Skocz do zawartości

Ranking


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 24.09.2018 uwzględniając wszystkie działy

  1. 3 punkty
    Dzisiaj znowu są w promo za 69 PLN link do promo
  2. 3 punkty
    Recenzja bardzo dużego i ciężkiego (19 kg) wzmacniacza słuchawkowego Audio-GD HE-9. Sprzęt ten, kosztujący 9116 zł, oferuje topologię dyskretną w formule w pełni zbalansowanej, pracę w klasie A, a także 9W mocy przy 40 Ohmach po XLR, aby skutecznie móc napędzić HE-6, LFF, K1000 czy cokolwiek, co będzie wymagało tak dużej mocy wyjściowej. Jednym słowem - specjalistyczny wzmacniacz pod specjalne modele słuchawek. Link do recenzji: https://www.audiofanatyk.pl/recenzja-wzmacniacza-audio-gd-he-9/ Jak zawsze serdeczne podziękowania dla właściciela sprzętu za jego wypożyczenie wraz z dodatkowym osprzętem.
  3. 3 punkty
    Profesor Atomus dodał do mieszanki jeszcze jeden, przypadkowy składnik, związek X!
  4. 2 punkty
    Kupiłem w x-kom.pl tytułowe HS-930i. Były za grosze (69 pln) w promocji, a pamiętam ile kosztowały na starcie (ok 1400 PLN). Dość stary model, jeśli nie mylę się pojawił się ok 2010 roku. Wykonanie bardzo dobre. Wymiary "nano" są bardzo małe. Odebrałem wieczorem w środę ale dopiero dziś miałem chwilę by ich posłuchać. Miały przebieg 2 minuty gry w pociągu w środę wieczorem. Podpięłem pod BTR-3 5 godzin temu w celu sprawdzenia jak one grają? Są na prawdę malutkie, więc można w nich spać wygodnie:) ktoś ostatnio szukał takich do spania, polecam. I teraz (jest 00:26) nie wyjąłem ich z uszu Grają raczej w głowie scena raczej adekwatna do ich wymiarów. ALE JAK ONE GRAJĄ!!! Muszę iść do wyrka ale chyba pójdą ze mną Bas jest konkretny, czaszka podskakuje, ale separacja instrumentów jest bardzo dobra. Czujemy się jak w małym, kameralnym klubie na koncercie, gdzie każdy instrument jest bardzo dobrze słyszany i "widziany" wystarczy sięgnąć ręką. Przebieg mają malutki, grają w sumie niecałe 6 godzin. Aż się boję jak będą grały później
  5. 2 punkty
    Porównywałem z Aune E1 i B@W P7;) oraz NuForce Primo 8. Primo 8 łatwością obsługi biją na głowę;) Za 69zł to największy komfort w uchu jaki miałem. Każda blondi-audio zaaplikuje je doskonale od pierwszego włożenia w ucho:) Pozdrawiam serdecznie
  6. 2 punkty
    ...oraz bez napisu i namaszczenia przez Grado - "to już nie to".
  7. 2 punkty
    Rozbierałem kiedyś HDP, aby spróbować zidentyfikować co siedzi w środku. Więc tak, 3 płytki w montażu powierzchniowym, wsunięte w obudowę "na kanapkę", jedna nad drugą. Zamazane fabrycznie oznaczenia elementów albo zastąpione, nic nie mówiącymi, oznaczeniami od NuForce. Możliwości serwisowania wątpliwe poza jakimś dedykowanym serwisem fabrycznym, albo ewidentnie widocznymi uszkodzeniami typu urwana łączówka, zimny lut. Ewentualnie jak się ma całe moduły na podmianę. Ale pod tym kątem to już ktoś tam na pewno zajrzał. Cena w aukcji kosmiczna jak na taki stan rzeczy. W takim stanie to cena powinna być przez pół na zasadzie "ryzyk fizyk".Tyle kasy co tam jest, to nie warto. Takie jest moje zdanie.
  8. 1 punkt
    Również anulowałem Wygodne widać są Tak z ciekawości zapytam, może ktoś ma taką wiedzę. Czy te Creative HS-930i są porównywalne dźwiękowo z SONY MH1C? Oba modele grają na podobnym jakościowo poziomie? SONY MH1C to też "archiwalny" model.
