Wyszukaj

Wyświetlanie wyników dla tagów 'recenzja' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj za pomocą nazwy autora

Typ zawartości


Forum

  • MP3store
    • MP3Store | sklepy
    • Co kupić?
  • Ogólnie
    • Forum ogólne
    • HydePark
    • Muzyka
    • Gaming
    • Komercyjni
    • Konstruktorzy DIY
    • Wydarzenia i eventy AUDIO
  • Modyfikacje i naprawy sprzętu
    • DIY
    • Hardware
    • Naprawy
  • DAC / AMP
    • Wzmacniacze słuchawkowe
    • ADL by Furutech
    • FiiO
    • Chord Electronics
    • SMSL
    • Questyle
    • Woo Audio
  • Słuchawki
    • Słuchawki - co kupić?
    • Słuchawki ogólnie
    • Cresyn
    • Phiaton
    • SoundMAGIC
    • Takstar
    • ADL by Furutech
    • Fostex
    • VSONIC
    • MrSpeakers
    • Campfire Audio
  • Odtwarzacze przenośne audio-video
    • Odtwarzacze przenośne - co kupić?
    • iriver
    • Apple iPod
    • SanDisk
    • Cowon iAUDIO
    • iBasso
    • Fiio
    • Inne marki
  • Sprzęt stacjonarny
    • Sprzęt stacjonarny - co kupić?
    • Ogólne
    • Odtwarzacze stacjonarne (CD-Audio, CD-MP3 etc.)
    • Audio z komputera
    • Kable audio
    • Wzmacniacze
    • Głośniki
    • Wieże i "gotowe" systemy
    • Streamery
  • Głośniki bezprzewodowe (bluetooth)
    • Divoom
    • Denon
    • Edifier
    • Fresh N Rebel
    • Harman Kardon
    • JBL
    • Marshall
    • Monster
    • RIVA
    • iriver
  • Testy i recenzje
    • Testy Odtwarzaczy
    • Testy Słuchawek
    • Testy sprzętu stacjonarnego
    • Wylęgarnia testów
    • Sprzęt do testów
  • Czytniki e-booków
    • Czytniki ebooków | Ogólne
    • Czytniki ebooków | Produkty

Kalendarze

Brak wyników

Blogi

  • oKSYgen.pl/blog
  • mario's Blog
  • Szycha's Blog
  • Qoolqee X2's Blog
  • M@ro's Blog
  • raf_kichu's Blog
  • matej7's Blog
  • Rudy's Blog
  • Radzique's Blog
  • sjf's Blog
  • JackJacky's Blog
  • lip?@'s Blog
  • ostry1976's Blog
  • dawidek1025's Blog
  • sansa e260
  • Amcia's Blog
  • KlOcEk BlOg
  • Maniak666's Blog
  • arek01's Blog
  • barbolcia's Blog
  • Perypetie z samsungami
  • pytanko666's Blog
  • Domin0's Blog
  • Kuba19's Blog
  • piotrekskc's Blog
  • herbee's Blog
  • Dziku87's Blog
  • -Thug Blog-
  • Seba_JKJ's Blog
  • gollombus' Blog
  • Hal Breg's Trivia
  • lordskoli's Blog
  • Dominik 007's Blog
  • wladca69's Blog
  • WooFer's Blog
  • siloe z życiem boje
  • selphy's Blog
  • ametyn life on real
  • VEDIA S.A.
  • CafeIT.pl
  • Zbiór radosnej twórczości.
  • Blog o początkach inwestowania
  • Daryush CD Players
  • fotomini Blog
  • Admin
  • the fuller Blog
  • the fullerBlog
  • the fullerBlog
  • D@rkSid3 Tech News
  • test
  • MUZYCZNE PRANIE
  • ble ble
  • dadi11Blog
  • Po prostu musiek
  • wielkadziuraBlog
  • Testy, teściki i ich wyniki
  • retter - liczy sie tylko muzyka
  • astellBlog
  • Blog Lorda Raydena
  • ArthassBlog
  • znienawidzonyBlog
  • znienawidzonyBlog
  • Podejrzana sprawa
  • Muzyczne sanktuarium
  • MuzoStajnia
  • Pomoc dla ofiary wypadku w Gdańsku
  • Martinez01Blog
  • Lucky1209Blog

