symfonicznymi idealnie się sprawdzają. Nie jestem fanem elektroniki więc tą część recenzji zostawię komuś innemu. VE Monk - Recenzja Podsumowując, jeśli choć trochę bardziej bawi Cię muzyka niż przeciętnego kanapowca, którego doświadczanie muzyki kończy się na słuchaniu radia w pracy musisz choć raz posłuchać tych słuchawek i wtedy zobaczysz w czym rzecz. Nie twierdzę, że są idealne, że nadają się do każdej muzyki i że pokochasz je od pierwszego odsłuchu, ale w tym przedziale cenowym nie mają jakiegokolwiek rywala. Przypuszczam nawet, że kilka półek wyżej również wymiotą 90% innych słuchawek. Do testów użyto: Sony Xperia Z3 Compact i odtwarzacz Gone Mad Music Player HP EliteBook 8460p i odtwarzacz FooBar2000 z modyfikacją SMC Odtwarzacz SanDisk Sansa Clip+ Wszystkie powyższe bez EQ i innych efektów dźwiękowych. Recenzja jest kopią prawie 1:1 z mojego bloga. Usunąłem jedynie wzmianki marketingowe żeby nie wrzucać reklamy. Pozdrawiam. Chamelleon
  4. Po ogromnym sukcesie jaki odniosły skromne pchełki VE Monk stwierdziłem, że skoro słuchawki za ~30zł mogą tak dobrze grać to może warto by poszukać czegoś na wyższym poziomie. Nie żebym był niezadowolony z Monków, ale jednak potrzeba upgrade'u wygrała. Zacząłem więc rozglądać się za czymś lepszym. Na pierwszy ogień poszły mało znane Blue Ever Blue 328RM i pomimo, że są to świetne słuchawki okazało się, że ich ciepłe, basowe brzmienie kompletnie nie komponuje się z muzyką, której słucham. Następnie na rynek weszły VE Monk+ i już myślałem, że to jest to, że może być tylko lepiej. Niestety okazało się dokładnie jak w przypadku Blue Ever Blue 328RM, może i nie są to złe słuchawki. ale do mnie kompletnie nie trafiają. W międzyczasie, co kilka postów w Fanklubie Pchełek, przewijał się temat słuchawek MusicMaker a obecnie Toneking Tomahawk. Długo się nad nimi zastanawiałem. Jednak, ponieważ ostatnio udało mi się je dostać w prawie połowę niższej cenie niż jeszcze kilka miesięcy temu były sprzedawane, postanowiłem zamówić sztukę i... ... i, no cóż, muszę przyznać, że to jest to!!! Słuchaweczki przyjechały do mnie dzisiaj. Wiem, powinienem je wygrzać, przynajmniej kilka dni, ale po pierwszych dźwiękach, które się z nich wydobyły, stwierdziłem, że jest tak jak powinno być. Budowa: Bez pudełka, bez wytłoczek i innych bajerów, klasyczny OEM. Jednak tu producent postarał się i zamiast kolorowych pudełeczek dostajemy całkiem fajne etui. Nie jest to nic szczególnego, ale sam fakt dedykowanego etui do słuchawek OEM jest miły w odbiorze. Ważne jednak co znajdziemy w środku. W środku profesjonalnie prezentują się nam słuchawki z dodatkowym zapasem pianek (4x otwarte i 4x pełne). Co do pianek to, pianki jak pianki - standardowe, miękkie, dobrze się układają. Kopułki słuchawek wykonane są z metalu z plastikowym deklem głośniczka. Nie są one pod względem średnicy większe niż w Monkach ale. sam dekielek jest odrobinę wyższy albo inaczej wyprofilowany i lekko cisną, ale można się przyzwyczaić. Ogólnie pomimo tego, że są wykonane z metalu są mniej odczuwalne w uchu niż Monki. Nie przesuwają się, nie obracają ani nie wypadają z ucha. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że można by w nich biegać. Wykonanie kopułek jak i całych słuchawek jest na całkiem przyzwoitym poziomie. Na kabelku zamiast standardowego gumowego łącznika znajdziemy metalowy, obudowa wtyku również została wykonana z metalu. Jest ona na tyle wąska, że powinna pasować do większości smartphone'owych etui, co przydaje się w przypadku opisywanego przez nas drewnianego etui do Xperii Z3 Compact. Kabelek jest wykonany z dosyć miękkiej gumy choć nie można mu zarzucić nietrwałości. Nad łącznikiem znajdziemy gumowy suwak, który świetnie nadaje się jako blokada zaczepu dołączonego do zestawu. Brzmienie: Sprawdźmy więc jak to gra. Na początek sparafrazuję spostrzeżenie z Fanklubu Pchełek: po chwili odsłuchu na Tomahawk'ach Monki brzmią jakby się popsuły. Jest to oczywiście spora zasługa innej sygnatury dźwięku, ale jednak jest to zupełnie inny poziom grania. Tomahawk'i grają wiele czyściej, szerzej, przejrzyściej, wiele bardziej studyjnie niż Monki. Są również wiele jaśniejsze i sporo chłodniejsze i to chyba ich jedyny minus, bo w ostrzejszych utworach brakuje im dociążenia basu. Jednak ma to swoje plusy. Bez tego dociążenia wiele bardziej poszerza się scena, zwiększa separacja, wokale są bliżej, a instrumenty choć są na drugim planie to nie są oddalone. Można to odrobinę porównać do efektu 5.1, pierwszy plan z przodu, drugi po bokach. Góra odrobinę kłuje choć podobno po wygrzaniu ten problem powinien zniknąć. W utworach smyczkowych dźwięki nie są obcinane po dojściu do pewnego poziomu, a dalej są dobrze słyszalne i przede wszystkim brzmią dokładnie, bez przekłamań. Środek to chyba najmocniejsza strona tych słuchawek. Utwory wokalne brzmią krótko mówiąc tak jak powinny. Nie jak w przypadku większości pchełek, wokal zlewa się z muzyką albo jest przez nią zagłuszany. Praktycznie każdy wokal (nawet growl) brzmi soczyście i wyraźnie. Dół jak pisałem wcześniej jest odrobinę niedociążony. Mogłoby być lepiej. Przez to perkusji brakuje dociążenia, gitarom elektrycznym i basowym brakuje mocy i choć każdy instrument jest dobrze słyszalny przez świetną separację, według mnie mogłoby być lepiej. Przykładowe Utwory: Wybrałem kilka przykładowych utworów, w których Tomahawk'i według mnie wyróżniły się. Mozart - Lacrimosa - dokładnie czuć narastające napięcie. Słychać różnicę w partiach wokalnych męskich i żeńskich. Idealnie podkreślone smyczki i choć lekko oddalone dęte robią wrażenie jak na pchełki. Jennifer Thomas - Illumination - fortepian wypełnia całą scenę i wydaje się, że po niej pływa. Within temptation - Black Symphony - cały koncert brzmi rzeczywiście jak koncert, czuć nawet powietrze. Odrobinę jak z włączonym efektem "Live", ale w pozytywnym znaczeniu. Epica - Unchain Utopia - świetnie wyczuwalna separacja, ale tutaj między innymi pojawia się problem z dociążeniem. Madder Mortem - Hangman - bardzo ładnie, czysto co rzadko się udaje osiągnąć pchełkom, w szczególności zakończenie utworu. System Of A Down - Toxicity - brak dociążenia ale przez to utwór brzmi poprawnie, a dźwięki nie zlewają się w jeden łomot. Podobnie wypadają wcześniejsze dokonania grupy Stratovarius jak np. Infinity. Beth Hart - Baddest Blues - delikatniejsze utwory bluesowe brzmią czysto, bardzo dokładnie. Fortepian