  9. 1 punkt
    O tutejszym forum też tak uważasz?! 😎 Po powyzszym, anulowałem zamówienie 😢.
  10. 1 punkt
    18$ na ebayu kit DIY bez obudowy i zasilacza.
  11. 1 punkt
    Masz rację. Wcześniej tego nie zrobiłem
  12. 1 punkt
    No gdzie?! Musisz w koszyku wpisać kod "studia", przecież przed chwilą zamówiłem 😉.
  13. 1 punkt
    Nierówne podświetlenie się czasami ciężko reklamuje.Zależy niekiedy od humorku ludzików w serwisie. Trzeba tez im odpowiednio napisać, że przeszkadza w normalnym użytkowaniu i czekać na odpowiedz.
  14. 1 punkt
    Miałem okazję sprawdzić nowość od Feliks Audio. Echo to nowy, a zarazem podstawowy wzmacniacz lampowy w ofercie rodzimej marki Feliks Audio. Urządzenie wycenione na 1399 zł jest wykonane ręcznie, cec**je się konstrukcją OTL, obsługuje słuchawki do 600 Ω i ma zadowolić nawet wymagających melomanów. Sprzęt marki Feliks Audio gości na łamach naszego portalu po raz pierwszy, ale producent nie jest nowicjuszem. To rodzinna firma z siedzibą w Lublińcu, która istnieje na rynku od dziesięciu lat, ale jej początki sięgają lat siedemdziesiątych. Wzmacniacze lampowe Feliks Audio doceniono na całym świecie, a charakteryzują się one neutralną, ale jednocześnie naturalną i przyjemną w odbiorze sygnaturą dźwiękową. Z przyjemnością wziąłem na warsztat przystępny cenowo model Echo wyposażony w parę lamp mocy typu 6N6P i parę sterujących 6N1P, który może działać także jako przedwzmacniacz. https://kropka.audio/test/wzmacniacze/feliks-audio-echo-recenzja/
  15. 1 punkt
  16. 1 punkt
    Jeśli będzie czas i chęć do współpracy, to czemu nie Słyszałem właśnie, że nie podeszły Ci wzmaki Feliks Audio. Mnie Echo bardzo pozytywnie zaskoczył - nie uważam się za "lampiarza", a Echo mógłbym używać na co dzień. Co ciekawe konfiguracje z Echo zabrzmiały twardszym konturem od mojego Bursona Virtuoso, który brzmiał bardziej miękko i gładko, czym ponownie mi podpadł. Lubię konturowe i kontrolowane granie, nie myślałem, że podstawowy wzmak lampowy wypadnie w tej kwestii lepiej od Bursona. To jeszcze nie ta scena, ilość powietrza i neutralność, ale coś ten Burson zaczął mi brzmieć zbyt łagodnie, za gładko.
  17. 1 punkt
    Powiedziałbym nawet, że elektrostaty łatwiej zrobić "chałupniczo" niż planary, bo do tych drugich trzeba mieć specjalnie zaprojektowaną i dobrze wykonaną cewko-membranę oraz mocne magnesy o konkretnym kształcie - najczęściej też na specjalne zamówienie W ES nie ma tego problemu - wystarczy cienka membrana, która dobrze przyjmie i rozłoży ładunek, a okładki to już dowolność
  18. 1 punkt
  19. 1 punkt
    Robisz słuchawkę na bias stax pro i masz wszystko gdzieś w sprawie wzmacniacza. Stax pro+LST=wsio
  20. 1 punkt
    Słucham sobie hołków dzięki uprzejmości Alla i co chwila odpływam... są takie wygodne i relaksujące, zupełne przeciwieństwo grado. Mimo wspominanej przez Was buły urzekają holografią, tłem, dźwiękami w tle i ogólnym, spójnym i wyjątkowym przekazem. Fajne to słuchawki, może nawet ze mną zostaną.
  21. 1 punkt
  22. 1 punkt
    Skorpion to otl to zdecydowanie odradzam pod fostexy. Im moim zdaniem dobrze zrobiłby wzmacniacz hybrydowy.