Znaleziono 85 wyników

  1. Cozoy Hera to wyceniane na 160 dolarów słuchawki dokanałowe. Czy odniesienie do władczyni mitologicznego Olimpu to coś więcej niż tylko nazwa i czy jakość dźwięku jest również wysoka? Oczywiście próba odpowiedzi znajduje się pod poniższym linkiem http://zakupek.pl/test/sluchawki/recenzja-cozoy-hera/
  2. Recenzja Auralic Aries Mini Producent: Auralic Dystrybtor: Mp3Store Cena: 2249 PLN brutto Kilka słow tytułem wstępu. Auralic to stosunkowo nowa firma na rynku audio, bo założona w 2009 roku. Interesujące jest jednocześnie to, że zdążyła w dość krótkim czasie zrobić całkiem sporo zamieszania i wyrobić sobie niewątpliwie niezłą markę, co - szczerze powiedziawszy - nie zdarza się zbyt często. Co więcej, producent ten szczyci się wprowadzeniem w 2014 roku platformy Lightning, która – jeśli wierzyć producentowi - jako pierwsza w branży oferuje streaming przez WiFi wspierający zarówno podwójny tryb DSD („dual-DSD”, określany czasami, jako HDSD lub DSD128), jak i DXD (format PCM o wysokiej, „studyjnej” gęstości – 32 bity i 352,9 KHz częstotliwości próbkowania). Jednocześnie Auralic ma w ofercie (między innymi) dwa urządzenia, które zostały bardzo dobrze przyjęte na rynku: streamer Aries, oraz przetwornik (DAC) Vega. Oba urządzenia mają niewątpliwie dobrą prasę na zachodzie i można by się nawet pokusić o stwierdzenie, iż da się je uznać za pewien wyznacznik określonego poziomu jakościowego w swojej bądź, co bądź wyższej (cenowo na pewno), klasie. Testowany tutaj streamer jest jednocześnie urządzeniem o tyle ciekawym, iż wywodzi się właśnie z dużo droższego urządzenia, czyli streamera Aries. Chodzi tutaj zarówno o pewne rozwiązania sprzętowe, jak i o zastosowanie wspomianej powyżej platformy Lightning. Oczywiście mamy w tym przypadku do czynienia z wersją dużo tańszą, lecz przez to, moim zdaniem, nawet bardziej interesującą, gdyż ma ona być przecież wstępem do streamingu o wyższej jakości. Przy czym chodzi tutaj nie tylko o brzmienie samo w sobie, ale także o wygodę obsługi, a także całościowe zgranie wszystkich cech produktu w jedną, spójną całość. Jest to o tyle istotne, że w zasadzie nie da się opisywać tego urządzania, jako samego sprzętu, cały trick polega tutaj na tym, że w tym konkretnym przypadku mamy do czynienia z dedykowaną platformą sprzętową oraz również dedykowanym do niej oprogramowaniem. Mam tu na myśli właśnie platformę Lightning wraz z całym jej „zapleczem”, czyli ogólnie pojętym sterowaniem, które może odbywać się za pomocą telefonu, tabletu, czy też komputera. Co więcej, oba streamery, to znaczy zarówno „duży” Aries (kosztujący, w zależności od wersji 5 lub ponad 7 tyś PLN), jak i recenzowany tutaj Aries Mini, to nie tylko streamery, które umożliwiają odtwarzanie muzyki z sieci lokalnej, pamięci masowej, czy też serwisów streamingowych poprzez wyjścia analogowe (w zasadzie posiada je tylko Aries Mini, o czym już za chwilę), czy też cyfrowe. Oba przetworniki posiadają wyjścia USB wspierające USB Audio Class 2, czyli współpracujące z praktycznie każdym przetwornikiem cyfrowo-analogowym wspierającym ten standard. Należy tutaj jeszcze nadmienić, że duży Aries nie ma żadnych wyjść analogowych, to w zasadzie specjalizowany streamer operujący tylko i wyłącznie w domenie cyfrowej. Dlatego też właśnie wersja Mini jest o tyle ciekawa, że oprócz bycia swoistym pomostem pomiędzy siecią a dedykowanym DACiem, może być traktowana, jako pierwszy zakup dla tych, którzy – mówiąć kolokwialnie - chcą rozpocząć swoją przygodę z wyższej jakośći streamingiem, a potem w logiczny sposób rozbudować system. Przykładowo dalej korzystając z Ariesa Mini, jako streamera, ale już z zewnętrznym przetwornikiem, właśnie podłączonym za pomocą USB. Można by tutaj rzec, że przecież są na rynku inne rozwiązania w podobnej cenie. Ależ oczywiście, że są. Tutaj pojawia się z kolei ważne pytanie, a w zasadzie dwa – na ile platforma tak chwalona przez producenta Lightning tutaj się sprawdza? To po pierwsze. Po drugie zaś: czy dodając sprzęt do oprogramowania efekt końcowy będzie wart więcej, aniżeli suma elementów? Praktyczny minimalizm, czyli co znajdziemy w pudełku. Auralica Mini dostajemy w bardzo eleganckim, lecz jednocześnie minimalistycznym pudełku. Wychodzi na to, że producent musi być dość pewny swoich dokonań, bo przy otwieraniu tegoż pudełka z całą pewnością natkniemy się na bardzo wyrażny napis: „Hi-End Streaming Starts Here”. Szczerzę, to jakoś nie widzę tego napisu w przypadku wielu tańszych urządzeń, bo wywołałby on - co najwyżej - szczery uśmiech. Natomiast tutaj jest to dość ciekawe zagranie. To oczywiście w jakimś stopniu czysty marketing, jednakże świadczy też o dbałości o szczegóły. Sam streamer jest także utrzymany w stylistyce dość minimalistycznej, można by rzec, że to w zasadzie przeciwieństwo wizualnej rozpusty, jaką serwują nam droższe urządzenia spod znaku przykładowo japońskiego Luxmana, czy też chociażby firmy Accuphase. Jest to o tyle ciekawe, że droższy, „pełny” Aries wygląda już zupełnie inaczej. Fakt faktem, że firma jednak trzyma się pewnej spójnej stylistyki. Kto zobaczy na żywo ich urządzenia takie, jak chociażby wspomniany przetwornik Vega, czy też właśnie Aries, będzie wiedział, o co chodzi. Inną natomiast kwestią jest to, że pewne dyskretne nawiazania do firmowej można by w sumie rzec estetyki są, jak chociażby nietypowe umieszczenie diody informującej o pracy urządzenia. Oprócz samego streamera w zestawie otrzymujemy zasilacz, kable stereo RCA-RCA, oraz dwie instrukcje. Pierwsza traktuje o uruchamianiu urządzenia. Druga ładnie wyjaśnia, jak zamontować dysk twardy. Do tego dochodzi jeszcze zasilacz i to w zasadzie by było na tyle. Byłoby, bo należy wspomnieć o tym, że producent dołącza kluczyk, który będzie potrzebny do odkręcenia śrubek mocujących klapkę, pod którą można zamontować właśnie wspomniany przeze mnie dysk. Co więcej, obok kluczyka znajdziemy cztery srubki, które chociaż nie są niezbędne, to pozwolą pewniej zamontować dysk w urządzeniu. Piszę o tym, dlatego, że już na tym etapie producent daje do myślenia – zestaw jest, a i owszem, minimalistyczny, ale jednocześnie jest dokładnie wszystko to, czego możemy potrzebować. Nic mniej, i nic więcej. Parę detali sprzętowych. Od strony sprzętowej mamy tutaj autorskie rozwiązanie bazujące na czterordzeniowym procesorze Arm Cortex A9 pracującym z częstotliwością 1 GHz. Urządzenie posiada 512 MB pamięci RAM oraz 4 GB pamięci na dane urządzenia. Jeżeli chodzi o złącza, jakie znajdziemy na tyle urządzenia, to są one następujące: · LINE-OUT L · LINE-OUT R · COAX · TOSLINK · USB DAC · ETHERNET · DC POWER O ile większość z nich nie wymaga specjalnego komentarza, to przy dwóch pozwolę sobie zatrzymać się na chwilę. Chodzi oczywiście o wejście oraz, przede wszystkim, wyjście USB. Wejście USB – to raczej wiadomo, że chodzi o podłączenie pamięci masowej, takiej, jak dysk twardy albo pendrive. Natomiast właśnie wyjście USB jest tutaj, moim zdaniem, jednym z kluczowych elementów tego streamera. Dlatego, że można przez to wyjście podłączyć dowolny DAC wspierający USB Audio Class 2, zachowując przy tym kluczową funkcjonalność platformy Lightning i umożliwiając logiczną rozbudowę systemu. Warto tutaj nadmienić, iż w Auralicu Mini można zamontować dysk twardy formatu 2.5 cala. Tutaj pewna uwaga praktyczna: proponowałbym tutaj wziąć pod uwagę to, że dysk będzie znajdował się pod płytą głowną urządzenia, warto wybrać taki model dysku, który nie grzeje się za bardzo. Platforma Lightning w praktyce, czyli o specjalizacji słów kilka. Nawiązując do oprogramowania, w przypadku urządzeń firmy Auralic, celowo i z pełną premedytacją użyłem słowa „platforma”. Sam producent określa swoje streamery określeniem Auralic Streaming Bridge. I myślę, że właśnie słowo Bridge jest tutaj słowem kluczowym. Do czego zmierzam? Otóż do tego, że na rynku jest całkiem sporo urządzeń, które można - z mniejszą, lub większą - trafnością określić właśnie, jako streamer. Przy czym, większość z nich to bardziej sprzęt, czyli hardware z dodanym, lepszym lub gorszym (a zazwyczaj nie oszukujmy się – gorszym) oprogramowaniem, aniżeli kompletny, mówiać ogólnie, zestaw. W przypadku Auralica oprogramowanie jest - po pierwsze - nierozłaczną częścią całości. Po drugie, z założenia, poziom integracji ze sprzętem powinien wyznaczać tutaj dość solidny poziom jakościowy. Producent deklaruje, że od wersjii 5.0 (teraz jest już 5.1) oprogramowania – Aries Mini będzie wspierał platformę Roon. Oraz częsciowe dekodowanie MQA, czyli tak zwany first unfold. Co prawda w najtańszym streamerze firmy Auralic zabrakło funkcji upsamplingu do DSD, aczkolwiek można to zrozumieć patrząc przez pryzmat ceny urządzenia. Inną kwestią jest to, że należy tutaj wyrażnie zaznaczyć jedną rzecz – w przypadku Auralica mamy do czynienia z producentem, który faktycznie aktualizuje i ulepsza oprogramowanie w swoich urządzeniach. Niby droby szczegół, lecz z perspektywy praktyki i dość dynamicznie zmieniającego się rynku cyfrowych urządzeń audio – bardzo istotny. Nie bez znaczenia jest też fakt, że z poziomu oprogramowania mamy możliwość zmiany filtrów cyfrowych we wbudowanym przetworniku, do czego jeszcze pozwolę sobie szczerzej w tej recenzji powrócić. W przypadku zainstalowania dysku twardego w urządzeniu, oprogramowanie umożliwia dostęp do tego dysku poprzez sieć, który będzie widoczny po prostu, jako folder sieciowy. Uruchomienie Aries Mini zaraz po włączeniu go w nowej sieci WiFi (albo w przypadku, kiedy nie wykryje poprzedniej) uruchomi się w trybie WiFi hotspot. Możemy wtedy połączyć się do