Sly30

Zarejestrowany
  • Zawartość

    142
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

40 Neutral

O Sly30

  • Tytuł
    średnio zaawansowany

Dodatkowe

  • odtwarzacz
    AK Kann
  • słuchawki
    Ether Flow
  • chcę
    Zdrowia
  1. O wszystkim i o niczym.

    To chyba żyjemy w innych krajach. Z mojej klasy w ogólniaku na medycynę poszło ok 20 osob. Z powołania może 3-4. Sam po 30 latach wylądowałem w szpitalu na 12 dni w sumie z błachego powodu ale penicyliny ponoć nie można podawać w domu. Miałem okazje rzucić okiem jak to wyglada. Obchód lekarzy, to ekipa ok 10 osób, z czego pacjentami interesuje się dwoje z nich. Reszta patrzy w sufit, przez okno lub na lampy. Młodzi mają total zlew i pacjenta głęboko w D. Do tego w ogóle nie interesują się swoją dziedziną, nowinkami, nowymi sposobami leczenia, odkryciami w ramach swojej dziedziny itd. Reprezentują wiedzę medyczną z lat 40-60. Najważniejsze to makijaż, zrobione włosy i paznokcie. Od ok 13-tej lekarzy na oddziale praktycznie już nie ma, w weekend nie ma wcale. Stawiam tezę, że ok 70-80% młodych adeptów tej sztuki w ogóle się do tego nie nadaje, nie ma mowy o powołaniu, poszli na medycynę dla kasy i statusu społecznego. Natomiast żal mi było pielęgniarek, które pracują bardzo dużo, ciężko i najczęściej za lekarzy odwalają kupę roboty.
  2. Dla mnie wszystko ok. Dziwi mnie tylko, że ktoś bierze realnie cenę z USA. Do cen z USA należy dodać ok 40-50%.
  3. A gdzie koszt wysyłki,cło i VAT liczone progresywnie?
  4. O wszystkim i o niczym.

    Nie mam pism, magazynów audio sprzed 20 lat.
  5. O wszystkim i o niczym.

    Ponieważ podawano je w różnych artykułach, wówczas gdy dotyczyły danych kwestii.
  6. O wszystkim i o niczym.

    Trzeba było przez lata śledzić prasę o tej tematyce w kraju i na zachodzie. Ja nie kolekcjonuję artykułów. Nie są mi potrzebne. Nie zamierzam nikomu nic udowadniać. Co do naukowców, to trudno mi ocenić ich wartość, ale skoro twierdzisz, że ci z USA nie istnieją, w świetle ilości i jakości uczelni w USA oraz ilości noblistów z USA, to Twój pogląd jest intrygujący.
  7. O wszystkim i o niczym.

    Skąd zarzut o trollowanie, skoro temat jest luźny o wszystkim i o niczym? Ktoś ma chyba problem z czytaniem ze zrozumieniem.
  8. O wszystkim i o niczym.

    Ależ nagrywał płyty w latach 80/90. A wcześniejsze tylko analogowo, co później zostało przeniesione na cyfrę. I kolejne wydania płyt CD, z tego samego materiału źródłowego różnie wydawano i różnie grają. Dlatego chodzi mi tylko o to, aby być ostrożnym w kwestii postrzegania cyfry jako układ zero jedynkowy, choć w istocie nim jest. Ale jednak....nie wszystko jest takie oczywiste i zero jedynkowe.
  9. O wszystkim i o niczym.

    Zupełnie nie o tym pisałem. Po raz kolejny nie rozumiemy się. Nie chodziło mi o sytuacje, gdy mamy 2 różne realizacje np koncertu w różnych halach czy różnych filharmoniach, bo tu różnice są oczywiste. Miałem na myśli ten sam tytuł, ale różne jego wydania. No choćby Kind of Blue Milesa Daviesa. Wydań jest wiele, materiał ten sam i co?....i nie grają tak samo. Pewnie nie miałeś okazji słyszeć różnych wydań tego samego tytułu. A słynne Brothers in Arms? Wiesz jak wiele jest wydań? I z USA i z Japonii i z Europy i co? Wiesz jak różnie grają? Pewnie nie wierzysz? Nie musisz. Nie ma to znaczenia.
  10. O wszystkim i o niczym.