  23. 1 punkt
  24. 1 punkt
    Przetestowałem kilka opampów w swoim wzmaku ale jak dla mnie różnice często są na granicy percepcji plus dużo jednak zależy od implementacji, więc nie jestem przekonany czy można mówić o samym dźwięku opampa (np. AD8620 w moim wzmaku brzmi kompletnie inaczej niż w Leckertonie UHA-760, którego teraz mam u siebie). Interesuje mnie jednak ten wyboldowany fragment. Możesz wyjaśnić? Zastanawiam się czy nie spróbować jeszcze jakiegoś opampa i Twój opis jasny, analityczny, rozdzielczy bardzo mnie zainteresował, ale nie wiem co znaczy rozrzedzenie dźwięku. Twój opis jest obiecujący, trochę wbrew typowemu opisowi opampów Burr Browna, które są takie naturalne, laid back, wysokie są deko schowane (tak mi np. brzmiał OPA1642). Dlatego dodałem, gdzie był aplikowany, a rozrzedzenie, jest przeciwieństwem zagęszczania. Czyli wolę napisać, że coś rozrzedza niż że napowietrza, bo to drugie mi się z efektami po fasoli kojarzy.
  25. 1 punkt
    To będzie prawdopodobnie ostateczne porównanie RS1 i RS2 od mnie. Grado RS2 posiadam od marca, RS1 pożyczył mi kolega GRADO__Fan, jeszcze nie dotarte, ale mam na to swoje sposoby, których użyłem i poskutkowało. Przygoda z RS1 rozpoczęła się od wieczoru odsłuchowego, w którym napęd stanowił nieco zmodyfikowany DIY DAC kit i moje dziecko słuchawkowe w obecnie najlepszym wydaniu układowym. Interkonektu nie było żadnego, gdyż płytkę DACa podłączyłem praktycznie bezpośrednio do wzmacniacza słuchawkowego. Dotychczasowe skromne doświadczenie pokazuje, że tak brzmi najlepiej. Daruję sobie w tym wątku szersze uzasadnienia, w każdym razie chodzi o to, że nie ma kolejnego elementu definiującego sposób prezentacji muzyki. Na wstępie uwaga - jak brzmią niedotarte i dotarte RS1 i RS2. Te pierwsze nieco sybilują, i to w sposób niezbyt precyzyjny, natomiast cały sopran jest jakby zasnuty mgłą i stępiony. Wiadomo, że jest, tylko nie bardzo go słychać. RS2 wykazują pewną głuchość na przełomie średnicy i sopranu, a poza tym lekko tną uszy. Kiedy już nie słychać wygłuszenia w RS2, a sopran swobodnie hasa w RS1, można przystępować do słuchania i smakowania tego, co jedne lub drugie słuchawki serwują. Konstrukcja RS1 mają nieco większe drewniane kubki przetworników, metalową obręcz z zawiasami przetwornika kontra plastikowa w RS2, no i pręty, za które trzymana jest konstrukcja przetwornika wraz z zawieszeniem w RS2 są okrągłe, jak we wszystkich niższych Grado, a w RS1 czworokątne, takie jak w GS1000. Pudełko RS1 jest większe, ze sztywnej tektury, RS2 jest pakowane w płaskie i miękkie, jak niższe modele, i bez żadnych dodatkowych akcesoriów. Informacje dotyczą obydwu słuchawek w nowej wersji, bez guzików z oznaczeniem typu na grillach. Pierwsze wrażenia RS2 są ciemniejsze, chłodniejsze i bardziej eufoniczne niż starszy brat bliźniak. RS1 są jaśniejsze, z dociążoną górną średnicą i sopranem, ale jest to bardziej akcent niż podkolorowanie. To ostatnie występuje w RS2, w okolicach powiedzmy 2kHz, i jest to ewidentne, delikatne, słodkie podbarwienie, które objawia się śladową obecnością tego samego tonu. W RS1 można bardziej mówić o podbiciu zakresu wysokiej średnicy i dolnego sopranu, gdyż nie słychać dodatkowej nuty. Po prostu ten zakres prezentowany jest z pewnym dociążeniem i akcentem. Wariacje w trzech wymiarach RS1 bezpardonowo oddają fakturę dźwięku, a