niego z telefonu, bądź tabletu z systemem iOS, na którym uprzednio zainstalowaliśmy oprogramowanie sterujące DS Lightning. Następnie należy przeprowadzić proces konfiguracji, który został szczegółowo opisany na stronach producenta a także zwięźle w samym oprogramowaniu. Z praktycznych kwestii - na pewno dobrze pamiętać o tym, żeby mieć włączoną w routerze obsługę UPnP Multicast. Producent zaleca także korzystanie z Ariesa Mini w sieciach bezprewodowych pracujących na częstotliwości 5GHz, co też wziałbym mimo wszystko pod uwagę. Bo o ile urządzenie bezproblemowo współpracuje ze starszymi routerami, to przy jego cenie i specjalizacji warto zadbać o odpowiednie warunki pracy całej sieci WiFi. Brzmienie Pozwolę sobie zaczać opis brzmienia Ariesa Mini od wbudowanego przetwornika cyfrowo-analogowego, gdyż właśnie ten element produkowanego przez firmę Auralic urządzenia był dla mnie poniekąd największym zaskoczeniem. Przy czym wcale nie jest też tak, że zakładałem, iż będzie on w jakiś sposób niedopracowany, czy też, że będzie grał po prostu źle. Tym bardziej nie spodziewałem się osiągnięcia pułapu brzmieniowej stratosfery. Tutaj chodzi o coś innego, czego się nie bierze pod uwagę dopóki, mówiąc kolokwialnie, nie wejdzie się w bezpośredni kontakt z tego typu urządzeniami bliżej i dopóki nie spojrzy się na kwestię przesyłania i obróbki cyfrowego sygnału audio w nich bardziej całościowo. Często umyka tutaj jeden szczegół – otóż w tym konkretnym przypadku wbudowany DAC dostaje sygnał cyfrowy właśnie ze stramera, którego jest integralną częścią. Po zakończeniu odsłuchów wbudowanego przetwornika miałem nieodparte wrażenie, że jednak coś jest na rzeczy, w sensie takim, że jakość samego streamera miała bardzo duży wpływ na to, co brzmieniowo prezentował sobą przetwornik. Zapewne wbije kij w mrowisko, natomiast uważam, że są takie przypadki, kiedy tak zwane firmowe brzmienie danego układu można włożyć między bajki. Wiadomo, zależy ono w znacznej mierze od aplikacji, lecz jednocześnie trudno się też dziwić, że ludzie słyszą wiele cech wspólnych danego układu na przestrzenii wielu urządzeń. Często bywa przecież tak, że ich aplikacja jest podobna. A konkretniej: powielane są pewne schematy, żeby nie powiedzieć: błędy. Oczywiście jest też efekt sugestii, lecz to może odłóżmy na chwilę na bok. Tak się akurat ciekawie składa, ze kość ESS Sabre do rzadkich nie należy i korzysta z niej cała masa firm - od Myteka do McIntosha. Są one popularne także w tańszych urządzeniach, jak chociażby testowany wcześniej streamer firmy iEAST. I paradoksalnie, właśnie tam można się spodziewać większego wpływu sygnatury brzmieniowej układu na efekt końcowy. Paradoksalnie i szczęśliwie, ponieważ - moim zdaniem - w droższych urządzeniach im mniej słychać specyfikę brzmieniową danego układu przetwornika, tym lepiej. Wracając zaś do meritum – jest jedna cecha szczególna tego brzmienia, która jednocześnie ujawnia się także w brzmieniu, a raczej we wpływie na prezentację soniczną innych urządzeń, jakie wnosi ten streamer. Bo nie zapominajmy, że Aries Mini to przede wszystkim streamer. Jest to bardzo specyficzna poprawność brzmienia. Posłużę się tutaj pewną analogią: u zarania dziejów, kiedy odtwarzacz CD był rzadkością i luksusem, a rynek audiofilski nie tyle, że się dopiero rozwijał, co po prostu nie był tak rozpowszechniony była pewna firma, która zasłynęła z dość ciekawego rozwiązania. Tą firmą była firma dpa, załozona przez tego samego człowieka, P. Roberta Wattsa, który teraz stoi za wszystkimi cyfrowymi urządzeniami firmy Chord. dpa miała rozwiązanie, które nazywało się deltran, stosowane w ich dzielonych (na transport i przetwornik) odtwarzaczach CD. Jego zadaniem była synchronizacja zegara pomiędzy transportem i przetwornikiem. Oczywiście urządzenia grały także, jeżeli deltran był wyłączony. Natomiast po włączeniu – brzmienie znacznie się zmieniały. I to nie były zmiany z gatunku „lepszy bas”, „szersza scena” i tak dalej. Tutaj bardziej chodziło o to, że w jedenj opcji sprzęt grał dźwiękiem, a w drugiej – muzyką. Oczywiście, pewne aspekty samego brzmienia zmieniały się o więcej, niż klasę, jednakże tutaj chodziło o całościowe poczucie tego, że „to w końcu gra”. Pozwoliłem sobie tutaj na tak długi wywód, dlatego, że własnie refleksją przewodnią związaną z brzmieniem Ariesa Mini była własnie ta konkretna refleksja na temat dawnego rozwiązania firmy dpa oraz tego, jak się to ma do czasów dzisiejszych. Bo własnie, pomimo obiektywnych wad, jakich można się doszukać w brzmieniu, Aries Mini gra zdecydowanie bardziej muzyką, niż dźwiękiem. Żeby nie było: w porównaniu do droższych przetworników, takich, jak chociażby te od Myteka: Stereo 192 i Brooklyn, bo akurat oba grają inaczej od siebie, Aries Mini, jako DAC gra obiektywnie o klasę niżej. Brzmienie jest ciemniejsze, nieco przydymione a bas jest bardziej rozlazły, miększy, jest go też nieco więcej. Scena jest przesunięta do przodu a plany zbliżone do siebie. Urządzenie tutaj nie sili się na generowanie jakiejś niesamowitej głębi, czy też detaliczności i separacji. Inną kwestią jest to, że brzmienie ma własnie tą (nie lubię tego słowa) muzykalność, jest płynne i po prostu przyjazne dla słuchacza. Przyjazne nie w sensie jakiegoś kombinowania równowagą tonalną, bardziej chodzi właśnie o to, że dość łatwo jest zapomnieć o jego niedostatkach. Bo dopiero porównania z droższymi urządzeniami pokazują tutaj, że jednak nie jest to ostatnie, ani nawet przedostatnie zdanie, w zakresie ogólnie pojętej transparentności, budowania planów, czy chociażby dynamiki. Trzeba jeszcze wziąć poprawkę na to, że mamy do dyspozycji cztery filtry cyfrowe i każdy z nich gra inaczej, a na ile te różnice będzie słychać – to będzie zależeć od kilku czynników, takich jak: tor towarzyszący, dobór muzyki oraz indywidualne preferencje. Od siebie dodam tylko, że filtr „Smooth” gra tak, jak powinien grać filtr cyfrowy typu minimum-phase i dla mnie był najlepszym wyborem, zaraz po „Balance”. Co więcej, filtry te nie są tutaj dodatkiem, a przemyślanym elementem oprogramowania, które w przypadku Auralica jest z kolei przemyslane samo w sobie jakby z definicji. Dlatego też, wcale bym nie pomijał tutaj ich roli – bo wpływ na brzmienie wyjść analogowych te ustawienia mają dość znaczny. Jeżeli zaś chodzi o brzmienie na wyjściach cyfrowych – to tutaj kwestia jest, że tak powiem, nieco bardziej skomplikowana. Przede wszystkim ze względu na jedno: kontekst, w jakim się to brzmienie rozpatruje. Urządzenie ma przecież zastąpić komputer, jako źródło. I faktycznie – zastępuje z go powodzeniem. Zarówno pod względem funkcjonalnym, jak i dźwiękowym. Biorąc na celownik wyjście USB Auralica Mini i to, jak się ma brzmienie przetwornika podłączonego do tego wyjścia do brzmienia tego samego przetwornika podłączonego do wyjścia USBw różnych komputerach, można dojść do dość zaskakujących wniosków. Jednocześnie, ważnym jest, aby w tym wnioskach nie pójść za daleko, bo można wejść w obszar, gdzie różni ludzie gotują różnorakie zupy z różnych skór węża, że tak to zawile sobie pozwolę ujać. Konkretnie zaś – różnica „po cyfrze i USB” między Auraliciem Mini a komputerem, jako źródłem: jest zauważalna. Najczęściej będzie to różnica na korzyść Mini. Myślę, że tutaj można mówić o większości przypadków. Dźwięk jest przede wszystkim dużo bardziej gładki, jest bardziej pozbawiony cech natarczywości i szklistości. Co więcej – jego zarówno detaliczność, jak i dynamika są bardziej naturalne, mniej wymuszone. Jednocześnie – nie jest to różnica marginalna. Do tego obecność tego dźwięku także ulega poprawnie, lokalizacja źródeł pozornych. Jest to różnica na tyle duża, że człowiek zaczyna dochodzić do wniosku, co jest „nie tak” z komputerem, z którym się Ariesa Mini akurat porównuje. W zasadzie znaczną część cech brzmieniowych, jakie wymieniłem opisując brzmienie wbudowanego przetwonika można by przełożyć do opisu brzmienia na wyjściu USB, czy też bardziej konktetnie – do wpływu na brzmienie przetwornika, jaki do tego wyjścia podłączymy. Z jedną uwagą – tutaj granica transparentności jest przesunięta o klasę wyżej. Ergo: granica transparentności Auralica Mini w domenie cyfrowej, czyli w przypadku używania go, jako streamera, to poziom przetworników za kilka tysięcy złotych. I to tych lepszych. Podsumowanie Jedną z pierwszych myśli, jakie przyszły mi do głowy zbierając wszystkie notatki odnośnie Ariesa Mini było to, że streamer ten dedykowałbym przede wszystkim tym, którzy z jakichś powodów, wstrzymywali się z przesiadką na nowe źródła i do tej pory zostawali przy starym, sprawdzonym formacie CD. Ludzie Ci zazwyczaj kojarzyli odtwarzanie muzyki „z Internetu” z niską jakością samego brzmienia z jednej strony, z drugiej zaś katalog z plikami nie był w stanie zastąpić im płyty w ręce. Odnośnie pierwszej kwestii, można śmiało powiedzieć, że tutaj nie ma żadnych problemów – brzmienie, jako takie jest po prostu kompetentne. Jeżeli zaś chodzi o to, co tak ładnie określa się w obcym języku, jako user experience to mamy tutaj do czynienia z produktem, który wyznacza standardy. Naprawdę – zarówno sama platforma Lightning od strony jej implementacji, jak i także oprogramowanie sterujące pod iOS nie dają powodów do narzekań. Należy tutaj jeszcze zaznaczyć coś, wbrew pozorom, bardzo istotnego – otóż zintegrowany w Mini przetwornik cyfrowo-analogowy nie jest dziełem przypadku. I o ile nie może się równać na przykład z dedykowanymi przetwornikami, które kosztują powiedzmy dwa razy więcej, to jednak trzeba przyznać, że także tutaj urządzenie trzyma fason.
  3. Recenzja ISK MDH9000