    Powiedz to tym, którzy budują takie kompy do audio. Ja mam małego Linna i Lumina. Nie potrzebuje takiego kompa. Ale wejdź na zachodnie fora i pogadaj z nimi. Zaproponuj im lepsze rozwiązania. Może jeszcze coś zarobisz. To, że ludzie kupują owoce pracy inżynierów, to oczywiste, ale jak widać inżynierowie są różni. W USA, Japonii czy u Niemców muszą być słabi, skoro jakaś firma w Polsce nie ma konkurencji. Niech się uczą od nas...jeść widelcem... :-) I oczywiście zrozumiałem, jestem dla Ciebie idiotą. Nie ma sprawy. Jako anegdotę opowiem Tobie pewną historie. Słyszałem w życiu wiele systemów audio u różnych osób. Były setki takich systemów. I wiesz co? Najgorzej, najnędzniej grały zawsze systemy tych różnych pseudonaukowców i inżynierów. U audiofilów bywało różnie, czasem lepiej, czasem gorzej, bywało kiepsko, ale i bywało świetnie. U inżynierów zawsze padaka, że trzeba było grzecznie prosić o ściszenie i zmieniać temat na nie audiofilski, lub w miarę szybko się ewakuować.
  11. O wszystkim i o niczym.

    Najlepsze CD wcale nie są w jednej obudowie. To dzielone układy z oddzielnym DAC-iem i transportem CD.
  12. O wszystkim i o niczym.