także jego przestrzenność. W RS2 prezentacja przestrzenna jest zgoła inna, budowa przestrzenna dźwięków też. Właściwie to jest pierwszy punkt, gdzie większy brat ma przewagę. Wysokie tony w RS2 są precyzyjne i gładkie, ale lżejsze, i uciekają w dal, co daje wrażenie większej przestrzeni, na której porozstawiali się muzycy. Tyle że wrażenia z odsłuchu żywych instrumentów mówią coś innego. Wystarczy zamknąć oczy, żeby się przekonać, gdzie lokuje się naturalnie odbierany dźwięk żywego, nienagłośnionego instrumentu, i RS1 pod tym względem lepiej oddają rzeczywistość. Perkusja, talerze, instrumenty dęte - wszystko to pojawia się w bardziej orkiestrowym porządku, mimo iż na mniejszej przestrzeni, to bardziej realistycznie i wieloplanowo, z wyraźną trójwymiarowością prezentacji samych dźwięków także. Dźwięki w RS1 mają większą "swobodę podróżowania". RS2 rozpościera niewidzialną płaszczyznę granic swoich możliwości, którą odczuwa się w trzech wymiarach, zwłaszcza w pionie, gdzie w RS1 jest pusto i nic się nie dzieje, tzn. lokalizację w trzech wymiarach one jak najbardziej mają, ale nie wyznaczają żadnych granic, jest czysta i otwarta przestrzeń tam gdzie nie ma nic. RS2 nieco biegają po niewidzialnej mapie, dźwięki w nich są bardziej płaskie, z mniej oddaną fakturą i ciałem, ale wyraźniejszą barwą. Są gładsze, nieco słodsze, ale ta słodycz to "wartość dodana" RS2. Średnica Dla zachowania porządku wywodu rozwinę tę kwestię teraz. Średnica w RS1 jest bardziej neutralna. Jest jaśniej, ale nie ma miodowego podkolorowania w jak w RS2. W zamian za to dostajemy aksamit, który może przyprawić o dreszczyk, i do tego jest to niezwykle fizjologiczny aksamit. Delikatne motywy z klawiatury organów Hammonda czy też damska wokaliza brzmią fantastycznie. Wszystko to oczywiście po przyzwyczajeniu się kilkuminutowym uszu do dźwięku RS1. Tak na marginesie, przyzwyczaić się trzeba do każdego typu słuchawek, ale żebyśmy wiedzieli, o czym czytamy, tudzież piszemy. Średnica RS1 ma wyraźną, bezpardonową fakturę. Dzięki temu dowiadujemy się smutnej nieraz prawdy o wieku wokalistki. Gładkość i eufonia RS2 wygładza, czyli praktycznie odmładza wykonawczynie, nadając im nieco bardziej niewinnie dziewczęcego głosu, jest milej, ale to słodkie kłamstwo, którego weryfikacja następuje, gdy na scenę RS1 wkroczy młoda, subtelna pieśniarka, i zechce się pokazać od swojej najlepszej strony. RS2 zagrają wokalem na twarz, RS1 zagrają, a raczej zaśpiewają głosem, który słyszymy gdzie się rodzi, i dokąd dociera zanim zaniknie. Prezentacja jest bardzo naturalna - punktowość sybilantów jednznacznie podpowiada, iż spółgłoski wyartykułował człowiek, a nie np. hipopotam, a naturalne rozejście się dźwięku w trzech wymiarach daje poczucie intymności, zwłaszcza gdy ta chmurka dźwięku otrze się o ucho, bo tak to można odebrać. RS2 choć starają się być bezpośrednie, są nieco spłaszczone i wygładzone. Nie jest płasko, i sporo słychać, ale za tym co słychać nie do końca idzie to, co "widać". Dźwięk RS1 bardziej pobudza wyobraźnie, łatwiej widzimy kształt instrumentu i sylwetkę oraz ruchy instrumentalisty. Bas Dolny zakres w RS2 jest bardzo fajny. Pamiętam, że wyraźnie bardziej mi się podobał niż w SR325i mimo iż nie schodził tak nisko. W RS1 jest też nieco niżej schodzący niż w RS2. Na początku w RS1 nawet nie bardzo mi się podobał - robi wrażenie