    Kiedyś to było, nie to co teraz. CAL, te trzy litery dziesięć lat temu znaczyły więcej niż 1000słów, ewentualnie więcej niż 500zł. Dlaczego 500zł? Ponieważ były to Denony kosztujące ok 500-600zł tylko w gorszym mundurku, ale wnętrze (bo najważniejsze jest wnętrze) było to samo… No prawie. No prawie, bo kabel był tragiczny i pogarszał znacznie jakość audio, po lekkiej modyfikacji polegającej na recablingu (koszt ok 50zł) grały one jak ówczesne słuchawki nawet 2x droższe. I sytuacja się powtarza z Iskami, po modzie zrobionego z tego co mamy w domu (jeżeli mamy wszystko, to koszt moda to 0zł) i mamy słuchawki grające lepiej niż niektóre hełmofony za 10x tyle. Tak, nie przesadzam, hifimany he400s poszły w odstawkę na rzecz isków. Ale dlaczego? Zapraszam do lektury. Teraz to tak w Chinach robią. Isk to chiński producent sprzętu audio, i to nie byle jaki! Trzeci z największych producentów mikrofonów na świecie! Przynajmniej według ichniejszej strony. Ale dlaczego o tym wspominam? Zależności kochani, zależności. Dwie najbardziej znane firmy produkujące słuchawki? AKG i Sennheiser, a czym się owi giganci zajmowali na początku? Bingo! 270zł- Tyle musimy zapłacić w sklepie za tytułowe MDH9000, czy to dużo? Jak za to co oferują to absolutne grosze, ale o tym zaraz. Słuchawki wyjątkowo recenzuje po modyfikacji którą może wykonać każdy. Najbardziej kosztowne jest w nim ruszenie się do sklepu po kilka pierdół. Odnośnik do moda, i do tego co zmienia na dole. Wstydźcie się! Tylko tyle mi przychodzi do głowy, jeżeli myślę o wiele droższych konkurentach ISK’ów. Słuchawki za ponad 200zł a zestaw mamy królewski. W ładnym czerwonym pudełku przypominającym nieco pudła od produktów Beats znajduje się twardy futerał. W ładnie wyścielanym czerwonym materiałem futerale znajdują się: słuchawki, 2 pary kabli, papirologia (której ja „niestety” nie mam) i przejściówka na dużego jacka (zakręcana) i siateczkowy futerał. Za niespełna 300zł mamy zestaw którego nie powstydziła by się konkurencja za 1000zł, jak i 5000zł. Czuję stuprocentową satysfakcję. Pewne „trudności”. Postawmy sprawę jasno, iski to nie są jasne słuchawki, i nie są to też łatwe do napędzenia i wysterowania słuchawki. A jak jest dużo basu, i jakaś trudność to wiadomo, że chodzi o napięcie. Iski ciągną prąd w zastraszającej ilości jak na słuchawki w tym budżecie. Trzeba mieć to na uwadze. Oo, jak mięciutko! Ergonomia stoi na wysokim poziomie, głównie można to zawdzięczać niesamowicie miękkim padom. Porównując je do takich padów Brainwavz czy Audeze, to porównania nie ma. Przy padach od Isków tamte wydają się słomiane. Słuchawki nie są ciężkie dzięki czemu można w nich siedzieć bardzo długo. Przez cały czas testów nie miałem jakichkolwiek niedogodności związanych z ergonomią. Jedyny większy minus, to regulacja pałąka jest trochę zbyt mała, a właściwie to zbyt wielka. Brakuję mi oczka, albo dwóch poniżej do pełnego dopasowania. Na paragon czy na fakturę? Widzę ciemność, ciemność widzę. Iski to nie są jasne słuchawki. Ciemno grają, bardzo ciemno. Ale w tej ciemnej materii kryją się kształty zapakowane w magicznym pudełeczku. Pierwsze chwile odsłuchu pokazują nam, że w tym cudownym pudełku znajduje się scena z artystami, wyrywająca się za owe pudło. Nie jest to typowa scena jaką można posądzić słuchawki, tutaj jest wszędzie blisko, widać każdego uczestnika i każdy z nich ma własne miejsce, każdy ma „własny kącik”. Gdy już zobaczymy scenę, to teraz wystarczy posłuchać co na niej grają. A jest co słuchać, i jest kogo! Nikt się nie zgubił przed spektaklem, każdy jest. …. Dobra, dość tej audiofilskiej paplaniny. Jak te iski grają? Cudownie, naprawdę. Pierwsze co się rzuca w uszy to scena, absolutnie fenomenalna. Stereofonia przypomina tą znaną z kolumn, rewelacja. Ma się wrażenia obcowania z spektaklem granym specjalnie dla nas, z wyjątkowej okazji. Wszystko jest rysowane z chirurgiczną precyzją, wszystko ma swoje miejsce i jest całkowity ład i porządek. Ilość detali przytłacza, mózg nie może ogarnąć co się dzieje. Nie da się skupić na wszystkim za jednym podejściem, dzięki czemu słuchawki dużo dłużej się nudzą. Za każdym razem jak słuchamy utwór poznajemy nowe smaczki. Ale co za tym idzie- bez litości dla słabych realizacji. Dla szumu, trzeszczenia- No merci, no merci, że jesteś tu. Nic nie jest zagłuszane przez muzykę, szum ma własne miejsce na scenie w którym sobie siedzi i szumi. Piękna bezlitosność. Sporo szału również robią faktury dźwięku, jak na dynamika oczywiście. Nie jest to planar gdzie faktury są fenomenalne, gdzie słychać każdą wibracje struny ale tutaj nie jest żle, a nawet jest bardzo dobrze. Poziom podobny do Sennheiser HD800, chociaż nie wiem czy to duża pochwała. Barwa jest raczej niespotykana, chociaż to V’ka. W dużej części V’ek w słuchawkach wokal jest olewany, i przez to słabiutki. Tutaj wokal jest wycofajmy, lecz jego jakość jest naprawdę świetna. Jest realistyczny, nikt nie czuję się oszukany, nie czujemy jego braku. Oczywiście występują w nim pewne podkoloryzowania wynikające bezpośrednio z barwy samych słuchawek ale mógłbym być przekonany, że mój ulubiony wokalista brzmi naprawdę tak, jak to przedstawiają mi Iski. Są po prostu przekonywujące. Niski wokal przypomina mi w pewnych aspektach ten z Ether Flow, niestety brakuje mu tej fakturowości planarnego przetwornika. Góra w naturze jest dosyć piasczysta, ale szybka i w miarę zwiewna. Trochę jej brakuje do tej z Ultrasone tribute 9, ale i tak jest bardzo ok. Przy złym wykonaniu modyfikacji potrafi być lekko jazgotliwa, ale przez pryzmat ceny można to wybaczyć. W porównaniu do ISK HD9999(999999…) czy różnorakich modeli Superlux’ów czy Takstarów to jest i tak naprawdę nieźle. W stocku ilość basu może wprawiać o mdłości, albo uczulenie. Jest go cała masa. Lecz po modyfikacji jest naprawdę nieźle. Przypomina mi on bas z DT1990Pro, tylko z gorszą fakturą i jakieś 30% niższą prędkością. Ale w DT to jednak jest tesla, to jeżeli chodzi o szybkość liga światowa. Już tylko Kiler, o sobie tylko tyle.. Isk MDH9000 to wybitne słuchawki. Łączą sobie cechy słuchawek topowych w śmiesznej cenie. Barwą przypominają mi Tribute 9 z gorszą jakościowo górą i wolniejszym dołem. Technicznie to połączenie SR009, Andromed i LCD, SQ jest na niesamowitym poziomie, tym bardziej patrząc przez pryzmat ceny. Słuchawki które zdeklasowały droższe o 1500zł he400s, tak bardzo, że tych nie ruszałem od ponad 2 miesięcy. Organiczne, lekko v'kowe granie z niesamowitą sceną za śmieszne pieniądze. Od mnie pełna rekomendacja! Ocena: 10/10 Odnośnik do Moda: WKRÓTCE Domowy zestaw testowy: Aim SC808,IfI Ican micro. Sprzęt na którym testowałem: Cayin iDAC-6 + iHA-6, Chord 2qute, Aune S16, Woo Audio WA22, Questyle 400i, Ak300… Czas testów: od marca 2017 Dystrybutor w PL: HardPc Cena w PL: ok 250/300zł Sprzęt dostarczył: HardPc Kod rabatowy na 10%: Calik10
  4. Te dwa modele słuchawek chińskiego producenta Remax reprezentują segment budżetowy oraz półkę średnią. Często są obecnie rekomendowane, lecz brakuje ich polskich recenzji. Przyjrzymy się tu im w sposób syntetyczny, idąc z duchem czasów, w których jesteśmy zalewani informacjami, dlatego postaram się krótko i na temat. Remax RM-610D Zacznijmy od modelu tańszego. Jego cena na Aliexpress wynosi ok. 30 zł w zależności od kursu dolara zaś w Polsce można je kupić na Allegro za ok. 50 zł. Słuchawki są dobrze wykonane, być może kabelek typu makaron-wstążka jest niezbyt fortunny, bo sprawia wrażenie słabego i cienkiego oraz przyczynia się do efektu mikrofonowego, aczkolwiek reszta nie odstaje od poziomu chińskich tanich słuchawek – i tu was zaskoczę czyli wysokiego poziomu, bo jeśli za 30 zł otrzymuję tak wykonane produkty, to mogę powiedzieć tylko WOW. Słuchawki są malutkie i bardzo wygodne, w większości przypadków nie powinny powodować dyskomfortu. Zapraszam do zapoznania się z pełną recenzją na blogu... https://tomigra.wordpress.com/2017/08/12/recenzja-remax-rm-800md-i-rm-610d/
  5. Recenzja LZ A4