oraz perkusja bliżej niż wokal, ale bynajmniej go nie zagłuszają. London Grammar - Nightcall - nie trzeba się wsłuchiwać żeby usłyszeć praktycznie każdy oddech wokalistki. Kaczmarski, Gintrowski, Łapiński - Epitafium dla Sergiusza Jesienina - tak samo jak Within temptation - Black Symphony z lekkim efektem "Live" ale i w tym wypadku to pasuje, szczególnie na zakończenie. Bob Marley - Three Little Birds - jak dla mnie słuchać się nie da. Za bardzo wycofany wokal i aż za duża scena. Każdy instrument brzmi jakby był osobno nagrywany i potem źle zmasteryzowany. Podsumowanie: Czy są to idealnie słuchawki? Raczej nie. Może po dokładnym wygrzaniu odrobinę się ocieplą ale nawet jeśli nie, są lepsze niż dobre. Na pewno jest to spory upgrade w porównaniu do Monków i ze spokojnym sumieniem mogę je polecić każdemu, do kogo trafiło brzmienie Monków. Choć jeśli lubisz Monki za ich ciepłe brzmienie to bardziej proponuję coś w kierunku Blue Ever Blue 328RM. Natomiast jeśli szukasz czystego, dokładnego i odrobinę chłodnego brzmienia, są to słuchawki dla Ciebie. W cenie niecałych 150 zł otrzymujemy świetnie wykonane słuchawki o (jak na pchełki) bardziej niż przyzwoitym brzmieniu. Czego chcieć więcej... ...to pytanie zostawię bez odpowiedzi i każdy sobie już dopowie czego szuka. Ja na razie znalazłem słuchawki dla siebie, ale skoro do perfekcji im jeszcze trochę brakuje to może w najbliższej przyszłości trafi się coś nowego, wartego uwagi. Tak więc do przeczytania w kolejnej recenzji. Dla niewtajemniczonych, recenzja jest kopią 1:1 wpisu z mojego bloga. Pozdrawiam.
  5. Większość z nas słucha muzyki na smartfonie. Takie czasy, smartfony wyparły kompaktowe aparaty fotograficzne, nawigacje GPS a także odtwarzacze MP3/MP4. Jeszcze kilka lat temu nie byłem zwolennikiem takich rozwiązań. Dziś jednak sytuacja jest inna gdyż smartfony mają niekiedy wiele lepsze przetworniki audio niż dostępne na rynku odtwarzacze MP3. Oczywiście te, do których smartfony nie dorównują także są ale po pierwsze przeważnie są wielkości średniego smartfona a po drugie podobną kwotę musimy za nie zapłacić co za średniej klasy smartfon. Nie ma co ukrywać używanie smartfona jako odtwarzacza MP3 jest wygodne i z dnia na dzień staje się coraz fajniejsze. Coraz lepsze układy audio, 24 a nawet 32 bitowe przetworniki, profesjonalne programy do odtwarzania, equalizery i wszelkie inne dobrodziejstwa nowej technologii. Jednak jest coś czego nadal brakuje, są to dobre zestawy słuchawkowe. Specjalnie piszę zestawy słuchawkowe bo słuchawki właściwie każde można podłączyć i jeśli tylko nasz smartfon dostarczy im odpowiednią ilość mocy to będą kompatybilne. Niestety inna sprawa jest w przypadku zestawów słuchawkowych, które są przeważnie bardzo niskiej jakości i właściwie nie nadają się do odtwarzania muzyki a jedynie do prowadzenia rozmów choć i to nie zawsze jest na poziomie. Jednak taki zestaw ma jedną poważną zaletę - nie trzeba wyciągać telefonu z kieszeni aby odebrać połączenie czy zmienić odtwarzany utwór. Oczywiście powiecie, że można kupić dedykowane słuchawki do smartfona już z wbudowanym pilotem i mikrofonem. Co jednak jeśli nie chcemy wydawać 250zł na np. takie Marshall Major, które według