bezbarwnego, ale nazwę go neutralnym, a to dlatego, że nie przykuwał zbytnio mojej uwagi w dłuższym odsłuchu. Nie słychać braków, ani podbić. No może jest delikatne, w miejscu, które nie bardzo lubię, ale słuch szybko wyrównuje ten pagórek, i dalej słucha się bez ujmy, z przyjemnością. Bas RS2 jest lekko docieplony w średnim zakresie, i jest to przyjemne. Nie powiem, podoba mi się. Zalatuje dużym drewnianym pudłem, fajnie mruczy i chociaż nie schodzi do samego dołu, potrafi obudzić, kiedy muzyka nabiera tempa. W RS1 bas jest nieco potężniejszy i robi dokładnie to, czego się od niego wymaga - stanowi solidny, mocny i nienarzucający się fundament muzyki. Czasem potrafi łupnąć z właściwą dozą ciężkości i rozchodzącego się ciśnienia. Powiedziałbym ostatecznie, że bas RS1 jest właściwszy, a RS2 ciekawszy. Sopran Lekko, gładko, delikatnie i precyzyjnie - tak tu zagrają RS2. Jak już wspominałem, cała rytmiczna sekcja sopranowa jest w nich lekko rozgoniona po kątach. Rozmiar instrumentów jest siłą rzeczy mały, bo na średnicy znowu RS2 potrafią namalować dość rozległą plamę dźwięku. W RS1 o ile dźwięk zasadniczo rodzi się mały, rośnie i dojrzewa, o tyle w RS2 bardziej "wyłania się" każdorazowo. Przez to atak wysokich tonów będzie w RS2 mniej zdecydowany. RS1 są tu dociążone, robią wrażenie, jakby talerz był większy, z grubszej blachy, stał bliżej, a dzięki temu widać nawej jak zatacza kręgi na stojaku, od silnego uderzenia pałką. Sybilanty w RS1 są grubsze i cięższe, co na średnicy dawało swoisty aksamit, a na sopranie daje więcej wagi i powietrza. Taki sopran nie zakłuje. W RS2 nie kłuje, bo jest gładki, w RS1 nie kłuje, gdyż jego faktura jest dostatecznie gruba. O rozmyciu nie ma tu mowy, raczej dociążeniu. Dźwięk trzyma dobrze kreślony kształt i słychać wyraźnie jego zmiany. Na sopranie RS2 nie da się aż tak śledzić losów dźwięku w przestrzeni, gdyż wszystko jest nieco dalej, bardziej na wyznaczonej płaszczyźnie, z mniej wyraźną fakturą, a głównie wyraźnym obrysem, choć rysowanym łagodną linią. Po dłuższym czasie RS2 gdy już posiedzą na mojej głowie, niemalże wrastają w czaszkę, zaczynam się z całą prezentacją jednoznacznie zgadzać, a odrobina słodyczy na średnicy nigdy się nie uprzykrzy, bo się nie narzuca. RS1 po długim czasie mogą dać lekki przesyt niskich sopranów, i nie jest to efekt tępego zlania się, a raczej zmęczenia ilością informacji. W tym zakresie kryją się najdrobniejsze szczegóły faktury dźwięków z zakresu średnicy, i do tej pory nie miałem do czynienia ze słuchawkami, które tak wyłuskują informacje o dźwiękach jak RS1. RS2 się świetnie słucha, gdy się dobrze nie pozna RS1. Świadomość tego, co powinno się pojawić, a się nie pojawia, albo zostaje przemilczane - mnie na dłuższą metę bardziej męczy, niż jawna i chwilami dosadna prezentacja RS1. Wniosek - jak się chcesz cieszyć RS2, nigdy nie słuchaj RS1. Szybka przesiadka "Zmęczony" RS1 zakładam RS2. Jest gładziej, jest spokojniej, nieco słodziej, ale tam gdzie RS1 stawiały kawę na ławę, RS2 pozwala sobie na drobne, słodkie kłamstwa, albo przemilczenia. Przesiadka na RS1 z powrotem pozwala znów odetchnąć świeżym powietrzem i daje poczucie większej swobody i otwartości. Konkurencja z innego świata Jak wiadomo z innych wątków i forów, pojawił się ostatnio fosterowy czarny koń sprzedawany w opakowaniu brandowanym jako Creative Aurvana