    Lao Zhong, bardziej znany pod skrótem LZ, to chińska marka słuchawek dokanałowych, od niedawna dostępna w Polsce w Audioheaven. Na rodzimym rynku dostępny jest model A4, do niedawna zajmujący najwyższą pozycję w hierarchii producenta. To konstrukcja hybrydowa, oferująca po dwa przetworniki armaturowe i jeden dynamiczny na stronę. Jeśli dodać do tego możliwość wymiany kabla oraz ingerencji w brzmienie za pomocą filtrów, zapowiada się bardzo ciekawa konstrukcja, a to wszystko za 799 zł. Reszta tekstu pod poniższym linkiem http://zakupek.pl/test/sluchawki/recenzja-lz-a4/
  6. Hidizs to niewielka, młoda firma z Chin zajmująca się przenośnym audio. Odtwarzacz AP60 (89 dolarów) należy do powoli odradzającej się grupy małych przenośnych DAP-ów. Specyfikacja wygląda co najmniej obiecująco: Wymiary: 75 x 42 x 14 mm, Masa: 50 g, Ekran: 2 cale, 320×240 pikseli, Odtwarzane formaty: FLAC (24-bit/44,1-192kHz), APE, WMA, WAV, ALAC, AAC, OGG, MP3, AIFF, DSF (64 oraz 128), DIFF, Funkcja przetwornika USB oraz OTG, Bluetooth w wersji 4.0 ze wsparciem kodeka aptX, DAC: AK4452VN, Wzmacniacz: MAX97220A, Impedancja wyjściowa: 0,1 Ohm, Moc: 35mW @ 32 Ohm, THD: poniżej 0,005%, SNR: 109dB, Zakres dynamiki: 105 dB, Separacja kanałów: 106 dB, Obsługa kart pamięci do 256GB, brak pamięci wbudowanej, Bateria: 1000 mAh, 10-12 godzin pracy. Jak na urządzenie wielkości xDuoo X2 czy Sansy Clip, lista funkcji jest zaskakująco bogata, pytanie czy przekłada się to na jakość. Jak się przełożyło? Zapraszam do lektury http://zakupek.pl/test/odtwarzacze/recenzja-hidizs-ap60/
  7. Periodic Audio to powstała rok temu kalifornijska firma, która chce stworzyć słuchawki dokanałowe skupione na trzech najważniejszych aspektach (kolejność nieprzypadkowa): jakości brzmienia, mobilności oraz komforcie. Amerykański producent stara się przy tym trafić do szerokiego grona odbiorców i stąd też decyzja o wypuszczeniu na rynek trzech modeli. Najtańszy Magnesium [Mg] wyceniono na 99 dolarów, średni Titanium [Ti] kosztuje 199 dolarów, a flagowy Beryllium [Be] to wydatek rzędu 299 dolarów. W nasze ręce trafiły wszystkie trzy pary, dzięki czemu mamy możliwość zweryfikowania wspomnianych obietnic. Po więcej zapraszam pod poniższy odnośnik http://zakupek.pl/test/sluchawki/porownanie-periodic-audio-magnesium-titanium-berylllium/
  8. ...czyli czy w cenie mielonki można dostać kawior? Dawno już nie pisałem żadnej recenzji, ani nawet mini-recenzji dotyczącej słuchawek (w ogóle dawno nic dłuższego chyba nie pisałem;). Tym razem jednak, jestem zmuszony naskrobać kilka zdań, po pierwsze z racji, że obiecałem, a po drugie - dwie pary słuchawek, których będzie dotyczyła ta mini-recenzja, to prawdziwe killery w stosunku jakość-cena. Zapraszam więc do przeczytania moich krótkich dywagacji na temat słuchawek chińskiej marki Takstar. Słowem wstępu kilka zdań na temat tego - jak, skąd i dlaczego? Gdzieś od roku 2007 byłem, jestem oraz zapewne dalej będę gorącym miłośnikiem słuchawek planarnych. Od czasu, kiedy pierwszy raz usłyszałem Yamahy YH-100 pożyczone wtedy od nowo-poznanego przeze mnie kolegi Intuosa (pozdrawiam), wsiąkłem na dobre w brzmienie ortodynamików. Czym prędzej sprzedałem więc posiadane wtedy Beyerdynamiki DT-150 i DT-770 Pro, gorączkowo szukając okazji nabycia jakiś starych, zdezelowanych, śmierdzących babciną szafą (pozdro Fatso;) słuchawek sprzed 30 lat (już wtedy kochałem styl vintage z racji klimatu, dobrego stosunku jakości do ceny oraz po prostu brzmienia). Przewinęło mi się tych staroci przez ręce sporo, poczynając od plejady najróżniejszych rosyjskich kopii, po całą linię YH/HP Yamahy, zachaczając po drodze o różne spotkania, na których dane mi było posłuchać większości vintage ortodynamików jaka kiedykolwiek powstała (będzie kilkadziesiąt modeli). Do czego jednak zmierzam - przez te wszystkie lata nawet nie pomyślałem o tym, żeby wrócić do klasycznych, dynamicznych słuchawek. Za każdym razem, kiedy jakiekolwiek zakładałem na głowę, wydawały mi się albo kiepskie, albo czasami trochę mniej kiepskie Nie było tego wypełnienia, magicznej średnicy, jedwabnej góry i mocnego, sprężystego basu. W większości przypadków słuchawki dynamiczne grały mi sucho, bez prawidłowej barwy, z natarczywą górą i szkieletowym brzmieniem, bez należytej masy w dźwięku. W końcu jednak kilka rzeczy w moim życiu się zmieniło i po urodzeniu się mojej córki zostałem z wyborem - słucham w zamkniętych słuchawkach albo nie słucham w domu wcale. No i tutaj zaczęły się poszukiwania słuchawek zamkniętych, oferujących dobre tłumienie, a przede wszystkim nie wyciekających dźwiękiem na zewnątrz. Budżet określiłem sobie do 1000 PLN z racji faktu, że przecież to i tak etap przejściowy, a na gów...ne dynamiki więcej wydawać nie ma sensu W zasadzie uważam tak do dziś, po przesłuchaniu kilkunastu egzemplarzy słuchawek zamkniętych w tym budżecie. Niestety pasujące mi egzemplarze można policzyć na palcach jednej ręki. Jakiś czas temu w zasadzie przestałem szukać słuchawek, które posiadają jakieś wybitne cechy brzmieniowe, a zacząłem szukać takich, które mnie po prostu najmniej męczą i wkurzają. No i można rzec, że po długich poszukiwaniach w końcu znalazłem takie słuchawki, nie zbliżając się nawet do połowy wyznaczonego budżetu - rewelacja! Ze słuchawkami marki Takstar zderzyłem się jakieś pół roku temu, kiedy o rewelacyjności brzmienia TS-671 poinformowali mnie moi specjalni agenci - Fatso oraz Barthuss, których to opinię sobie mocno cenię i o których wiem, że kitu mi nie wciskają. Po przechwyceniu od nich tajnej depeszy nie pozostało mi nic innego, jak znaleźć jelenia, który wyłoży na nie kasę, dzięki czemu ja będę mógł je spokojnie przetestować. Człowieka znalazłem (pozdrowienia dla mojego szwagra) i na jego koszt słuchawki zamówiłem w Chinlandii. Prawdę mówiąc nie spodziewałem się zbyt wiele, tym bardziej, że zdawałem sobie sprawę z faktu, że nawet jeśli mi się spodobają, to ich nie kupię, ponieważ są konstrukcją otwartą. Po długich trzech tygodniach oczekiwania w końcu dotarły, rozpakowawszy je miałem zdziwioną minę, bo nie wiedziałem, że Takstar zaopatruje w sprzęt słuchawkowy głównie reprezentację Japonii w sumo. Pomijając więc aspekty budowy (a raczej jej wielkości), po przesłuchaniu zupełnie out of the box - stwierdziłem - świetne, równe słuchawki! Nie przeszkadzało mi w brzmieniu nic, a to oznaczało (jak wyżej), że jest bardzo dobrze. Po tym doświadczeniu zacząłem przeglądać znany chiński portal sprzedażowy i natrafiłem na hd6000, o których to wyczytałem, że są kapkę wyżej w katalogu Takstara, niż model Pro80. Pomyślałem wtedy - zamknięte Takstary, to coś dla mnie! A czy się myliłem? Dziś mogę powiedzieć, że zdecydowanie NIE! Ale w zasadzie tylko co do tych dwóch modeli (znaczy miałem nosa). Z zakupem z Chin zwlekałem jednak bardzo długo, bo zawsze jakieś krajowe zakupy audio były ważniejsze, poza tym czekać znowu tygodniami nie miałem ochoty. Jakaż więc była ma radość, kiedy przeczytałem, że do swojej oferty słuchawki Takstara wprowadza mp3store, w dodatku WojtekC organizuje forumowe wypożyczenie na odsłuch. Czym prędzej więc zgłosiłem się do kolegi Wojtka, który załatwił wszelkie formalności z centralą, a ja w przeddzień sylwestra, zawitałem radośnie w progach mp3store Warszawa. Tam też po zapoznaniu się z bossem tego przybytku, udało mi się przekonać go do faktu, że słuchawek nie zamierzam sprzedać na pobliskim targu, dzięki czemu wypożyczono mi bezproblemowo na odsłuch nie dwie, a cztery pary. To nic, że w drodze powrotnej ducha wyzionął mi samochód, a dokładniej jego pompa wody - słuchawki jednak ocalały, dzięki czemu mogę napisać dla Was te "kilka" słów Dobra, zaczynamy, bo się ściemnia... Na pierwszy ogień idzie model HD6000, w kolejnej recenzji opiszę jeszcze model: Pro80. Pierwsze wrażenia: słuchawki otrzymujemy w estetycznym, zielono-czarnym twardym, tekturowym pudełku. W komplecie mamy miękki woreczek oraz przedłużacz i przejściówkę z małego na dużego jacka. Same słuchawki mają krótki (długość 1,2 metra), jednostronny kabelek wychodzący z lewej muszli zakończony mini-jackiem (nieodpinany, jak zresztą wszystkie Takstary). Rozwiązanie z krótkim kablem znane mi ze słuchawek Philips Fidelio L1. Sugeruje to chyba zastosowanie portable. Jeśli chcemy słuchać stacjonarnie, mamy do dyspozycji przedłużacz o długości 4 metry, co jest lekko nad wyrost, bo z kablem o długości 5,2 metra z reguły nie bardzo jest co zrobić. Jak na mój gust, wystarczyły spokojnie przedłużacz dwu-metrowy. Muszle słuchawek, system mocowania do pałąka oraz element regulujący rozwarcie pałąka są wykonane z matowego, jakby lekko gumowanego plastiku. Jest to przyjemne w dotyku i robi dobre wrażenie wizualne jak i pod względem jakości wykonania. Słuchawki wydają się być solidne, ale to nie dziwne z racji dj'skiego zastosowania. Na to ostatnie wskazuje fakt możliwości regulacji każdej muszli poprzez jej obrót z widełkami w osi X (góra-dół). W każdej pozycji muszlę można zabezpieczyć przez dalszym przekręceniem za pomocą blokady. Dla dj'a podczas grania setu jest to świetna sprawa, bo w każdej chwili może jedną muszlę przesunąć przed lub za ucho bez dyskomfortu i poczucia, że słuchawki zsuną mu się z głowy. Muszle słuchawek są średniej wielkości, mnie osobiście uszy wchodzą prawie na styk. Pady nie są również zbyt głębokie, przez co wewnątrz ucho lekko opiera się na osłonie przetwornika, która jest wykonana z materiałowej siateczki. Same pady są dość miękkie i wykonane z cienkiej, sztucznej skóry - materiał sprawia dobre wrażenie, ale na wykwint nie ma tu co liczyć. Pałąk od strony głowy podbity jest gąbką i takim samym, siatkowym materiałem jak osłona wewnątrz muszli. Pałąk jest elastyczny i po założeniu słuchawek na głowę rozciąga się do praktycznie płaskiej pozycji. Spowodowane to jest poniekąd jego niewielkim rozmiarem i marnym zakresem regulacji, słuchawki u mnie leżą na głowie "na styk", przydałyby się 2-3 oczka regulacji długości więcej. Jeśli ktoś z Was posiada ponadprzeciętnie dużą czaszkę, to niestety może być ciężko z założeniem słuchawek na głowę. W kwestii brzmienia: słuchawki wygrzewały się u mnie około 80 godzin. Podczas tego procesu obserwowałem spore zmiany na plus względem świeżych słuchawek z pudełka. HD6000 pachnące świeżością chińskiej fabryki witają nas dźwiękiem ciemnym, zamkniętym oraz ciepłym. Pierwsze co rzuca się w uszy to podbity midbas, który wdziera się na dolne rejestry średnicy i dość konkretnie zamula nam brzmienie. Dodając do tego łagodnie podaną górę oraz ogólnie ciepłą charakterystykę, w pierwszym momencie można mieć różne odczucia. Ja natomiast nie wiedzieć czemu specjalnie się tym nie zrażałem, bo Takstary zaoferowały mi (prosto z pudłą) pewne cechy, których nie znalazłem w zbyt wielu słuchawkach dynamicznych. Mowa przede wszystkim o wypełnieniu w dźwięku oraz o jego dociążeniu. Ten dźwięk ma konkretną masę i w tej kwestii jest trochę podobny do brzmienia orto spod znaku trzech kamertonów (czyt. Yamahy). Po kilkudziesięciu godzinach grania największe zmiany następują na górze pasma, która to otwiera się i jakby "odkorkowuje", przybywa jej rozdzielczości i detali, natomiast w dalszym ciągu pozostaje łagodna, nieco zaokrąglona. Nie ma tutaj żadnych ostrości ani sybilizacji. Jest przyjemnie, ciepło ale bez zmulenia i bez braku czytelności. Dla mnie - świetnie. Najbardziej nie lubię, kiedy w mózg wbijają mi się szpile, a słuchawki syczą jak kastrat wchodzący na wysoką oktawę. W HD6000 jest miło, wystarczająco rozdzielczo bez podbicia. Średnica to bardzo mocna strona tych słuchawek. Jak już pisałem jest świetnie wypełniona (przez uwypuklenie jej niższych składowych), wokale brzmią naturalnie, z dobrą barwą, tak samo jak instrumenty akustyczne. Dźwięk jest rysowany dość grubą kreską. Na zdecydowany plus trzeba przyznać, że średnica nie jest schowana względem reszty pasm, wręcz przeciwnie, jest lekko podbita. Po większości dynamików z jakimi miałem ostatnio do czynienia dla mnie to było miłe zaskoczenie. Po przesiadce z Takstarów na Denony D600 tej średnicy po prostu brakowało, jakby gdzieś ją wycięto i schowano. Bas - przed wygrzaniem podbity midbas, po wygrzaniu zdecydowanie się uspokaja, aczkolwiek ta naleciałość jednak nadal pozostaje, dzięki czemu otrzymujemy w brzmieniu "fun". Bas jest z rodzaju raczej wolniejszych, nie zabija szybkoscią attack'u oraz release'u. Jest ciepły, jest go sporo. Zejście ma przyzwoite, ale do samego dołu jeszcze trochę mu brakuje. Tak naprawdę czepiam się tutaj lekko, bo przecież nie napiszę, że po prostu bardzo mi się podoba? Ogólnie więc w kwestii charakterystyki brzmienia otrzymujemy fun'owe, efektowne słuchawki, których brzmieniowe zalety nie zostały osiągnięte poprzez zastosowanie charakterystyki Vki, której to bardzo nie lubię! Słuchawki są dość liniowe i górkę jak dla mnie mają jedynie na przełomie niskiej średnicy i midbasu, co dodaje im wg mnie kilku zalet, choć oczywiście nie każdemu musi się to spodobać. Co do efektów przestrzennych, to HD6000 grają raczej blisko słuchacza, wokal jest podawany w wielu przypadkach wręcz na twarz, jednak ma to swoje zalety, bo staje się przez to mocno intymny. Scena wgłąb nie jest specjalnie duża, lepiej jest rozwinięta na boki (czyli nic nowego). Pomimo tego, poszczególne instrumenty i głosy posiadają fajne wybrzmienia, które pomimo pewnej bliskości tonów podstawowych, fajnie niosą falę dźwięku wgłąb sceny. Nie jest to przesadnie uwypuklone, ale zauważalne. Takstary przypominają mi trochę w sposobie grania HM5 od Brainwavz'a, które bardzo lubię (zresztą tak samo wybitnie izolują). Są od nich trochę cieplejsze i mniej liniowe, lekko mniej przejrzyste, brakuje im czasem trochę klarowności i jakiejś wybitnej separacji, nadrabiają natomiast konkretnym wypełnieniem, przyjemnym i nie męczącym brzmieniem, oferując dużo frajdy ze słuchania. W domu przez około tydzień leżały u mnie HD6000, HM5 i D600. Pozostały jedynie Takstary i wyboru nie żałuję, a już biorąc pod uwagę kwestię ceny, to... nie ma o czym gadać. Polecam! ps. w następnym odcienku - Pro80 na tapecie. ps2. wybaczcie błędy, ale o 3 w nocy korekty już robić nie będę
  9. Marka Cozoy nie jest w Polsce zbyt dobrze znana i pod względemem rozpoznawalności ustępuje siostrzanej firmie Shozy. Czy małe combo USB o nazwie Rei godne jest uwagi? Rei to niewielkie urządzenie, przeznaczone głównie do zadań mobilnych (zarówno w kwestii mobilności użytkownika, jak i słuchawek) i obsługuje wszystkie popularne systemy: iOS, Android, nowsze wersje Windows, linuksy, macOS. Czy taki mały polepszacz dźwięku jest jednak wart 550 dolarów, jakich żąda za niego Cozoy? Odpowiedź przybliżam pod poniższym linkiem: http://zakupek.pl/test/wzmacniacze/recenzja-cozoy-rei/
  10. Wszyscy dawno powrzucali recenzje nowego Aliena, więc w końcu czas na moją Co można mieć za niespełna 1700 złotych? Np. odbyć wycieczkę do Toskanii, zrobić dobry kurs językowy albo kupić sprawny samochód. Można też sięgnąć po przenośny odtwarzacz muzyki. Ostatnio w tej cenie pojawiły się dwa ciekawe urządzenia: Shozy Alien+ za kwotę 1650 zł oraz The Bit Opus#1 za 1699 zł. Co prawda ten drugi miał premierę na początku 2016 roku, więc żadna z niego nowość, ale jeszcze niedawno był wyceniony o kilkaset złotych drożej. Dzięki uprzejmości firmy Audioheaven trafiły one do mnie w tym samym czasie, więc „porównanie!” samo ciśnie się na usta Po więcej zapraszam do poniższego odnośnika: https://muzostajnia.wordpress.com/2017/08/31/shozy-alien-vs-the-bit-opus1/
  11. Ostry KC06A