    Oczywiście, że sobie trochę żartuje ale tylko trochę. W sumie to hobby sprowadza się do słuchania i słyszenia. Można też podchodzić do tematu naukowo ale 35 lat moich obserwacji tego hobby pokazało, że to niepewna droga i czasem prowadzi na manowce. Z jednej strony podejście naukowe wydaje się pewne, policzalne i przewidywalne, ale z drugiej okazuje się, że tak nie jest i że wielu aspektów muzyki nie sposób obliczyć czy też zdefiniować policzalnie. Co chwile pojawiają się nowe teorie podparte naukowo, które mówią, że teraz zagra lepiej, bo te czy tamte problmemy rozwiązano i nauka mówi, że musi być lepiej, po czym okazuje się, że wcale nie, że wcale nie zniwelowano wszystkich starych problemów, a za to wprowadzono nowe, nieznane wcześniej. Ileż było takich genialnych odkryć. Kiedyś upsampling w DAC-ach miał dać gigantyczny postęp. Dowody naukowe atakowały z każdej strony. Po latach niektóre firmy powróciły do DAC-ów Non oversampling, bez upsamplerów. Pojawiły się teź nowe dowody naukowe przeczące poprzednim. Tak samo było, gdy na rynek weszła płyta CD, która miała zmieść analog i zmiotła. Dowody naukowe mówiły, że płyta jest niezniszczalna i że dźwięk będzie najlepszy możliwy. Dowody naukowe sypały się strumieniami. Po latach okazało się, że płyta wieczna nie jest i wytrzymuje ok 30 lat, ale można zrobić lepsze w szkle lub na złocie, które wytrzymują dłużej. Poza tym okazało się, że ważny jest mastering i realizacja i CD nie zawsze jest równie dobre jak inne CD z ta samą muzyką. Dopiero po 25 latach CD na rynku nauczono się wyciskać z tego formatu cuda i dobre wydania płyt CD grają tak, że buty spadają. A słabe są po prostu słabe. To samo było nie tylko z odtwarzaczami CD, ale też z czystymi transportami. Nauka mówiła co innego, uszy mówiły jeszcze coś innego. Dobry transport CD z 95r, a taki z 2017r, to przepaść, a przecież powinno być równie dobre granie. Nastepne naukowe rewelacje głoszono, gdy wchodziły na rynek pliki, jakieś 10 lat temu. Nasłuchałem się tych teorii, że głowa mała. Pierwszy lepszy plikograjek miał rozkładać na łopatki 10x droższe odtwarzacze CD. I co? I nic. Odtwarzacze CD grały znacznie lepiej. Dorobiono więc teorie, że jednak plikograjki nie są jeszcze tak dopracowane ale...ale za rok Panie, to już będzie szok. Minęły lata i postęp jest ale powolny. Pojawiły się nowe problemy. Połączenie USB miało być lekiem na jitter i całe złe. Dowody naukowe były jednoznaczne. I znów kicha. Z USB pojawiły się nowe problemy i znów trzeba było budować dodatkowe filtry, odszumiacze, izolatory galwaniczne. Ekstremalni high endowcy budują do plików komputery po 200kg wagi, gdzie samo zasilanie waży ze 100kg. Laptop miał zmiatać każdy odtwarzacz CD. Dowody naukowe mówiły, że to oczywiste i pewne. Po latach okazało się, że laptop do audio się nie nadaje i nawet fani grania z kompa, ci zaawansowani uważają, że laptop do audio to szajs. Same pliki hires czy DSD, to miała być kolejna rewolucja. Nauka dostarczyła dowody. Po 10 latach okazało się, że nie jest to takie oczywiste, że pliki DSD wprowadzają szumy, że niektóre hires PCM są zbyt sterylne i męczące, że wiele plików hires sprzedawanych nawet w dobrych, legalnych sklepach, to picowane pliki upsamplowane z 16/44 do 24/96 albo z 24/96 do 24/192. I po 10 latach tej rewolucji, nadal najlepsze odtwarzacze CD grają lepiej plik z CD niż najlepsze plikigrajki ten sam plik z dysku NAS. Tak samo było wiele nowinek z akustyki i psychoakustyki. 30 lat temu nauka jakoś nic o tym nie wspominała w sensie grania w domu. Dziś jest inaczej. Ale i tu drogi naukowe wiodły na manowce. Odkryto, że ludzie w pokojach mają za duże echo, czas pogłosu i mody basowe. Nauka dostarczyła rozwiązania. Zaczęto w pokojach upychać ustroje z gąbek, a na bas z bardzo gęstych gąbek. Pomiary po takich adaptacjach pokazywały, że wszystkie parametry się poprawiły. Musi zagrać super. Nauka nie może się mylić. I co? I **** za przeproszeniem. Okazało się, że grało koszmarnie. Takie adaptacje zabijały muzykę, jej przestrzeń, głębie, transjenty, blask, tłumiły barwę itd. Po latach inna nauka dostarczyła wiedzy dlaczego poprzednia nauka się myliła. Zaczęto odchodzić od idei absorpcji w stronę dyfuzji. Przestano budować wygłuszone, martwe akustycznie pokoje na rzecz pokoi żywych. Okazało się, że samo pojęcie długiego czasu pogłosu wcale nie musi być złe, skoro w salach koncertowych czas pogłosu jest jeszcze dłuższy. Czyli czas pogłosu może być długi ale pod pewnymi warunkami. I tak można bez końca. Caly świat odkrywa ciagle nowe kwestie w audio i ciągle nauka dostarcza nowe dowody, często sprzeczne z poprzednimi, ale od zawsze jedno jest w audio niezmienne....dobre, doświadczone ucho. Ale są oczywiście „inżynierowie” nauczeni super wiedzy w Polsce lat komuny i oni wiedzą lepiej. Cieszmy się więc, że mamy takich wspaniałych naukowców. A doświadczeni audiofile nadal słuchają uszami. Ze wzmacniaczami też tak miało być. Jakieś 20 lat temu Peter Lyngdorf głosił, że za 10 lat wszystkie wzmacniacze będą cyfrowe. To zresztą fajny gość o dużej wiedzy. Sporo zrobił dla audio. Gość z fantazją i polotem. Przyjemnie się z nim rozmawiało. Ale pomylił się. Ani cyfrowe wzmacniacze ani te w klasie D jak na razie nie pokonały najlepszych klasyków. Owszem w sprzęcie przenośnym czy w samochodach sprawdzają się dobrze, ale porównanie do dobrych wzmacniaczy w klasie A czy AB, pokazuje gdzie jest miejsce klasy D. 10 lat temu nauka mówiła, że klasa D jest lepsza. Ale uszy były innego zdania. Po latach nauka mówi, że tamta klasa D to jednak nie było to, ale teraz Panie to będzie Pan zadowolony. I co? No i nic. Nadal klasa D nie gra lepiej. Może za kolejne 10-20 lat to się zmieni. Ale dziś jest jak jest, uszy miały racje, nauka nie bardzo. A jakież to zachwyty były wiele lat temu nad ceramicznymi driverami do kolumn. Nauka miała dowody, że wreszcie hitech rozwiązały problemy i mamy drivery o super parametrach. Teraz cały świat przejdzie na ceramiki, a Niemiecki Accuton już liczył zyski. Po 10 latach już tak różowo nie jest. Parametry techniczne są dziś jeszcze lepsze z caramiki niż wtedy. Ale wielu już wie, że nie jest tak dobrze jak miało być. Dźwięk jest gładki, szybki i rozdzielczy oraz bardzo selektywny, ale matowy, szary i maskuje wybrzmienia na basie i midbasie. Wiele firm wraca do papieru w nowszych, bardziej dopracowanych wersjach. No i znów nauka się nie do końca sprawdziła.
  13. O wszystkim i o niczym.

    Jeśli nie słyszysz, to nie musisz się martwić. Jest tyle innych pasji. Nurkowanie jest fajne i zwiedzanie świata. A jeśli lubisz hobby w którym priorytetowe jest patrzenie i doznania wzrokowe, to może malarstwo albo Design.
  14. O wszystkim i o niczym.

    Bo tego nie widać, tylko słychać. Tego się nie ogląda, tylko słucha... :-)
  15. Astell&Kern A&ultima SP1000

    Nie oceniajmy kolegi tak złośliwie. Każdy kiedyś sprzedaje swój sprzęt i kupuje inny. Nie ma w tym nic złego. Nowy wtedy podoba się bardziej i dlatego też doszło do wymiany. Ale to nie znaczy, że poprzedni sprzęt był czy jest nadal zły.