Live! tudzież Denon AH-D1001. Słuchawki te dostają skrzydeł po wymianie kabla, ale wciąż są to słuchawki zamknięte, z ciemną, mroczną, klubową prezentacją i o mocnym basie. Przesiadka między Creative a RS2 to każdorazowy proces długiego przyzwyczajania się. Zwłaszcza w Creativach nic się nie zgadza na początku, zwłaszcza prezentacja przestrzenna dźwięku. RS1 są lekko jaśniejsze od RS2, i oczywiście dużo jaśniejsze od CAL. Słychać to przy zamianach w obydwie strony. Co do samej prezentacji, tutaj różnic między zrekablowanymi CAL a RS1 jest niewiele, autentycznie. Można co minutę zamieniać słuchawki, i poza inną equalizacją oraz pewnym szczegółem, od razu można słuchać i delektować się serwowaną muzyczną prezentacją bez odczekiwania na przestawienie się zmysłu słuchu. Co do szczegółu, jest nim akustyka i skupienie się na innym aspekcie każdego dźwięku. RS1 skupiają się na instrumencie i wykonawcy, z powodu otwrtej konstrukcji wszystko się szybko rozpływa i znika, choć zanim zniknie, potrafi przyjemnie obić się o uszy. W CAL "życie" dźwięków jest bardziej wyeksponowane i oddane, a sam instrument służy do wyprodukowania tegoż dźwięku. Pogłosy, zanikanie, zafalowania amplitudy, dźwięk osobno jako taki - tym słuchawki fostera interesują się bardziej. Atmosfera jest w nich gęsta i duszna, a pogłosy tworzą ciekawą, klubową akustykę. W RS1 jest bardziej koncertowo, ale i ulotnie. Dzięki wyraźnej przestrzenności dźwięków i naturalności ich rozejścia wiemy już chwile wcześniej, że piękny iżywot każdego dźwięku jest krótki i z góry zdeterminowany. W CAL dźwięk się nie poddaje, krąży, wybrzmiewa z naturalnie nieregularnym wygasaniem, a nieustannie podsycana gęsta atmosfera nie stawia aż tak na indywidualizm. Jak dla mnie RS1 i Creative Aurvana Live! z dobrym kablem świetnie się uzupełniają, zupełnie inne akcenty, ale zaskakująco podobna prezentacja. Porządek sceniczny dość zbieżny, atmosfera zgoła inna. Werdykt Lepsze jest to, co się bardziej podoba. Rozkładając dźwięk na czynniki, RS1 są co najmniej o pół klasy lepsze od RS2 - większa rozdzielczość, niezależność dźwięków, więcej informacji, lepiej oddany porządek sceniczny. RS2 są słodsze, subtelniejsze, gładsze, ciemniejsze, czasami idące lekko na skróty, ale o tym się nie dowiemy nie słuchając innych słuchawek podobnej lub wyższej klasy. Niestety, owe sporadyczne braki w informacji, a także jednoznaczne i nie do końca trafne zdefiniowanie przestrzeni muzycznej w RS2 uważam za obszar, gdzie ustępują RS1. Mniej dosadny, przez co zapewne i mniej męczący dla wielu dźwięk RS2 może stanowić przewagę nad RS1, i na pewno RS2 są bezpieczniejszym wyborem, jeśli reszta toru ma zapędy w stronę dosadności, krzykliwości, ostrości, a nie szczyci się dostatecznym bogactwem tonalnym i harmonią. Najlepiej posłuchać jednych i drugich, a potem licząc się z dalszym dostosowywaniem sprzętu słuchawkowego, kupić te, które się bardziej podobają. Jedne i drugie potrafią pięknie zagrać, tylko im trzeba na to pozwolić.
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00
  • Biuletyn

    Chcesz być na bieżąco ze wszystkimi naszymi nowościami i informacjami?

    Zapisz się
×

Powiadomienie o plikach cookie

Zarejestruj się aby mieć większy dostęp do zasobów forum. Przeczytaj regulamin Warunki użytkowania i warunki prywatności związane z plikami cookie Polityka prywatności