    KC06A, to drugi z modeli słuchawek chińskiej marki Ostry, który do nas zawitał dzięki firmie AudioHeaven. Tym razem jest to konstrukcja dokanałowa, a nie douszna, jak w przypadku wcześniej recenzowanych KC08. Na światowym rynku są one dostępne już od 2014 roku, u nas stanowią jednak nowość i zostały wycenione na przystępne 299 złotych. Czy po bardzo dobrym modelu dousznym również KC06A okażą się równie udanym produktem? Nie omieszkałem tego sprawdzić. Tradycyjnie zapraszam do lektury https://muzostajnia.wordpress.com/2016/04/28/ostry-kc06a/
  12. The Fragrant Zither, bardziej znane jako TFZ, to młody chiński producent słuchawek. Na naszych łamach testowaliśmy już modele Series 5 oraz B2M. Teraz, wraz z odświeżeniem całej serii „Series”, TFZ wypuściło na rynek jeszcze jeden model, ulokowany nieco wyżej w hierarchii, wyceniane na 349 złotych Exclusive King. Słuchawki oparto na 12-milimetrowym przetworniku pokrytym grafenem, co ma zapewnić wzrost rozdzielczości oraz czystości brzmienia w porównaniu do starszych rozwiązań. Czy faktycznie tak jest? Po odpowiedź zapraszam do poniższego linka http://zakupek.pl/test/sluchawki/recenzja-tfz-exclusive-king/
  13. Sprzedające wszelką elektronikę użytkową Aigo na rodzimym rynku gościło swego czasu, mając w ofercie kilka tanich odtwarzaczy. Nie były to jednak urządzenia mogące zadowolić kogokolwiek, kto zwraca uwagę na jakość dźwięku i wykonania. W 2016 roku firma wypuściła kilka nowości, a jedną z nich jest Z6, czyli wyrób chińskiej firmy ITU z naklejonym znaczkiem Aigo. Póki co nie brzmi to zachęcająco, jednak gdy się spojrzy na cenę w okolicach 200 dolarów oraz specyfikację, robi się ciekawiej: DAC Cirrus Logic CS4398, wzmacniacz słuchawkowy ESS 9601 (obsługa słuchawek o impedancji 16-600 Ω) procesor Philips NXP, zapewniający natywną obsługę DSD, potencjometr cyfrowy ALPS, USB w standardzie 3.0, funkcja USB DAC, bateria 2500 mAh, do 15 godzin odtwarzania muzyki, obsługa formatów: DSD: DSD64, DSD128 (ISO, DSF, DFF), WAV: sprzętowo do 192 kHz/24-bit; programowo 384 kHz/64-bit, FLAC: 192 kHz / 24-bit APE: 96 kHz / 24-bit (Fast / Normal), MP3. wymiary: 106 x 64 x 15 mm, masa: 160 g, ekran 2,4 cala (TFT), 240×320 pikseli, panel dotykowy, slot na kartę pamięci microSD (brak wbudowanej pamięci). Gdy do tego dołożyć wygląd kojarzący się z nowszymi odtwarzaczami Astell&Kern, nagle zapowiada się przynajmniej pozytywnie. Jak jest naprawdę? Dzięki firmie Audio Heaven mieliśmy okazję to sprawdzić. Po dalszą część zapraszam do pełnego tekstu: http://zakupek.pl/test/odtwarzacze/recenzja-aigo-z6/
  14. Shozy Zero