mnie nie nadają się nawet do audiobooków? Wystarczy odrobinę pokombinować i niskim kosztem możemy przerobić nasze ulubione słuchaweczki na wysokiej jakości zestaw słuchawkowy. Co prawda nie koniecznie wysokiej pod względem wykonania bo tu wszystko zależy od zastosowanego kabla ale na pewno wiele wyższej pod względem jakości dźwięku w porównaniu do standardowych zestawów słuchawkowych. Tak więc na początek bierzemy zestaw słuchawkowy kompatybilny z naszym smartfonem. W moim przypadku był to zestaw Sony MH-750. Nawet nie najgorszy kabel plus kątowy wtyk więc w sumie dobra baza na nowe słuchawki. Jak dorobić pilot z mikrofonem do słuchawek. VE Monk MOD W zestawie jest pilocik ze standardowej jakości mikrofonem. Do wygodnej rozmowy w starym, krakowskim Jelczu się nie nadaje (mieszkańcy Bronowic i Białego Prądnika wiedzą o co chodzi) ale w mieście już daje rade. Stojąc w zatłoczonym tramwaju również podziękujemy za możliwość zmiany utworu za pomocą pilota bez konieczności siłowania się ze smarfonem w kieszeni. Same słuchaweczki niestety do niczego się nie nadają w moim odczuciu, choć są nawet nie brzydkie i estetyczne wizualnie. Jak dorobić pilot z mikrofonem do słuchawek. VE Monk MOD Jednak estetyka to nie wszystko więc się ich pozbędziemy. Jak dorobić pilot z mikrofonem do słuchawek. VE Monk MOD Bez lutownicy się nie obejdzie. Jak dorobić pilot z mikrofonem do słuchawek. VE Monk MOD No i problem z głowy, Teraz bierzemy wybrane przez nas słuchawki. W moim przypadku, to dosyć tanie ale ze sporymi możliwościami VE Monk, które ostatnio całkiem przypadły mi do gustu. Jak dorobić pilot z mikrofonem do słuchawek. VE Monk MOD Analogicznie do poprzednich musimy pozbawić je kabla. Jak dorobić pilot z mikrofonem do słuchawek. VE Monk MOD Następnie wszystko na nowo lutujemy i składamy w całość. Jak dorobić pilot z mikrofonem do słuchawek. VE Monk MOD Mniej niż godzinka roboty i mamy nowy, przyjemnie grający zestaw słuchawkowy, w 100% kompatybilny z naszym smartfonem. Jak dorobić pilot z mikrofonem do słuchawek. VE Monk MOD Takim oto sposobem biorąc słuchawki (VE Monk) za około 50zł (cena zależy od dystrybucji) oraz zestaw słuchawkowy za 35zł otrzymujemy przyzwoity zestaw słuchawkowy, który spełni swoje zadanie jako zestaw do rozmów jak i będzie umilać nam czas w drodze do pracy. Sama modyfikacja choć bardzo inwazyjna jest dosyć bezpieczna dla słuchawek, oczywiście jeśli wiemy jak posługiwać się lutownicą oraz innymi narzędziami koniecznymi do takiego zabiegu. Osobom bez minimalnej wiedzy na temat elektroniki nie polecamy takich modyfikacji jeśli nie chcecie się pożegnać ze swoimi słuchawkami. Ponownie żeby uniknąć niejasności w kwestii własności, cały wątek jest kopią wpisu z mojego bloga http://e11mtlab.blogspot.com/2016/03/jak-dorobic-pilot-z-mikrofonem-do.html. Zarówno w związku z tym opis trochę jak dla dziecka ale to firmowy blog i przeważnie wchodzą na niego ludzie nie mający jakiegokolwiek pojęcia o czym czytają więc trzeba pisać dużymi literami.
×

Powiadomienie o plikach cookie

Zarejestruj się aby mieć większy dostęp do zasobów forum. Przeczytaj regulamin Warunki użytkowania i warunki prywatności związane z plikami cookie Polityka prywatności