    Pochodząca z Hong Kongu firma Shozy liczy sobie raptem 4 lata, ale w tym czasie zdążyła zrobić trochę szumu na rynku przenośnego audio, głównie za sprawą odtwarzacza Alien. A jak sprawują się dokanałówki o nazwie Zero, wyceniane na 50-60 dolarów? Zapraszam do lektury http://zakupek.pl/test/sluchawki/recenzja-shozy-zero/
  15. Seahf AWK-009

    Seahf to nazwa która niewiele mówi, nawet fanom audio. Do tej pory firma oferowała słuchawki douszne, głównie na rynku chińskim. AWK-009 to nowy model stworzony z myślą o klientach z całego świata. Słuchawki kosztują 15 dolarów, ale pod względem jakości dźwięku mają konkurować z produktami wycenianymi na 50-100 dolarów. Czy faktycznie tak jest? O tym w poniższym linku http://zakupek.pl/test/sluchawki/recenzja-seahf-awk-009/
  16. Produkty ADV.Sound testowaliśmy już dwukrotnie. Najnowszy produkt amerykańskiej marki to Evo X, czyli bezprzewodowe słuchawki dokanałowe, wyceniane na 60 dolarów. W przeciwieństwie do recenzowanego na naszych łamach Modelu 3, Evo X są kierowane do osób aktywnych, szukających słuchawek do sportu, a nie spokojnych odsłuchów. Czy ich opłacalność będzie równie wysoka, co starszych modeli? O tym można poczytać pod poniższym linkiem http://zakupek.pl/test/sluchawki/recenzja-adv-sound-evo-x/
  17. W związku z hypem na ZH-DX200 Carbo Tenore jaki się rozpoczął ostatnio w polskim internecie (kilkumiesięczne opóźnienie w stosunku do „zachodu”), postanowiłem podzielić niedokończony tekst porównawczy słuchawek HIFIMAN RE-400b oraz Zero Audio ZH-DX200 Carbo Tenore. RE-400b pojawią się na dniach, dziś jednak czas na Tenore. https://muzostajnia.wordpress.com/2015/06/24/zero-audio-zh-dx200-carbo-tenore/
  18. W grudniu 2016 roku premierę miał nowy przenośny odtwarzacz firmy xDuoo, o nazwie X10, który został wyceniony na 799 złotych. Dzięki firmie Audioheaven, otrzymaliśmy możliwość jego przetestowania. W ciągu ostatnich dwóch lat DAPy xDuoo zdążyły się zadomowić na naszym rynku dzięki modelom X2 oraz X3. W obu przypadkach charakteryzowały się one bardzo dobrym dźwiękiem w swojej cenie, ale i pewnymi niedostatkami w warstwie oprogramowania. Najwyższy model budził spore emocje przed premierą, więc powstaje pytanie, czy producentowi udało się pójść krok dalej? Tradycyjne zapraszam do lektury https://muzostajnia.wordpress.com/2017/01/05/xduoo-x10/
  19. Echobox Audio to mało znana i młoda firma, która powstała dwa lata temu dzięki kampanii crowdfundingowej. Aktualnie w ofercie posiadają przenośny odtwarzacz audio oraz 3 modele “doków”. W nasze ręce trafiły Echobox Finder X1, oficjalnie wycenione na 159 dolarów. To konstrukcja o tyle ciekawa, że oferuje system wymiennych filtrów modyfikujących brzmienie. Tyle tylko, że podobne rozwiązania nie zawsze się sprawdzają – a jak poradził sobie z tym Echobox? Odpowiedzi staram się udzielić pod poniższym linkiem http://zakupek.pl/test/sluchawki/recenzja-echobox-audio-finder-x1/
  20. Opus #3 to najnowszy odtwarzacz koreańskiego The Bit. Wbrew numeracji, jest on pozycjonowany pomiędzy najtańszym Opusem #1 a najdroższym Opusem #2 – za “trójkę” trzeba zapłacić 3599 zł. Tak jak jego starsi bracia, tak i Opus #3 działa w oparciu o system operacyjny Google Android, dobrze znany z telefonów komórkowych. W stosunku do poprzedników domyślnie dodano wsparcie dla serwisów streamingowych. Oprócz tego opisywany produkt może służyć również jako urządzenie DAC/AMP, to zatem pierwszy kompletny DAP produkcji TheBit. Pełna wersja tekstu pod poniższym linkiem http://zakupek.pl/test/odtwarzacze/recenzja-the-bit-opus-3/
  21. Gdy w zeszłym roku miałem okazję recenzować odtwarzacz Hidizs AP60, razem z nim firma Audioheaven dostarczyła słuchawki dokanałowe Hidizs EX-01, wyceniane na około 35 dolarów. AP60 miał wiele zalet, jednak pewne błędy w warstwie użytkowej zostawiły po sobie mieszane uczucia. Jak jest ze słuchawkami, które sam producent uważa za najlepsze w swojej ofercie? Czy też uczucia były mieszane? Zapraszam do lektury http://zakupek.pl/test/sluchawki/recenzja-hidizs-ex-01/
  22. HiFiMAN HE400S Przedstawiać firmy HiFiMAN nie trzeba, wystarczy wspomnieć że to największy producent słuchawek planarnych na świecie. Taki STAX w świecie elektrostatów czy Microsoft w świecie systemów operacyjnych. Warto jeszcze jedynie dopowiedzieć że HiFiMAN pochodzi z Chin,i ma już już spore doświadczenie, bo początek ich podbojów sięga 2007 roku. Więc czego przez prawie 10 lat nauczyła się Chińska firma? Zapraszam do lektury o najniższym i najtańszym modelu planarnym tego producenta. Prawie jak 009 tylko gorzej. HE400s z daleka bardzo przypominają mi legendarny model STAXa, taki bardziej obły i nowocześniejszy. To chyba dobre skojarzenie, ale na skojarzeniach się kończy. Słuchawki są zbudowane z plastikopodobnego materiału i metalu. Wygląda to ładnie i za razem ekskluzywnie, na pierwszy rzut oka jest bardzo dobrze. Niestety po bliższych oględzinach czar pryska. Na jaw wychodzą łączenia się plastikowych części, odpryski i inne „cudeńka”. Nie przeszkadza to zbytnio z większej odległości, a nawet z średniej odległości jest to niewidoczne. Sprawa padów jest co najmniej niezrozumiała. Ktoś w HiFiMANie wymyślił sobie niesamowicie niepraktyczny, niewygodny i po prostu głupi sposób montowania padów i na nim leci 2'gą generacje. Polega on na wciągnięciu w wyznaczone miejsca wystających z padów plastików. Już po pierwszym założeniu padów zgięły mi się a same pady nie chciały się założyć. Wcześniejsze modele tego producenta dodatkowo miały zdejmowane „ringi”, niestety tutaj tego nie uświadczymy, a to skutecznie blokuje nam dostęp do innych padów (od np. HM5 które pasują). Ogromnym minusem jest też kabel, sztywny i jak się okazuje, niewytrzymujący próby czasu. Na dzień dzisiejszy prawy kanał mi przerywa przy samym jacku 2,5. Źle? Niekoniecznie! Mimo tego że narzekam na wykonanie to nie jest źle! Ergonomia jest na naprawdę porządnym poziomie. Nie jest to poziom HD800, ale blisko. Słuchawki można mieć wiele godzin na głowie bez jakiegokolwiek dyskomfortu. Pady początkowo mnie trochę gryzły w uszy ale to po kilku dniach minęło. Uogólniając, ergonomia jest naprawdę dobra a pałąk to magia, absolutnie go nie czuć. Więcej dobrego, ale nie dla każdego. Słuchawki kupuje się aby słyszeć, ale jak i co to zależy od nas. Stawiając sprawę jasno, HiFiMANy grają jasno i nie tak jasne jest to że grają świetnie. Z ceną która jest dostępna na np. Amazonie są to absolutne bestbuy’e. A polska choć zawyżona to ciągle sprawiedliwa. Żadne otwarte słuchawki w tym przedziale nie dysponują taką rozdzielczością, sceną i detalicznością. To że słuchawki grają jasno nie jest do końca prawdą, grają jasno po średnicowej stronie mocy. Nie jest to zupełnie jasne granie ale na pewno nie ciemne. Góra jest taka jaką lubię, jest łagodna i dosyć szczegółowa. Nie syczy ani nie kuje, czyli nie jest w żadnym stopniu natarczywa. Początkowe nuty w „Say you, say me” Lionela Richiego nie zamykają oczu i nie skrzywiają twarzy. Góra jest taka jaka być powinna. Ale najbardziej podoba mi się w nich średnica, to w jaki sposób przekazuje wokal. Nieco analityczny ale za razem bardzo rzeczywisty. Niesamowicie mi się podoba w nich wokal Freddiego Mercurego z mojego ukochanego Queenu. Jego ciepła barwa głosu jest idealnym kompanem z „techincznym” i analitycznym popisem HE400s. Brzmi to naprawdę neutralnie i dobrze, mogę słuchać godzinami. Wielu osobom nie podoba się taki przekaz, ale jak dla mnie, cytując pewnego ELOkwentnego pana „dobry przekaz leci”. Choć analityczny to bardzo wciągający i po zagłębieniu się w muzykę po prostu angażujący, aż chce się śpiewać. W dole można różne rzeczy chować, w dole od HE400s można schować np. mały samochód. W 400i co najwyżej kluczyki od tego samochodu. Dół w 400s jest zauważalnie na pierwszy rzut oka lepszy i jest go więcej niż w 400i. Schodzi niżej i dodaje masy. W skali od 1 do 10 kontroli znajduje się gdzieś między 7 a 8. Bas nie jest może ultra zwarty i nie pobije nam uszu do nieprzytomności ale jest taki „misiowaty”, nie w sensie w jakim misiowate jest HD600, ale w takiej chęci przytulenia się. Mięciutko i miśkowato. HD800 to, to nie jest ale i tak jest dobrze. Rozdzielczość jak za tą półkę cenową zatapia nas w fotel, nie wbija ale lekko zatapia. Scena jest trochę większa niż w HE1 od Sennheisera, ale to nie jest jakiś super komplement. Słuchawki grają głównie z tyłu i w środku, określiłbym to jaki taki obły trójkąt, trochę jak kostka do gitary. W samym środku śpiewa Steven Tyler a wokół niego grają na gitarach i za nim na perkusji. Trzeba się pogodzić. Nie są to słuchawki bez wad, mają ich multum. Ale to co oferują jest warte nerwów i kilku wyjazdów w sprawie gwarancji (ja wkrótce będę 2gi raz). Świetna średnica, miły w odbiorze bas, leciutka i łagodna góra, i typowe kiedyś Chińskie wykonanie= to całe HE400s. Takie HD800S dla HD800 względem He400i. Jedyne co w droższym modelu mi się bardziej podobało to ten fortepianowy kolor i pady. Wiele osób uznaje te słuchawki za nudne, częściowo się z tym zgodzę. Ale to zależy czego się oczekuje od słuchawek i jakie naszym zdaniem są "nie nudne", bo biorąc takie T1 rev2 na warsztat to HE400s są nerdem z którym nikt nie chce się kolegować. Są to raczej spokojne słuchawki które nas nie zaskoczą sybilantem czy innym miłym lub nie tworem. One mają być spokojne, łagodne i w pewnym sensie eteryczne. Jest jeszcze ciekawa sprawa z kablem, można z niego grać po bal’u w którym sporo dół zyskuje. Słuchawki dostają dodatkową masę, bas schodzi niżej i ogólnie robią się dużo cieplejsze. Ocena: 7+/10 Domowy zestaw testowy: Aim SC808,IfI Ican micro. Czas testów: od lipca 2016 Dystrybutor w PL: Rafko. Cena w PL: 1700-1800zł. Sprzęt dostarczył: Mp3store w kolaboracji z moim portfelem. Więcej zdjęć: http://imgur.com/a/r6Nic
  23. MEE Pinnacle P1

    Jakiś czas temu, przy okazji recenzji MEE M7P, napisałem, że MEE audio jest jedną z najbardziej zapracowanych firm działających na rynku słuchawkowym. Nie minął miesiąc i w moje ręce trafiła kolejna nowość, ich flagowy model dokanałowy – Pinnacle P1. Jest to konstrukcja wyposażona po jednym dynamicznym przetworniku na stronę o średnicy 10mm, który został zamknięty w obudowie ze stopu cynku. Cena 199 dolarów znacznie odbiega w górę od wcześniejszych modeli tego producenta, więc zachodzi pytanie, czy skok jakościowy również jest odczuwalny. Tradycyjnie zapraszam do lektury https://muzostajnia.wordpress.com/2016/01/23/mee-pinnacle-p1/
  24. Campfire Audio to nieduża amerykańska firma zajmująca się produkcją słuchawek dokanałowych, a wyrosła ona z ALO Audio, czyli firmy produkującej przewody oraz wzmacniacze. Do testów otrzymaliśmy dwa z pięciu dostępnych obecnie modeli słuchawek Campfire: najtańszy Orion (349 dolarów) oparty na pojedynczym przetworniku armaturowym oraz drugi w hierarchii producenta czteroprzetwornikowy Jupiter, wyceniany na 899 dolarów. A co było dalej, zapraszam do lektury http://zakupek.pl/test/sluchawki/porownanie-campfire-audio-orion-i-jupiter/
  25. Jakiś czas temu kupiłem sobie nowy mały przenośny odtwarzacz muzyki – chińskiego xDuoo X2 z zamiarem porównania do Sansy Clipa+ i Fiio X1. Przy okazji zrobiłem nim niewielkie zamieszanie na forum. Kilka kolejnych próśb o opis brzmienia i nie dało się inaczej, postanowiłem popełnić szybkie porównanie tych grajków i dorzucić do kompletu iPoda Video 5g. Wszystkie poniżej 500 zł, wszystkie przeznaczone do słuchania muzyki i wszystkie działają około 15 godzin. Cel – bogate 3 strony A4 bezpośrednich odniesień, jeśli uda się na tyle rozpisać. Wynik? Nie udało się zrealizować nic :/ Z 3 stron zrobiło się 13, a zamiast spójnego tekstu, gdzie wszystko do siebie odnoszę, wyszła poczwórna recenzja… https://muzostajnia.wordpress.com/2015/02/11/niedrogie-granie-czyli-sansa-clip-xduoo-x2-fiio-x2-oraz-ipod-video/